Adrion[Wykopaliska] Hive, nie!

Królestwo Elfów, jedno z trzech położonych w Szepczącym Lesie. Siedziba tkaczy zaklęć, uzdrowicieli i białych kapłanek. Schronienia dla wszelkich podróżnych, miejsce przyjazne, choć zamknięta na wojny i konflikty.
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Badacz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Rammon w sumie nie miał pretensji do Arianny za to, że upuściła klucze – mogła się wystraszyć, mogła być zaskoczona, wiadomo. Po prostu uznał to za nie za ciekawy omen na początek ich wędrówki do ołtarza, ale co tam, nie należał do tych, których łatwo było zniechęcić i gdyby nie znaleźli sposobu na odzyskanie tych nieszczęsnych kluczy, zaproponowałby przekopanie się bokiem, bo co innego im zostało? W kobietach jednak siła, więc Mozhan i Primrosea świetnie się dogadały i znalazły sposób, by rozwiązać to szybko i elegancko.
        - Wypadki chodzą po ludziach – szepnął do Nali, spoglądając na nią porozumiewawczo. Nie zawsze poprawiał jej potknięcia we wspólnym, ale czasami się wtrącał, no bo w końcu szlifowanie języka było również powodem dla którego podróżowała, prawda? Nie każdy był takim oszustem jak on, by korzystać z artefaktów.
        Gdy Nala oświadczyła, że jest w stanie wyjąć upuszczony pęk kluczy, Rammon był święcie przekonany, że użyje do tego jakiegoś kija. Szeroko otworzył więc oczy, gdy nagle zguba wystrzeliła w powietrze.
        - Ty umiesz czarować? – Rammon nie krył pełnego uznania zaskoczenia, gdy jego nazahirska koleżanka zaprezentowała swoje umiejętności. Być może mu o tym wspominała, lecz on zapomniał? Nie zmieniało to jednak faktu, że niezmiernie cieszyły go jej umiejętności, bo czuł, że jeszcze nieraz się przyda. Rozbawiła go poza tym myśl, że w grupie były dwie maginie, w tym jedna również z umiejętnościami bojowymi, Hive, którego złodziejskie łapy pewnie też się przydadzą… I on. Maskotka. Rozkoszne.

        Gdy tylko Rammon i Hive zorientowali się, że krata zamykająca wejście do podziemi jest naprawdę ciężka, obaj rzucili się by pomóc Nali, zrobili to jednak na tyle rozsądnie, że stanęli po obu jej bokach i dzięki temu dobrze rozłożyli ciężar, aby całej trójce dobrze się dźwigało. Na dół pierwszą puścili Nazahirkę – niby dobre wychowanie kazało, by któryś z nich szedł pierwszy, ale umówmy się, ona nie była bezbronną damą i pewnie była groźniejsza od nich dwóch razem wziętych, a poza tym stała najbliżej drabiny. To nic osobistego, czysty pragmatyzm.
        Tymczasem Primrosea została na górze i wykonując płynne, hipnotyzujące ruchy dłonią „usypiała” ożywionego trupa, który dość szybko stracił werwę, a później jakby ostatkiem sił przycupnął na ziemi tam gdzie stał i znowu osunął się w niebyt. Rammon nie wnikał czy było to czasowe czy stałe – w duchu założył, że nie spotkają takich niespodzianek za wiele i Arianna będzie w stanie spokojnie uśpić każdego nieumarłego, na jakiego trafią. Z tego co mówiła nie powinno ich być wiele.
        Korytarz, do którego trafili, miał dziwny kształt. Od razu dało się poznać, że była to jakaś naturalna formacja skalna, jedynie poszerzona pracami archeologów do tego stopnia, by dało się tędy przejść ze sprzętem. Miejscami więc trzeba było obrócić się lekko bokiem albo przestąpić jakąś przeszkodę, której nikt nie wykuwał specjalnie, bo to nie pałacowe korytarze. Mieli przy tym szczęście, bo nawet niespecjalnie póki co było im potrzebne dodatkowe źródło światła - wystarczyło to, co wpadało przez liczne otwory i prześwity. Znajdowali się naprawdę płytko pod powierzchnią gruntu.
        - W lewo, w lewo!
        Arianna doganiając ich zawołała, by zmienili kierunek i wybrali węższy, ale wbrew pozorom ładnie wykuty i wygodny boczny korytarz. Gdy elfka się z nimi zrównała, wyjaśniła, że idąc dalej trafiliby na komin, w którym można się bardzo łatwo spuścić kilka kondygnacji w dół, ale trzeba mieć do tego odpowiedni sprzęt - ot, chociażby liny.
        W nowym korytarzu nie dało się jednak przeoczyć pewnych charakterystycznych półek głębokich na jakieś dwie, może dwie i pół stopy i długich na sześć.
        - Arianno, czy to są kwatery? - upewnił się Rammon.
        - Tak - przyznała archeolożka bez zastanowienia.
        - Czy tylko we mnie wywołuje niepokój sam fakt, że praktycznie wszystkie są puste?
        - Były puste już gdy tu dotarliśmy. Prawdopodobnie były to kwatery przygotowane dla przyszłych pokoleń, ale skoro wioska się przeniosła, zrezygnowano z urządzania pochówku na tych ziemiach. Niżej niektóre są zajęte.
        Rammon nie odpowiedział na te przypuszczenia. Były równie dobre, co wygodne i kto wie, czy po prostu nie usypiały ich czujności. Niemniej zdawało się, że poza nimi w korytarzu nie było nikogo - żywego czy nieżywego.
Awatar użytkownika
Nala
Szukający drogi
Posty: 30
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Badacz , Wojownik , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Nala »

        Poprawiona cudzoziemka wyglądała na zaskoczoną, ale ewidentnie formą powiedzenia (przecież wypadki nie chodzą), a nie samym faktem, że pomyliła szyk. W jej głowie pierwsza wersja brzmiała sensowniej, ale też aforyzmy nie zawsze trwają w potocznej mowie, więc tylko zapamiętała poprawną formę i skinęła wdzięcznie głową.
        Odzyskanie klucza odbyło się bez większych przeszkód i z niewielką pomocą Hive. Chwilę później Nazahirka dłubała przy kłódce, podnosząc wzrok na Rammona, gdy usłyszała jego zaskoczony głos. Sama zrobiła trochę zdziwioną minę; była pewna, że elf wie, chociaż właściwie nie pamiętała, by o tym rozmawiali. Uśmiechnęła się minimalnie, gdy dotarła do niej nuta uznania w głosie badacza.
        - Tylko trochę – odparła skromnie, ale zgodnie z prawdą. Rzadko też używała magii, a przynajmniej odkąd odeszła ze służby. Prawdopodobnie takie zastosowanie czaru spotkałoby się z rozdrażnieniem jej mistrza, ale cóż, trzeba sobie radzić. Klucz na dnie jamy ledwo widziała, zdradzał go tylko błysk metalu, więc nie było opcji, by poradziła sobie samodzielnie, a jakoś nikt inny z pomysłami się nie zgłaszał.
        Gdy panowie pomogli Nali z kratą, Nazahirka upewniła się czy wejście jest bezpieczne i ostrożnie zeszła na dół. Z nieufnością przyglądała się podsypiającemu nieumarłemu, nad którym czuwała z góry Arianna. Później dołączyli do niej Hive i Rammon, a Nala spojrzała odruchowo za elfką, nim przypomniała sobie, że mają iść przodem.
        Tym razem szła wolniej, jednocześnie z ostrożności i zaciekawienia nowym obszarem. Tunel nie był zbyt przestronny, ale nie dawał klaustrofobicznego wrażenia. Światło odbijało się miękko od ścian, nadając im jaśniejszy kolor, gdy z czasem przestała otaczać ich czarna ziemia, zamieniając się w zwykły piasek. Poza tym pachniało suchym i ciepłym powietrzem, nie mokrą ziemią, czego się spodziewała. Nie znała jednak tak dobrze tych terenów, może lasy radziły sobie z tak cienką warstwą gleby, a później był tak jej znajomy piach. W każdym razie, czuła się tu wręcz komfortowo, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
        Nala zatrzymała się gwałtownie, słysząc głos Arianny i rozejrzała się, jakby nie patrzyła nawet gdzie idzie. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że rzeczywiście kierowała się głównym tunelem, nie dostrzegając drugiego po lewej. Tym razem ruszyła więc za ich przewodniczką, po chwili znów zaczynając się rozglądać. Rammon wyprzedził ją ze swoimi spostrzeżeniami, a co ciekawsze również z niepokojem, jaki można było odczuć na widok pustych miejsc. Na wyjaśnienia Arianny nikt nie odpowiedział i ciężko było stwierdzić, czy elfka ich uspokoiła.
        - Co z tym trupem przy wejściu? – zapytała Nala, a elfka zerknęła na nią krótko przez ramię, później spoglądając daleko za nimi.
        - Jakiś czas pozostanie taki… spokojny. W spoczynku. Na pewno za nami nie pójdzie, ale kto wie, czy nie natkniemy się na niego w drodze powrotnej.
        - Ile razy ty tu byłaś?
        - Kilka.
        - Ale na samym dole… tam gdzie ma być ołtarz, jeszcze nie?
        - Nie.
        To Mozhan zostawiła już bez dalszych pytań. Nie przeszkadzały jej krótkie odpowiedzi, sama takich zazwyczaj udzielała, ale teraz wolała, by ich przewodniczka skupiła się na drodze. Ona sama zaś mrużyła już lekko oczy, gdy w tunelu robiło się nieco ciemniej i miała problem z dostrzeżeniem detali podłoża. Skupiła się więc na tym, jak porusza się elfka przed nią i czy czegoś nie omija. Na razie musiało wystarczyć.
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Badacz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Rammon idąc tymi korytarzami pełnymi pustych kwater walczył między skupieniem na celu a mimowolną chęcią zbadania tego, z czym mieli do czynienia. Słyszał o plemieniu, którego katakumby właśnie zwiedzali, sporo o nich czytał, ale właśnie – tylko czytał. Nie miał do tej pory okazji, aby zgłębić temat w terenie, bo w sumie nie w tym się specjalizował – zasłynął z badania tajemniczych, ale nadal istniejących kultur i tego wolał się trzymać. Niemniej żadna kultura nie brała się z powietrza i nie powstawała w jedną noc, każda miała swoje źródło gdzieś w przeszłości i był przekonany, że gdyby trochę popracował z grupą Teseralla pewnie miałby trochę materiałów na napisanie jakiegoś nowego opracowania i znalezienie powiązań między dawno wymarłym ludem a jakimiś współczesnymi krewnymi.
        Nie był tu jednak na gościnnych występach tylko miał zadanie – głupio byłoby marnotrawić czas, nie tylko swój, ale przede wszystkim reszty. Nali, której zależało na szybkim zdjęciu klątwy, Arianny, która sporo dla nich ryzykowała, nawet Hive, który pewnie wolałby być gdzie indziej, choć wyglądał na bardzo podekscytowanego tą wyprawą.
        - Tu już trzeba skorzystać z latarni – oświadczyła po dość długim marszu w milczeniu Primrosea. Akurat dotarli do jakiegoś punktu kontrolnego, gdzie poprzednie grupy zostawiły trochę sprzętu, aby nie targać go za każdym razem aż na powierzchnię. W jednej z wolnych kwater (czy to świętokradztwo?) leżał równo ułożony sprzęt do kopania, skrzynki z narzędziami archeologicznymi i skrzynie na znaleziska, ale również trochę lin i przede wszystkim alchemiczne latarnie, które dawały światło o barwie jasnego płomienia – było ich tyle, że każdy w grupie mógł wziąć po jednej i jeszcze trochę zostało.
        - Jeszcze dwa poziomy w dół powinno być względnie spokojnie, to zbadane i opisane przez nas tereny – zakomunikowała Primrosea. – Co oznacza tyle, że wiem gdzie idę, ale i tak nie możemy tracić czujności. Sami widzieliście, jeden z ożywieńców dotarł aż pod samą kratę wejściową.
        Nie wiedzieć czemu, elfka powiedziała to z pewnym żalem w głosie – jakby to oznaczało, że zawiodła albo to ktoś zawiódł ją. Zaraz jednak zebrała się w sobie, ze stosu zabrała jeszcze niewielki kilof i zwój liny, po czym ruszyła dalej, trzymając swoją latarnię na wysokości głowy, lekko odwiedzioną w bok, by nie raziła jej w oczy. Rammon swoją mimo wszystko trochę machał – nie jak dzieciak z koszyczkiem z kwiatami na procesji, ale tak, by czasami przyświecić sobie przy jakiejś kwaterze. Jego uwagę zwróciła pewna – być może – drobnostka.
        - Arianno – zwrócił się do idącej na przedzie elfki półszeptem. – Te kwatery są podpisane.
        - Słucham?
        - To są podpisy – oświadczył Rammi, wskazując na zebrane w kwadrat runy znajdujące się nad niektórymi z półek w ścianie.
        - Ach, tak. – Elfka jakby dopiero teraz połączyła wątki i doszła do wniosku, że to nic istotnego. – Takich podpisanych, ale pustych kwater naliczyliśmy dziewiętnaście na dostępnych poziomach. Jednego z rezydentów mieliśmy okazję spotkać przy wejściu.
        - A wiecie czy wszyscy gdzieś tu są? – dopytywał etnolog, zatrzymując dla siebie komentarz, że Arianna przed chwilą brzmiała jak przewodniczka wycieczki. „Na lewo widzą państwo”…
        - Trudno się doliczyć, niestety wszyscy są bardzo podobni, a my ich nie znakowaliśmy. Ale tak, podejrzewam, że większość tu jest.
        - Macie jakieś podejrzenia co się stało z resztą?
        - Hipotez jest kilka. Jedna, że być może taki ożywieniec po prostu spadł gdzieś w przepaść, na przykład taką jaka kończyła ten pierwszy główny korytarz. Albo że zeszli niżej i jeszcze się na nich nie natknęliśmy… Albo że padli łupem hien cmentarnych, być może jeszcze w dawnych czasach.
        - Jeśli dobrze pamiętam lokalny obrządek nie zakładał bogatego pochówku – zauważył Rammon. Oczywiście, że dobrze pamiętał, ale maniery nie pozwalały mu mówić zbyt kategorycznie. – Umarli wracali do Matki Ziemi, nie zabierając niczego ze sobą, chowano ich tak jak nosili się na co dzień, bez wystawnych szat, broni czy biżuterii.
        - To prawda – zgodziła się elfka. – Ale… nekromanci to nie tylko domena Maurii, wiesz?
        - Ach, no tak – przytaknął Rammon z pokornym uśmiechem. W sumie z jedną nekromantką właśnie zwiedzał te podziemia, o czym więc mówił? Choć… może nie do końca nekromantką, sama znajomość dziedziny śmierci o niczym nie świadczyła.
        - Tutaj bardzo ostrożnie, schodki są wąskie, najlepiej idźcie tyłem – uprzedziła elfka, gdy po dłuższym marszy dotarli do zejścia, które bardziej przypominało drabinę niż schody. Nawet mając drobne stopy trzeba było stawiać je bokiem.
        Po zejściu jakieś dwa piętra w dół trafili do dość obszernej komnaty, oświetlonej naturalnym światłem – w jaskini brakowało jednej ściany, znajdowali się na skraju zapadliska, o którym wcześniej wspominała Arianna. Co więcej, brakowało też jakiejś połowy samej komnaty, bo ta zapadła się, ciągnąc za sobą również kilka kwater i sprawiając, że krawędź zapadliska wyglądała jakby ktoś wielką łyżką przemieszał ze sobą ziemię, korzenie, fragmenty drzew i Prasmok wie co jeszcze. Mimo dobrej wentylacji czuć tu było ostrą woń butwienia i rozkładu.
        - Nie podchodźcie do krawędzi, ziemia jest tu poruszona i grozi dalszym zawaleniem – ostrzegła elfka, która sama trzymała się ściany komnaty, tak by tylko przemknąć na jej drugą stronę, do kolejnego korytarza.
        I choć do wszystkich ta informacja dotarła i zdawali sobie pewnie sprawę, że wypadek w tym miejscu mógłby skończyć się bardzo nieprzyjemną śmiercią pod zwałami ziemi gdzieś na dnie tego leja, choć wzięli sobie te słowa do serca, wypadek i tak się zdarzył. No bo kto mógłby przypuszczać, że coś, co wyglądało na pierwszy rzut oka jak poskręcana gałąź, jest łapą jednego z rezydentów tych katakumb? I że być może słysząc coś albo wyczuwając, zdecyduje się on poruszyć i złapać za nogawkę Hive? Lisołak co prawda nie odskoczył z wrzaskiem ani nie narobił jakiejś ogromnej histerii, ale gdy próbował się wyszarpnąć, poruszył nieumarłego i luźną ziemię wokół niego. Wszystko się zapadło, ciągnąc w dół zmarłego napastnika, Hive, któremu grunt osunął się pod nogami, i jakąś jedną czwartą całej komnaty.
Awatar użytkownika
Nala
Szukający drogi
Posty: 30
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Badacz , Wojownik , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Nala »

        Jak na czteroosobową, nieupoważnioną, a przede wszystkim niewykwalifikowaną do łażenia po podziemiach wycieczkę, robili całkiem mało hałasu. Być może to atmosfera miejsca, które było, a przynajmniej miało być, miejscem spoczynku dawnego ludu, sprawiła, że szuranie butów po piasku i okazjonalne ciche wymiany zdań to było wszystko, co ich zdradzało. Nawet Hive szedł cicho, zbyt podekscytowany miejscem, w którym się znajduje, by nudzić się bezczynnym marszem.
        Latarnie były dla Nali zbawieniem. Szła z uniesionym przed sobą ramieniem, oświetlając sobie drogę i czasem rozglądając się na boki. Komunikatowi Arianny odpowiedziały milczące potaknięcia głową, które dostrzegła, zerkając przez ramię. Mozhan trochę rozpraszała się bujającym za jej plecami światłem, ale dopiero słowa Rammona sprawiły, że się na niego odwróciła. Ruch jej głowy sugerował, że spoglądała za jego wskazaniem, jak wszyscy, ale i tak się nie wysilała. Gówno widziała, taka prawda. Słaby wzrok utrudniał nieco życie w ciągu dnia, ale nocą (lub w odciętych od światła korytarzach), czuła się jak ślepiec, polegając na wszystkich innych zmysłach. Oczywiście od kompletnej ślepoty wiele ją dzieliło, ale nie było mowy, by w ogóle dojrzała wyskrobane w skale symbole, nie mówiąc już o ich rozszyfrowaniu.
        Słuchała jednak uważnie, a Rammona pytania mówiły jej równie dużo, co odpowiedzi elfki. Trochę ją zaskoczyły wyjaśnienia archeolożki, bo na równi ze znajomym założyła, że jeśli ktoś włamuje się do grobowców, to raczej w poszukiwaniu kosztowności, z którymi został pochowany zmarły… a nie jego samego.
        - Nawet po śmierci nie ma spokoju – mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego.
        Do schodów podeszła ze szczególną ostrożnością, jedną dłonią próbując oświetlać sobie kolejne stopnie, które miała bardziej za plecami niż przed sobą, podczas gdy drugą przytrzymywała się ściany i sklepienia na zmianę. Schodzili uważnie, a ciszę przerywały co najwyżej przyspieszone od wysiłku oddechy. Po zejściu do komnaty, Mozhan tylko zmieniła rękę, w której niosła latarnię i poruszyła barkami i łopatkami, aż coś jej strzeliło w krzyżu.
        Tutaj światła właściwie nie potrzebowali, a Nazahirka na moment zagapiła się na piękny, mimo wszystko widok. Odkąd zeszli do podziemi zrobiło się już ciemno na dworze, ale wciąż, w porównaniu do panującego tu mroku, dzienne światło rozświetlało komnatę i unoszący się w powietrzu pył. Znów przypomniała jej się pustynia. Głos Arianny zatrzymał w pół kroku lisołaka, który właśnie przymierzał się do wyjrzenia za krawędź urwiska. Mimo rozczarowanej miny cofnął się jednak posłusznie i ruszył za elfką, zmieniając nieco kolejność marszu.
        Każdy skupiał się na własnych krokach, więc chociaż dla pobocznego obserwatora sytuacja rozwijała się stopniowo, dając szanse na uniknięcie nieszczęścia, pozostali zauważyli problemy Hive o wiele za późno. Zapadnięcie się ziemi zdradziło się zaledwie jednym dźwiękiem, a później piach sypał się gęsto, mieszając z okrzykami podróżnych. Nala odrzuciła latarnię, w ostatniej chwili łapiąc się obiema rękami wystającego korzenia, gdy ziemia usunęła jej się spod stóp. Hive niestety złapał się jej nogawki i jedna dłoń zsunęła jej się z kłącza, a druga nie utrzymała ciężaru kobiety i chłopaka. Lisołak krzykiem zagłuszył Mozhan i po chwili oboje zniknęli w tumanach ziemi.


        - Nala? Hej, nic ci nie jest? – Rudzielec pochylał się nad nią zaniepokojony, zamykając gwałtownie oczy, gdy kobieta kaszlnęła piachem. Cóż, ważne, że żyje.
        Ale bolało ją wszystko. Podniosła się z trudem na łokciach, najpierw próbując dostrzec coś przez zmrużone oczy, a później szukając chociaż kawałka czystego materiału na sobie, by przetrzeć twarz z ziemi. Jeśli wyglądała chociaż w połowie tak jak chłopak przed nią, to właśnie zmieniła kolor. W końcu udało jej się ściągnąć narzutkę i wewnętrzną jej stroną otrzeć twarz. Później podała tkaninę lisołakowi.
        - Rozwaliłeś sobie głowa, przyłóż – wychrypiała z trudem, spoglądając na jego rozcięte czoło. Lisołak posłusznie zwinął narzutkę w kulkę i przyłożył do głowy, a Mozhan ciągle się rozglądała.
        - Gdzie reszta?
        - Chyba wyżej? Albo dalej, nie wiem, nic nie widać.
        - Wołałeś?
        - Nie…
        - Czemu?
        - Bałem się, że kto inny usłyszy…
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Badacz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Na Rammonie ta komnata zrobiła takie samo wrażenie jak na pozostałej trójce, a pewnie i jak na Ariannie, gdy trafiła tu kilka tygodni temu, ale jednocześnie on nie umiał cieszyć się tym widokiem. Miał jakieś takie złe przeczucie – jak wtedy, gdy jest się obserwowanym albo gdy ktoś stoi za twoimi plecami. Fakt, za plecami miał swoich towarzyszy, ale to nie było to. Obrócił się w ich stronę, ale nie dostrzegł niczego, co zwróciłoby jego uwagę. To kwestia złego wyczucia chwili – wtedy faktycznie jeszcze nic się nie działo, ledwie jednak podróżnik znowu zwrócił się twarzą w stronę drugiego wyjścia z komnaty, zaczęła się ta cała heca z Hive. Później już było po prostu za późno. Gdy ziemia zaczęła się osuwać z cichym, ale niezwykle głębokim łoskotem ogromnej masy wprawionej w niemożliwy do zatrzymania ruch, nie było już czasu na żadne heroiczne gesty. Elf jak oparzony zerknął przez ramię, instynktownie cofając się do ściany i wyciągając w bok rękę, by chronić idącą przed nim Ariannę – mimo trochę słabych podstaw do bohaterskiego zachowania czasami miewał takie odruchy. Na niewiele to się zdało w ich przypadku, bo i nic ich nie napadło. Zamiast tego grunt usuwał im się spod nóg. Primrosea przytomnie czmychnęła jak najdalej od zapadliska, nie bawiąc się w bohaterkę, a rudy podróżnik również próbował umknąć, lecz on tyle szczęścia nie miał. Nie miał też nieszczęścia, bo gdy spadł, nie poleciał wcale na samo dno ogromnego leja. Gdzie trafił - nie wiedział. Wszechobecny pył zasłonił mu całe pole widzenia, a to jak rąbnął o coś plecami skutecznie go otumaniło. Nie stracił co prawda przytomności, ale orientację w przestrzeni już tak. Ostatnie co był w stanie zrobić to zwinąć się w kulkę i przeczekać.

        - Panie Alsbeith?
        - Rammon wystarczy - odparł odruchowo, choć to nie była pora na takie grzeczności. Ostrożnie otworzył oczy i zabrał ręce z głowy, po czym usiadł. Przed sobą miał widok na zapadlisko, dość podobny do tego, który widział przed tym zawałem, zamglony jedynie pyłem, który nadal unosił się w powietrzu i tak drażnił drogi oddechowe, że elf rozkaszlał się mimowolnie. Postarał się opanować odruch.
        - Nic panu nie jest?
        Rammon nim odpowiedział, rozejrzał się by zlokalizować mówiąc do niego cały czas Ariannę. Była w górze - na oko jakieś dwa piętra wyżej, wyglądała zza krawędzi skały, przyświecając sobie latarnią, która w tym zapyleniu wyglądała jak słońce w zimowy dzień.
        - Nie, nic - mruknął bez przekonania podróżnik, obmacując całe ciało w poszukiwaniu źródła większego bądź mniejszego bólu albo też jakiś braków w kończynach. Wyglądało na to, że wszystko było na swoim miejscu i w miarę nienaruszonym stanie.
        - Gdzie reszta? - zapytał, choć nie podniósł wzroku na Ariannę, a rozglądał się, by zobaczyć gdzie wylądował. O dziwo… był to skraj kolejnej komnaty, która chyba została odsłonięta przez to osuwisko. Przed sobą miał ledwie fragment podłogi i bezkres zapadliska, ale za nim rozciągało się niewielkie pomieszczenie z kwaterami dla zmarłych. Miał szczęście.
        - Spadli niżej - odpowiedziała mu w międzyczasie Arianna dość nietęgim tonem. - Ale… Nie wiem jak nisko i… Z jakim skutkiem…
        - Nic im nie jest - ocenił podróżnik, choć wcale nie był tego absolutnie pewny. - Nala jest twardą babką, bardzo sprawną, a Hive zawsze spada na cztery łapy, choć to nie kotołak.
        - To nie jest śmieszne!
        - Nie żartuję - odpowiedział jej Rammon, w końcu wstając z ziemi. Podniósł wzrok na Ariannę. - Co robimy dalej? Jesteś w stanie zahaczyć gdzieś linę bym się do ciebie wspiął?
        - Spróbuję - mruknęła archeolożka, znikając mu z pola widzenia. Rammon tymczasem podszedł ostrożnie do krawędzi zapadliska i wyjrzał w dół. Niewiele był w stanie dojrzeć, pył jeszcze nie opadł na tyle, by mógł dostrzec szczegóły. Zwrócił jedynie uwagę na to, że spadek w pewnym momencie przestawał być aż tak gwałtowny. Zakładał, że jeśli Nala i Hive mieli się gdzieś zatrzymać, to właśnie tam… Spory kawałek w dół, z liną od Arianny mogliby nie dać rady…
        - Jestem!
        - Kiedy ty… - Rammon nawet nie zauważył momentu, gdy archeolożka do niego dołączyła. - Czekaj, czemu zeszłaś na dół, a nie poczekałaś aż ja wejdę na górę?
        - Bo i tak musimy iść w dół - oceniła, majstrując coś przy linie w taki sposób, że ta nagle spadła prosto w jej wyciągnięte ręce, nie przymierzając jakby ktoś ją jej rzucił. Chyba nie wykorzystała do pomocy jakiegoś truposza z tych katakumb?
        - No dobrze… Ale z tej komnaty nie ma wyjścia, pewnie było po tej zawalonej stronie - wyjaśnił Rammon, choć Arianna na pewno sama by to zauważyła po krótkich oględzinach komnaty.
        - Czyli dalej po linie w dół - mruknęła elfka, wyglądając poza krawędź. - Przywiąż to do czegoś - zarządziła, podając mu gotową pętlę. Heike-Alsbeith poszedł w głąb pomieszczenia, szukając odpowiedniego miejsca. W końcu uznał, że coś, co wyglądało jak podest do ustawienia urny albo misy z węglami będzie wystarczająco mocnym oparciem, aby utrzymać jedną schodzącą po linie osobę. Zahaczył pętlę, a gdy szarpnął, by upewnić się, że dobrze trzyma, kolumna poruszyła się. A wraz z nią część kamieni nieopodal, przy akompaniamencie przyprawiającego o mdłości chrzęstu i w obłoku pyłu odsłaniając…
        - Przejście.
        Tę niezbyt błyskotliwą obserwację poczyniła Arianna, zaraz zbliżając się ze swoją latarnią.

        To nie był jedyny efekt wywołany poruszeniem kolumny - wraz z nim otworzyły się drzwi do komnat na prawie wszystkich piętrach katakumb. Również te, niedaleko których znajdowała się Nala i Hive. Oni trafili na wąską spiralną klatkę schodową, ciągnącą się wiele pięter tak w górę, jak i w dół.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Adrion”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość