Dalekie Krainy[Terytorium Faer] Kąpiel błotna

Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Faer
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 9 miesiące temu
Kontakt:

[Terytorium Faer] Kąpiel błotna

Post autor: Faer » 8 miesiące temu

        Eh, te przeklęte pory roku. W ogóle na co one komu? Nic tylko ciągle zmieniać swoje legowisko bo tu zimno, tam wieje, a gdzie indziej od miesięcy deszczu nie było widać. W porządku, może i hydra miała prawie dwa milenia na karkach i szczerze była już przyzwyczajona do zmiany swojego legowiska co chwila, ale nikt jej przecież nie zabroni pomarudzić, prawda? Tym bardziej, że odkąd Lega postanowiła zeżreć cały cygański tabor, przejeżdżający przez ich terytorium do Berefar, okolica strasznie opustoszała. Dosłownie! Od co najmniej dwóch miesięcy nie spotkały, ani nie wyczuły żadnego wędrowca, który mógłby się zagubić na tych podmokłych terenach, albo przybywał z daleka i jeszcze nie natknął się na ostrzeżenia przed hydrą. Tak więc, mówiąc w skrócie, doskwierała jej potworna nuuudaaa. Okolicznych wiosek nie było sensu nawiedzać, bo raz w miesiącu co niektóre składały ofiary na poświęconych hydrze ołtarzach byleby ich tylko zostawiła w spokoju, a Faer tego pilnowała i przestrzegała.
        Wracając jednak do pogody. Znów nastał nieprzyjemny okres, gdy od oceanu północne wiatry chłostały nieprzyjemnie mrozem wszystko co znajdowało się na Wielkich Bagnach. Nie dość, że zimno, to przed świtem grzęzawiska zmieniały się w twardą skorupę i z ledwością hydra była w stanie wychynąć z podziemi na powierzchnię, a największą mordęgą było rozkopanie zmarzniętej ziemi i zakopanie się w niej. Po drugie polowanie w mrozie nie należało do najprzyjemniejszych, a z racji, że Faer z siostrami była gadem, niskie temperatury wpływały na nie otępiająco i wywoływały senność.
        Kilka razy zdarzyło im się przegapić najlepszy okres na tymczasową wyprowadzkę, przez co praktycznie kilka miesięcy przespały głęboko zakopane w ziemi pod bagnami. Niestety później powrót do życia, a przede wszystkim przywrócenia ładu na swoim terenie po którym rozpanoszyli się ludzie, był stanowczo zbyt męczący, by hydra mogła sobie pozwolić na beztroskie poddanie się letargowi. W prawdzie zmienianie miejsca zamieszkania co kilka miesięcy również było nużące, ale późniejsze konsekwencje nie kosztowały tak wiele energii. Dlatego właśnie od kilku dni hydra uprzątała swoje zakurzone legowisko w na wpół zatopionych ruinach dawnej cywilizacji na Starych Mokradłach. W prawdzie wielkiej różnicy w pogodzie być nie powinno, lecz kilkaset lat temu smoczyca odkryła, że w południowej części jej terytorium jest względnie cieplej niż na północy. Do tej pory nie za bardzo rozumiała jak to było możliwe, ale przynajmniej nie musiała zasypiać, czy szukać sobie miejsca na zimowanie z dala od swojego terytorium.
        - Lega! Ugh... Czemu ty zawsze musisz rozrzucać kości na lewo i prawo?! To, że nie masz za grosz kultury nie znaczy, że musisz zostawiać po sobie taki syf! I czemu to na mojej połowie zawsze zostawiasz ich najwięcej?! - darła się na całe ruiny oburzona Tava, sycząc i warcząc na ziewającą obecnie ze znudzeniem siostrę.
        - Tava nie zaczynaj znowu... od ośmiuset lat to samo - westchnęła Faer chcąc jakoś uspokoić siostrę, ale ta zaślepiona szałem w ogóle nie chciała słuchać.
        - To przez ciebie maja nas za potwora! Ty robisz z nas krwiożercze bestie i przez ciebie nikt nie pamięta o tym jak z Faer pomogłyśmy dzieciakom wrócić do tamtej wioski, czy przy odbudowaniu palisady, którą twój tępy, gruby łeb rozwalił! Czemu nie rozwalisz tak tych cuchnących kości?! Byłby przynajmniej w końcu porządek! - Nastroszyła wściekle kolce na swojej głowie i chwytając czaszkę jakiegoś dużego, bagiennego roślinożercy rzuciła nią w przysypiającą głowę.
        - Tava! Przestań! - burknęła na nią surowo środkowa łepetyna wężowatej smoczycy, łapą przytrzymując ją za szyję by nie dopadła lekceważącej jej siostry. Niestety Lega zdawała się już w ogóle nie interesować przerwaną drzemką i spojrzała jadowicie na wrzeszczącą najgłośniej paszczę.
        - Zbyt głośno na drzemkę - zawarczała Lega strosząc swoje kolce i co chwila nerwowo sycząc i wyrzucając rozwidlony język na zewnątrz.
        - Brawo, ćwierć intelekcie! Zacznij w końcu sprzątać po sobie to przestanę się czepiać!
        - Dawno nie miałaś chyba zębów w oku co? - wyszczerzyła się okrutnie i z szybkością kobry lewa głowa wystrzeliła w stronę prawej, by ją pokąsać po pysku.
        - DZIEWCZYNY!!! - ryknęła poirytowana Faer, jedną łapą przytrzymując za szyję jedną głowę, a drugą... drugą. Starała się trzymać je jak najdalej od siebie, ale nie jest to proste gdy jest się zrośniętym rodzeństwem o jednym ciele. - Na Prasmoka, uspokójcie się w końcu! - syknęła i z całej siły przygwoździła ich kłapiące na siebie na wzajem paszcze do ziemi, które po chwili jeszcze przygniotła większą częścią ich wspólnego ogona i odetchnęła ciężko. - To nie czas na kolejne kłótnie - zaczęła spokojniejszym tonem, czując jak niezadowolone siostry starają się wydostać spod wężowego cielska, Faer nie pozwoliła im na to, przynajmniej dopóki nie skończy mówić a one się nie uspokoją.
        - W tym roku zima jest wyjątkowo uciążliwa, bo nawet tutaj jak nigdy dotąd zawiewa straszne zimno. Nie damy rady przebywać na powierzchni całymi dniami, polowania będą przez to bardziej wyczerpujące, szczególnie, że dzięki Ledze już tak często nie odwiedzają nas bandy najemników czy wielcy herosi łasi na nagrodę za ubicie tutejszej hydry. Musimy ograniczyć polowania do dwóch dziennie, przy czym starać najeść się na zapas by mieć siły na kontrolowanie umysłów bagiennych stworzeń i pilnować, by nieodkryte i nieznane nikomu zabytki wieków miniony nadal pozostały nieodkryte i nieznane.
        - Archeolodzy są smaczni - wysapała Lega z pomocą jednej z lewych łap wyciągając swoją głowę spod wspólnego cielska.
        - I przystojni - dodała Tava, lecz z niej Faer sama zdjęła ogon, widząc na ten moment skupienie sióstr na innej sprawie niż dobraniem się sobie do oczu i gardeł.
        - Ehh... Pamiętacie Łowców sprzed pół roku?
        - Złamałam na nich pazurek - zaszlochała z prawdziwym smutkiem Tava.
        - I obcięli nam łapę. - Lega pomachała jedną z lewych kończyn na której wciąż widać było młode łuski, jakby dopiero co została zrzucona skóra z tego miejsca.
        - Ludzie z wieku na wiek stają się coraz zmyślniejsi i coraz to łatwiej jest im nas zranić. Nie możemy się lekkomyślnie wystawiać na ich sztychy, bo nie zauważymy kiedy skończymy bez głów - powiedziała środkowa głowa ze szczerą obawą w głosie.
        - Lega się nie boi! A Tavę mogą ucinać. Ja im pomogę. Przytrzymam - zachichotała z rozbawieniem lewa łepetyna.
        - LEGA! - syknęła na nią liderka, a tamta prychnęła i przeprosiła od niechcenia.

        Chwilę jeszcze im zajęło dogadywanie szczegółów tak, że pod wieczór wypełzły na powierzchnię i w jednym z głębszych bajorek skryły się by poczekać na odpowiednią dla nich kolację, a najlepiej całą sforę, którą mogłyby zostawić na później w swoim legowisku na Starych Mokradłach.

Awatar użytkownika
Quarantio
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Quarantio » 1 tydzień temu

        Spokojny dzień na bagniskach przerwał nagły dźwięk, przypominający nieco skrzypienie wielkich drzwi, na co podniosły się piski bagiennych ptaków, gdy ryk zwisający w powietrzu nie przestawał nabierać na sile. Wkrótce trzepot dziesiątek skrzydeł towarzyszył potężnemu, raniącemu w uszy hukowi, a kawałek powietrza ponad wierzchołkami drzew zaczął się zagęszczać, wydając z siebie odgłosy przypominające łamanie szkła, ale o wiele, wiele głośniejsze i przy akompaniamencie pisku stworzenia, które zdecydowanie nie zostało stworzone do skradania się. Zagęszczenie powietrza zaczęło się załamywać, tworząc czerwonawą wyrwę energii, z której poczęły strzelać pioruny, trafiając głównie w pustkę, jednak kilka z nich także obrało na cel kilka z drzew, które zaraz poczęły się skręcać w nienaturalny sposób. W końcu jednak wyrwa rozszerzyła się gwałtownie na kilka metrów w każdym kierunku, wydając z siebie potężny grzmot, któremu towarzyszył także kładący drzewa podmuch potężnego wiatru. Ustabilizowany portal nadal wyzwalał z siebie niewielkie impulsy energetyczne, ale oprócz tego stanowił bezpieczne przejście na drugą stronę - choć w świetle słońca ta wyglądała jak niezgłębiony mrok, z którego po chwili wyłoniły się dwie sylwetki.
        Quarantio z zaskoczeniem odkryła, że znajduje się kilkadziesiąt sążni nad ziemią, a grawitacja zaczęła dawać o sobie znać - obok niej rozległ się krzyk zaskoczenia wysokiego mężczyzny o krótkich czarnych włosach, odzianego w podróżniczy strój z wieloma torbami oraz dziwnymi przyrządami obwieszonymi wokół. Widocznie nie znosił najlepiej wysokości. Kaer Natherini obróciła się i dostrzegła bagnisko zbliżające się ku niej ruchem jednostajnie przyspieszonym, a zważywszy na wysokość... Istota magiczna rozpostarła ramiona i poczęła przekazywać część energii zgromadzonej w kryształowej zbroi do otoczenia, przygotowując się na spotkanie z jakże zachęcającą glebą. Wysoka kobieta w masywnym pancerzu uderzyła w ziemię, wywołując huk i tworząc niewielkie zagłębienie, jednak jej stan był jak najlepszy dzięki odrobinie magii sił. Quarantio powstała z przyklęku i rozejrzała się zaniepokojona, ale po chwili jej spojrzenie wypełniła radość, gdy latająca istota o długim, płaskim cielsku zbliżyła się do niej; Kaer wyciągnęła dłoń i pogłaskała uspokajająco Iskierkę, strzelającą niewielkimi piorunami pomiędzy ich ciałami, podczas gdy mężczyzna wylądował tuż za nią z krzykiem bólu - rozłożony na wilgotnym podłożu z nogami powyginanymi w niezbyt zachęcających pozycjach, wrzeszczał z boleści.
        - Wygląda na to, że nasz przyjaciel niespecjalnie radzi sobie z nieprzewidzianymi sytuacjami -rozległ się głos w głowie Quarantio, która obróciła wzrok, aby ujrzeć rannego oraz zawisły nad nim obłok czarnego dymu, kłębiącego się nienaturalnie w jednym miejscu i nic sobie nierobiącego z powiewów wiatru.
        - Dojdzie do siebie, jedynie trzeba mu nastawić nogi. O ile nic go nie zje, powinien być w stanie spełnić swoje zadanie w każdym stanie - stwierdziła Kaer, wykorzystując możliwość prywatnej rozmowy z upiorem, którego znała stosunkowo dobrze. Następnie spojrzała na mężczyznę i pozwoliła magii płynąć przez jej ciało, układając się wokół nóg delikwenta zanim duża siła nie pchnęła ich precyzyjnie, nastawiając z powrotem tak, aby kości mogły się szybciej zrosnąć. Następnie odezwała się do niego.
         - Nie możemy sobie pozwolić na zbyt długi odpoczynek, nemorianinie, a jeżeli chcesz zobaczyć ruiny, powinieneś się postarać z tą regeneracją.
        - Dlaczego portal był w powietrzu? - wrzasnął mężczyzna, widocznie cierpiący przez złamane nogi. - To twoja wina!
        - Naturalnie. Mój błąd. Dziękuję za przypomnienie.
        Uniesiona dłoń oraz wystrzelony piorun skutecznie zdołały zamknąć przejście, a niebo ponownie wyglądało zupełnie naturalnie. Quarantio zarządziła niewielki postój, dopóki mężczyzna się nie zregeneruję, po czym wysłała Iskierkę na zwiady. Energetyczny wąż sunął dosyć nisko nad powierzchnią wody, wytwarzając co chwila nieco wyładowań pomiędzy nimi, przypadkowo zabijając czasem jakieś drobne stworzenia. W międzyczasie Kaer Natherini siadła obok mężczyzny i wyjęła mapę bagnisk, zaczynając ją analizować - upiór natomiast zbliżył się do przemienionych drzew i także rozpoczął obserwację. Drzewa wykrzywione były w niepokojące kształty, ich kora przybrała nienaturalną, kolorową barwę, zaś zbyt bliskie zbliżenie się jakiejś istoty owocowało nagłym wydłużeniem jednej z gałęzi i przebiciem przez zaskakująco ostre i szybkie drewno.
        - Ile czasu mamy, zanim rozpoczną zrzut? -spytał upiór, kierując swoje słowa tylko do Quaranito.
        - Dwa, może trzy dni. Po tym czasie z tych ruin nie zostanie zbyt wiele do zbadania, co by nie przypominało tych drzewek.
        Wielki test najnowszej broni wyprodukowanej przez Twierdzę Kaer Natherini miał się odbyć właśnie wtedy, a za cel międzywymiarowego ataku obrano właśnie te okolice. Konsekwencje nie były do końca znane, ale z pewnością nie znaczyło to niczego dobrego. Szkopuł tkwił w tym, że Quarantio była jednocześnie zainteresowana tym, co mogło znajdować się wewnątrz ruin, dlatego postanowiła zorganizować ekspedycję, aby odzyskać co przydatniejsze rzeczy. Wszystkie osiągnięcia rozumnych cywilizacji o odpowiednio wysokim poziomie rozwoju mogły jej się przydać dla jej ostatnich badań. Jako ochotnika znalazła nemorianina, który chyba przez swoje zamiłowania do archeologii znajdował się w poważnym konflikcie ze swoją rodziną. W końcu ich rasa nie zajmowała się żadnymi zniszczonymi pałacami, tylko tymi, których chwała olśniewała całą Otchłań. Ironiczne, że jej większość w istocie stanowiła ruinę wywołaną przez nemorian, czego dostrzegać nie zdawał się nawet regenerujący się, tak rewolucyjnie myślący mężczyzna. Wydawał się dosyć przyjazny póki co, choć jego próby nawiązania bliższej relacji trafiły na naprawdę jałowy grunt. Albowiem poza aspołeczną Kaer Natherini towarzyszył mu upiór, o którego skłonnościach sadystycznych szybko się przekonał. Quaranito jednak podziwiała go za jego wiedzę oraz potęgę magiczną. No i fakt, że prawie udało mu się ją zabić. Świetne osiągnięcie. Po tym utrzymywali nieco korespondencji, na początku były to jedynie groźby upiora, któremu Quarantio znalazła niezbyt przytulne więzienie, potem jednak odkryli coraz więcej wspólnych cech i w ten oto sposób gawędzili sobie teraz telepatycznie, podczas gdy nemorianin nie był w stanie nawet zdawać sobie sprawy z takiej konwersacji.

Awatar użytkownika
Faer
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 9 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Faer » 4 dni temu

        Skryta w mętnej wodzie i mule hydra cierpliwie czekała na odpowiedni moment do ataku, by chwycić swoją ofiarę i zaciągnąć pod wodę. Wytężała przy tym swoje zmysły, choć przede wszystkim skupiła się na wyłapywaniu wibracji ze środowiska i niemalże niewyczuwalnych, drobnych zmian w prądach wodnych. Bajorko, w którym właśnie czekała na kolację było stojącym zalewiskiem, nie przepływała przez nie żadna rzeka, nie odchodził żaden strumyk. Przez to tylko łatwiej jej było się zorientować czy coś zbliża się do bagna, czy coś mąci jego wody.
        Minuty przemieniły się w godzinę, zniecierpliwiona i sfrustrowana przez głód Lega zaczęła z nudów przekopywać pyskiem dno po swojej stronie w poszukiwaniu jakiś drobnych chociaż żyjątek skrytych w mule, a nóż uda się znaleźć jakąś przystawkę. Tava unieruchomiona została łapą, bo już po pięciu minutach miała dość polowania i chciała wynurzyć głowę, lecz Faer skutecznie jej to uniemożliwiła. Nie będzie przez kolejny dzień chodziła głodna, bo Tava zepsuła im polowanie. Szczególnie nieodpowiedzialne jest jej zachowanie, biorąc pod uwagę, że dni stają się coraz zimniejsze, one mają coraz mniej sił i są bardziej ospałe, przez zbliżającą się zimę, co dodatkowo wpływa na ich niskie szanse powodzenia polowania. A gdzie tu jeszcze zrobić odpowiednie zapasy przed zimowaniem... Ciężka będzie nadchodząca zima dla nich, oj ciężka.
        Lega nagle przerwała swoje działania jeszcze bardziej zamulające bajorko, wyciągnęła łeb z grząskiego piachu i wodorostów i znieruchomiała. Jej głowa skierowana była w stronę brzegu i czterech, po tym ośmiu patyków, które pojawiły się na płyciźnie. Faer puściła Tavę i przyłożyła zakończony ostrym szponem pazur do pyska, by roztrzepana siostra zachowała ciszę i spokój. Przesunęła całym cielskiem po dnie, zbliżając się na wyciągnięcie pyska w stronę pijącej z bajora łani i jej młodego, uszykowała się do ataku, Lega też była gotowa, a Tava jak zawsze miała czekać pod wodą, by tam przytrzymać szarpiące się zwierze, gdy Faer je wciągnie pod powierzchnie i wpuścić do ciała ofiary jeszcze więcej ich zabójczego jady, uśmiercając natychmiast i smakowicie marynując ich przyszłą kolację.
        Niestety ta uciekła spłoszona, zanim one zaatakowały. Lega się wściekła, Tava prychnęła, na nieudolność lewego łba oczywiście obwiniając za wszystko tą bardziej dziką siostrę dodając drażniące i liderkę i Legę "jak zawsze". Między głowami doszło do kolejnej kłótni i walki, przez co żadna z pobocznych nawet nie zauważyła, jak Faer wynurza ich ciało z wody. Ziemia drżała, w powietrzu dało się wyczuć niepokojące wibracje, a zwierzęta podnosiły straszliwy raban uciekając w popłochu. Jeszcze te drobinki magii, elektryzujące jej łuski i wywołujące delikatne mrowienie na skórze... Coś się działo na ich terenie, coś zakłócającego tutejszy spokój.
        - Uspokójcie się! - zasyczała na siostry, które zamarły na moment, by po tym ze skruchą spuścił łby i się jej usłuchać. Tava miała przebitą kłem paszczę, a Ledze ruszał się ząb. Faer westchnęła i pokręciła łbem, skomląc w duchu do Prasmoka za co ją tak pokarał.
        - Ktoś jest w lesie! - uradowała się zaraz Tava, nim liderka zdążyła poinformować nierozgarnięte głowy, że na bagniskach jest coś czego należałoby się obawiać i najlepiej jak najszybciej zutylizować.
        Lewa łepetyna, wydawała się być równie zadowolona z niezapowiedzianego towarzystwa, wyszczerzyła się paskudnie i oblizała pysk w jednoznacznym przekazie o czym to ona myślała.
        - Dziewczyny, skupcie się! - upomniała je Faer. - Nie wiemy kto to i jakie ma intencje. Włada silną magią, jedynie to jest pewne, ale jaką i jakie rzeczywiście są tego kogoś umiejętności? Nie wiemy. Może to kolejny rycerz, który ma się nas pozbyć, może jakiś bandyta, poszukiwacz przygód łasy na nasze skarby, może specjalnie wynajęty, okrutny łowca smoków... Nie wiemy praktycznie nic, a żeby się dowiedzieć trzeba...? - przerwała dając siostrom możliwość wykazania się inteligencją, a przede wszystkim obudzeniem mózgów ze snu zimowego, choć jeszcze nie była na niego pora.
        - Zjeść go? - zapytała dumna ze swojej odpowiedzi lewa głowa.
        - Przywitać się! Może to jakiś przystojny książę - rozmarzyła się Tava, a Faer jęknęła żałośnie przykrywając swoją głowę, która przed chwilą ciężko jak kłoda runęła na ziemię, łapami, nie wierząc, że dzieli ciało z takimi idiotkami. Znaczy... z każdą taką sytuacją coraz bardziej się w tym utwierdzała i nawet zaczynały się jej udzielać myśli Legi o pozbyciu się zbędnych głów. Zaraz jednak odzyskała rozsądek i westchnęła ciężko. Siostry ją wnerwiały, ale... chyba by się zapłakała na śmierć gdyby tylko którejś zabrakło. W końcu przeżyły z sobą już prawie dwa milenia, może i byłby w końcu spokój gdyby ich nie było, ale szybko by ją dopadła nuda i kto wie, może nie była by w stanie sama nic upolować.
        Pozbierała łeb z podmokłej gleby, otrzepała z piachu dochodząc przy tym też do siebie i przedstawiła im swój plan, że trzeba sprawdzić z kim mają do czynienia zanim Lega zje intruza, albo Tava zacałuje i wyściska go na śmierć... Dla niezapowiedzianego gościa chyba i tak na jedno wychodziło.
        Faer zaczęła sunąć z siostrami przez las, między drzewami, pod wielkimi powalonymi konarami i między wystającymi nad ziemią potężnymi korzeniami tutejszych drzew. Za każdym razem, gdy sunęła przez tą prawdziwą plątaninę tutejszej roślinności, przypominała sobie jak to było, gdy pierwszy raz się tu znalazły i dorastały, jak brawurowe ataki, czy pościgi za zwierzyną niejednokrotnie kończyły się zaplątaniem w tym gąszczy korzeni chociażby, albo utknięciem pod jakimś konarem.
        Teraz była dużo większa, bardziej doświadczona i mądrzejsza już od niemal tysiąca lat, nie zdarzyło jej się nic podobnego, a to przez to zapewne, że z siostrami w końcu tworzyła zgrany zespół... Nawet jeśli nadal się dość często kłóciły.
        Stężenie magii i zagęszczenie powietrza, zaczęło stawać się coraz bardziej wyraźne, a nawet pradawna, była już w stanie wyczuć niewyraźne aury przybyszów. Byli niedaleko. Hydra zbiła z kursu i zaraz zanurzyła się w pobliskim bagnisku, by spróbować bliżej się zakraść i dowiedzieć co tą dwójkę... trójkę? Dwójkę! - do nich sprowadza. Ledwo się jednak zanurzyły, gdy ich ciało przeszył drobny prąd. Lega nawet nic nie poczuła za to z zadowoleniem na pysku łapała zmarłą w tym momencie od porażenia rybę, która szybciej znalazła się w żołądku hydry, niż zdążyła wypłynąć na powierzchnię brzuchem do góry. Faer się to zjawisko jeszcze bardziej nie spodobało, Tava była wkurzona przez głupotę lewej głowy, a ta już łapała kolejną przekąskę, tym razem przemieszczającą się nad powierzchnią wody. Już jej się prawie udało pochwycić cudacznego węża, gdy dostała lekkim wyładowaniem prosto w nos. Zaryczała zaskoczona takim obrotem sytuacji i wynurzyła pysk potrząsając nim z niezadowoleniem, by po chwili rozwścieczona podjąć próbę złapania i zjedzenia tego podstępnego gada. Genialny plan Faer już chyba po raz - przestała liczyć po pięćdziesiątym podejściu jakieś tysiąc sześćset lat temu - został zepsuty przez którąś z sióstr, wynurzyła więc resztę cielska, wraz ze swoją i Tavy głową i unieruchomiła ogonem rzucającą się w amoku Legę. Zasyczała ostrzegawczo patrząc na dwójkę intruzów i nastroszył wszystkie kolce i łuski, nie wspominając już o szczątkowych skrzydłach, na których wzór i barwy wyglądały jak wielkie, groźne ślepia jakieś bestii z piekła rodem.
        - Czego szukacie na moim terenie - zasyczała groźnie w umyśle obu demonów - i kobiety i połamanego mężczyzny. Póki co trzymała dystans i nie atakowała. Zatrzymała nawet Tavę, która chciała bliżej poznać rozkładającego się "przed nią" przystojniaka.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość