Mroczne Doliny[Leśna Posiadłość] Pan hrabia w domu?

Tajemnicza kraina, nad którą od wieków zalega mrok. Słońce świeci tu niezwykle rzadko. Nie ma tu tętniących życiem wiosek, jedynie jedno, warowne miasto ostało się w tej czeluści mroku, a i o nim nie można powiedzieć, pełne życia...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tiu
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Kolekcjoner , Wędrowiec , Arystokrata
Kontakt:

[Leśna Posiadłość] Pan hrabia w domu?

Post autor: Tiu »

        Mrok. Chmury gęstymi zwałami przesłaniające słońce. Gęsty las, wypełniony zapachem popiołu. Wiecznej zgnilizny drażniącej nos. Szara ziemia, z której czerpią życie rośliny o twardych liściach. Spłowiałe lub przesycone agresywnym kolorem. Odstraszające. Jak bagna, jak rechot ropuch i trujących żab. Skrzeczenie padlinożercy. Całkiem blisko, coraz bliżej. W gałęziach nad głową.

        - Pfu! Połknąłem muchę.
        - Dziękujemy za tę informację mistrzu. Teraz będziemy bezpieczni.
        - Mówię, że mam dość łażenia po krzakach!
        Ogromny tygrys trącił swoją uczennicę i zrównał się z trzecim kotem - tygryską wesoło idącą na przedzie. Rozglądała się coraz bardziej podekscytowana, a ogon drgał jej od czasu do czasu w skocznych przepływach ciekawości. Nuciła coś sobie, cała wesolutka. Użarł ją w zad.

        - GRAAACH! - Podskoczyła z całą swoją masą i odpowiedziała kontratakiem zanim pomyślała. Dała mu łapą po pysku i czujnie odchyliła łeb, wyginając się. Chciał się bić? Mogła się bić! Nie wiedziała czemu teraz, ale niech daje!
        - Rusz się i mów czy to tutaj! Nie chcę spędzić tu całego… cholera nawet wie czy to noc czy dzień. Nic dziwnego, że głównie umarlaki tu… są tu! I przydałoby się napić.
        - Woda nie jest… nie jest zatruta - mruknęła Tiu po kociemu, jeszcze trochę próbując mu dać po nosie, niezgrabnie machając pazurami przed jego mordą. Odtrącił ją i prawie że zdeptał, nim przysiadł gdzieś obok.

        - To twoja wina, to ty chciałeś ją odprowadzić - wypomniała mu Trajan, najmniejsza z ich grupy i klapnęła obok. - Myślę, że może iść dalej sama.
        - Także tak sądzę! - wesoło stwierdziła Tiu zanim się podniosła.
        Ruff zafuczał tylko.

        - Nie podoba mi się pomysł spotkania z tym wampirem. Ta grupa karakali też mi śmierdziała. Tacy o sprzedawczyni kostropatych nosów i brodawek powiedzieliby, że to miała staruszka, a jej towary, że palce lizać. Nie możesz bawić się ze starymi, dobrymi barbarzyńcami jak wszyscy?
        - Ależ! Ja nigdy nie bawię się z barbarzyńcami!
        - To teraz chyba wiemy w czym leży problem…
        - Sprawdzony przez zmiennokształtnych wampir-arystokrata będzie o wiele lepszym towarzystwem dla młodej damy niźli banda nordów o bujnych siekierach. Ty możesz takich lubić, ale my nie musimy. Otrzep się Tiu, nie możesz się tak pokazać.
        Dziewczyna posłusznie wstała, otrząsnęła z liści jak mogła i z sympatią polizała mentorkę w ucho. Ruff nadepnął jej na ogon, ale niestety na tyle lekko, że go zignorowała.
        - Jeszcze i tak będę musiała się przebrać. Myślę, że pokażę mu się w mojej najwyższej postaci. Hihi! Mam nadzieję, że nie będzie zbyt zaskoczony tą wizytą, nie miałam jak go uprzedzić… ledwo dowiedziałam się, gdzie zamieszkuje!
        - Zorganizowałaś to bardzo sprytnie. Ale, ale, czuję jakieś tworzywo… musimy być niedaleko.
        - Lepiej idź z nią Trajan!
        - Dlaczego?
        - Bo tak mówię. A ja się rozejrzę po tym, co oni nazywają lasem. Może uda mi się złapać skorumpowanego jednorożca i będzie w końcu porządny obiad.
        Nawet nie czekał, tylko z miejsca ruszył w swoją stronę. Obie wiedziały, że bardzo chciał dodać ,,krzyknijcie, a zaraz się zjawię”, ale duma gburka mu nie pozwalała. Spojrzały na siebie zgodnie. Westchnęły.

        - To może nie być taki zły pomysł… Nehee, poszłabyś ze mną? Podobno hrabia Vergil nie przejmuje się etykietą, a i myślę, że dałabym sobie radę, ale… Neheene nie będzie spał spokojnie jeżeli pójdę sama. Znaczy bez ciebie.
        ,,Bez ciebie”, bo zaraz z krzaków wyłoniła się dziewczyna o ludzkim wyglądzie, tachająca z sobą zatrważającą ilość tobołków. Ona to towarzyszyć miała tygrysce tak czy inaczej.
        - Panienko - zameldowała się, skoro już udało jej się ją dogonić. Rozejrzała się też. - Gdzie pan Ruff?
        Tiu wskazała głową kierunek. Służka przytaknęła nawet niezdziwiona.
        - Zastanawiamy się czy powinnam pójść z wami do domu hrabiego - wyjaśniła Trajan.
        Chyba oczekiwały od niej odpowiedzi.
        - Zabić wampira łatwiej we trzy - odparła co sądziła.
        - Kolejna, no nie mogę z wami!
        Rudosierstna Trajan podniosła się, poddając. Tiu zachichotała.
        - Ty tak się nie ciesz maleńka. Miasto wampirów to trudny cel. Dlatego to… tam się już z tobą spotkamy.
        - Nehee, co mówisz, to nie idziesz ze mną do hrabiego?
        - Od początku miałaś iść sama duszko. - Nadstawiła uszu i poczekała chwilę. - Ruff już nie słyszy, więc oto plan. Zapoznasz się z tym całym hrabią Vergilem i - jeśli wszystko potoczy się dobrze - to on oprowadzi cię po Maurii, a ja będę miała wolne. Możesz zabawić u niego kilka dni jako gość, nie przeszkadza mi to zupełnie. Będziemy w okolicy, więc daj nam znak co ustalisz. Przed naszą ulubioną godziną wracamy do wozu.
        - Tjest!
        - Tylko proszę, nie bądź zbyt wyrywna. Chcę żebyś nauczyła się funkcjonowania ludzi o różnych pozycjach i statusie, ale obawiam się, że panowie karakale mogli nakreślić nieco… przesadzony obraz wampira. Trudno mi sobie wyobrazić hrabiego, który nie zważa na etykietę, zasady i… nie wiem czy fakt, że zjawisz się u niego sama, niezapowiedziana tym bardziej, nie umniejszy tobie w jego oczach.
        - Jeżeli tak to trochę trudno. To znaczy, że się mylili. Ale ja bardzo chcę poznać wampira, z którym można normalnie porozmawiać, a przy tym reprezentuje jednak pewne wartości! Ostatecznie też jestem arystokratą. A podróżuję, nawet poluję! Jem surowe mięso. I kto wie gdzie chodzę!
        - Tiu, do trzech dżemów, błagam cię!
        - Och! Ale przecież nie powiem tego przy nim! Absolutnie! Nie jestem niemądra, nehee.
        - Tak, tak…
        - Słucham?
        - Nic skarbie, nic. Fuji, opiekuj się nią dobrze.
        Służka przytaknęła, a Tiu, już w innej postaci, stanęła na dwie nogi.

✿ ❧ ❀


        Podeszły ostrożnie pod czarne ogrodzenie. Tygryska nie wyczuwała strażników. Nie słyszała kroków. Tylko jej własne i Fuji. Ścieżki zdawały się zarośnięte, teren opuszczony. Cisza.
        Podobno hrabia często bywał w podróży…

        Przeszły kawałek, by zobaczyć co czeka pod bramą. Ale tam nie było ani strażnika, ani odźwiernego.
        Dziwne.

        - Może wyjechał - stwierdziła służka dosyć beznamiętnie. Być może się cieszyła, a może szkoda jej było tego jednego sztyletu niewbitego w wampirze serce.
        - Hmmm… trzeba zobaczyć! - Niepowstrzymana przez towarzyszkę Tiu przyjrzała się bramie, oceniła odległość i wykonała skok. Złapała za pręty, wygięła się i już była po drugiej stronie. Żaden płot nie mógł jej powstrzymać!
        Służka zamrugała, nacisnęła klamkę i przeszła przez furtkę.
        - To chyba włamanie.
        - Chyba na pewno! Ale hrabia zrozumie jak mu wytłumaczymy. Skoro zostawił otwartą furtkę… Chodź, tylko zapukamy do drzwi i zobaczymy czy jest w domu!

✿ ❧ ❀


        Zastukała trzy razy. Poprawiła spódniczkę i pas na futrzastych biodrach. Dla pewności przeczesała grzywkę, a widząc, że ją zrujnowała, dała ją szybko do ugłaskania Fuji. Czy jej się zdawało czy właśnie rozległy się kroki w tym zielonym domostwie? Małym jak na status hrabiego, ale uroczym na swój… zielony sposób.
        Wyprężyła się i uspokoiła - przynajmniej zewnętrznie. W środku buzowała od ekscytacji i palącej ciekawości jaki to jest krwiopijca, który zadaje się z kotołakami. Miała nadzieję, że jego czujne ucho nie wychwyci bicia jej serca…
        A jeśli nawet, to zinterpretuje to we właściwy sposób.
        Hihi!
Awatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 113
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Wędrowiec , Arystokrata , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Vergil »

Już następnego dnia po balu, Vergil planował swoją kolejną podróż, choć jeszcze nie był pewien, gdzie uda się tym razem. Może gdzieś poza granice środkowej Alaranii? Nie wydawało mu się to złym pomysłem, gdy przyglądał się ziemiom, które znajdują się właśnie tam – i to bez różnicy, po której stronie świata. A, właśnie, będzie też musiał zdecydować, w którym kierunku się uda, bo, na przykład, na północy – mroźniej lub nie, w zależności, jak daleko zdecydowałby się podróżować – czekałoby na niego coś innego, niż na południu. Nie spieszył się z tym, choć jednocześnie wolał nie zostawać tu zbyt długo. Domyślał się, że teraz, gdy już raz pojawił się na balu, znów o wiele częściej będzie dostawał zaproszenia na kolejne. I to nie tylko jako gość, lecz także inne, które będą podsyłane od kobiet zainteresowanych tym, aby na takim przyjęciu towarzyszył. A jemu wystarczyło interakcji z wampirzą arystokracją, przynajmniej na jakiś czas. Dlatego zdecydowanie wolał wrócić do wcześniejszego trybu życia. Trybu podróżnika.
        
◐◐◐◐◐◐
        
         – Spodziewałeś się gości? - zapytał Igar. Był odwrócony plecami do Vergila, który teraz siedział w fotelu i kolejny dzień studiował mapę całego kontynentu. Patrzył przez okno, którego zasłonę odchylił jedynie odrobinę. Jego oczy obserwowały postacie stojące pod bramą wejściową.
         – Nie… - odparł wampir i wstał. Mapę zostawił na stoliku, a sam podszedł do okna i też przez nie zerknął. Na samym początku spodziewał się, że mogą to być łowcy wampirów, ale gdy tylko wyjrzał i zobaczył, kto stoi przed jego posiadłością, już nie był tego taki pewien.
         – Wyjść do nich czy sam chcesz to zrobić? - Igar zadał mu kolejne pytanie. Już chciał powiedzieć, że może to zrobić i przy okazji otworzy im bramę, może nawet zapyta, kim są i dlaczego tu przyszli. Tyle tylko, że chyba nie było to konieczne, bo najpierw jedno z nich przeskoczyło przez ogrodzenie, a później drugie po prostu otworzyło sobie furtkę. W ten sposób obie znalazły się na terenie posiadłości. Na jego terenie. A Vergil zadał sobie dwa pytania, w głowie oczywiście. Czy ogrodzenie to nie jest za niskie? Czy naprawdę ani on, ani Igar nie pamiętali o tym, żeby zamknąć za sobą furtkę i bramę na klucz? To drugie na pewno było prawdą, bo w przeciwnym razie furtka nie otworzyłaby się, a stawiałaby opór, gdy tylko nacisnęłoby się klamkę.
         – Może to łowcy wampirów? - przyjaciel Vergila odezwał się pierwszy.
         – Wątpię. Nie ryzykowaliby wejścia od przodu i prawdopodobnie byłoby ich więcej, nawet jeśli byliby silni. Oni lubię mieć pewność, że uda im się unicestwić wampira, którego chcą się pozbyć – odpowiedział starszy wampir, a Igar pokiwał tylko głową.
         – Możesz wyjść im naprzeciw. Przywitaj ich i zaprowadź do salonu, ja już będę tam czekał – dodał jeszcze. Później obaj ruszyli na dół, a w korytarzu rozdzielili się – Vergil poszedł do wspomnianego wcześniej salonu, a Igar poszedł w stronę drzwi wyjściowych.

Pukanie rozległo się, gdy wampir położył dłoń na klamce. Cóż, przynajmniej nie musiał wychodzić na zewnątrz. Zdecydowanym ruchem otworzył drzwi, a przed stojącymi przed nimi osobami ukazał się średniego wzrostu, bardzo ładnie ubrany mężczyzna. Jego włosy miały kolor ciemnego brązu, lecz skóra była blada – nie chorobliwie, lecz tak… wampirzo. Nie było wątpliwości, że ma się do czynienia z krwiopijcą.
         – Hrabia von Weyarn, choć zaskoczony tak nieoczekiwaną wizytą, zaprasza w swoje progi – odezwał się do kobiet i ukłonił przed nimi, przy okazji otworzył też drzwi szerzej i gestem dłoni zaprosił do środka. Poczekał, aż wejdą i dopiero wtedy zamknął drzwi.
         – Proszę za mną, hrabia czeka w salonie – powiedział, gdy tylko przeszedł obok nich tak, żeby znaleźć się z przodu.
W tym czasie Vergil przestawił fotele tak, żeby jeden – ten, w którym zasiądzie on sam – stał naprzeciw dwóch innych, w których mogą usiąść jego niespodziewani goście. Między nimi postawił też stolik, na którym szybko spoczęła jedna z butelek z winem i trzy kielichy. Napełnił jeden z nich czerwonym trunkiem i usiadł w fotelu, a później chwycił napełniony kielich i tak czekał. Słyszał kroki i głos Igara przy drzwiach. W salonie światło zapewniły rozwieszone lampy na ścianach, a także kryształowy żyrandol, chociaż on swój fotel postawił tak, żeby ukrywał go półmrok, w którym jego dwukolorowe oczy świeciły lekko. Zwróciły się one w stronę nowo przybyłych, gdy tylko jego przyjaciel wprowadził ich do salonu.
Miał na sobie kamizelkę w ciemnym kolorze, czarnym konkretnie, pod którą znajdowała się koszula, ta akurat była biała. Materiałowe spodnie również były czarne, przy łydce wpadały w skórzane buty. Wszystko to było wykonane z wysokiej jakości – a więc drogich – materiałów, co dało się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Z szyi wampira, na złotym łańcuszku, zwisał krzyż wykonany z rubinów i wprawiony w złotą oprawę. Jedynie jego twarz i niewielką część tułowia ukrywał ten półmrok.
         – Zapraszam, usiądźcie. Swoje rzeczy możecie zostawić przy wejściu do pomieszczenia – powiedział do nich, ale nie pochylił się, nie pokazał im swojej twarzy. Cierpliwie czekał na to, co zrobią, cały czas uważnie je obserwował, choć starał się jednocześnie, żeby jego spojrzenie nie było nachalne i nie wprawiało w zakłopotanie. W międzyczasie przyjrzał się też swoim gościom, a także ich aurom.
         – Coś do picia? Może wina? - zapytał, gdy już się zbliżyły. A swoją twarz – przystojną, z ostrymi rysami i niewielkim znamieniem, które bardziej dodaje mu uroku, a nie oszpeca – pokazał dopiero, gdy fotele stojące naprzeciw, zostały zajęte.
         – To… Co sprowadza was w to miejsce? Nie spodziewałem się gości, dlatego jestem tego ciekaw – mówił dalej, nawet uśmiechnął się w ich stronę, lekko, choć ładnie i zachęcająco. Nie sprawiał wrażenia podejrzliwego i wrogo nastawionego. To pierwsze czuł, to prawda, w końcu byli to nieznajomi, ale tego drugiego faktycznie w nim nie było.
         – Na początku myśleliśmy, że jesteście łowcami wampirów. Nie jesteście nimi, prawda? - zadał kolejne pytanie i tylko całkowitym przypadkiem sprawił, że zabrzmiało ono tak, jakby od poprawnej odpowiedzi zależało nie tylko to, czy tu zostaną, lecz także ich życia.
Awatar użytkownika
Tiu
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Kolekcjoner , Wędrowiec , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Tiu »

        Nie miała pojęcia ile planów mu mogła zrujnować. Cieszyła się tylko, że ktoś w domu przebywał (oczywiście, że służba powinna!) i liczyła na to, że może hrabia również jest dostępny. Kiedy drzwi otworzyły się i stanął w nich przystojny, wcale nie staro wyglądający mężczyzna szybko oceniła go pod kątem lokajowatości. Prezentował się nieco… zbyt dobrze. Z góry zerknęła na całą jego postać. Nie umiała ocenić co w nim było ‘za bardzo’, ale spodziewała się kogoś może fizycznie starszego, może nieco mniej… drapieżnego? Subtelnie poruszyła noskiem. Blada skóra, ten intensywny, lekko kołujący w głowie zapach zimnego ciała… może tak właśnie prezentowały się wampiry? Jeżeli więc taki był lokaj to co dopiero sam hrabia! Aż lekko ścisnęło ją w brzuchu z podekscytowania. Zastanowiła się szybko czy aby na pewno dobrze zrobiła przychodząc tutaj akurat w hybrydowej postaci. Uśmiechnęła się jednak do siebie. Tak, oczywiście, że tak. Oni nie ukryją przed nią tego, że są krwiopijcami, ona sama też zamierzała grać w otwarte karty.

        Weszła obdarzając tak sługę jak i cały westybul przychylnym spojrzeniem. Zaraz po niej ruszyła niska służąca utrzymująca jakimś cudem trzy kuferki i dodatkowo pakunek na głowie. Zdawała się nawet nie zwracać na to obciążenie uwagi i tylko z lekkim problemem nadążała za długonogą, pewnie idącą Tiu… która i tak musiała nieco zwolnić, by nie wpaść na prowadzącego ich wampira. Jego aurę przeglądała przy okazji podziwiania ozdób i umeblowania, a zagadywać nie zagadywała, bo i o co miałaby pytać sługę, skoro wiedziała, że pan jest w domu.

        Na to spotkanie czekała. Bardziej cieszyła się niż denerwowała i zdaje się było to po niej widać. Nie opuszczała głowy, ręce trzymała opuszczone, a do salonu wkroczyła jakby była z dawna oczekiwanym gościem. Pobieżnie oceniła zawartość pomieszczenia i wartość żyrandoli, mebli, wszelkich dekoracji. Na pierwszy rzut oka podobało jej się, choć może była to kwestia specyfiki sytuacji i ogólnej pozytywności samej tygryski. Nie mogła przecież wpraszać się do nieznajomego w duchu nastawiając się na krytykę i brak tolerancji. Wtedy tylko tego mogłaby oczekiwać w zamian - a liczyła na dużo lepsze stosunki.
        Nadstawiła uszy słysząc głos hrabiego. Teraz całą uwagą obdarzyła siedzący w cieniu elegancki ubiór. Ciemne kolory, koszula… ojej ojej, a co to za naszyjnik!? Błyszczał tak drogocennie! Źrenice jej zrobiły się niemal całkiem okrągłe, co pomogło dostrzec detale w niepełnym świetle. Fuji sprawnie ułożyła bagaże, a tygrysica podeszła do odzienia, które ją przywitało. Nad nim jawił się zarys twarzy, ale gospodarz chyba nie przepadał za jasnością - do tego stopnia, że nie wstał, aby się przywitać. A może to dlatego, że przyszła niezapowiedziana? To tutejsze maniery? A może - tak jak wspominał kapitan - był to jegomość raczej ekscentryczny jak na przedstawiciela środkowoalarańskiej arystokracji? Jakikolwiek nie byłby powód ton głosu hrabiego brzmiał raczej miło i Tiu postanowiła nie marnować szansy. Skłoniła się płynnie, zginając przed sobą rękę i tak wyraziwszy szacunek posłuchała zaproszenia - usiadła w fotelu, który znajdował się minimalnie bliżej pana domu i skupiła się już całkowicie na cienistym gospodarzu. Fuji cicho dołączyła, lecz na siedzisko tylko spojrzała przelotnie - stanęła wymownie przy oparciu swej pani chyba nie zamierzając zajmować miejsca, dopóki ona jej nie nakaże. Aura służki mogła nie sugerować takiego posłuszeństwa, chociaż smaku nadawał jej zarówno upór jak opanowanie. Była jednak nieco zniekształcona - zdawała się miękka, choć dziewczyna nie była aż tak słaba, a drażniący zapach nie przywodził na myśl żadnej konkretnej rasy. Emanacja tygryski była o wiele bardziej przejrzysta. Podobnie maniery - Tiu wydawała się naprawdę otwarta i szczera w swoim zachowaniu. Także gdy tylko zrozumiała sugestię hrabiego, dała znak Fuji aby ta spoczęła.
        Na wspomnienie o winie pogłębiła tylko nieopuszczający jej pyszczka uśmiech.
        - Czy wino to sugestia czy absolutna konieczność? - Zapytała figlarnie, z wyraźnym akcentem. Zerknęła na butelkę dając znać, że tylko to widzi z ewentualnych napitków. - Nie jestem amatorką wina, ale nie pogardzę niczym czym raczy mnie hrabia poczęstować. Zwłaszcza jeżeli to wino lokalne! Fuji na pewno chętnie się napije. - Dodała z grubsza opanowując entuzjazm. Nie było to jednak takie łatwe, gdyż elegancki ubiór w końcu zyskał twarz i opisywany jej całkiem dokładanie mężczyzna z nagła nabrał zaskakującej wręcz realności. Miał nieco rozpraszające, dwukolorowe oczy i bardziej dojrzałe rysy niż przypisywała mu jej młodociana wyobraźnia. Poczuła nagłe ukłucie respektu.
        Wyglądał na kogoś kto wiele przeszedł…
        Ale ona też musiała trochę przejść, aby się tu dostać. Naprawdę dużo staj!
        Należało to teraz wyjaśnić.

        - Nie jestem łowcą wampirów… przynajmniej w klasycznym tego słowa znaczeniu - wymruczała ochoczo. - Choć naprawdę chciałabym w końcu poznać lepiej waszą nieśmiertelną rasę. Ale wpierw proszę o wybaczenie, że zjawiłam się bez zapowiedzi. Moję imię to Mehrr Then’Zi - Gabriestelle. Then’Zi to nazwisko, nie dla wszystkich tutaj jest to oczywiste kiedy się przedstawiam, wolę więc zaznaczyć na wszelki wypadek. Pochodzę spoza Środka, na stałe mieszkam w Neverith, gdzie moja rodzina ma swoje włości. Osobiście jestem podróżniczką z zamiłowania i kolekcjonerką. Nazwisko hrabiego, jak i podpowiedź gdzie mogę pana znaleźć, dostałam od kapitana Maeno, inaczej Mansuna, przy okazji jednej z moich wypraw. Jest on, zdaje się, naszym wspólnym znajomym i rekomendował mi hrabiego jako ewentualnego przewodnika po wampirzych ziemiach. Nie był jedynie pewny czy pana zastanę, ale - cóż - zastałam! Ogromnie mnie to cieszy, nie znam bowiem tutaj nikogo, a i moi przyjaciele nie utrzymują w okolicy żadnych kontaktów, żeby mnie z kim zapoznać. Przybyłam więc do hrabiego prosić o wysłuchanie i opiekę, jeżeli byłby hrabia łaskaw uczynić mi tę przyjemność. Nie miałam niestety jak się zapowiedzieć, dlatego absolutnie nie będę miała za złe odmowy i odesłania mnie. Pozwoliłam sobie na wielką śmiałość przychodząc tutaj - ,,sama” - tak niespodziewanie. Jestem tego całkowicie świadoma i przepraszam… nie ma pan uczulenia na tygrysią sierść, prawda?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mroczne Doliny”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości