Równina DriviiWielkie Łowy

Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.
Awatar użytkownika
Aloe
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Kupiec , Badacz , Mag
Kontakt:

Post autor: Aloe »

- Nie dziś - odpowiedział żwawo. - Akurat im spacer dobrze zrobi.

- Dwóch mężczyzn z włócznią, jeden za przynętę lub poganiacza i tyle byłoby z bajki o strasznym misiu. Ale tu przychodzą całe oddziały, balisty. Ci, których stać na kaprysy, ściągają nawet armaty ze statków, zatrudniają magów, specjalistów od zwiadu, szpiegów i kapłanów, egzorcystów i wszystkich innych, którzy chcą zdobyć trofeum. Zabijając czy płacąc za to, co tak wszystkich terroryzuje. Poza tym, co to za stwór jest? To straszą ludzi smokiem, chociaż sprawdzając świadków, to każdy widział co innego. Albo nagle zjechał się w okolicę cały bestiariusz, albo przez jakąś magię cholerstwo potrafi się zmieniać.
- I z przygotowaniami spóźniliśmy się jakiś miesiąc - wtrącił młody.
- Tak. Osoby, które miały zebrać dokładniejsze informacje, nie wróciły. - Girmuald podrapał się po karku. Przemilczał myśl, że prawdopodobnie zostały przekupione albo dorwała ich konkurencja prędzej niż sam tajemniczy stwór.

Wtedy Freya się uniosła.
Młody podskoczył na siedzeniu, a Grimuald obejrzał się wolno za kierunkiem, w poszukiwaniu "skurwysyna" jednak kandydatów było zbyt wielu, by upatrzył tych z odpowiednimi tarczami.

- Odwar z nagietków i rumianku dla połamanego nosa. Dzban czegoś dla smaku i cztery porcje tego, co macie w garnku i wszystkim polecacie. Pozdrów ojca od Grima. - Położył na stół kilka złotych groszy, które dziewczyna zręcznie zawinęła pod wcięcie w fartuchu.

- Ty też tu za łupem? - spytał młody Freyę.
Awatar użytkownika
Freya
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Myśliwy , Wojownik , Zwiadowca
Kontakt:

Post autor: Freya »

        Freya zastanowiła się nad pytaniem. Osobiście zaczął ją intrygować fakt, że tylu ludzi się zbiera na jakiegoś zwierza. A jeszcze bardziej, że niedobitki Egrvyna też są tym zainteresowani.
        - Można tak powiedzieć młodziaku - odpowiedziała. Uznała, że to może być coś interesującego dla klanu Vallarheim, a jak nie, to ubicie niedobitych nordyjczyków, zamknie pewny etap. A w danej chwili, rozpoczął się inny... etap ucztowania!
Jadło zawitało na stole. Cztery porcje na trzech. Najwidoczniej staruch chciał zagłodzić nordkę taką przystawką więc zagarnęła dla siebie dwa talerze i cały dzban jakiegoś płynu dziwnego w smaku. Nie minęło długo, jak pochłonęła wszystko co jej dano. Była jak wygłodniały wąż, który pochłaniał jedzenie w całości zalewając przy tym całość czerwonym płynem.
        Dzban uderzył o stół, a mały kawałek naczynia się ułamał. Freya poczuła się... milusio...
        - Młody, rada. Jak zamierzasz opuścić miasto i nie wracać, to zbierz ziomków (hic) i ostukaj mordy tym co ci ostukali. Bo w życiu o stukanie chodzi. - Freyi się odbiło i burknęła raz a donośnie. Spojrzała na Grimualda. - Dobra, rozumiem, że chcecie ubić to coś, a pindzia w tym czasie będzie siedzieć w koszyczku i czekać. Pytanie, jak chcecie się pozbyć reszty gromadki przed zadaniem ostatecznego ciosu? Chyba nie jesteście z tych ''DlA KeRych LiczY SiĘ PrzyGodA''- Freya w przedrzeźniła ''tych'' w błazeński sposób.
Awatar użytkownika
Aloe
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Kupiec , Badacz , Mag
Kontakt:

Post autor: Aloe »

Grimuald uniósł ramiona w geście bezradności:
- Nasz informator nie przyszedł, zwiadowca nie wrócił. Zleceniodawczyni dziś nie w sosie, a pozostali płacą więcej niż ona. Pomysł był, by podniebny galeon porwać, co go krasnoludy aż z pustyni ze sobą przytargały, ale krasnoludy płacą więcej, by ich maszyny strzec niż pomagać w polowaniu. Trochę to jak pchanie się na arenę, gdzie wojowników tak dużo, że przepychają się ramionami.
- Zabawa pod salony, wysoko urodzonych - wtrącił się młody. - Nic tu po nas.
- Dzbanek się kończy. Idź chłopcze szturchnij kelnerkę, by uzupełniła nasze zapasy.

Chłopak poszedł, przyniósł wraz z kelnerką jadło i napoje. Wpadli też ludzie Grimualda. Czwarta osoba, zwiadowca, się nie pojawiła. Pili, jedli, głośnio hałasowali i jak to zwykle z chłopami w cywilizowanym miejscu bywa, dali sobie po ryju, przewrócili stołki, połamali krzesła. Szlachecka część gawiedzi się zmyła. Ci, co przed zmrokiem się wyzywali od najgorszych i okładali się pięściami po twarzach, nad ranem i przy kuflach szarpali się za ramiona, patrząc sobie w oczy i komplementując, że oni tacy do siebie podobni i odwiedzali te same dziewki w łaźniach rozrzuconych po całej równinie.



Co do Serca. Jedna musi obejść się bez niego. Zemsta. Inna będzie musiała jeszcze na nią poczekać.


KONIEC
Awatar użytkownika
Aenwyn
Zbłąkana Dusza
Posty: 5
Rejestracja: 4 tygodnie temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Zielarz , Uzdrowiciel
Kontakt:

Post autor: Aenwyn »

Aenwyn wcale nie planowała udawać się do Demary. Praktycznie całe oszczędności wydała na specyfiki, a jak doskonale wiedziała miasta nie były tanie. Znacznie rozważniejsze byłoby udanie się do kilku wsi — wyleczenie złamań, uratowanie nóg przed amputacją czy zasklepienie kilku nieleczących się od tygodni ran z pewnością dałoby jej mały zastrzyk gotówki. Wieśniacy chętnie płacili za przedłużenie życia. Z pewnością ich entuzjazm byłby mniejszy, gdyby mieli świadomość, na co młoda elfka przeznacza zdobyte środki. W ich oczach jednak Aenwyn była wybawicielką wyrywającą ich ze szpon śmierci.

Zmiana zdania nastąpiła niespodziewanie. Co prawda od dłuższego czasu elfka obserwowała niepokojąco dużą ilość wojów zmierzającą w stronę Demary, jednak nigdy nie zwracała na to szczególnie uwagi, aż do jednego z wieczorów. Przeżuwając mięso królika, który padł zraniony zatrutą strzałą jej autorstwa, ukryta w koronie drzew podsłuchała rozmowę śmiałków, którzy wybierali się zabić potwora. Ta informacja w połączeniu z niemałą sumą za głowę bestii spowodowała, że już kolejnego dnia Aenwyn była na szlaku prowadzącym do Demary.

Miasto zawsze działało na nią odprężająco. Tłumy istot pozwalały pozostać niezauważonym, być jednym z uzdrowicieli, a nie "tym" elfem jak to miało miejsce przez większą część życia Aenwyn. Miasto dawało jej też złudne poczucie bezpieczeństwa, toteż znajdując się w obrębie murów, ściągnęła skórzaną zbroję, pozostając w lnianym stroju uzdrowiciela. Elfka wkroczyła więc do Demary podrzucając w dłoni jedną z ostatnich posiadanych monet. Plan był prosty — znaleźć karczmę, by coś zjeść, wypytać o potwora, a następnie opracować plan, by się go pozbyć i zgarnąć nagrodę. Idąc przez zatłoczone ulice, elfka dostrzegła jednak całe zastępy uzbrojonych wojowników, co po raz pierwszy od dawna wywołało w jej umyśle niepokój. "W co ja się wpakowałam" - przemknęło jej przez myśl. Dopiero po przekroczeniu bram, napotykając ogłoszenia, Aenwyn uświadomiła sobie, że nie jest to typowy potwór, którego mogłaby spotkać na wsi, a więc przerośnięty wilk czy niedźwiedź, a coś poważniejszego. W młodości, żyjąc z plemieniem Elfów Lodowych, zapuszczała się czasami do Mrocznej Puszczy na polowania, ale zawsze były one grupowe. Tym razem była zdana sama na siebie. Choć w życiu by się do tego nie przyznała to zaczęła lekko panikować. Zdawała sobie sprawę, że zabicie bestii zatrutymi strzałami może się nie udać, a podstawienie przynęty w postaci kukły zwierzęcia wypchanego siarką albo arszenikiem brzmiało bardziej jak pomysł z bajki dla dzieci niż realny plan. Mimo to zdecydowała się nie poddawać.

Kilka godzin po zmroku odnalazła w końcu tanią karczmę. Niezbyt pocieszona spostrzegła, że nie ma w niej żadnego wolnego stolika. Ceny były jednak zbyt kuszące by ją zniechęcić. Przyglądając się siedzącym postaciom w końcu jej wzrok padł na Freyę. Widząc Nordkę Aenwyn zaczęła tworzyć nowy plan. Co prawda siedziała ona z jakimś towarzystwem, jednak znacznie odstawała od nich wyglądem. Na dodatek połowa biesiadujących z nią osób niewiele już kontaktowała. "Ludzki wojownik, pewnie nie grzeszy inteligencją" - pomyślała spoglądając na ogromną kobietę. - "A jako partner w polowaniu będzie idealny". Toteż nie czekając zbyt długo postanowiła wcielić pomysł w życie i już po chwili z miską strawy w dłoniach znalazła się przy stoliku kobiety.
- Mogę się dosiąść? W całej karczmie nie ma już wolnych miejsc - mówiąc to postawiła swój posiłek na stole i usiadła tuż obok Freyi nie czekając na jej zgodę.
Awatar użytkownika
Freya
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Myśliwy , Wojownik , Zwiadowca
Kontakt:

Post autor: Freya »

        Freya żachnęła się na kompanię, która opuściła ją tuż po tym jak ją poznała. "Pindzia pewnie wraz z nimi wyruszy, ale to mniejsza" - stwierdziła widząc jak zbierają się do wymarszu. Jednakże nadal ludzie Egrvyna tutaj byli, a skoro te skurwiele nadal noszą jego barwy to najwyraźniej szukają guza. A zanosiło się na to, że jako jedni z wielu chcą dopaść tego zwierza. W tym to Freya odnalazła swój cel. A nawet parę.

"Po pierwsze, dokończyć tego niedobitka sprzed prawie dwóch tygodni. Po drugie, ukatrupić zwierza dla klanu Vallarheim, oczywiście nim ten ukatrupi jełopów Egrvyna. Po trzecie, ukatrupić jełopów Egrvyna. Kolejność dowolna".

        Tak cudowny plan musiał się powieść, przynajmniej w oczach Freyi. Z zamysłu dopiero wytracił ją nowy gość przy stoliku.
        - Mogę się dosiąść? W całej karczmie nie ma już wolnych miejsc. - Mała szpiczastoucha dziewuszka wskoczyła na miejsce naprzeciw. Widać było, że wiedziała jak wykorzystać sytuację by nie stać w kącie. Zabawne było, jak prawie każdy w pobliżu był wyższy od elfki, nie wspominając o samej nordyjce.
        - Jasne siadaj dziołszka, smajtaj nóżkami czy co tam elfy robią. - Freya chwyciła za dzban i sprawdziła czy porządnie opróżniła jego zawartość. Jedynie kropla się ostała, co spotkało się z niechętnym mruknięciem kobiety. Cóż, przynajmniej za darmo, a jako że na fajer się nie zanosiło, to musiała się ogarnąć przed wyruszeniem w drogę, a także się dowiedzieć gdzie grasuje ta bestia. Freya zerknęła na elfkę
        - Maleńka, nie czytaj książek bez pochodni, podobno za to tutaj biją, hłech - rzuciła na pożegnanie wstając od stołu. Rozprostowując kości, nawet się jej głośno ziewnęło. Prawdziwa dama.
Awatar użytkownika
Aenwyn
Zbłąkana Dusza
Posty: 5
Rejestracja: 4 tygodnie temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Zielarz , Uzdrowiciel
Kontakt:

Post autor: Aenwyn »

Pierwsza część planu się udała. Elfce udało się dosiąść do Nordki. Zachwycona, że wszystko idzie tak jak tego chciała, zaczęła pałaszować swoje jedzenie, wyjątkowo puszczając mimo uszu uwagę o smajtaniu nóżkami. Aenwyn nienawidziła być niedoceniana toteż fakt, że Freya potraktowała ją w taki sposób, spowodował, że elfka nie zapałała do niej nagłą przyjaźnią. Mimo to nie wstała od stołu obrażona, interesy były ważniejsze. Zbyt wiele pieniędzy poświęciła by dostać się do miasta, by wyjeżdżać stąd bez żadnego zysku. Doskonale wiedziała, że nie da rady samej zapolować na bestię, potrzebowała towarzysza do łowów. Protekcjonalne podejście Nordki miało ostatecznie także swoje plusy. "Skoro nie spodziewa się niczego po elfach, to łatwiej będzie ją oszukać i w ostatniej chwili ukraść trofeum, prawda?" - myślała Aenwyn zjadając strawę.

Już prawie kończyła posiłek, właśnie miała zagadać do kobiety, kiedy nagle jej ofia... przyszła współtowarzyszka postanowił wstać od stołu. Uwaga o książkach trochę ją rozbawiła - w końcu jako elf miała na tyle dobry wzrok, by przy słabym świetle radzić sobie z czytaniem. W normalnych warunkach pewnie jakoś by to skomentowała, jednak teraz nie chciała tworzyć wroga. Nie mogła sobie jednak pozwolić, by Nordka jej zniknęła toteż, nie dojadając nawet zupy, wstała od stołu i zaczęła się przeciskać przez karczmę, by dogonić Freyę. Będąc znacznie niższa od kobiety, zajęło jej to znacznie dłużej. Parę razy została przeoczona, o mało nie kończąc stratowana przez pijanych ludzi, jednak finalnie dotarła do wyjścia. Po wyjściu z karczmy rozejrzała się. Nie było dla niej problemem zlokalizowanie Frei. Kiedy tylko ją dostrzegła od razu pobiegła w jej stronę zrównując się z nią krokiem.
- Po pierwsze elfy nie "smajtają nóżkami". Jeśli już to się skradamy, znacznie lepiej od was, ludzi. Po drugie też wyglądasz na nietutejszą. Pewnie też polujesz na tego potwora, prawda? - Uniosła głowę by spojrzeć na znacznie wyższą od niej kobietę.

Zaraz po tym zagryzła wargę czekając, aż ta jej odpowie. "No i po co prowokowałam?" - przemknęło Aenwyn przez myśl. Tyle lat starała się nauczyć ważyć słowa, a teraz po prostu nie mogła się powstrzymać, by nie zacząć rozmowy od wytknięcia czegoś Nordce. Prawie biegnąć, by dotrzymać jej kroku w ciszy poczekała na jej reakcję.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Drivii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość