[Doliny] Pragnienie


Tajemnicza kraina, nad którą od wieków zalega mrok. Słońce świeci tu niezwykle rzadko. Nie ma tu tętniących życiem wiosek, jedynie jedno, warowne miasto ostało się w tej czeluści mroku, a i o nim nie można powiedzieć, pełne życia...

Postprzez Aldaren » Wt lut 12, 2019 12:23 am

        W mitrowej piwnicy Drugi umierał z nudów, co prawda był z Mitrą, ale nie zwracał na niego większej uwagi, a jego słowa przelatywały przez niego jak woda przez palce. Nic go to nie interesowało czy nekromantę coś bolało, czy miał coś złamane, czy nie podać mu chusteczki na katarek. Po prostu zapewnił Aldarenowi, że zostanie z niebianinem, więc został, ale nie zamierzał przez to zacząć pałać do niego miłością. Szczególnie, że swoje przeżył i to w czasach, gdy tych obu w sumie jeszcze nawet w zamyśle nie było, a panowały wtedy cudowne wieki dla nieumarłych, czarnoksiężników, nekromantów. Dla dość sporego grona tych ostatnich zdarzyło mu się pracować, więc wiedział jakie z nich podstępne kanalie. Jak inaczej nazwać osobę, która najpierw płodzi dziecko, a po tym poświęca je w jakiś spaczonych rytuałach. Co prawda on sam nie był święty, bo zdarzało mu się poważnie zmasakrować małe twarzyczki, gdy miał ochraniać targu przed złodziejaszkami i kieszonkowcami, ale to nie zmieniało faktu.

        Po niedługim czasie skierował jednak gładkie, drewniane lico bez twarzy w stronę blondyna wydającego rozkazy mniejszemu demonowi, a następnie obserwował małą pokrakę, która żałośnie mu się podporządkowywała, a przecież nie był nawet nowicjuszem demonologii. Owszem rozumiał przychylność zaskarbioną przekupstwem, ale postępowanie tego małego coraz mniej przypominało to sprzed tych tysięcy lat, gdy upiór jeszcze był dychającym, cieszącym się życiem mężczyzną.
        - "Nie interesuj się, nekromanto" - burknął intonując to ostatnie z takim jadem w głosie, że najbardziej jadowite stworzenie na Łusce w mgnieniu oka by zdechło. - "I czyż nie mówiłem żebyś siedział cicho?" - upomniał wrogo, przyjmując pewną siebie postawę i zakładając ręce na piersi.
        Nie było wątpliwości, że gdyby opętał coś co mogłoby wyrażać emocje, czy mogło robić mimiki twarzy, najpewniej patrzyłby własnie na blondyna z pogardą i wyższością. Nie miał obowiązku z nim rozmawiać i szczerze nie zamierzał, jeszcze błogosławionemu przyjdzie do głowy jak wypędzić demona, czy zabezpieczyć Aldarena przed jego wpływem. Albo co gorsza namówi wampira by ten jako bardziej obeznany w dziedzinie demonologii, sam się pozbył nieproszonego gościa. Poza tym nie miał najmniejszej ochoty na podjęcie jakiejkolwiek dyskusji z nekromantą.

        Przyglądał się od niechcenia poczynaniom poszkodowanego właściciela tego domostwa i kręcącemu się w tę i z powrotem demonowi, który ślepo wykonywał każdą zachciankę niebianina. Na oświadczenie Mitry chciał wprost odpowiedzieć, że mało go to obchodzi i niech sobie idzie choćby do Prasmoka jeśli taka jego zachcianka, lecz zaraz nekromanta dodał swoją kąśliwą uwagę. Atmosfera wokół niego nieco zgęstniała i nie potrzebował twarzy, by pokazać światu, że się wnerwił.
        - "Zważaj do kogo mówisz nekromanto, jesteś zbyt słaby by się zregenerować magią, a założę się, że Aldaren nie zwróci uwagi czy przybyło ci kilka złamań i siniaków" - zagroził bez najmniejszego skrępowania, po czym odłożył naszyjnik we wskazanym miejscu i poszedł za Mitrą na parter.
        Gdy się tam znalazł, zaraz porzucił drewniane "ciało", które osunęło się bezwładnie po ścianie w kącie pomieszczenia i upiór z powrotem rozwalił się na sofie jako cień otoczony gęstym dymem. Przy tym na wszelkie sposoby uniemożliwiał złośliwie Żabonowi usadowienie się na tej kanapie.

        Ulewny deszcz, przez który po niedługim czasie zaczęło mu się lepić ubranie do ciała, był niezwykle kojący i odprężający. Pod jego wpływem Aldarenowi udało się dość szybko opanować mdłości i instynkt krwiopijcy, nakazujący mu cały czas, gdy był w piwnicy, by złapał osłabionego, bezbronnego niebianina i wbił kły głęboko w jego tętnicę. Na szczęście miał to już za sobą i jego myśli nie były ukierunkowane na te jedne tory. Przeanalizował po raz wtóry to co się stało w pracowni Mitry i do głosu zaczęła dochodzić troska o jego stan. Skrzypek czuł się już lepiej, mógł wrócić do salonu i służyć pomocą nekromancie jeśli by tego potrzebował oraz chciał, lub po prostu dotrzymać mu towarzystwa, może wyjaśnić to co zaszło, ewentualnie jeszcze wcześniejszą rozmowę, która do tego doprowadziła. Postanowił jednak jeszcze chwilę poddać się warunkom atmosferycznym. Nie było mu jednak dane spotkać się z Mitrą dopiero w środku, gdyż ten, prawdopodobnie zniecierpliwiony nieobecnością wampira, a ten stracił poczucie czasu, wyszedł do niego na zewnątrz.

        - Aż tak słodki nie jestem, żeby byle mżawka była w stanie mi zaszkodzić - odparł z rozbawieniem zerkając ciepłymi, lazurowymi oczami w stronę przyjaciela i zaraz przymknął oczy unosząc twarz ku niebu, by dać ulewie łatwiejszą możliwość zbombardowania jego skóry, lecz zaraz znów spojrzał na blondyna z delikatnym zakłopotaniem. - Nie powinieneś za nic przepraszać... W przeciwieństwie do mnie - mruknął przenosząc na moment wzrok na przestrzeń przed sobą.
        - Wybacz, że nie byłem w stanie ci pomóc w twojej pracowni i praktycznie bez słowa zostawiłem cię z Drugim. - Westchnął i spuścił głowę ze skruchą. Chciał również przeprosić za to, że jest wampirem i ta "kapka" krwi wywołała u niego taką reakcję, jednakże ostatnio dość często takie dodatki jedynie jeszcze bardziej pogarszały i komplikowały sytuację, więc zostawił tę drobinkę nadgorliwości wyłącznie dla siebie.
        - Oh, oczywiście! Wybacz... - Wstał na równe nogi, jakby właśnie ziemia zaczęła go parzyć, albo usiadł na czymś ostrym, a jego zażenowanie jedynie przybrało na sile. Jak on mógł tak po prostu wyjść i siedzieć sobie na dworze, gdy jego przyjaciel był ranny i omal nie stracił życia. Odetchnął głęboko nie pozwalając złości na samego siebie dojść do głosu i ruszył z niebianinem z powrotem do jego domu.
        - Wiesz... Nie musiałeś wychodzić przeze mnie na tę ulewę. Nie wyglądasz najlepiej i nie wątpię, że brakuje ci sił. Mógłbyś po drodze stracić przytomność i coś sobie zrobić... - zaczął jak jakiś dorosły karcący swoje dziecko za lekkomyślność, lecz w porę zdołał ugryźć się w język nim przybrało to formę prawdziwego kazania. Nekromanta był przecież dorosły, mógł doskonale samemu zadbać o siebie, a takie wytyki mogły zostać jedynie uznane za lekceważące lub złośliwe. - Dziękuję... - powiedział szczerze i przytrzymując drzwi od domu, przepuścił rannego gospodarza przodem.

        Drugi od razu zniknął jak tylko mężczyźnie przestąpili próg domu i na nowo zagnieździł się w umyśle skrzypka. Aldaren z przyzwyczajenia najpierw poszedł umyć ręce. Obejrzał ze skupieniem dłoń blondyna i delikatnie obadał kciukiem opuchnięte miejsce by wiedzieć jaki dokładnie jest problem. Nie to żeby nie wierzył słowom błogosławionego, po prostu stare przyzwyczajeni nie chciały zostawić skrzypka, choć ten od dłuższego czasu nie zajmował się już medycyną.  
        - Może nalać ci odrobiny koniaku nim nastawię ci dłoń? - zaproponował z troską. Co prawda on jedynie za ludzkiego życia miał kilka połamanych, czy pękniętych żeber, ale pomagał w wiejskiej lecznicy, więc wiedział, że byle złamanie może nieść ze sobą niewyobrażalny, czasem nawet odbierający przytomność, czy powodujący mdłości ból, dlatego wolał się upewnić czy Mitra nie chciałby go w jakiś sposób złagodzić.
        - Mogę również ci ją po wszystkim opatrzyć i odpowiednio usztywnić, a także zrobić okład liści z Mroźnej Berwali... jeśli masz kilka listów na stanie i jeśli chcesz, żebym cię opatrzył - dodał z delikatnym zakłopotaniem uciekając wzrokiem w bok.
        - "Przestań się w końcu z nim ciaćkać! Przecież powiedział, że ty masz jedynie nastawić, a on się już resztą zajmie SAM!"  - warknął drugi rozsiadając się wygodnie w umyśle krwiopijcy, a przecież było jeszcze przed chwilą tak miło, gdy Aldaren nie czuł w swojej głowie upiora.
        - Wiem, że zapewne nie będziesz zadowolony tym co powiem, ale wydaje mi się, że nie powinieneś już dzisiaj otwierać grymuaru a jedynie wypoczywać i regenerować na niego swoje siły - powiedział z troską.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Wt lut 12, 2019 9:40 pm

        Jak to mówią - krowa, która dużo muczy, mało mleka daje. Mitra rzadko przejmował się słownymi groźbami, zwłaszcza gdy mimo wszystko jego polecenie zostało przy tym wykonane. Owszem, ten upiór, który opętał jego kukłę, był potężny, ale każdego można zranić. Może później się zastanowi jak pozbyć się tego pomiotu. Na razie chciał przede wszystkim rozmówić się z Aldarenem, ale żeby to miało sens, w pierwszej kolejności musiał zająć się ranami, wśród których również miał swoje priorytety. Siniaki na żebrach i inne ślady po uderzeniach i duszeniu musiały poczekać, bo nie była to przerwana tkanka wymagająca szycia. Z najgorszą raną - tą kłutą - już sobie poradził, więc drugie w kolejności było złamanie, a kolejne najwyżej gardło, bo to go najbardziej bolało. Już w tym momencie przeczuwał, że czeka go cała noc wylizywania ran. Co za marnotrawstwo czasu…

        Mitra zachłysnął się własnymi słowami, gdy usłyszał niespodziewaną ripostę Aldarena. I jeszcze to spojrzenie jego lazurowobłękitnych oczu… Co miał mu odpowiedzieć? Że jednak jest słodki i ma nie dyskutować tylko włazić do środka czy wcale nie? Ale to prawie tak jakby pozwolił mu tu zostać, a to nie było jego celem. Jak w ogóle mógłby powiedzieć mężczyźnie, że jest słodki? Nawet jeśli by tak uważał, to przecież to pewnie raczej obelga niż komplement… Skrępowany własnymi myślami nekromanta w końcu obrócił głowę, lecz wampir tego pewnie nie widział, bo z ukontentowaniem wystawiał twarz na krople deszczu.
        - Domyśliłem się co tobą kierowało, nie chowam urazy – zapewnił skrzypka, gdy to on w ramach rewanżu zaczął go przepraszać. Niemniej może będą musieli o tym porozmawiać, bo widok czerwonych oczu Aldarena był dla Mitry niepokojący. Chciałby poznać przyczynę tej upiornej zmiany jego wyglądu… Ale to dopiero, gdy poskładają mu rękę i sam wyzna swoje grzechy.
        - Niepotrzebna troska. Ale dzięki – dodał, gdy wampir zaczął wypominać mu, że nie powinien wychodzić. Spuścił wzrok, powoli kierując się już do swojego domu. Miał szczęście, że mieszkał w raczej spokojnej i mało uczęszczanej części miasta, bo zdarzyło mu się wyjść bez maski – całe szczęście nikt go nie widział poza skrzypkiem oczywiście.
        - Jestem słaby, to fakt, ale raczej już nie omdleję. Wziąłem kilka eliksirów na przyspieszenie regeneracji i wzmocnienie. A po za tym również potrzebowałem świeżego powietrza – dodał w ramach usprawiedliwienia. Odchrząknął, bo gardło nadal go bolało po tamtym duszeniu. – Dzięki – mruknął jeszcze, gdy Aldaren przytrzymał przed nim drzwi. Był mu za to wdzięczny, bo nie chciał nadwyrężać rannych dłoni. Wszedł i kawałek za progiem poczekał na wampira.
        - W kuchni jest lepszy stół, chodźmy tam – zasugerował, bo faktycznie nad kawową ławą w salonie obaj musieliby się pochylać albo cały czas pracować w powietrzu, co mogłoby zrobić się uciążliwe. Oczywiście Mitra miał również stół sekcyjny, który byłby najlepszy do wszelkich medycznych zabiegów, ten jednak znajdował się w aktualnie intensywnie sprzątanej piwnicy, musieli więc zadowolić się dostępnymi środkami.

        Mitra gapił się na swoją spuchniętą rękę i dłonie Aldarena, które badały go z prawdziwą troską i wprawą. Nie mógł się nadziwić jak to możliwe, że mimo iż był w pełni świadomy tego, że ktoś go dotykał, nie potrafił się zdenerwować. Gdyby to był ktokolwiek inny, nie pozwoliłby nawet na tego typu obdukcję, a jednak skrzypek z jakiegoś powodu nie wywoływał u niego skrępowania. Czy to przez to, że przekroczyli już znacznie dalej postawioną granicę? W końcu Aldaren go objął. Nie skończyło się to dla nich dobrze, ale mimo wszystko się zdarzyło i Aresterra jakoś się wtedy przełamał. Zachodził więc w głowę czy to możliwe, aby wyplenił z siebie wstręt przed dotykiem, zaraz jednak sam uznał, że to niemożliwe. Wampir był po prostu wyjątkiem.
        - Nie, lepiej nie – mruknął nekromanta, wracając myślami na ziemię. – Straciłem przez ostatnie dwa dni tyle krwi, że nawet taka odrobina zwali mnie z nóg. Wytrzymam, spokojnie. Mogę krzyczeć, ale nie zemdleję.
        Mitra mówił bardzo spokojnym, jakby sennym głosem. Wspierał brodę na nadgarstku drugiej ręki, aby nie urazić sobie rany po nożu. Gdy teraz zaczął liczyć sam był zaskoczony ile krwi stracił od początku swojej znajomości z Aldarenem. Najpierw ukąszony, potem sam sobie porządnie krwi upuścił okaleczając się, a teraz ta szarpanina z Krazenfirami. Nawet on doszedł w tym momencie do wniosku, że jednak powinien trochę się oszczędzać.
        - Hm… Jeśli masz jakiś pomysł na zniwelowanie obrzęku to taki okład na pewno się nada - przystał na propozycję dodatkowej pomocy ze strony skrzypka. - Więcej raczej nie będzie potrzebne… Czujesz odłamki? – upewnił się, bo Aldaren nadal dotykał miejsca złamania. - Chcę to zrobić tak: ja teraz naciągnę rękę, a ty trzymaj mnie za palce i umieść odłamki na miejscu. Trzymaj jak najdłużej, postaram się od razu scalić kość czarami, liczę, że uda mi się to za pierwszym razem. Jeśli się uda, żadne dodatkowe usztywnienie nie będzie potrzebne, tylko odpoczynek. Wtedy będziemy mogli pogadać - dodał, cały czas mając na względzie, że obiecał skrzypkowi opowiedzieć co dokładnie zaszło w piwnicy.
        Na ostatnią uwagę wampira Mitra zareagował dramatycznym westchnieniem.
        - Już odpuść takie uwagi - zganił go, ale bez przekonania. Sapnął przez nos. - Przepraszam. Nie będę go dziś otwierał, obiecuję. Ledwo na nogach stoję, zresztą… Później ci opowiem - uciął, bo gdyby teraz przyznał, że przed otwarciem grymuaru chce sprawić jego twórcom męczarnie godne Pana Piekieł, musiałby już opowiedzieć wszystko o swoich kontaktach z Krazenfirami, a tym chciał się zająć później, leżąc w salonie i grzejąc sobie stopy przed kominkiem. Pomysł ten wydał mu się nagle tak bardzo kuszący, że zaraz wezwał jednego ze swoich sług i kazał mu rozpalić ogień na palenisku w salonie. Wszystko odbyło się jednak bez słów, jedynie za pośrednictwem wymownych spojrzeń, jakby niebianin kazał kukle wynosić się z kuchni.
        - Zaczynamy? - zwrócił się po tym do Aldarena. Odetchnął raz głęboko, po czym tak jak mówił, naciągnął rękę, by kość była idealnie prosto. Bolało. Cholernie bolało. Aresterra zgodnie z zapowiedzią krzyknął z bólu, lecz nie odpuścił. Nadal trzymając rękę napiętą przytrzymał ją jeszcze w nadgarstku drugą dłonią i skupił się na tym, by czarami scalić kość. Był bardzo zaskoczony, że szło mu tak sprawnie, bo złożone przez wampira odłamki bez większego wysiłku łączyły się z resztą i nim opadł z sił było po wszystkim. Wtedy rozluźnił się i opadł na blat ciężko dysząc.
        - Cała - sapnął, na próbę poruszając wszystkimi stawami w złamanej ręce. Jeszcze chwilę tak leżał dochodząc do siebie, po czym wstał.
        - Chodźmy do salonu - zarządził.

        Zagracona biblioteka wyglądała znacznie lepiej oświetlona ciepłym światłem trzaskającego na kominku ognia. Zrobiło się w niej cieplej, przytulniej, atmosfera sprzyjała ukojeniu nerwów. Mitra położył się na dwuosobowej kanapie stojącej przodem do paleniska, stulone dłonie złożył na poduszce obok swojej twarzy, a nogi podkulił. Sprawiał wrażenie jakby zaraz miał zasnąć, bo oddychał bardzo regularnie, lecz wzrok miał przytomny. Zbierał myśli.
        - To nie ja chciałem cię zabić - wyznał cicho. - To… Krazenfirowie. Nie mówiłem ci o tym, ale ukazywali mi się już w kryptach. Ignorowałem ich, to tylko duchy. Byli słabi, mogli jedynie na krótko mi się ukazać, gdy miałem przy sobie ich medaliony. Później zaczęli do mnie przemawiać… Próbowali mnie nastawić przeciwko tobie. Nienawidzą cię, bo jesteś synem Fausta, więc musisz być według nich taki jak on. Chcieli bym cię zabił. Wiele mi za to obiecywali. Przede wszystkim otwarcie grymuaru bez żadnych utrudnień, jakby to była zwykła księga. Pomoc w nauce ich sztuk. Ale odmawiałem, cały czas, za każdym razem. Nie mógłbym cię zdradzić, bez względu… Jesteś mi zbyt drogi… Rozumiesz? - zapytał Mitra, bo sam nie potrafił nazwać swoich emocji. - Byłem po prostu pewny, że oni mogą tylko gadać, bo ewidentnie nie mieli wpływu na świat materialny. Nawet gdy miałem oba ich wisiory na sobie, bo przecież nosiłem je w drodze do miasta. Ja ich po prostu ignorowałem, bo myślałem, że nic nie są w stanie zrobić… Może nawet wtedy w piwnicy nie daliby rady mnie opętać, ale straciłem czujność gdy mnie objąłeś, zapomniałem się tak bardzo i przez moment byłem chyba dość słaby, by im się udało… A gdy już raz złapali to trudno było się ich pozbyć, dlatego raz to oni władali moim ciałem a raz ja, dlatego to tak dziwnie wyglądało. Ale tego pewnie już się domyśliłeś, bo w końcu sam wpadłeś by zdjąć ze mnie ten naszyjnik… Ale Aldaren, dlaczego nie odsunąłeś się, gdy prosiłem? - zapytał nagle z żalem, nie patrząc już w ogień, a na wampira. - Dlaczego nie uciekłeś, gdy ci kazałem? Mogłem zrobić ci krzywdę. Mogłem… cię zabić - dokończył cicho, jakby razem z tym wyznaniem zeszła z niego cała energia. Chciał powiedzieć więcej, planował jeszcze ciągnąć te tłumaczenia, ale nie miał na to siły. Stać go było jeszcze tylko na jedno ciche zdanie.
        - Przepraszam, że do tego doprowadziłem i nic ci wcześniej nie powiedziałem...
Avatar użytkownika
Mitra
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Cz lut 14, 2019 1:02 am

        Wyjście nekromanty do niego w taką ulewę było bardzo miłe, a jego argument przeciwko takiemu moknięciu na deszczu niezwykle zabawne zważywszy na fakt, że takie choroby jak przeziębienie, grypa czy zapalenie płuc się zupełnie nieszkodliwe i niemożliwe do złapania przez nieumarłego. Również sam dobór słów wywoływał u wampira rozbawienie za każdym razem jak o nim pomyślał, więc nie mógł odpuścić sobie riposty jaką zaraz wypowiedział. Miało to rozluźnić atmosferę i nieco rozweselić blondyna, bo zdawał się być czymś przytłoczony. Cóż, wywołało to niezamierzony efekt w postaci zakłopotania Mitry i wzięcia słów krwiopijcy aż nazbyt dosłownie, w końcu były jedynie niewinnym żartem, ale oboje uciekli spojrzeniami, a może nawet i myślą gdzieś indziej niż ich rozmówca, przynajmniej Aldaren, przez co nie zauważył jakie zamieszanie wywołał tą "niewinną" ripostą. Ta na szczęście nie długo wisiała w powietrzu i pamięci blondwłosego mężczyzny, gdyż były ważniejsze sprawy, które nie cierpiały zwłoki. A te powstrzymały skrzypka, przynajmniej na tę chwilę, o rozmyślaniu na temat tego co nim kierowało czy to w kryptach, gdy dopuścił się napaści na Mitrę, czy to teraz w piwnicach, gdy zdołał się w porę powstrzymać, nie bez pomocy Drugiego, i ostatecznie skończył pod domem nekromanty nasiąkając wodą i pozwalając się biczować wietrznym podmuchom.
        - Eliksiry regenerujące? - zapytał z zaciekawieniem w oczach i delikatnym zdumieniem, ale zaraz uśmiechnął się sympatycznie i wstał z ziemi otrzepując siedzenie z ziemi i ewentualnych paprochów.
        - Chciałbym się przyjrzeć ich składowi i zobaczyć jak się je robi jeśli pozwolisz i chwila będzie bardziej sprzyjająca - oświadczył, już całkiem grzebiąc w odmętach zapomnienia swoje myśli sprzed chwili nim pojawił się nekromanta, a nawet te towarzyszące lazurowookiemu, gdy go przepraszał.

        Poszedł do domu wraz z przyjacielem i nim zdążył zamknąć za nimi drzwi, został poinformowany o tym gdzie przeprowadzony zostanie zabieg. W pełni rozumiał decyzję Mitry odnośnie tego, gdyż sprawa była niezwykle delikatna i wymagała precyzji. Ława w salonie była stanowczo za niska, chyba że usiedliby na podłodze, ale już samo nastawianie złamania jest mało komfortowe, a co dopiero siedzenie przy tym na kolanach na twardej ziemi. "Wiszenie" w powietrzu, czy pochylanie się w stronę blatu również były mało wygodne, a pewniej się odpowiednio zajmuje takimi obrażeniami, gdy ma się pewne podłoże, choćby by przytrzymać dłoń Mitry, gdyby jednak nie wytrzymał, albo z jakiegoś innego powodu chciałby ją zabrać, na przykład przez swoją hafefobię. Bez słowa więc udał się z nim od razu do kuchni, gdzie przystąpił do oględzin uszkodzonej dłoni nekromanty, przy czym zaproponował mu by nieco się znieczulił.
        - Rozumiem - odparł machinalnie skupiony na  dokładnym przebadaniu złamania. Starał się być przy tym wyjątkowo delikatny i ostrożny, by nie sprawiać mu niepotrzebnego bólu, lecz musiał dokładnie znaleźć i określić ile było odłamków kości. Nagle jednak podniósł zaskoczone spojrzenie na Mitrę, jakby dopiero teraz dotarło do niego to co powiedział. - Zaraz... Jak to przez ostatnie dwa dni? Przecież ugryzłem cię przedwczoraj. Co prawda wczorajszy dzień niewątpliwie należał do męczących, ale mimo wszystko odpocząłeś, a twój organizm powinien w tym czasie uzupełnić niedobór krwi.
        Patrzył na niego cały czas z niezrozumieniem rysującym się na twarzy i zaraz się zamyślił, o cóż też mogło niebianinowi chodzić. Co prawda mogło mu chodzić o to, że naciął sobie skórę w kryptach, by sprawdzić czy dalej ma sparaliżowaną rękę, podczas gdy Aldarem rozglądał się po kryptach na wyższych piętrach czy nie czai się na nich żadne zagrożenie. Wtedy jednak wydawało się wampirowi, że błogosławiony dość szybko zaleczył swoją ranę i nie miała prawa ona poważnie krwawić, przez co bardziej określiłby ją jako nieszkodliwe skaleczenie. Wątpił więc, by to Mitra miał na myśli, sugerując, że ostatnio dość sporo krwi stracił. Czyżby coś mu się przytrafiło jak wczoraj Aldaren opuścił jego domostwo? Ale kiedy z nim rozmawiał nie wyczuwał niczyjej obecności, nawet gdy wychodził, po drodze nie minął go nikt zmierzający do domu błogosławionego. Nie było też żadnych śladów napaści, gdy przybył dzisiaj z rana. A może już wtedy został opętany i to co stało się dziś miało miejsce już wczoraj? Ale czy nie wyczułby wtedy choćby odrobiny woni krwi? Chyba że faktycznie przytrafiło mu się to w jego pokoju, albo ogólnie gdzieś na górze. Otworzył usta by o to zapytać, lecz dotarło do niego, że nie jest to najlepsza chwila, szczególnie, że Mitra wydawał się być raczej zdrowy, choć oczywiście osłabiony. Postanowił o to zapytać, gdy już zajmą się dłonią blondyna i jego przyjaciel nieco wypocznie, by nabrać sił.
        - W porządku, gdy skończymy wyślę demona do zamczyska po tę roślinę na okład, aby zeszła ci opuchlizna, albo sam się pofatyguję, byś w spokoju wypoczął - powiedział raz jeszcze sprawdzając położenie i ilość odłamków pod skórą, a gdy usłyszał pytanie niebianina pokiwał głową. Był też gotów poinformować go ile ich znalazł, choć nie miało to większego znaczenia, jednakże błogosławiony zaraz postanowił wyjawić mu swój plan działania.
        Aldaren westchnął ciężko. Nie miał nic do wtrącenia, bo wydawało mu się, że dla nekromanty liczyło się jedynie osiągnięcie zamierzonego efektu przy małej ilości czasu temu poświęconemu, przez co można by go zaoszczędzić na coś "ważniejszego", w tym wypadku taka wydawała się rozmowa. Wampir nie podzielał takich praktyk, gdyż w tym wszystkim blondyn najwyraźniej nie przykładał dostatecznej uwagi samemu sobie i własnemu zdrowiu, lecz cóż nieumarły mógł na to poradzić? Zostałby prawdopodobnie zbyty, albo nowa kłótnia wyrosłaby między nimi. Mitra nie należał do głupich, nie brakowało mu też rozsądku i był dorosły, był świadom swoich poczynań i ich konsekwencji, a takie lekceważenie swojego zdrowia i przyspieszanie wszystkiego mogło być fatalne w skutkach. Zniecierpliwiony w końcu zadał wampirowi pytanie, a ten nie miał innego wyboru jak tylko się zgodzić i kiwnąć głową, a następnie odpowiednio złapać dłoń niebianina i ją naciągnąć, a swoją drugą przytrzymać odłamki w odpowiednich miejscach i poczekać aż jego przyjaciel skończy scalać kość. Jego krzyk rozdzierał wampirowi serce, tym bardziej, że on sam również do niego doprowadził, w końcu trzymał dłoń Mitry. To była istna katorga, ale nie mógł w trakcie odpuścić i się poddać, robił to dla dobra przyjaciela, a czy z magią czy bez, i tak nastawienie i włożenie kawałków kości na ich miejsce było konieczne do poprawnego wyleczenia tego obrażenia. Na szczęście wszystko dość sprawnie przebiegło i Aldaren mógł w końcu puścić nekromantę, na którego patrzył przepraszającym spojrzeniem. Odetchnął głęboko by wyrzucić z siebie całe napięcie, a gdy usłyszał decyzję o przeniesieniu się do salonu udał się w ślad za gospodarzem.

        Tam zajął swoje miejsce w fotelu i kątem oka obserwował ze zmartwieniem niebianina, by się upewnić, że tego zaraz nie opuszczą siły, albo nie zaatakuje go nagły przypływ bólu odbierającego przytomność. Szybko jednak przestał mu się tak przypatrywać, gdyż w pozycji w jakiej się położył wyglądał tak niewinnie i bezbronnie, że zaraz wampira ogarnęła jakaś dziwna, acz niezwykle przyjemna fala ciepła. Najbardziej go jednak zaniepokoiło to, że pod nią ukrywała się jego krwiożercza natura, która właśnie postanowiła się zacząć przebudzać. Skupił się by nie stracić nad sobą kontroli i nie dopuścić instynktu do głosu.
        - "Jesteś odrażający. Faust zrobił z ciebie prawdziwego dewianta" - prychnął z obrzydzeniem Drugi, lecz to co powiedział nie miało dla Aldarena większego znaczenia. Zbył go skromnym acz treściwym "Milcz!" i skupił się na wyznaniu Mitry, gdyż ten zaraz zaczął mówić.

        Słuchał przyjaciela z należytą uwagą, gdyż wydawało mu się, że dla niebianina było to niezwykle ważne. Do tego nawet słowem podczas podroży z krypt do miasta nie wspomniał, że jest nawiedzany przez duchy właścicieli medalionów i książki. Jego zaciekawienie jednak szybko obróciło się w gorycz, gdy usłyszał, iż miałby być taki sam jak Faust tylko i wyłącznie przez to, że był przez niego wychowywany.
        - "Nie mogę się zgodzić, ale i też nie zaprzeczę." - Drugi pokiwał ze zrozumieniem głową w umyśle Aldarena.
        On natomiast czuł się obecnie jakby dostał kopa w sam żołądek. Co prawda wiedział, że nie Mitra tak o nim myśli tylko nieżyjący bliźniacy, ale jakby nie patrzeć sam fakt takiej opinii o nim się dla niego liczył. Czuł się paskudnie, choć kolejne informacje poważnie go zaskoczyły. Nie dość, że sam niebianinowi proponował by ten go zabił, to jeszcze nekromanta mógł otrzymać za to tak wielką "zapłatę" od duchów, a mimo wszystko blondyn tego nie zrobił. To było dla nieumarłego najbardziej zaskakujące, gdyż przez cały czas myślał, był całkowicie przekonany o tym, że póki co otworzenie księgi było dla jego przyjaciela najważniejsze w życiu. Zaraz też dowiedział się, jak bardzo się mylił w swoim myśleniu. To było naprawdę miłe.
        - Rozumiem, spokojnie - odparł i serdecznie się uśmiechnął do niebianina.
        Co prawda znów mógł opacznie go zrozumieć przez to, że blondyn miał poważne trudności w poprawnym określaniu i nazywaniu swoich uczuć, ale skrzypek nie chciał by ten przerywał swoją wypowiedź czy żeby zrobiło mu się przykro, gdyby Aldaren postanowił milczeć. Poza tym chciał jednocześnie uspokoić błogosławionego i okazać mu swoje wsparcie, gdyż jego wypowiedź zaczęła się stawać coraz bardziej dynamiczną i przypominającą raczej pełne desperacji zeznanie i przekonywanie o swojej niewinności w sądzie ze świadomością, że strażnicy już i tak zaciskają pętlę na jego szyi, a przecież lazurowooki nie zamierzał go za nic potępiać czy oskarżać. Dla niego to co się stało było już jedynie mało znaczącą przeszłością, którą nekromanta nie powinien się zadręczać, a jedynie odpoczywać. Niestety. To czego zaraz się dowiedział dotknęło go do żywego, w ogóle nie sądził, że to co się stało w piwnicy było tylko i wyłącznie jego winą.
        - Przepraszam... - powiedział cicho pod nosem. Spuścił głowę i już w ogóle nie patrzył na Mitrę, niczym zbity pies, który wiedział, że postąpił źle i teraz udzielana mu była reprymenda.
        Gdyby tylko wiedział, że doprowadzi do takiego zamieszania, jak tylko zejdzie tam do piwnicy... Gdyby się nie pojawił Mitra nie zostałby opętany, nie zostałby ranny. Gdyby tylko wampir postąpił jak prawdziwy, zdrowy mężczyzna, nic by się nie stało. Co prawda mógłby na zawsze stracić tak wspaniałego przyjaciela, ale ten wtedy nie zostałby ranny. Nie rozumiał czemu niesie ze sobą jedynie kłopoty i nieszczęście, ale najwidoczniej świat chciał mu jasno dać do zrozumienia, że wampir jest jedynie chodzącą udręką dla całego swojego otoczenia. Przecież wszystko co do tej pory się zdarzyło, klarownie sugerowało, że nie powinien zbliżać się do niebianina na odległość stai, a i to pewnie byłoby za mało. Drugi miał rację, był jedynie zepsutym do szpiku kości dewiantem i degeneratem zaburzającym wszechobecną harmonie. Mimo pochłaniającego go przygnębienia, zdołały dotrzeć do niego kolejne słowa wypowiedziane przez gospodarza. Pokręcił w odpowiedzi na nie głową.
        - To Drugi mi powiedział, że jesteś opętany i bym zdjął ci naszyjnik - powiedział całkowicie szczerze, bo jakiż sens miałoby obecnie ukrywanie prawdy i przyjmowanie zasług jakie mu się nie należały.
        Gdyby nie Drugi, zapewne dalej ochraniałby Mitrę przed opętanymi przedmiotami, nie wiedząc, że są przez niego kontrolowane, by powstrzymać siebie przed zabiciem wampira, a do tego by prędzej czy później doszło, w końcu znajdowałby się na wyciągnięcie ręki. Słysząc pierwsze pytanie jakie padło w jego stronę, podniósł na nekromantę swoje żałujące tego co się stało oblicze wraz ze zmętniałymi oczami.
        - Wybacz mi... Moim błędem było to, że w ogóle się zbliżyłem... Gdybym tylko wiedział, że tak o się skończy... - Prychnął na samego siebie ze wstydem i złością, znów spuszczając głowę. - Wciąż mnie trzymałeś, mimo tego, że kazałeś mi się odsunąć... - Przeczesał nerwowo palcami swoje włosy zgarniając je do tyłu. - Myślałem, że tego... - Pokręcił głową i westchnął ciężko. Był jedynie chodzącym zagrożeniem dla wszystkich tych, którzy byli dla niego ważni, dla wszystkich, którzy dla niego coś znaczyli, których kochał. Czyżby to była jakaś klątwa Gregeviusa? Kara za oszukiwanie, nawet nieświadomie, jego paktów? - Nie, tylko ja tego potrzebowałem... - odpowiedział szczerze, choć może chciał się jedynie jeszcze bardziej potępić za wszystko co spotkało z jego winy Mitrę. Poza tym, naprawdę wątpił by i nekromanta potrzebował takiego gestu jak bycie przez kogoś objętym i przytulonym. Jedynie traktował jako wymówkę, prawdopodobieństwo, że i blondyn mógł potrzebować tego typu pocieszenia, wychodziło na to, że wampir chciał jedynie zatuszować tym swój własny egoizm. Gdy to do niego dotarło miał wrażenie, jakby był największym i najgorszym ze wszystkich egoistów chodzących po świecie, który byli, są i będą jeszcze długo po nieumarłym.
        - Jestem pewien, że tak byłoby lepiej... - mruknął cicho, nie mając odwagi wypowiedzieć tego na głos, gdy Mitra zadał swoje drugie pytanie. Nie chciał wypowiadać tej uwagi otwarcie, gdyż wiedział, jak się skończyło ostatnie oświadczenie skrzypka o tym, że nie ceni wystarczająco swojego żywota i jedyne czego pragnie to śmierci, bo cóż światu i innym po nim? - Widziałem, że coś jest nie tak. Miałeś kłopoty, nie mogłem cię tak po prostu zostawić, tym bardziej, że nie wiedziałem co się dzieje - odpowiedział sztywno, choć znów zgodnie z prawdą.

        Słysząc zaraz przeprosiny z ust przyjaciela po prostu nie wytrzymał. Zacisnął pięści i podniósł się gwałtownie wbijając płomienne spojrzenie w gospodarza. W jego lazurowych oczach szalała okrutna burza, której gwałtowność urzeczywistniła się w postaci zbierających się w kącikach łez.
        - Do diabła! Przestań mnie w końcu przepraszać, bo to nie ty ponosisz w tym wszystkim winę! - uniósł się ze stanowczością i surowością w głosie, tak rzadko u niego spotykanymi, o niemalże mitycznym istnieniu, bo przecież praktycznie cały czas przemawiał przez niego spokój i łagodne usposobienie. - Nic by się nie stało gdybym nie zszedł wtedy na dół, gdybym nie kierował się jedynie swoim egoizmem, gdybym nie zdradził ci swoich zamiarów po otwarciu grymuaru! - warknął.
        Całe napięcie i gniew jakie się w nim kumulowały nie mogły znaleźć żadnego ujścia, ale Aldaren zaraz podszedł do jednej ze ścian domu i uderzył w nią, by tylko nie zrobić przez przypadek krzywdy Mitrze. Tym bardziej, że uderzenie było tak silne, iż powstało wgniecenie i posypały się drobinki nie tylko tynku, ale i głównego budulca domostwa.
        - Szlag! - ryknął przykładając czoło do chłodnej powierzchni.
        Cały drżał i zaraz też zaczął ronić łzy. Szał jaki pochłonął Aldarena, sprawił, że Drugi został wypchnięty z jego ciała, a może sam się ewakuował, by przez ten amok przez przypadek nie spłonąć. Obecnie stał jako czarny, widoczny dla obu mężczyzn cień obok fotela i wpatrywał się w dygoczące plecy swojego nosiciela.
        - "Przestań wariować i napij się krwi. Straszysz swojego kocha...Aaaaagh!" - Drugi nagle zajął się płomieniami, w których zaczął się wić z bólu, starać się przed nim uciec, ugasić go, nawet jeśli tylko dla niego był niebezpieczny i coś mu robił, ponieważ podłoga czy ława nie zaczęły się palić, a pod stopami upiora nie było nawet sadzy.
        - Milcz! - warknął na demona, od którego umęczonego krzyku zaczynała mu pękać głowa.
        - Nie ty ponosisz w tym wszystkim winę! - zwrócił się do Mitry, lecz jego zapał i złość zaczynały słabnąć, podobnie jak ogień trawiący zanikającą postać upiora. - Więc przestań w końcu do diabła przepraszać! Proszę... - mruknął spuszczając głowę. - Dlaczego obwiniasz się za coś czego nie zrobiłeś?! Przecież to wszystko przeze mnie... - bełkotał coraz bardziej zagubiony we własnej goryczy.
        Drugi znów się pojawił, leżąc na ziemi w tym samym miejscu, ale tym razem się nie palił i wyglądał jakby z trudem i bólem próbował wstać, z jego postawy można też było wyczytać, że się poważnie bał demonologa, który był w stanie w taki sposób połączyć swoje dwie, zupełnie różne dziedziny magii i przy tym nie wyrządzić żadnych fizycznych szkód otoczeniu.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Cz lut 14, 2019 8:02 pm

        - Oczywiście, kiedy tylko będziesz miał ochotę – przystał na prośbę poznania składu i sposobu przyrządzania eliksirów, które zażył nie tak dawno. Istniał jednak pewien mały szkopuł… - Tylko nie wszystkie są mojej roboty. Część kupuję, bo mają zbyt skomplikowany skład. Sam sobie przyrządzam przede wszystkim eliksir regenerujący siły magiczne, by leczyć się czarami – to prostsza droga, lepiej mi znana. Wypiłem jednak prawie wszystko co miałem, więc będę musiał uzupełnić zapas, będziesz mógł mi przy tym towarzyszyć… I pomóc, gdybyś oczywiście miał ochotę trochę pobawić się alchemią. Może tobie też się takie eliksiry przydadzą - zasugerował, bo gdyby Aldaren był zainteresowany, nekromanta nie miałby większego problemu z tym, by podzielić się swoimi zbiorami.


        - O… - Mitra wyglądał na naprawdę zaskoczonego, gdy podczas obdukcji jego rany poruszony został temat alkoholu, jego anemii i problemu z rachubą czasu. – Faktycznie… Wybacz, straciłem rachubę dni. Przedwczoraj mówisz?
        Aresterra nie powiedział nic więcej, nie usprawiedliwiał się – miał taką minę jakby sam zastanawiał się jakim cudem było to możliwe. To nie do końca była gra, ale bardzo wygodne wytłumaczenie już owszem – faktycznie gdzieś zgubił się w liczeniu i wydawało mu się, że wydarzenia szybciej następowały po sobie. Nie dało się jednak ukryć, że po tym jak się wyspał, zjadł i tak dalej, powinien być w znacznie lepszej formie… Gdyby przez noc nie pociął sobie nogi niczym niewprawny rzeźnik. Lecz może kiedyś przyjdzie pora i na takie wyznanie: powiedzenie Aldarenowi, że tak bardzo nienawidzi swojego ciała, a ból daje mu takie ukojenie i spokój, że tnie się już od jakiś trzydziestu lat. Tym samym skrzypek stałby się pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała… A w każdym razie jawnie weszłaby w posiadanie takiej wiedzy. Mitra nie mógł wszak wykluczyć, że ktoś mógł wcześniej dostrzec krew na jego ubraniu albo jak chowa się gdzieś z nożem. Szczególnie prawdopodobne było to w posiadłości lady Danabelle, gdzie błogosławiony żył jak w złotej klatce, w której niby niczego mu nie brakowało, ale nie mógł odejść i był pod nieustanną obserwacją. A gdy tylko odkryto jego talenty i zalety, pilnowano go tym skrzętniej. Być może gdyby okaleczał się mniej wprawnie i nie leczył ran zaraz po akcie, ktoś by się tym wcześniej zainteresował… Nie było jednak co gdybać. Panował nad tym, nikomu nie szkodził, przynosiło mu to ulgę, więc nikt nie powinien mieć pretensji. ”Lecz Aldaren pewnie by się przejął… Może więc lepiej mu o tym nie mówić, a przynajmniej jak najdłużej zachować to w tajemnicy”, uznał nekromanta i była to jego ostatnia myśl krążąca wokół samookaleczania się, bo wkrótce zmienili temat rozmowy i trzeba było wrócić myślami na ziemię.
        - Nie… Wolałbym, byś został - wyznał mu, gdy skrzypek zaoferował się, że mógłby pójść do dworu po zioła na okład. - Chciałbym z tobą porozmawiać.
        No a potem nastawianie. Nieprzyjemne, ale skuteczne. Na dodatek na tyle absorbujące, że Aresterra nie zwrócił uwagi na to jak przejęty całym zabiegiem był wampir. Spodziewał się raczej, że on to dobrze zniesie, no bo przecież był świadomy, że to dla dobra błogosławionego, czyż nie? Nastawianie zawsze bolało. A Aldaren był świetnym pomocnikiem.
        - Heh… - sapnął Mitra w drodze do salonu, jeszcze próbując zginać nastawioną rękę. - Wiesz, chwyt masz bardzo pewny, bardzo dobrze ci poszło - zapewnił z nutą uznania.

        Mitra był pewny, że dobrze mu poszło. Że wyraził się jasno, konkretnie, że Aldaren go zrozumiał i że będzie dobrze. Wampir zapewnił wszak, że go zrozumiał, gdy padło takie pytanie. Coś tam trochę się krzywił, lecz może to tylko światło z kominka rzucało na jego twarz takie dziwne cienie. Aresterra zupełnie nie spodziewał się, że jednym zdaniem wszystko zniszczył, że wampir trochę źle go zrozumiał i bardzo przejął się swoją wersją wydarzeń. Mruknął pod nosem przeprosiny, co trochę zakłóciło pewność siebie nekromanty, ale ten nie zamierzał przerwać historii przed końcem. Już niewiele zostało.
        - Hmpf, detal - mruknął, gdy Aldaren próbował wyjaśnić, że to nie był jego pomysł ze zdjęciem naszyjnika. Skrzypek nie wierzył w siebie, ale nekromanta wierzył w niego i był przekonany, że również w końcu by się domyślił, a początkowy paraliż myślowy wynikał z bardzo osobistego podejścia do problemu.
        - Trzymałem? - Mitra sprawiał wrażenie zaskoczonego. - Och… Pewnie to już był moment gdy straciłem panowanie… - usprawiedliwił się, choć wcale mu się ta wizja nie podobała. Tak niewiele brakowało, by stracił Aldarena przez własną głupotę i upór… Ale to nadal nie była tak najgorsza część tych wyjaśnień: ta miała dopiero nadejść wraz z falą goryczy, która w końcu przerwała w Aldarenie jakąś granicę.

        Mitra przestraszył się reakcją Aldarena. Spodziewał się gniewu, spodziewał się żalu, wyrzutów, urazy, ale nigdy nie przypuszczałby, że będą one tak gwałtowne. To spojrzenie, te zaciśnięte pięści, napięta sylwetka gdy wstawał – Aresterra widząc to odruchowo osłonił głowę przedramionami. Był pewny, że oberwie. No bo co innego mogły zwiastować te ruchy? Zawiódł jego zaufanie, a skutki tego mogły być opłakane, był tego świadomy, ale po prostu w najśmielszych snach nie przewidziałby takiej reakcji skrzypka. Przecież on zawsze był taki łagodny, czuły, wręcz uległy… Nagle obudziła się w nim bestia. I co więcej nie miała ona czerwonych oczu, bo te nadal pozostawały niebieskie… I to było jeszcze bardziej przerażające.
        - Al! – próbował przywołać go do porządku, gdy zaczął w irracjonalny sposób obwiniać się o wszystko co złe między nimi. – Co ty bredzisz?!
        Nekromanta usiadł na kanapie, na razie jeszcze nie wstając, bo obawiał się, że to mogłoby doprowadzić do rękoczynów.
        - Al, Aldaren! - zawołał go po raz kolejny, gdy zobaczył jak wampir obraca się z podniesioną do ciosu pięścią. Podskoczył wręcz, gdy ten uderzył w ścianę.
        - Rozum ci odjęło?! - krzyknął i nie chodziło mu wcale o to, że spod jego ręki posypał się gruz i trzeba będzie łatać dziurę. Martwił się o to, że wampir mógł zrobić sobie krzywdę. Owszem, miał szybszą regenerację niż normalni śmiertelnicy, ale to nie sprawiało, że nie mogło go nic boleć. A tymczasem zrobił sobie coś tak głupiego, nieodpowiedzialnego… Z żalu, ze strachu, ze złości. Aresterra nie przypuszczał, że tyle złych emocji się w nim kotłowało. I że to on się do wielu z nich przyczynił. Bolało go serce, gdy słuchał tych wyznań, cały się wręcz gotował. Bez mrugania przyglądał się Aldarenowi, który po wybuchu gniewu zaczął się załamywać. Popłynęły łzy…
        Mitra wstał i zdecydowanym krokiem zbliżył się do Aldarena. W jego oczach błyszczała determinacja, która dla wielu byłaby zwiastunem tego, że niebianin zamierza wybić wampira ze stuporu. Dosłownie. Bo jeszcze poprzedniego dnia, ba, nawet jeszcze kilka godzin temu, właśnie to by zrobił – uderzył skrzypka z takim rozmachem w twarz, że kto wie, może nawet wybiłby mu jakiś ząb albo złamał nos. Tak byłoby kiedyś. Lecz tym razem Aresterra nawet o tym nie pomyślał. Gdy już zbliżył się do Aldarena - czego ten być może nie spostrzegł w porę przez to jak zwieszał głowę – nie uderzył go, lecz objął. Nieporadnie, widać było, że nie miał w tym zbyt wielkiej praktyki, bo przypadkiem zablokował skrzypkowi jedną rękę, dociskając ją do jego tułowia, ale na pewno niewymuszenie, zupełnie szczerze. Przytulił skrzypka i oparł policzek o jego ramię.
        - Dlaczego mówisz „przeze mnie” skoro to „dzięki tobie”? – zapytał go prawie szeptem. – Bo to dzięki tobie przez moment poczułem się tak bezpiecznie, że zapomniałem o wszystkim innym.
        Mitra odchylił się odrobinę, by móc spojrzeć na Aldarena. Nie uśmiechnął się do niego – chyba po prostu nie potrafił się uśmiechać – ale wyraz jego twarzy był łagodny, jakby zapewniał, że wszystko w porządku, że nic się nie stało, już jest dobrze.
        - Nie będę cię już przepraszał - obiecał. - Ale ty mnie też nie powinieneś, bo nie mam do ciebie o nic żalu. Bo niczego mi nie zrobiłeś. Bo troszczysz się o mnie cały czas, pomagasz, przynosisz wszystko czego potrzebuję, dotrzymujesz mi towarzystwa. Jesteś dla mnie naprawdę bardzo ważny i ufam ci bardziej niż komukolwiek w swoim życiu. Tylko tobie pozwoliłem się objąć… - zaczął niepewnie swoje wyznanie, lecz gdy dojrzał spływającą po policzku wampira grubą łzę, przerwał na moment, by dotknąć jego twarzy i zetrzeć ją kciukiem. - I tylko przy tobie poczułem, że to nie musi być złe. Bo gdy mnie objąłeś poczułem się tak spokojnie, bezpiecznie... Nigdy wcześniej tego nie doświadczyłem. Naprawdę nigdy...
        I w pewnym momencie wzrok Mitry zsunął się z jego oczu i utknął na ustach. Błogosławiony poczuł specyficzny, wbrew pozorom dość przyjemny dreszcz przeszywający jego ciało. Czuł to już wcześniej - gdy Aldaren spojrzał na niego z tym krzywym uśmieszkiem na ustach, wtedy czuł to samo. Niech to… Tak bardzo zapragnął go pocałować. Nawet nie zastanawiał się nad tym jak dziwne było to pragnienie, jak bardzo mu nie pasujące, po prostu... To było takie głupie, nielogiczne, ale tak trudno było się temu oprzeć. W ułamek sekundy stoczył zaciekłą walkę z własnymi myślami, pragnieniami. Bo może to wcale nie będzie przyjemne dla żadnego z nich. Może to nie było wcale jego pragnienie. Może tym razem Aldaren w złości uderzy jego a nie ścianę. On miał żonę, miał dziecko - był hetero. A w tej chwili pragnął go mężczyzna. Lecz czy to było prawdziwe pragnienie? Mitra był przekonany, że nie może czegoś takiego czuć. A jednak. Chyba. Może. Podniósł wzrok na jego oczy. I zaraz potem znowu uciekł spojrzeniem na wargi. Teraz albo nigdy?
        A jednak odsunął się. Nie mógł tego zrobić Aldarenowi. Nie mógł odkryć przed nim swoich plugawych żądzy, bo co wtedy by sobie pomyślał, jak by się poczuł? Mitra chciał dla niego jak najlepiej więc postanowił, że musi ukryć to, co tak niepokojąco zaczęło budzić się w jego wnętrzu. Liczył, że być może to przejdzie.
        - Pokaż tę rękę - poprosił łagodnym głosem, sięgając po dłoń Aldarena, którą ten przydzwonił z całej siły w ścianę. Jeśli nie pogruchotał sobie przy takiej sile kości to to będzie cud.
Avatar użytkownika
Mitra
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pt lut 15, 2019 11:25 pm

        - Rozumiem. Nigdy nie kupowałem potrzebnych mi mikstur czy leków, bo zdarzało mi się w wolnych chwilach narobić ich na zapas. Do tego ostatnimi czasy dość długo byłem poza domem, a później nie było chwili by móc poświęcić się alchemii - powiedział zaraz zaczynając się zastanawiać nad tym kiedy to ostatni raz siedział w swojej pracowni alchemicznej, czy na szybkiego w warunkach polowych tworzył jakieś napary czy maści lecznicze. - Wiesz, jestem starej daty i ciekawi mnie czy niektóre znane mi receptury pozostały niezmienne, czy dalej się opierają na tych samych głównych składnikach. Tych prawie pięć wieków temu sporym problemem była dla alchemika czy lekarza dostępność niektórych roślin, albo trzeba było je samemu znaleźć na drugim końcu łuski, albo wyjechać kilkanaście nieraz smoków od swojej pracowni. Wszystkie mikstury i medykamenty lecznicze i wspomagające regenerację tkanek miały w sobie kilka kropel wampirzej krwi, bo w tych okolicach najłatwiej dostępna, mikstury wzmacniające, czy wspomagające wojska opierały się na krwi demonów, piekielnych, te najdroższe potrafiły mieć w sobie mączkę z łuski smoka. Ciekawi mnie czy dalej jest to praktykowane, w co szczerze wątpię w dzisiejszej, bardziej cywilizowanej rzeczywistości - wyjaśnił, a po tym na niego spojrzał i się uśmiechnął sympatycznie.
        - To będzie dla mnie czystą przyjemnością móc podpatrzeć twoją pracę i ci pomóc. - Nie było żadnych wątpliwości co do tego, że Aldaren na pewno skorzysta z zaproszenia Mitry do wspólnego pokręcenia się po alchemicznej pracowni.
        W sumie... biorąc pod uwagę to jak wiele składników było dostępnych i to w śmiesznie niskich cenach na obecnym rynku, albo jak wiele jest mikstur o tym samym działaniu, choć ich skład drastycznie się różni od tego sprzed pięciuset lat, może udałoby się skrzypkowi stworzyć coś na swoje "dolegliwości" związane z pragnieniem krwi. Może dałoby radę stworzyć jakiś substytut, który nie wymagałby ani kropli krwi jakiejkolwiek żyjącej istoty, który tak samo niwelowałby głód jak bezpośrednie posilenie się z drugiej osoby. Albo lepiej! Coś co wyciszyłoby, lub całkiem zablokowało to pragnienie i zmusiłoby organizm do pobierania siły choćby ze zwykłych posiłków. To była myśl i będzie się musiał nad nią poważnie zastanowić w wolnym czasie, a później wszystko na sobie wypróbować. Dzięki temu nie dość, że miał jakiś cel, to jeszcze znalazł motywację by na nowo zagłębić się w tajniki alchemii. To był genialny pomysł, o którym wolał przyjaciela nie informować, bo jeszcze by się przestraszył go i chciał unikać, a tego skrzypek nie chciał.

        - Spokojnie, wybacz, że przypomniałem o tym... Ostatnio wiele się wydarzyło, więc rozumiem, że mógł ci gdzieś jeden dzień uciec - uspokoił go zaraz i sam siebie z resztą też.
        Zakończył przy tym ten temat, bo po co drążyć i rozpamiętywać nieprzyjemną przeszłość, skoro wszystko się wyjaśniło? Nie zorientował się przy tym, że i wczoraj faktycznie zasoby krwi płynącej w niebianinie zostały uszczuplone. Co prawda wyglądał słabo i jakby rzeczywiście bardziej anemicznie niż powinien, jednakże Aldaren sobie to tłumaczył tym, że silny stres również może doprowadzić człowieka do takiego stanu, a tego błogosławionemu w ostatnich dniach nie brakowało. Poza tym gdyby coś było nie w porządku najpewniej powiedziałby o tym wampirowi, prawda? Nie miał więc podstaw by cokolwiek podejrzewać i nie wierzyć przyjacielowi, tym bardziej w myśl, że blondyn mógłby się okaleczać dla odprężenia się i pozbycia napięcia.
        - W porządku, zostanę nawet tak długo jak nie będzie ci przeszkadzać moja osoba. Jeśli chcesz mogę dziś u ciebie zostać i czuwać gdyby coś miało być w nocy nie tak - odparł łagodnie, a po tym skupił się na odpowiednim nastawieniu ręki nekromanty.
        Nie raz zdarzało mu się nastawiać kość w lecznicy przy jednej z wiosek pod Maurią i za każdym razem krzyk rannego był trudny do zniesienia przez wampira, lecz ten wiedział, że nie ma innego wyjścia, z czasem zdołał się do tego przyzwyczaić, choć ten krzyk śnił mu się później po nocach i był jak wbijana szpilka w samo jego serce. Niemniej jednak było to łatwiej znieść w przypadku obcych, albo gdy tylko czuwał przy swoich znajomych, a zabiegiem zajmował się jego nauczyciel, nigdy nie robił tego osobiście osobom, z którymi łączyły go więzi koleżeńskie, czy nawet przyjaźń. Teraz w przypadku Mitry to był pierwszy raz, gdy nastawiał dłoń przyjacielowi i dlatego właśnie były to dla niego prawdziwe męczarnie, bo to on sprawiał swojemu przyjacielowi ból, a nie ktoś inny. To skrzypek był w tym przypadku tym złym. Na szczęście wszystko dość sprawnie poszło i szybko się skończyło.
        - A co? Wątpiłeś, że tak sprawnie pójdzie? - zapytał zadziornie, zerkając na niego z lekkim uśmieszkiem dla rozluźnienia sytuacji, a przynajmniej w jego przypadku dla rozluźnienia się.
        W między czasie, nim przenieśli się do salonu, Aldaren przywołał takiego demona jak ten, który w Thulle miał strzec Mitry podczas zwiadu wampira, i dał mu jasne instrukcje odnośnie jego zadania wraz ze wskazówkami jak roślina wygląda i gdzie przywołaniec może ją znaleźć. Gdy mieszkaniec Otchłani opuścił dom, skrzypek przeszedł za nekromantą do salonu.

        Jak się później okazało, trochę śmiechu się przydało, gdyż po niedługiej chwili nastał ten niezbyt przyjemny dla Mitry moment, w którym to miał Aldarenowi wszystko wyjaśnić. Dla wampira też nie była to najszczęśliwsza chwila w całym jego życiu. Prawdopodobnie znów źle zrozumiał, bo jedyne co nekromanta wyznał to, że się rozkojarzył po tym jak skrzypek go objął i przez to dał duchom Krazenfirów łatwiej opętać blondyna. Nie powiedział otwarcie, że to co zaszło było winą nieumarłego, nie powiedział też, że sobie w przyszłości czegoś takiego nie życzy, nie był też wcale zły, że krwiopijca się do niego zbliżył, dotknął i objął. Niebianin nie dał mu najmniejszej oznaki na to, że ma do Aldarena jakiekolwiek pretensje za to, że ten go przytulił, a mimo wszystko lazurowooki przeinaczył całą wersję wydarzeń na swoją niekorzyść. Nie przez swoją niską samoocenę, po prostu przeanalizował tak całą reakcję łańcuchową: zdenerwowanie Mitry i jego zejście do piwnicy - z winy wampira, opętanie blondyna po tym jak skrzypek go przytulił - z winy wampira, a co za tym idzie kolejne wydarzenia i to, że Mitra został ranny - także z winy wampira. Dlatego czara goryczy Aldarena się przelała, a cienka granica między stoickim spokojem i wyrozumiałością a amokiem została przerwana, gdy tylko błogosławiony przeprosił. Według krwiopijcy przepraszał za nie swoje grzechy i to było dla niego jak srebrny kołek prosto w serce.
        Od samego początku swojego wybuchu nie chciał skrzywdzić Mitry, nie mógłby nawet, gdyż nekromanta nie był niczemu winien, prędzej wampir własnoręcznie samego siebie rozerwałby na strzępy, dlatego wyładowanie się na ścianie wydawało się być najrozsądniejszym i najmniej krwawym sposobem na ukojenie swojej goryczy i jednoczesne ukaranie się za to co się stało. W całym tym gniewie kompletnie zapomniał, gdzie jest i że nie jest wcale sam, był tak zaślepiony, że nie docierały do niego żadne słowa Mitry. Nie było jednak wcale lepiej gdy złość przygasła, gdyż po niej po prostu się załamał. Już wcześniej uważał siebie za najgorsze zło na całym Prasmoku, ale teraz sądził, że jest jeszcze gorzej.
        Z pomocą jednak przybył mu Mitra i ku wielkiemu zdziwieniu, przytulił wampira. Co prawda skrzypek został niebyt komfortowo uwięziony, a konkretniej jego ręka między ich ciałami, ale nie był w stanie poczuć tego dyskomfortu przez szok jaki w nim wywołał gest nekromanty. Błogosławiony nie musiał go wcale bić by się opanować, gdyż ta nagła bliskość była dla niego jak policzek, albo kubeł zimnej wody ściągający na ziemię i wymuszający powrót własnej świadomości. Rozgoryczony skrzypek zaczął się uspokajać, tym bardziej po jego zaskakujących słowach, łagodnej reprymendzie. "Dzięki mnie?" - odbijało się echem w jego umyśle i zaczął sobie uświadamiać, że znów po prostu źle zrozumiał błogosławionego. Co prawda było w jego wypowiedziach dość sporo niedopowiedzeń rodzących właśnie błędny przekaz komunikatu, lecz i tu wina leżała po stronie wampira, bo zamiast się dopytać i wyjaśnić na spokojnie, działał tak impulsywnie, w ogóle nie panował nad własnymi emocjami.
        Słuchał uważnie tego co mówił i się wyraźnie uspokajał, choć wciąż ciężko mu było powstrzymać łzy uciekające mu z oczu przez istną burzę emocji, z której jeszcze przed chwilą nie był w stanie się skryć, nie mówiąc już o ujarzmieniu jej. W prawdzie milczał, ale to dlatego, że nie chciał Mitrze przerywać, tym bardziej, że z jego strony padało tak wiele miłych i szczerych słów, patrzył mu głęboko w oczy, nieco niepewnie. Niemalże panicznie bał się samotności, odrzucenia i tego, że ktoś mógłby go znienawidzić. W całym swoim życiu, jak i również tym już jako nieumarły, starał się robić wszystko by uszczęśliwiać innych, by mieć choć cień nadziei, że nie pozostanie zupełnie sam z pochodnią w dłoni pośród dopalających się zgliszczy wszystkiego co kochał. Przymknął oczy i odetchnął głęboko, może nieco smutno gdy nekromanta dotknął jego twarzy by zetrzeć spływającą łzę.
        - Naprawdę czujesz się przy mnie bezpiecznie? - spytał z nadzieją w głosie. Przyłożył do niej swoją dłoń jakby chciał sprawdzić, czy to nie jest aby sen.

        Czuł dziwną siłę przyciągającą ich obu ku sobie i jakieś wahanie emanujące od Mitry. Korciło go by wedrzeć się do jego umysłu i zobaczyć co mu nie daje spokoju, nie mógł jednak tego zrobić blondynowi. Zawiódłby go jedynie i straciłby jego zaufanie, a naprawdę zależało mu na przyjaźni nekromanty, przede wszystkim ze względu na niego. Chciał mu pokazać, że świat nie jest taki zły, że niebianin nie jest wcale zły czy zepsuty. Chciał mu pomóc odnaleźć radość życia, której złotowłosy mężczyzna być może nigdy nie doświadczył. Przez moment miał wrażenie jakby Mitra się czaił by go pocałować, co było pewnym zaskoczeniem dla Aldarena, czego nie pokazał po sobie, ale nie była to wcale nieprzyjemna wizja. Gdyby to od wampira zależało, mógłby trzymać w objęciach niebianina przez całe milenium, a nawet więcej, nie mógł go jednak do niczego zmusić, czy samemu wyjść z inicjatywą by pokazać mu że wszystko jest w porządku i błogosławiony nie ma się czego bać. Byłoby to jednak stanowczo za szybko, znali się zaledwie kilka dni to raz, a dwa choć skóra jest nieskazitelna i nie oszpecona choćby jedną blizną, jego psychika była zapewne cała w paskudnych ranach i bruzdach, których nie sposób będzie zaleczyć. Potrzeba będzie masę czasu i cierpliwości, ale jeśli tylko jest cień szansy, że samą swoją bliskością mógłby uszczęśliwić nekromantę, nie istniały dla niego żadne przeszkody, zrobi wszystko co tylko będzie konieczne by osiągnąć cel. Nie zakładał jednak, że to wszystko skończy się w wymarzony dla wampira sposób, że mogli by razem dzielić przyszłość, aż do ostatniego tchnienia, jeśli się okaże po drodze, że serce Mitry pragnie choć w drobnym stopniu kogoś innego, skrzypek nie zamierzał go zatrzymywać, byleby tylko ten był szczęśliwy.
        - Jesteś ostatnim człowiekiem na świecie, o którym pomyślałbym, że może mieć jakiś związek z aniołami. One nie dorastają ci nawet do pięt, wierz mi - powiedział rozchmurzając się i otarł twarz z resztek oraz zasychających łez.
        Co prawda znał jedynie Gregeviusa, ale w porównaniu do Mitry tamtemu bliżej było do demona czy piekielnego, skupionego jedynie na własnych obowiązkach, nie przejmującego się niczym ponad to. Kto by pomyślał, że tym, który wyleczy skrzypka z zauroczenia bezwzględnym niebianinem, będzie inny niebianin i to chyba najniższego możliwego sortu, gdyż błogosławieni mogli być uważani przez innych niebian za zwykłych mieszańców, jak na przykład spora część wampirów pomiatała i pogardzała dhampirami. Dla Aldarena jednak Mitra był najlepszą istotą na całej Łusce i nikt nie mógł się z nim równać.
        - Dziękuję ci i prze...praszam... Dziękuję, Mitro - uśmiechnął się do niego z niemałą wdzięcznością i skinął głową, sądząc, że położenie mu dłoni na ramieniu, czy uściśnięcie raz jeszcze, mogłoby być dla nekromanty już odrobinę za dużo jak na jeden dzień. - Obiecuję, że do rana nie zostanie po dziurze najmniejszy ślad - zapewnił, po czym z lekkim ociąganiem dał błogosławionemu swoją potłuczoną dłoń.
        Odwrócił spojrzenie i z zakłopotaniem podrapał się po karku. Kości praktycznie do połowy śródręcza były pogruchotane, skóra na kostkach niemal zdarta do nagiej kości, a do tego powbijane w nią były drobinki elementów ściany. Co jakiś czas poważny grymas bólu wykrzywiał twarz skrzypka, lecz ten cały czas starał się to wytrzymać, aż ręka sama się nie zregeneruje, co nastąpiło zaraz po uderzeniu, jednakże o dziwo wolniej niż powinno u normalnego wampira, nie mówiąc już o tych potężniejszych, z głównych rodów jak na przykład właśnie Aldaren.
        - Ona się zaraz zregeneruje, nie martw się - powiedział spokojnie, ale nie zabrał Mitrze swojej dłoni, gdyby chciał się zrewanżować dłoń za dłoń, również nie mógłby się temu sprzeciwić, jeśli tylko sprawi to niebianinowi przyjemność.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » N lut 17, 2019 10:55 am

        Mitra lekko kiwał głową, gdy Aldaren wspominał o swoich doświadczeniach z warzeniem mikstur. Wbrew pozorom bardzo dużo się dzięki niej dowiedział… Na przykład dotarło do niego, że skrzypek był od niego jakieś dziesięć, może nawet jedenaście razy starszy, a tymczasem wyglądali, jakby dzieliło ich góra pięć lat. Uroki nieśmiertelnych ras. Na nekromancie zrobiło to wrażenie, ale tylko chwilowe. Dotarło do niego przy tym, że może się zdarzyć tak, że on zdąży się zestarzeć i umrzeć, a Aldaren może nadal wyglądać jak w dniu, w którym się poznali. To już nie była taka przyjemna refleksja, ale że nie dało się temu nijak zaradzić, Mitra nie zawracał sobie tym głowy. Szybko skupił więc myśli na tych ciekawostkach, które dotyczyły alchemii z dawnych lat. Jego uwagę przykuł jeden szczegół: wzmianka o krwi wampirów… Spojrzał czujnie na Aldarena. Pamiętał, że dostał od niego eliksir regenerujący. Ciekawe, czy on również był stworzony na jej bazie. A jeśli tak, to czyją krew wypił błogosławiony? Skrzypka? Może jego mistrza? Albo po prostu kogoś zupełnie obcego… Wolał chyba nie wiedzieć.

        Również w kuchni Mitra mówił niewiele, skupiony tylko na tematach związanych z wyleczeniem jego ręki. Chciał to po prostu mieć za sobą, bo gdy będzie dochodziło do siebie, czasu na rozmowy będzie dość. Dlatego pominął milczeniem propozycję, że Aldaren może zostać nie tylko w czasie, gdy jego demon uda się do posiadłości po zioła, ale również dłużej, jeśli takie będzie życzenie nekromanty. Jedynym znakiem tego, że niebianin to w ogóle usłyszał, było jego zdawkowe kiwnięcie głową - przyjął do informacji, podziękował. Na odpowiedź należało poczekać. Tak samo jak na resztę mniej ważnych kwestii, które mieli do omówienia. Albo tych nawet bardzo poważnych, ale tego Mitra w tym momencie nie wiedział…
        - W ciebie nie wątpiłem ani chwili - odparł gdy już było po wszystkim a Aldaren zaczął go zaczepiać, dopasowując się do stylu wypowiedzi wampira. O dziwo nie brzmiało to tak sztucznie jak się spodziewał, ale też przekonujący był tylko umiarkowanie. Cóż, nie miał doświadczenia w takich wymianach zdań. A teraz na dodatek nie miał do tego głowy, bo myślami był już gdzieś dalej.

        I w końcu nadeszła burza - rozpętała się gwałtownie, była wyniszczająca, ale chyba już przeszła. Aldaren chyba już się powoli uspokajał - był roztrzęsiony, ale nie szalał, chyba docierały do niego słowa nekromanty i jego zapewnienia, że źle zrozumiał całą sytuację. Upewnił się, czy to co Mitra mówił o bezpieczeństwie na pewno było prawdą. Błogosławiony miał na to tylko jedną odpowiedź.
        - Naprawdę - odparł natychmiast, ale spokojnym tonem, bez nadmiernego entuzjazmu, który mógłby zabrzmieć nieszczerze. - Nie zwykłem kłamać w takich kwestiach - dodał, precyzyjnie dobierając słowa, bo jednak zdarzało mu się kłamać, lecz tylko wtedy gdy miał mieć z tego zysk. W tym przypadku by mu się to nie opłacało: może i udobruchałby Aldarena, ale jednocześnie sam musiałby się później męczyć z sytuacjami, które nie były dla niego miłe, bo przyznałby, że nie ma nic przeciwko objęciom wampira. Całe szczęście taka była rzeczywistość i nie musiał się specjalnie starać by wymyślić jakąś przekonującą bajeczkę. Niemniej takie wyznanie też nie było dla niego najłatwiejsze - nie przywykł do mówienia o swoich uczuciach. Jednocześnie bał się, że jeśli nazwie to co czuje, zaraz wszystko trafi szlag. Że gdy wyzna Aldarenowi jak się przy nim czuje, ten pozwoli sobie na zbyt wiele albo zrozumie go w jakiś sposób opatrznie i się wycofa. I jedno i drugie by go nie zadowoliło. Żałował, że nie był bardziej otwarty, by móc powiedzieć wampirowi tak wprost o wszystkim, by ich relacja mogła budować się szybciej, a nie jak zamek na bagnach, którego fundamenty wiecznie zapadają się w mokradle.

        Aldaren zdawało się, że nie dostrzegł tej chwili jego wahania, bo nie zdradził się ani słowem, ani gestem. To sprawiło nekromancie ulgę, bo głupio byłoby mu mówić o czymś, z czym sam jeszcze nie był pogodzony. Pewnie długo trawiłyby go wyrzuty sumienia, spekulacje i domysły, gdyby nie nagły komplement jaki powiedział mu skrzypek. Aż spojrzał na niego z zaskoczeniem, po czym odwrócił wzrok.
        - Dziękuję - mruknął cicho. Dotknął wierzchem dłoni policzków, bo był pewny, że dostanie od tego rumieńców, jednak najwyraźniej nadal pozostawał blady jak do tej pory.
        - Zabawne… - uznał na głos. - Tak cieszy mnie coś, co dla innych być może byłoby obelgą. W końcu anioły to taka chodząca doskonałość… Dziękuję, że dzielisz ze mną moje przekonanie - dodał i w końcu podniósł wzrok na Aldarena. Wrócił do tematu jego dłoni i wyciągnął rękę, by jej dotknąć. Zawahał się przez krótką chwilę widząc jej stan i od tego momentu postępował nieco ostrożniej, by nie pogorszyć jej stanu.
        - Ale ją załatwiłeś - mruknął jakby trochę z podziwem, ale jednocześnie żalem. - Pewnie boli? Hm… - zamyślił się na moment, wyciągając spomiędzy kości fragment tynku, który mógł zarosnąć świeżą tkanką i zostać w ciele skrzypka już na zawsze.
        - Co…? Ach, nie przejmuj się - odparł trochę lekceważąco machnąwszy na rzeczona dziurę w ścianie. - Nie była nośna, więc może poczekać. Może to mnie zmotywuje by wyremontować tę ruderę.
        Fakt, od śmierci Sarazila posiadłość nie przeszła żadnych większych zmian. Mitra zaadaptował sobie tylko kolejne pomieszczenia na swój użytek, poprzenosił meble, połączył kilka pokoi by mieć większą pracownię i to było wszystko. Dawno nikt nie wymieniał tu tapet ani nie szlifował podłóg. Te ostatnie były co prawda regularnie zamiatane i myte, ale woskowane jedynie od święta, gdy Aresterra sam sobie przypomniał by wydać takie polecenie, nie wyglądały więc specjalnie reprezentacyjnie. Taka nora pasowało jednak nie tylko do stereotypów na temat nekromantów, ale również do upodobań tego konkretnego przedstawiciela tego fachu.
        - Zregeneruje może i owszem, ale trzeba ją oczyścić, by ci gruz w stawach nie gruchotał - skwitował stan obrażeń wampira. - Usiądź, wyjmę ci to…
        Aresterra wskazał Aldarenowi kanapę, na której chwilę wcześniej się wylegiwał, a sam poszedł do biurka, którego prawie nie było widać spod sterty ksiąg i papierzysk. Otworzył jedną z szuflad, która była chyba równie zagracona co blat, a po chwili przetrząsania jej zawartości wyjął pęsetę o zakrzywionych końcach, taką, jakiej używali chirurdzy. Patrząc na wątpliwy porządek panujący w tym pomieszczeniu można było nabrać obaw, czy dłubanie czymś, co tu leżało, w ranie jest aby na pewno dobrym pomysłem, lecz Mitra nie był taki niefrasobliwy, by zaczynać bez przygotowania. Ze swojego barku zabrał jedna ze szklanek do drinków i nalał do niej szczodrze przeźroczystego płynu z jednej z butelek. Podniósł wzrok na Aldarena, wrzucając pęsetę do szklanki niczym słomkę.
        - To spirytus - wyjaśnił. - Trochę przy okazji odkazi ranę.
        Aresterra uznał, że nie potrzeba więcej wyjaśnień. Usiadł obok wampira, w milczeniu wyciągnął do niego rękę, aby przytrzymać go za dłoń, po czym zaczął wyciągać spomiędzy zmiażdżonych tkanek fragmenty tynku, zaprawy i cegieł.
        - Strasznie to wygląda - ocenił szeptem, skupiony przede wszystkim na zabiegu. - Gdybyś był człowiekiem i to byłby lazaret pewnie kazaliby ci ją po prostu uciąć… Musiałeś być naprawdę wściekły - zauważył, wrzucając do szklanki ze spirytusem jeden z większych okruchów i płucząc w nim ząbki pęsety. - Boli, piecze? Wytrzymaj jeszcze chwilę… Spokojnie, zagoi się.
        Mitra był bardzo skupiony i spokojny. Jego nawiązanie do lazaretu okazało się o wiele bardziej trafione, niż sam się spodziewał, bo gdyby ktoś, kto go znał te prawie czterdzieści lat temu zobaczyłby go teraz, mógłby stwierdzić, że niewiele się zmienił. Dojrzał, owszem, bo gdy wzięto go do niewoli jeszcze rósł, ale wyraz jego twarzy się nie zmienił, tak samo ten spokój, którym emanował gdy skupiał się na swojej pracy. Nic dziwnego, że lubiano, gdy to on zajmował się rannymi, bo naprawdę można było nabrać przekonania, że wszystko będzie dobrze.
        - Kim jest ten upiór, z którym mnie na dole zostawiłeś? - zapytał nadal tym samym spokojnym, troszeczkę nieobecnym tonem. - Nazywasz go Drugim? Nie był specjalnie rozmowny, gdy chciałem go o coś zapytać… I chyba, cóż, nie przepadacie za sobą? To z nim rozmawiam, gdy masz czerwone oczy? - upewnił się, na dosłownie moment podnosząc wzrok na Aldarena. Czy specjalnie pytał teraz, by skrzypek nie miał możliwości ucieczki i musiał w końcu wyłożyć karty na stół? Pewnie po części tak.
        - Proponowałeś, że możesz zostać u mnie na noc - zauważył, przeskakując na temat, który wcześniej nie został dokończony. - Chciałbym, byś został.
        Nie dodał na jak długo - na tę jedną noc, może na kilka, może jak długo on sam zechce. To był skomplikowany moment dla nich obojga, każdy z nich musiał poukładać sobie życie. Aldaren został jedynym spadkobiercą Fausta, miał całą posiadłość, którą musiał się zająć. Może jednak zechce tam wrócić. Mitra zaś przywykł do samotności. Obecność skrzypka w jego życiu była oczywiście całkiem przyjemna, ale pytanie na jak długo - czy na przykład za tydzień sam osobiście go nie wyrzuci, bo nie zniesie dłużej obcych kroków na korytarzu…
Avatar użytkownika
Mitra
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mroczne Doliny

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron