Szepczący Las[Wioska na skraju lasu w pobliżu Menaos] Rekonwalescencja

Utopijna kraina druidów, zwierząt i wszystkich baśniowych istnień. Miejsce przyjazne dla każdego stworzenia. Ogromny las położony w górskiej dolinie, gdzie nic nie jest takie jak się wydaje.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Argo
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

[Wioska na skraju lasu w pobliżu Menaos] Rekonwalescencja

Post autor: Argo » 8 miesiące temu

Po tym jak Argo został ranny, nie było mowy o dalszym zwiedzaniu miasta. Rumi chciała jak najprędzej wracać do wioski. Zapłaciła sporą kwotę jednemu z profesjonalnych tragarzy, który dzięki zaklęciu lewitacji pomógł przetransportować cieślę w bezpieczny sposób na jego wóz, a stajenny zaprzągł go. Całą drogę powrotną cieśla pozostawał nieprzytomny, jednak jego oddech był stabilny - Rumi sprawdzała to niemal co chwilę. Na szczęście droga powrotna odbyła się bez większych przygód i udało im się bezpiecznie dotrzeć do wioski, gdzie dopiero Argo się obudził...

- Co... - burknął Argo, gdy jego koń zarżał głośniej na widok znajomych terenów. Uchylił powieki i ujrzał nad sobą niebo pokrywające się wieczornym szkarłatem, na którym zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nie tępo, podczas gdy jego umysł próbował przetrawić dlaczego widzi niebo, a nie dajmy na to powałę pokoju w karczmie, czy też jego własnego pokoju. Dopiero po chwili odzyskał trzeźwość myślenia i zorientował się że leży na wozie. Spróbował podnieść się do pozycji siedzącej, ale nagły, ostry ból w okolicach brzucha skutecznie go do tego zniechęcił. Dopiero na jego syknięcie bólu Rumi zorientowała się, że w końcu się obudził. Gdy obróciła w jego stronę swoją zatroskaną głowę, zapytał: - Gdzie jesteśmy i co się stało?

Awatar użytkownika
Rumianek
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Rumianek » 8 miesiące temu

Powrót do wioski był tragiczny. Rumi nie umiała powozić, a musiała jakoś dotransportować ich do domu. Nie potrafiła nawet zaprzęgnąć konia do wozu. Musiała prosić o pomoc w karczmie. Wyjechanie z miasta było chyba najgorsze. Wąskie uliczki, ludzie i zero koordynacji. Nie wiedziała jak trzymać lejce i jak sterować koniem. Kiedy byli przy bramie Rumi była mokra od potu, a czekała ich jeszcze długa droga. Na trakcie było jakby łatwiej, zwłaszcza, że koń był spokojniejszy i w miarę słuchał się dziewczyny, ale Rumi musiała cały czas być skupiona na tym co robi, w dodatku za plecami miała nieprzytomnego Argo. Przez cały czas nasłuchiwała i sprawdzała, czy mężczyzna oddycha. Cała droga była stresująca do granic możliwości, kiedy więc wyjechali z lasu na równinę, a przed nimi w oddali majaczyła ich wioska Rumianek odetchnęła z ulgą. Jeszcze tylko kawałek i byli w domu. Niestety to także generowało pewne problemy - otóż należało przetransportować Argo jakoś do domu, ale Rumi była u siebie, znała wszystkich sąsiadów i była pewna, że ktoś jej pomoże.

Gdy dojeżdżali i byli już na skraju wioski usłyszała zza pleców głos Argo. Odwróciła się gwałtownie, co poskutkowało tym, że koń skręcił nieco na prawo. Rumi chwyciła lejce i naprostowała go tak by znów jechał środkiem traktu.
- Jak się czujesz? - spytała łagodnie mężczyznę.
- Jesteśmy prawie w domu - dodała - leż, nie ruszaj się, jesteś ranny. Masz dziurę w brzuchu, zostałeś dźgnięty nożem. Zabrałam cię do uzdrowiciela, uśpił się, a ja zszyłam ranę. Już jest dobrze, ale nie możesz się forsować, bo rana się rozejdzie. Musisz odpoczywać - mówiła czule, a w jej głosie pobrzmiewało zmartwienie.
- Niedługo będziemy w domu - powtórzyła. Koń zarżał wesoło na widok dzieci biegających przy pierwszym mijanym domu. Jasnowłose dziewczynki, dzieci jednego z rolników ganiały za sobą śmiejąc się radośnie. Widząc Rumi podbiegły do niej i przywitały się ochoczo. Rumi pozdrowiła je łagodnie, ale pojechała dalej. Było popołudnie, więc ludzie z wioski kręcili się obok swoich domów. Rumianek odbiła w bok by dojechać do swojego domu, który stał nieco na uboczu. W końcu znaleźli się przy obejściu. Dziewczyna zeskoczyła z wozu i przeszła na tył by pomóc Argo wysiąść.
- Dasz radę? Czy pójść po kogoś? - zapytała.

Awatar użytkownika
Argo
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Argo » 1 miesiąc temu

Argo podniósł koszulę, by obejrzeć sobie rzeczoną ranę, ale okazało się że ma założony tam opatrunek. Sądząc po jego wielkości i po tym jak go bolało rana musiała być naprawdę poważna. Rumi miała rację, nie będzie się mógł w najbliższym czasie nadwyrężać, a to znaczyło że nie będzie mógł pracować. Bardzo mu się to nie podobało, ale nie mógł na to nic poradzić. Westchnął ciężko, a potem przeniósł wzrok na kobietę.

- Chyba popsułem nam wyjazd - powiedział ze smutkiem w głosie, przejmując się tym bardziej, aniżeli odniesionymi obrażeniami. Dał sobie pomóc zejść z wozu, krzywiąc się przy każdym ruchu. Bolało. Na próbę postawił kilka kroków, było nieprzyjemnie, ale chyba wszystko trzymało się na swoim miejscu, jako iż jego ubranie nie zaczęło nagle nasiąkać krwią. - Chyba dam radę pójść o własnych siłach - powiedział dzielnie.

Mężczyzna podniósł głowę i dopiero teraz zorientował się, że znajdują się przy domu dziewczyny, a nie jego. Wolałby raczej odpoczywać u siebie, ale kobieta chyba miała inne plany. Spojrzał w jej stronę, miała zatroskany wyraz twarzy. Najwyraźniej zamierzała się nim opiekować. Z jednej strony nie miał nic przeciwko temu i wręcz cieszył się, że będzie mógł z nią spędzić więcej czasu, z drugiej nie chciał sprawiać jej problemów, miała dość własnych. Nie miał jednak w tej chwili siły protestować, a znając Rumi i tak postawiłaby w tej kwestii na swoim. Ruszył więc powoli w stronę wejścia do jej domostwa, stawiając ostrożnie każdy krok.

Awatar użytkownika
Rumianek
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 80
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Rumianek » 1 miesiąc temu

Rumi nawet nie pomyślała, żeby zawieźć Argo do jego domu. A nawet gdyby, to po pierwsze był dalej niż jej, po drugie tam nie mogłaby się nim opiekować, po trzecie była przekonana, że wtedy całą opiekę przejąłby na siebie jego ojciec, który miał już swoje lata. Brand był porządnym człowiekiem, hodował zwierzęta, zajmował się obejściem, były miłym, przyjemnym starszym panem. Nie był gadułą, ale też nie należał do osób zupełnie milczących. Rumi wiedziała, że będzie musiała do niego pójść, powiedzieć co się stało, przyprowadzić do syna, no i odebrać Drobnisia. Wiedziała, że Brand się przejmie, bardzo kochał syna, w końcu mieli tylko siebie.

Tymczasem jednak byli przy jej domostwie i trzeba było zaprowadzić Argo do łóżka. Jej łóżka. W którym do tej pory spała tylko ona i jej mąż, noo... I Drobniś.
- Niczego nie popsułeś - powiedziała miękko - to nie twoja wina - dodała. Koń i wóz zostały przed domem, a Rumianek wepchnęła się pod ramię Argo i próbowała wspierać go w każdym kroku. Dotarli do schodów, trzy niewielkie stopnie sprawiły mężczyźnie dużą trudność. Rumi uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy weszli na ganek, bo na parapecie jej kuchennego okna leżał kot, Węgielek, stary, wielki kocur, rozciągnięty jak długi, w plamie słońca. Widząc dziewczynę podniósł się natychmiast, zrobił koci grzbiet, miauknął i zeskoczył z parapetu. Rumi otwarła drzwi do domu, nim zdążyła wprowadzić do środka Argo, Węgiel przecisnął się pomiędzy ich nogami i w mgnieniu oka znalazł się na stole w kuchni.

Dziewczyna przeprowadziła ciemnowłosego przez główne pomieszczenie, weszli na malutki korytarz i skręcili do jej sypialni. Udało jej się posadzić mężczyznę na łóżku. Przeniosła wszystkie poduszki na jedną stronę i wręcz zmusiła Argo by się położył.
- Muszę iść do twojego taty - powiedziała - powiedzieć co się stało. Poradzisz sobie? Zrobić coś dla ciebie wcześniej? Chcesz herbaty? Albo coś do jedzenia? - nagle poczuła, że coś ociera się wokół jej nóg. Nie wiedziała skąd, ale nagle przy jej stopach znalazł się Węgielek.
- Hej maluchu - przywitała się z nim, choć czarny kot wcale nie należał do małych, Rumi podniosła go i przytuliła do piersi, Węgiel zaczął głośno mruczeć i ocierać się pyszczkiem o jej twarz.
- Zostaniesz z Argo, dobrze, dotrzymasz mu towarzystwa - brązowowłosa postawiła Węgla na pościeli. Nigdy nie broniła kotom wchodzenia do łóżka, taka już była. Węgiel spojrzał na nią niezbyt zadowolony.
- Zostań - powiedziała łagodnie - w końcu kocur wydreptał sobie miejsce i umościł się obok nóg mężczyzny.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Szepczący Las”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość