[Doliny] Pragnienie


Tajemnicza kraina, nad którą od wieków zalega mrok. Słońce świeci tu niezwykle rzadko. Nie ma tu tętniących życiem wiosek, jedynie jedno, warowne miasto ostało się w tej czeluści mroku, a i o nim nie można powiedzieć, pełne życia...

Postprzez Mitra » N wrz 02, 2018 12:49 pm

        Mitra cofnął się, gdy Aldaren gwałtownie się do niego odwrócił, poruszając kwestie moralne związane z nekromancją. Patrzył na niego z byka, często uciekając wzrokiem w stronę obozowiska, jakby spodziewał się, że któryś z archeologów wtrąci się w tę wymianę zdań, później jednak po raz kolejny próbował utrzymać kontakt wzrokowy z wampirem. Pod osłoną maski zacisnął usta. Sapnął, ale nie odezwał się słowem, jedynie wywrócił oczami w manifestacji niezadowolenia - nie wiadomo czy nie zgadzał się ze swoim towarzyszem, czy tylko nie podobało mu się to, że był pouczany przy świadkach. W gruncie rzeczy zachowując milczenie wyświadczał Aldarenowi przysługę - gdyby zaczęli teraz dociekać kto lepiej zna przepisy regulujące praktykowanie nekromancji w Maurii, archeolodzy na pewno nie zapałaliby do nich sympatią. Wyjaśnią sobie najwyżej tę kwestię, gdy będą już sami…

        Aresterra spiął się jednak momentalnie, gdy z ust Aldarena padło jego imię. Obawiał się co też wampir może wygadać - nie ustalili żadnej wersji wydarzeń i istniało ryzyko, że ze swoim charakterem może on zbyt wiele wygadać. Najpierw jednak nie zająknął się ani słowem z nazwiskami: dobrze, to było słuszne posunięcie, bo mogli ich podejrzewać co najwyżej o przyjazne zamiary i chęć przejścia od razu na ty. Później zaś… Mitra musiał w milczeniu słuchać pomysłu Aldarena na ich wspólną historię licząc na to, że będzie w stanie się w nią wczuć. Gapił się w jego plecy, nerwowo zaciskając wargi pod osłoną maski. Nabrał trochę głębiej tchu słysząc o zjawach. Nie znał się na magii duchów, skąd ten pomysł? Chociaż nie, nie było tak najgorzej - to można było łatwo podpiąć pod nekromancję, bo sama historia była ogólnikowa. Dobrze, dadzą radę to ciągnąć.
        Mitra nadal pozostawał z tyłu i nie wtrącał się w rozmowę. Tylko raz skinął głową - na samym początku, gdy został przedstawiony, dla formalności podkreślając, że faktycznie to o nim mowa. Później tylko słuchał uważnie - najpierw Aldarena, a potem archeologia, którego cele były najwyraźniej zaskakująco zbieżne z ich celem… Czy był to szczęśliwy czy też nieszczęśliwy zbieg okoliczności, trudno było mu ocenić. W pierwszym odruchu kląłby na czym świat stoi, bo wcale nie podobało mu się to, że mieliby walczyć o zawartość tych krypt. Z drugiej jednak strony… Może udałoby się ich wykorzystać do zyskania tego, czego szukali, im zostawiając nędzne ochłapy? W końcu nie szukali konkretnie informacji o Czarnej Księdze - nie powiedzieli tego, nie zająknęli się słowem. Ziemie Krazenfirów były rajem nekromantów i można było znaleźć tu wiele innych przedmiotów związanych z kultem śmierci… A w istnienie grymuaru stworzonego przez ostatnich synów władców tych ziem wiele osób nie wierzyło. Jeśli więc utrzymać wszystko odpowiednio długo w tajemnicy, może byłoby to opłacalne. O ile oczywiście zostaną w tym obozie - Aldaren bardzo się starał, by tak pozostało, a jedyne co robił Mitra, to nie przeszkadzał.
Avatar użytkownika
Mitra
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Cz wrz 13, 2018 11:55 am

        Nie mając żadnego odzewu na swoje słowa ze strony Mitry i ignorując uspokajanego przez innych badaczy krasnoluda, Aldaren zaczął spuszczać z tonu i się uspokajać, skupiając całą swoją uwagę na głównodowodzącym całym tym bałaganem. Błogosławionemu pewnie nie było to wszystko na rękę i w sumie nie było się czemu dziwić, skoro istniały podejrzenia, że szukają tego samego co oni, ale wampir nie podzielał jego opinii na ten temat. Więcej, widział dla nich szansę na łatwiejsze wykonanie zadania i może jeszcze zyskanie czegoś więcej. Musiał jedynie to dobrze rozegrać, w czym krasnolud nie za specjalnie mu pomagał, ale przez swój stan i samo podejście do życia, chyba nikt go tutaj nie brał na poważnie. Aldarenowi skojarzył się z groźnym psem, który skutecznie odstrasza niebezpieczeństwo, acz przez kaganiec i krótki łańcuch, nigdy nie został tak naprawdę dopuszczony do ataku. Miało to dużo sensu i rację istnienia, zwłaszcza, że widział jak inni archeolodzy korygują brodacza.

        - Proszę nie się nie wygłupiać panie Aldaren - wyrwał go z rozmyślania uprzejmy, może nawet zażenowany zachowaniem krasnoluda, głos głównego archeologa. - Zapraszam do naszego obozowiska. Proszę, rozgośćcie się. Jeśliście głodni w tamtym namiocie dostaniecie ciepły posiłek. Musiałbym nie mieć serca, pozwalając wam się błąkać po tych nieprzyjaznych człowiekowi terenach i to jeszcze w środku nocy. Ach, byłbym zapomniał... Matus jestem, kierownik tej ekspedycji badawczej, miło mi - powiedział wyciągając do wampira dłoń, którą ten z uśmiechem uścisnął.
        - Cała przyjemność po mojej stronie. Nie wiem jak mam dziękować za gościnę - odparł, może ze zbytnią przesadą, ale nie wyglądało na to, by się ktoś tym przejął. Dopiero teraz faktycznie zbliżył się do obozowiska i ogniska, jakby wcześnie uniemożliwiała mu to niewidzialna granica. Oczywiście gdyby chciał, mógłby wtedy już po prostu podejść do paleniska, ale z racji dobrego wychowania, którego krasnoludowi najpewniej brakowało, choć chyba cała rasa miała z tym problemy, wolał bez zaproszenia nie wkraczać na teren wykopalisk.

        Wampir rozsiadł się wygodnie przy ogniu po prawicy Matusa i przysłuchiwał się z uwagą jego opowieści o tych terenach i relacji jak postępują ich prace. To drugie nie bardzo go interesowało, ale udawał, że słucha. Najbardziej go jednak zainteresowało to, że jego legenda o tym miejscu jedynie szczątkowo pokrywała się z tym co mówił mu wcześniej Mitra, dla którego mieszkali tu zwykli ludzie z niezwykle wybitnymi rządzącymi tą osadą. Ze słów archeologa natomiast wynikało, jakby tutejsi mieszkańcy mieli bliskie kontakty z diabłami, a nawet się od nich bezpośrednio wywodzili, przez co na okoliczne tereny notorycznie spadały jakieś nieszczęścia, zsyłane właśnie przez nich. Niby w każdej historii jest ziarno prawdy, ale w tej opowiadanej przez Matusa, skrzypek nie mógł się doczekać kiedy "nagle" pojawią się smoki i jednorożce. Alkohol się przelewał, rozmowa się wzmagała, a on z braku ciekawszego zajęcia, zaczął przygrywać na swoich skrzypcach melodie pasujące i budujące napięcie do opowieści badacza. Miał do tego talent, zwłaszcza, że pierwszy raz spotkał tego mężczyznę, a jego muzyka i tak zdawała się idealnie pasować do płynących z jego ust historii, jakby co najmniej od kilku tygodni to intensywnie ćwiczyli.
        - "Kiedy wszyscy zasną ściągniesz tu kilku nieumarłych by narobili rabanu, a wtedy rozejrzymy się po tych kryptach. Może mają jakiś związek z grymuarem i otworzą się w jego pobliżu." - podesłał Mitrze w myślach, swoją magią umysłu, a po tym się skupił by przyśpieszyć realizację swojego planu i za pomocą właśnie magii, wszystkich położyć spać. No może z wyjątkiem krasnoluda, którego już i tak idealnie ululał alkohol.

        Po dłuższej chwili zaczęły się być dostrzegalne pierwsze efekty jego działań, a po kolejnych piętnastu minutach obóz zaczął pustoszeć. Nawet Matus w pewnym momencie przeprosił nowych towarzyszy, ziewając sennie raz po raz i udał się na spoczynek. Aldaren uśmiechnął się pod nosem, ale był tym wyczerpany, nie mógł jednak puścić Mitry samego. Zwłaszcza, że mając świadomość tylu bezbronnych i nieświadomych źródeł pożywienia w swojej najbliższej okolicy, ciężko było mu się powstrzymać i skupić na czymś innym niż swój głód krwi.
        - Gotowy? - burknął nieprzyjemnym, surowym tonem patrząc na towarzysza czerwonymi oczami. - Więc do dzieła, im szybciej to załatwimy tym szybciej wrócimy - dodał i zaczął się kierować w stronę krypt, gdzie zamierzał wyeliminować ewentualne zagrożenie i poczekać na Mitrę.
Avatar użytkownika
Aldaren
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Wt paź 09, 2018 11:32 pm

        Mitrze przeszło przez myśl, że mimo bycia uczonym Matus był głupi. Głupi albo nazbyt dobroduszny, co w ostatecznym rozrachunku wychodziło na jedno. Gdyby to o niego chodziło, nie zgodziły się na współdzielenie ogniska z obcymi, nie w tych przeklętych Dolinach. Jednak przychylność archeologa była pewnie zasługą charyzmy skrzypka, który gdy tylko chciał, potrafił być niezwykle czarujący. Bez względu jednak na motywacje, naukowcy zdecydowali się ich ugościć i to w naprawdę godny sposób. Mitra jak cień podążył za wampirem w krąg światła i też jak jego cień został potraktowany. Matus zignorował go, nie podając ręki na powitanie i nawet niespecjalnie spoglądając w jego stronę, prawie jakby miał do czynienia z nieumarłym służącym. Nekromantę to niespecjalnie obeszło, pomyślał jednak, że to zabawne, bo przecież Aldaren wyraźnie zaznaczył, który z nich był w tej parze ważniejszy, ale najwyraźniej urok wygrywał z pozycją w oczach Matusa. Błogosławionemu nie chciało się niczego odkręcać - ci ludzie nie byli tego warci, stanowili tylko chwilowe i to na dodatek niezbyt dogodne towarzystwo. Gdy więc Aldaren dosiadł się do głównego archeologa, Mitra rozejrzał się po obozie, szukając miejsca dla siebie. Dwóch archeologów widząc ruchy jego głowy domyśliło się co zamierzał i bez słowa przesunęli się, by zrobić dla niego miejsce na drewnianym podeście, który zajmowali. Jeden z nich klepnął otwartą dłonią deski w zachęcającym geście i Aresterra z tej zachęty skorzystał - skinął nieznajomemu głową i usiadł. Zaraz jednak tej decyzji pożałował - archeolodzy gapili się na niego wyczekująco, choć nie wiadomo czego tak bardzo oczekiwali. Mitra zaczął się irytować, ale konsekwentnie ich ignorował, patrząc się cały czas w ogień.
        - W namiocie można wziąć sobie coś ciepłego do jedzenia - zagaił w końcu ten siedzący bliżej, powtarzając słowa Matusa. Niebianin spojrzał na niego.
        - Dziękuję - odparł, ale nie podniósł się. W życiu nic by nie przełknął w tym obozie. Przeniósł wzrok na Aldarena, który rozmawiał z szefem tej wyprawy, jakby byli dobrymi znajomymi - ten to potrafił się sprzedać. Był taki uprzejmy, zupełnie nie pasował ani do swojej rasy, ani do tego kraju. Chyba, że to była maska, tak jak w przypadku Fausta - ten stary dziad nieźle grał dobrego wujaszka, ale gdy się odsłonił był taki jak wszyscy wokół. Aldaren jeszcze nie pokazał tego samego, lecz było z nim coś nie tak…
        - Nie jest pan głodny? - upewnił się jeszcze po chwili ten sam archeolog co poprzednio.
        - Nie, dziękuję - zbył go Mitra.
        - Jeśli to kwestia twarzy…
        - Maski - poprawił Mitra, by dać do zrozumienia, że z jego twarzą było wszystko w porządku poza tym, że nie chciał jej odsłaniać. - Tak, poniekąd. Ale naprawdę nie jestem głodny, dziękuję.
        - Mogę zapytać, czy to ma jakieś religijne znaczenie? - drążył ośmielony dłuższą wypowiedzią nekromanty archeolog.
        - Nie, to ze względów czysto praktycznych. Zjawy, nieumarli, rozumie pan zapewne - rzucił niby nonszalancko niebianin, takim tonem, jakby mówił o rzeczach oczywistych i drążenie świadczyłoby o ignorancji. Jego rozmówca poddał się tej sugestii.
        - No tak, oczywiście - zawtórował Mitrze.
        Później rozmowa się nie kleiła - Aresterra udawał bardzo zainteresowanego słowami Matusa, a żelazna maska skrywała to jak bardzo się irytował słysząc te ignoranckie banialuki. Zupełny brak wiedzy, przygotowania! Ależ go korciło by wszcząć dyskusję… Ale to byłoby niestosowne, zaburzyłoby wypracowany przez Aldarena spokój i jeszcze mogłoby obudzić tego przeklętego pijanego krasnoluda. By  się uspokoić, Aresterra skupił się na czym innym - na grze wampira. Tego słuchało się z przyjemnością.
        Mentalne wezwanie skrzypka Mitra przyjął ze spokojem, nie zerwał się i nie szukał źródła dźwięku. Otworzył półprzymknięte powieki i spojrzał w kierunku przemawiającego doń wampira. Pozwolił sobie na lekkie skinienie głową, które dla postronnego mogłoby wyglądać jak próba rozruszania zastanego karku.
        - “Z przyjemnością” - odpowiedział tą samą drogą. Chwilę później wymówił się ciężkim dniem i trudami podróży, aby udać się na spoczynek. W rzeczywistości jednak chciał odejść trochę od żywych, by skupić się na umarłych - chciał dokładnie poznać ich możliwości, stopień rozkładu, rozczłonkowania. Okolica roiła się od ciał i szkieletów, które można było wykorzystać, a Aresterrę przeszedł wręcz dreszcz podobny do tego, który przeszywa po wypiciu kieliszka mocnej wódki, gdy w jednej chwili zalała go ta ilość śmierci i rozkładu. Aldaren chciał zamieszania, więc będzie je miał - takie zamieszanie, którego archeolodzy długo nie zapomną.
        Gdy wszyscy posnęli, błogosławiony nekromanta szybko przystąpił do dzieła. Podekscytowany jak dziecko mogące pobawić się nowymi zabawkami w mgnieniu oka poderwał kilka ciał. Szczególnie upodobał sobie kości leżące w pryzmie ziemi z wykopalisk - niech archeolodzy myślą, że to zemsta za zakłócanie ich spoczynku. Mitra postarał się o głośne stukanie kośćmi i największy chaos, jaki był w stanie spowodować - jedno z ciał wysłał by przeszło przez sam środek ogniska, roztrząsając żarzące się drwa. Wśród żywych nastała panika, a skryty w mroku na skraju obozu nekromanta wymknął się w stronę krypt, gdzie miał spotkać się z Aldarenem. Kilkakrotnie obrócił się przez ramię, by jeszcze dopilnować dzieła chaosu, a później wszystko zostawił, by toczyło się własnym rytmem. On miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.

        Skraj cmentarza był chłodny, cichy i spokojny, nie docierały do niego już krzyki z obozu. Atmosfera miejsca była jednak przytłaczająca - zewsząd łypały na intruzów kamienne figury aniołów i gargulców, zniszczone upływem lat nagrobki przypominały wejścia do czeluści piekielnych albo krzywe zęby czarciej bestii. Zalegająca przy ziemi subtelna mgła podkreślała wrażenie nierealności.
        - Gotowe - zwrócił się do czekającego nań wampira. Śmiało przekroczył skraj nekropolii i wszedł między krypty i grobowce. Rozglądał się po okolicy i zaglądał do mijanych budowli, ale przy żadnej się nie zatrzymywał, jakby dokładnie wiedział dokąd zmierza. Przystanął dopiero przed okazałą kryptą z czarnego, gładkiego kamienia, której drzwi były otwarte na oścież, a w okolicy widać było liczne ślady trwających w tym miejscu prac archeologicznych - leżące na stosach narzędzia, stoły z księgami, notesami, wszystko zabezpieczone brezentem.
        - Wybrali dobrze - mruknął Mitra, odczytując nadgryziony zębem czasu napis nad wejściem do krypty. Położył dłoń na sakwie z grymuarem i pogładził ją jakby był to koci grzbiet, po czym śmiało wszedł do środka. Nie widział prawie w ogóle w ciemnościach, poświęcił więc chwilę, by odpalić jedną z leżących w koszu pochodni. Gdy się z tym uporał, ze źródłem światła w ręce zaczął chodzić między sarkofagami, palcami wodząc po zdobiących je wzorach i inskrypcjach w Czarnej Mowie, które miały chronić żywych przed uwolnieniem tego, co spoczywało w tych grobach… W końcu dotarł na sam tył pomieszczenia, gdzie w podłogę wmurowana była duża płyta z napisami inkrustowanymi złotem, a wokół znowu leżały porozwalane narzędzia.
        - Daj mi chwilę - zwrócił się Aresterra do Aldarena. - Muszę to odcyfrować. Faktycznie to całe miejsce aż wibruje od magii - dodał, cofając rękę, gdy nagromadzone w sarkofagach zaklęcia sprawiły, że przeszedł go dreszcz, a włoski na przedramionach stanęły mu dęba. Wsunął swoją pochodnię w jeden z uchwytów w ścianie i przyklęknął, by lepiej widzieć. Zdziwiło go jednak, że tekst mimo swojej złożoności nie zawierał żadnych formuł charakterystycznych ani dla nekromancji, ani spirytyzmu. Co więcej, nie miał również wcale większego ładunku magicznego niż reszta tego miejsca.
        - Coś jest nie tak - mruknął, stukając palcami w chłodny kamień. - Bardziej skupiono się nad zabezpieczeniem tych sarkofagów niż zejścia na niższe poziomy krypty. To… To jest wabik. To nie tędy droga - oświadczył, wstając i rozglądając się po krypcie.
        - Tu musi być coś więcej - oświadczył, wracając między trumny z ciałami kolejnych pokoleń Krazenfirów. - Wbrew pozorom na samej górze są najstarsi członkowie rodu, by chować następnych pogłębiano kryptę o kolejne poziomy, więc pewnie to czego szukamy będzie na samym dole. Tamta płyta jest oczywista, zbyt oczywista, to pułapka na takich jak ta żałosna banda, na którą się natknęliśmy. Konszachty z diabłami, też coś - prychnął Mitra, okazując swój niesmak spowodowany zasłyszaną w obozie historią tych ziem. - Szukamy dalej.
Avatar użytkownika
Mitra
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mroczne Doliny

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron