Równina Drivii[Wzgórza i ich okolice] Każdy tunel skrywa tajemnicę

Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.
Awatar użytkownika
Reinar
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Re: [Wzgórza i ich okolice] Każdy tunel skrywa tajemnicę

Post autor: Reinar » 3 miesiące temu

Reinar powoli otworzył oczy. W głowie słyszał cichy, jednostajny pisk jednak poza tym dookoła panowała względna cisza - nie licząc odgłosów toczących się kamieni i echa. Pierwszym co zobaczył był smok stojący nad zmasakrowanym truchłem potwora, który ich zaatakował. Drugim co zobaczył były ślady po walce - pokruszona skała w ścianach i rozbryzgi zielonożółtej mazi dookoła, która pewnie była juchą tego czegoś co to się czaiło.

Nord ostrożnie wstał, stale się rozglądając. Po tym jak smok odrzucił go szarżując na potwora musiał na chwilę stracić świadomość. Co i tak było lepsze niż bycie pożartym. Spojrzał na smoka, złapał jego oczy swoim wzrokiem i kiwnął głową na znak uznania. Jeśli nie mógł dostać słownej odpowiedzi, nie było sensu wdawać się w takiej sytuacji w rozmowę. Odwrócił się z powrotem w kierunku magazynu. Po ataku gdzieś upuścił narzędzia, które zebrał, a wolał je wziąć ze sobą.

Skrzynie, stojaki i beczki leżały teraz w nieładzie, niektóre porozbijane, inne tylko przewrócone. Reinar wziął leżący na ziemi kilof, młot i długą tyczkę okutą metalem. Po pokazie siły, który przed chwilą widział, zaczął się zastanawiać czy ma sens zbieranie narzędzi jeśli jest z nimi ktoś, kto potrafi łapami kruszyć skały, ale na wszelki wypadek lepiej mieć przy sobie więcej niż mniej możliwości. W jednej rozbitej skrzyni znalazł owinięte w tkaninę, która zdążyła już się nieco rozpaść i przetrzeć, pręty z dziwnego materiału. Proszkowy w dotyku, zimny, nie przypominał nic co Reinar znał.

- Czarowniku! Znalazłem coś ciekawego - rzucił do Jona odwracając się, kiedy jeden z prętów wysunął się z tkaniny, upadł na ziemię, i zaczął wydzielać bladozieloną poświatę. Reinar zbliżył rękę do pręta spodziewając się, że będzie rozgrzany, ale ku jego zaskoczeniu przedmiot dalej był zimny. Zaskoczony chwycił go i ruszył w kierunku Jona i smoka z zainteresowaniem przyglądając się znalezisku.

- Widziałeś kiedyś coś takiego? - powiedział wyciągając świecący przedmiot ku towarzyszowi. W świetle rzucanym przez znalezione kuriozum, mógł przyjrzeć się nieco dokładniej truchłu stwora, którego zabił smok. Takich zwierząt, zakładał, że to było zwierzę, nie było w jego stronach, a w każdym razie nigdy na takie coś nie natrafił. W otwartych teraz bebechach coś mignęło, na moment Reinar dostrzegł metaliczny połysk. Znalezioną tyczką zaczął grzebać w trzewiach potwora.

- Widać, że ktoś przed nami miał mniej szczęścia... - stwierdził kiedy po rozgrzebaniu resztek dało się zauważyć niestrawione do końca kości. - Albo miał mniej użytecznych bojowo kompanów - dodał spoglądając na smoka.

Awatar użytkownika
Jon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 116
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Jon » 3 miesiące temu

Zdziwił go trochę ten nagły atak kamiennego smoka. Ta jego szarża i brutalność, z którą rozprawił się z jaskiniowym robalem. To sprawiło, że Jon przez chwilę patrzył na niego, jak na zwierzę gnane instynktami, a nie rozumną istotę, która jeszcze niedawno szukała jakiegoś sposobu na to, żeby się z nimi porozumieć. Możliwe było też to, że umysł takiej istoty i zwierzęce instynkty łączą się w jego ciele w jedno, co czasem sprawiało, że raz jedno z tych dwóch przejmowało kontrolę i dochodziło do tego typu sytuacji… W każdym razie, ostatecznie i tak pozbyli się zagrożenia i mogli też iść dalej. Dla niego właściwie liczyło się tylko to, żeby zdobyć artefakt, który znajduje się gdzieś tutaj i użyć go przeciwko najemnym diabłom, które go ścigają – i nie chodziło tu o to, że wykorzystałby moc tego przedmiotu, żeby ich pokonać, a bardziej o to, że dzięki posiadaniu go, będzie mógł stawiać im pewne warunku albo zwyczajnie grozić, że zniszczy artefakt, jeśli nie zrobią tego, o co ich „poprosi”. Wcześniej przecież starł się już z grupkami tych rogaczy i za każdym razem udało mu się z nimi wygrać, więc wydawało mu się, że ich przywódca czy tam dowódcy, raczej mieli jakieś pojęcie o tym, jak niebezpiecznym celem jest sam Jon i też o tym, że nie będzie łatwo go zabić albo zranić i złapać go, aby później doprowadzić piekielnego przed oblicze osoby, która chce jego śmierci.

Dziwne, świecące pręty raczej nie były im potrzebne, mimo że wyglądały nawet ciekawie i były czymś, co Jon widział pierwszy raz. Łowcy dusz wystarczyło to, że magiczna ręka Grema dość dobrze oświetlała ich otoczenie.
         – Pierwszy raz widzę coś takiego, ale myślę, że raczej nie będzie nam to potrzebne – odezwał się, przez krótką chwilę nieco uważniej przyglądając się świecącemu „kijowi”. Ciekawe, w jaki sposób coś takiego zostało stworzone. Było to dzieło jakiegoś alchemika, czy może jakiegoś maga, będąc wtedy skutkiem jego zaklęć albo magicznego zaklinania. Górnicy na pewno używali tego albo zamiast pochodni, albo naprzemiennie z nimi.
Już chciał zaproponować, żeby po prostu ruszyli dalej, zostawiając ciało wija za sobą, jednak właśnie wtedy Reinar zdecydował, że dobrym pomysłem będzie pogrzebanie we wnętrznościach tego stworzenia. On oczywiście nie miał zamiaru robić czegoś takiego, chociaż nie wyglądało na to, że soki z ciała wija są w jakiś sposób trujące lub mają właściwości żrące. Po prostu… nie interesowała go zawartość żołądka tego stwora, a coś innego, co także znajduje się gdzieś w tych tunelach.
         – Jak już sprawdzisz wnętrzności truchła, to możesz mnie dogonić, a ja w tym czasie udam się w głąb tuneli – odezwał się Łowca Dusz, tymi słowami raczej dość jasno dając do zrozumienia, co interesuje go najbardziej, a czego nie ma zamiaru robić. Nadal nie uważał siebie i ich za drużynę, która powinna trzymać się razem, a część jego umysłu wciąż podpowiadała mu, że poradziłby sobie w pojedynkę. Znaczy… nie licząc stworzenia, które mógłby sobie przyzwać właśnie po to, żeby poprawiało w jakiś sposób jego dostrzeganie otoczenia. W takich sytuacjach żałował też trochę, że nie należał do rasy, która ma naturalne zdolności do widzenia w słabym świetle albo w ogóle w całkowitej ciemności.

Jak powiedział, tak zrobił i dlatego też zaczął iść przed siebie, chociaż trochę wolniej niż wcześniej. Mogłoby wydawać się, że robi to specjalnie, aby nie oddalić się zbytnio od Reinara i, może, Sargybinisa, jeśli smok postanowił zostać z Nordem, jednak on jedynie był nieco ostrożniejszy niż wcześniej, bo nie chciał wpaść w jakąś pułapkę lub na jakieś ukryte stworzenie, które zaatakowałoby go z zaskoczenia.
Podziemna droga prowadziła go prosto, chociaż Jon miał dziwne wrażenie, że sufit był troszeczkę niższej niż wcześniej. Nie na tyle, że czubkiem głowy go dotykał albo tak, że musiałby się lekko garbić, żeby móc tamtędy normalnie iść, ale po prostu miał takie wrażenie. Wątpił, żeby tutaj zaczynała się jakaś naturalna jaskinia, na którą natknęliby się kiedyś pracownicy, bo nadal znajdowały się tu belki podpierające ściany i sufit, a także sam tunel raczej wyglądał na taki stworzony przy pomocy narzędzi, a nie sił natury.
W końcu reszta „grupy” dołączyła do niego, a krótko po tym przestrzeń nad i obok nich przecięła chmara nietoperzy, które nadleciały od strony, w którą szli.
         – Ciekawe, czy to nasza obecność wywołała u nich taką reakcję, czy może coś je spłoszyło? Coś, co znajduje się przed nami – powiedział cicho, jakby wypowiadał swe myśli na głos, chociaż… niezbyt mijało się to z prawdą, bo faktycznie wypowiedział swe myśli na głos, zamiast po prostu powiedzieć je w głowie, wyłącznie do siebie.
         – W każdym razie… Może przygotujcie się na kolejną walkę, tak w razie czego – dopowiedział jeszcze i sam także to zrobił, chociaż po nim może nie było tego widać, bo przecież nie położył dłoni na rękojeści miecza, nie wysunął go lekko z pochwy czy w końcu nie wyciągnął go w całości. Tym razem musiał polegać na swych zdolnościach magicznych bardziej niż na mieczu, który nosił na plecach, dlatego też jego bitewne przygotowania odbywały się w jego myślach i polegały, między innymi na tym, że przygotowywał sobie sposób rzucania poszczególnych zaklęć, ich nazwy i to, jakie efekty wywoływały.

Awatar użytkownika
Sargybinis
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sargybinis » 3 miesiące temu

Kiedy smok spojrzał w stronę towarzyszy, coś dziwnego zwróciło jego uwagę. Reinar z nie do końca wiadomych powodów znalazł się na ziemi, co było dla Sargybinisa co najmniej niezrozumiałe. Przekrzywił lekko głowę, ze wzrokiem skierowanym w jego stronę, jakby z niemym pytaniem. Wojownik jednak, pochwyciwszy spojrzenie nie odpowiedział, a jedynie skinął głową. Z jego ruchów smok wywnioskował, że mogło to być podziękowanie, ale nie miał całkowitej pewności. Fakt że położył się na plecach, żeby to zrobić mógł zmieniać znaczenie tego gestu, co nawet było całkiem prawdopodobne. Teraz trochę głupio mu było, że nie próbował choć trochę wyuczyć się alaraniańskiej kultury kiedy miał możliwość. Pewnie potrafiłby teraz skojarzyć co właściwie znaczyło zachowanie Reinara. Na chwilę obecną musiał zadowolić się mruknięciem i udawaniem, że zrozumiał o co właściwie chodziło. Na szczęście to nie on był tutaj osobą zdolną do tworzenia przejść międzywymiarowych, więc nawet gdyby go rozgniewał to nie miałoby to aż tak wielkiego znaczenia.
Nie minęło zbyt długo, nim częściowo się rozproszyli. Wojownik podniósł się i ruszył naprzód, wchodząc do czegoś co wyglądało w zasadzie jak magazyn. Sargybinis zrobił parę kroków w tamtą stronę, ale przy bliższej inspekcji okazało się, że pierwsze wrażenie go nie myliło. Sporo skrzyń, trochę narzędzi i ogółem cała masa rzeczy, które spodziewałby się zobaczyć w kopalni, lecz których nie byłby w stanie nazwać. W zasadzie był to jego pierwszy raz kiedy odwiedzał miejsce takie jak to, więc do tej pory nigdy nie czuł potrzeby, żeby dowiadywać się o kopalniach czegokolwiek więcej niż nakazywał mu jego nauczyciel ekonomii. Nie mógł jednak powiedzieć by tego żałował, gdyż było mu w zasadzie wszystko jedno. Kiedy okazało się, że magazynowi brakuje również jakiegoś drugiego przejścia, które mogłoby gdzieś prowadzić, smok całkowicie stracił zainteresowanie i zaczął maszerować z powrotem w kierunku Jona, który został trochę w tyle przy miazdze pozostałej z zadeptanego stwora.
Smok zatrzymał się bez słowa przy Jonie, który najwyraźniej był nad czymś zamyślony. Nie wyglądało na to, że miał ochotę na to by rozmawiać, toteż Sargybinis nawet nie próbował tego robić. Stanął więc w miejscu przy nim, czekając na cokolwiek co mogłoby w tej chwili się wydarzyć. Nic jednak się nie działo, a świat sterczał nieprzyjemnie w tym samym, dziwacznym stanie oczekiwania, gdzie nawet ocena upływu czasu zdawała się problematyczna. Na szczęście obok smoka był ktoś, kto najwyraźniej nie miał problemów z ustaleniem ile właściwie minęło. Poza tym mógł odmierzać czas, przyglądając się jak z każdym jego oddechem unosi się i opada jego klatka piersiowa, sugerując mu że mijają ledwie minuty, nie godziny. Mimo wszystko kiedy Reinar wreszcie się pokazał, Sargybinis mógłby przysiąc, że nie było go co najmniej przez pół dnia. Wprawdzie naliczonych przez niego oddechów było o wiele mniej niż powinno być w takim okresie czasu, ale wrażenie wciąż pozostało. Zawsze przecież istniała możliwość, że Jon w ogóle nie jest nawet człowiekiem, dlaczego więc miałby normalnie oddychać?
Wojownik najwyraźniej zabrał ze sobą całkiem niemałą część wyposażenia magazynu, sądząc po ilości najróżniejszych przedmiotów jakie właśnie ze sobą targał. Smok nie był do końca pewny po co mu było to wszystko, ale zważywszy na to że nie miał pojęcia do czego właściwie może służyć połowa z nich, postanowił tego nie kwestionować. Nie wiedział jakie mogą być właściwie motywy Reinara, ale w sumie nie za bardzo go one interesowały, przynajmniej tak długo jak nie miało to nic wspólnego z jego celem i zadaniem. Na razie nie był dla niego problematyczny i zmierzał w tym samym kierunku co Jon, co znaczyło, że nie było żadnego sensu, żeby robić cokolwiek by zmienić ten stan rzeczy.
Kiedy jednak wojownik przykucnął przy rozgniecionym truchle, przyświecając sobie jakimś magicznym kryształem, sytuacja ta uległa lekkiej zmianie. Jon również to zauważył i oświadczył że idzie już naprzód, najwyraźniej uznając towarzystwo za niekonieczne. Sargybinis, usłyszawszy to, postąpił za nim, dokładnie z momentem w którym tamten postawił pierwszy krok. To Jon był mu potrzebny, dlatego więc spuszczanie go z oczu nie wydawało się być najlepszym pomysłem. Reinar mógł ich bez problemu dogonić gdyby mu zależało, a przecież na drodze, którą już przeszli, nie byłoby nic, co mogłoby mu zagrozić.
Smok zaczął maszerować szybkim krokiem, bez problemu nadganiając krótki dystans jaki dzielił go od Jona. Chwilę potem musiał już zwolnić, gdyż tunel był zbyt wąski na to, by mógł go wyprzedzić, pomimo tego że chciałby to zrobić. Jeśli tylko coś niebezpiecznego znajdowało się przed nimi, to najlepiej chyba by pierwszym tego celem, czymkolwiek by to nie było, była nic nie czująca bryła skalna. W ten sposób szanse na to, by czarownik rzeczywiście zdołał dotrzeć do swojego celu, znacząco by wzrosły, a tak przynajmniej sugerowała mu logika.
Tunel, którym się poruszali zaczął powoli zmierzać w dół łagodnym zejściem, jakby próbującym zadośćuczynić za zbyt nisko wiszący sufit. Sargybinis musiał cały czas się trochę schylać, a za każdym razem kiedy przechodził pod jedną z drewnianych podpór wręcz musiał się skulić żeby przypadkiem nie uszkodzić łbem całej struktury. Jonowi, idącemu przodem najwyraźniej to nie przeszkadzało, chyba głównie dlatego że był od niego trochę niższy. Obrońcę jedynie to irytowało, ale nie na tyle by chciał na to narzekać. Jedynie fakt, że musiał o tym pamiętać i nie mógł za bardzo skupiać się na innych sprawach był dla niego problematyczny.
W momencie kiedy z mroku na wprost wypadła na nich cała chmara nietoperzy, piszcząc wniebogłosy i w chaosie wpadając na co popadnie, Sargybinis był wciąż trochę rozkojarzony. Większość stworzeń zdołała ominąć go bez trudu, jeden z nich jednak zaplątał się w chaosie i zderzył z jego pyskiem, skrzydłem przesłaniając mu jedno oko. Smok mruknął z niezadowoleniem i strącił go jedną łapą, po czym instynktownie wręcz postąpił do przodu. Tą samą łapę wystawił przed twarzą Jona, przynajmniej częściowo osłaniając go przed latającymi szczurami. Jednocześnie zepchnął go trochę na bok, zajmując wreszcie pierwsze miejsce w ich małej kolumnie. Oczy miał wbite przed siebie, wypatrując czegoś dziwnego w ciemnościach, jednak z niewielkim powodzeniem. Jon po chwili powiedział na głos to co on już podejrzewał. Coś musiało je wypłoszyć. Sargybinisowi nie bardzo się to podobało. Z jego kamiennego gardła dobiegł niezadowolony chrzęst. Pierwszy raz w życiu schodził w głąb kopalni i jak na razie jego pierwsze wrażenia były zdecydowanie negatywne.

Awatar użytkownika
Reinar
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Reinar » 2 miesiące temu

Grzebiąc w truchle jedną tyczką, a przyświecając sobie drugą Nord zastanawiał się co tak właściwie tutaj robi. W zasadzie dopiero co weszli do kopalni, a już zaczynało być... niecodziennie. Chociaż w ostatnim czasie "codzienność" zdecydowanie wymagała przedefiniowania.

Kiedyś, kiedy jeszcze nie musiał opuścić znanych, mroźnych krain, demony z piekła rodem były tylko historiami opowiadanymi wieczorami o tym, że ktoś kiedyś słyszał, że ktoś inny widział takiego. Smoki też były czymś co zdawało się odległe. Czarownicy? Szamani posługiwali się magią, ale byli zupełnie inni niż Jon.

- A teraz wszystko stoi na głowie - burknął do siebie sfrustrowany, nie chcąc, żeby któryś z towarzyszy go usłyszał. Uwagi tego rodzaju lepiej zachować dla siebie. Nie miał wątpliwości, że w przypadku bezpośredniego konfliktu miałby nie lada problem, żeby poradzić sobie z którymkolwiek z nich (o ile w ogóle miałby jakieś szanse).

- Co ja tu w ogóle robię? - Ostatnio nie miał czasu na takie pytania, ale podczas wędrówki zadawał je sobie stosunkowo często. Tym razem jednak uzyskał odpowiedź. W bebechach potwora wśród kości jego ostatniej ofiary znajdował się metalowy tubus, podobny to tego, który Jon zabrał diabłom. Kwas z żołądka robaka nie naruszył pojemnika. Reinar oczyścił go szmatą i lekko dymiącą odrzucił na bok, po czym wziął tubus do ręki i ruszył za resztą. Jon i smok zdążyli już oddalić się od niego.

Dogonił ich w momencie, w którym zatrzymała ich chmara nietoperzy wylatująca z tunelu. Nord przysunął się do ściany, żeby żaden się w niego przypadkiem nie zaplątał, a kiedy już ich minęły zaczął wpatrywać się w ciemność. Źródła światła, którymi dysponowali rozpraszały nieco mrok, ale mimo wszystko nie wyglądał on zachęcająco. Cóż, nie zawsze musi być miło, łatwo i przyjemnie.

Po tunelu rozniosło się echo warknięcia smoka. Nie brzmiało entuzjastycznie. Reinar był za to pewien, że to co czeka na nich w dalszych korytarzach też będzie warczało, ale z dużo większym zadowoleniem - w końcu sami pchali się niebezpieczeństwo w paszczę, więc nic nie musiało robić żeby ich dopaść...

Sprawdzenie zawartości tubusu z brzucha można odłożyć aż zatrzymają się na odpoczynek, więc Reinar tylko cicho dał znać, że już ich dogonił (nie był pewien czy nietoperze nie zagłuszyły jego kroków) i powoli ruszyli dalej w ciemność.

Awatar użytkownika
Jon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 116
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Jon » 2 miesiące temu

Zdziwił się lekko, gdy zobaczył zarys smoczej łapy tuż przed swoją twarzą. Poczuł też, jak wcześniej właściciel tej kończyny spycha go lekko na bok – jakby chciał obronić go przed lecącymi nietoperzami. Według Jona było to niepotrzebne, bo zbudzone i przestraszone zwierzęta przeleciały akurat po ich bokach i górą, żeby nie wlecieć w żadnego z nich. Smok chyba zgodził się z nim, więc wyglądało na to, że także uważał, iż coś musiało wypłoszyć nietoperze. Jon usłyszał też Reinara, który postanowił do nich dołączyć. Niby byli w komplecie i można było wrócić do wcześniejszego tempa poruszania się tunelami, jednak łowcę dusz nadal nachodziły myśli odnośnie do tego, że wolałby być tu sam i eksplorować to miejsce po swojemu. Poczekał, aż Sargybinis zabierze swoją łapę sprzed jego twarzy i ruszył przed siebie.

Z ciemności nie wyłaniało się nic, co mogłoby wyglądać na stworzenie, które mogłoby przestraszyć nietoperze. Jednak to nie znaczyło, że czegoś takiego tu nie ma – w końcu stwór ten mógł zaczaić się na nich w jakimś miejscu, w którym wpadną w jego pułapkę. Stworzenie to na pewno zamieszkuje te tunele już od… jakiegoś czasu i zna je zdecydowanie lepiej niż oni, czyli ktoś, kto wszedł tu pierwszy raz. Mógł ich jakoś wyczuć lub usłyszeć i po prostu przygotować się, aby „spotkanie” przebiegło pomyślniej dla niego, mimo że prawdopodobnie było to zwierzę, które kierowało się instynktem i nie było inteligentne tak, jak oni. Co nie znaczyło, że nie powinni mieć się na baczności – wręcz przeciwnie – bo przecież było to jego terytorium, na którym, tak czy inaczej miał nad nimi pewną przewagę. Najlepiej zrobią, jeśli posłuchają rady, którą sam im dał i będą gotowi do walki w nawet najmniej spodziewanym momencie.
Szli dalej, natykając się jedynie na belki podtrzymujące sufit jaskini, a Jon zaczął zastanawiać się, czy po jakimś czasie dotrą do miejsca, w którym oznaki dawnej działalności ludzkiej nie będą już widoczne i zaczną się tunele, które powstały tu naturalnie i tylko czekały – albo i niekoniecznie – na to, aż ktoś je odkryje. Tamto tajemnicze stworzenie mogła pochodzić właśnie stamtąd, a także mogło być odpowiedzialne za to, że miejsce to zostało opuszczone przez osoby, które tu kiedyś pracowały. Według łowcy dusz nie było to mało prawdopodobne tym bardziej, że… właśnie wdepnął w coś, co musiało być ludzką i bardzo starą czaszką. Musiał zamyślić się zbyt mocno, bo inaczej raczej zauważyłby szkielet na kamiennym podłożu.

         – Zatrzymajmy się tu na chwilę – odezwał się pierwszy raz od jakiegoś czasu. Chyba dość jasne było to, że chce przyjrzeć się bliżej temu zbiorowisku kości. Szkielet nie był kompletny – brakowało mu całej lewej ręki, a także połowy prawej nogi, co dało się rozpoznać po braku kości stopy i piszczela. Gdy Jon kucnął przy kościach i przyjrzał się im bliżej, nie zauważył na nich żadnych śladów szponów czy czegoś podobnego, jednak nie było trzeba znać się na anatomii i medycynie, aby stwierdzić, że osoba ta zginęła przez utratę kończyn i krwawienie z powstałych przez to ran. Stwierdzić to, albo przynajmniej się tego domyślić lub pomyśleć o tym.
         – Zabiło go coś, co się tu czai. Prawdopodobnie właśnie to, co wystraszyło nietoperze – oświadczył, podnosząc się z powrotem do pozycji stojącej. Wątpił w to, żeby był to robal, którego zabili wcześniej, chociaż nie rezygnował z myślenia o tym, że on także mógł ukrywać się w naturalnej części tunelów tego miejsca.
         – Nie zdziwcie się, jeśli dalej także natkniemy się na szkielety z brakującymi kośćmi – dodał na koniec. Jego na pewno to nie zdziwi, bo po ułożeniu szkieletu było widać, że jego „właściciel” - gdy jeszcze żył oczywiście – biegł w stronę, z której oni przyszli.
         – Idziemy – zakomunikował krótko i ruszył przed siebie. Zaledwie kilkanaście kroków dalej natknęli się na kolejne kościotrupa, który tam razem „siedział” pod lewą ścianą. Ten jednak okazał się cały… no, może poza tym, że nigdzie nie było widać części jego żeber, które albo zostały skruszone, albo po prostu wyrwane razem z kawałkiem klatki piersiowej. Te wszystkie ciała tuż po tym, jak zostali oni pozabijani, musiały być naprawdę nieciekawym widokiem. Z drugiej strony, nie było trzeba mieć dużej wyobraźni, aby jej oczami zobaczyć, to jak prawdopodobnie mogło wyglądać ciało tuż po tym, jak uleciało z niego życie. Tym razem Jon nie chciał się przy nim zatrzymywać – nie czuł potrzeby, aby oglądać kolejny szkielet i znów stwierdzić, iż zabił go jakiś silny potwór, który może być niebezpieczeństwem również dla nich. Zresztą, co do tego ciała nie było też wątpliwości, że należy do górnika – świadczył o tym zardzewiały kilof, który leżał jakieś dwa lub trzy kroki od kości. Z jednej strony obawiał się trochę starcia z tym stworzeniem, tym bardziej, że nie wiedzieli, czym ono jest. Wiedzieli, że jest silne i niebezpieczne… i to chyba byłoby na tyle. Z drugiej strony, był ciekaw, jak wygląda, jak się zachowuje i, ostatecznie, jak będzie wyglądała walka z nim.

Awatar użytkownika
Sargybinis
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sargybinis » 4 tygodnie temu

        Zaraz po tym, gdy napadła ich chmara nietoperzy, Sargybinis wysunął się trochę do przodu, chcąc sięgnąć wzrokiem trochę dalej i spróbować dostrzec potencjalną zasadzkę. Większość światła jakie mieli pozostała jednak trochę w tyle, sprawiając że pomimo dystansu wcale nie widział wiele dalej. Przez chwilę nawet przeszło mu przez myśl, by próbować w takich warunkach zbadać teren przed nimi, aby sprawdzić czy coś właściwie tam nie mieszka. Reszta osób, z którymi teraz podróżował byłaby w takim wypadku bezpieczniejsza, a jemu prawdopodobnie i tak by nic się nie stało. Poza tym może mógłby zaskoczyć tą istotę? Zaraz jednak zdał sobie sprawę z tego, że hałas jaki powodował z każdym krokiem nie bardzo sprzyjał skradaniu się. Najlepiej więc byłoby chyba po prostu iść przodem, a rozświetlenie sobie drogi z pewnością nie zaszkodzi, a jedynie przyciągnie uwagę ku niemu, co w wypadku starcia byłoby wręcz preferowanym przebiegiem wydarzeń.
        Upewniwszy się wpierw, że jego ukochana torba bezpiecznie wisi sobie na jego prawym barku, Sargybinis wyciągnął lewą łapę w bok, po czym skierował gorąco ze swego wnętrza w jej stronę. Przez krótką chwilę nic się nie działo, ale czarny kamień zaczął się szybko rozgrzewać, zaczynając świecić pomarańczową poświatą, która w miarowym tempie zaczęła rosnąć. Przyjemne ciepło, które nawet on czuł, zaczęło emitować z kończyny, która zaczynała już powoli zmieniać swój stan skupienia. Już wkrótce stała się już całkowicie płynną skałą, a kontrola jaką smok czuł w swoich pazurach zdawała się być niepomiernie większa niż w przypadku twardych, chrzęszczących o siebie kamieni.
        Sargybinis kroczył dalej naprzód, rozjaśniając coraz to dalszą część szybu. Jego kroki niosły się po ścianach głuchym echem, sprawiając wrażenie, że idzie tędy jeszcze więcej stworzeń niż w rzeczywistości. Obrońca już dawno zdążył porzucić myśl o tym, że w razie czego będzie mieć szansę na to by zaatakować z zaskoczenia, w razie gdyby coś napotkał. Szedł więc naprzód, skupiony na swoim celu, zupełnie nieświadomy faktu że jego towarzysze zostali w tyle.
        Mniej więcej momencie gdy usłyszał jakieś odgłosy za sobą, dostrzegł nagły zakręt korytarza z przodu, za którym zobaczył coś co wyglądało inaczej niż skała czy drewniane podpory szybu. Odwróciwszy się, Sargybinis zauważył, że jest w tym momencie sam. Głosy z wyższej części kopalni jednak sugerowały, że Jon i reszta po prostu się ociągają i właśnie próbują za nim nadążyć. Nie namyślając się nad tym wiele, zrobił kilkanaście kroków naprzód, z zamiarem zerknięcia za róg i rozeznania się w sytuacji. W końcu nie było sensu, żeby się wycofywać, skoro dwójka ludzi i tak zmierzała już w tę stronę.
        Jak się po chwili okazało, z lewej strony szybu, który tutaj ostro zakręcał i zaczynał schodzić w dół, znajdowała się spora sztucznie stworzona wnęka, coś w rodzaju drewnianej dobudówki, z tym że zamiast na zewnątrz zagłębiała się w skałę. W świetle, które rozlewało się ze stopionej kończyny, można było łatwo zauważyć za co to pomieszczenie mogło służyć. Wewnątrz znajdowała się sporo stolików i krzeseł, porozrzucanych po pomieszczeniu w dosłownym tego słowa znaczeniu. Niektóre z nich leżały na blatach, bokiem, do góry nogami, czy w pozycji pomiędzy, opierając się o którąś ze ścian lub jedną z dwóch podpór przytrzymujących sufit. Wyglądało to na pomieszczenie gdzie można było odpocząć po pracy, zjeść, zostawić swoje rzeczy, lub coś w tym rodzaju. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że z jakiegoś powodu coś wydawało się nie tak. Sargybinis nie zamierzał tego zignorować i zrobił krok do przodu, mając zamiar sprawdzić czy była to po prostu paranoja, czy rzeczywiście dostrzegł coś nietypowego.
        Deski pod spodem zaczęły ostrzegawczo trzeszczeć w momencie, kiedy na nie nastąpił, ale wytrzymały. Obrońca jednak po drugim kroku już się zatrzymał, czując jak bardzo drewno pod nim zaczyna się wyginać. Nie podobało mu się to ani odrobinę. Skoro się wyginało, mogło to znaczyć, że pod spodem jest jakaś otwarta przestrzeń. To nie była dobra wiadomość. Może lepiej jednak byłoby gdyby wrócił na solidny kamień, który przynajmniej nie zawali się pod jego ciężarem. Kiedy już jednak miał zrobić krok wstecz, poczuł coś dziwnego, coś co zaczęło na niego napierać ze wszystkich stron, jakby przykrywając rzeczywistość mgłą. W tym wszystkim pojawiło się nagle silne wrażenie, że ktoś, tuż poza zasięgiem wzroku, obserwuje każdy jego ruch.
        "Słysszę twoje ssekrety, ssynu Rapsodii..." - rozległ się nagle szorstki głos, który zdawał się dochodzić znikąd i zewsząd zarazem. "Słysszę twoje pragnienia...".
        Sargybinis próbował się otrząsnąć, odgonić jakoś od dziwnego stanu jaki właśnie na niego spłynął, ale nie potrafił. Mglisty koc kleił się wręcz dookoła niego i pomimo że nie krępował mu ruchów, sprawiał rozpoznanie czegokolwiek dookoła niełatwym wyzwaniem. Smok potrząsnął łbem, jednak zamiast pomóc, jedynie sobie zaszkodził. Rozmyty i zamazany obraz zaczął rozdzielać się, dwoić i troić przed jego oczami, sprawiając że zdawało mu się iż wszystko dookoła ma dziesiątki kopii samego siebie. Próba zorientowania się, gdzie tak właściwie się znajduje teraz była już zwyczajnie niemożliwa.
        W całym tym chaosie dookoła, gdzieś na granicy widoczności pojawiło się ogromne, zielone oko z pionową źrenicą, które zaraz rozmnożyło się na dziesiątki i setki. Oczy spojrzały prosto na niego, po czym wszystkie w tym samym momencie mrugnęły.
        Sargybinis nie zamierzał tak po prostu stać w miejscu, by przekonać się co tak właściwie się dzieje. Musiał być pod wpływem jakiegoś zaklęcia, które mieszało mu w głowie, musiał się od niego jak najszybciej uwolnić. Czysto z pamięci, próbując nie sugerować się setkami obrazów przed jego oczami, spróbował zrobić krok do przodu. Nagle jednak usłyszał trzask, po czym poczuł jak część jego ciała zupełnie traci oparcie. Moment później zderzył się z podłogą, która trzasnęła ponownie, łamiąc kilka kolejnych desek, które poleciały gdzieś w dół. On jakimś cudem się utrzymał, najwyraźniej opierając się teraz jedynie na dwóch przednich łapach i ogonie, który w sztywnej pozycji zablokował się na jakiejś podporze, która złowieszczo zatrzeszczała, grożąc że zrzuci go w dół, gdzieś w przepaść. Po czasie, który zdawał się być minutami, gdzieś z dołu dobiegły go echa drewna zderzającego się z kamieniem, sugerując że droga na dół jest bardzo, bardzo długa i najprawdopodobniej nieprzyjemna.

Awatar użytkownika
Reinar
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Reinar » 6 dni temu

Kiedy przechodzili obok porozrzucanych kości, Reinara przebiegł dreszcz. Nie był to pierwszy raz kiedy widział porozrzucane, niekompletne szkielety, ale te w jakiś nieprzyjemny, trudny do określenia sposób sygnalizowały bardziej niż zwykle, że coś z tym miejscem jest nie w porządku... Może gdyby Stary nie próbował pokazać mu sposobów na kontakt ze zmarłymi, nie robiłoby to na nim takiego wrażenia. Teraz takie rozważania nie miały większego sensu, a Nord zagłuszył ponure myśli słowem "skarb" i ruszył dalej za resztą.

Smok widocznie ich wyprzedził, nie interesując się rozsypanymi po korytarzach kośćmi. Szedł do przodu jakby wiedział czego tu szuka albo po prostu był zdecydowany iść przed siebie nie patrząc za bardzo na to gdzie go to "przed siebie" prowadzi.

Reinar założył, że nie ma sensu się kryć skoro smok robi tyle hałasu, więc zdecydował się kawałek do niego podbiec, żeby nie rozciągać drużyny. Kilka kamyków uciekło mu spod nóg i obijając się o ściany tunelu dodały swoje stuki do chrzęstu jaki już roznosił się w podziemiach.

I wtedy zobaczył oko. Przekrwione, łzawiące czarną mazią, oko unoszące się w przestrzeni. Oceniające. Głodne. Obserwowało go, Jona i Sargybinisa. Reinar poczuł psychiczny napór i niemal odruchowo przywołał najlepszą znaną sobie ochronę przed tego typu atakiem - gniew. Zwolnił bieg, upuścił swoje źródło światła i chwycił za miecz. Nie miało to wielkiego sensu w magicznym starciu, ale pozwalało katalizować myśli i trzymało go w rzeczywistości. Były uczeń szamana zaczął iść w kierunku oka, które coraz intensywniej się weń wpatrywało... i sączyło mu do głowy słowa. "Zginiesz. Znikniesz. Nie będzie cię. Przestaniesz istnieć. Twoja krew spłynie po skałach w dół. Już nigdy nie..."

Wydał z siebie gardłowy zaśpiew, a z nosa poleciała mu krew. Warknął przeklinając Oko, a w ustach poczuł gorzko-kwaśny smak czarnej mazi, którą zaczął łzawić. Przestał widzieć co się dzieje dookoła niego, ale obraz Oka nie zniknął. Reinar przeklął je po raz kolejny, ale nie usłyszał już własnych słów zagłuszonych wizgiem, który wdarł mu się do uszu. Ryknął na Oko chcąc zagłuszyć jego spojrzenie, a maź je otaczająca zaczęła się tlić. Potem zaczęła dymić i płonąć. Oko zafalowało i zniknęło.

Nord padł na kolana, krwawiąc z nosa i ust, płacząc smolistą cieczą, nie widząc nic i słysząc huk pękającej skały i łamanego drewna. Otworzył jedno oko - drugie miał zaklejone - i zobaczył Sargybinisa wiszącego nad przepaścią. Rozejrzał się szukając wzrokiem Jona... Sam jeden nie wyciągnie smoka znad przepaści.

Awatar użytkownika
Jon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 116
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Jon » 18 godziny temu

Nie spieszyło mu się, wolał też przełożyć obserwację otoczenia nad szybsze poruszenie się, dlatego też został nieco w tyle, a Sargybinis i Reinar byli kilka kroków przed nim. Przy okazji zaczął też zastanawiać się, co za stworzenie mogło spowodować takie rany na ciałach górników, które teraz były wyłącznie szkieletami. I, czy stwór ten nadal zamieszkiwał te tunele, czy może wydostał się z nich na powierzchnię po tym, jak pozbył się górników? Chociaż nawet po samym stanie kości dało się wywnioskować kilka rzeczy na temat tego stworzenia – chociażby to, że jest na tyle silne, żeby albo oderwać kończynę od ciała, albo ma pazury na tyle duże i ostre, że może ją nimi odciąć.
Dotarł w końcu do komnaty, w której trafił też na towarzyszącą mu dwójkę. Na nich i… Oko. Mgła szybko go otoczyła, jednak mimo to i tak to magiczne, złowrogie oko było ciągle widoczne przez to, że dym ten nie otaczał go i prawdopodobnie właśnie ono było jego stwórcą. Znaczy… zawsze mogło być iluzją, za którą ktoś się ukrywał, ktoś na pewno władający magią. Z drugiej strony, mrok kłębiący się za nim mógł ukrywać wszystko, włącznie z ciałem stworzenia, do którego mogłoby one należeć. Mógł to być w końcu jakiś potwór, chociaż Jon wątpił w to, żeby był to ten sam, który kiedyś pozabijał pracujących tu górników. Ten zdawał się stosować jakieś sztuczki, a tamten… widać było, że atakował otwarcie i agresywnie, może nawet był też drapieżnikiem, który później posilił się ciałami zabitych. Czuł napór psychiczny, który niechybnie także napływał od tego Oka i zaczął z nim walczyć od razu, odpychając go – a przynajmniej próbował to zrobić – wykorzystując do tego swoją siłę woli, a także magię umysłu, której nauczył się co nieco, chociaż używał jej raczej rzadko. Magię wykorzystywał do tego, żeby stawiać w swoim umyśle „bariery”, które musiały zostać rozbite przez kogoś lub coś, co próbuje wpłynąć na jego umysł. Musiał skupić się na tym i na tym, żeby nie poddać się słowom, które słyszał w głowie i, które były wypowiada przez dziwny, złowrogi głos. Przez to zatrzymał się, wcześniej pokonując zaledwie kilka kroków do środka pomieszczenia. Słyszał głos norda, który coś wykrzykiwał, jednak dla niego brzmiało to trochę tak, jakby znajdował się na drugim planie albo w innym pomieszczeniu. Po jakimś czasie poczuł w końcu, jak nacisk na jego umysł zaczął słabnąć, a bariery nagle zdawały się wytrzymalsze niż wcześniej. Dzięki temu mógł trochę bardziej skupić się na otoczeniu i zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Ujrzał, jak Oko płonęło, aby na koniec zafalować i zniknąć. Mgła także zaczęła rzednąć, aż w końcu zniknęła. Prawdopodobnie Oko to było iluzją, za którą ukrywał się ktoś, kto wywołał mgłę, a także podsyłał do jego umysłu słowa i napierał nań, żeby w końcu zyskać nad nim kontrolę. Domyślił się, że pozostali mieli podobne problemy, a gdy uświadomił sobie, że napór osłabł, od razu chciał przejść do ofensywy, wysyłając w stronę Oka jakieś zaklęcia, które miałyby mu zaszkodzić i je zniszczyć. Jednak Reinar wyprzedził go w tym i pozbył się zagrożenia.

Teraz ujrzał też, że Sargybinis nadal znajduje się w niebezpieczeństwie. Co prawda, smok wyglądał na wytrzymałego i twardego, jednak przepaść, nad którą wisiał… ciężko było dojrzeć jej koniec, który niknął gdzieś w ciemności. Na pewno gdzieś się kończyła, jednak koniec ten mógłby znajdować się tak nisko, że nawet ktoś taki ucierpiałby na skutek zderzenia z ziemią. Pomieszczenie, w którym się aktualnie znajdowali, było dość spore i wyglądało na to, że będzie mógł odkryć skrzydła i użyć ich jako dodatkowej siły, dzięki której wyciągnął smoka.
         – Musimy zejść niżej, jeśli mamy go wyciągnąć. Z tym mogę pomóc – odparł. Użycie skrzydeł na pewno będzie szybsze niż próba zejścia tam na własnych nogach, a dla niego nie było też problemem przeniesienia tam także Reinara. Z jego pleców nagle wyrosły skrzydła, duże, skórzane i podobne do nietoperzowych.
         – Polecisz ze mną, tak będzie szybciej – odparł i machnął skrzydłami, wzbijając siebie kilka palców w górę, a także kurz i pył, które znajdowały się w pobliżu. Podleciał do norda i chwycił go pod pachami, od razu zlatując na dół. Wylądował po drugiej stronie zniszczonego mostu, po tej, którą później – gdy już pomogą Sargybinisowi – będą mogli iść dalej, w głąb tuneli.
         – Złap go za jedną łapę, ja złapię za drugą – zaproponował. Według niego było to najlepsze rozwiązanie, dlatego też od razu przystąpił do realizowania go, chociaż smoczą łapę chwycił w tym samym momencie, w którym zrobił to Reinar. Chwilę później znów użył skrzydeł, dzięki którym znowu wzniósł się kilka palców w powietrzu i na takiej wysokości został, chociaż nadal machał nimi, próbując lecieć do tyłu i jednocześnie wciągał też smoka. Szło to… dość powoli, ale także sprawie i krok po kroku coraz mniej smoczego ciała znajdowało się nad przepaścią. W końcu wciągnęli go, przy akompaniamencie drobnych kamieni spadających przepaść, a także wśród pyłu, który wzbijał się za każdym razem, gdy Jon machał skrzydłami.
         – Możemy iść dalej, zachowajcie ostrożność – odparł, lądując i chwilę później chowając swe skrzydła. Mógł to już zrobić, w końcu aktualnie raczej nie będą mu potrzebne, a jeśli znowu będzie musiał użyć ich później, to po prostu odkryje je znowu.
         – Oko było iluzją, za którą ukrywał się ktoś… albo coś. Chociaż wydaje mi się, że bardziej prawdopodobny jest jakiś mag, który tu czegoś szuka i nie chce, żeby znalazł to ktoś inny – odezwał się, dzieląc się z nimi swoimi przypuszczeniami. Chwilę później wznowił marsz. Wydawało się, że droga na poziomie, na którym się znajdowali, droga prowadziła w tę samą stronę, w którą poszliby drogą wyżej.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Drivii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość