OtchłańIle kosztuje zdjęcie klątwy?

Cień od wieków zalega nad Krainą Demonów. Ciemność ogarnęła świat zamieszkały przez te tajemne istoty. Jakie to myśli rodzą się w ich głowach, gdy spotykają się na zgromadzeniach demonów w Czarnych Twierdzach? Jakież to plany snuja się w ich umysłach gdy przechadzają się po swych kamiennych domach. Milczące postacie przewijają się bezszelestnie przez ulice mrocznych miast.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje:
Kontakt:

Ile kosztuje zdjęcie klątwy?

Post autor: Veryvin »

Chwilę wcześniej...

        Gdyby tylko to coś dało, oddałby wszystkie skarby świata za możliwość pospania jeszcze nieco dłużej po ostatnich, dość wyczerpujących wydarzeniach. Nadal był wykończony fizycznie po tym co zafundował mu Ingvar i psychicznie po teoretycznym rozstaniu z Ruu. No a przede wszystkim kto chciałby się tak szybko budzić, gdy u boku miało się tak piękną kobietę. Trochę za bardzo go duszącą i chyba zamierzającą mu z miłości przez sen połamać wszystkie kości, ale mimo to nadal było przyjemnie obudzić się i mieć ją w swoich (być w jej) objęciach. Zwłaszcza, że ich ostatni wspólny sen wydawał się być tak odległy w czasie, że powoli niemal podchodził pod starą i nieprawdziwą legendę. A przynajmniej tak to się rysowało w odczuciu demona. Ale! Najważniejsze było to, że teraz było dobrze. I oby zostało tak jak najdłużej.
        Znacznie dłużej w przeciwieństwie do nacieszenia się bliskością ukochanej o poranku, co zostało im brutalnie uniemożliwione.
        - Niech Gorgona wraca do Otchłani jak najszybciej i zabiera ze sobą całe to wężowisko – zamarudził markiz, starając się przewrócić na drugi bok, ale odgłosy zabawy z drugiej groty skutecznie udaremniały wszelkie próby ponownego zaśnięcia. Westchnął ciężko i w końcu się podniósł do pół siadu, by po chwili całkiem wstać.
        Wciąż na wpół nieprzytomny poszedł za pełną energii Ruu do drugiego „pomieszczenia”, gdzie smoczyca była już w ferworze zabawy z małymi gadami i poszukiwania sprawców całej zbrodni jaką było obudzenie zakochanej pary. Dziwne… Veryvinowi wydawało się, że w ich grocie kłóciły się tylko dwa węże, a nie cała gromadka. Rayruu specjalnie nie skupiła się tylko na dwóch winowajcach, a postanowiła wciągnąć do zabawy wszystkie młode demony?
        Cóż… To chyba nie było zbyt ważne, skoro dzieciaki miały frajdę, a i sama smoczyca wydawała się jakby bardziej cieszyć życiem. No i mimo wszystko nawet stonowany w swoich emocjach, praktycznie wiecznie skupiony na pracy, własnych interesach i swoim majątku, a teraz również i na swojej byłej-przyszłej-narzeczonej, musiał przyznać, że widok był co najmniej… sielankowy.
        Kiedy w końcu Ruu dopadła tych, co ich obudzili i cała zabawa dobiegła końca, udała się na krótki spacer tunelami kopalni, w celu znalezienia dla siebie śniadania, a Veryvin w tym czasie pomagał Gorgonie w ogarnięciu dzieciaków i przygotowaniu ich do przeprowadzki.
        - Dziadek ma na imię Buc? – zapytała z rozbawieniem Gorgona, gdy Ruu wróciła ze swojej wyprawy i w pierwszej kolejności postanowiła się pochwalić tym, że odzyskiwała siły.
        Veryvin spiorunował kuzynkę spojrzeniem, ta nie tracąc zadziornego uśmiechu wzruszyła tylko ramionami i nie przeszkadzała już parze w rozmowie.
        - On rzadko kłamie, a w szczególności nie rodzinie – odpowiedział spokojnie demon, jakby entuzjazm partnerki w ogóle mu się nie udzielał, choć w głębi duszy, był naprawdę szczęśliwy, że smoczyca wracała do pełni sił. Nawet był rozbawiony jej lekkomyślną brawurą, zwłaszcza, że jeszcze poprzedniego dnia, gdy był tu dziadek demonów, bała się odezwać, a zaraz po jego odejściu zaczęła odważnie wyzywać. To było na swój sposób urocze i chyba lepiej by pradawna nie dowiedziała się o tym i sobie tego nie uświadomiła, bo mogłaby się obrazić, a i jeszcze Veryvinowi oberwałoby się rykoszetem. Od tak. Za niewinność.
        - W najbliższych dniach i to jeszcze w okolicach Thenderionu będzie z tym raczej ciężko, ale wystarczy odrobina cierpliwości – dodał zaraz, zamykając pakowany przez siebie plecak jednego z gadów. Wstał i chciał przytulić Ruu by okazać jej swoje wsparcie oraz nieco czułości, lecz ta już pognała dalej, samej pomagać przy pakowaniu się gromadki dzieci, choć bardziej się z nimi bawiła niż rzeczywiście pomagała Veryvinowi i Gorgonie w spakowaniu tego całego majdanu, na co markiz jedynie westchnął i pokręcił głową.
        - Coś mi się widzi, że sama niedługo będę ciocią, jak tak dalej pójdzie – powiedziała wężyca zbierając i pakując kolejne rzeczy przy boku kuzyna.
        - Twoja uwaga jest nielogiczna, Ingvar jest jeszcze stanowczo za młody, a poza tym…
        - Ingvar, Ingvar… Od razu Ingvar. – Przewróciła oczami poirytowana ignorancją markiza. – Nie widzisz jaka Ruu jest szczęśliwa w towarzystwie dzieci? Jak do nich lgnie? Raany. Chyba faktycznie jesteś imbecylem, tak jak dziadek mówił. – Westchnęła kręcąc głową. Przerwała też na moment pakowanie, by złapać się pod boki.
        - Demony, zwłaszcza nemorianie chyba raczej nie są w stanie krzyżować się ze smokami. Przecież my nawet nie mamy materialnego ciała jakby się nad tym zastanowić.
        - Po pierwsze, znam jednego nemorianina, który zamienił swoją niematerialną nieśmiertelność na… Materialną…yyy… śmiertelność…Tak!
        Veryvin słysząc tę niedorzeczność padającą z ust kuzynki sam przerwał pakowanie i spojrzał na nią z zażenowaniem, unosząc jedną brew i zakładając ręce na piersi. Nie przerywał jej jednak, ciekaw co też Gorgona jeszcze wymyśli.
        - Poza tym jakbyś nie zauważył jestem gadem, mimo że mam tego samego dziadka co ty. A pamiętasz wujka Eustachego? On…
        - Dobra… skończ już – burknął poirytowany, rozmasowując sobie czoło jakby, go od tych głupot głowa rozbolała.
        Gorgona nadęła tylko poliki z niezadowoleniem, przez co wyglądała jak dziecko, co w sumie pasowało do tego wszystkiego co przed chwilą powiedziała.
        Dokończyli pakowanie się już w ciszy i nadeszła wreszcie ta upragniona przez Veryvina chwila, gdy jego kuzynka w końcu powróci do Otchłani i równowaga tego świata dla markiza zostanie przywrócona do porządku. Oczywiście lubił dzieci demonicy i ją samą, ale… każdy ma w pewnym momencie już dość własnej rodziny i po prostu chce mieć chwilę dla siebie i własnych spraw. A tych Veryvinowi spadnie na głowę po ostatnich wydarzeniach. Na ten moment jednak o tym nie myślał i po prostu skupił na pożegnaniu wszystkich dzieci swojej kuzynki.
        - Już nie moja, tylko Gorgony – odpowiedział spokojnie smoczycy, co by nie doszła do jakiś błędnych wniosków.
        Chociaż na to była już chyba stanowczo za późno.
        - Ruu, czek… Co ty… - nie zdążył się wysłowić, ani w żaden sposób powstrzymać pradawnej przed przejściem przez portal.
        Zaklął pod nosem, bo choć z drugiej strony nadal było przejście i smoczyca mogłaby wrócić, on najpierw musiałby do niej dołączyć, by opanować jej entuzjazm i wyperswadować, że wycieczka do Otchłani nie jest najlepszym pomysłem. Problem jednak polegał na tym, że on wcale nie chciał przekraczać portalu, bo wtedy… Umowa z jego dziadkiem…
        Nie miał wyboru i musiał przejść, bo na Gorgonę liczyć nie mógł. Kobiety niestety miały tę wadę, że zawsze trzymały się razem i stawały po stronie innej kobiety zwłaszcza, gdy naprzeciw stał mężczyzna. A ten pojawił się po drugiej stronie w zupełnie nowej odsłonie. Pierzasto-łuskowato-futrzanej. Veryvin chyba nie miał się tak szybko dowiedzieć o tym, czego dziadek mu nie powiedział odnośnie zapłaty markiza za „zdjęcie” klątwy ze smoczycy, a na pewno jubiler nie chciał, by ta się tak szybko dowiedziała o tym, że pomoc starego nemorianina wcale nie była tak bezinteresowna jak się wydawało.
        Przed kobietami i wężową zgrają stanął ciemnozielony jaszczur o długim, smukłym ciele, i potężnych, pierzastych skrzydłach, przyozdobionych czerwonymi piórami przy końcówkach. Smukły łeb ukoronowany był szeregiem złotych rogów i kolców, a jadowicie zielonego oka nie sposób było pomylić z żadnym innym. Jeśli oczywiście ktoś nadal miał wątpliwości, że był to Veryvin we własnej osobie, mimo stojącej wiernie przy jego obecnie gadziej nodze, Tigry. Jaszczur miał na sobie to samo odzienie, w którym był markiz przed przejściem przez portal i wcale nie wyglądał na takiego co poruszałby się na czterech łapach, co raczej bardziej było widać, po długich ramionach i nieco krótszych nogach, na których bez problemu stał, dumnie wyprostowany.
        - Ruu, to było nierozsądne z twojej strony – starał się mówić spokojnie i nie unosić głosu, ale i tak było widać, że był więcej niż zły. Zbliżył się do smoczycy i złapał ją za rękę. – Skoro już się pożegnałaś to teraz wracamy!
        - To że teraz wyprzystojniałeś, nie znaczy, że będziesz tak traktował Ruu – syknęła na niego Gorgona, która nie tylko uwolniła smoczycę z uchwytu demona, ale również ją sobą zasłoniła, sama przybierając swoją pierwotną, gadzią formę, wielkiego węża ze smoczym łbem.
        – Poproś ją grzecznie i daj samej zadecydować.
        - Ruu… - warknął z niezadowoleniem przez zęby, patrząc wyczekująco na smoczycę. Może i jej nie zapytał łagodnie o to czy z nim wróci do Alarani, czy będzie chciała tutaj jednak zostać. Mimo to dał jej ten wybór.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Smok
Profesje: Łowca
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        Ruu nie spodziewała się tego co zastanie w Otchłani. Posiadłość Veryvina prezentowała się niezwykle majestatycznie, a jaki smok nie pokusiłby się na odwiedzenie takich zakamarków? Istniało też wiele innych powodów. Ciekawość, chęć poznania świata ukochanego, a przede wszystkim całej jego rodziny.
        Gdy więc z uśmiechem na twarzy brnęła ku portalowi, nie spodziewała się przemiany. Wyglądała jak rozpędzony kocur, który nagle zjeżył się cały na ciele i zatrzymał swój pęd na zadku. Tylko, że ona teraz była złocistym smoczyskiem o nieco mniejszej niż tygrysy gracji, co tylko potęgowało groteskowość jej zszokowania. Wszystkie możliwe błony na jej smoczym ciele ujawniły się. Rayruu siedziała oszołomiona zdarzeniem, to kraina ewidentnie wymusiła na niej taką postać. Bystre oko gadziny skierowało się ku Sylarowi. Pradawna podniosła gwałtownie łapy puszczając małego węża, jakby bała się, że jej nieostrożność zaraz zgniecie dziecko. Na całe szczęście nie skazała go na bolesny upadek, bo on jakoś tak... dostosował się do niej względnie wielkością.
        W Otchłani było... dziwnie. Ciemno, łyso, pusto... nieprzyjaźnie. Teraz nie dziwiła się, że dziadzio Vinka to taki buc, za to przestała rozumieć Gorgonę, która chciała tu wrócić i mieszkać, tyle że trudno było wygłosić Ruu swoją opinię. Coś ją powstrzymywało przed odezwaniem się.
        Mimo to, pierwsze, kiepskie wrażenie nie mogło przesądzić opinii na temat ojczystej ziemi ukochanego. Nie chciała się poddawać! Ten Ingvar to pewnie też nie bez powodu oszalał... W takim miejscu o stratę rozumu chyba było łatwo.
Smoczyca sapnęła, po czym obróciła się gładko, gdy za jej plecami pojawiły się dwie kolejne... istoty. Tak, tak ich powinna teraz nazywać. W pierwszej chwili nawet nie rozpoznała Veryvina. Nieważne jakby jego oczy jarzyły się zielenią, nie byłaby w stanie uwierzyć, że to jego postać, gdyby się do niej nie odezwał, a słysząc głos markiza...
        O na Prasmoka i jej tatusia... to miał być Veryvin?!
        Ruu rozdziawiła szeroko paszcze i wpatrywała się bez słowa w gada stojącego naprzeciw niej. Totalnie zatkało ją na ten widok, chyba oszalała, dała się złapać na jakiś głupi żart!
        Wykrzyknik w jej głowie pojawił się w momencie, w którym demon chwycił ją za łapę. Rayruu puściła dymek przez nozdrza wzburzona taką gwałtownością nemorianina, a ona im była bardziej smocza tym bardziej skłaniała się ku wybuchowości solarnego gada. Była całkowicie zdezorientowana i zagubiona w nowej sytuacji, a on jej kompletnie nie pomagał!
        Z pomocą przybyła zaś Gorgona, która uwolniła Ruu z uścisku. Nie wiedzieć czemu, pradawna faktycznie poczuła się bezpieczniej. Smoczyca opadła na przednie łapy nieco dziwnie czując się na dwóch tylnych nogach, nijak przyzwyczajona do dłuższego utrzymywania takiej postawy w tej postaci. Intuicyjnie skryła się za wężycą i otoczyła swoje ciało smoczym ogonem wyraźnie nie czując się komfortowo w nowych okolicznościach, jakby nie wiedziała na ile może poczuć się swobodnie. Przez to nie była w stanie skupić się na rozmowie. Rozglądała się bojaźliwym wzrokiem po okolicy i dopiero, gdy demon przywołał ją do siebie, ona uniosła uszy i wyostrzyła spojrzenie. Oczywiście, że posiadała odpowiedź na sugestie partnera!
        Ale gdy otworzyła paszczę... nie odpowiedziała. Zamknęła ją i ponownie podjęła próbę zabrania głosu, ale Ruu poczuła się jeszcze bardziej spłoszona niż wcześniej. Jak... miała się odezwać?
        Nie chodziło tu o brak słów a... o walory mechaniczno-fizyczne, że niby samo się powie jak otworzy gębę? W swojej smoczej postaci, w Alaranii, mówiła tak naturalnie, chyba zdradzając swój głos w głowach ludzi i nieludzi, zaś tutaj... Nie bardzo rozumiała jak to wszystko działa. Czemu Sylar jest taki wielki, albo ona mała, całkiem nowe zapachy wprawiały ją w osłupienie, z ziemi tej wydobywała się jakaś magiczna energia, to było doprawdy dziwaczne miejsce.
        Rayruu zrobiła smutną, gadzią minkę i spojrzała błagalnie na Gorgonę. Jak oni to robią?! Położyła swój dotychczas ciężki, a tutaj o dziwo zaskakująco lekki łeb na jej ramieniu. Przy niej teraz było milo i bezpiecznie, a Vinek brzmiał tak groźnie!
        Chce tu zostać! Bo niby czemu miałaby wracać? Veryvin nie podał żadnego rozsądnego argumentu, który odwiódłby ją od poznania jego świata. Czyżby jednak miał coś przed nią do ukrycia? Nie sądziła by spotkało ich coś gorszego niż chęć wzajemnego zabicia się, wypatroszenia i powieszenia głowy nad kominkiem (albo kupką złota w przypadku Ruu), a teraz zachowuje się tak...dziwnie i agresywnie! Tym bardziej miała ochotę tu zostać! Jeżeli mają się kochać aż do śmierci to muszą o sobie wiedzieć absolutnie wszystko! A gdy ona pozna rodzinę Vinka, to potem on pozna tatka i braci Rayruu. Nie o to chodziło w związku? Być być ze sobą mimo wszystko?
        Ruu skierowała głowę w bok i zebrała z ziemi końcowy kawałek ogona Gorgony, po czym mocno go do siebie przytuliła. Zmierzyła wzrokiem markiza, po czym prychnęła dając mu ewidentnie znać, że nie ma zamiaru ruszyć się stąd choćby o palec.
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        Nie to, że Veryvin nie chciał pokazać Ruu swojej ojczystej krainy...Nie jednak. W sumie to nie chciał. Nawet jeszcze przed ich "kłótnią", po której chcieli się nawzajem pozabijać, nie przejawiał ochoty na pokazanie jej Otchłani, bo wychodził z założenia, że nie miało to najmniejszego sensu. Po co miałby ją tu zabierać? Ani tu urokliwie, ani przyjemnie. Nie widział najmniejszej potrzeby by kiedykolwiek się z nią tu pojawić, a już szczególnie po zawarciu umowy ze swoim dziadkiem. Chyba się pospieszył z tym zdejmowaniem klątwy z Ruu.
        Veryvin westchnął ciężko i z irytacją złapał się oraz lekko ścisnął nasadę nosa. Naprawdę nie chciał przebywać w Otchłani, robić za kamerdynera i jeszcze się ze wszystkiego smoczycy tłumaczyć, ale najwidoczniej los jak zwykle miał inne zdanie na ten temat.
        - Wygląda na to, że nie mam wyboru - westchnął z niezadowoleniem. - Zostajemy - zadecydował w końcu nawet nie patrząc na smoczycę tylko patrząc gdzieś w bok. - Proszę - wskazał łuskowatą dłonią zapraszającym gestem w stronę posiadłości. Zaraz jednak odkaszlnął, jakby się zreflektował i o czymś sobie nagle przypomniał. - Gorgono, zaprosisz nas? - zapytał, bo przecież nie mógł się rządzić domostwem, które do niego już nie należało.
        - Oh, tak oczywiście, wchodźcie. - Gorgona się na tę wieść bardzo ucieszyła i przeszczęśliwa uściskała mocno Ruu, przy której zaraz zaczęła pełznąć w stronę swojego nowego domu. Ale najbardziej uradowany z tego faktu był Sylar, który nie pognał jak reszta swojego rodzeństwa by pozwiedzać nowy dom i zająć sobie najfajniejszy pokój, a zamiast tego pełzł po drugiej stronie pradawnej nie odpuszczając jej nawet na krok. Naprawdę bardzo, ale to bardzo ją polubił.
        Veryvin z Tigrą szli na samym końcu. Tygrysica chciała pocieszyć swojego pana, ale niezbyt jej to wychodziło. Demon zamknął portal i w kiepskim humorze ruszył za obiema kobietami i gromadką gadzich dzieci do wielkiego, a'la pałacowego domostwa z ciemną fasadą, odznaczającą się aż zbyt dobrze na tle ciemno pomarańczowego, miejscami krwiście czerwonego nieba. Wnętrze o dziwo było dużo bardziej przytulne niż krajobraz poza bezpiecznymi murami rezydencji, gdyż wszędzie był tu widoczny wszędobylski przepych, tak bardzo nieróżniący się od tego w alariańskich pałacach, że gdyby nie widok z okna, można by pomyśleć, że są na ziemiach Alaranii. Widać było, że właściciel domostwa był niemożliwie bogaty i nawet tego wrażenia nie psuła gruba warstwa kurzu, czy gęsto porozwieszane pajęczyny niemalże wszędzie. Przecież dziadek Veryvina wspominał, że stara posiadłość markiza w Otchłani była dawno przez nikogo nie odwiedzana.
        Bardziej narowiści, nastoletni synowie Gorgony, zaraz puścili się pędem w głąb ciemnych, dawno przez nikogo nie odwiedzanych korytarzy domu, by znaleźć i wytępić olbrzymie pająki, które się tu zagnieździły, może nawet napotkają jakąś arachnę, a niektóre z córek wężycy wzięły się za sprzątanie, bo bałagan im niezwykle przeszkadzał i nie zamierzały mieszkać w chlewie. Były przecież wężami, nie świniami.
        Jako że Veryvin był kiedyś właścicielem tego domu i znał go jak własną kieszeń, nie mógł nie pomóc kuzynce w zorientowaniu się co gdzie jest, zwłaszcza, że ta zaproponowała swoim gościom przygotować zaraz coś do picia. Markiz nie chciał żadnego poczęstunku, ale w sumie, jak już wcześniej zostało dowiedzione, jego słowa nie miały zbytniego znaczenia.
        W sumie i tak wszyscy zaraz zaprzęgnięci zostali do porządków, choćby z grubsza by pozbyć się tego kurzu i pajęczyn, by można było gdzieś chociaż usiąść. Dopiero po tym jak kuchnia i główny salon zostały sprzątnięte, można było faktycznie siąść do jakiejkolwiek rozmowy i herbaty. Naburmuszony Veryvin siedział raczej na uboczy i bawił się z Tigrą i kilkoma najmłodszymi wężami, podczas gdy Gorgona zagadywała o jakiś tam błahych tematach Rayruu, przy której nadal wiernie trwał Sylar. Chciał wyciągnąć ją do zabawy, ale nie mógł przeszkodzić kobietom w ich rozmowie, bo jego matka byłaby po tym bardzo zła na niego.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Smok
Profesje: Łowca
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        Wszystkie błony na ciele Ruu uniosły się, gdy Veryvin zgodził się na pozostanie w Otchłani. Wyglądała niczym uradowany piesek, któremu entuzjazm jednak szybko opadł dostrzegając, że jego pan nie jest zadowolony z tego stanu rzeczy. Smoczyca sapnęła cicho, po czym odchodząc tylko przez ramię zerknęła na ukochanego, tym razem już bardziej podejrzliwie, ale nie miała zamiaru psuć sobie zabawy z wycieczki, a tym bardziej odbierać radość Gorgonie. Kuzynka Vinka nareszcie układała sobie od nowa życie i nie musiała mieszkać w jaskini, czy on wiedział ile to dla samotnej kobiety z pięćdziesiątką dzieci znaczy?
        Tak czy siak, teraz Ruu z pełna piersią podziwiała posiadłość, do której zmierzali. Majestat ten różnił się od tego czym zwykle karmiła ją Alarania. Tu było zdecydowanie mroczniej, bardziej tajemniczo, a niebo miało zupełnie inny kolor, dzięki czemu złote łuski smoczycy wydawały się jeszcze cieplejsze w swej barwie. W trakcie drogi nie rezygnowała z zabawy z małymi gadami, gdy lekko unosiła się nad gromadką węży próbujących ją złapać. Nie leciała zbyt wysoko i nie przecinała nieba złotymi skrzydłami widocznie jeszcze niepewna tego, na ile może sobie pozwolić w nieznanej krainie i bez wyraźnego wsparcia Veryvina.
        Wchodząc do środka czuła się dziwnie, bo spokojnie mieściła się w pomieszczeniach, co raczej nie było dla niej codziennym doznaniem. Wcześniej tylko kościoły albo ratusze były w stanie ją jako tako zmieścić, i w dodatku bez rozłożenia skrzydeł, a tu z pewnością znalazłaby pomieszczenie, w którym mogłaby wyłożyć się na podłodze i spokojnie zasnąć, prawie jak na kupce złota w jaskini. Tylko zamiast kryształów skrzydłami co najwyżej musnęłaby pobliską komodę.
To co jednak najbardziej ujęło Ruu to, jakżeby inaczej, przepych pomieszczeń. Podziwiała charakterystycznie wyżłobione kolumny, różnorodne obrazy w ciemnych, drewnianych ramach, nawet ściany właściciel kazał ozdobić wzorami. Solidne meble, fikuśne świeczniki... Veryvin nie ominął najmniejszego cala, który mógłby w jakiś sposób pokazać jego bogactwo. W obecnej sytuacji mogło więc dziwić, że Veryvin tak po prostu oddał to wszystko swojej kuzynce. Ruu spojrzała na markiza nieco przychylniej, ale on wciąż był niezadowolony i nie wiedziała dlaczego. Zajęła więc głowę fizyczną czynnością, czyli zaczęła pomagać w sprzątaniu. Sięgała tam, gdzie dzieci Gorgony nie były w stanie, a wszelkie większe pająki automatycznie pacała łapą albo zgniatała ogonem. Ani razu nie pisnęła słowem, porozumiewała się za pomocą gestów i mimiki gadziej mordki. Postać hybrydy przybrała dopiero wtedy, gdy ogłoszono przerwę i przyszedł czas na herbatę. Uradowana pradawna przemieniła się i klasnęła z radością w dłonie.
        - Świetnie! Zasłużona przerwa! - Ruu pognała do kuchni pomagając odnaleźć kubeczki i spodeczki, z pomocą magii ognia szybko zagrzała wodę, jakby faktycznie z niecierpliwością wyczekiwała chwili wytchnienia.
        Używanie magii zresztą stało się teraz dwa razy przyjemniejsze. To był ten stan, gdy odzyskujesz coś bardzo cennego i doceniasz to dwa razy bardziej po stracie. Miała ochotę wyściskać Veryvina, poczuć drapanie jego brody na swoim policzku, ale znów wycofała się ze swojej nagłej decyzji widząc niezadowolonego markiza. Nie rozumiała czemu taki jest. Tak bardzo nie chciał pokazać jej swojego świata? A może... może on się jej wstydził?! Może nie chciał pokazać rodzinie kobiety, która go oszukała i okradła? Od tych myśli Ruu aż zapiekło w żołądku. Myślała, że już będzie dobrze i tylko lepiej, a teraz okazywało się, że jest to zaledwie początek ich związku. Przez ten rok mogło się bardzo dużo zmienić, a ich płomienna miłość mogła nie wystarczyć do tego by byli ze sobą aż do śmierci.
        Zmartwiona smoczyca drgnęła, gdy jeden z małych gadów minął ją w przejściu, wówczas złapała się na tym, że od dłuższej chwili przygląda się Veryvinowi. Ruu potrząsnęła głową i ze srebrną tacą podeszła do stolika. Jej słabość do drogocennych rzeczy objawiała się praktycznie na każdym kroku, nawet teraz, gdy dojrzała odbicie w niesionym zestawie naczyń. Szybko odłożyła tackę na stolik i odpowiednio rozstawiła filiżanki, po czym usiadła na kanapie obok Gorgony walcząc z wewnętrznymi pokusami.
        Zapomniała o nich wdając się we wciągającą rozmowę z demonicą. Jak się okazało, miały wiele wspólnych tematów. Obraz chichoczących kobiet przypominał spotkanie plotkujących sąsiadek, a głównym tematem były zmiany w urządzaniu posiadłości. Teraz rządziła tu kobieca ręka, więc na pewno posiadłość zyska nową duszę!
        To wszystko jednak w żaden sposób nie odejmowało zmartwień Ruu. Smoczyca jakoś też nie miała odwagi dzielić się nimi z Gorgoną, bo nie chciała jej unieszczęśliwiać. To był jej dzień! Wróciła do Otchłani, otrzymała dom, mogła być w końcu szczęśliwa! Ten dzień musiał pozostać najlepszym w jej życiu! Rayruu wzięła się w garść. Veryvin nie podzielał radości kobiet, ale nie mógł zepsuć swoim naburmuszeniem tak wspaniałych przeżyć!
        - Gorgono, bardzo cieszę się twoim szczęściem! - wyznała pradawna ujmując dłonie wężycy. - To dopiero początek wspaniałej przyszłości! Jesteś niezależna i taka silna! I obyś nigdy o tym nie zapomniała... Wydaje mi się, że trudno jest żyć w tak mrocznej krainie, ale mimo wszystko chciałabym ją poznać! Różni się od Alaranii i to jest w niej zachwycające! Macie dużą rodzinę? Daleko od nich mieszkacie? Czym się w sumie zajmuje? - Ruu zaczęła zadawać pytania znacznie niższym tonem, jakby nie chciała by Veryvin uznał ją za wścibską.
        - Wiesz... Vinek nie bardzo mi mówił... o Otchłani – szepnęła pradawna starając się nie być zbyt dosadną w swych słowach.
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        Nie tak markiz zamierzał spędzić kilka najbliższych dni, miał stanowczo inne plany, które przez kaprys smoczycy musiał zmienić. A najlepiej dodać do nich jeszcze jakiś skuteczny sposób na to, by uniknąć spotkania ze swoim dziadkiem, choć niewątpliwie starszy demon wiedział o przybyciu Veryvina do Otchłani już w chwili, gdy jego dłoń przeniosła się przez portal, z zamiarem złapania Ruu i zabrania jej z powrotem do Alaranii.
        Kwestią czasu więc było, nim głowa rodu Raronarów zjawi się tu by wyegzekwować warunki ich umowy. W prawdzie umowa miała dotyczyć zjawienia się w rodzinnych stronach, ale był pewien, że stary Raronar sprawnie obejdzie swoje własne warunki, by tylko upokorzyć markiza osadzeniem go w roli swojego służącego, po to aby ten zmądrzał i zerwał ich umowę, póki nie było na to jeszcze za późno.
        Zostało jeszcze sześć Alarańskich dni by nabrała mocy urzędowej i by nie dało się jej już zerwać, a biorąc pod uwagę to jaki jest dziadek Veryvina i jak bardzo nie podobał mu się związek wnuka z pradawną, można być pewnym, że Mahoril zrobi wszystko by tylko markiz zapomniał o tej podstępnej żmii. Veryvin miał nadzieję, że mimo wszystko w Otchłani zostaną tylko do czasu aż Gorgona się rozpakuje i maksymalnie za sześć godzin wrócą z powrotem do Alaranii.
        I między innymi to dzięki temu najbardziej się zmotywował, by pomóc przy sprzątaniu i ogarnianiu tego całego bałaganu. Nie tracił przy tym ani chwili, przez co raczej nie wdawał się z nikim w żadne dyskusje, a już w szczególności z Ruu. Nadal był na nią zły za to jak lekkomyślnie postąpiła i w ogóle go nie posłuchała. Nawet nie zamierzała go wysłuchać. Ładne "dziękuję" z jej strony za to, że wynegocjował u swojego dziadka zdjęcie z niej klątwy, praktycznie przyjmując przekleństwo na siebie samego. W tym wszystkim zaczął się zastanawiać czy rzeczywiście postąpił słusznie tak się starając o powrót smoczycy do pełni sił i o to by ich związek odżył na nowo.
        Kiedy zarządzona została przerwa, prychnął tylko pod nosem z niezadowoleniem na entuzjazm jaki ogarnął smoczycę w tym momencie. Gorgona słysząc to, tylko łypnęła groźnie na kuzyna, a ten uniósł łuskowate dłonie lekko w górę w geście poddania i zawinął się do salonu, by nie przeszkadzać kobietom w kuchni i by być może uniknąć jakiejś rozmowy. Dla ich własnego dobra, wolał się nie odzywać.
        W salonie zajął się najmłodszymi dziećmi wężycy, by nie narobiły żadnych szkód, przez które mieliby więcej do sprzątania i by sobie nie zrobiły jakiejś krzywdy. Tigra była nieocenioną przy tym pomocą i dzielnie znosiła bycie tarmoszoną przez małe gady, choć ani trochę jej się to nie podobało. Choć wyglądała jakby w ogóle ją to nie obchodziło, to jednak końcówka jej paskowanego ogona wiła się po podłodze jak opętana.
        Wkrótce przyszły do salonu również i obie kobiety z Sylarem, przy czym od razu zaczęły trajkotać o tym jakie zasłony czy dywany wypadało by nabyć i gdzie rozłożyć, aby było miło, pięknie i przytulnie, albo co trzeba wyrzucić, aby tak było.
        - ...na tak wielkie okna kategorycznie grube pójdą. Tak sobie myślę, może w kolorze akwamaryny? Albo ciemnego granatu? - zamyśliła się na moment wężyca, po czym sięgnęła po swoją filiżankę, by wziąć łyk herbaty.
        - Dziękuję Ruu, jestem naprawdę przeszczęśliwa, że mogłam wrócić do Otchłani i że jesteście tu ze mną - powiedziała niemal ze swojej radości przytulając siedzącą obok siebie smoczycę, choć po chwili nieco się opanowała z tym swoim szczęściem, gdy rozległo się wymowne, karcące odchrząknięcie ze strony Veryvina. Spojrzenie jakie posłał kuzynce mogłoby zabić.
        Temat szybko został przez Gorgonę zmieniony na urządzenie wnętrza, ale nie na długo, bo zaraz Ruu podjęła na nowo kwestię Otchłani i bez najmniejszego wahania wyraziła ogromną chęć poznania tej niezwykłej krainy. Pozwiedzania nieco i... w końcu zaczęły się pytania odnośnie rodziny markiza.
        - Może dla kogoś z Alaranii było by tu trudno, ale nie zapominaj, że jesteśmy demonami, to jest nasz dom i jedyne miejsce na Łusce gdzie możemy żyć będąc po prostu sobą, bez strachu, że ktoś naśle na nas sługi Najwyższego czy co tam jeszcze straszniejszego. A nasza rodzina...
        Veryvin wstał nagle z podłogi i wyszedł z salonu. Osaczona przez dzieciaki Tigra nie miała jak się ruszyć, spojrzała tylko i ryknęła cicho, zawodząco za swoim panem, a gdy ten zniknął w korytarzu za wielkimi drzwiami, opuściła lekko głowę i uszy zmartwiona.
        - Veryvin jest chyba jedynym demonem w całej Otchłani, który nie przepada za tym miejscem i za nim nie tęskni - odpowiedziała Gorgona ze słyszalnymi w głosie wyrzutami sumienia, po tym jak markiz opuścił salon. - Alarania oferuje mu nieporównywalnie więcej korzyści i możliwości rozwijania się, niż Otchłań, bo widzisz... rodzina z jego strony zajmuje się hodowlą wierzchowców bojowych, nie tylko tych z Otchłani, ale również niektórych stworzeń z Alaranii, a od jakiegoś czasu skupili się wyłącznie na hodowli tygrysów. Nie jest to zbyt opłacalna profesja, nigdy nawet w jednej dziesiątej nie byli choć przez chwilę tak bogaci jak Veryvin, ale i tak lubią to co robią. Uszczęśliwia ich to. Jako że Veryvin jest ich najstarszym synem mieli szczerą nadzieję, że i on będzie podzielał ich pasję, a w przyszłości zajmie się rodzinnym biznesem, ale on... Cóż, on wybrał swoje błyskotki i życie w Alaranii. Bardzo się na nim z tego powodu zawiedli, choć za każdym razem jak tylko się spotkają starają się przekonać go jednak do tego, by skończył wreszcie ze swoimi wygłupami jubilerskimi i zajął się w końcu rodzinną hodowlą - wyjaśniła wężyca, odpowiadając przy tym jednocześnie na kilka wcześniejszych pytań Ruu.
        - Po załatwieniu z naszym dziadkiem by zdjął z ciebie klątwę, ma tylko jeszcze więcej powodów do tego by unikać tego miejsca i własnej rodziny. Nasz dziadek jest jednym z najpotężniejszych magów w Otchłani i pilnuje porządku w tej części naszej krainy, nie ma problemów ze zdobyciem tego co chce i niewielu jest w stanie mu się sprzeciwić i nie odczuć przy tym żadnych konsekwencji... Chyba się domyślam dlaczego Vin jest taki zły, ale chyba powinien ci sam o tym powiedzieć - dodała zaraz, patrząc ze smutkiem na swoją smoczą przyjaciółkę.
        W tym czasie Veryvin snuł się bez większego celu po swojej dawnej posiadłości, szorując długim ogonem po zakurzonej podłodze. Jak tylko napotkał jakiegoś Olbrzymiego Pająka od razu się szkodnika pozbywał. To było tylko kwestią czasu, gdy jego dziadek tu po niego przyjdzie, ale im dłużej to trwało, tym bardziej markiz się niepokoił, co ten stary tyran kombinował.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Smok
Profesje: Łowca
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        Ruu z wielkim zapałem uczestniczyła we wstępnych planach urządzania posiadłości, całą sobą angażowała się w nowe życie kuzynki. Skoro Ruu jest z Vinkiem i nie chcą sobie nawzajem poucinać łbów to znaczy, że już mogą być na zawsze, a to łączy się z przyjęciem Gorgony do smoczej rodziny. Tylko dziwne zachowanie arystokraty wzbudzało niepokój i irytację, a nawet złość! Skąd nagle pojawiło się w nim tyle negatywnych emocji?
        Na te pytania po części odpowiedziała jej demonica, gdy markiz zniknął wzburzony z salonu. To zdziwiło pradawną, doprawdy nacisnęła mu na odcisk, a przyczyną parszywego humoru mężczyzny okazała się być sama rodzina. W głównej mierze.
        W wielkim skupieniu wsłuchiwała się w słowa Gorgony. Widać to było po cienkich brwiach smoczycy, które ściągnęły się ku środkowi zarysowując zmarszczki na czole. Jednak nie do końca rozumiała postępowanie rodziny markiza. Gdyby jeszcze Vinek klepał biedę rezygnując z bogactwa Raronarów, ale on wzbił się na szczyt! Tygrysy z pewnością były kochanymi kompanami i dobrym towarem do handlu, ale błyszczące oczy kota nijak się miały do prawdziwego szmaragdu. Lśniących załamań bogatego w odcieniach kruszcu... Dlaczego więc czuli zawód? Rayruu była z pewnością jedną z ostatnich istot na tej i innej łusce, która byłaby to w stanie zrozumieć. Zwyczajnie nie przejmowała się opinią chociażby swego najstarszego brata, a zalazła mu nie raz za skórę. Z pewnością też i zawiodła, ale póki miała poparcie tatka to nie uważała by postąpiła jakoś nazbyt źle. Postąpiła jak smok! A Veryvin wybrał własną drogę, której najbliżsi kazali mu żałować. W oczach pradawnej rodzina Raronarów po raz kolejny nieco straciła... – najpierw biedna, wydziedziczona Gorgona a teraz żale wobec syna z sukcesem.
        Ruu nieco bezwiednie oparła się o kanapę szczelniej obejmując filiżankę bladą dłonią. Dalsza część wypowiedzi nie pocieszała smoczycy. Silny dziadzio... jak jej silny tatko. Tak jak smoki, tak i demony najwidoczniej nieustannie walczą o dominację, choć nie wszystkie. Veryvin wybrał zupełnie inną drogę, na szczęście taką, w której znalazł miejsce dla niej. Jednak to ostatnia część wypowiedzi Gorgony najbardziej zaniepokoiła łuskowatą – to oznaczało, że markiz chował przed swą lubą tajemnicę, a to nie podobało się kobiecie.
        - Nie rozumiem waszej rodziny, jak można czuć urazę wobec kogoś tak wspaniałego i dostojnego? - rzuciła z niezadowoleniem. - Mają wspaniałego syna, którego nie potrafią docenić – dodała ze smutkiem wpatrując się w okno. - Wybacz, na chwilę... - powiedziała Ruu wstając i pozostawiając na stoliku filiżankę z napojem, po czym skierowała się ku korytarzowi by odszukać ukochanego.
        Nietrudno było go odnaleźć. Jego ogon wystarczająco głośno ciągnął się po posadzce, a w dodatku słychać było z jak wielką chęcią pozbywał się plugastwa z dworu kuzynki. Ruu jednak nie od razu się odezwała, choć z pewnością markiz wyczuł jej obecność. Nie bardzo wiedziała jak zagadnąć do mężczyzny, pomogła mu dobić jakieś paskudztwo a następnie stanęła nie bardzo wiedząc czy jest właściwie zła czy zmartwiona sytuacją między nimi. Miało już tylko świecić słońce a otaczały ich rozpuszczające się ciała słabych demonów.
        - Jestem najszczęśliwszą gadziną we wszechsnach Prasmoka, że cię mam – wyznała przybliżając się gwałtownie do ukochanego. - I inni powinni zrozumieć, że tak właśnie jest, że uszczęśliwiasz mnie na Alarańskiej łusce, siebie i mnie. Może jak mnie poznają to zrozumieją? - w głosie Ruu dało się usłyszeć płonne nadzieje, bo dlaczego nie miałaby być właśnie dobrym argumentem dla jego rodziny?
        - Vinek, chcę poznać całego ciebie, a ty to też Otchłań więc pozwól mi... - poprosiła obejmując zielonkawymi dłońmi łapy markiza i zbliżając się do niego znacznie – poznać cały twój świat.
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        - Nie próbuj tego zrozumieć kochana, bo sama ich nie rozumiem – westchnęła ciężko Gorgona. Upijając łyk swojej herbaty. - O ile nasz dziadek naprawdę jest strasznym tyranem, to jednak jego działania podyktowane są logiką, którą ciężko by podważyć i jednocześnie tak prostą, że dziecko bez problemów zrozumiałoby, o co chodzi i dlaczego jest tak, a nie inaczej. Jest to też jedyny autorytet w naszej rodzinie, który jest naprawdę dumny, choć nie jest mistrzem w okazywaniu tego. Jego wrogość wobec ciebie i nieufność, bierze się z troski o ukochanego wnuka. Jest przekonany, że skoro raz już skrzywdziłaś Vina i go zdradziłaś, to czemu nie miałabyś zrobić tego ponownie? - wyjaśniła jej wężyca, przygarniając do siebie i wciągając na „kolana” jedno ze swych dzieci, które przestało się bawić z Tigrą, by się nieco przespać u boku mamy i ulubionej cioci.
        - Z rodzicami Vina jest natomiast ten problem, że nie mogą się pogodzić z odrzuceniem przez niego rodzinnej profesji, że pomimo nieposłuszeństwa wobec nich osiągnął większy sukces. Że co by się nie działo, nasz dziadek zawsze będzie trzymał jego stronę w rodzinnym konflikcie. Nie zrozumiesz ich, bo kieruje nimi zwyczajna zazdrość, a nie logika. Jak myślisz, dlaczego Veryvin poprosił o pomoc Mahorila w zabezpieczeniu swojego skarbca? Ta klątwa, jaką ty załapałaś wcale nie miała być na ciebie, tylko na nich, bo już niejednokrotnie czaili się na cały majątek swojego najstarszego syna. Raz czy dwa zdarzyło się nawet, że nasłali na niego zabójców – wyznała przyciszonym tonem, lekko pochylając się w stronę smoczycy, jakby bała się czy Veryvin nie podsłuchiwał. Nie chciała go bardziej denerwować, wyjawiając jeden z mrocznych sekretów ich rodziny.
- Oczywiście nie zabiliby go na dobre, ale przez zabicie jego materialnej powłoki, Vinek musiałby tutaj wrócić i pozostać aż nie odzyskałby sił po tym ataku, a w tym czasie jego rodzinka mogłaby złupić cały jego majątek, o ile nie przejęliby jego biznesu w pełni, nawet jeśli się na tym kompletnie nie znali.
        Napiła się ponownie ciepłej herbaty i pogłaskała swoją łuskowatą córeczkę po głowie. Było wężycy strasznie głupio, że to ona musiała powiedzieć pradawnej o tym wszystkim, ale w w sumie ktoś musiał to zrobić, bo inaczej mogłoby dojść do masy nieporozumień, a może nawet zrodziłyby się z tego jakieś problemy. Jednym z takich nieporozumień, był to co powiedziała Ruu – że Veryvin był niedoceniany przez swoją rodzinę, a nie było w tym ani granika prawdy. Był bardzo mocno doceniany i właśnie stąd brała się cała zawiść i knucie podstępnych planów jak zniszczyć Veryvina ze strony jego rodziców, a na to niestety nie można było już nic poradzić? Dla nemorian nie było przecież nic cenniejszego w życiu od władzy i bogactwa.
        Gorgona kiwnęła głową, gdy Ruu ją przeprosiła i opuściła salon, w którym Gorgona postanowiła na nowo podjąć się porządków, kończąc tym samym przerwę na herbatę.

        Przemierzanie korytarzy swojej dawnej posiadłości i pozbywanie się z nich wszelakiego plugastwa jakie się tu zalęgło, nieco pomogło Veryvinowi uspokoić swoje nerwy. Nadal był poirytowany całą sytuacją, nadal denerwowało go to, że Ruu nie dała mu żadnego wyboru, nie mówiąc już o możliwości porozmawiania o tym. Do diabła… Przecież ona dobrze nie odchorowała zjedzenia tamtego demona, nie wspominając już o zregenerowaniu swoich oparzeń od słońca. Sam markiz ledwo zawarł ze swoim dziadkiem umowę i obiecał nie pojawiać się w Otchłani, tak jakby przyjmując na siebie banicję Gorgony, tylko po to, by ona mogła ze swoimi dziećmi wrócić do rodzimej krainy demonów. Jego umowa nadal mogła zostać zerwana i nie wątpił, że stary Raronar zechce dołożyć wszelkich starań, by markiz od niej odstąpił. Ten demon zrobi wszystko, aby jego ulubiony wnuk zakończył swój niedorzeczny związek ze smoczycą i przestał wspierać Gorgonę, nie cofnie się w swoim działaniu przed niczym, nawet jeśli miałby upokorzyć markiza na oczach całej Otchłani. I właśnie tego się najbardziej obawiał – że jego dziadek wymyśli coś, przez co Veryvin zerwie ich umowę i zostawi obie kobiety z konsekwencjami ich błędów z przeszłości.
        Pozbył się kolejnego olbrzymiego pająka, którego zgniłozielona posoka ubrudziła markizowi ubranie. Veryvin skrzywił się z obrzydzeniem i łuskowatą dłonią próbował strzepnąć z siebie ten bród, jednakże na nic się to zdało. Westchnął poirytowany tym. W pewnym momencie, zamiast ruszyć dalej, nemorianin pozostał w miejscu i lekko odwrócił zielonkawy łuskowo-pierzasty pysk w bok, by kątem oka dostrzec nadchodzącą smoczycę. Nic się do niej nie odezwał, patrzył tylko chłodno przez moment, bo gdy tylko się zbliżyła, zaraz z wysokiego sklepienia spadł przed nich kolejny pająk, którego sprawnie się pozbyli. Wspólnie.
        - Czekaj… o czym ty teraz mówisz? - zapytał spokojnie, zaskoczony tym, co mówiła. Kompletnie jej nie rozumiał, o co jej chodziło. Zerknął na nią, lecz po chwili ruszył przed siebie, by nie stać w miejscu jak ostatni ciołek, tylko się czymś zająć pożytecznym. A jeśli Ruu zależało na rozmowie, to najpewniej pójdzie dalej z nim.
        W pewnym momencie ta jednak złapała go za ręce i zbliżyła jeszcze bardziej do niego, przez co demon musiał stanąć, bo nie miał najmniejszej ochoty ciągnąć smoczycy za sobą. Jego łuk brwiowy powędrował lekko do góry, gdy słuchał jej nie do końca przekonany.
        - Wydaje mi się, że mówiłem ci, że cię tu kiedyś zabiorę. I to wcale nie miało być dzisiaj – burknął oschle, ale zaraz westchnął i pokręcił głową. Chciał jej rzucić, żeby odpuściła, ale i tak sprawił jej już wystarczająco przykrości, choć miał przecież mocne powody by się na nią gniewać. Zabrał swoje dłonie z jej, ale tylko po to, by zaraz wyciągnąć je do niej, objąć ją i przytulić do siebie. Co prawda to nic nie zmieniało, nadal był na nią zły, ale ten gest na pewno nieco uspokoi smoczycę. Czy jego również? Ciężko powiedzieć, bo najchętniej unikałby pradawnej, ale mógłby tego zrobić swojej ukochanej.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Smok
Profesje: Łowca
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        Dziwnie czuła się z dystansem i oschłością ze strony ukochanego, gdy więc jego dłonie wysunęły się z jej gadziego uścisku niemalże czuła jakby traciła grunt pod nogami. Szpiczaste, łuskowate uszy smoczycy momentalnie runęły w dół, a turkusowe oczy pokryły się szklistą powłoką. Była pewna, że jeżeli teraz zechce odejść to na niego skoczy idąc w myśl, że jak nie prośbą to siłą. Sekundę później jednak wszystko się zmieniło. Objął ją, a ona utonęła w jego ramionach wdzięczna za ten gest. Zmysłowo posunęła dłonie wzdłuż jego tułowia odwzajemniając gest, wówczas uniosła głowę i podpierając brodę na jego klatce piersiowej wpatrywała się w demona. Był taką przystojną jaszczurką!
        To jednak nie rozwiązywało ich problemów. Wciąż był na nią zły, a Ruu nie do końca rozumiała dlaczego. Uważała, że jeżeli dotyczy to wyłącznie potyczek rodzinnych, braku zadowolenia ze ścieżki życiowej syna to z czasem mu przejdzie. Inaczej nigdy nie byłby gotów zaprowadzić wybranki do Otchłani, ponieważ rodzice zawsze byliby z niego niezadowoleni, nic się nie zmieni jeżeli nie będzie ich odwiedzał a przedstawienie Ruu jako kobiety swojego życia może być równie dobrym argumentem co złym. Niech wiedzą o niej! Jeżeli skrytykują go za wybrankę, to mogą już tu nigdy nie wracać, wszak smoczyca będzie powodem pozostania Veryvina w Alaranii, i dobrze! Jeżeli są tak przeciw jego wyborom to, to nic nie zmieni w ich życiu, ale zmieni wszystko w życiu Rayruu.
        Trochę inaczej przedstawiała się sytuacja z dziadkiem. Tego dziada lepiej mieć po swojej stronie, wszak Vinek otrzymywał od niego wsparcie. Niezbyt polubiła starego demona, ale zmusi się do lubienia go jeżeli Veryvin będzie tego pragnął. Dla niego wszystko!
        Tyle, że... przeczucie podpowiadało Rayruu zupełnie co innego. Miała wrażenie, że nie chodzi tylko o konflikt rodzinny. Jakoś trudno było uwierzyć, że tak mocno doskwierał mu brak poparcia rodziców, ale może ona nie rozumiała. Jej tatko ją kochał, ona kochała swoich braci, byli szczęśliwymi gadami, gdzie od małego rywalizowali, a potem wszyscy rozeszli się w swoje strony. Nikt nikogo nie posądzał, każdy zajmował się swoim skarbem, a ona ten największy właśnie trzymała w objęciach.
        A może Veryvinowi wstyd było przyznać przed ojcem i matką, że okradła go własna ukochana? Całkiem prawdopodobne jest, że wciąż nie wiedzą o zdarzeniu i są święcie przekonani, że ich syn pozostaje obrzydliwie bogaty, a tu proszę... Ruu raz, że dostała po łapach klątwą to jeszcze utraciła cały skradziony majątek. Czy jeżeli go zwróci to Vinek przestanie być tak skrępowany?
        Istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie jego dziwnego zachowania... Martwi się o nią! Skoro chcieli zabić jego, ukraść majątek... którego nie ma (może lepiej się przyznać? Nie będą go chcieli wówczas zmieść z tego świata!) to targną się na życie jego ukochanej?! Jednakże ona jest potężnym smokiem! Wielkim gadem z niewiarygodną siłą oraz pewnością siebie, jej nikt nie powstrzyma! Nie pozwoli skrzywdzić siebie, a tym bardziej Vinka! Na potwierdzenie tych słów ogon smoczycy automatycznie owinął łydkę demona. Tylko jej i na zawsze jej!
        - Miałeś bardzo ładne „mieszkanko” - kobieta uśmiechnęła się figlarnie – ale zanim poznam ciekawe zakamarki tego miejsca to pomóżmy wysprzątać Gorgonie do końca posiadłość, dzieci nie mogą być zagrożone. Potem odpoczniemy, może coś zjemy i... pomyślimy co dalej – zaproponowała wciąż utrzymując słodko-kochliwy ton. Ona już zadba o to, by Vinek był zadowolony...
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        Wiedział, że swoją surową, chłodną postawą rani ukochaną smoczycę, widział napływające do jej oczu łzy i doskonale ją rozumiał, jednakże pragnął by i ona w końcu zrozumiała, że on był zły. I to naprawdę bardzo mocno zły. Jak ona mogła tak bezmyślnie postąpić i przejść przez niewiadomego pochodzenia portal do nieznanego sobie miejsca?! Zwłaszcza, że ciężko było nie zauważyć protestu po stronie nemorianina. Przecież jeszcze zaraz po przekroczeniu granicy wymiarów, Veryvin jasno zasygnalizował, że nie zostaną w świecie demonów i wracają do siebie, a Ruu co zrobiła? Trzebiotała beztrosko, jakby co najmniej pojechali na wakacje na Jadeitowe Wybrzeże, schowała się za Gorgoną i pod jej protekcją poszła zwiedzać nowe miejsce, jak co najmniej pięcioletnie dziecko! Jeszcze gdyby nie miał powodów do jak najszybszego opuszczenia tego świata, prawdopodobnie machnąłby ostatecznie ręką i pomógłby kuzynce się urządzić. Niestety on powodów do nie zostawania w tym miejscu miał całkiem sporo. I to wcale nie były powody na zasadzie: "bo tak".
        Co prawda podejrzewał, że gdyby powiedział Ruu o co chodzi, od razu by to miejsce opuścili, lecz problem polegał na tym, że on nie chciał jej nic mówić. Nie chciał jej tego tłumaczyć przez to, jak lekkomyślna potrafi być w podejmowanych przez siebie działaniach, jak choćby wtedy, gdy... "pokłócił się" z bratem i ten go omal nie zabił, a Ruu po niego przyszła i zabrała go w bezpieczne miejsce. Co prawda nie miał do niej o to pretensji, nie mógł mieć, bo prawdopodobnie zawdzięczał jej życie, ale nie mniej uważał, że nie była to zbyt mądra decyzja. Ingvar mógłby jej coś zrobić, gdyby tam nadal był, a i bez tego powstało niemałe zamieszanie przez smoczycę, gdy wrócili do miasta. Z resztą i tak już prawdopodobnie było za późno. Kości zostały rzucone.
        Westchnął ciężko i objął smoczycę. W sytuacji, w której się znalazł chyba tylko to mógł zrobić i nic więcej. Przytulając ją do siebie, zastanawiał się, co mógłby zrobić by jakoś zminimalizować przyszłe problemy, jakie na pewno wynikną przez to, że demon był w swoich rodzinnych stronach, gdy nagle poczuł jak dłonie kobiety przesuwają się po jego ciele. Odetchnął głęboko, nieco rozluźniając swoje spięte z powodu zdenerwowania ciało.
        Cisza, która między nimi nastała, zdawała się trwać w nieskończoność, choć ich dwójce prawdopodobnie to w ogóle nie przeszkadzało, gdy tak stali wtuleni w siebie nawzajem, pochłonięci własnymi myślami. W końcu jednak Ruu zagaiła rozmowę jako pierwsza, co i tak markiz musiał przyznać, że wytrzymała dość długo w milczeniu.
        - Owszem, miałem - mruknął wypuszczając ze swoich objęć partnerkę. - Choć uważam, że to w Efne jest dużo ładniejsze - dodał, ruszając ze smoczycą w głąb dobrze sobie znanego labiryntu korytarzy, by do końca oczyścić od lat opuszczoną posiadłość z demonicznych szkodników i innego typu dzikich lokatorów.
        - Ruu - zagaił po jakimś czasie, gdy tak szli kolejnymi korytarzami i odwiedzali kolejne pokoje, pozbywając się niechcianych "mieszkańców".
        - Rozumiem, że miałaś dobre chęci, że zżerała cię ciekawość tego, jaki jest mój świat, lecz to co zrobiłaś nie było zbyt rozsądne. Już pomijam fakt, że nie wiedziałaś gdzie ten portal mógł cię przenieść, bo co jeśli to miałby być jakiś podstęp i po drugiej stronie czekałoby stado wygłodniałych, krwiożerczych bestii? Weźmy jednak pod uwagę co innego - tu w ogóle nie ma słońca takiego do jakiego byłaś przyzwyczajona w Alaranii. Jak długo bez niego wytrzymasz? - zapytał, zatrzymując się i patrząc poważnie na swoją ukochaną. Nie miał w zamiarze jej karcić czy w inny sposób doprowadzić do łez, chciał jej jedynie uświadomić, jak niebezpieczna w skutkach mogła być jej pochopna decyzja.
        Westchnął ciężko i zaraz rozłożył ręce w zapraszającym geście.
        - Chodź się przytulić - powiedział spokojnie i objął smoczycę jak tylko podeszła. - Obiecaj mi, że następnym razem dwa razy pomyślisz zanim wpadniesz na jakiś pomysł i postanowisz wcielić go w życie. Nie chcę być na ciebie zły i nie chcę by stało ci się coś złego – wyjaśnił, po czym pocałował ją czule (choć krótko) w usta i złapał łagodnie za rękę.
        - Nie powinno być już więcej szkodników. Wracamy do salonu, zjemy coś i znajdziemy dla siebie jakiś niezajęty jeszcze przez dzieciaki pokój, co ty na to? - zaproponował, patrząc na nią i powoli zmierzając w stronę salonu, w którym siedzieli wcześniej z Gorgoną.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 32
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Smok
Profesje: Łowca
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        O ile stereotypowe myślenie w dużej mierze jest krzywdzące, tak w przypadku Rayruu jak najbardziej prawdziwe. Pochopność i gorące serce smoczycy na dłuższą metę często okazywało się zbyt wymagające. Jej absurdalnie nieprzemyślane działania przysparzały kłopoty, a te choć z początku urozmaicały życie, tak z czasem okazywały się piekielną męczarnią. Ile można poświęcać energii komuś tak nierozsądnemu? Cóż, Ruu miałam ponad siedemset lat na karku i radziła sobie doskonale sama z sobą.
        Gorzej z innymi...
        Gorzej z Vinkiem, który zdecydowanie przywykł do kontrolowanych sytuacji. Mężczyzna nie działał lekkomyślnie. Przewidywał każdą możliwą opcję, a dzięki temu zyskiwał odpowiedź na wszystkie z nich. Jeżeli nie działał plan A to zadziała plan B. To roztropne podejście do rzeczywistości z pewnością doprowadziły go do sukcesu i bogactwa, a zaburzył ten jeden, chaotyczny element... miłość.
        Każda z tych postaci miała w sobie plusy i minusy, choć na pierwszy rzut oka wszyscy woleliby zachować się jak markiz, tak nie można było odmówić talentowi i szczęścia smoczycy.
        Różnica charakterów była więc między kochankami ogromna i powoli z ziemi wyrastały pierwsze konflikty z tym związane...
        Veryvin był zły i ona starała się stawić w jego sytuacji. Właściwie to w wielu aspektach rozumiała jego niechęć wobec jej działań, ale tkwiła w głębokim przekonaniu, że to radykalne działania są najlepszym rozwiązaniem. Wychodziła z jakże trywialnego przekonania, że jeżeli coś nie pasuje to należy to zmienić. Zwyczajnie. Tak... po prostu. Postawić na swoim.
Alarańczycy za często komplikowali sobie to co z założenia było proste. Owszem, smoczyca bezczelnie wykorzystywała te słabości... manipulacja była dla niej formą zabawy, ale także zdobywania tego co chce. A w niej nikt nie wzbudzał takich wyższych uczuć czy głębszych przemyśleń, co sprawiało, że pradawna była z pewnością jedną z najszczęśliwszych jednostek w Środkowej Alaranii.
        Na całe szczęście Veryvin ugiął się na tyle by odwzajemnić przytulenie co uspokoiło Ruu. Poczuła, że jest dobrze. Nie idealnie, ale już lepiej i to wystarczyło by rozgrzać solarne serce tejże niespokojnej gadziny. To był jeden z niewielu momentów, gdy mogła milczeć, zbierać z chwili to co najważniejsze – bliskość ukochanego. Nakarmiona tymi pozytywnymi emocjami poczuła kolejną dawkę energii do spożytkowania, a ładowała się ona niesamowicie szybko. Jak widać.
        Kobieta uśmiechnęła się do niego promiennie i jak najbardziej szczerze. Markiz przestał milczeć, więc był to kolejny sygnał wybaczenia.
        - Mhmm... - przytaknęła zauroczona swoim gadzim partnerem. Dla niej wszędzie było pięknie póki był on. A poza tym Rayruu Otchłani nie znała, miała więc raczej kiepską, a z powodu obecności nemorianina jeszcze mocniej zaburzoną percepcję świata.
        Przechadzali się po korytarzach, a wszelkie troski Ruu znowu umknęły w odmęty zapomnienia. Pradawna cieszyła się towarzystwem ukochanego, nie potrzebowała nic więcej. Ogromnie cieszyła się, że Vinek nie jest już taki zły, że trochę mu przechodzi a najbardziej radował ją sam fakt, że jest blisko niej. Był to z pewnością mocno romantyczny widok – wspólne zabijanie poczwar w niegdyś opuszczonej posiadłości.
        Gdy demon się odezwał, Ruu spojrzała na niego pytająco. Słuchała go uważnie, jego argumenty wydawały się takie rozsądne i logiczne, tyle że... jakoś tak mało emocjonujące. Gdyby miała bać się każdego swojego kroku, to by nic z tego życia nie miała, a jakoś dała rade dobić ponad pięćsetki.
        - To bym je zjadła – odparła z taką oczywistością, że nawet słuchacz poczułby się głupio.
        Zaraz potem Vinek poruszył jeszcze inny temat. Słońce.
        - A to wasze słońce nie jest jasne i ciepłe? - zapytała, po czym zbliżyła się do okna doszukując się jasnego punktu na niebie. - To, że chmury zakrywają słońce nie oznacza, że go tam nie ma tylko, że ma słabszą moc. Przecież nie gaśnie jak zdmuchnięta świeczka. Energia smoczego oka cały czas do mnie dociera – ostatnie słowa wypowiedziała z niebywałą czułością.
        - Prasmok się mną opiekuje. To taki pra-pra-pra... mocno pradziadek – wspominała przyglądając się otchłańskiemu niebu.
        - A wasze z natury jest ciemniejsze, spowite w mgłach Otchłani, ale to nadal oko Prasmoka, prawda? Patrzy na mnie z każdego zakątka łuski. Tyle, że czasem ta łuska znajduje się na jego grzbiecie, gdzie trudniej mu spojrzeć na nas, a czasem jest na pysku, który ogrzewa non stop. Ale tam musi być gorąco! - zaśmiała się ze swojego żartu, bo sama teoria w jej oczach była... równie logiczna, co niebezpieczne przewidzenia Veryvina.
        Smoczyca nie o tyle co podeszła, a wpadła uradowana w ramiona arystokraty. Jeszcze raz popieściła jego plecy zgrabnymi palcami, wpatrując się w jego spojrzenie.
        - Ja też nie chcę żebyś był zły – przyznała składając usta w dzióbek.
To czego od niej wymagał było naprawdę... wielkie. Jak miała mu obiecać, że się zmieni? I to tak bardzo w tak krótkim czasie! Gdzieś wewnętrznie nie godziło się to z jej sercem i sumieniem, ale przecież kochała go tak strasznie mocno! A poza tym wcześniej potwornie go skrzywdziła, rekompensata mu się należała. Chociażby próba ugryzienia się w język i nadepnięcia sobie na ogon, gdy tylko nogi zaczną szarpać się na przód.
        - W... po-porządku... - odpowiedziała po dłuższym namyśle. Wiedziała, że będzie to dla niej duże poświęcenie. Powstrzymać się przed działaniem... trudne. Niewyobrażalne! Jednak dla Veryvina mogłaby wszystko...
        - Niezajęty pokój brzmi najbardziej przekonywująco - odpowiedziała figlarnie, spoglądając pełnym żaru spojrzeniem na demona. Póki przestał mówić o opuszczeniu Otchłani, musi znaleźć jakiś sposób, by go tu przetrzymać i przekonać, że spotkanie z rodziną prędzej czy później nastąpi. A im szybciej poznają Ruu tym lepiej. Nie dał jej szansy zabłysnąć przed rodzicami! Ma w sobie wystarczająco dużo uroku, by ich do siebie przekonać, ale póki co... ten cały swój urok przeznaczy na Vinka...
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Nemorianin
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        Nadal miał za złe Ruu jej bezmyślne zachowanie, ale... mimo wszystko nie był w stanie zbyt długo się na nią gniewać. Kochał ją, choć popełniała błędy i nie zawsze się dogadywali. Nikt jednak nie był idealny. Wiedział, że chyba będzie musiał poważnie porozmawiać ze swoją ukochaną, wspólnie ustalić jakiś plan działania, może wymyślić najlepsze rozwiązanie ich problemu, by więcej nie dochodziło do podobnych sytuacji i konfliktów między nimi. Na ten moment nie chciał się z Ruu kłócić i ponownie sprzeczać, skoro ledwo co się pogodzili. Poza tym ostatnio wiele się wydarzyło, jeszcze do końca nie wrócił do pełni sił po sytuacji z Ingvarem. Samo spotkanie ze starym Mahorilem kosztowało markiza sporo energii - czasami uważał, że jego dziadkowi bliżej było do wampira energetycznego, niż nemorianina. A gdzie tu jeszcze mówić o przeniesieniu się do Otchłani i pomocy swojej kuzynce w pozbyciu się szkodników z jej nowego domu. I ten konflikt z Ruu... stanowczo miał dość wrażeń jak na jeden dzień i potrzebował porządnie odpocząć.
        Na szczęście smoczycy spodobał się jego pomysł znalezienia sobie spokojnego kąta w tym wielkim domu, gdzie mogliby cieszyć się spokojem, prywatnością i sobą wzajemnie. I wcale nie zależało mu na wspólnym odpoczynku z pradawaną tylko po to, by mieć ją cały czas na oku oraz pewność, że smoczyca nie nie wpadnie na jakiś głupi pomysł i nie narobi im więcej kłopotów, niż już mieli. A już szczególnie on. Po prostu póki było względnie dobrze między nimi, chciał się nieco nacieszyć bliskością partnerki, tak długi czas pałali przecież do siebie wzajemną nienawiścią.
        - W takim razie pominiemy wspólny posiłek i po prostu weźmiemy jakąś miotłę i szmatkę z wodą. Może i jestem zmęczony, ale jeszcze nie na tyle zdesperowany, bez problemu móc w pełni zregenerować siły i się zrelaksować wśród kurzu i pajęczyn. We dwójkę nie tylko będzie nam raźniej, ale i szybciej będziemy mogli się położyć i odpocząć. Nie sądzisz, najmilsza? - zaproponował drobną zmianę swojego pierwotnego pomysłu z pominięciem powrotu do Gorgony i wspólnego posiłku.
        Nie mając najmniejszego problemu w zorientowaniu się w ciągnących się w nieskończoność korytarzach - w końcu swego czasu tutaj mieszkał - szybko znalazł składzik na miotły i po sprawnym wytępieniu kilku ukrywających się tu szkodników, zabrał ze schowka najpotrzebniejsze rzeczy. Z miotłami pod pachą i wiadrem w dłoni poprowadził ukochaną do głównego holu, gdzie zaraz zaczął gdzie wspinać po skrzypiących schodach, które na pół piętrze się rozchodziły, prowadząc do lewego skrzydła posiadłości i do prawego.
        - Jestem pewien, że Gorgona się nie obrazi przez to, że nie poszliśmy z nią posiedzieć - zagaił markiz, przemierzając kolejny długi korytarz rozciągający się na piętrze prawego skrzydła.
        Dotarcie do masywnych, przepięknie rzeźbionych mahoniowych drzwi wcale nie była końcem ich wędrówki, gdyż przyprawiające o ciarki, ponure skrzypnięcie ciężkich drzwi zaprosiło parę na kolejną wspaniałą, krajoznawczą i pełną przygód wspinaczkę po dość stromych schodach. Veryvin był przekonany, że jego ukochana nie powinna raczej narzekać, gdyż nagrodą za całą tą przeprawę, było dotarcie do ogromnej sypialni z dużą balią w rogu pokoju i wyjściem na taras, z którego rozciągał się zapierający dech w piersi - o ile ktoś preferuje raczej mroczne i ponure krajobrazy - widok na górzyste, opustoszałe tereny Otchłani spowite cieniem, nad którymi wisiało krwistoczerwone niebo.
        - Gotowa do pracy? - zapytał ukochaną i nie czekając specjalnie na nią, zabrał się zaraz za ścieranie kurzy.
        W drugiej kolejności postanowił zabrać się za zamiatanie i w sumie po niecałych dwóch godzinach mogli cieszyć się swoim własnym, świeżym, czystym i przewietrzonym pokojem. Veryvin nie miał już siły, by wracać na dół i odłożyć miotły na ich miejsce. Zamiast tego zostawił je w kącie i legł wyczerpany na wielkie łóżko z baldachimem. W końcu mieli czas by się sobą porządnie nacieszyć oraz oczywiście odpocząć.
        - Kocham cię Ruu i nie chcę się z tobą nigdy kłócić - powiedział ze zmęczeniem, patrząc na nią z czułością w jadowicie zielonych oczach.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Otchłań”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość