Mroczne Doliny[Leśna Posiadłość] Pan hrabia w domu?

Tajemnicza kraina, nad którą od wieków zalega mrok. Słońce świeci tu niezwykle rzadko. Nie ma tu tętniących życiem wiosek, jedynie jedno, warowne miasto ostało się w tej czeluści mroku, a i o nim nie można powiedzieć, pełne życia...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tiu
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Kolekcjoner , Wędrowiec , Arystokrata
Kontakt:

[Leśna Posiadłość] Pan hrabia w domu?

Post autor: Tiu »

        Mrok. Chmury gęstymi zwałami przesłaniające słońce. Gęsty las, wypełniony zapachem popiołu. Wiecznej zgnilizny drażniącej nos. Szara ziemia, z której czerpią życie rośliny o twardych liściach. Spłowiałe lub przesycone agresywnym kolorem. Odstraszające. Jak bagna, jak rechot ropuch i trujących żab. Skrzeczenie padlinożercy. Całkiem blisko, coraz bliżej. W gałęziach nad głową.

        - Pfu! Połknąłem muchę.
        - Dziękujemy za tę informację mistrzu. Teraz będziemy bezpieczni.
        - Mówię, że mam dość łażenia po krzakach!
        Ogromny tygrys trącił swoją uczennicę i zrównał się z trzecim kotem - tygryską wesoło idącą na przedzie. Rozglądała się coraz bardziej podekscytowana, a ogon drgał jej od czasu do czasu w skocznych przepływach ciekawości. Nuciła coś sobie, cała wesolutka. Użarł ją w zad.

        - GRAAACH! - Podskoczyła z całą swoją masą i odpowiedziała kontratakiem zanim pomyślała. Dała mu łapą po pysku i czujnie odchyliła łeb, wyginając się. Chciał się bić? Mogła się bić! Nie wiedziała czemu teraz, ale niech daje!
        - Rusz się i mów czy to tutaj! Nie chcę spędzić tu całego… cholera nawet wie czy to noc czy dzień. Nic dziwnego, że głównie umarlaki tu… są tu! I przydałoby się napić.
        - Woda nie jest… nie jest zatruta - mruknęła Tiu po kociemu, jeszcze trochę próbując mu dać po nosie, niezgrabnie machając pazurami przed jego mordą. Odtrącił ją i prawie że zdeptał, nim przysiadł gdzieś obok.

        - To twoja wina, to ty chciałeś ją odprowadzić - wypomniała mu Trajan, najmniejsza z ich grupy i klapnęła obok. - Myślę, że może iść dalej sama.
        - Także tak sądzę! - wesoło stwierdziła Tiu zanim się podniosła.
        Ruff zafuczał tylko.

        - Nie podoba mi się pomysł spotkania z tym wampirem. Ta grupa karakali też mi śmierdziała. Tacy o sprzedawczyni kostropatych nosów i brodawek powiedzieliby, że to miała staruszka, a jej towary, że palce lizać. Nie możesz bawić się ze starymi, dobrymi barbarzyńcami jak wszyscy?
        - Ależ! Ja nigdy nie bawię się z barbarzyńcami!
        - To teraz chyba wiemy w czym leży problem…
        - Sprawdzony przez zmiennokształtnych wampir-arystokrata będzie o wiele lepszym towarzystwem dla młodej damy niźli banda nordów o bujnych siekierach. Ty możesz takich lubić, ale my nie musimy. Otrzep się Tiu, nie możesz się tak pokazać.
        Dziewczyna posłusznie wstała, otrząsnęła z liści jak mogła i z sympatią polizała mentorkę w ucho. Ruff nadepnął jej na ogon, ale niestety na tyle lekko, że go zignorowała.
        - Jeszcze i tak będę musiała się przebrać. Myślę, że pokażę mu się w mojej najwyższej postaci. Hihi! Mam nadzieję, że nie będzie zbyt zaskoczony tą wizytą, nie miałam jak go uprzedzić… ledwo dowiedziałam się, gdzie zamieszkuje!
        - Zorganizowałaś to bardzo sprytnie. Ale, ale, czuję jakieś tworzywo… musimy być niedaleko.
        - Lepiej idź z nią Trajan!
        - Dlaczego?
        - Bo tak mówię. A ja się rozejrzę po tym, co oni nazywają lasem. Może uda mi się złapać skorumpowanego jednorożca i będzie w końcu porządny obiad.
        Nawet nie czekał, tylko z miejsca ruszył w swoją stronę. Obie wiedziały, że bardzo chciał dodać ,,krzyknijcie, a zaraz się zjawię”, ale duma gburka mu nie pozwalała. Spojrzały na siebie zgodnie. Westchnęły.

        - To może nie być taki zły pomysł… Nehee, poszłabyś ze mną? Podobno hrabia Vergil nie przejmuje się etykietą, a i myślę, że dałabym sobie radę, ale… Neheene nie będzie spał spokojnie jeżeli pójdę sama. Znaczy bez ciebie.
        ,,Bez ciebie”, bo zaraz z krzaków wyłoniła się dziewczyna o ludzkim wyglądzie, tachająca z sobą zatrważającą ilość tobołków. Ona to towarzyszyć miała tygrysce tak czy inaczej.
        - Panienko - zameldowała się, skoro już udało jej się ją dogonić. Rozejrzała się też. - Gdzie pan Ruff?
        Tiu wskazała głową kierunek. Służka przytaknęła nawet niezdziwiona.
        - Zastanawiamy się czy powinnam pójść z wami do domu hrabiego - wyjaśniła Trajan.
        Chyba oczekiwały od niej odpowiedzi.
        - Zabić wampira łatwiej we trzy - odparła co sądziła.
        - Kolejna, no nie mogę z wami!
        Rudosierstna Trajan podniosła się, poddając. Tiu zachichotała.
        - Ty tak się nie ciesz maleńka. Miasto wampirów to trudny cel. Dlatego to… tam się już z tobą spotkamy.
        - Nehee, co mówisz, to nie idziesz ze mną do hrabiego?
        - Od początku miałaś iść sama duszko. - Nadstawiła uszu i poczekała chwilę. - Ruff już nie słyszy, więc oto plan. Zapoznasz się z tym całym hrabią Vergilem i - jeśli wszystko potoczy się dobrze - to on oprowadzi cię po Maurii, a ja będę miała wolne. Możesz zabawić u niego kilka dni jako gość, nie przeszkadza mi to zupełnie. Będziemy w okolicy, więc daj nam znak co ustalisz. Przed naszą ulubioną godziną wracamy do wozu.
        - Tjest!
        - Tylko proszę, nie bądź zbyt wyrywna. Chcę żebyś nauczyła się funkcjonowania ludzi o różnych pozycjach i statusie, ale obawiam się, że panowie karakale mogli nakreślić nieco… przesadzony obraz wampira. Trudno mi sobie wyobrazić hrabiego, który nie zważa na etykietę, zasady i… nie wiem czy fakt, że zjawisz się u niego sama, niezapowiedziana tym bardziej, nie umniejszy tobie w jego oczach.
        - Jeżeli tak to trochę trudno. To znaczy, że się mylili. Ale ja bardzo chcę poznać wampira, z którym można normalnie porozmawiać, a przy tym reprezentuje jednak pewne wartości! Ostatecznie też jestem arystokratą. A podróżuję, nawet poluję! Jem surowe mięso. I kto wie gdzie chodzę!
        - Tiu, do trzech dżemów, błagam cię!
        - Och! Ale przecież nie powiem tego przy nim! Absolutnie! Nie jestem niemądra, nehee.
        - Tak, tak…
        - Słucham?
        - Nic skarbie, nic. Fuji, opiekuj się nią dobrze.
        Służka przytaknęła, a Tiu, już w innej postaci, stanęła na dwie nogi.

✿ ❧ ❀


        Podeszły ostrożnie pod czarne ogrodzenie. Tygryska nie wyczuwała strażników. Nie słyszała kroków. Tylko jej własne i Fuji. Ścieżki zdawały się zarośnięte, teren opuszczony. Cisza.
        Podobno hrabia często bywał w podróży…

        Przeszły kawałek, by zobaczyć co czeka pod bramą. Ale tam nie było ani strażnika, ani odźwiernego.
        Dziwne.

        - Może wyjechał - stwierdziła służka dosyć beznamiętnie. Być może się cieszyła, a może szkoda jej było tego jednego sztyletu niewbitego w wampirze serce.
        - Hmmm… trzeba zobaczyć! - Niepowstrzymana przez towarzyszkę Tiu przyjrzała się bramie, oceniła odległość i wykonała skok. Złapała za pręty, wygięła się i już była po drugiej stronie. Żaden płot nie mógł jej powstrzymać!
        Służka zamrugała, nacisnęła klamkę i przeszła przez furtkę.
        - To chyba włamanie.
        - Chyba na pewno! Ale hrabia zrozumie jak mu wytłumaczymy. Skoro zostawił otwartą furtkę… Chodź, tylko zapukamy do drzwi i zobaczymy czy jest w domu!

✿ ❧ ❀


        Zastukała trzy razy. Poprawiła spódniczkę i pas na futrzastych biodrach. Dla pewności przeczesała grzywkę, a widząc, że ją zrujnowała, dała ją szybko do ugłaskania Fuji. Czy jej się zdawało czy właśnie rozległy się kroki w tym zielonym domostwie? Małym jak na status hrabiego, ale uroczym na swój… zielony sposób.
        Wyprężyła się i uspokoiła - przynajmniej zewnętrznie. W środku buzowała od ekscytacji i palącej ciekawości jaki to jest krwiopijca, który zadaje się z kotołakami. Miała nadzieję, że jego czujne ucho nie wychwyci bicia jej serca…
        A jeśli nawet, to zinterpretuje to we właściwy sposób.
        Hihi!
Awatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 115
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Wędrowiec , Arystokrata , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Vergil »

Już następnego dnia po balu, Vergil planował swoją kolejną podróż, choć jeszcze nie był pewien, gdzie uda się tym razem. Może gdzieś poza granice środkowej Alaranii? Nie wydawało mu się to złym pomysłem, gdy przyglądał się ziemiom, które znajdują się właśnie tam – i to bez różnicy, po której stronie świata. A, właśnie, będzie też musiał zdecydować, w którym kierunku się uda, bo, na przykład, na północy – mroźniej lub nie, w zależności, jak daleko zdecydowałby się podróżować – czekałoby na niego coś innego, niż na południu. Nie spieszył się z tym, choć jednocześnie wolał nie zostawać tu zbyt długo. Domyślał się, że teraz, gdy już raz pojawił się na balu, znów o wiele częściej będzie dostawał zaproszenia na kolejne. I to nie tylko jako gość, lecz także inne, które będą podsyłane od kobiet zainteresowanych tym, aby na takim przyjęciu towarzyszył. A jemu wystarczyło interakcji z wampirzą arystokracją, przynajmniej na jakiś czas. Dlatego zdecydowanie wolał wrócić do wcześniejszego trybu życia. Trybu podróżnika.
        
◐◐◐◐◐◐
        
         – Spodziewałeś się gości? - zapytał Igar. Był odwrócony plecami do Vergila, który teraz siedział w fotelu i kolejny dzień studiował mapę całego kontynentu. Patrzył przez okno, którego zasłonę odchylił jedynie odrobinę. Jego oczy obserwowały postacie stojące pod bramą wejściową.
         – Nie… - odparł wampir i wstał. Mapę zostawił na stoliku, a sam podszedł do okna i też przez nie zerknął. Na samym początku spodziewał się, że mogą to być łowcy wampirów, ale gdy tylko wyjrzał i zobaczył, kto stoi przed jego posiadłością, już nie był tego taki pewien.
         – Wyjść do nich czy sam chcesz to zrobić? - Igar zadał mu kolejne pytanie. Już chciał powiedzieć, że może to zrobić i przy okazji otworzy im bramę, może nawet zapyta, kim są i dlaczego tu przyszli. Tyle tylko, że chyba nie było to konieczne, bo najpierw jedno z nich przeskoczyło przez ogrodzenie, a później drugie po prostu otworzyło sobie furtkę. W ten sposób obie znalazły się na terenie posiadłości. Na jego terenie. A Vergil zadał sobie dwa pytania, w głowie oczywiście. Czy ogrodzenie to nie jest za niskie? Czy naprawdę ani on, ani Igar nie pamiętali o tym, żeby zamknąć za sobą furtkę i bramę na klucz? To drugie na pewno było prawdą, bo w przeciwnym razie furtka nie otworzyłaby się, a stawiałaby opór, gdy tylko nacisnęłoby się klamkę.
         – Może to łowcy wampirów? - przyjaciel Vergila odezwał się pierwszy.
         – Wątpię. Nie ryzykowaliby wejścia od przodu i prawdopodobnie byłoby ich więcej, nawet jeśli byliby silni. Oni lubię mieć pewność, że uda im się unicestwić wampira, którego chcą się pozbyć – odpowiedział starszy wampir, a Igar pokiwał tylko głową.
         – Możesz wyjść im naprzeciw. Przywitaj ich i zaprowadź do salonu, ja już będę tam czekał – dodał jeszcze. Później obaj ruszyli na dół, a w korytarzu rozdzielili się – Vergil poszedł do wspomnianego wcześniej salonu, a Igar poszedł w stronę drzwi wyjściowych.

Pukanie rozległo się, gdy wampir położył dłoń na klamce. Cóż, przynajmniej nie musiał wychodzić na zewnątrz. Zdecydowanym ruchem otworzył drzwi, a przed stojącymi przed nimi osobami ukazał się średniego wzrostu, bardzo ładnie ubrany mężczyzna. Jego włosy miały kolor ciemnego brązu, lecz skóra była blada – nie chorobliwie, lecz tak… wampirzo. Nie było wątpliwości, że ma się do czynienia z krwiopijcą.
         – Hrabia von Weyarn, choć zaskoczony tak nieoczekiwaną wizytą, zaprasza w swoje progi – odezwał się do kobiet i ukłonił przed nimi, przy okazji otworzył też drzwi szerzej i gestem dłoni zaprosił do środka. Poczekał, aż wejdą i dopiero wtedy zamknął drzwi.
         – Proszę za mną, hrabia czeka w salonie – powiedział, gdy tylko przeszedł obok nich tak, żeby znaleźć się z przodu.
W tym czasie Vergil przestawił fotele tak, żeby jeden – ten, w którym zasiądzie on sam – stał naprzeciw dwóch innych, w których mogą usiąść jego niespodziewani goście. Między nimi postawił też stolik, na którym szybko spoczęła jedna z butelek z winem i trzy kielichy. Napełnił jeden z nich czerwonym trunkiem i usiadł w fotelu, a później chwycił napełniony kielich i tak czekał. Słyszał kroki i głos Igara przy drzwiach. W salonie światło zapewniły rozwieszone lampy na ścianach, a także kryształowy żyrandol, chociaż on swój fotel postawił tak, żeby ukrywał go półmrok, w którym jego dwukolorowe oczy świeciły lekko. Zwróciły się one w stronę nowo przybyłych, gdy tylko jego przyjaciel wprowadził ich do salonu.
Miał na sobie kamizelkę w ciemnym kolorze, czarnym konkretnie, pod którą znajdowała się koszula, ta akurat była biała. Materiałowe spodnie również były czarne, przy łydce wpadały w skórzane buty. Wszystko to było wykonane z wysokiej jakości – a więc drogich – materiałów, co dało się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Z szyi wampira, na złotym łańcuszku, zwisał krzyż wykonany z rubinów i wprawiony w złotą oprawę. Jedynie jego twarz i niewielką część tułowia ukrywał ten półmrok.
         – Zapraszam, usiądźcie. Swoje rzeczy możecie zostawić przy wejściu do pomieszczenia – powiedział do nich, ale nie pochylił się, nie pokazał im swojej twarzy. Cierpliwie czekał na to, co zrobią, cały czas uważnie je obserwował, choć starał się jednocześnie, żeby jego spojrzenie nie było nachalne i nie wprawiało w zakłopotanie. W międzyczasie przyjrzał się też swoim gościom, a także ich aurom.
         – Coś do picia? Może wina? - zapytał, gdy już się zbliżyły. A swoją twarz – przystojną, z ostrymi rysami i niewielkim znamieniem, które bardziej dodaje mu uroku, a nie oszpeca – pokazał dopiero, gdy fotele stojące naprzeciw, zostały zajęte.
         – To… Co sprowadza was w to miejsce? Nie spodziewałem się gości, dlatego jestem tego ciekaw – mówił dalej, nawet uśmiechnął się w ich stronę, lekko, choć ładnie i zachęcająco. Nie sprawiał wrażenia podejrzliwego i wrogo nastawionego. To pierwsze czuł, to prawda, w końcu byli to nieznajomi, ale tego drugiego faktycznie w nim nie było.
         – Na początku myśleliśmy, że jesteście łowcami wampirów. Nie jesteście nimi, prawda? - zadał kolejne pytanie i tylko całkowitym przypadkiem sprawił, że zabrzmiało ono tak, jakby od poprawnej odpowiedzi zależało nie tylko to, czy tu zostaną, lecz także ich życia.
Awatar użytkownika
Tiu
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Kolekcjoner , Wędrowiec , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Tiu »

        Nie miała pojęcia ile planów mu mogła zrujnować. Cieszyła się tylko, że ktoś w domu przebywał (oczywiście, że służba powinna!) i liczyła na to, że może hrabia również jest dostępny. Kiedy drzwi otworzyły się i stanął w nich przystojny, wcale nie staro wyglądający mężczyzna szybko oceniła go pod kątem lokajowatości. Prezentował się nieco… zbyt dobrze. Z góry zerknęła na całą jego postać. Nie umiała ocenić co w nim było ‘za bardzo’, ale spodziewała się kogoś może fizycznie starszego, może nieco mniej… drapieżnego? Subtelnie poruszyła noskiem. Blada skóra, ten intensywny, lekko kołujący w głowie zapach zimnego ciała… może tak właśnie prezentowały się wampiry? Jeżeli więc taki był lokaj to co dopiero sam hrabia! Aż lekko ścisnęło ją w brzuchu z podekscytowania. Zastanowiła się szybko czy aby na pewno dobrze zrobiła przychodząc tutaj akurat w hybrydowej postaci. Uśmiechnęła się jednak do siebie. Tak, oczywiście, że tak. Oni nie ukryją przed nią tego, że są krwiopijcami, ona sama też zamierzała grać w otwarte karty.

        Weszła obdarzając tak sługę jak i cały westybul przychylnym spojrzeniem. Zaraz po niej ruszyła niska służąca utrzymująca jakimś cudem trzy kuferki i dodatkowo pakunek na głowie. Zdawała się nawet nie zwracać na to obciążenie uwagi i tylko z lekkim problemem nadążała za długonogą, pewnie idącą Tiu… która i tak musiała nieco zwolnić, by nie wpaść na prowadzącego ich wampira. Jego aurę przeglądała przy okazji podziwiania ozdób i umeblowania, a zagadywać nie zagadywała, bo i o co miałaby pytać sługę, skoro wiedziała, że pan jest w domu.

        Na to spotkanie czekała. Bardziej cieszyła się niż denerwowała i zdaje się było to po niej widać. Nie opuszczała głowy, ręce trzymała luźno, a do salonu wkroczyła jakby była z dawna oczekiwanym gościem. Pobieżnie oceniła zawartość pomieszczenia i wartość żyrandoli, mebli, wszelkich dekoracji. Na pierwszy rzut oka podobało jej się, choć może była to kwestia specyfiki sytuacji i ogólnej pozytywności samej tygryski. Nie mogła przecież wpraszać się do nieznajomego w duchu nastawiając się na krytykę i brak tolerancji. Wtedy tylko tego mogłaby oczekiwać w zamian - a liczyła na dużo lepsze stosunki.
        Nadstawiła uszy słysząc głos hrabiego. Teraz całą uwagą obdarzyła siedzący w cieniu elegancki ubiór. Ciemne kolory, koszula… ojej ojej, a co to za naszyjnik!? Błyszczał tak drogocennie! Źrenice jej zrobiły się niemal całkiem okrągłe, co pomogło dostrzec detale w niepełnym świetle. Fuji sprawnie ułożyła bagaże, a tygrysica podeszła do odzienia, które ją przywitało. Nad nim jawił się zarys twarzy, ale gospodarz chyba nie przepadał za jasnością - do tego stopnia, że nie wstał, aby się przywitać. A może to dlatego, że przyszła niezapowiedziana? To tutejsze maniery? A może - tak jak wspominał kapitan - był to jegomość raczej ekscentryczny jak na przedstawiciela środkowoalarańskiej arystokracji? Jakikolwiek nie byłby powód ton głosu hrabiego brzmiał raczej miło i Tiu postanowiła nie marnować szansy. Skłoniła się płynnie, zginając przed sobą rękę i tak wyraziwszy szacunek posłuchała zaproszenia - usiadła w fotelu, który znajdował się minimalnie bliżej pana domu i skupiła się już całkowicie na cienistym gospodarzu. Fuji cicho dołączyła, lecz na siedzisko tylko spojrzała przelotnie - stanęła wymownie przy oparciu swej pani chyba nie zamierzając zajmować miejsca, dopóki ona jej nie nakaże. Aura służki mogła nie sugerować takiego posłuszeństwa, chociaż smaku nadawał jej zarówno upór jak opanowanie. Była jednak nieco zniekształcona - zdawała się miękka, choć dziewczyna nie była aż tak słaba, a drażniący zapach nie przywodził na myśl żadnej konkretnej rasy. Emanacja tygryski była o wiele bardziej przejrzysta. Podobnie maniery - Tiu wydawała się naprawdę otwarta i szczera w swoim zachowaniu. Także gdy tylko zrozumiała sugestię hrabiego, dała znak Fuji aby ta spoczęła.
        Na wspomnienie o winie pogłębiła tylko nieopuszczający jej pyszczka uśmiech.
        - Czy wino to sugestia czy absolutna konieczność? - Zapytała figlarnie, z wyraźnym akcentem. Zerknęła na butelkę dając znać, że tylko to widzi z ewentualnych napitków. - Nie jestem amatorką wina, ale nie pogardzę niczym czym raczy mnie hrabia poczęstować. Zwłaszcza jeżeli to wino lokalne! Fuji na pewno chętnie się napije. - Dodała z grubsza opanowując entuzjazm. Nie było to jednak takie łatwe, gdyż elegancki ubiór w końcu zyskał twarz i opisywany jej całkiem dokładanie mężczyzna z nagła nabrał zaskakującej wręcz realności. Miał nieco rozpraszające, dwukolorowe oczy i bardziej dojrzałe rysy niż przypisywała mu jej młodociana wyobraźnia. Poczuła nagłe ukłucie respektu.
        Wyglądał na kogoś kto wiele przeszedł…
        Ale ona też musiała trochę przejść, aby się tu dostać. Naprawdę dużo staj!
        Należało to teraz wyjaśnić.

        - Nie jestem łowcą wampirów… przynajmniej w klasycznym tego słowa znaczeniu - wymruczała ochoczo. - Choć naprawdę chciałabym w końcu poznać lepiej waszą nieśmiertelną rasę. Ale wpierw proszę o wybaczenie, że zjawiłam się bez zapowiedzi. Moję imię to Mehrr Then’Zi - Gabriestelle. Then’Zi to nazwisko, nie dla wszystkich tutaj jest to oczywiste kiedy się przedstawiam, wolę więc zaznaczyć na wszelki wypadek. Pochodzę spoza Środka, na stałe mieszkam w Neverith, gdzie moja rodzina ma swoje włości. Osobiście jestem podróżniczką z zamiłowania i kolekcjonerką. Nazwisko hrabiego, jak i podpowiedź gdzie mogę pana znaleźć, dostałam od kapitana Maeno, inaczej Mansuna, przy okazji jednej z moich wypraw. Jest on, zdaje się, naszym wspólnym znajomym i rekomendował mi hrabiego jako ewentualnego przewodnika po wampirzych ziemiach. Nie był jedynie pewny czy pana zastanę, ale - cóż - zastałam! Ogromnie mnie to cieszy, nie znam bowiem tutaj nikogo, a i moi przyjaciele nie utrzymują w okolicy żadnych kontaktów, żeby mnie z kim zapoznać. Przybyłam więc do hrabiego prosić o wysłuchanie i opiekę, jeżeli byłby hrabia łaskaw uczynić mi tę przyjemność. Nie miałam niestety jak się zapowiedzieć, dlatego absolutnie nie będę miała za złe odmowy i odesłania mnie. Pozwoliłam sobie na wielką śmiałość przychodząc tutaj - ,,sama” - tak niespodziewanie. Jestem tego całkowicie świadoma i przepraszam… nie ma pan uczulenia na tygrysią sierść, prawda?
Awatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 115
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Wędrowiec , Arystokrata , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Vergil »

Spojrzał na drugą kobietę, która stanęła za oparciem jednego z foteli. Nie wyglądało na to, że nie chciała usiąść, a bardziej tak, jakby czekała na pozwolenie. Musiała być służką tygrysołaczki, co nie zmieniało faktu, że jej aurę też przydałoby się poznać. To, a także informacje, które płynęły z zobaczenia jej. Nie zamierzał namawiać lub zmuszać, nie wiedział, jakie stosunki łączą te dwie kobiety. Igara niby można było nazwać jego lokajem, jednak Vergil traktował go, jak swojego przyjaciela, bo za niego również uważał młodszego wampira. Ufał mu, dzielił się z nim swoimi sekretami i zostawiał też całą posiadłość pod jego opieką, gdy opuszczał ją i wyruszał na kolejną wyprawę.
         – Tylko i wyłącznie sugestia. Mogę zapewnić coś innego do picia – odparł, ale nie powiedział, że zrobi to od razu. Był to sygnał dla samej Tiu, jeśli rzeczywiście chciała dostać coś innego, aby zabić pragnienie, to wystarczy, że o to poprosi. Natomiast kolejne jej słowa potraktował jako sygnał do działania i własnoręcznie napełnił jeden z kielichów – ten, który stał naprzeciw niezajętego jeszcze fotela. Nie miał nic przeciwko, żeby służka Tiu piła w ich obecności, tym bardziej, że ponoć z chęcią spróbuje tego trunku. Po prostu dał jej możliwość zrobienia tego i przy okazji wyrażenia swojej opinii – jeśli będzie chciała to zrobić – której on z kolei wysłucha. Wino, co prawda, nie pochodziło z jego winnic, bo zwyczajnie takich nie posiadał, ale było wytwarzane na tym terenie i na pewno było też jednym z najlepszych, jakie można było zakupić w Maurii. Wiązało się to z niemałą ceną za butelkę, ale… Czy komuś takiemu, jak on, to przeszkadzało? Zdecydowanie nie. Ostatecznie spojrzał też jeszcze raz na Tiu, z butelką ciągle znajdującą się w jego dłoni, która to z kolei spoczywała tuż nad kielichem stojącym naprzeciw zmiennokształtnej. Nieme pytanie. Jest pewna, że nie chce spróbować wina?

W końcu poznał też imię osoby, z którą rozmawiał. Wydawało mu się, że siebie nie musiał jej przedstawiać. Wyglądało na to, że mogła o nim wiedzieć więcej, niż przypuszczał na samym początku. Przecież wiedziała, kogo szukać i, w jakim miejscu może przebywać, prawda? Wysłuchał tego, co mu powiedziała. Zapamiętywał informacje, które mu w ten sposób przekazała.
         – Mansun? Naprawdę? - zapytał, nagle zaciekawiony. Przypomniał sobie o spotkaniu z nim i grupą podobnych do niego zmiennokształtnych, a także przygodę, którą przeżyli w swoim towarzystwie. To było… ciekawe, na pewno mógł to tak określić, choć ostatecznie pozwolili tamtemu czarodziejowi na to, żeby eksplorował Alaranię. Pan Winorośl, chyba właśnie tak się im przedstawił. Nieprzewidywalny i niebezpieczny, ktoś, kto dysponował wielką mocą magiczną. Naszły go też wątpliwości – ponownie – czy dobrze zrobili, gdy pozwolili mu odejść wolno.
         – Cieszę się, że mają o mnie tak dobre zdanie – dodał jeszcze. Wątpił w to, żeby Gabriestelle próbowała go okłamać. Jedynie ktoś, kto faktycznie spotkał Mansuna mógł wiedzieć coś na temat ich wspólnych przygód. Następnie przestał się odzywać, rozważał jej ostatnie słowa i prośbę, którą wystosowała. Co prawda, jej pojawienie się zepsuło nieco jego plany, ale mieli też wspólnych znajomych, którzy przecież polecili jej odszukanie właśnie jego.
         – Możecie tu zostać przez jakiś czas. Zapewnię wam opiekę i odpowiem na pytania, które będziesz miała. Mogę cię też oprowadzić po „wampirzym mieście” – Maurii – może nawet następnej nocy – zadecydował w końcu. Może dzięki temu będzie mógł ponownie zastanowić się nad celem kolejnej wyprawy, może wybierze inną lokację, która wyda mu się ciekawsza. A może… wybierze się w rejon, z którego pochodzi sama Tiu? Jeszcze nie był pewien, ale będzie mógł o tym pomyśleć.
         – Wolicie dwa, osobne pokoje czy może jeden, podzielony na dwa pomieszczenia sypialne? - zapytał. W jego posiadłości znajdowały się oba te rodzaje. Ten drugi był przeznaczony właśnie dla kogoś, kto podróżował ze służbą i z jakiegoś powodu chciał, żeby cały czas byli oni dostępni. Stąd drugi pokój sypialny – ten dla służących – był trochę mniejszy, ale miał też bardziej przystosowane (czyli mniejsze i pojedyncze) łóżka. Jednocześnie znajdowała się w nim też swego rodzaju specjalna „szafa”, w której można było znaleźć proste do złożenia łóżka, jeśli byłyby potrzebne. Domyślnie w pokoju tym stały już trzy gotowe do użycia, w tym specjalnym meblu znajdowały się kolejne trzy.
         – Igar zabierze wasze rzeczy do pomieszczeń, na które się zdecydujecie, a my w tym czasie dalej będziemy rozmawiać – dopowiedział po chwili. Jego przyjaciel stał gdzieś z tyłu, nadal przy bagażach ich gości. Jakby jedna z nich obejrzała się na niego, to bez problemu dostrzegłyby gotowość do działania. Jedynie czekał na sygnał.
         – Możemy nawet zmienić lokację… Co powiedziecie na spacer po ogrodzie? - zapytał. Nie nalegał, nie próbował tego robić, bo jemu było to obojętne. Skoro już miał zapoznać ją z wampirzym światem, to dlaczego nie zacząć od oprowadzenia po posiadłości, w której przez jakiś czas będzie mieszkała?
         – I, zapomniałbym… Nie mam uczulenia na tygrysią sierść. Spokojnie – powiedział to na sam koniec, towarzyszył temu wyraz twarzy, który naprawdę mógł świadczyć o tym, że zapomniał o jej pytaniu i wróciło ono do niego przed chwilą. Uśmiechnął się lekko, to prawda, ale nawet to pozwoliło im na dojrzenie końców jego wampirzych kłów. W aktualnym stanie były tylko odrobinę wydłużone, co zmieniało się, gdy wampir pił krew bezpośrednio z ciała swej ofiary.
         – Mogłabyś też zacząć tam zadawać pytania, jeśli już jakieś pojawiły się w twojej głowie – zaproponował. Znali już swoje imiona, więc uznał, że może darować sobie tytuły grzecznościowe, ale nie będzie miał problemu z poprawieniem się, jeśli tygrysołaczce będzie to przeszkadzało.

Ogród, jeśli już zdecydowali się do niego wybrać, był spory. Rosły w nim różne drzewa, krzewy, kwiaty i nawet zioła, dobrane tak, żeby nie miały problemu z przeżyciem w tutejszym klimacie. Przy wybrukowanej ścieżce raz na jakiś czas można było trafić na niewielką ławkę. Były one pomalowane na kolor ciemnej zieleni. Było tu ładnie, zarówno pod względem bodźców wzrokowych, jak i zapachowych. Rozłożyste korony drzew za dnia dawały tu dużo cienia, choć  nocą blokowały światło gwiazd i księżyca, a przez to sprawiały, że było tu ciemno.
Awatar użytkownika
Tiu
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Kolekcjoner , Wędrowiec , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Tiu »

        Ojej ojej, co się działo - Fuji dostawała wino przed nią! Ale zabawnie! Pewnie to kwestia poprzedniego wybrzydzania i pewności co do niewybrzydzania służącej, ale nadal nadawało to całej scence egzotycznego wydźwięku. Oto oni - dwoje wampirów, gospodarz i bliżej nieokreślony wampirzy asystent oraz one - tygrysołaczka z dalekich krain i jej posłuszna towarzyszka. Z odrębnych kultur, o innych doświadczeniach i oczekiwaniach. Sami w cienistym salonie, pośrodku gęstego lasu. Każde z nich wychowane inaczej i różnie patrzące na świat. Mężczyźni i kobiety, żywi i nieumarli, arystokraci oraz podwładni. Nie wiedziała kto jest do kogo najbardziej podobny w sferze myśli i odczuć - była pewna jedynie, że już fascynował ją tutejszy światek. Światek tych dwóch krwiopijców.
        Świat hrabiego von Weyarn.

        Chcąc się w niego zagłębić przyjęła kieliszek wina, chcąc rozsmakować się w tutejszym guście. Nie była koneserką, ale hmmm… smakowało drogo.

        Wyjaśniła co mogła, tak zgrabnie jak potrafiła, nieco szybciej niż może wypadało, ale efekt był zadowalający. W wypowiedzi zawarła chyba wszystko, co potrzebne było, by na ten czas usatysfakcjonować pana wampira. W duchu zatarła rączki. Jak tak dalej pójdzie, uda jej się spokojnie zwiedzić Maurię!
        - Kapitan Mansun zdaje się mieć ogólnie optymistyczne podejście do napotkanych osób i dobre o nich mniemanie, ale nie można tego samego powiedzieć o wszystkich jego kompanach - pozwoliła sobie na wtrącenie. - Nadal jednak polecali mi towarzystwo hrabiego, a to wiele znaczy. Czterech kocich braci nie oddałoby mnie w pańskie ręce, gdyby nie byli pewni, że to dobry pomysł - powiedziała przeciągle, lekko mrużąc oczy. Lecz zaraz von Weyarn odezwał się i na jej pyszczek wstąpiło radosne uniesienie, nie mające już w sobie nic z kokieterii.
        - Dziękuję bardzo - ledwie powstrzymała się, by nie unieść głosu bardziej niż wypada. - Będę panu dozgonnie wdzięczna za okazaną mi łaskę. - Wstała i skłoniła się, tym razem splatając przed sobą ręce w geście pokornego uznania. Zaraz też zajęła swe miejsce z powrotem, pozwalając gospodarzowi omówić detale. Słuchała uważnie, lekko ruszając uszami. Zadowolona z możliwości wyboru, uśmiechnęła się i szybko zdecydowała się na wariant jednego pokoju. Lubiła mieć Fuji pod ręką, a i nauczona była nie spać w samotności.

        Upijała właśnie ostatnie łyczki, kiedy padła propozycja spaceru. Tygryska wstała żwawo, bo pomysł jak najbardziej przypadł jej do gustu, a i nie chciała w żadnym razie wyjść na marudnicę. Zastanowiła się jedynie co zrobić z Fuji - normalnie poleciłaby jej pomóc z bagażami, jako, że było ich trochę, a poza jednym wampirem nie widziała tu służby gotowej do pracy. Nie wiedziała, jednak jakie zapatrywania mają na to mieszkańcy dworku. Może obie traktowali jak gości i choć miały osobne prawa, Fuji nie była tutaj jedynie służką? W końcu siedziała naprzeciw hrabiego, poczęstowana została winem… zwykłych pomocnic się tak nie traktuje. Może więc była to okazja, by dziewczyna zaznała trochę luksusów i zwykłej chociażby uprzejmości ze strony wyżej postawionych osób?
        Tiu się to nawet podobało.

        Nastawiona bardzo pozytywnie, postanowiła dać nieść się nurtowi tutejszych zwyczajów i słów gospodarza - jeżeli postanowił nie zwracać się do niej cały czas per ,,panno”, zamierzała mu na to pozwolić. Nie wiedziała do końca jak zwracać się do niego, ale to było do nadrobienia. Powinna się spokojnie do wieczora oswoić z jego sposobem wysławiania się, a może i przywyknąć do ogólnego sposobu bycia… o ile spędzą ze sobą dość czasu.
        Póki co zapowiadało się interesująco.


✿ ❧ ❀


        Spacerowała z przyjemnością, powoli stawiając kroki nieco mniejsze niż zwykle, rozglądając się z uprzejmym lecz jak najbardziej szczerym podziwem. Napawała się zapachem obcych dla niej traw, kwiatów i znajomym akcentem ziół dość uniwersalnych. Fuji szeleszcząca spódnicą tuż za nią też rozglądała się nieco, choć nie tak otwarcie. Zieleń ogrodu… zieleń elewacji… zieleń ławeczek. Dachu.
        I podejrzany brak ludzi.

        - Wspominał coś hrabia o pytaniach… myślę, że miałabym kilka - miło zaczęła Tiu po kilku chwilach oglądania wszystkiego. - Och, czy to begonia? To takie klasyczne. Mam na myśli bardzo eleganckie. Nie tak często widywałam je w ogrodach… lubią cień. ACH! Koleusy! Przepiękne. Kto dba o ten ogród? - Rozproszyła się nieco, nie mogąc przejść obojętnie wobec pęków kolorowych liści. Miała słabość do pięknych rzeczy.
        - Przepraszam jeżeli będę nietaktowna, ale… mogłabym zerwać kilka? Do ususzenia. To byłaby może nieco sentymentalna, ale piękna pamiątka. - Uśmiechnęła się leciutko, a Fuji odwróciła, by nie przewracać oczami. Sama gdyby chciała kawałek rośliny, to by go sobie urwała, nikt by jej nie zabronił. Jeśli by była na pozycji Gabriestelle oczywiście. Arystokratka mogła zerwać najwspanialszy kwiat, włożyć go sobie we włosy i zapytać, owszem, ale jak wygląda. Gdyby zrobiła to wystarczająco przymilnie, dżentelmen odparłby oczywiście, że bardzo jej do twarzy i jeszcze podarował jej kolejny. Ale jej arystokratyczna pani zwykle tak nie szalała. Miało to swoje zalety, chociaż niewykorzystywanie możliwości, jakie się posiadało, było czymś czego Fuji nie umiała pojąć. Od tego miało się pozycję, siłę lub majątek by nikt nie wchodził ci w drogę.
        A przynajmniej by tych osób było dość niewiele.

        Tymczasem Tiu ostrożnie badała grunt i nie naruszała przestrzeni gospodarza - już wystarczyło, że przelazła przez bramę i wprosiła się niezapowiedziana. Jej zdaniem dalsze śmiałości byłyby już zbyt niegrzeczne, by można było sobie na nie pozwolić. Przynajmniej póki nie przekona do siebie hrabiego, a jej towarzystwo stanie się rekompensatą za pewne braki w kontroli.
        - Przepraszam za tak osobiste pytanie ale… mieszka tu hrabia sam? Nie chciałabym przeszkadzać pana krewnym lub gościom, za to chętnie bym ich poznała. Może to kwestia tutejszego klimatu, ale pański dwór wydaje się trochę… cichy.
        W porównaniu do jej jasnych, słonecznych rezydencji rodzinnych, gdzie zawsze ktoś biegał bliżej lub dalej, gdzie śmiano się i rozmawiano niemal za każdym rogiem, posiadłość hrabiego von Weyarn zdawała się zanikać w lesie i wtapiać w jego mroczny klimat - tak barwą jak i nieludzką ciszą.
Awatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 115
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Wędrowiec , Arystokrata , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Vergil »

Gdy tylko usłyszał – i Igar również – to, na jaki pokój zdecydowała się Tiu, kobiety mogły usłyszeć poruszenie za sobą, konkretnie w miejscu, w którym zostawiły bagaże. Vergil kiwnął tylko głową, gdy Igar spojrzał w jego stronę. Taka odpowiedź wystarczyła na nieme pytanie, które mu zadał i dlatego młodszy wampir zabrał część bagaży i wyszedł z nimi z pomieszczenia. Zaniósł je do jednego z pokoi gościnnych, do którego zresztą Vergil planował sam zaprowadzić osoby, które u siebie gościł. Tylko, że to zrobi później, skoro teraz zaproponował wyjście na zewnątrz i krótki spacer po ogrodzie. Niespecjalnie przejmował się też zwrotami grzecznościowymi, tym bardziej, że Tiu zdawało się nie przeszkadzać to, że w każdym zdaniu, które kierował w jej stronę, nie zwracał się do niej „panno”. A skoro on to robił, to też nie zwróciłby jej uwagi, gdyby ona zdecydowała się robić podobnie – chociaż to akurat zależało już od niej. Z drugiej strony, jeśli ona będzie stosowała te zwroty, to albo on też zacznie to robić, albo powie jej, że nie musi ich używać. Jedno z dwóch, ale wspomni o tym wtedy, gdy będzie to koniecznie.

Ogród przy jego posiadłości może nie był najpiękniejszy i największy, ale pasował do samego budynku, a roślinność w nim była różnorodna – przez to przyjemnie się po nim spacerowało.
         – Najczęściej opiekuje się nim moja znajoma. Wampirzyca, zapalona botaniczka. Mieszka w okolicy… Może nawet moglibyśmy ją odwiedzić. Przychodzi tu dość regularnie, ale ostatnio się z nią mijałem. Poza tym, Igar też się trochę na tym zna. Podstawowe czynności nie są dla niego problemem – odpowiedział po chwili. Nie wspomniał nic o sobie, bo, cóż, zwyczajnie się na tym nie znał. Jeśli dobrze pamiętał, nie miał też ręki do kwiatów i wszystkiego innego, co tu rosło. Kiedyś próbował i konsekwencją tego było to, że musiał sprowadzić nowe kwiaty gatunku, który wyznaczył sobie do opieki, ale zamiast tego doprowadził do śmierci roślin. Po tym zdarzeniu postanowił, że opiekę nad ogrodem powierzy komuś, kto się na tym zna i będzie wiedział, jakie warunki lubi wszystko to, co teraz tu „mieszka”.
         – Nie krępuj się – odparł krótko, gdy zapytała go o to, czy może zerwać kilka roślin. Przecież nie uschną przez to, że ktoś zerwie jeden liść lub kwiat. A skoro Tiu chciała mieć taką pamiątkę, to przecież nie będzie się temu sprzeciwiał. Tym bardziej, że nikt na tym nie ucierpi. Zatrzymał się nawet na chwilę w miejscu, w którym go o to zapytała. Może właśnie tutaj rosło coś, co sprawiło, że zadała mu takie pytanie? Może już za chwilę przekona się na własne oczy.
         – Tylko proponuję zrywać te, które rosną dość blisko ścieżki. A jeśli już gdzieś głębiej dojrzysz interesującą cię roślinę i naprawdę chciałabyś coś z niej zerwać, to… radzę uważać pod nogi. Ogród jest na tyle rozległy, że rośliny nie są jego jedynymi mieszkańcami – ostrzegł ją, odruchowo spojrzał gdzieś w dal, jakby w oddali, wśród roślin dostrzegł coś, czego ona nie widziała. I, jak na zawołanie, dokładnie w tamtym miejscu coś zaszeleściło w wysokiej trawie.
         – Z Igarem. Opiekuje się posiadłością pod moją nieobecność i oprócz mnie jest jej jedynym stałym mieszkańcem – odparł, choć zanim się odezwał, zastanawiał się nad czymś przez chwilę. Myślał o tym, jak wiele może powiedzieć komuś, kogo prawie w ogóle nie zna.
         – Nie potrzebuję tu całej grupy służących, którzy byliby na moje każde zawołanie. Mam zaufane osoby, które zajmują się sprzątaniem czy naprawami, ale zamiast mieszkać ze mną przez cały czas, po prostu odwiedzają regularnie posiadłość i wykonują swoją pracę – dodał jeszcze. To były jego zaufane osoby, z którymi umówił się na taki układ, bo był on lepszy dla obu stron. Mieli swoje rodziny, a dzięki temu mogli spędzać z nimi więcej czasu. Vergil nie chciał zmuszać ich do tego, żeby tu żyli. Poza tym, przyzwyczaił się już do tego, że jest tu cicho i zupełnie mu to nie przeszkadzało. Może nawet było to lepsze od tego, gdyby miały tu mieszkać rodziny służących z biegającymi i głośnymi dziećmi, i tak dalej… Tak, taka cisza zdecydowanie była mu na rękę.
         – A mój przyjaciel znakomicie radzi sobie w kuchni – wspomniał po chwili, dopiero teraz zdecydował się, żeby to powiedzieć. Zrobił to też nieco ciszej, niemalże konspiracyjnym szeptem, jakby w ten sposób chciał przekazać jej jeszcze to, żeby zachowała to dla siebie i nie wspomniała tej pochwały, zwłaszcza wtedy, gdy sam Igar będzie mógł to usłyszeć.
         – A krewnych nie mam… Przynajmniej nie wiadomo mi nic o tym, żeby mój ród miał aktualnie więcej niż jednego, żywego członka. Chociaż o wampirach chyba nie do końca można powiedzieć, że żyją – dopowiedział po chwili. Uśmiechnął się nawet przy ostatnim zdaniu, ale nie był to szeroki uśmiech, za to wyglądał trochę tak, jakby był wymuszony. Z jednej strony odczuwał smutek niewielkiego stopnia dlatego, że jest jedynym przedstawicielem swojego rodu, a z drugiej nie był pewien, czy chciałby, żeby istniał ktoś jeszcze, kto dzieliłby z nim nazwisko rodowe i przywileje z nim związane. Nie to, żeby chciał zatrzymać to wszystko dla siebie – w posiadłości znajdowały się inne pokoje oprócz gościnnych i tyle kosztowności, że nigdy nie będzie musiał martwić się o to, że zabraknie mu ruenów – po prostu przyzwyczaił się już do tego, że wszyscy jego krewni nie żyją. Przynajmniej ci najbliżsi.

Kierował ich trasą, którą wydawałoby się, że ustalił już wcześniej. Może tak było, a może po prostu wiedział, którędy poruszać się tak, żeby właściwie zrobili duże koło i wylądowali w miejscu, z którego wyruszyli.
         – Mam ważne pytanie. Od odpowiedzi na nie będzie zależało to, gdzie udamy się za chwilę – zapowiedział, specjalnie przesadnie poważnym tonem głosu, ale liczył na to, że udało mu się ukryć tę przesadę na tyle, że zabrzmiało to wiarygodnie. Tak, jakby to pytanie naprawdę było ważne, może nawet najważniejsze tego dnia.
         – Biblioteka czy pokój gościnny? - zapytał, choć zrobił to po długiej chwili. Tak długiej, aby zbudowała odpowiednie napięcie. To wszystko było udawane, próbował się nieco rozluźnić po nieprzyjemnych myślach, które naszły go w ogrodzie. A kto zabroni staremu wampirowi chwilowej zabawy słowami i emocjami? Chyba nikt… Chociaż, tak z drugiej strony, ciekawiło go to, jak zareagują Tiu i jej służka, gdyby domyśliły się, że tylko się z nimi droczy. Dlatego miał cichą nadzieję, że ukrywanie prawdziwych intencji było dość dobre, ale nie na tyle, żeby pozostało ukryte.
Awatar użytkownika
Tiu
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Kolekcjoner , Wędrowiec , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Tiu »

        Wampirzyca?
        Zaciekawiona nadstawiła ucha, mając nadzieję usłyszeć choć trochę więcej o innych przedstawicielach tej rasy. Zabawne… w sumie wampirzyce nie kojarzyły jej się z roślinami i botaniką. A już na pewno nie z pracą w ogrodzie. Może dlatego, że to zajęcie tak mocno łączyła w myślach ze słońcem i gorącem dnia? A jednak kto bronił temu kto widzi dobrze w ciemnościach dbać o ogród akurat po zmroku? No i może aura tego miejsca sprzyjała - trudno było tu o ostre promienie jasności, choć nadal… spojrzała na hrabiego nagle zaintrygowana. Był dzień a on… wyszedł. Jak bardzo wampiry były odporne na światło? Wystarczyło, by było go niewiele lub by były odpowiednio ubrane, a mogły wychodzić w dzień? To by było miłe. O wiele ciekawsze niż bycie uwięzionym w budynkach aż do zmroku. W mgnienie cała rasa zdała jej się o wiele mniej ograniczona i bardziej… naturalna. Skojarzenia z wiecznym mrokiem, ciasnotą wielkich posiadłości i przepychem rekompensującym barwy dnia rozmyły się lekko na rzecz obrazu wampirów w pelerynach szukających cienia lub spokojnie pielących grządki pod rozłożystymi drzewami w tej zielono-cienistej krainie.

        - Och, to byłoby wspaniałe, gdybym mogła poznać znajomą hrabiego! - Postanowiła nie ukrywać radości i nie udawać dużo bardziej stonowanej w charakterze niż rzeczywiście była. - Chciałam się w końcu dowiedzieć czegoś o waszej rasie… poznanie innej kobiety na pewno bardzo by mi pomogło - dodała szczerze i skupiła się na chwilę na kwiatach.

        Ucieszona zerwała ze dwa ciekawe okazji i przekazała je w delikatne ręce Fuji, która skomentowała to kamienną obojętnością. Nie pierwszy raz musiała trzymać jakieś zielsko. W zasadzie przyzwyczaiła się już, że stale ma coś w rękach czy na głowie i aż dziwnie było jej chodzić bez tego. Jednak była już idealnie dostosowana do służby.

        Tiu zaś była czujna niczym zwierzę i szybko wypatrzyła ogrodowego mieszkańca. Czy może raczej ruch jaki wywołał. Źrenice rozszerzyły jej się, pobudzone chęcią zabawy i skoku w chaszcze - dziewczyna umiała jednak powstrzymywać podobne odruchy bez większych trudności. Wróciła myślami do słów hrabiego.
        I och - zdążył odpowiedzieć na perę jej pytań nim w ogóle okazała zdziwienie! Niezwykłe wyczucie!
        - To… to trochę niezwykłe - stwierdziła zarówno z nutką uznania jak i niepojmowania niektórych motywów w stylu życia gospodarza. - Znam bardzo niewiele osób o takiej pozycji, które radzą sobie bez służby… czwórka to zwykle minimum. Lokaj, kucharz, pokojówka, gosposia… - zaczęła wyliczać przypominając sobie jakie konfiguracje widziała w odwiedzanych dworach, domach i rezydencjach. W skrajnych przypadkach ludzie radzili sobie wyłącznie z gospodynią i sprzątaczką, ale na pewno nie byli tak majętni jak hrabia. O nie, jego byłoby stać, więc… pewnie to taka preferencja. Może zarówno on jak i Igar woleli mieszkać bez towarzystwa. Samotnicy? A może kiedyś wydarzyło się coś co sprawiło, że stracili zaufanie do innych osób? A może to moda? Lub nawet wymóg kulturowy! Tyle było możliwości, że tygryska naprawdę nie wiedziała co o tym sądzić. Bardzo chciała dowiedzieć się jak to wygląda u innych wampirów.
        - Przepraszam za moją konsternację, to dla mnie trochę… trudne do zrozumienia. Ale jeżeli hrabia ma własne sposoby na dbanie o taką posiadłość to oczywiście pewnie są słuszne. Fascynujące dla kogoś takiego jak ja. - Uśmiechnęła się miło. - W podróżowaniu cudowne jest to, że można poznać tyle innych zwyczajów! Nigdy nie nauczyłbym się z książek tyle ile z odwiedzania nowych miejsc. Ale hrabiemu na pewno nie muszę tego mówić. Przez wszystkie lata życia pewnie zwiedził pan o wiele więcej krain i miast niż ja… och, przepraszam, ciągle pana tytułuję… ale nie mogę się odzwyczaić. Proszę się nie przejmować, do mnie hrabia może mówić jak chce. - Wyjaśniła lekko i zachęciła by kontynuował ukrócanie formalności, mimo że ona potrzebowała na to więcej czasu.
        - Pański pomocnik zaś wydaje się osobą bardzo utalentowaną, jeśli nie wyszkoloną - dodała o Igarze z cichym uznaniem. - Fuji też wiele potrafi. Bardzo ją cenię - przyznała równie konspiracyjnym co Vergil szeptem, chociaż służka oczywiście mogła ją usłyszeć. Trudno jednak byłoby dojrzeć u niej jakąś reakcję. Była świadoma swojej wartości jako dziewczyna do (prawie) wszystkiego.

        - W takim razie współczuję. - Tiu skomentowała tymczasem sytuację hrabiego. Nie wiedziała czy żałuje on bycia jedynym członkiem rodu i niemal samotnego mieszkania w głębi lasu, ale uznawała swoje słowa za całkiem na miejscu. Ostatecznie jej byłoby przykro, więc jeżeli nie wyrazem wiedzy na temat jego upodobań były przynajmniej oznaką szczerości. A Gabriestelle czuła się już całkiem swobodnie w towarzystwie wampira i nie chciała ukrywać swoich poglądów bardziej niż wymagała tego kultura. Jego odmienność rasowa jej nie zniechęcała, a nawet zachęcała do zadawania pytań i okazywania zainteresowania nieco bardziej otwarcie. No i nadal - do zbierania informacji o nieumarłych polecał go Kapitan Mansun! A nawet część jego towarzyszy. Fiuu fiu - chyba zaczynała rozumieć dlaczego!
        - To jest w wampirach szczególnie niezwykłe - skwitowała, znowu mrużąc oczy i spoglądając na ukazane kły. - Rasy nieumarłe są fascynujące.

        Przeszli już spory kawałek gawędząc przyjemnie, kiedy hrabia zatrzymał się i nagle spoważniał. W jednej chwili do Tiu powróciły wszystkie legendy o nocnych łowcach i wysysaczach krwi niewieściej, bo mężczyzna brzmiał i wyglądał jakby miał dać jej do wyboru zamkniętą sypialnię albo cmentarz. Doprawdy, pasowała mu rola napastnika z tym przenikliwym spojrzeniem i męskim podbródkiem… zastanowiła się czy dałaby radę mu uciec i zawołać swoich mentorów. Możliwe, jeśli ruszyłaby od razu...
        Otworzyła bezwiednie usta i odetchnęła cicho, kiedy wyjaśnił o co mu chodziło.
        Och, jakież głupotki przychodzą na myśl pod wpływem impulsów! O niemądra, przez nic by nie zrobił, to był porządny mężczyzna! Ha ha, tak, a ona już się przestraszyła!
        - Łobuz z pana, tak mnie straszyć! - Prychnęła rozbawiona, przekraczając granicę formalności. - Już niewiadomo co widziałam przed oczami! Ale biblioteka, zdecydowanie chciałabym ją zwiedzić! - kontynuowała wesoło, choć część futerka wciąż miała zjeżoną i nawet podeszła do hrabiego bliżej.

        Fuji była na tyle uprzejma, że nie komentowała. Żałowała tylko, że nie miała powodu, by jednak wbić w wampiry kołeczki i zobaczyć co się z nimi dzieje po unicestwieniu. Skoro i tak już nie żyły…
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mroczne Doliny”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość