Dalekie Krainy[Wielkie Bagna Ivin-Dir] Bagno to bagno

Poza Środkową Alaranią istnieją setki, najróżniejszych krain. Wielka Pustynia Słońca, Góry Księżycowe, archipelagi wysp, płaskowyże, mokradła, a nawet lądy skute wiecznym lodem. Inny świat, inne życie, inni ludzie i nieludzie. Jeżeli jesteś podróżnikiem, czy poszukiwaczem przygód wyrusz w podróż w najdalsze zakątki wielkiej Łuski Alaranii.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Firouzeh kiwnęła głową, zgadzając się z tym jak została poprawiona przez Faer. Gdyby chciała, mogłaby wytknąć, że każdy miał w swoim życiu okres dzieciństwa, gdy był bezbronny… Ale wiedziała, że w przypadku smoczycy to było o wiele bardziej skomplikowane. Jeśli dobrze zrozumiała, nie było żadnego rodzica, który mógłby się zająć małym smoczątkiem (ten gatunek tak miał?), no a poza tym na ubicie jej znajdowało się znacznie więcej chętnych, niż to było w przypadku humanoidalnej sieroty – pewnie z bestiami walczyła od najmłodszych lat, a z ludźmi od momentu, gdy jej łeb zaczął wystawać sponad trawy.
        Swoją drogą, czy ona powiedziała millenium? To ile ona miała lat? Mniszka aż nie potrafiła sobie wyobrazić jak można żyć przez tak długi okres czasu… Ale może to kwestia perspektywy przekazywanej wraz z krwią od rodziców.
        - Hm, tacy to nie stanowią dla was żadnego przeciwnika, przypuszczam – skomentowała z lekkim rozbawieniem, gdy Faer tak obrazowo przedstawiła wygląd i jednocześnie poniekąd rys psychologiczny typowego łowcy, który próbuje jej ściąć łeb. Pomyślała też, że tacy to mogą być groźni dopiero, gdy po zjedzeniu delikwenta dostanie się rozstroju żołądka, ale nie powiedziała tego na głos. Tak jakoś wydawało jej się to nie na miejscu – wieczne wspominanie o pożeraniu wszystkiego co się rusza, to już jeśli nie niegrzeczne, to zwyczajnie nużące.

        - To nie będą puste słowa - oświadczyła twardo Ragarianka. Tak twardo, że nie musiała dodawać żadnego “przysięgam” ani “obiecuję”. Wiedziała, że już i tak nadwyrężyła zaufanie smoczycy do siebie i swoich obietnic, niech więc tym razem czyny przemówią.
        Głaszcząc Tavę, Firouzeh spostrzegła, że Lega się do niej przysuwa. Z początku nie skojarzyła czego ta głowa może od niej chcieć, uznała raczej, że po prostu chce być bliżej, aby lepiej widzieć czy słyszeć. Ale gdy ta przysunęła się już na wyciągnięcie ręki i tak jednoznacznie wpatrywała się to w mniszkę, to w dłoń, którą ta głaskała jej siostrę… Zrozumiała jej intencje. Trochę zaskoczona tym zachowaniem Legi, która przecież była taka wojownicza, ale w sumie nie mając nic przeciwko temu, wyciągnęła do niej rękę i ją również pogłaskała. Nie mogła przy tym powstrzymać uśmiechu – cóż począć, takie pieszczoty i dla niej były całkiem przyjemne, czuła się prawie jakby głaskała bardzo dużego psa. Podświadomie wiedziała też, że im więcej zyska w oczach tych skrajnych głów, tym większe ma szanse wyjść cało z konfrontacji ze środkową, niezależnie czy nadal będzie się utrzymywał między nimi stan wojny, czy z czasem przemieni się on tylko w niechęć albo wręcz uprzejme ignorowanie.

        Gdy chwilę później skończyły się pieszczoty i zaczęła robota, mniszka również nie próżnowała - rozglądała się z pomocą swojego szóstego zmysłu, ale nie pochłaniało jej to aż tak bardzo, by nie mogła odpowiedzieć na zadane jej pytanie.
        - Stara strategia Firouza – mruknęła. – Demony są uszeregowane w dziewięciostopniowej hierarchii, według ich siły. Firouz zawsze nosił ze sobą jedną kartę z demonem każdego rodzaju. Nasz styl rzucania zaklęć polega na czerpaniu energii z naszych własnych sił witalnych, a on dodatkowo w starciu bardzo polega na swoich umiejętnościach walki wręcz, więc musiał znaleźć jakiś złoty środek między wyczerpaniem magicznym a fizycznym. Nie przypuszczam, by teraz zmienił swoje przyzwyczajenia i przygotował więcej pieczęci. Tak dobrze jak ja znam jego, tak i on zna mnie i jestem skłonna przypuszczać, że mojego słabego punktu upatruje właśnie w bezpośrednim starciu, a nie w szczuciu na mnie swoich demonów. Wie, że ja i tak je wszystkie pokonam, ale faktycznie fizycznie nade mną góruje – wyjaśniła, jasno mówiąc o stylu walki swoim i brata, darując już sobie jednak wzmiankę o tym, że w ogólnym rozrachunku i tak to ona jest silniejsza. Jej słowa tylko przypadkiem sugerowały, że mógł on górować nad nią nie tylko siłą, ale również gabarytami, choć i tak Faer i jej siostry wiedziały o ich wyraźnym fizycznym podobieństwie.
        - Może mnie któraś z was podsadzić? - zapytała po chwili, a jeśli żadna nie zechciała jej znowu wziąć na swój łeb, sama poszukała miejsca, z którego mogłaby przyjrzeć się okolicy.
        - Stamtąd przyszłyśmy? - zapytała, choć pytanie w jej głosie brzmiało prawie jak twierdzenie. - Więc… Ja pewnikiem nadeszłam stamtąd. Tam jest południe, prawda? - upewniła się, ręką wskazując kierunek. - I tam też ostatni raz miałam ślad Firouza… O ile w międzyczasie nie kręciłam się w kółko po tych bagnach - mruknęła, drapiąc się z zakłopotaniem palcem wskazującym po policzku. - Zawsze to jest jakiś kierunek, od którego można zacząć, prawda?
Awatar użytkownika
Faer
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Smok
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Faer »

        - "To się dopiero okaże" - burknęła bez najmniejszego przekonania Faer.
        Co prawda ktoś mógłby powiedzieć, że środkowa głowa mocno przesadzała, przecież ledwo się z Firouzeh znały i oczywiście nie było mowy o jakimś wielkim zaufaniu. Z resztą Ragarianka nie obiecała, że nie będzie więcej demonów na bagnach, poinformowała jedynie hydrę, że ona zgubiła trzy swoje. Równie dobrze w okolicy mógł kręcić się jakiś mag posługujący się przywołańcami, a mimo to Faer rozsierdziła się na rogatą. Kobieta miała szczęście, że dwie pozostałe głowy były gotów się za nią wstawić, inaczej marny byłby jej los.
        Choć w porównaniu do samej sytuacji z nieplanowanymi demonami rozsianymi po całej okolicy najbardziej rozgniewana środkowa głowa hydry wydawała się być, gdy dwie skrajne zbliżyły się do rogatej domagając się jej uwagi i pogłaskania ich. Była wściekła na siostry, że nie tylko tak polubiły kobietę, że nie brały w ogóle pod uwagę, iż ta mogła im wbić w każdej chwili nóż między oczy, to jeszcze nie zachowywały się, jak na dumnego smoka przystało. Bliżej im za to było do przywiązanego do drzewa szczeniaka, który zdążył porządnie zatęsknić za człowiekiem.
        - "Skończcie już tę szopkę i bierzmy się do roboty" - pogoniła je wszystkie Faer, mając już dość tego tracenia czasu i przyglądania się tej sytuacji. Była pewna, że Tava i Lega jeszcze się zawiodą na tej sympatii do rogatej.
        Trudno jednak byłoby przyznać, że nie słuchała z uwagą tego co mówiła kobieta o strategii swojego brata i po części również o swojej. Takie informacje wszak zawsze były bardzo przydatne. Nieraz mniej, nieraz bardziej, ale Faer uważała, że zawsze lepiej wiedzieć za dużo, choćby miała być to i bezużyteczna wiedza, niż wiedzieć za mało, a przez to łatwo wpaść w jakąś pułapkę, czy przez własną nieostrożność umrzeć w najbardziej głupi i oczywisty sposób jaki tylko pierwszy przychodzi do głowy. A gdy już tak słuchała, ciężko było jej ukryć szczere zainteresowanie tematem.
        - "Czyli jeśli przywołane zostaną wszystkie te demony i je pożremy, twój brat będzie słabszy, tak?" - zapytała z ciekawością Lega. Nie trzeba było się nawet domyślać o co tak naprawdę jej chodziło z tymi dodatkowymi demonami, z którymi najprawdopodobniej przyjdzie im się zmierzyć.
        - "A jeśli będzie bardziej osłabiony, będzie bardziej zmęczony i szybciej go znajdziemy!" - ucieszyła się Tava, jakby to była jakaś bardzo ekstremalna zabawa w chowanego i po wygraniu jej, poszukiwany przez nich mężczyzna mógłby być nowym przyjacielem Tavy.
        - "Jeśli tak jest, to może rzeczywiście lepiej byłoby skupić się nie na szukaniu Firouza tylko jego demonów, pokonać je i dzięki nim trafić do niego" - zastanowiła się Faer nad takim planem działania.
        Na moment wydawała się jakby zapomniała o wyolbrzymionej urazie do rogatej. Choć nie trwało to zbyt długo. Wystarczyło, że Firouzeh poprosiła je o pomoc z podsadzeniem jej. Środkowa głowa zawarczała gniewnie, bardzo niezadowolona tą niestosowną prośbą - czy one wglądały na drabinę albo stertę skrzynek, po której można było się dostać gdzieś wyżej?!
        - "Jak śmiesz...?!"
        - "Oczywiście! Wskakuj!" - zgłosiła się pogodnie Tava, nie tylko wcinając się Faer w jej groźne syczenie, ale również od razu oparła się brodą o ziemię, by Firouzeh mogła na nią wejść, a gdy Ragarianka bezpiecznie umiejscowiła się już na jej głowie, podniosła ją i wolno obracała swój łeb, aby kobieta mogła zobaczyć jak najwięcej.
        - "Nic nam nie szkodzi, żeby sprawdzić. Jeśli twój brat rzeczywiście powyrzucał wszystkie swoje kartki z demonami, jeśli jakaś bestia go zaatakuje, będzie musiał polegać na swoich własnych umiejętnościach bojowych, jak to powiedziałaś Firouzeh. A nawet najlepiej wyszkoleni wojownicy potrafią stać się łatwą ofiarą dla tabuny mglaków, lub wpaść w pułapkę trupiego kwiatu i ledwo przy tym uchodzą z życiem."
        - "Poza tym... rogaty bo rogaty, ale to tylko człowiek. Wy też pewnie potrzebujecie w końcu gdzieś przystanąć i odpocząć, prawda?" - upewniła się Lega, zerkając na Firouzeh, choć po chwili skupiła się na przeczesującej teren hienie.
        - "Trzymaj się mocno i uważaj żeby się nie zmoczyć" - poleciła jej zaraz uprzejmie Tava, gdy najpierw ich tropiciel wszedł przed nimi do raczej głębokiego, mulistego bajora, a po tym zaczęła się w nim zanurzać cała hydra, której tafla wody, sięgała aż do brody.
        W pewnym momencie się po prostu zatrzymały, lekko unosząc się na powierzchni jak pływający dla relaksu wąż, a w tym czasie hiena wydała z siebie tylko jeden rozpaczliwy pisk i zaraz zniknęła pod wodą wciągnięta przez coś dużego. A przynajmniej większego od bagiennej bestii, która do tej pory ich tak ładnie prowadziła i grzecznie im towarzyszyła.
        - "Umm... Teraz jeszcze bardziej uważaj żeby się nie zamoczyć" - mruknęła zaraz Tava, lekko skonsternowana zaistniałą sytuacją. Lega w tym czasie całkiem zniknęła pod wodą, a Faer bez słowa i w pełnym skupieniu ruszyła całym ich ciałem ostrożnie przed siebie.
         - Yashhht'Shhherke - zawarczała gniewnie środkowa głowa, której oczy niemalże błysnęły. Wytężała wszystkie swoje zmysły by znaleźć bagiennego jaszczura, lecz ten wcale nie musiał być szukany. Sam się doskonale znalazł na nieszczęście Firouzeh i hydry, chwytając wbijając swoje potężne szczęki w szyję Tavy, która zaryczała z bólu nim wciągnięta została pod wodę przez o połowę mniejszego od całej pradawnej, gada, bardzo przypominającego krokodyla. Tylko takiego trochę większego.
        - "Pół sznura przed tobą jest zbita wysepka. Myślę, że dasz sobie radę" - warknęła na Firouzeh środkowa głowa, po czym sama również zanurkowała, by pomóc Ledze w oderwaniu Yashhht'Shhherke od Tavy. Mulista woda w tym miejscu na moment lekko pociemniała i przybrała nieco szkarłatnego odcienia. W miejscu gdzie jeszcze chwilę temu była pradawna, woda się kotłowała, jakby wrzała, aż bąbelków powietrza było coraz mniej i zaraz wszystko się uspokoiło.
        Z wody wynurzył się warczący sycząco gigantyczny krokodyl z odgryzioną połową pyska, dwoma krwawiącymi oczami (z sześciu), których już właściwie nie miał i bardzo poranioną głową, a zaraz po nim wynurzyła się Faer, wspierająca na swoim karku mocno poszarpaną szyję i głowę Tavy; oraz Lega, które równie groźnie warczały i ryczały na jaszczura, co on na nie, szczerząc przy tym ociekające krwią i jadem kły. Obie głowy nosiły na sobie ślady zaciekłej walki z gadem, choć najgorzej było z Tavą, której jaszczur omal nie odgryzł.
        Faer i Lega na zmianę syczały do niego coś groźnie w smoczym narzeczu i wyglądało to tak, jakby mieli kontynuować ten pojedynek, lecz krokodyl w końcu odpuścił zanurzając się i przez ruch wody dając wszystkim znak o swoim odpłynięciu. Środkowa głowa odetchnęła z ulgą i z troską polizała rany na poszarpanej szyi, nieprzytomnej siostry. Poruszyła się, aby wypłynąć w końcu z bajora na ubitą ziemię.
        - "Ruszajmy dalej, jeszcze ani trochę nie ruszyłyśmy się z miejsca za twoim uciekinierem, a wypadałoby jeszcze znaleźć jakieś ciepłe schronienie na noc" - Faer odezwała się ostro do Firouzeh i wytężyła swoje zmysły, by poszukać w okolicy śladu aury Ragarianina.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Obraza Faer była tak śmiertelna, że aż trochę śmieszna w oczach Firo. Co więcej, wydawało jej się, że w tym wszystkim była również zazdrość o to, że dwie pozostałe głowy najwyraźniej ją polubiły, choć po namyśle wcale jej to nie dziwiło – one spędziły ze sobą całe życie i w takiej sytuacji pewnie trudno dopuścić do siebie myśl, że ktoś mógłby naruszyć tę więź. Swoją drogą… To musiało być trudne, tak spędzać z kimś każdą chwilę swojego życia, nieustannie być razem. Ale jak widać nie jest też tak łatwo z tego zrezygnować, nawet jeśli tylko w niewielkim stopniu.
        Szczęście, że jednak merytoryczne tematy były ważniejsze, niż jakieś nastoletnie akty zazdrości i zamiast robić scenę, cała czwórka skupiła się na rozwiązaniu sprawy Firouza.
        - Dokładnie tak – zgodziła się Firouzeh z interpretacją Legi. Domyśliła się, że dobór słów nie był przypadkowi i pożeranie było istotną częścią tego planu, ale niech sobie pożerają te demony, na zdrowie.
        - Masz rację. – Z Tavą również zgodziła się nie wnikając w jej pobudki, choć i te wydawały jej się wyjątkowo jednoznaczne. Ciekawe tylko co by się stało, gdyby faktycznie ten pościg miał się zakończyć tu, na tych bagnach, a one byłyby świadkami tego, jak siostra zabija brata… Tavie byłoby pewnie przykro, że straciła kolejnego potencjalnego przyjaciela, ale chyba Ragarianka wyraziła się jasno, że zamierza ukarać zdrajcę? A może sposób był jasny tylko dla niej? Aż strach teraz uściślać ten temat, bo jeszcze obraza Faer rozejdzie się na pozostałe głowy i wtedy demokratycznie stwierdzą, że koniec z pomocą, czas rozpocząć polowanie – trochę się to nie opłacało.
        - Przypuszczam, że idąc śladem z pieczęci trafimy do niego jak po sznurku – podsunęła Firouzeh, gdy środkowa głowa zastanawiała się nad strategią polowania. – To jak strącić dwa gołębie jednym kamieniem.

        Późniejsza uraza o prośbę o podsadzenie była dla Ragarianki dość komiczna – przecież niedawno same zaproponowały jej przejażdżkę, więc czym różniło się to, o co je poprosiła od tego, co one same wcześniej sugerowały? Ale jak widać obraza Faer była naprawdę śmiertelna. Mniszce nawet przez moment w głowie zaświtała myśl, aby rozwiązać tę kwestię i jakoś przedyskutować niechęć środkowej głowy względem siebie, ale skoro Tava tak szybko wyrwała się do pomocy, nie było chyba sensu dyskutować. Do roboty. Może jeszcze później nadarzy się okazja do rozmowy. Tym bardziej, że dzięki pomocy prawej głowy szybko dało się ustalić choćby zgrubny kierunek marszu i można było ruszać, a wszelkie dyskusje prowadzić ewentualnie po drodze.
        - Dokładnie tak - przytaknęła Firouzeh, potwierdzając przypuszczenia smoczycy w kwestii tego, że nawet Ragarianie nie są nie do zdarcia. - On pewnie będzie teraz czuł na plecach pogoń, nie będzie tak bardzo czuł zmęczenia, ale prędzej czy później da ono o sobie znać. A jak to się mówi, i heros dupa, gdy ludu kupa, więc faktycznie tabunowi mglaków mógłby nie podołać. Tym bardziej, że nawet by im nie uciekł, bo dwie nogi to zawsze mniej, niż cztery – podsunęła, choć nie chciałaby takiego losu dla Firouza. Może i był złodziejem i zazdrośnikiem, ale mimo wszystko to jej brat i życzyła mu śmierci w walce albo we własnym łóżku ze starości, niżby miały go zeżreć jakieś bagienne stwory – to taka uwłaczająca wojownikowi śmierć… Pomijając fakt, że gdyby go zjedzono, mogłaby nigdy nie odzyskać swojego wota.
        Gdy dotarły nad wodę i prawa głowa wydała jej instrukcje, Firouzeh przytaknęła bez słowa komentarza, nieznacznie podciągając nogi, by ich nie zamoczyć i dopiero gdy siedziała wygodnie podziękowała cicho Tavie, klepiąc ją poufale po czole. Rozglądała się od czasu do czasu, choć głównie wzrok miała utkwiony przed sobą - tam, gdzie płynęła smoczyca. Mimo to poczuła pewną zmianę w atmosferze - Faer i jej siostry nic nie powiedziały, ale wyraźnie stały się czujniejsze. Kwik znikającej pod wodą hieny już pozbawił jej wszelkich złudzeń, że mogło jej się wydawać - coś było nie tak, coś groźnego czaiło się w wodzie. Ragarianka momentalnie się spięła, sięgnęła do paska po swoje zaklęcia i poprawiła chwyt drugiej ręki na kosturze. I tak jednak nie dostrzegła zagrożenia aż nie było za późno. Zachwiała się na głowie hydry. Nim odzyskała równowagę, dostała instrukcje. Nie dyskutowała, choć trochę ubodło ją to, że nie mogła brać udziału w tej walce. Zeskoczyła z głowy Tavy prosto do mętnej wody. Poczuła nieprzyjemne ukłucie zimna, które na moment prawie ją sparaliżowało. Prawie. Szybko zebrała się w sobie, zaczęła płynąć w stronę wskazanej jej przez Faer wysepki. Pełne wody buty zaczęły jej ciążyć i ciągnąć ją na dno, ale Firouzeh była zdeterminowana i silna – nie poddała się i nie zatonęła tylko parła przed siebie, a gdy tylko poczuła pod stopami dno, stanęła na nim i ostatni odcinek przebrnęła brodząc w mętnej wodzie. Już na brzegu szybko obróciła się w stronę kotłujących się smoczycy i bestii podobnej do krokodyla. Trochę zakuło ją w serce, gdy dostrzegła w jakim stanie była cała trójka – szczególnie Tava. Nie ukrywała rysującego się na twarzy przejęcia i niespokojnie dreptała na brzegu, gdy po wygranej walce siostry płynęły do brzegu.
        - Jak się czujesz? – zapytała prawą głowę ze szczerym współczuciem, nim została ofuknięta przez Faer. Dopiero teraz zresztą dostrzegła, że Tava była nieprzytomna i tak czy siak by jej nie odpowiedziała…
        - Dobrze – zgodziła się ze środkową głową i zaraz poszła dalej, spoglądała jednak cały czas na pokrwawioną, ranną smoczycę. – Nie chcesz… Zatrzymać się na chwilę, by odpocząć po walce? Wylizać rany? Mogę ci jakoś pomóc? – upewniła się, choć nie bardzo wiedziała jak mogłaby to zrobić. Miała środki opatrunkowe, ale nie w takiej ilości, aby opatrzyć tak dużą pacjentkę. Znała się na magii życia, ale nie w stopniu, który dawałby jej umiejętność leczenia, używała tej dziedziny tylko do walki, wychodząc z założenia, że uzdrawianie własnych ran to marnowanie energii, które może przypłacić życiem w naprawdę poważnym starciu. Szkoda, bo teraz by jej się to przydało.
Awatar użytkownika
Faer
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Smok
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Faer »

        Z początku Faer miała cichą nadzieję, że Firouzeh będzie inna, niż dotychczas spotykani przez smoczycę ludzie, lecz raczej szybko przekonała się, że rogata niczym się od pozostałych nie różniła. Była tak samo zarozumiała i kłamliwa, co oni. Ludzie chyba się nigdy nie zmienią.
        Cała sytuacja nie byłaby jednak aż tak denerwująca, gdyby siostry smoczycy podzielały jej opinię, a nie przymilały się do kobiety, jak wielkie koty czy domagające się uwagi, roztrzepane szczeniaki. O ile po Tavie mogłaby się spodziewać takiego zachowania, bo prawa głowa hydry była chyba największą w całej okolicy atencjuszką, o tyle ciężko było Faer pojąć ożywienie Legi i jej domaganie się pieszczot. Przecież ona przez cały czas chciała pożreć wszystkich i wszystko, co przed nią nie uciekło! Kto by pomyślał, że wystarczy spotkać rogatego człowieka, żeby cały świat stanął na głowie. Będzie chyba musiała poważnie porozmawiać z siostrami, gdy nadarzy się okazja bez Firouzeh. Może jak ta pójdzie spać? Niby mogłyby teraz przedyskutować temat Ragarianki, posługując się po prostu smoczą mową - kobieta zdaje się nie rozumiała pradawnej, gdy ta mówiła w swoim rodzimym narzeczu - jednakże Faer wolała dmuchać na zimne. Skoro można było wywoływać potwory z kartek, a nie przez przeprowadzenie rytuału i przypieczętowanie kontraktu z przyzwańcem własną krwią - nawet nie chciała myśleć o tym, jakimi jeszcze wynalazkami ludzie posługiwali się w obecnych czasach.
        Bezczelne zapytanie o pomoc w podsadzeniu Ragarianki tylko jeszcze bardziej rozsierdziło Faer, dla której nie było w tym nic śmiesznego. Czym innym było wzięcie byle człowieka na głowę, w ramach sympatii i dla własnej przyjemności, a czym innym usługiwanie aroganckiej kobiecie, która chciała sobie z hydry zrobić wieżę widokową. I co jeszcze? Zaraz może poprosi o kilka łusek, albo pazur czy ząb pradawnej, bo krewni Firouzeh głodują, a biedna rogata nie ma ani ruena przy duszy? Niech no tylko spróbuje!
        Faer jednak nie dostała szansy, aby wyrazić swoją opinię na temat zachowania Ragarianki, gdyż Tava w całej swej uprzejmości już trzymała kobietę na swojej głowie. Czasami Faer się zastanawiała, czy siostry rzeczywiście ją słuchają i środkowa głowa może liczyć na poparcie z ich strony. Obecna sytuacja pokazywała raczej coś zupełnie innego, niż zgodne działanie i podejmowanie decyzji przez hydrę.
        - "Naprawdę istnieje takie powiedzenie?" – zdziwiła się Tava i chyba tylko ją na tyle intrygowała ta kwestia, że postanowiła zapytać, a nie zachować dla siebie to pytanie. Choć po części Lega też była tym zainteresowana, a przynajmniej skupiła się a tym jednym powiedzonku, obecnie skręcając się ze śmiechu.
        - "Dobre! I heros dupa, gdy ludu kupa! Naprawdę dobre!" – niemalże wyła ze śmiechu, płosząc całą zwierzynę z najbliższej okolicy.
        Tylko środkowa zachowywała się jak przystało na jej wiek, nie zaś jak małe smoczątko. Była bardzo skupiona na swoim zadaniu. Nawet walka z mniejszym, acz równie niebezpiecznym jaszczurem co hydra, nie zmieniła nastawienia Faer. Ba! Dawało jasne dowody na to jak smoczyca była zdeterminowana i że nic nie było w stanie jej zatrzymać przed jak najszybszym pozbyciem się Ragarianki, do której środkowa głowa sympatią nie pałała.
        Hydra była poważnie ranna, jedna ze smoczyc nawet bardziej, niż pozostałe i nadal była nieprzytomna, a mimo to Faer nie zamierzała odpuścić i zatrzymać się choćby po to, by poczekać aż rany nie przestaną krwawić. Jeszcze fuknęła niemiło na rogatą, gdy już wyszła na bezpieczny brzeg i pogoniła ją do dalszego marszu.
        - "Niby jak chciałabyś nam pomoc? Nie wyglądasz na medyka, a i sama mówiłaś, że raczej jesteś magiem bojowym" – burknęła smoczyca, idąc uparcie dalej przed siebie, bez nawet najmniejszej chwili zastanowienia i rozważenia propozycji Firouzeh.
        - "Czy twoja duma naprawdę jest warta życia jednej z nas? – zapytała Lega wprost. – Czy może kolejnym razem wypadnie na mnie i w końcu będziesz miała całe ciało tylko dla siebie? Wiesz nie miałabyś wtedy wnerwiających sióstr na głowie. Może ludzie by cię polubili skoro nie byłabyś już potworną hydrą, tylko bagiennym smokiem... O! Może mogłabyś się wtedy stąd wyrwać choć na chwilę i zwiedzić skrawek świata za mokradłami?" - wymieniała bez litości kolejne plusy, jakie dałby Faer brak "zbędnych" wiecznie kłócących się i sprawiających jej kłopoty sióstr-głów. Nie zwróciła jednak przy tym uwagi, że smoczyca zatrzymała się w miejscu i spuściła przygnębiona swoją środkową głowę.
        - "...i prawdopodobnie znalazłabyś partnera. I może by doszło między wami do czegoś więcej i byście kopulowali..."
        - "Skończ już..." - mruknęła smętnie Faer ze smutnym spojrzeniem wbitym w wysepkę między bagnami, po której obecnie szli. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.
        - "...coś dobrego do jedzenia, opiekowałby się tobą i w końcu złożyłabyś jajo, z którego..." - trajkotała nadal Lega, jakby przez nieprzytomną Tavę przejmując jej zadanie irytowania wszystkich dookoła.
        - "Powiedziałam dość! Albo zaraz sama cię odgryzę!" - ryknęła na lewą głowę, szczerząc groźnie swoje kły i strosząc swoje kolce. - "Jeśli nie chcesz zostać pożarta przez tamtego tam, lepiej się trochę pospiesz" - burknęła na Firouzeh i popełzła dalej.
        Po pewnym czasie nieco zboczyła z kursu i skierowała się w stronę niewielkiej górki pośrodku bagniska. Już praktycznie na nią wpełzając, Faer chwyciła Firouzeh za ubranie swoim pyskiem i nic nie mówiąc zanurkowała z nią w mulistej wodzie, by po niecałych dwudziestu sekundach, wypłynąć i wyjść na suchy ląd w jakiejś ciemnej, podziemnej jamie, którą jasno oświetlał... jakby mech, porastający gęsto praktycznie całą jaskinię.
        Smoczyca postawiła w końcu rogatą na ziemi, po czym odpełzła nieco na bok i bardzo ostrożnie, nieco się zwinęła, by się nie wyziębić do momentu, aż nie wyjdą z tej wilgotnej, zimnej jaskini. Kilka razy trąciła pysk Tavy, próbując ją wybudzić, lecz kiedy to nic nie dało, odpuściła i zerwała z jednej ze ścian dość pokaźny "dywan" z mchu, którym zaraz obłożyła poszarpaną, nadal krwawiącą szyję siostry.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Firouzeh uśmiechnęła się szeroko – to ożywienie Tavy i Legi po rzuceniu niby takiego prostego powiedzenia było urocze. Jak dzieci, które po raz pierwszy usłyszały brzydkie słowo. Faer jednak nie było tak wesoło jak reszcie – nadal trwała śmiertelnie obrażona w sposób, który Ragariankę powoli zaczynał irytować. Przecież ta sytuacja z demonami nie była specjalnie! Wytłumaczyła się! Czuła jednak, że teraz każde zło, nawet problem głodu na drugim końcu Łuski, stanie się jej udziałem. Cóż… chyba będzie musiała się z tym pogodzić.

        Wszystko zmieniło się raptem chwilę później – zarówno atmosfera jak i podejście Firouzeh. To przez atak tego przerośniętego krokodyla i tego jakie rany odniosła Tava. Mniszce było jej bardzo szkoda – najmilsza, najbardziej do rany przyłóż głowa, najbardziej oberwała. Chciała jej pomóc z czystej sympatii, ale została odtrącona. I to dość brutalnie szczerze powiedziawszy, aż była zaskoczona taką odpowiedzią. Szybko jednak się otrząsnęła.
        - Mogę…
        Nie dokończyła, bo napięcia nie wytrzymała Lega i zaczęła ochrzaniać swoją środkową siostrę z pasją, jakby gniew i uraza wzbierały w niej od bardzo dawna. Firouzeh nie śmiała się wtrącać, ba, nawet niespecjalnie chciała tego słuchać. To były bardzo osobiste tematy, nie dla uszu obcych. Z tego względu mniszka zaczęła się trochę ociągać, by iść za smoczycą, starała się skupić na otoczeniu, uwagę poświęcając bardziej trzeciemu oku, niż tym dwóm normalnym. I tak niektóre zdania do niej docierały, a wraz z nimi cały ciężar żywota, jaki pędziła ta trójka. Biedne, samotne, bez możliwości zmiany swojego losu. Ona jednak miała się dobrze, wybrała sobie sama żywot bez drugiej połowy, ale gdyby chciała, zawsze mogła zmienić zdanie. One takiego luksusu nie miały, a co więcej, nieustannie były skazane na swoje towarzystwo. Na pewno się kochały, jak to siostry, ale czasami każdy potrzebuje odpocząć, odetchnąć, zdystansować się. One mogły się dystansować co najwyżej na długość szyi…
        Bolesna była jeszcze jedna myśl – czy Lega przesadzała, czy z Tavą naprawdę było tak źle, że mówiła o pozbyciu się jej? To bardzo nurtowało Firouzeh. Czuła cały czas energię przepływającą przez ranną głowę, magię, która ją napełniała, choć ta była słaba, słabsza niż jej sióstr. Nie wyglądało na to, że miałaby umrzeć, ale… może nie wiedziała wszystkiego? Dziewczyny były wyjątkowe, pewnie miały świadomość każdej części swojego ciała, również pozostałych głów, więc może wiedziały coś, czego ona nie widziała?
        Ofuknięta po raz kolejny Firouzeh tylko kiwnęła głową i trochę przyspieszyła. To był koniec tej rodzinnej kłótni, choć wcale nie oczyściło to atmosfery. Szły dalej w milczeniu, mniszka nie patrzyła na smoczycę dalej niż na jej ogon, by orientować się gdzie zmierzają. Miała zaciśnięte zęby, co było doskonale widać w wyrazie jej twarzy. Myślała, planowała i chyba nawet zdecydowała co zrobić, by jakoś im pomóc i zrehabilitować się w ich oczach. Musiała tylko trochę poczekać.

        Gdy znacznie później Faer nachyliła się do niej z otwartym pyskiem, Firouzeh odruchowo osłoniła głowę ramieniem, choć zaraz dotarło do niej jak bezsensowny był ten gest i jak niewiele by jej pomógł, gdyby hydra faktycznie chciała ją w tym momencie ugryźć albo wręcz pożreć. Tak... Nie miała czasu nad tym za długo myśleć. Ledwo zdążyła wstrzymać oddech i to na niepełnym wdechu, gdy smoczyca razem z nią się zanurzyła. Nie potrafiła zorientować się w wodzie, za to momentalnie poczuła, gdy się wynurzyły. Gwałtownie nabrała tchu, a gdy już stała na własnych nogach, odkaszlnęła i spróbowała trochę się wysuszyć, choć niewiele mogła tak naprawdę zrobić bez ognia. Widząc, że Faer i jej siostry ją ignorują, zajęła się sobą. Zrzuciła swoje rzeczy na ziemię kawałek od nich, po czym zdjęła płaszcz, tunikę i buty, pozostając w samej podkoszulce. Wszystkie zdjęte ubrania rozłożyła na płasko na kamieniach, by podeschły o ile to możliwe. Ponownie rozwiązała włosy i spięła je w nowy, ciasny kucyk. Zerknęła na Smoczycę, która zajmowała się swoją ranną głową i w jej oczach pojawił się cień żalu. Nie odezwała się jednak słowem. Ze swojego niewielkiego bagażu wyciągnęła Mana-Doma i zasiadła z nim na drugim końcu niewielkiej wysepki. Klęcząc rozłożyła wszystkie przybory do tworzenia zaklęć. Z namaszczeniem rozłożyła kartkę na rzeźbionym pulpicie, roztarła z odrobiną wody kamień atramentowy w czarnym kolorze, po czym wyjęła najcieńszy pędzelek jaki miała w zestawie. Trzymając go w dwóch palcach zaczęła kreślić nowe zaklęcie. Na jej twarzy malowało się skupienie, ale dłoń poruszała się swobodnie, jakby nie pierwszy raz to robiła i po prostu powtarzała doskonale znane ruchy. Jakby robiła to codziennie.
        Gdy chwilę później skończyła malować, złożyła wszystkie przybory z powrotem i na koniec zabrała przeschniętą już kartkę z nową pieczęcią. Stała chwilę, trzymając ją oburącz i patrząc na pieczołowicie naniesione symbole, po czym podeszła z nimi do Faer i jej sióstr.
        - Chciałabym pomóc - powiedziała spokojnie, nadal trzymając pieczęć obiema dłońmi. - To pieczęć, która przywoła Arechsu, demonicznego pająka. Jego pajęczyna działa jak opatrunek, przyspiesza gojenie ran. Jeśli mi pozwolicie, wezwę go, by opatrzyć wasze rany.
Awatar użytkownika
Faer
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Smok
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Faer »

        Stan, w jakim była Tava może nie był aż tak krytyczny, jak można było określić po zachowaniu pozostałych głów, jednakże Faer i tak wrzucała sobie, że naraziła je wszystkie na takie niebezpieczeństwo. Obie z resztą bardzo się martwiły o swoją siostrę i nawet Lega miała ogromne wyrzuty sumienia, że nie była w stanie zrobić nic więcej, by może zapobiec odniesieniu aż tylu ran. Straciła czujność i dała się zaskoczyć Yashhht'Shhherke. I jeszcze po tym wszystkim jedyne co mogła dla Tavy zrobić to tylko pokłócić się z Faer. Co prawda środkowa głowa wyglądała, jakby słowa siostry ją jeszcze bardziej rozsierdziły, ale prawda była taka, że w głębi duszy bardzo cierpiała przez słowa Legi i przez to, że przez własną dumę Tava była teraz ranna. Nie mogła więcej popełniać takich błędów.
        Na ten moment najważniejszy był stan zdrowia Tavy, a chyba przede wszystkim zatamowanie krwawienia, gdyż na bagnach ranna, krwawiąca istota bardzo szybko mogła dopełnić swojego żywota w paszczy jakiegoś drapieżnika, a tych na mokradłach było ich na pęczki. Priorytetem więc na ten moment było zaopiekowanie się Tavą, aż nie dojdzie do siebie, a wyszukanie wszystkich demonów i doprowadzenie Firouzeh do jej brata (w tym jednoczesne pozbycie się jej towarzystwa), niestety musiało odejść na bok, co nadal się niezbyt podobało Faer, ale musiała zacisnąć zęby i się jakoś z tym pogodzić. Z resztą i tak robiło się powoli chłodno i ciemno, więc musieli znaleźć jakieś schronienie na noc.
        Nie informując rogatej o swojej decyzji i małej zmianie planów, środkowa głowa chwyciła ją za ubranie swoją paszcza i dała nura w mulistej wodzie. Dość szybko jednak wypłynęły i Ragarianka zaraz została odstawiona na brzeg w podziemnej jaskini, a smoczyca odpełzła najdalej od niej jak się dało. Co prawda największą chęcią Faer by się też odsunęła od swoich sióstr, by pobyć chociaż przez moment samą i dać się pochłonąć swojej goryczy, jednak niestety Prasmok i Matka Natura nie dali jej tego luksusu. Nie mając więc zbyt wiele możliwości, opatrzyła swoją siostrę najlepiej jak umiała, porastającym jaskinię mchem, zwinęła swoje ciało, tak że na ich grzbiecie leżała głowa Tavy i zaraz położyła na niej swój własny pysk, przytulając się do niej ze zmartwieniem. Lega w tym czasie czuwała i bacznie obserwowała bajorko, z którego wyszły. Nie przepadała za czułościami, a poza tym i tak ktoś musiał pilnować ich bezpieczeństwa. A że ona zawsze była głodna i gotowa do walki, padło jak zwykle na nią. Z resztą jak zawsze, choć wcale nie miała zamiaru się kłócić. Szczerze powiedziawszy nawet jej to odpowiadało. Przynajmniej miała więcej rozrywki od sióstr.
        Kątem oka obserwowała również z zaciekawieniem, co robiła Firouzeh i nawet nieco wyciągnęła w jej stronę swój łeb, by lepiej widzieć, cóż to rogata znowu wymyśliła. Wystawiła kilka razy swój rozwidlony język w jej stronę, a gdy Ragarianka skończyła to co robiła i odwróciła się w stronę pradawnej, Lega zaraz "wróciła" na swoje miejsce, jakby wcale nie podglądała i wyszczerzyła się w uśmiechu, który miał być niewinny i rozbrajający... Choć w przypadku paszczy usianej wielkimi ostrymi i śmiertelnie trującymi kłami, raczej ciężko o jakikolwiek nie wywołujący dreszczy i mrożący krwi w żyłach efekt.
        - Hm? - mruknęła środkowa głowa, gdy usłyszała słowa Ragarianki - nie zwróciła uwagi na to, że ta w ogóle się do nich zbliżyła. Podniosła zaraz z niezadowoleniem swoją głowę i spojrzała na nią groźnie wysuwając rozwidlony język z paszczy. Po chwili się też lekko wyszczerzyła. - "Chyba już ustaliłyśmy, że nie jesteś medyk...ałć!" - zaczęła, choć ostatecznie zawarczała na Legę, która w tym momencie trąciła ją swoją głową, by Faer się uspokoiła.
        - "Demonicznego pająka?" - zdziwiły się w tym samym czasie obie głowy i spojrzały po sobie, a po tym na rogatą.
        - "Chcesz tu przywołać kolejnego potwora?" - zapytała niezbyt zadowolona z tego pomysłu Faer, a Lega już oblizywała sobie pysk i dostała ślinotoku.
        - "Żarełko?"
        Została przez to wysyczana przez Faer, która spojrzała to na ranną siostrę, to z powrotem na rogatą i gniew w jednej chwili ustąpił miejsca wyrzutom sumienia oraz zmartwieniu.
        - "Jeśli to faktycznie miałoby pomoc mojej siostrze..." - mruknęła po chwili i położyła swoją głowę na ziemi obok, umożliwiając Ragariance dostęp do Tavy i jej poranionej szyi.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Firouzeh liczyła się z tym, że jej propozycja nie zostanie tak od ręki przyjęta z entuzjazmem, że będzie musiała się tłumaczyć i wyjaśniać co w ogóle planuje. Stała więc i cierpliwie słuchała co obie przytomne głowy mają do powiedzenia. Na moment na jej twarzy pojawił się krzywy uśmieszek, gdy Lega oczywiście potraktowała demona jako darmową wyżerkę. Kiedyś będzie musiała je zapytać czy ich żołądek ma jakieś dno…
        - Nie jestem medykiem – przytaknęła pierwszemu zarzutowi Faer. – Ale tak jak każdy wiejski dzieciak wie, że jak noga jest złamana to trzeba ją unieruchomić, to i ja coś tam wiem. A właściwości jakie ma pajęczyna tego pająka nauczyłam się w swoim zakonie, to sprawdzona informacja. Jak go wezwę będzie się mnie ślepo słuchał, więc tak: przyzwę potwora, ale będzie robił tylko to co mu każę, a ja chcę pomóc. Nie zrobi nikomu krzywdy, nie spowoduje kłopotów. Ale… - Tu spojrzała na Legę. – Wolałabym, by jego akurat nie zjadać. Przyzwę go by wyświadczył mi przysługę, to nie byłoby z mojej strony w porządku, gdybym odpłaciła mu się w ten sposób. Tym bardziej, że to dość bystry demon, choć pająk.
        Któż by przypuszczał, że Firouzeh będzie miała taki szacunek do swoich przyzwańców, prawda?
        - To na pewno pomoże Tavie – zapewniła Faer, gdy ta z ociąganiem zaczęła ulegać jej propozycji. – Dziękuję – dodała po chwili, po czym skłoniła się z szacunkiem. Nie czekając aż hydra się rozmyśli, uniosła kartkę z zaklęciem, którego litery jeszcze błyszczały mokrym tuszem i przyjrzała się jej. Znaki zajaśniały – wtedy Ragarianka rzuciła pieczęć na ziemię, a z powstałych w ten sposób obłoków granatowo-czarnej mgły wyłonił się pająk wielkości psa myśliwskiego, którego poza gigantycznymi rozmiarami nie odróżniało nic szczególnego – był ośmionogi, włochaty i szarobury, bez żadnych kolorowych piórek, dodatkowych kończyn czy rogów. Demon podreptał chwilę w miejscu, rozglądając się niepewnie. Firouzeh dała mu raptem chwilkę na rozeznanie się w sytuacji nim wypowiedziała w jego stronę krótkie zdanie w szczekliwym, nieprzyjemnym w brzmieniu języku. Pająk w pierwszej chwili znieruchomiał, a później podszedł do nieprzytomnej Tavy. Zdjął odnóżami mech z jej szyi i badał ją nimi ostrożnie jakby upewniał się czy nie uderzy w niego grom z jasnego nieba, jeśli przesadzi z naciskiem. Ragarianka powtórzyła swoje polecenie. Wtedy demon zabrał się do roboty – ze swojego odwłoka zaczął produkować pajęczynę, która miała postać długich, szerokich pasm, które on odnóżami mógł jeszcze trochę rozciągnąć na boki. Zaczął nimi owijać ranę na szyi smoczycy, z początku trochę niepewnie, ale później całkiem dziarsko, uwijając się jak to pająk przy pajęczynie. Mniszka przyglądała mu się czujnie cały czas, jak dozorca niewolników na robocie w polu. W pewnym momencie wydała z siebie krótką komendę, która brzmiała jak szczeknięcie – „dość!”. Opatrunek był już gotowy. Firouzeh jednak – oczywiście jeśli jej pozwolono – nie ograniczyła się tylko do tej jednej rany, ale kazała pająkowi zająć się wszystkimi krwawiącymi miejscami na ciele sióstr.
        - Znachorzy robią opatrunek z pajęczyny, miąższu chleba i śliny i tym opatrują rany – zagaiła w międzyczasie. – Jego pajęczyna sama w sobie ma podobne działanie. Dezynfekuje ranę i przyspiesza krzepnięcie krwi, trochę też zmniejsza ból. To nie są spektakularne efekty jak przy zastosowaniu magii, ale na pewno pomogą.
        Gdy już demon zrobił co miał do zrobienia, Firouzeh przywołała go do siebie, po czym z jednej z kieszonek na swoim pasku wyjęła małą karteczkę, którą rzuciła w jego stronę od niechcenia, jakby to był jakiś śmieć. Po chwili jednak karteczka rozpłynęła się w powietrzu, a wraz z nią zniknął też pająk. Ragarianka westchnęła i przeczesała sobie dłonią włosy. Nie wyglądała na zmęczoną, ale widać było, że nie zrobiła tego bez jakiegoś wysiłku - jej oddech był trochę głębszy, w oczach pojawiło się dyskretne zmęczenie. Ona jednak tego prawie nie czuła - wpatrywała się w Tavę i jeśli nie została przegoniona, podeszła nawet by pogłaskać ją po pysku i szeptem zapewnić, że będzie dobrze.
Awatar użytkownika
Faer
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Smok
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Faer »

        - "Ehh... w porządku" - mruknęła niechętnie Lega, gdy Firouzeh zaznaczyła, że życzyłaby sobie, aby tego demona nie próbować pożreć. Niezbyt się to podobało lewej głowie, ale faktycznie nie byłoby to zbyt miłe z ich strony, gdyby odwdzięczyły się demonowi za jego pomoc, pożarciem go. Lega westchnęła ciężko i odpuściła sobie, obiecując, że rzeczywiście żadnej krzywdy mu nie zrobi.
        Po tym z Faer uważnie obserwowały cały proces przywoływania pajęczaka, a gdy ten okazał się rzeczywiście mało szkodliwy i był już gotowy do pracy, środkowa głowa wsunęła się ostrożnie pod nieprzytomną siostrę i lekko ją uniosła, by ośmionoga paskuda mogła bez problemów opatrzyć ranę na szyi Tavy. Lega natomiast zawisła nad nimi wszystkimi i obserwowała czujnie, czy rzeczywiście nic złego się nie dzieje. Była gotowa w każdej chwili zareagować, gdyby tylko pajęczak próbował zrobić coś nieodpowiedniego. Raz za razem syczała cichutko, przy wysuwaniu swojego rozwidlonego języka z pyska i przyglądała się z ciekawością poczynaniom demona.
        - "Nigdy bym nie pomyślała, że są potwory, które mogą pomagać zamiast niszczyć i szkodzić wszystkim dokoła" - powiedziała Faer, z głową Tavy na swojej, kiedy Firouzeh opowiadała o właściwościach pajęczyny tego ośmionoga.
        - "Może nie wygląda na silnego i nie jest zbyt groźny, krwiożerczy wojownik, budzący trwogę w sercach swoich wrogów z niego żaden, ale ciężko nie przyznać, że jest całkiem przydatny" - wtrąciła się Lega, patrząc na pająka pod swoim kątem, gdy ten zaczął się zajmować również ich ranami. A kiedy skończył nawet podłożyła mu jedną z łap po swojej stronie i pomogła mu zeskoczyć bezpiecznie na ziemię. Nie była Tavą by powiedzieć, że był całkiem milusi, chichocząc przy tym głupkowato, ale i tak raczej pozytywnie oceniła demona, nawet jeśli nie nadawał się na groźnego sprzymierzeńca i broń. Co najwyżej na mięso armatnie.
        Faer wysunęła się delikatnie spod głowy nieprzytomnej siostry i przyjrzała się wszystkim opatrunkom jakie założył im pająk na polecenie rogatej, choć wcale nie musiała tego robić. Miała pomóc przecież tylko Tavie. Nie rozumiała, dlaczego i i reszcie hydry również chciała pomóc. Najbardziej jednak zaskoczyło pradawną to, jak Ragarianka podeszła do nieprzytomnego pyska i po pogłaskała, zapewniając, że wszystko będzie dobrze. To było dl a Faer jeszcze bardziej niepojęte, ale... Nie byłoby to zbyt miłe wobec rogatej, gdyby smoczyca nadal była na nią zła. Zwłaszcza, że Firouzeh nie wiedziała o demonach podłożonych przez jej brata i nie było jej winą to, że je w ogóle porozrzucał po okolicy.
        - "Firouzeh..." - zaczęła, patrząc poważnie na kobietę z góry. Zaraz jednak lekko kiwnęła swoim łbem i spuściła go na wysokość mniszki. - "Dziękuję ci. I przepraszam za swoje zachowanie. Nic złego przecież nie zrobiłaś, a ja cię niesłusznie oskarżyłam o całe zło tego świata" - mruknęła łagodnie i bardzo szczerze. Było jej naprawdę wstyd za to, jak okropnie odnosiła się wobec rogatej.
        Bez ostrzeżenia jeszcze bardziej zbliżyła swój pysk do kobiety i tak jak poprzednio, złapała ją ostrożnie za ubranie i podniosła do góry tylko po to, by odstawić ją na fragmencie swojego grzbietu w kłębie, w który była zwinięta smoczyca, obok nieprzytomnego pyska Tavy. Faer lekko się uśmiechnęła do rogatej i położyła swój własny pysk na ziemi.
        - "Nie powinnaś już marznąć, możesz więc odpocząć nieco. Póki Tava się nie obudzi i tak niewiele możemy zrobić" - poradziła spokojnie Faer i ziewnęła przeciągle, szeroko, obnażając przy tym wszystkie swoje kły i mlasnęła kilka razy, a zaraz po niej ziewnęła w ten sam sposób również Lega. Ona jednak się nie kładła i obserwowała czujnie wejście do jaskini, jakby miało zaraz coś ich stamtąd zaatakować.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Firouzeh czuła to badawcze spojrzenie Faer i Legi, gdy przywoływała swojego demona – jeden nieprawidłowy ruch i ją zjedzą. Była tego świadoma, ale też była spokojna, bo ani zaklęcie nie było trudne, ani panowanie nad przyzwańcem, ani jej intencje nie były niecne. Naprawdę chciała pomóc i wiedziała jak pomóc. Co więcej, nawet nie zastanawiała się nad tym czy opatrzyć tylko nieprzytomną Tavę, czy wszystkie trzy siostry – przecież dzieliły jedno ciało, dla niej to było logiczne, że wszystkie odczuwają odniesione rany, jedynie w mniejszym lub większym stopniu. Nawet nie było o czym wspominać i też Ragarianka nie komentowała zaskoczonej miny hydry, choć nie umknęło to jej uwadze.
        - Tak, te demony nie są specjalnie ofensywne – zgodziła się z oceną Faer, gdy pająk tkał swój opatrunek, a one nie miały w tym momencie nic wielkiego do roboty. – Polują z zasadzki, łapiąc swoje ofiary w pajęczyny. A zaatakowane po prostu bardzo szybko uciekają – podsumowała z pewnym rozbawieniem, bo dla niej był to dość śmieszny widok, jak cokolwiek, co ma osiem nóg i przebiera nimi jednocześnie. Nawet imitowała ten ruch, szybko przebierając w powietrzu rozczapierzonymi palcami obu rąk (choć było ich dziesięć a nie osiem, ale przecież dwóch sobie nie utnie tylko w imię pantomimy. Zdecydowanie nie miała arachnofobii.

        Już po wszystkim Firouzeh pogłaskała Tavę z czystej sympatii do tej uroczej głowy i z troski o jej stan – to nie było zagranie wyliczone na poprawę swojego wizerunku… Ale tak wyszło, tym lepiej dla nich wszystkich. Ragarianka nie ukrywała, że komentarze Faer były dla niej bardzo miłe.
        - Pojawiłam się, a wraz ze mną namnożyły się kłopoty, miałaś prawo być na mnie zła – odparła, biorąc na siebie połowę winy za ich niedawne niesnaski. – Po prostu zapomnijmy o tym naszym małym napięciu. Przepraszam.
        A gdy smoczyca nachyliła się do niej jeszcze bardziej, Firouzeh była pewna, że ma ją pogłaskać. O ironio, nie ten adres. Wyciągnęła do niej rękę, ale została zignorowana i zamiast tego Faer złapała ją za kark, jak poprzednim razem. Mniszka nie wyrywała się, ale jak i poprzednim razem była zaskoczona do czego to dąży. A gdy już została odstawiona, była nadal zaskoczona, ale też bardzo zafascynowana. Spojrzała na Faer i uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
        - Dziękuję. Czuję się teraz trochę jak mała dziewczynka – skomentowała, ale chętnie umościła się przy Tavie, czyniąc to jak najdelikatniej, aby nie ugniatać żadnego wrażliwego miejsca na ich ciele ani tym bardziej nie zahaczyć którejś rany. Niby ułożyła się do snu, ale jeszcze długo miała otwarte oczy.
        - Możecie tak spać na zmianę? - zapytała szeptem, patrząc na czujnie wpatrzoną w wejście do jaskini Legę. - Jeśli wystawiacie warty to mnie też uwzględnijcie w grafiku. Wam bardziej należy się odpoczynek, by zregenerować się po walce.
        Mówiła jak najbardziej poważnie - nadal napędzana zewem pościgu nie potrzebowała wiele snu, w przeciwieństwie do rannych towarzyszek. Nadal nie była pewna ile czasu zajmie im wylizanie się z tych pogryzień, ale zamierzała im to ułatwić i chociaż w ten sposób się zrewanżować.
        - Czy… W ogóle jest możliwe, by coś tu wlazło? - upewniła się jeszcze z mocnym postanowieniem, że to ostatnie pytanie, by nie męczyć Legi jak ciekawski dwulatek.
Awatar użytkownika
Faer
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Smok
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Faer »

        Trudno było Faer nie zgodzić się ze słowami Ragarianki o tym, że to po jej pojawieniu się na wszystkie trzy głowy smoczycy spadła masa problemów, lecz równie ciężko byłoby jej zaprzeczyć, że zachowała się bardzo niesprawiedliwie wobec rogatej. Winne były więc po równo obie strony, a że miały z sobą współpracować, musiały się pogodzić. Gdyby miały się wiecznie kłócić i ze sobą wojować, nigdy im się nie uda niczego osiągnąć.
        - "I ja również przepraszam" - skinęła jej środkowa głowa, a lewa zaśmiała się rozbawiona.
        - "A ja nie muszę, bo nie mam za co!" - stwierdziła roześmiana Lega, z ciekawością oglądając opatrunek założony przez pająka na praktycznie każdą z ich ran. Jedną z tych grubych i wytrzymałych pajęczyn, nawet smagnęła swoim rozwidlonym językiem, by zaraz splunąć w bok i z obrzydzeniem zwiesić na moment jęzor ze swojej paszczy, aby się "wywietrzył" z tego paskudnego smaku.
        Widząc, tą sytuację zaśmiała się zaraz krótko również Faer, po czym sięgnęła pyskiem po Firouzeh. Chwyciła ją ostrożnie, podniosła i postawiła na sobie tuż obok nadal nieprzytomnej Tavy.
        - "Wiesz..."
        - "Przecież jesteś mała. I jesteś samicą" - wtrąciła się z rozbawieniem Lega, której humor się widocznie poprawił. Prawdopodobnie zdążyła się już pozbyć paskudnego smaku ze swojego języka.
        - "Kobietą..." - poprawiła ją Faer, na co lewa głowa po prostu się złośliwie wyszczerzyła.
        - "Więc jesteś małą dziewczynką" - stwierdziła dumna z siebie Lega, że udało jej się dojść samej do takich wniosków.
        Kiedy Firouzeh mościła się wygodnie na hydrze obok prawej głowy, środkowa ziewnęła szeroko, pokazując wszystkie swoje, zabójcze niczym sztylety zęby, aby zaraz lekko otoczyć nieprzytomną siostrę i położyć swój pysk po drugiej jej stronie, by nie przeszkadzać rogatej kobiecie. Lega natomiast "stała" na warcie czujnie wpatrując się w zanurzone wejście do jaskini. Wyszczerzyła się szyderczo, gdy usłyszała zaskoczone pytanie kobiety.
        - "Lega wbrew pozorom z nas wszystkich zużywa najmniej energii, jest najbardziej leniwa i żarłoczna, nie potrzebuje więc aż tak bardzo snu. Może i mamy jedno ciało, ale każda z nas ma własny umysł. Myślę, że miałyśmy być trzema smokami a nie jednym, ale z jakiegoś powodu jest jak widzisz" - wyjaśniła spokojnie Faer, lekko sennym tonem, leżąc z zamkniętymi oczami i odpoczywając, dając ranom się porządnie zregenerować.
        - "Skup się na tym by samej również porządnie wypocząć i nami się nie przejmuj. Z rana po żadnej z ran nie będzie ani śladu, nawet jeśli Lega przez cały ten czas w gotowości do ataku. Nie myśl o warcie, Lega się tym zajmie" - dodała środkowa głowa, znów ziewając, aby kilka razy mlasnąć cicho i wtulić się łuskowatym policzkiem w prawy pysk.
        - "Czy możliwe? Ha! Na pewno! Zwłaszcza jeśli temu śmierdzącemu gadowi nie uda się kopulacja, czy jak wy to mówicie - randka" - zaśmiała się trzymająca wartę głowa, oczywiście mając na myśli bestię, która je tak urządziła, a do której to miało należeć to leże.
        Choć miały spędzić noc w kryjówce stwora, który omal nie odgryzł jednej z głów pradawnej, ani Lega ani Faer nie okazywały niepokoju. Ba! Jedna spokojnie usnęła, chwilę po tym jak tylko zamknęła oczy, a druga z nudów w pewnym momencie zaczęła sobie gryzmolić pazurem na piasku. Łuskowaty właściciel tej pieczary, nie pojawił się tej nocy nawet w okolicy swojego domu. Nie tylko więc pradawna razem z Ragarianką mogły spokojnie odpocząć do samego rana, ale również bez pośpiechu sobie coś w pieczarze zjeść i przygotować się do dalszej podróży.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Zadziwiające jak wiele zmieniło się w atmosferze, jaka panowała między nimi, gdy tylko się poprzepraszały. A Lega – najpierw swoim komentarzem, a później pluciem po sprawdzeniu smaku pajęczyny – jeszcze poprawiła nastrój Ragariance, która szczerze się roześmiała. Nie pokusiła się jednak o komentarz, bo przeszkodziło jej wtrącenie się Faer, która potraktowała ją jak kociaka. Czy jak małą dziewczynkę, tak jak ujęła to Firouzeh. Zaraz została poprawiona, ale nie miała im tego za złe.
        - Hola! – wtrąciła się jednak. – Jak na swoją rasę jestem całkiem wysoka. I wyższa od większości ludzkich czy elfich samców… Ale faktycznie przy was nie wyglądam zbyt okazale – przyznała. – Chodziło mi, wiecie, o bycie dzieckiem. Albo, nie wiem, ulubionym zwierzątkiem. Oj, nieważne jak to nazwać, jest mi wygodnie i nie chcę się stąd ruszać.
        I to powiedziawszy w końcu umościła się do snu, nadal z zaintrygowaniem spoglądając na obie przytomne głowy hydry. Zaraz się podniosła, by jeszcze porozmawiać na temat wart i z zaintrygowaniem słuchała na temat specyficznej wytrzymałości Legi, choć zaraz na jej twarzy pojawiło się całkowite zrozumienie i lekki podziw.
        - Brzmi sensownie – przytaknęła, przypominając sobie jak niejednokrotnie głowa dała dowód tego, że jedzenie stanowi dla niej wysoki priorytet. Zamyśliła się trochę na temat tej ostatniej uwagi o tym, że miały być trzema osobnymi smokami. Ta teoria z jednej strony była sensowna, bo taki nadmiar głów u jednego osobnika stanowił dość rzadki widok, ale z drugiej strony… Wydawało jej się, że smoki rodzą się pojedynczo – jedno jajo na raz. Więc jakim cudem matka miałaby urodzić trzy jaja jednocześnie? Nie drążyła jednak tego tematu, uznając, że nie jest biologiem tylko magiem i to nie jej sprawa.
        I nagle Firouzeh zerwała się do pozycji siedzącej, patrząc na Legę wybałuszonymi oczami. Przez moment gapiła się na nią, później na wodę, w której znajdowało się wejście do kryjówki.
        - Czekaj… - wydukała. – To jest leże tamtego potwora? – parsknęła z niedowierzaniem. – I mówisz o tym tak spokojnie? Skąd w ogóle pomysł, żeby tu urządzić sobie postój?
        W jej głosie więcej było niedowierzania niż strachu. Nie pojmowała ani motywacji dziewczyn, ani tego spokoju, jakim teraz emanowały. Można by się zapytać dlaczego dopiero teraz była taka zaskoczona, ale odpowiedź była prosta – wcześniej była przekonana, że to kryjówka Faer i jej sióstr, że mają może takich gniazd kilka na bagnach i korzystają z nich w miarę potrzeby. Skoro jednak nie było to ich leże, więc czemu zdecydowały się akurat na takie należące do potwora, który tak szczerze je pokiereszował? Można było się wymawiać tym, że wtedy uderzył z zaskoczenia, ale teraz były na jego terytorium i były osłabione.
        - Ryzykantki – skomentowała, ale zdecydowanie nie ze wzgardą, ale z sympatią. – Ale mówicie, że do rana już będziecie się lepiej czuły? Musicie mieć naprawdę wyśmienitą regenerację.
        Ragarianka nie przedłużała rozmowy - wszystkie potrzebowały odpoczynku, nawet ona, choć nic jej nie było. Zaraz pożyczyła dziewczynom dobrej nocy, po czym ułożyła się w zagłębieniu między nimi i zasnęła. Sen miała jednak czujny - podnosiła głowę za każdym razem, gdy hydra pod nią się poruszyła albo wydała z siebie jakiś odgłos. Za każdym razem jednak obrzucała jaskinię wzrokiem, po czym z westchnieniem wracała spać dalej. Przy Faer i jej siostrach było jej wygodnie i ciepło, więc naprawdę porządnie wypoczęła. Wstała zaś… Gdy się wyspała, bo nie była wcale pewna jaka jest pora dnia poza tym leżem. Przyjrzała się siostrom w milczeniu, dotknęła ich pajęczych opatrunków i zajrzała pod jeden z nich. Kawałek zaschniętych włókien pajęczyny został jej w palcach - niedbale odrzuciła go od siebie.
        - Ooo, faktycznie wygląda jakby nie było śladu - mruknęła, po czym zaczęła się gramolić, by móc stanąć na własnych nogach na twardym gruncie. Poszła do swoich rzeczy porzuconych gdzieś na skraju wysepki i wyjęła z plecaka nóż. Wróciła z nim do smoczyc.
        - Pomogę wam to pozdejmować - zaoferowała, przystępując do dzieła. - Jak się czujecie tak w ogóle?
Awatar użytkownika
Faer
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Smok
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Faer »

        To oburzenie Firouzeh było wręcz przeurocze, gdy rogata postanowiła wyjaśnić, że wcale taka mała nie była. Faer parsknęła rozbawiona jej wtrąceniem, natomiast Lega wywaliła rozwidlony jęzor na wierzch i dumnie się cieszyła, szczerząc przy tym swoje kły, przez to, że kobieta tak łatwo dała się sprowokować. Oczywiście cała sytuacja nie wynikała z niewiedzy hydry i jej prostego podejścia do życia, przez które każdy, kto był mniejszy od łuskowatej, był po prostu mały. Pradawna oczywiście wiedziała co Ragarianka miała na myśli i jedynie chciała się z nią nieco podroczyć. Długo przecież wisiał nad nimi (zwłaszcza nad Faer i Firouzeh) konflikt, że po prostu chciała nieco rozładować to jeszcze niedawne napięcie. To były tylko nieszkodliwe żarty.
        - "Dzieckiem przecież czyimś jesteś, na pewno nie naszym" - zauważyła łagodnie Faer, która zaraz spojrzała na swoją siostrę, gdy ta parsknęła ze słyszalnym rozczarowaniem.
        - "Nie nadajesz się na zwierzaka. Nie masz kłów, ani pazurów, nie da się ciebie zjeść, ani rzucić na zjedzenie" - wyjaśniła lewa głowa, a widząc karcące spojrzenie ich liderki, otworzyła szerzej oczy ze zdziwieniem. - "No co?"
        Faer jeszcze chwilę piorunowała ją spojrzeniem, z niezbyt pocieszonym wyrazem pyska, z którego co chwila wysuwał się rozwidlony ozór, lecz zaraz westchnęła i pokręciła głową. Spojrzała na Firouzeh, znów cicho parsknęła pod nosem.
        - "Nieziernie mnie cieszy to, że jest ci wygodnie" - mruknęła, patrząc na Ragariankę moszczącą się wygodnie obok Tavy z pewnego rodzaju matczyną troską w oczach. Jakby rzeczywiście kobieta była ich niesfornym dzieckiem. Oczywiście było to złudne wrażenie, bo przecież jeszcze nie tak dawno środkowa głowa miała zamiar pożreć mniszkę, ale przynajniej był to wzrok przywodzący raczej miłe odczucia.
        Po skończonej rozmowie i domysłach odnośnie dziwacznej anatomii smczycy, Faer ułożyła się do snu, a Lega została na posterunku, który zamierzała pełnić aż do momentu, gdy wszyscy wypoczną i się obudzą.
        - Yyy... "Tak?" - odparła Lega, lekko przekrzywiając swoją głowę z niezrozumieniem, patrząc przy tym na kobietę. - "Przecież mówiłaś o postoju, bo Tava była ranna, a ta kryjówka była najbliżej" - wyjaśniła jakby właśnie weszły pod najbliższe drzewo, by się schronić przed deszczem.
        - "Nie rozumiem czym się stresujesz. Tego dziada nie będzie może nawet przez kilka dni, więc nic nam tu nie grozi. I tak nie zostaniemy tutaj długo" - dodała i z powrotem utkwiła spojrzenie na wejściu do jaskini.
        Zaraz jednak roześmiała się z rozbawieniem, lecz gdy tylko pogrążona we śnie Faer, zamruczała z niezadowoleniem, Lega od razu uciszyła i samą siebie i Firouzeh, choć przecież to łuskowata zaśmiała się na całą jaskinię.
        - "Czym jest życie bez ryzyka?" - parsknęła już dużo ciszej, by po chwili spojrzeć bystro na rogatą i wyszczerzyć się do niej drwiąco. - Oddychanie na bagnach jest bardziej ryzykowne od tego - zauważyła i znów się cicho zaśmiała.
        Jakoś jej zleciało takie siedzenie i pilnowanie drzemiącej towarzyszki oraz sióstr. I nawet się Lega jakoś za specjalnie nie nudziła. Dała się wciągnąć do swojego własnego świata i po prostu tak pilnowała aż dziewczyny nie zaczęły się budzić.
        - "Widzisz? Mówiłam przecież" - powiedziała sennie Faer. Nie wstawała jeszcze, a jedynie ziewnęła, otwierając szeroko swoja paszczę praktycznie na wysokości twarzy Firouzeh, by następnie zająć się wraz z rogatą bez pośpiechu zdejmowaniem z nich pajęczych opatrunków.
        - Firo! - rozległ się zaraz radosny głos prawej, nieprzytomnej do tej pory głowy, która zaraz "zaatakowała" kobietę, praktycznie powalając ją na łopatki i tuląc się do niej jak oszalała. Tava była bardzo szczęśliwa i w pełni sił, jakby nigdy nie została pokiereszowana przez przerośniętego krokodyla.
Awatar użytkownika
Firouzeh
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Ragarianin
Profesje: Mag , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Firouzeh »

        Firouzeh już otworzyła usta, by się kłócić, ale skapitulowała i skryła swoją chęć dyskutowania za uśmiechem. Fakt, ktoś ją urodził. A zaraz po urodzeniu porzucił. Nie by miała to za złe rodzicom, bo w sumie nie skończyła źle, ale jednak nie ulegało dyskusji, że wychowywała się bez rodziców. Z drugiej strony: Faer i jej siostry spotkał podobny los albo i jeszcze gorszy, bo tak jak Ragarianka trafiła do zakonu, gdzie się nią zaopiekowano i nigdy nie musiała tak naprawdę walczyć o codzienne przetrwanie, tak one zmagały się z tym od samego początku, przez setki lat. W tym kontekście Firouzeh mogła uważać się za prawdziwą szczęściarę.
        - Serce rośnie, gdy słyszy się o tylu swoich zaletach - zażartowała, gdy Lega bezczelnie podsumowała jej braki i to, że nawet nie nadawała się do zjedzenia… Albo konkretniej, że nie wolno było jej zjeść, bo skoro one żarły nawet demony to pewnie Ragarianie smakowaliby dla nich jak kurczak. Wiedziała, że swoją nietykalność zawdzięcza tylko i wyłącznie Faer i w sumie była jej za to wdzięczna.
        Miłą atmosferę szlag trafił tuż przed tym jak Firo położyła się spać - wieść o tym, że zajęły leże tamtego krokodyla natychmiast ją otrzeźwiła i spowodowała falę pytań, które spotkały się jakby z brakiem zrozumienia ze strony hydry. No tak, dla nich to był chleb powszedni, można powiedzieć, że to ona histeryzowała. Gdy więc one się śmiały i zapewniały, że właściciel leża nie wróci przez najbliższe dni, mniszka powoli się rozluźniała i zaczynała śmiać z własnej paniki. Komentarz o oddychaniu na bagnach był ukoronowaniem tego rozluźniania atmosfery i Firo już teraz szczerze się roześmiała, kręcąc głową nad swoim zachowaniem.
        - Macie rację - skapitulowała. - Dobranoc w takim razie. W razie czego… W razie czego to się pewnie sama obudzę - mruknęła, bo przecież spała na ciele dziewczyn, więc poczułabym, gdyby zerwały się do walki z krokodylowatym potworem, który wróciłby z randki wcześniej niż planował.

        Rano Firo mogła się przekonać, że naprawdę przy smoczycach nic nie powinno jej martwić ani dziwić. Najlepszym tego dowodem było to, że spokojnie przespała w ich towarzystwie całą noc, a na dodatek one zdążyły się całkowicie zregenerować. Ją wprawiało to w podziw, którego nie ukrywała, dla nich jednak była to normalka.
        - Tak, tak, mówiłaś - przyznała mniszka bez żadnych prób usprawiedliwiania się. Może chciała o tym pogadać, ale nie było okazji, bo niespodziewanie została zaatakowana przez Tavę. Oczywiście z miłości. W sumie byłaby w stanie się obronić, zaprzeć, odskoczyć, ale nie czuła takiej potrzeby. Lubiła tę głowę i wiedziała, że ma ona dużą potrzebę bliskości, Ragarianka zaś nie miała nic przeciwko temu. Zaśmiała się, gdy Tava na nią naparła i choć ustałaby na nogach, wygodniej było jej klapnąć na tyłek i w siedzącej pozycji przytulić łaszącą się do niej smoczycę.
        - Dzień dobry, dzień dobry – przywitała się wesołym tonem. – Widzę, że humor ci z samego rana dopisuje. Jak się czujesz, mała?
        ”Mała”. No zdecydowanie to Firouzeh była mała w tym towarzystwie, ale nie chodziło przecież o rozmiary, a o okazanie sympatii. Przecież gdy partnerzy mówią sobie „kotku”, „misiu”, „żabko”, nie mają na myśli tego, że ich drugie połówki przypominają zwierzęta. Może w nielicznych przypadkach zwierzołaków takie ksywki mają drugie dno… Ale generalnie to tylko miłe słowa – tak jak „mała”.
        - Dobra, daj mi wstać – poprosiła po chwili z rozbawieniem Ragarianka. Wysunęła się spod Tavy i podniosła, obciągając przy tym ubrania. Spojrzała po całym towarzystwie i walających się po jaskini opatrunkach z pajęczyny. Wysuszone wyglądały jak kawałki bandaża nasączone gipsem albo wylinka jakiegoś ogromnego węża.
        - Opuszczamy lokal? - upewniła się. - Bo chyba nie powiecie mi, że gospodarz ma jeszcze spiżarnię, by można było go obeżreć przed wyjściem?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość