Rapsodia[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...

Mówi się o niej Miasto Elfów. Owe osiedle nie zostało jednak założone przez elfy, a przez ludzi, pierwszym jego królem był człowiek, niestety jego dość niefortunne rządy doprowadziły do konfliktu pomiędzy władzą a ludem, wtedy to władzę obijał pierwszy elfi król, od tego czasu co raz więcej efów zaczęło przybywać do miasta, mimo, że oddalone o wiele dni drogi od głównych elfich osiedli ściągało do niego mnóstwo elfich braci, a zwłaszcza tkaczy zaklęć. Miasto położone nad legendarnymi wodospadami, w pięknej i... magicznej okolicy nie mogło zostać nie zauważone przez magów, czarodziejów i elfich tkaczy zaklęć...
Awatar użytkownika
Elion
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Inna , Zabójca , Kurtyzana
Kontakt:

Post autor: Elion »

        Elion rozumiała, że Nefertiti potrzebowała czasu, by to wszystko przetrawić, dlatego nie drążyła tematu po tym, gdy próbowała ją włączyć do rozmowy dorosłych. To, że Zira też najwyraźniej próbowała nawiązać kontakt z fioletowowłosą nie umknęło pokusie, bowiem zaczęła obrzucać zmiennokształtną dyskretnym spojrzeniem, za którym chowała się gotowość do krwawej walki w imię swej siostrzyczki.

        W międzyczasie rozmowa, czy też raczej negocjacje trwające przy stole potoczyły się zaskakująco dobrze. Okazało się, że koń po prostu miał swoją wartość i ktoś tę wartość na tyle wyolbrzymił, że był gotowy rzucać koniokradami na lewo i prawo by ów wierzchowca zdobyć. W kwestii przyjęcia asysty piekielnych i pani detektyw szlachcic był z początku niezbyt chętny, argumentując to zarówno ograniczonymi finansami jak i również brakiem potrzeby zemsty, ale najwyraźniej alkohol w końcu zaczął działać, Azra w końcu bowiem zmienił zdanie. To, że kwestia finansowa była otwarta i pod znakiem zapytania nie było problemem, pieniądze śmiertelników to była drugorzędna waluta w porównaniu do duszy, na którą się czaili. Jeśli chodzi o panią detektyw, to ta także nie zdawała się przeciwna, choć widać było, że robi to z dobroci serca, co stawiało ją na bezpośrednim kursie kolizyjnym z planami piekielnych.

“Miejmy tutejszą na oku tak bardzo jak to możliwe.” - Przemknęła myśl przez głowę Elion, w czasie gdy ona sama wyszukiwała odpowiedzi u swoich towarzyszy.

“Mhm” - Jakimś cudem Dante zdołał odwzorować gardłowy dźwięk wyrażający zgodę nawet w swoich myślach, ale żadna z pokus nie była tym zdziwiona.

“Niech ci będzie, ale tylko do czasu aż nadarzy się okazja, by rzucić ją na pożarcie psom w ciemnej uliczce.” - Ani łowca dusz, ani młodsza towarzyszka Anabelle nie obdarzyli starszej pokusy odpowiedzią na jej myśli.

        W którymś momencie myszołaczka postanowiła na chwilę opuścić budynek, na co starsza siostra odpowiedziała delikatnym uśmiechem i skinieniem głowy. Wcześniej, zanim wyjawiła swoją historię i czyny, może by zmusiła ją do zostania, nie wiedziałaby bowiem, czy zmiennokształtna nie ucieknie od niej. Teraz jednak nie miała takich zmartwień. Elion wcześniej otworzyła swoje plugawe serce, a w zamian została obdarowana objęciem swojej młodszej siostrzyczki. To było wystarczające, aby zapewnić piekielną, iż młoda nadal widzi w niej starszą siostrę i nie prędko uzna pójście w swoją stronę za dobry pomysł.

        I wtedy też rozległ się dźwięk. Młody, spanikowany krzyk, ucięty bezlitośnie nim zdołał naturalnie się zakończyć. Elion była na zewnątrz, zanim w pełni zrozumiała to, co właśnie usłyszała, pozostali zaś zostali obdarowani widokiem tego, jak młoda pokusa, zapominając całkiem o płaszczu pozostawionym na krześle, wystrzeliła w stronę wyjścia, przewracając swoje krzesło z hukiem i niemal sprawiając, iż Anabelle na swoim siedzisku podzieliła los biednego mebla.

        Sam Dante i starsza z piekielnych kobiet najpierw spojrzeli na siebie, niepewność, obawa oraz gniew głęboko wyryte na obydwu twarzach.

“Pierwszy raz opiekujemy się bachorem i już coś się jej dzieje?” - Anabelle nie musiała mówić dalej, by łowca dusz mógł zrozumieć jej opinię. Też uważał, iż prędzej pokusa okaże się dziewicą niepokalaną niż to, co się właśnie stało będzie jedynie nieszczęsnym zbiegiem okoliczności.

        Dante mruknął z niezadowolenia, zamiast bawić się w dalszą rozmowę w myślach. Dwójka nie planowała zostać w tyle i marnować czas, więc natychmiast po tej krótkiej wymianie dołączyli do Ziry, Azry, dzielnego Bohuna oraz Elion, która w obecnej chwili rozglądała się, patrząc w obydwie strony ulicy, a nawet w okna i na dachy budynków. Młoda pokusa naiwnie wierzyła, że porywacz - bo nawet nie pozwalała sobie na myślenie o tym, że to mógł być morderca czy inna osoba, której nie obchodziło życie myszołaczki - wciąż jest gdzieś blisko na widoku.

        Spokojna, rozsądna osoba zauważy bez trudu, że coś tu śmierdziało, i nie mowa tu o prezencie, który koń Azry pozostawił tym, co za zadanie mają pilnować porządku na ulicach tego miasta. Krzyk dziewczynki był piskliwy i wyraźny, a mimo to tylko oni wybiegli na zewnątrz. Wszystkie inne budynki poza tym, w którym przed chwilą byli miały pozamykane drzwi, a za okien nie widać było ani jednej ciekawskiej staruszki. Nawet gdyby nadstawić uszy, to nie było słychać nikogo ani niczego poza nimi. Mało tego, wciąż był dzień, nawet jeśli wieczór mozolnie się zbliżał, a mimo tego ulica, na której byli wydawała się całkowicie opuszczona. Tylko nieliczne przedmioty, jak czyjś wywrócony koszyk i rozsypane wokół jabłka świadczyły o tym, iż nie trafili do innego planu rzeczywistości. Ktoś ewidentnie zdołał pozbyć się każdej osoby w okolicy w czasie, kiedy to Zira, Azra, piekielna trójka i Nefertiti przebywali wewnątrz.

        Niestety, Elion obecnie nie była ani spokojna, i rozsądna. Jej umysł biegł tysiąc mil na minutę, a myśli przemieniły się w chaotyczną burzę, do tego stopnia, iż ani Anabelle ani Dante nie potrafili nic a nic wyłapać. Sama Elion tymczasem nie miała skupienia pozwalającego na to, by wyłapać czyjekolwiek myśli, nawet te należące do jej bliskich towarzyszy.

        Zira jako pierwsza się odezwała. Była spokojna, a spanikowany mózg Elion uznał to za dowód na to, iż wiedziała o tym, co się przed chwilą stało. Nie dbając o to, by kontrolować swoją jadaczkę, przemówiła do zmiennokształtnej gdy tylko ta zadała pytanie o wrogów myszołaczki.

- Przestań pierdolić! - Nic nie budziło wątpliwości co do tego, że Elion wyglądała, jakby miała lada moment rzucić się na panią detektyw i zamordować ją gołymi rękoma. Wzrok który gdyby mógł to by po stokroć zabił, oraz postawa mówiąca o tym, iż była o krok od rzucenia się na tutejszą były możliwe do zauważenia nawet dla kogoś w połowie ślepego, a co dopiero dla istot obecnych dookoła. - Sama nazwałaś ją ‘złodziejaszkiem’, więc doskonale wiesz, kim ona jest i jak wygląda jej życie. Dobrze wiesz, że nawet w takim mieście jak to, osoby takie jak ona podpadają każdemu, kto uważa się za lepszego, a takich w okolicy definitywnie nie brakuje! Skąd mam wiedzieć, czy to nie twoja wina?!

        Dante i Anabelle, widząc, że Elion może w każdej chwili wpaść całkowicie w szał, postąpili jedyną słuszną rzecz jako jej przyjaciele z czeluści piekielnych - gdy tylko zobaczyli i usłyszeli co ma miejsce przed nimi, ustawili się tuż za Azrą, cierpliwie czekając aż Elion się uspokoi, w ten czy inny sposób. I choć w głównej mierze byli skupieni na młodej pokusie, szczególnie Anabelle, to Dante zaczął w międzyczasie zauważać absurdalność ich obecnego otoczenia. Jego wzrok spoczął na tawernie, z której jeszcze nie tak dawno dobywał się gwar wynikający z obecności kilkudziesięciu, jeśli nie kilkunastu, strażników miejskich, a która to obecnie mogłaby zostać uznana za opustoszałą.

- Azra. - Dłoń łowcy dusz spoczęła na bark szlachcica, na tyle ostrożnie i delikatnie by było to uznane za przyjazny gest, a nie próbę ataku. - Naszykuj tę całą broń palną, i upewnij się, że jesteś gotowy użyć tej szabli. Zaraz zrobię coś potencjalnie głupiego.

        Dante nabrał głęboki wdech, zabrał swoją dłoń z człowieka, po czym zaczął spokojnie iść w stronę wejścia do tawerny. Był ledwie kilka kroków od budynku, kiedy stało się coś innego, niż powinno. Łowca dusz zderzył się z powietrzem, czy też raczej z magiczną barierą, która momentalnie rozbłysła kolorami, tylko po to, aby znów zniknąć z pola widzenia. Dante jednak nie miał wątpliwości, iż ów blokada wciąż będzie obecna, jeśli spróbuje ją przekroczyć. To, czego nikt z tu obecnych nie wiedział, to fakt, iż tylko istoty piekielne były odpychane przez ów barierę - zarówno Zira, jak i Azra i jego koń nie napotkają żadnego oporu, jeśli spróbują przekroczyć granice magicznego pola. Sama bariera zaś nie blokowała im żadnej drogi, jedynie powstrzymywała piekielnych przed dostaniem się do któregokolwiek z budynków, w których obecnie zabunkrowali się ludzie powiadomieni przed tutejszą strażą o 'zagrożeniu wewnątrz murów miasta'.

“Elion, Anabelle” - Dante pomyślał zmartwiony.

“Hmm?” - Tylko Anabelle zareagowała, nawet jeśli wciąż z patrzyła na elion, nie mogącą się doczekać aż ta rozszarpie Zirę.

“Wiedzą o nas. Ta sama bariera, która otacza i chroni miasto przed naszym rodzajem, a którą to z pomocą tego szemranego typa przekroczyliśmy? Jest teraz tutaj. W środku miasta.”

Anabelle obróciła się gwałtownie w stronę Dantego, na jej oczach strach i niedowierzanie.

“Jak to, kurwa, jest tutaj? Ona miała być tylko dookoła miasta!”

“No ale nie jest, bo teraz jest także tu! Ten kapitan czy kimkolwiek był ten z odznaczeniami, dam sobie rękę uciąć, że odczytał nasze aury ledwie staneliśmy przed nim.”

“Szlag…”

        Starsza pokusa i łowca dusz popatrzyli na siebie trochę dłużej w ciszy, po czym obydwoje zaczęli iść w stronę Elion. Nim siostra Nefertiti zdołała zdecydować się w kwestii tego czy chce przelać krew Ziry, dłonie Anabelle i Dante’go znalazły się na jej barkach, wytrącając ją momentalnie z jej dotychczas niemożliwego do opanowania szału emocji.

- Ziro, pozwól, że dodam nieco faktycznych informacji do wcześniejszej… niezbyt adekwatnej wypowiedzi Elion. - Dante przemówił, a w międzyczasie Elion i Anabelle patrzyły na siebie nawzajem, w międzyczasie odczytując swoje myśli. Starsza pokusa wydawała się zmartwiona, w czasie gdy mimika młodszej pokusy rosła coraz bardziej przerażona z każdą chwilą. - Mam uzasadnione podejrzenie, że zarówno ona, jak i nasza trójka, wpadliśmy w oko jeśli nie władzom tego miasta, to komuś, kto w świetle dnia dla ów władz pracuje. Czy masz jakieś sugestie odnośnie tego, gdzie powinniśmy się udać? Jeśli tak, to ruszajmy tam natychmiast, nie chcemy kusić losu i tego, kto obecnie ma w rękach los Nefertiti.

        Sam Dante nie był tak niedomyślny jak próbował się przedstawić. To, że nie zostali od razu zaatakowani, i że bariera w ogóle pozwala im być na ulicach tego miasta i zatrzymała go dopiero po podejściu do budynku, sugerowało, że ktoś miał dla nich inne zamiary niż szybka śmierć. Nie chciał siać dalszego niepokoju wśród swych towarzyszek, więc póki co skrył te myśli tak głęboko jak tylko umiał.

- Azra, twoja szabla będąca w gotowości zdaje się mówić to za ciebie, ale czy wciąż możemy liczyć na twoją pomoc? - Dante patrzył na szlachcica, a twarz jego nie ukazała ani krztyny emocji kotłujących się wewnątrz niego. - Jakby nie patrzeć ciężko będzie odnaleźć osobę stojącą za próbami porwania twego konia, jeśli okaże się iż za porwaniem Nefertiti stoi ktoś, kogo bez twojej pomocy nie zdołamy przekonać do zaniechania swych niecnych knowań.
Awatar użytkownika
Nefertiti
Szukający drogi
Posty: 30
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa:
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Nefertiti »

Nefertiti w pewnym momencie, mimo dyskomfortu wywołanego tym, w jaki sposób ją chwycono, zasnęła. Ostro walczyła z sennością, ale w końcu ta wygrała.
Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy myszołaczka się obudziła. Zaskoczyło ją, że znajduje się w prostym, ale ładnym i zadbanym mieszkaniu. Był tu kominek, ogień płonął w najlepsze, jakby ktoś stale dokładał drewna. Nef siedziała na zdobiony i wygodnym fotelu. Nie miała żadnych więzów krępujących jej ręce czy nogi. Zmiennokształtna początkowo się ucieszyła, ale zaraz potem mocno zwątpiła w to wszystko. Ostrożnie wstała i wyjrzała za okno, odsłaniając lekko bielutkie firanki. Była na parterze, a na ulicy krzątało się niewielu ludzi. Nef kojarzyła to miejsce, była spory kawałek dalej od karczmy, w której zatrzymały się z siostrą i pozostałymi.

- Eliza… - Nef szepnęła, licząc skrycie, że może to dzięki niej wszystko jest we względnym porządku – Nie znikniesz mi teraz, prawda? Nie skończyłyśmy rozmowy… Eli? – mówiła nieco pewniej, już bez szeptu, ale odpowiadała jej cisza.

Myszołaczka posmutniała, bała się, że siostra znowu zniknie i tym razem dołoży wszelkich starań, by nie zostać znalezioną. Pozostało jej jedynie rozejrzeć się, czy żaden porywacz nie chowa się za rogiem i spróbować wrócić do tej karczmy.

- Może nawet nie zauważyli i jeszcze tam siedzą – naiwnie myślała myszołaczka.

W salonie, w którym się znajdowała, stał również niewielki drewniany stolik. Leżał na nim talerz pełen ciepłych ciasteczek z krótką notką – „Poczęstuj się”. Fioletowowłosa była nieco zaskoczona, nastawiła uszy, próbując wychwycić jakikolwiek odstający od normy dźwięk, ale wszystko wskazywało, że jest tutaj sama.

- W sumie… Jak za darmo – usprawiedliwiła samą siebie i wzięła jedno ciastko. Oczywiście wpierw je powąchała, czy aby nie wyczuwa w nim czegoś dziwnego, na szczęście nic takiego nie było. Z całym przekonaniem więc wzięła jeszcze jedno i zagryzła oba naraz, chowając po kieszeniach kilka kolejnych na zapas.

Ruszyła w stronę drzwi wyjściowych pełna obaw, ale gdy chwyciła za klamkę, otworzyły się bez problemu. Wychodząc, sprawdziła każdy róg ale nikogo nie było. Wszystko w porządku. Jakby porwanie w ogóle się nie wydarzyło. Spoglądając na ulice, zdała sobie sprawę, że więcej niż zwykłych cywili jest tutaj strażników patrolujących jakby każdy kąt miasta. Miała ochotę któregoś z nich spytać, co się dzieje, ale trochę się bała. Nie chciała prosić się o kolejne kłopoty, choć błądzenie bocznymi uliczkami również nie brzmiało rozsądnie, zwłaszcza że porywacz wciąż mógł się gdzieś czaić.
Postanowiła więc iść przez centrum, ale nie rzucać się w oczy tak, jak to tylko możliwe. Jednak to nie pomogło. W pewnym momencie mężczyzna w mundurze ją zaczepił, kładąc dłoń na ramieniu dziewczyny, gdy ta przystanęła na moment, by pomyśleć, czy na pewno powinna iść do karczmy. Prawnie pisnęła z zaskoczenia. Odwróciła się powoli jakby tuż za nią stała śmierć we własnej osobie.

- Panienko, proszę wrócić do domu. W mieście mamy stan alarmowy, nie jest bezpiecznie.
- Mhm… - przytaknęła i już miała odejść, ale ciekawość wygrała – A… co się dzieje?
- Otrzymaliśmy informacje, że na terenie Rapsodii przebywają istoty piekielne. Ale bez obaw, prędzej czy później je złapiemy. Nie uciekną – powiedział pełen przekonania mężczyzna, który gdy lepiej się przyjrzało, był całkiem młody, jedynie broda dodawała mu paru lat więcej.
- Oh, jasne… - mruknęła Nefertiti.
- Chwila, czy ja cię skądś nie kojarzę? – zastanowił się strażnik, bacznie obserwując jej fioletowe włosy.
- Nie, zdecydowanie, niedawno przyjechałam. Do widzenia – powiedziała jednym tchem i odwracając się na pięcie szybkim krokiem odeszła, a gdy zniknęła mężczyźnie z widoku, ruszyła biegiem byle przed siebie. Była przekonana, że zaraz będzie ją gonić. Po drodze wypadło jej jedno ciastko, ale nawet nie zauważyła.

Zdała sobie natomiast sprawę, że stoi przed wejściem do piwnicy połączonej z labiryntem gdzie spotkała swoją siostrę. Przystanęła na moment, z podmiejskich korytarzy wydobywał się smród dymu, ale żadnych czarnych obłoków nie widziała. Założyła więc, że może czuje aurę Elion i postanowiła wejść do środka.
Awatar użytkownika
Azra
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Człowiek
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Azra »

Azra wyskoczył przez okno i miękko wylądował na ulicznym bruku dokładnie w tej samej chwili, co Elion z hukiem wystrzeliła przez frontowe drzwi karczmy. Od razu też zwrócił się ku przeciwnej stronie ulicy niż jego towarzyszka, przebiegając parę metrów i zaglądając w każdy mijany zaułek. Między urwanym krzykiem dziewcznki, a ich reakcją była zbyt mała luka by zwykły człowiek mógł ją wykorzystać na ucieczkę z miejsca zbrodni. Zwłaszcza jeśli był obarczony jej dodatkowym ciężarem. Istniał więc cień szansy na natychmiastowe podjęcie pościgu. Niestety za każdym załomem ściany na szlachcica czekał albo korytarz pełen śmieci albo ślepy zaułek. Myszołaczka przepadła jak kamfora pełna kamieni wrzucona do mętnego jeziora, a na zewnątrz nie było nikogo, kto mógł coś widzieć lub słyszeć. No właśnie, gdzie się wszyscy podziali?
Wracając pod tawernę, mężczyzna zaglądał po drodze w okna mijanych kamienic, jednak nie dostrzegł niczego interesującego po za faktem, że wszystkie okiennice były zatrzaśnięte na głucho i nikt zza nich nie wyglądał. Sama ulica też była jak wyjęta z najgorszych koszmarów, zwłaszcza że pogoda wręcz dopisywała na spacer. Mimo to nie było tu nikogo. I to mocno zaniepokoiło szlachcica. Do tego stopnia, że szablę schował do pochwy dopiero wtedy, gdy stanął obok Dantego i Anabell, obserwujących równie bezowocne poczynania Elion w złapaniu jakiegokolwiek tropu za młodszą siostrą.

Patrząc jak panika i strach biorą w niej górę, Azrze zrobiło się żal kobiety i nawet miał ochotę powiedzieć coś krzepiącego, ale to Zira, ostatnia wychodząca z karczmy, pierwsza wyszła przed ten szereg. Nie spodziewał się jednak, że tak szybko cała sprawa przyjmie wygląd drobnego przesłuchania, jakkolwiek z pewnością przydatnego, ale w tej sytuacji również zbędnego. To co nastąpiło później, cały atak Elion na Zirę podgrzało atmosferę w drużynie, której członkowie i tak znali się krócej niż jeden dzień. Nie wróżyło to dobrze sytuacji, z minuty na minutę robiącej się coraz bardziej beznadziejnej. Zamiast działać, oskarżano siebie nawzajem, a im dłużej to trwało, tym bardziej malały szanse na odnalezienie jednej, drobnej myszołaczki w wielkim mieście. Chcąc jakoś to uświadomić reszcie, Azra zrobił krok w przód, kiedy nagle zorientował się, że Dante i Anabell wykorzystali go jak żywą tarczę przeciwko ich rzucającej się przyjaciółce. Jak zwykle, wszystko muszę robić sam, rzucić do siebie, przypominając sobie dni, kiedy bracia partolili każde, nawet najprostrze zadanie w stajni, przez co ojciec wysyłał go tam samego, aby mieć stuprocentową pewność, że więcej fuszerek nie będzie. I rzeczywiście nie było. Wystarczyło dobrze krzyknąć, a nawet najbardziej narwany ogier w boxie pozwalał się pogłaskać dziesięciolatkowi po chrapach.
- Tracimy tylko czas - mruknął do towarzyszy za plecami, wchodząc między młot, a kowadło.

- Spokój ma być! - ryknął donośnie, jedną ręką odsuwając Zirę od Elion na tyle na ile mógł.
- A ty weź się w garść! - powtórzył, potrząsając rozchisteryzowaną kobietą za bark. - Znajdziemy ją!
Po tych słowach, Azra odwrócił się do Dantego i dla pewności jeszcze raz zerknął na puste okna karczmy naprzeciwko gdzie jeszcze kilka minut temu biesiadowali strażnicy miejscy. Nie uszło też jego uwadze dziwne zachowanie mężczyzny, kierującego się w stronę tawerny, w której przesiadywali, a dokładniej sposób w jaki odbił się od powietrza w pustej framudze. Następstwem tego był kalejdoskop barw rozpływający się w powietrzu niczym kręgi na gładkiej powierzchni kałuży. Ludzka ciekawość poprowadziła szlachcica śladami Dantego, który odkrył, że on może normalnie wejść do środka, co z resztą uczynił, nawet na sekundę nie zdejmując palców z kolby swojej flinty.
- Nie ma karczmarza i jego córek - zakomunikował po tej niezbyt długiej nieobecności, kiedy akurat Dante i Anabell przejęli inicjatywę w uspokajaniu Elion.
- Pomogę - odpowiedział również, kiedy padła ta propozycja. - Nie wypada mi odmówić w takiej chwili.
Po tych słowach Azra cmoknięciem przywołał Bohuna i zręcznie usadowił się na jego szerokim grzbiecie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rapsodia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość