Adrion[Wykopaliska] Hive, nie!

Królestwo Elfów, jedno z trzech położonych w Szepczącym Lesie. Siedziba tkaczy zaklęć, uzdrowicieli i białych kapłanek. Schronienia dla wszelkich podróżnych, miejsce przyjazne, choć zamknięta na wojny i konflikty.
Awatar użytkownika
Rammi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 52
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Badacz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Rammon już się nawet nie śmiał z tego co się działo - ledwie wychodzili na prostą i coś zaczynało im się udawać, zaraz byli brutalnie gaszeni przez rzeczywistość. Odnaleźli się i na nowo połączyli i nagle stracili Ariannę… I to tak… Głupio, po prostu głupio. Podróżnik chciał się rzucić za resztą, by jej wypatrywać, ale nagle naszła go niepokojąca myśl - co jeśli wtedy to wszystko runie? Mozhan myślała pewnie o tym samym, bo pytała o przysypywanie. Rudzielec kręcił się więc u podstawy tej sterty, by w razie czego nie być kamyczkiem, który poruszy lawinę.
        - Nala - zwrócił się do Nazahirki. - Umiesz czarować. Potrafisz może wyczuwać też aury? Może tak ją znajdziemy… Skoro to magini to na pewno będzie miała silną emanację.
        - Jak ty ją nazwałeś? - zdziwił się lisołak.
        - Magini. Żeńska forma maga.
        Hive więcej nie drążył, choć po jego minie widać było, że ta nazwa wywoływała u niego jakiś niesmak. Nie było jednak czasu na dyskusje językowe, bo nie mieli żadnej pewności, że Ariannie nie groziło niebezpieczeństwo… Gdziekolwiek była i cokolwiek się z nią nie stało.
        Rozmyślania przerwało głośne ŁUP! dochodzące od strony przejścia, za którym znajdowali się nieumarli, którzy niedawno ich napastowali. Wystraszony Rammon obrócił się w stronę tamtego przejścia i wykrzyczał kilka niezrozumiałych dla reszty słów.
        - Lepiej się pośpieszmy - mruknął, spoglądając ponownie na swoich żywych towarzyszy z lekko przepraszającą miną. W końcu zdecydował się dołączyć do nich na tej stercie kamieni, bo na dole na niewiele się zdał.
        - Ej, patrzcie… - Hive trącał coś butem. Był to niby kamień jakich wiele na tym osuwisku, ale ten wyróżniało zdecydowanie położenie. Zablokowany na swoich dłuższych bokach, przy krótszych miał luzy i gdy lisołak trącał go stopą, działał jak klapa w drzwiczkach do kurnika - kiwał się w górę i w dół, pozwalając spojrzeć co znajduje się pod stertą kamieni… Albo też wpaść i przekonać się na własnej skórze.
        - To mi się nie podoba - oświadczył stanowczo Rammon. - To… wygląda jak pułapka - ocenił w końcu. Nie wiedział kto miałby zastawiać tu pułapki, po co i na kogo, ale jednak skojarzenie było zbyt silne. To nasuwało jednak kolejne pytanie: co znajdowało się na dole tego komina?
        - Mam linę - mruknął, poprawiając na ramieniu zwój, który niedawno odzyskali z Hive. - Spuścimy ją na dół… Czy ktoś tam zejdzie? - zaproponował, choć sam nie wyglądał jakby miał się zgłosić na ochotnika.
Awatar użytkownika
Nala
Szukający drogi
Posty: 37
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Badacz , Wojownik , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Nala »

        To było niemożliwe, by elfka tak po prostu wyparowała. Nawet gdyby kamienie obsunęły jej się spod nóg, gdyby się potknęła albo wpadła w jakąś dziurę, zostałby po tym ślad. Ona dosłownie zapadła się pod ziemię i żadne z nich nic nie widziało. Nala podniosła wzrok na Rammona i kiwnęła głową. Już jej szukała, ale rozpraszała ją barwna aura rudowłosego badacza i sprężysta emanacja lisołaka. W końcu jednak przestała robić cokolwiek innego i po prostu stanęła z zamkniętymi oczami, rozglądając się za Arianną.
        - Czuję ją, jest na dole – powiedziała w końcu, patrząc pod nogi i nieco w bok. Nie była wcale zadowolona mimo odnalezienia elfki, bo wciąż im to niewiele pomagało.
        Mozhan przyklęknęła w końcu, odkładając kij i pochodnię, po czym próbowała dokładniej zlokalizować elfkę, gdy ze skupienia wytrąciło ją łupnięcie, dochodzące z kierunku, z którego nadeszli. Zacisnęła usta w niezadowoleniu. Szansa, że kilku nieumarłych staranuje kamienną ścianę była mała, ale Navabi powoli zaczynała spodziewać się wszystkiego.
        Zawołanie Hive wzbudziło w cudzoziemce więcej nadziei niż powinno. Podeszła jednak do niego, przyświecając pochodnią nad miejscem, które wskazywał.
        - Czyli ten osyp kamieni to nie przypadek – powiedziała z wahaniem. Brzmiało to nieprawdopodobnie, ale jak inaczej kamienie idealnie obłożyłyby taką zapadnię?
        - Bo to jest pułapka – westchnęła na słowa Rammona, ale odwróciła wzrok od kamienia dopiero, gdy elf wspomniał o linie. Mimo wszystko, byli całkiem nieźle przygotowani.
        - Ja mogę – zaoferował się od razu Hive. - W tamtym tunelu dobrze mi poszło, nie? – zapytał, zerkając na Nalę, a ta o dziwo skinęła głową.
        - Bardzo dobrze – potwierdziła. Nie miała zamiaru chłopaka zniechęcać, bo sama siebie na dole nie widziała. I chociaż nie musiała się tłumaczyć, czuła że w końcu powinna, skoro ten fakt może ich w którymś momencie wpakować w tarapaty.
        - Ja mam bardzo zły wzrok. W ciemnościach prawie nic nie widzę, nawet z pochodnia – przyznała, starając się by zabrzmiało to możliwie naturalnie i czysto informacyjnie. Tylko ich wiedzy miało posłużyć.
        - Przytrzymam cię – zapewniła od razu, płynnie zmieniając temat.
        Zerknęła w stronę kamiennej „klapy”, utwierdzając się w przekonaniu, że przeciśnie się tą drogą tylko szczupła osoba. Czyli chociaż każdy z nich mógłby zejść na linie w dół, żaden nie mógłby zabrać ze sobą latarni czy pochodni. Ta pierwsza była zbyt duża, a ta druga przypaliłaby nieszczęśnika zmuszonego do trzymania jej przy sobie podczas zejścia.
        Mozhan zastanawiała się czy magią nie spuścić za Hive latarni, ale nie ufała swojej mocy na tyle, by odpowiednio kontrolować grawitację przedmiotu. Prawdopodobnie ostatecznie upuściłaby ciężki kamień lisołakowi na głowę.
        Owinęła się liną w pasie, jej koniec zaplatając wokół talii chłopaka i pomiędzy jego nogami.
        - Jesteś pewna, że mnie utrzymasz? – zapytał Hive, z podejrzliwością sprawdzając supły, gdy Nala skończyła go wiązać.
        - Zobaczymy – odparła cudzoziemka z takim spokojem, że lisołak dopiero po chwili łypnął na nią spode łba.
        - Bardzo śmieszne – mruknął, ale przysiadł na ziemi i butem uchylił kamień. – Przytrzymasz? – zapytał Rammona i dopiero po chwili z westchnieniem zsunął się w ciemność. Mozhan sapnęła cicho, ale zaparła się butami o największe i najbardziej stabilne głazy, po czym zaczęła powoli rozwijać linę.
Awatar użytkownika
Rammi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 52
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Badacz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Rammon poczuł lekką ulgę na wieść, że Nala wyczuła emanację Arianny. To były dwie dobre wiadomości jednocześnie - po pierwsze badaczka żyła, a po drugie: była w ich zasięgu. Teraz musieli tylko znaleźć miejsce gdzie zniknęła i… gdzie spadła. Rudy podróżnik długo zakładał, że to tylko jakiś głupi wypadek, niegroźne osuwisko czy coś w tym stylu. Im dłużej to jednak trwało, tym bardziej był przekonany, że coś jest grubo nie tak. Najgorsze jednak było to, że gdy wypowiedział na głos swoje przypuszczenia, Nala mu nie zaprzeczyła - a tak liczył na to, że powie, że ma paranoję albo cokolwiek! Nawet gdyby Hive mu to powiedział, przyjąłby taki werdykt. Nie chciał myśleć kto i po co miałby zakładać w takim miejscu pułapkę…
        Głupia propozycja z zejściem na dół niosła oczywiście pewne ryzyko, że to Rammon będzie musiał się tam zapuścić, ale było ono niewielkie - przecież Mozhan… A. Cholerka.
        - Yhm – mruknął elf na wieść, że Nala ma słaby wzrok. Tylko tyle, no bo co miał więcej powiedzieć? Zawrócić nie mogli, zapasowych okularów też żadne z nich nie miało, by jakoś ją wspomóc, a do tej pory radziła sobie względnie, więc… Po prostu muszą o tym pamiętać na przyszłość. A na ten moment na dół musiał zejść on albo Hive. Całe szczęście to lisołak pierwszy zgłosił się na ochotnika do ratowania zaginionej i Rammi był mu tak za to wdzięczny, że nawet nie próbował go zaczepiać tekstami o ratowaniu księżniczek i tym podobnych, choć wydawało mu się, że chłopakiem mogła przynajmniej w części powodować chęć zaimponowania pięknej archeolożce.
        - Będę ubezpieczał - oświadczył, choć role i tak już były obsadzone i on mógł tylko podać linę i trzymać za jej luźny koniec. Tak na wszelki wypadek.
        - Jasne - zgodził się, gdy Hive poprosił o pomoc w przytrzymaniu kamiennej klapy pułapki. Patrzył jak ruda głowa chłopaka znika w wąskim tunelu, aż w końcu nie było w ogóle nic widać poza zalegającą w dole ciemnością…
        Dobrą chwilę nic się nie działo. Lina była to mniej, to bardziej naprężona, ale generalnie nie było żadnego powodu do niepokoju. Ani krzyków, ani szarpnięć, ani błysków - czy to światła, czy magii… Nagle jednak lina zwiotczała zupełnie, a później została pociągnięta trzykrotnie w sposób tak regularny, że nie było mowy o przypadku, to był jakiś znak. Pewnie “wyciągajcie!”. Rammon tak się tym przejął, że zablokował klapę jakimiś dodatkowymi kamieniami w pozycji otwartej i rzucił się do Nali, by jej pomóc - nie trzeba było być prorokiem, by wiedzieć, że nadchodzą kłopoty.
        Po chwili na zewnątrz wyskoczył lisołak, znowu przemieniony w swoją zwierzęcą formę. Zaraz za nim zaś wychynęła Primrosea, umorusana w pyle i jakiejś białej, włóknistej substancji.
        - Tam jest pająk! - pisnęła tak, jakby chciała wrzeszczeć, ale bała się nawet głośnej nabrać oddechu.
        - To wyjaśnia pajęczyny - wtrącił się jakże błyskotliwie Rammon, bo jeszcze nie dotarła do niego powaga sytuacji. Dopiero gdy lisołak i elfka zaczęli spieprzać na dół, ciągnąc ich za sobą, dotarło do niego, że mieli do czynienia z jednym z tych gatunków, które nie czekały na swoje ofiary na skraju utkanej sieci, ale polowały czynnie, jak ludzie - ścigając swoje ofiary i zastawiając pułapki takie jak ta za nimi…
        Poczwara wychynęła z pułapki chwilę po tym, jak cztery jej potencjalne ofiary oddaliły się na w miarę bezpieczną odległość. Pająk był szarego koloru, doskonale maskował się na tle skał, choć był wielkości sporego psa, a nie przeciętnego przedstawiciela swojego gatunku. Cokolwiek nim kierowało - słuch, węch czy też wzrok - już po chwili namierzył ofiarę, która mu się wymknęła i ruszył w pościg. Nie gnał szybko jak koń w galopie, ale i tak dość sprawnie zmniejszał odległość między nimi.
        - Nala, zabij to! - zawołała Arianna z rozpaczą w głosie, rozsądnie zakładając, że jeśli ktoś w tym towarzystwie jest od najpodlejszej brudnej roboty, to na pewno będzie to Mozhan.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Adrion”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość