Dalekie Krainy[Góry Słone] Z deszczu pod rynnę...

Poza Środkową Alaranią istnieją setki, najróżniejszych krain. Wielka Pustynia Słońca, Góry Księżycowe, archipelagi wysp, płaskowyże, mokradła, a nawet lądy skute wiecznym lodem. Inny świat, inne życie, inni ludzie i nieludzie. Jeżeli jesteś podróżnikiem, czy poszukiwaczem przygód wyrusz w podróż w najdalsze zakątki wielkiej Łuski Alaranii.
Awatar użytkownika
Emma
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 79
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Syrena
Profesje: Włóczęga , Artysta
Kontakt:

Post autor: Emma »

        Emma z milczącym zadowoleniem przyjęła informację, że nikomu więcej nic się nie stało. Mogli sobie teraz wszyscy trochę z tego żartować, ale będąc tak odcięci w górach wiele ryzykowali. Jun, gdyby zdecydował się skorzystać z pomocy medyka, mógłby spokojnie na niego poczekać przy herbacie, ale jeśli komukolwiek stałoby się coś gorszego, wymagającego natychmiastowej interwencji lekarza, ranny mógłby nie doczekać jego przyjazdu.
        Nie pytała nawet, czy w związku z tym, jak zakończyło się dzisiejsze polowanie, uznają to za odpowiednie zakończenie sezonu, bo nie była gotowa na odpowiedź, ani hamowanie swojego zdania, gdyby usłyszała, że jutro rano znów wyruszają do lasu. Niech robią, co chcą. Dbała o ich zdrowie, bo nie była bez serca, ale nikomu nie planowała matkować. Również pomoc Xiu zaproponowała z grzeczności i nadziei na załagodzenie atmosfery, ale brunet łypnął na nią tak, jakby co najmniej to ona go drapnęła. Nie wywołał jednak większej reakcji na twarzy naturianki, którą chyba nie tak łatwo było urazić. Przynajmniej nie takim zachowaniem. Wróciła po prostu do tego, co robiła wcześniej, czyli naruszania swojej i księcia przestrzeni osobistej.
        Podniosła spojrzenie na Junjie, gdy jej odpowiadał, skinieniem przyjmując wyjaśnienia i skupiając się na dopasowaniu bandaża, by opatrunki się nie przesunęły, ale książę mimo wszystko mógł oddychać. Znów udawała, że nie słyszy dyskusji, chociaż nawet ona zauważyła, że gospodarzowi powoli się ta anielska cierpliwość kończy. Właściwie nawet jej pasowało, że się zajął czymś innym i nie będzie zwracał na nią uwagi, ale i tak miała problem udawać, że wzmianka o pieszczotach jest kompletnie przypadkowa i ogólna.
        Na to wszystko poczuła dmuchnięcie we włosy i na najkrótszy możliwy moment zamarła, tłumiąc w zarodku rodzące się na karku ciarki, zanim się w sobie zebrała i dokończyła „okrążenie”. Wtedy zebrała włosy, by więcej nie przeszkadzały i nie prowokowały podobnych sytuacji, nagle orientując się w ciszy, jaka panowała w pokoju. Zerknęła niepewnie przez ramię, czego od razu pożałowała, napotykając wbite w nią spojrzenia trzech par oczu. Jednak mimo że wprawiało ją to w dyskomfort, Emma nie była nauczona konfrontacji, więc chociaż znów odwróciła się do Juna to nie pozwoliła, by rozmowa umarła śmiercią naturalną.
        - Teraz chyba i tak czeka cię kilka dni przymusowego odpoczynku – powiedziała, sięgając bandażem pod jedną ręką księcia, za jego plecami i z powrotem nad prawym ramieniem. Wcześniej podejrzewała, że dyskusja na ten temat między Junjie a Shunem może być jak wsadzenie kija w mrowisko, ale aktualnie chciała przede wszystkim odwrócić od siebie uwagę. Więc niech się nawet znowu posprzeczają, ale przynajmniej głupio na nią nie gapią. I tak powstrzymała się odpowiedzenia tego w elfickim, czyli bezpośrednio dla informacji Shuna, bo wówczas jej intencje byłyby aż nazbyt czytelne.
        Zawahała się na moment, po czym oplotła tors Juna jeszcze dwa razy, tym razem zupełnie poziomo, tworząc opatrunkiem coś na kształt trójkąta. Nadal nie wiedziała, co robi, ale odnosiła wrażenie, że taki pas na skos łatwo się przesunie, gdy mężczyzna będzie się ruszał. Tak powinno być stabilniej. Zabezpieczyła końcówkę bandaża dołączoną do rolki agrafką i usiadła na piętach, przechylając lekko głowę, gdy oceniała swoje dzieło. Dopiero wtedy zerknęła na księcia z lekkim uśmiechem, a w jej oczach odbijało się coś na kształt samozadowolenia. Emma mimo młodego wieku zazwyczaj prezentowała się dużo dojrzalej, ale teraz wyglądała wyjątkowo dziewczęco.
        - Chyba powinno działać – powiedziała niepewnie, ale wciąż usatysfakcjonowana.
        Mimo wszystko, właśnie się czegoś nauczyła. Nadal nie będzie się z takim wsparciem oferować, ale wciąż, pierwszy raz kogoś opatrzyła i nic mu nie było. Na razie. Ale nie powinno, skoro zrobiła tak, jak kazał majordomus. Poza tym pomogła, a naprawdę rzadko miała do tego okazję, zazwyczaj nie posiadając żadnych przydatnych umiejętności. Mogła komuś zagrać, dla ukojenia nastroju, czy zabawić rozmową albo niestety samym swoim wyglądem, co przez wiele lat zresztą robiła. Ale czuła się o wiele lepiej, gdy faktycznie zrobiła coś konstruktywnego i miała przed oczami efekt swojej pracy.
        Nieco bardziej znajomy „kulturalnie-uprzejmy” wyraz powrócił na jej twarz, gdy Jun z podziękowaniem całował ją w dłoń, ale oczy nie były już takie chłodne jak zazwyczaj.
        - Nie ma za co – odparła grzecznie, nim uśmiechnęła się lekko. – Ale nie polecam się na przyszłość – dodała żartobliwym tonem.
        - Poproszę herbatę – powiedziała, podzielając opinię majordoma, że na wino wciąż było trochę za wcześnie. Zwłaszcza, że po dwóch kieliszkach najchętniej by szła spać.
        Rosa zerknęła na dosiadającego się obok Xiu i uniosła minimalnie brwi, gdy ten zsunął kimono z ramienia. Przekazu domyśliła się i bez tłumaczenia Juna, ale nie chowała urazy, więc tylko skinęła zgodnie głową i przysunęła się do Xiu. Po tym, co widziała u księcia, zadrapania nie wyglądały już tak strasznie.
         „A ten bezczelny uśmieszek zaraz ci zetrzemy…”, pomyślała, sięgając znów po alkohol i starannie odkażając ranę.
Awatar użytkownika
Jun
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Eravallian
Profesje: Władca , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Jun »

        Skupienie w przypadku Emmy było zrozumiałe. Pełna uwaga towarzyszy gdy kobieta poświęcała się bandażom chociaż niezbędna nie była, powiedzmy, że Juna nie zdziwiła, a przede wszystkim zaskutkowała niezręczną ciszą gdy na moment umilkł i on i syrenka.
Cień rozbawienie przemknął przez oczy księcia, w momencie kiedy Emma postanowiła zerknąć przez ramię. Mimo wszystko, jak od początku ich spotkania panna zachowała godność i taktownie zmieniła temat. Jun uśmiechnął się nieznacznie orientując się w knowaniach.
        Zgodnie z przypuszczeniami syrenki, właściciele skupionych oczu szybko stracili zainteresowanie niezręczną bliskością, podłapując temat odpoczynku, gdy tylko Chen przetłumaczył słowa naturianki towarzyszom nie mówiącym we wspólnym. Nie działo się znowu nic aż tak ekscytującego by wygrało uwagę ze zdanie kobiety, które dodatkowo popierali.
        Shun przymknął powieki spolegliwie. W jego opinii na ten rok starczyło rozrywek. Może i Junowi nie można było zarzucić wygodnego wysyłania ludzi w zagrożenie, prędzej sam rzucał się w ogień nie zważając na własne bezpieczeństwo w ten sposób ciągnąc resztę za sobą. Nigdy też nie wahał się by skoczyć na ratunek ryzykując własną skórę, jak tym razem. Odwaga godna pochwały, ale chwilami Shun wolał by przyjaciel bardziej przypominał zwykłych możnych i częściej wysługiwał się innymi, rzadziej stawiając na szali własne bezpieczeństwo. Każde szczęście kiedyś się kończyło.
Podobnego zdania by Xiu. Kiwnął głową całkiem energicznie, zaraz potem sadowiąc się tak by ułatwić Emmie pracę.
Chen dość jasno wyrażał swoje stanowisko od początku, więc teraz jedynie prychnął coś pogardliwego pod nosem.
Tymczasem Jun nalał Emmie herbaty, uśmiechając się trochę zbyt butnie co pewnie pozostali mężczyźni by zauważyli (i zdążyliby się zaniepokoić) gdyby nie przychylili się zbyt wcześnie do rozsądnych wniosków naturianki.
        Xiu posykiwał podczas medycznych zabiegów, gdy Jun dopełniwszy wszystkie pozostałe czarki, w tym oczywiście swoją, wreszcie odpowiedział na twierdzenie syrenki.
        - Nie, umknął mi jeleń - odparł, a oczy księcia połyskiwały zawziętością. Chen się żachnął, ale nim zdążył przetłumaczyć słowa, Shun sapnął i energicznie odstawił czarkę łypiąc złowrogo, i bez translacji rozpoznając bursztynowe spojrzenie nie wróżące nic dobrego. Chen pospieszył z tłumaczeniem tak czy inaczej.
        - Z Bogami gór chcesz zadrzeć?- warknął chłodno.
        - Może, jeszcze nie miałem okazji z żadnym się spróbować - odparował Jun z zaczepnym grymasem.
        - Szlag! Dobrze wiesz, że biały jeleń przynosi pecha! Mało ci było ostrzeżenia, życie chcesz w lesie stracić? - prychnął Xiu, dodatkowo poirytowany bolesnym zabiegiem.
        - Wpierw ścigaliśmy rosłego jelenia o śnieżnobiałej sierści. To za jego sprawą wpadliśmy na trop kota. Białe zwierzęta rzadko występują w dziczy - nim kontynuował, Chen poczekał na wyraz zrozumienia, gdy zaczął tłumaczyć Emmie nie tyle same słowa rozmowy, jak jej sens. Sprzeciw Shuna i Xiu był wyraźny i bez tłumaczenia.
        - W tym regionie białe zwierzęta, jak jeleń, wilk… - Chen urwał znacząco czekając na kolejne potwierdzenie, żeby nie wymieniać wszystkich gatunków.
        - Białe bestie zwykło się traktować z czcią i rezerwą. Jedni uważają je za boskich wysłanników, inni za samych bogów gór i lasów wędrujących pod zwierzęcą postacią, mówi się, że dają ludziom znaki, przekazują wiadomości, pomagają lub ostrzegają, wieśniacy nie raz składają im ofiary i modlą się do nich. W każdym razie takich omenów się unika, a nie poluje się na nie! - podsumował zwracając się już nie tylko do Emmy, buntując się jak reszta.
        - Zabobony - Junjie syknął pogardliwie, opróżniając kolejną czarkę. Bezczelnie rozparta pozycja nie wróżyła zgody ze zdaniem przyjaciół. Książę co prawda nie mógł położyć się jak zwykle na boku, więc dla odmiany podparł się na stosie kilku poduch, żeby możliwie bez bólu zbliżyć się do pozycji półleżącej. Kimona chyba ani myślał zakładać, bandaż uznając za dostateczny ubiór.
        - Nie żartuję, arogancja jest marnym argumentem dla śmierci w dziczy - kontynuował Shun, a Chen na chwilę wrócił do roli tłumacza.
        - Ja jutro wracam do siebie - wtrącił Chen gdy tylko przełożył słowa srebrnowłosego mężczyzny, zaraz potem tłumacząc i własne, tylko w drugą stronę.
        - Rób co chcesz, ale ja zamierzam dożyć nowego roku, do tego miło grzejąc tyłek w sympatycznym towarzystwie, a nie utknąć na tym zadupiu do roztopów - Chen nie chciał bagatelizować sił przyrody, które znali od dziecka, które już dawały subtelne ostrzeżenia, a dzień zwłoki mógł zaważyć na całej podróży. Poza tym zdawał sobie sprawę z ryzyka, przeciwnie chyba do księcia. Raniony mógł potrzebować rekonwalescencji i wypoczynku, to zaś mogło mu zafundować nieplanowane zimowe wakacje w górskim kurorcie zapomnianym przez cywilizację. W sumie nic dziwnego, że Junowi tak na głowę padało. Wizja odcięcia od świata przez trzy, cztery miesiące bez dostępu do jakichkolwiek rozrywek, była przytłaczająca. Ale ilekroć proponował przyjacielowi gościnę, Jun zasłaniał się zawsze tymi samymi argumentami. Cóż jego wybór, jak chciał, niech sobie świerknie na jakimś wierchu, on wracał do luksusów.
        - Zastanów się Emmo, moja propozycja jest aktualna - dodał bez umizgów i uśmieszków, a jego ton zdradzał podrażnienie dyskusją.
Xiu poruszył zabandażowaną ręką, z rozdartą miną, chwilowo milcząc, nie rzucając żadnymi deklaracjami. Tak po prawdzie bardziej podobała mu się wizja relaksów z Chenem niż ganiania po górach. Lubił polowanie, ale w wydaniu bardziej zrozumiałym dla Emmy. A Jun, gdy on dobrze się bawił dla innych zwykle przestawało być zabawie. Chociaż głośno by się do tego nie przyznał, dzisiaj Xiu najadł się strachu jak dawno nie miał okazji. Wciąż miał przed oczami skaczącą na niego bestię. Słyszał rozdzierany materiał, czuł jak pazury rozrywają skórę. Na ten rok miał dość łowów.
        - Chyba wrócę z Chenem - dodał mniej butnym głosem niż do tej pory. - Jun, zima w tym roku wyrucha wszystko równo, już czuć jej oddech na karku, też to czujesz - mruknął, po chwili wywołując zgodne przymknięcie powiek generała.
        - Ten raz, jedź z nami na podgórze, będzie weselej niż tu - dokończył z jednoznacznym tonem, że nikt nie musiał się długo zastanawiać co miał na myśli, kobiety i wino, w dużych ilościach.
        - Wiesz, że nie mogę - Jun prychnął sięgając po karafkę, która jak na złość już okazała się pusta. Sięgnął po drugą.
        - Nie mogę, nie mogę, ty tu rządzisz, kto ci zabroni? - burknął Xiu ewidentnie nie widząc problemu.
        - Wliczyłeś w rachubę alkohol wchłonięty ranami? - Shun mruknął z dezaprobatą patrząc na manewr księcia, dopiero zbliżała się pora obiadu. Poza tym milczał uparcie, w zamian patrząc wyczekująco na naturiankę, jakby liczył na jej wsparcie, bo jak na razie szykowało im się ryzykowne polowanie w składzie zmniejszonym o połowę. Bunty, że nikt nie ma ochoty na polowanie, więc niech książę jedzie sam, odpuścił, bo przecież jeśli Jun ruszy o świcie, to on pojedzie za nim czy się zgadzał czy nie.
Awatar użytkownika
Emma
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 79
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Syrena
Profesje: Włóczęga , Artysta
Kontakt:

Post autor: Emma »

        Emma sama zaproponowała Xiu pomoc, ale to wcale nie znaczyło, że poczuła się pewniej, opatrując kolejnego rannego. Po samych jej ruchach nikt by się może tego nie domyślił, ale naturianka bardzo uważała na to, co robi, znów trochę odcięta od towarzystwa. Jej uwagę tylko na moment zwrócił gospodarz, gdy nalał jej herbaty, za co podziękowała i wróciła do pracy, dopóki nie padłą odpowiedź na jej wcześniejsze pytanie. Zanim zdążyła się powstrzymać, już spoglądała na Juna, jak na idiotę, nawet nie myśląc, że bardziej wrażliwy władca mógłby skrócić ją za to o głowę.
        Ale poważnie, jeleń? Emma wróciła do obmywania i bandażowania ramienia Xiu, ukradkiem wywracając oczami. Jun sam jest jeleń, jeśli planuje znów się narażać dla kawałka dziczyzny. Zaraz jednak poderwała głowę, zaskoczona brzdęknięciem porcelany. Herbata zachlupotała złowieszczo, cudem zatrzymując się na gładkich krawędziach czarki i nie wylewając na stół. Wzburzony Shun nie należał do codziennych widoków i nie trudno było się domyślić, że coś więcej jest na rzeczy. Czyżby jej mały fortel nie tylko zadziałał, ale i nieco eskalował? Nie musiała się nad tym długo zastanawiać, bo Chen sam zaczął tłumaczyć rozmowę, która wyraźnie poruszyła całą czwórkę mężczyzn.
        Obrażenia Xiu nie były ani poważne, ani obszerne, więc uwinęła się z tym szybciutko. Drugiej agrafki nie miała i zamiast tego wykorzystała postrzępione końcówki bandaża, odruchowo zabezpieczając wiązanie małą kokardką. Xiu zerknął na kokardkę z dziwną miną, czego nie zauważyła, sięgając po swoją czarkę z herbatą, ale niemal wywróciła naczynie, gdy usłyszała tłumaczenie Chena.
        Biały jeleń?
        Brunet chyba uznał, że go nie zrozumiała, bo poszerzył tłumaczenie o własne objaśnienia, a Emma słuchała uważnie, poświęcając mu wyjątkową jak do tej pory uwagę. Gdyby ktoś przyglądał się naturiance uważniej, to zdradziłyby ją palce nieco mocniej zaciśnięte na czarce, oraz twarz jeszcze poważniejsza niż zwykle. Na szczęście panowie byli zajęci sobą, a Emma myślała gorączkowo, mechanicznie przytakując Chenowi, czekającemu na potwierdzenie.
        Nie zastanawiała się chwilowo nad ludowymi wierzeniami, skupiona na najważniejszej informacji. Wszystko zaczęło się od tego, że podczas polowania ścigali białego jelenia… Czy to możliwe, że to był Irs? Jakie były szanse? Ile białych jeleni hasa po świecie? Z tego co mówił Chen, to ich istnienie nie było dla mężczyzn zaskoczeniem, więc może faktycznie kilka błąka się po tych lasach. Jednak muszą być wyjątkowo rzadkie, skoro obrosły taką legendą. Ale co jeśli jeleniołak poszedł za nią wtedy i też porwał go portal? Nadal nie miała pojęcia, jak one działają, ale przecież było możliwe, że chłopaka wyrzuciło później, albo w innym miejscu? Była pewna, że wałęsałby się w swojej zwierzęcej postaci, podobnie jak tego, że nie ujawniłby się, by ratować skórę. A przecież zmiennokształtnego nie tak łatwo odróżnić od zwykłego zwierza. Ona nie potrafiła.
        Zabobony. Pewnie. Tak jak Jun, Emma też kiedyś nie wierzyła w leśne bóstwa, ale niech ją piorun strzeli, jeśli Irs nie przynosił pecha. W tą jego legendę też przecież na początku nie wierzyła, a jednak puszcza odpowiadała mu na swój specyficzny sposób. Matko Naturo, a jeśli to naprawdę był on? Myśl o tym, że wylądowałby sam w górach, tak daleko od swojego domu, napawała ją obawą, której nie rozumiała i która zaskakiwała ją tak samo, jak troska, z której była prawdopodobnie zrodzona. Próbowała sobie wmówić, że to nie jej sprawa i chłopak całe życie świetnie sobie w dziczy radził… ale to nie była jego puszcza tylko surowe góry, a poznawszy jego ludzką stronę, Emma nie umiała traktować go inaczej, niż jako bezradnego młodzieńca.
        Naturianka zamrugała, wracając do rzeczywistości, gdy usłyszała swoje imię. Spojrzała na Chena i znów tylko skinęła lekko głową, gdy myślami wciąż błądziła wokół nieszczęsnego jelenia. Odetchnęła głębiej i napiła się herbaty, zastanawiając się, co z tym fantem zrobić. Z jakiegoś powodu czuła potrzebę ukrywania tożsamości Irsa, ale przecież w sytuacji zagrożenia, ważniejsze było chyba jego bezpieczeństwo niż anonimowość? Wspomniała jednak, jak Jun pytał, czy ktoś jej nie przysłał, a później czy nie będą jej szukać. Wciąż nie dowierzała, by faktycznie jej się wtedy obawiał, ale jednak jej zaprzeczenie w połączeniu z pojawiającym się nagle przyjacielem, którego postać była na dodatek w ich kulturze złym omenem… Cholera jasna, może była przewrażliwiona po prostu, ale nie odważyła się na szczerość. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
        - Jun, nawet w moich stronach uważa się białe jelenie za coś więcej niż zwykłą zwierzynę – zaczęła ostrożnie, spoglądając na księcia i mając nadzieję, że jej wtrącenie się do tej dyskusji nie zostanie uznane za nietakt. Jednocześnie zastanawiała się, czy nieco wstawiony gospodarz może zacząć stwarzać problemy, ale udawała, że jego picia nie dostrzega.
        – Mówiłeś, że nie polujecie na rozumne istoty. To może być zmiennokształtny – powiedziała, znów popijając herbatę i żałując, że nie ma lepszych argumentów. Bała się jednak szukać innych, by nie okazać impertynencji albo zwyczajnie nie być niegrzeczną. Mimo wszystko nie była u siebie i nie do niej należało nakłanianie lub zniechęcanie pana domu do czegokolwiek. Tylko jak to pogodzić z ratowaniem możliwe-że-Irsowej skóry?
        Powinno być jej wszystko jedno, na co Jun poluje, albo czy go nie pokara pech, ale nie było. Martwiła się, czy książę nie pochlasta jej przyjaciela, albo czy nie zginie od tych lub nowych ran, nawet ścigając faktycznie zwykłego jelenia. Trochę się o niego martwiła, oczywiście, ale przede wszystkim dbała o siebie. Co się z nią stanie, gdy pan domu nie wróci z polowania? Pozwolą jej zostać do wiosny? Co jeśli uznają, że to jej wina? Lochów tu nie było, ale może w tych stronach sprawiedliwość wymierza się, zrzucając winnych w przepaść? Już lepiej, żeby to było jakieś bóstwo, bo cholerny jeleń nie był wart takiego ryzyka!
Awatar użytkownika
Jun
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Eravallian
Profesje: Władca , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Jun »

        Nieupilnowany grymas jaki Emma posłała w stronę księcia, bardzo mu się spodobał. Panna jednak gdzieś miała charakterek. Uśmiechnął się bezczelnie w odpowiedzi i tym uważniej obserwował naturiankę. Niby zajęty dyskusją i skupiony na przyjaciołach, Jun czujnie i jak zwykł, ukradkiem spod rzęs, przyglądał się syrenie, wyłapując drobiazgi.
Tak więc Chen zupełnie nie zauważył większego poruszenia Emmy, które nawet jeśli obiło się gdzieś o skraj świadomości, zostało od razu zinterpretowane na własny sposób i zignorowane lub okraszone dokładniejszym wyjaśnieniem. Poza tym wychwycił skinięcie głową, które potraktował jako wstępną zgodę na wyjazd.
Shun skupił się typowo na księciu, syrenkę pomijając. Podobnie Xiu, który chwilowo na uwadze miał dodatkowo własne dobro, i stanął przed koniecznością wyboru między solidarnością z Junem, a wygodą.
W tym czasie Jun zauważył nerwowe trącenie czarki i większą powagę gościa. Tylko jeszcze wstrzymywał się z interpretacją czy dziewczyna była z tych przesądnych, w sumie była dzieckiem natury więc do podobne wierzenia mogły być jej bliższe niż zwykłemu człowiekowi, czy może coś innego kryło się pod poddenerwowaniem.
        - Jak zawsze wszystko pod kontrolą - mruknął bez emocji, jednocześnie salutując przyjacielowi czarką zanim upił kolejny łyk. Zaraz potem zerknął na odzywającą się Emmę, zaciekawiony co też interesującego panna wymyśli, skoro zdecydowała wziąć udział w dyskusji.
Argument o podobnych wierzeniach wywołał rozbawienie na twarzy Junjie.
        - A czarne koty przynoszą pecha gdy przejdą ci drogę - zakpił cicho. Dopiero następne słowa wzbudziły większe zaciekawienie generała.
        - Zmiennokształtny?... - zamyślił się na moment. Wiedział, że coś takiego istniało, chociaż żadnego nie widział na oczy. Najwięcej zaś słyszał o wilkołakach. A jeśli tak, to chyba przesadził z deklaracją. Jeśli taka zdziczała bestia zawitałaby do okolicy i zaczęła siać spustoszenie, nie omieszkałby ubić gada. Chociaż i tu można by polemizować, nie byłoby to w końcu planowe polowanie, a obława w celu przywrócenia bezpieczeństwa. Ot porządki. Poza tym pozostawało jeszcze jedno pytanie, czy stwór opętany żądzą krwi wciąż jeszcze był rozumny. No właśnie. Książę uśmiechnął się zaczepnie.
        - Idąc tym tokiem rozumowanie, każde zwierzę może być zmiennokształtnym - podchwycił temat, podpierając się na pięści.
        - Chociaż nie wiem czy istotę, która ucieka przed łowczymi pod zwierzęcą skórą, można nazwać inteligentną - dokończył przekornie, chyba oczekując odpowiedzi. Zresztą nie tylko on, Chen przetłumaczył wszystko towarzyszom i teraz wszyscy wyczekiwali efektu podpuszczania syrenki. Sposób na rozrywkę dobry jak każdy inny.
A skoro temat zimy w górskim zamku i wyjazdu z niego i tak wypłynął, to był też dobry moment by podrążyć pomysł wyjazdu.
        - Xiu rzadko mówi do rzeczy, ale tym razem ma rację. Więcej nie będę się powtarzać. Zapraszam do mnie. Przestań zasłaniać się wydumanymi obowiązkami. Jedźmy wszyscy jutro, czy za kilka dni jak już wszystkiego dopilnujesz - odezwał się Chen odstawiając pustą czarkę na bok.
        - Przesiedzimy zimę w wygodzie a nie odcięci od świata. Emma będzie miała miłe damskie towarzystwo zamiast się nudzić i marznąć w warowni. My też - wymruczał sugestywnym tonem, obejmując syrenkę w pasie, przyciągając ją lekko do siebie.
        - Odpoczynek dobry na ciało i duszę, od razu przejdzie ci zimowa chandra - zachęcał już w ich rodzimym języku, żeby nie musieć powtarzać się dla niekumatych.
        - Dokładnie - przytaknął Xiu, licząc, że tym razem może się uda przekonać przyjaciela - Kilka dni pod odpowiednią opieką w gorących źródła u Mei, nic więcej nie trzeba w mroźne noce - rozwijał wizję, która bardzo mu odpowiadała.
Shun chciałby popatrzeć z nadzieją, ale na razie nie rzucili żadnego odkrywczego argumentu, który już wcześniej by nie padł. Czarnowidztwo się sprawdziło gdy tylko książę otworzył usta.
        - Niewiele potrzebujecie do szczęścia - mruknął Jun.
        - Najlepsze są proste przyjemności, każdy mędrzec ci to powie - roześmiał się Chen.
        - Polowanie czy nie, i tak muszę jechać na północną przełęcz - Jun odpowiedział krótko.
        - Oj to pojedziesz - burknął Chen z teatralnym powątpiewaniem patrząc na bandaż, który zdążył lekko nasiąknąć czerwienią - Pojedziesz sobie sprawdzić tę przełęcz i jedziemy do mnie.
Jun wywrócił oczami i westchnął ciężko odstawiając pustą czarkę.
        - Ile razy muszę tłumaczyć... - odpowiedział znudzony.
        - Ostatni raz, więcej nie będę się napraszać - mruknął lekko urażony Chen - Od lat jest pokój, nic by się nie stało jakbyś tę zimę spędził bliżej równin - burknął.
        - Pokój panuje gdy go pilnujesz - odparł Jun poważnie, chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu.
        - Twoja wola - prychnął Chen.
Jun w odpowiedzi jedynie głośniej wypuścił powietrze.
        - Idę się przebrać przed obiadem - wstał, zakrwawione kimono tylko zarzucając na ramiona. Panującą przez chwilę ciszę przerwało dopiero rozsuwanie i zasuwanie drzwi.
        - Wszyscy przeczuwamy, że zima w tym roku będzie sroga - po raz pierwszy od dłuższego czasu odezwał się Shun - A nieszczęścia lubią chodzić parami - zawiesił głos.
        - Milczący mędrzec wreszcie się kurna odezwał - odpyskował Xiu - Tym bardziej chyba jaśniewielmożny powinien zabrać swój zad i kontrolować wszystko z bezpieczniejszej bazy.
Shun popatrzył na bruneta z politowaniem w oczach, czy aby wierzył w to co mówi.
        - Powiedz mu to - mruknął zerkając na dno czarki, z zimną herbatą pływającą na dnie.
Xiu przeklął pod nosem. Jedyna nadzieja leżała w zmiennej, która do tej pory nie występowała, w syrence, tyle, że była zbyt wątła by się jej trzymać.
        - Z nim czy bez niego, i tak będziemy się dobrze bawić - ręka Chena znów poszukała okazji do zbłądzenia.
        - Czyli wyjeżdżamy jutro rano? - Xiu odezwał się po chwili.
        - Tak - odpowiedział Chen.
        - Chyba, że Emma potrzebuje więcej czasu na przygotowanie się do wyjazdu - zwrócił się z uśmiechem do syrenki. - Chociaż raczej nie masz zbyt wiele bagażu - zażartował wesoło, ale chyba tylko jego humor się nie pogorszył. Shun siedział markotny i zamyślony, a i Xiu wyglądał jakby coś go uwierało, tylko jakby nie mówił dokładnie co.
Awatar użytkownika
Emma
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 79
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Syrena
Profesje: Włóczęga , Artysta
Kontakt:

Post autor: Emma »

        Nim Emma zorientowała się, że nie powinna rzucać księciu tutejszych okolic karcącego i nieco protekcjonalnego spojrzenia, było już za późno, a ona została przyłapana na nietakcie. Jednak Jun nie wyglądał na ani trochę urażonego, a wręcz odpowiedział jej zaczepnym uśmiechem. Zamrugała krótko, zaskoczona, ale szybko opanowała mimikę i dopiero skryta przed wzrokiem gospodarza wywróciła oczami na jego podejście do życia. Może i generał, ale fanaberie i dumę ma iście książęce. Zachowanie zaś momentami wręcz chłopięce.
        Późniejsze zamieszanie i dyskusja przybrały niespodziewany obrót, gdy Emma dowiedziała się w końcu na co polowali mężczyźni. Ulga z faktu, że nie dopadli zdobyczy gasła w obliczu kolejnej próby, którą miał zamiar podjąć jutro Jun. Ona zaś zachodziła w głowę jak uratować skórę jelenia, jednocześnie nie zdradzając zbyt wiele. Nie miała przecież żadnej pewności, więc i nic nie zatajała, po prostu… taki zbieg okoliczności wydawał jej się mało prawdopodobny.
        W końcu odważyła się wtrącić, chociaż bez większych nadziei na sukces, więc komentarz Juna, jej nie zaskoczył. Lekka kpina w głosie gospodarza sprawiła, że syrenka przymrużyła minimalnie oczy, ale nie dała się wciągnąć w przepychankę. Zamiast tego zanurzyła usta w herbacie, znad rantu szklanki obserwując jak Jun analizuje inne możliwe wyjaśnienie. I przez moment miała nadzieję, że się udało, dopóki nie zobaczyła znajomego już uśmiechu.
        - Może – odparła spokojnie, a po chwili zacisnęła usta, gdy książę trafił w punkt. – Rozumna nie znaczy inteligentna – mruknęła, bardziej chyba do siebie, niż do niego, chociaż nie miała w zwyczaju mamrotać pod nosem. Jednak dałaby sobie ogon uciąć, że takiemu Irsowi przez myśl by nie przeszło, by ujawnić się myśliwym. Próbowałby uciec jako jeleń, stąd jej zmartwienie. Nadal jednak nie chciała zdradzać swoich podejrzeń, więc tylko przechyliła lekko głowę, decydując się na inną prawdę.
        - Jeleniołaki są płochliwe, często bardziej związane ze swoją zwierzęcą naturą niż z ludzką. Nie dziwiłoby mnie, gdyby w strachu taka istota próbowałaby swoich sił w ucieczce. Alternatywą byłoby przecież przemienienie się przed galopującym koniem, pewnie nago, i błaganie o litość… niezbyt ciekawa opcja, nie sądzisz? – zapytała, opierając dłonie z czarką na kolanach i uśmiechnęła się lekko.
        - Gdybym wylądowała w morzu, nie jeziorze, to też nie ryzykowałabym spotkania z wami, tylko dała nura w głębiny. Robicie całkiem spore wrażenie, najeżdżając na kogoś konno – dodała, świadoma że panowie odbiorą to jako komplement, nawet jeśli nie miała tego na myśli.

        Gdy rozmowa wróciła do tematu, kto gdzie spędzi zimę, Emma na nowo skryła się za czarką, popijając herbatę i tylko się przysłuchując. Nie wiedziała, jaki ma stosunek do nowego pomysłu, by wszyscy udali się do Chena, ale z pewnością wolałaby się tam udać w towarzystwie Juna niż sama. Cokolwiek by nie mówił i jak za przyjaciela nie ręczył, Emma nie ufała tamtemu za grosz. Zbyt lepkie miał ręce, po prostu.
        Jakby go ściągnęła myślami, Chen znów znalazł do niej drogę, obejmując w pasie i próbując do siebie przytulić. Równie dobrze mógłby próbować przyciągnąć solidnie zakorzenione drzewo, ale brak współpracy ze strony naturianki zupełnie go nie speszył. Po prostu sam dosiadł się bliżej, a Emma tylko westchnęła, posyłając oddechem kręgi na tafli herbaty. Odstawiła czarkę na stolik tylko po to, by cofając do siebie ręce móc łokciem „przypadkiem” strącić obejmujące ją ramię. Jak gdyby nigdy nic, złożyła dłonie na kolanach i wsłuchała się w melodię obcego języka, licząc że z czasem uda jej się pokojarzyć chociaż podstawowe zwroty.
        Nie musiała jednak rozumieć rozmowy, by wyczuć jej atmosferę, a ta jakby balansowała na granicy kłótni, chociaż panowie byli chyba zbyt zmęczeni polowaniem, by dać się tak ponieść. W pewnym momencie Jun ich przeprosił i wyszedł się przebrać, a Emma odprowadziła go spojrzeniem ze zdziwieniem zauważając, że czuje się pewniej w jego towarzystwie. Prawdopodobnie chodziło o to, że mówił we wspólnym i w przeciwieństwie do Chena trzymał ręce przy sobie, ale i tak zaskoczyło ją, jak szybko przywykła do obcego człowieka.
        Rozmowa przez chwilę toczyła się dalej w obcym dialekcie i Emma pozwoliła myślom błądzić, więc kolejna próba objęcia bardzo brutalnie przywołała ją do rzeczywistości. Jednocześnie Chen zaczął nagle tłumaczyć ich rozmowę, a dokładniej plan wyjazdu, po raz kolejny zakładając, że naturianka się z nim wybiera. Syrence zaś właśnie w tej chwili skończyła się cierpliwość i już jawnie strąciła rękę, którą mężczyzna próbował zbłądzić zdecydowanie poniżej jej pleców. Aż plasnęło, a na Chena padło chłodne spojrzenie błękitnych oczu.
        - Dosyć – powiedziała spokojnie, ale stanowczo. – Zabierz rękę i nie dotykaj mnie więcej, proszę – dodała, chociaż prośbą to nie było. Prośba zakładała, że druga osoba może się na nią nie zgodzić, a Emma nie brała takiej opcji pod uwagę. Również jej ton nie dawał choćby złudzenia uległości. Grzecznościowe słowo zostało dodane tylko po to, by załagodzić przekaz, który może się mężczyźnie nie spodobać. Nie dla Chena jednak ułatwiała mu wyjście z sytuacji z twarzą, ale dla własnego spokoju, by nie mierzyć się zaraz z urażoną męską dumą. To bywało niebezpieczne.
        - Jeśli Jun się z wami nie wybiera to ja również zostanę – powiedziała, niezmiennie miłym tonem, jakby przed chwilą wcale nie dała komuś po łapach. – Nie wypada, bym odrzucała gościnę jaką mi zaoferowano, a w obecnej sytuacji może i lepiej, że wasz książę nie zostanie sam – dodała spokojnie, całkiem skutecznie udając, że jest pewna tego co mówi i przychodzi jej to naturalnie. Co prawda ostatni argument był nieco naciągany, bo wątpiła, by zajęła się rannym lepiej niż służba, ale sytuacja wymagała wyjaśnień, a najlepiej zmiany tematu.
        - Nie ma sposobu, by odwieźć go od pomysłu dalszego polowania? – zapytała, po chwili zerkając na Shuna i powtarzając pytanie po elficku. Troska w jej głosie mogła skutecznie udawać obawę o zdrowie księcia. Nawet jeśli w istocie oscylowała raczej wokół pewnego głupiutkiego jelenia.
Awatar użytkownika
Jun
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Eravallian
Profesje: Władca , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Jun »

        Nawet jeśli sposób w jaki Emma przedstawiła sprawę trochę schłodził książęcy zapał, mężczyzna nie odpuściłby tak łatwo. Chociażby dla rozrywki. Panna nie mówiła wszystkiego, czuł to tak jak nadchodzące mrozy. Podobało mu się jak na krótkie urywki chwil gubiła ugrzecznioną maskę. Mamrotanie w filiżankę tylko utwierdziło księcia w ocenie, że pod wszystkim kryły się dodatkowe emocje. Nie czysto etyczne rozważania, ale prywatna ocena, a te zwykle wiązały się ze wspomnieniami. Chciał się dowiedziec o co chodziło.
        Niestety nie zdążył podyskutować z syrenką w poszukiwaniu drugiego dna, bo Chen wtrącił swoje trzy grosze. Cały nastrój oczekiwania i podekscytowania nadchodzącymi łowami ostatecznie prysł na rzecz znużenia. Nie lubił się powtarzać tak samo jak nie lubił kazań. Nikt mu niczego nie zakazywał ani nie nakazywał, więc jeśli mówił, że nie może opuścić warowni, znaczy, że literalnie tak było, a mimo wszystko Chen regularnie próbował go podpuszczać. Irytujące. Podobnie jak ponownie eskalujące zachowanie przyjaciela. Z kolejną interwencją jednak jeszcze się wstrzymał. Wpierw postanowił nabrać dystansu.
Jako dogodnej wymówki użył brudnego i poszarpanego odzienia, które i tak należało zmienić. Przeprosił towarzystwo bez zbędnej kurtuazji i zniknął za przesuwnymi drzwiami.
        Shun zawsze wyglądał srogo lub w najlepszym wypadku melancholijnie, ale tym razem również nastrój Xiu opadł. Jedynie Chen wyglądał na zadowolonego niezależnie od sytuacji. Wręcz można by uznać, że zniknięcie Juna dodało mu kilka punktów do animuszu. Nie zniechęcony wcześniejszym odtrąceniem łokciem, przysunął się do Emmy znacznie bardziej bezpośrednio. Tego dnia po raz ostatni chyba. Dłoń mężczyzny została odrzucona z głośnym plaśnięciem. Chen łypnął zaskoczony i obrażony na syrenkę, a Xiu ryknął śmiechem.
        - I się doigrałeś!
        - Zamknij się!
        - Mistrzu normalnie. Takie rzeczy z żadną na trzeźwo by nie przeszły, to się wreszcie doprosiłeś! - rżał Xiu, zataczając się w siadzie i rozchlapując alkohol. Humor momentalnie mu się poprawił
Chen zgromił go spojrzeniem, które groziło śmiercią na miejscu, ale tylko zgrzytnął zębami. Lepiej było poczekać aż Xiu sam przestanie rechotac niż dolewać oliwy do ognia.
        Deklaracja pozostania w posiadłości Juna również nie spotkała się z aprobatą. Chen przez chwilę wbijał w Emmę urażony wzrok, a potem chcąc czy nie, bardzo opieszale, oszczędnie i niechętnie przetłumaczył Xiu, że syrenka postanowiła zostać. Zmrużył oczy słysząc kolejną salwę śmiechu, której niestety oczekiwał.
        - No to dostałeś pełnoprawnego kosza! - Xiu nabijał się dalej.
        - Wzbudził litość, tyle w temacie - odwarknął Chen sadowiąc się wygodniej na jednej z poduch, w większej odległości od naturianki.
        - Co zrobisz, niektóre laski wolą bohaterów nie amantów - podśmiewywał się dalej. Śmiał się tak radośnie, że jego wesołość udzieliła się Shunowi, którego kącik ust drgnął nieznacznie, na moment wyrywając srebrnowłosego z jego myśli. I przez tę chwilę, nawet nie doszukiwał się drugiego dna w decyzji syrenki. Lub inaczej. Był przekonany, że znał motywacje naturianki. Niespecjalnie wierzył w jej pragnienie opieki nad księciem. Zastawiłby swój miecz, że gdyby karawana zajechała na dziedziniec, dziewczyna nie odwróciłaby się za siebie ni razu. Na zauroczoną też nie wyglądała. Po prostu panna była rozsądna, a Chen skutecznie ją motywował do ostrożności, tyle w temacie.
Radość oczywiście nie sięgnęła przyczyny całego śmiechu.
        - Próbuj jeśli chcesz - burknął ewidentnie obrażony Chen. - Gdy ten zakuty łeb coś sobie postanowi, to sami bogowie go od tego pomysłu nie odciągnął - dokończył opróżniając czarkę, jednocześnie uznając, że na tę chwilę kończy picie, bo już zaczynało mu szumieć w głowie.
Shun popatrzył na Emmę z kolejną iskierką sympatii. Niezależnie czy panna o puklach w kolorze róż, chciała ratować jelenia, czy może jednak chronić Juna, było to po jego myśli.
        - ~Zawsze możesz poprosić, ciebie może posłucha~ - odpowiedział łagodnym głosem. W zasadzie jeśli coś miało zadziałać to tylko prośba.
        W tym momencie drzwi rozsunęły się, a generał wrócił w mniej formalnym, domowym stroju, w postaci jak zawsze rozchełstanego, czarnego kimona z malowanymi liśćmi czerwonego klonu.
        - Co mnie ominęło? - zapytał rozglądając się po pokoju z pytającą miną. Chen siedział niemal jak skarcone dziecko w kącie. Shun wyglądał nader pogodnie, a Xiu wciąż miał łzy w oczach po napadach śmiechu, które Jun słyszał idąc korytarzem.
        - Zrobiłeś takie wrażenie na Emmie, że oznajmiła, że bez ciebie się nigdzie nie rusza - skomentował Chen.
Jun uniósł brew znów rozglądając się po pokoju zanim umościł się w poprzednim miejscu.
        - Czy aby na pewno ja zrobiłem takie wrażenie? - zapytał ze złośliwym uśmiechem pojawiającym się na ustach. Nie musiał być geniuszem by poskładać obrazek sprzed wyjścia i obecny. Wniosek sam się nasuwał.
        - Pierdol się.
        - Dziękuję, ale sam nie lubię - odgryzł się Jun.
        - Chen dostał sromotnego kosza - jakby Chenowi było za lekko, swoje dołożył Xiu, potwierdzając przypuszczenia Juna, szczerząc się szeroko.
        - Czyli wolisz spędzić zimę ze mną? Chenowi nie często przytrafia się odrzucenie, czuję się zaszczycony - dokończył zerkając złośliwie na przyjaciela.
Awatar użytkownika
Emma
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 79
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Syrena
Profesje: Włóczęga , Artysta
Kontakt:

Post autor: Emma »

        Zbierało się na to od dawna, ale Emma i tak skarciła się w duchu, widząc nieprzyjemne zaskoczenie Chena. Zniosła je oczywiście z wyniosłym spojrzeniem i prostymi plecami, ale wiedziała, że zachowała się głupio i impulsywnie. Mogła to jakoś inaczej rozegrać, mądrzej, zamiast traktować dorosłego mężczyznę, jak dziecko pakujące rękę do słoja z ciastkami. I to przy jego przyjaciołach, i pod nieobecność gospodarza na dodatek. Prosiła się o kłopoty, ale zwyczajnie skończyła jej się cierpliwość.
        Wiele następstw swojego zachowania brała teraz pod uwagę, ale nic nie przygotowało jej na nagły wybuch śmiechu i syrenka aż otworzyła szerzej oczy, spoglądając na Xiu. Jego wymiany zdań z Chenem nie zrozumiała, przeskakując tylko zaskoczonym spojrzeniem od jednego do drugiego, bliska rozdziawienia ust ze zdziwienia, nim Chen w końcu wrócił do niej urażonym wzrokiem. Moment był jednocześnie nienajlepszy i idealny, by od razu postawić sprawę jasno i zadeklarować, że nigdzie z nim nie jedzie, co oczywiście nie poprawiło mężczyźnie humoru. Teraz jednak darowała sobie pojedynek spojrzeń i zajęła się herbatą. Miała wrażenie, że niemal słyszy zgrzytnięcie zębów, nim mężczyzna przetłumaczył reszcie jej słowa. Najprawdopodobniej.
        Kolejna salwa śmiechu wstrząsnęła salonikiem, a była to radość tak szczera, że syrenka sama uśmiechnęła się delikatnie, czując jak napięcie opuszcza jej mięśnie. Rozbawienie udzieliło się nawet Shunowi, którego nikły uśmiech zmienił całą aparycję poważnego zazwyczaj mężczyzny. Najwyraźniej wszystkich bawiła porażka przyjaciela i nie obawiali się zupełnie jego reakcji. Gdyby od razu wiedziała, że nie poniesie to za sobą żadnych konsekwencji to Chen po łapach dostałby już dawno. Emma nie miała jednak zamiaru się chełpić, więc spuściła wzrok, a rozbawienie ukryła za czarką z herbatą, tylko kątem oka obserwując jak brunet, obrażony niczym małe dziecko, siada w rozsądnej odległości do niej. Emma odstawiła puste naczynie i sprawnie zmieniła temat.
        Chen ewidentnie odparowywał emocje gadulstwem, ale naturianka nie wyglądała na urażoną burkliwą odpowiedzią i tylko skinęła głową ze zrozumieniem. Nie miała zamiaru kusić losu. Zwróciła się jednak do Shuna z nadzieją na bardziej jej sprzyjającą wersję, ale sama nie wiedziała co uzyskała.
        - Dlaczego miałby… - urwała nagle, słysząc rozsuwające się drzwi i zerkając na wchodzącego Juna.
        Na jego pytanie tylko wzruszyła delikatnie ramionami z niewinną miną, ale Xiu wciąż chichotał ostatkiem, a i Chen mógłby jeszcze tylko zapleść ramiona na piersi, by prezentować podręcznikowy okaz urażonej dumy. Zakładała, że książę sam się domyśli wydarzeń, albo po prostu zignoruje temat. Przez myśl jej nie przeszło, że Chen się wyżali przyjacielowi. Różowe pukle zafurkotały, gdy gwałtownie odwróciła głowę w jego stronę.
        - Ależ!... - aż się zachłysnęła, spoglądając na bruneta z niedowierzaniem, nim zacisnęła usta, ważąc kolejne słowa. Kłamstwa nie mogła mu zarzucić, chociaż takie uproszczenie jej wypowiedzi niemalże się o nie ocierało!
        Jun, zgodnie z jej przewidywaniami, sam domyślił się przyczyny zamieszania, ale syrenka i tak nie spoglądała w jego stronę, zbyt zażenowana, by ryzykować napotkanie rozbawionego wzroku. Przynajmniej dopóki się nie odezwał. Spojrzała na niego wtedy, znajomym już mu pewnie, lekko pobłażliwym wzrokiem, chociaż to całe zamieszanie i jakieś głupie insynuacje sprawiły, że na policzkach syrenki pojawił się cień rumieńca.
        - Obawiam się, że okrutnie zmanipulowano moimi słowami, ale owszem, jeśli twoje zaproszenie jest wciąż aktualne – odpowiedziała grzecznie i siląc się na powagę, która zdawała się już kompletnie opuścić budynek. Ona się jednak jeszcze nie poddawała. Kolejne zdanie księcia sprawiło jednak, że Emma uniosła znacząco brwi. Jednocześnie ciężko jej było uwierzyć, że Chen ze swoim zachowaniem rzadko bywał odrzucony, jak również uważała, że nie postawił zbyt wysoko poprzeczki, a tym samym zaszczyt był raczej wątpliwy. Nie wspominając już o tym, że gdyby Rosa miała jakikolwiek wybór, to w ogóle nie spędzałaby tu zimy.
        To wszystko zostawiła jednak dla siebie. Chenowi może odpyskowałaby, że przecenia jej opcje wyboru, ale Jun na taką bezczelność nie zasłużył.
        Myśląc o rychłej zmianie tematu, zerknęła odruchowo na Shuna, przypominając sobie jego radę, ale poza tym, że nie sądziła by mogła coś w ten sposób zdziałać, miała poważne opory przed proszeniem ludzi o cokolwiek. Wiązało się to zawsze z zaciąganiem długu, których nie lubiła mieć, nie mówiąc już o tym, że cena, którą miałaby zapłacić mogła być zupełnie błaha, ale mogła też nie być warta spełnienia prośby.
        Jak bardzo zależało jej na nakłonieniu Juna do zmiany zdania? Z jednej strony nie aż tak, ale z drugiej… było to świadome ignorowanie potencjalnego zagrożenia, w jakim mógłby znaleźć się Irs, co z jakiegoś powodu jej ciążyło. Czy to wyrzuty sumienia? Czyżby miękła? Może… To pewnie i tak nie był on.
        A jeśli tak? Emma zamarła, gdy nagle dotarło do niej coś jeszcze, wywołując gęsią skórkę na karku. Przecież nawet jeśli jakimś cudem książę odpuściłby polowanie to wciąż pozostawała kwestia porzuconego w obcym lesie chłopaka. Jak mogła o tym nie pomyśleć?
        Na pewno sobie poradzi. Jest jeleniem.
        A jeśli nie? Jest też człowiekiem, naiwnym i niewinnym chłopakiem, który, jeśli ma rację, wpadł w ten cały ambaras z jej winy.
        - Jun, ten jeleń… - zaczęła nagle. Otrząsnęła się z zamyślenia i zerknęła na księcia, nagle świadoma, że mówi trochę od rzeczy.
        – Ten chłopak, z którym wcześniej podróżowałam, ten nakłaniany do małżeństwa – podjęła spokojniej, spoglądając na księcia, czy pamięta ich rozmowę. – On jest jeleniołakiem. Białym – dodała i spuściła wzrok na kolana, zaabsorbowana strącaniem nieistniejącego paprocha z nieskazitelnie białej tkaniny kimona.
        - Gdy porwał mnie portal byłam sama, ale gdy Chen powiedział o tym jeleniu… On mógł za mną pójść, może też go złapało i wyrzuciło go gdzieś indziej niż mnie, nie wiem. Ale mówiliście, że białe jelenie tu też są rzadkością i boję się, że to on – powiedziała, dopiero teraz spoglądając znów w bursztynowe oczy. Żadna prośba nie przeszła jej przez gardło, ale przecież teraz chyba nie musiała? Nie pojechałby przecież polować na zwierzę, o którym wiedziałby że może nim nie być? Tylko co dalej?
        "Irs, jeśli to ty, to się nie wypłacisz", pomyślała i wzięła głębszy oddech.
        - Zastanawiałam się, czy mogłabym pojechać z tobą. By go odszukać, nie upolować. Jeśli to on.
        Wypowiadane przez syrenkę zdania, chociaż nieco kanciate, wypowiedziane były płynnie i bez jąkania. Sama naturianka wyglądała jednak jakby przyszło jej przełknąć napar z piołunu. Nie była zadowolona ani z samego pomysłu (to że był to jej pomysł nie miało znaczenia), ani z konieczności proszenia księcia o przysługę. Doszła jednak do wniosku, że po ratunku, który Jun jej zaserwował i kilkumiesięcznej gościnie, nie mogła wiele bardziej się zadłużyć.
        A niech ją licho, jeśli pozwoli zamarznąć temu upartemu chłopakowi.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości