Księstwo Karnstein[Anperia: Chiropterus] Pod murami

Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Math
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Kontakt:

[Anperia: Chiropterus] Pod murami

Post autor: Math » 1 miesiąc temu

Dzień jak co dzień mógł szerze orzec Math kiedy kierował po raz kolejny swoje zmęczone nogi ku wielkim osiedlom pospolicie nazywających się miastami. Nogi i tego dnia bolały go niemiłosiernie, a buty były już starte ze wszystkiego co mogły posiadać kiedyś za warte uwagi.
- Cholerne buciory - odrzekł z zniesmaczeniem. Pragnął je jak najszybciej wymienić na jakie lepsze ale nie stać go było kompletnie. Pieniądze jakie mu zostały z ostatniego zlecenia starczały na resztki jakieś zupy z jedną kością oraz porządny i zadbany kufel pełen ciepłej wody... Na samą myśl aż się wzdrygnął wchodząc przy okazji w jakąś kałuże pomyi.
- No nie... tego już za wiele, zawsze ale zawsze musi być coś przeciwko mnie.
Usiadł przy jakimś zadaszeniu. Zdjął but z prawej nogi który szczególnie go uwierał. Przyjemne uczucie jakie mu wtedy towarzyszyło przybrało obraz prawdziwej ulgi. Wcześniej nigdy by się nie spodziewał, że małe rzeczy potrafią tak cieszyć.
Młodzieniec po chwili zaczął się jednak rozglądać na prawo i lewo. Nic nie widział, w końcu była noc ale na prawdę ani jednej żywej duszy przyprawiało go o dreszcze. Był już zmęczony i jedyne czego by pragnął to położyć się gdzieś za szynkwasem. Oczywiście jeśli gospodarz byłby na tyle łaskawy i pozwolił chociaż na to. Jednakże i na ten luksus nie było go stać bo każda moneta była cenna w tym świecie. Wiedział, że albo zeżre jakieś resztki po kimś z talerza i wtedy uda mu się przespać w cieple lub wybierze druga opcje i chociaż nie zwróci swojego pokarmu z powrotem do miski. Wybór nie był łatwy ale i okolica na namysły mu nie sprzyjała.
Math ubrał swojego znienawidzonego buta i ruszył dalej przed siebie. Szukał czegoś co mogłoby okazać się karczmą lub jakąkolwiek jadalnią.

Nie minęło parę minut, a już narobił sobie kłopotów. Szedł szukając jakiegoś jedzenia i zaczepił go patrol na drodze. Z początku absolutnie nie chciał na nic odpowiadać i prosił aby zostawiono go w spokoju. Wróci skąd przybył i nie będzie z tego wielkiego problemu. Jednakże straż nie chciała dać za wygraną. ich obowiązkiem było łapać każdego podejrzanego. Właśnie wtedy ów najemnik był taką osobą. Kręcił się przy bramie wejściowej wielkiego zamczyska nie wiedząc co teraz zrobić.
Po wyjaśnieniu sobie kilku słów z lokalną strażą młodzieniec skierował swoje kroki do małego zadaszenia które znajdowało się po drugiej stronie brukowanej uliczki. Próbował się w niej rozgościć jakoś bo coś czuł, że to właśnie tutaj spędzi swoją noc. Modlił się tylko aby nie była zbyt mroźna. Po zajęciu przez siebie dogodnej pozycji i uporządkowaniu w jakimkolwiek stopniu tamtejszego miejsca pod swoje wymagania, Math zabrał się za rejestrowanie swojego aktualnego dobytku. Robił to każdej nocy by mieć pewność, że przeżyje następny dzień.

Awatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Anaya » 1 miesiąc temu

Ostatnie tygodnie podróży okazały się bardzo ciężkie. Anaya trafiła do opustoszałej, równinnej krainy. Polowanie tam było bardzo trudne, a zdobycz marna. Nie miała prowiantu, a pieniądze kończyły się bardzo szybko. Na domiar wszystkiego podróżując głównym traktem wpadła prosto na bandę jakichś obdartusów. W starciu sześciu na jedną miała raczej słabe szanse. Właściwie cudem udało jej się uciec z tym, co miała przy sobie. Straciła konia i juki. Gdy zdawało się, że jest w sytuacji bez wyjścia, na jej drodze, jak spod ziemi wyrosło miasto.

Karnstein już od samego początku nie przypadło jej do gustu. Ponure ulice, gęsta zabudowa no i ten okropny zamek widoczny praktycznie z każdego miejsca w okolicy. Przywodził jej na myśl ogromną kaplicę cmentarną. Upiorne. W ogóle nie lubiła miast, czuła się tam bardzo nieswojo. Mieszkańcy też zdawali się jacyś tacy szarzy, zbici w szarą masę snującą się uliczkami w milczeniu. Każdy gdzieś szedł nie zwracając uwagi na to, co dzieje się dookoła, zupełnie, jakby ich własne sprawy były najważniejsze na świecie.

"Ignoranci. Poza murami nie przeżyliby nawet dnia." - myślała sobie idąc jedną z głównych ulic.

Zmrok zapadł już jakiś czas temu, a ona wciąż nie miała nawet pomysłu, gdzie mogłaby spędzić noc. Poza tym nie była senna. Na szlaku spędziłaby pewnie taką piękną noc leżąc przy ognisku i patrząc w gwiazdy, ale tutaj nawet bezchmurne sklepienie zdawało jej się jakieś takie bez wyrazu. Szła więc przed siebie nie bardzo się zastanawiając, dokąd właściwie zmierza. Z resztą, dzisiaj było to bez znaczenia. Dopiero nazajutrz będzie mogła zająć się tym, po co tu tak naprawdę przybyła. Po drodze widziała już kilka warsztatów rzemieślniczych i garbarni. Zamierzała wrócić tam rano i zapytać o pracę. Potrzebowała pieniędzy, a to oznaczało, że będzie musiała znosić to paskudne miasto dopóki nie zarobi na nowego konia. W całym tym zamyśleniu nogi zaniosły ją pod sam zamek.

"Co za okropieństwo" - pomyślała patrząc na strzeliste wieże i wysokie okna. W niektórych z nich wciąż paliło się światło. Chwilę tak stała i przyglądała się monumentalnemu gigantowi, gdy nagle, zupełnie bez ostrzeżenia lunął deszcz. Nawet nie zauważyła, jak niebo zasłoniły chmury. Zaczęła szybko rozglądać się za jakimś suchym miejscem. Wtedy dostrzegła małą przybudówkę przylegającą do wysokiego budynku po drugiej stronie ulicy. Daszek z jedną prowizoryczną ścianą, która zasłaniała widok z ulicy wydał jej się dobrym miejscem. Podeszła nieco bliżej i dopiero wtedy zobaczyła siedzącego wewnątrz mężczyznę.

- Hej, tam pod dachem! - zawołała bez większego namysłu. - Mogę się dosiąść?
Nie bardzo się obawiała obcego. Co prawda, przygoda z koniem powinna była ją czegoś nauczyć, ale wyglądało na to, że ten gość jest sam, a ona potrzebowała schronienia, bo ubranie, które miała na sobie było jedynym, jakie posiadała.

Awatar użytkownika
Math
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Kontakt:

Post autor: Math » 4 tygodnie temu

Odkąd znalazł sobie mały własny kąt zaczął się lekko rozpakowywać. Wpierw sprawdził dokładnie czym było miejsce w którym postanowił się "zatrzymać". Nie była to wysoka klasa jak w karczmie ale zawsze jakieś suche miejsce.
Zaczął od poprawy całego daszku. Nie był zbyt solidnie wykonany toteż chciał spróbować chociaż jakoś trochę to wszytko poprawić. Konstrukcja jaka napotkał była tak prymitywna, tak źle zbudowana że wystarczył jeden błąd a jego schronienie mogło runąć. Dlatego też dał za wygraną.
Kolejno rozłożył sobie parę jakiś szmat których używał zamiast posłania. Dopiero wtedy rozsiadł się wygodnie i zaczął od dokładnego przeglądania inwentarzu. Sprawdzić broń, dorobić trochę strzał, zjeść coś. Typowe priorytety.
Jednakże coś, a bardziej ktoś nie pozwolił mu na to. Ku jego oczom okazała się na prawdę ładna niewiasta. Przez chwilę myślał, że jakaś szlachcianka mogła sobie robić żarty z niego. Zignorował ją. Chociaż ciekawość nie dawała za wygraną i spojrzał raz jeszcze na zmoczoną i zabłąkana duszę. Po drugim spojrzeniu od razu zobaczył, że dana osoba jest kimś kompletnie innym. Bliżej jej było do jego samego niż do pań dworu. Pomimo ciepła jaką wydzielała nie ufał jej. Nie chciał być też dla niej nieuprzejmy, a widząc coraz większą ulewę postanowił trochę spuścić z gardy.
- Proszę - odpowiedział najlepiej jak potrafił - jest jeszcze trochę miejsca aby się zagrzać. Może i zaprosił tajemniczą osobę pod swój prowizoryczny dach jednak nadal nie trafił czujności. Prawa dłoń sama powędrowała za plecy chwytając rękojeści noża. Tak na wszelki wypadek.

Awatar użytkownika
Anaya
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Anaya » 1 tydzień temu

Wystarczyło kilka chwil, by deszcz zmienił się w ulewę. Zanim zdążyła wejść pod dach, jej włosy i płaszcz zwilgły. Widząc, że ręka nieznajomego wędruje w kierunku broni, którą miał na plecach, zatrzymała się. Zdjęła łuk i kołczan, które miała przewieszone przez ramię i położyła pod ścianą na znak, że nie ma złych zamiarów. Ponowne sięgnięcie po broń oczywiście wciąż było możliwe w ułamku sekundy. Potrafiła to ocenić, bo dobrze znała swój refleks. Poza tym miała jeszcze krótki nóż ukryty w cholewce prawego buta. Tak na wszelki wypadek.

Rozejrzała się, miejsce, w którym się znajdowali ciężko było nazwać pomieszczeniem. Daszek z jedną ścianą osłaniał przed coraz bardziej zacinającym deszczem tylko częściowo. Mężczyzna już zdążył się urządzić, rozłożył ekwipunek obok siebie. Na widok tego wieczornego "sprawdzania" swego dobytku, przyszły jej na myśl wyprawy z Cedricem, gdy schodzili z gór, by odwiedzić Rapsodię i sprzedać trochę rzeczy. Te podróże zawsze zajmowały im kilka dni, a po drodze nie było żadnej wioski, czy miasteczka, tylko las. Nieznajomy musiał dużo czasu spędzić na trakcie albo w dziczy, nie pasował do tego miasta, ani w ogóle do miejskiego krajobrazu.

-Wielkie dzięki. Jestem Anaya.- przedstawiła się wyciągając w jego stronę rękę na powitanie. Nie przepadała za tym ludzkim zwyczajem, ale uprzejmość to uprzejmość, szczególnie dla kogoś, kto użyczył jej kawałka dachu.

Jesteś przejazdem? - zapytała zajmując miejsce na ziemi po przeciwnej stronie tak, by sobie nawzajem nie przeszkadzali.

Z podróżnej torby wyciągnęła podbity futrem płaszcz, rozłożyła i usiadła na nim, by przejrzeć pozostałe rzeczy. Ułożyła przed sobą małe paczuszki z suchym prowiantem zawiniętym w liście, były to przede wszystkim oczyszczone korzonki, suszone owoce i orzechy, ale także trochę suszonego mięsa.

"Zapas jedzenia raczej słaby" - pomyślała i szybko podzieliła na porcje -"Starczy na dwa i pół dnia, nie więcej."

Potem rozwinęła mapę i westchnęła. Nie szybko przyjdzie jej znów ruszyć na południe. Przed kradzieżą konia wytyczyła sobie szlak do Leonii, chciała sprzedać szkapę i dostać się na statek. Przekroczyć zatokę i dostać się do Neverith. Teraz utknęła w upiornym mieście z upiornym zamkiem po środku bez pieniędzy i najlepszego przyjaciela. Złapała się na tym, że naprawdę tęskniła za alchemikiem. Odgoniła jednak te myśli, zamknęła mapę i popatrzyła na tonące w deszczu ponure ulice.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Księstwo Karnstein”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość