Ruiny Nemerii[Wśród ruin] No i gdzieżeś polazł?

Miasto które niegdyś tętniło życiem, zniszczone po Wielkiej Wojnie dziś jest miastem nieumarłych... tutaj za każdym rogiem czai się cień. Długie ulice, tajemnicze zakamarki opuszczonych ogrodów i domów. Wampirze zamki, komnaty luster, rozległe katakumby i tajemne mgły zalegające nad miastem. Jeśli nie jesteś jednym z tych którzy postanowili żyć wiecznie strzeż się, bo możesz już nigdy nie wrócić do swojego świata!
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 73
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Zielarz , Wędrowiec
Kontakt:

[Wśród ruin] No i gdzieżeś polazł?

Post autor: Avellana »

Od pobytu w Irrasil minęło dobre kilka dni, a Avellana wędrowała na południe, lekko zbaczając na wschód, ku Srebrnemu Jezioru. W porównaniu do ostatnich wydarzeń droga była nużąca. Kilka razy jechała na wozach handlarzy, którzy zgodzili się ją ze sobą zabrać. Wszyscy tak samo gadatliwi i niebywałą zdolnością usypiania upadłej. No bo ileż można słuchać, o tym, jak bardzo opłacalna jest sprzedaż tego szala czy używanego hełmu, choć mężczyzna przysięgał na swoje życie, że te rysy już od początku były. Nawet ją namawiał do zakupu jakichś bibelotów, Avellana była już bliska wydania swoich ostatnich oszczędności, byle dał jej spokój. Na szczęście w oddali zobaczyła blask słońca odbijający się od tafli wody, zaciekawiona zeskoczyła z wozu i ruszyła w odmiennym kierunku.
Była tutaj wydeptana ścieżka wśród wysokich traw, więc bez problemu dotarła na plażę. Było naprawdę pięknie, Av przycupnęła na piasku i podziwiała widok, pozwalając sobie na chwilę lenistwa. Jednakże południowe słońce i wysoka temperatura skusiły ją również na wejście do wody. Dziewczyna zrzuciła z siebie rzeczy, wokół i tak nikogo nie było, po czym powoli się zanurzyła.
Było to bardzo orzeźwiające, tego potrzebowała po długiej podróży. Kątem oka obserwowała pozostawione na plaży rzeczy, ale nadal było pusto, dlatego wkrótce praktycznie zapomniała o pilnowaniu swojego dobytku. W końcu na środku jeziora była wyspa, na której widniało majestatyczne Alathel.
Upadła przez dłuższą chwilą podziwiała widoki, a gdy się odwróciła w stronę plaży, dostrzegła jakąś postać w łachmanach. Chłopak albo dość niski dorosły, rażące słońce utrudniało ocenę, bezczelnie szperał w jej rzeczach.

- Ej! – krzyknęła, usiłując wybiec z wody, która skutecznie jej to utrudniała.

Złodziej spanikowany zerknął tylko na nią i przyśpieszył ruchy. Z satysfakcją podniósł ku górze swoje znalezisko, a sądząc po odbitym, świetle musiała to być bransoletka, którą Av wygrała w Irrasil.

- Ani mi się waż! – już była na linii brzegu, ale on zaczął uciekać.

Zdenerwowana piekielna, w samej bieliźnie ruszyła w pościg, po drodze łapiąc resztę swoich rzeczy.

- STÓJ! – krzyczała, choć nie liczyła, że cokolwiek to pomoże.

Była chwila, że była naprawdę blisko. To był jakiś chłopaczek, zwykły dzieciak. Szkoda tylko, że taki szybki. Na dodatek zdołał podczas ucieczki jeszcze pokazać jej język z głupawym uśmieszkiem. Dodało to tylko motywacji Avellanie, ale on wyciągnął coś z kieszeni i nagle rozbłysło oślepiająco jasne światło. Upadła nie zdążyła się zatrzymać i wbiegła prosto w nie. Gdy już mogła otworzyć oczy, poczuła przejmujący chłód bijący od starych murów. Znowu stała na piasku, ale ten był zimny i szary, na dodatek znajdowała się w jakimś korytarzu z masą rozwidleń, częściowo zburzonymi ścianami i dziurami, będącymi kiedyś najprawdopodobniej oknami. Jedynym plusem tej sytuacji był fakt, że to nie zimne i ciemne podziemia, słońce rozświetlało nieco tę ponurą ruinę przez rząd łuków drzwiowych znajdujących się kawałek dalej. Złodziej natomiast zniknął. Jednak pozostawił po sobie ślady. Piekielna westchnęła, czuła, że musi odzyskać tę bransoletę, za dużo dla niej znaczyła. Była zła na siebie, że w ogóle ją wtedy ściągnęła.
Znów poczuła przenikający chłód niczym w piwnicy. Przypomniało jej to o założeniu ubrań. Nie zdążyła się nawet wysuszyć i wciąż ociekała wodą, ale przecież nie będzie latać po jakichś ruinach w samej bieliźnie.
Awatar użytkownika
Katniss
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Zabójca , Mag
Kontakt:

Post autor: Katniss »

Determinacja z czasem maleje, ale ból nie znika. Za to pojawia się zmęczenie i frustracja. Kat czuła się bezradna. Podróżowała z miasta do miasta, niby dowiadywała się czegoś, ale później okazywało się, że informacje były nic nie warte. I tak od wielu miesięcy. Chciało jej się płakać, ale nie potrafiła. Płakała raz i starczy. Ruiny Nemerii były przypadkową dziurą i miejscem odpoczynku. Chciała zebrać myśli, będąc z dala od ludzi. Zmierzała w stronę Rapsodii, ale nie była już pewna, czy ma to jakikolwiek sens. Trudno było jej uwierzyć, że w mieście czarodziejek mogło kryć się aż takie podziemie. Ale co miała do stracenia? Przecież odebrano jej już wszystko. A zemsta za śmierć ukochanej była jedynym celem jej obecnego życia. Czasem miała ochotę wyć, wrzeszczeć i zabijać niczym dzikie zwierzę, ale nie robiła tego. Kim by się stała zmieniając się w bestię? Takim samym potworem jak mordercy Megan. To, że była piekielną nie oznaczało, że będzie bezwolną kukiełką, której zależy tylko na krwi. Nie. Nigdy taka nie była. I nie zamierzała taka się stać.

Siedziała na ruinach starego dachu paląc fajkę i patrząc w niebo. Jedną nogę miała podciągniętą, druga zwisała swobodnie. To był właśnie ten moment, w którym jej twarzy wyglądała na spokojną, zaś w środku niej wrzało i furczało z frustracji. Całkiem niedawno zmieniła nieco wygląd swojej postaci. Została przy brązowych włosach i dwukolorowych oczach, ale dodała sobie swoje naturalne skrzydła, żeby szybciej przebyć drogę przez Opuszczone Królestwo. Potem zamierzała je ukryć.

Kiedy usłyszała hałas za plecami odwróciła się gwałtownie. Jeśli to znowu jacyś niebianie, to zwyczajnie zamierzała uciec, no bo ileż można. Przecież nie będzie z nimi walczyć. Ale szybko przekonała się, że to nie świetliści, a ktoś znacznie bardziej podobny do niej. Poznała to po aurze. Mistrzynią w ich czytaniu nie była, ale bez przesady, wiedziała, kiedy ma do czynienia z piekielnym. Nie zamierzała jednak po prostu sfruwać i się witać. Nie przepadała ani za łowcami dusz, ani za diabłami. Dogadywała się za to ze swoimi siostrami, a czasem z upadłymi. Zaczekała więc, aż nieznajomy wyjdzie z ruin i wtedy okazało się, że "nieznajomy", to nieznajoma. Katniss przesiadła się tak, by móc przyjrzeć się czarnoskrzydłej. Nie odezwała się, tylko pykała powoli swoją fajkę, czekając, aż upadła ją zauważy.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 73
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Zielarz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Sukienka Avellany była częściowo przemoczona, a ona sama zostawiała po sobie mokre plamy z każdą chwilą coraz mniejsze. Po przygodach w Irrasil jej włosy powoli traciły różową barwę, powracając do naturalnego brązu. Natomiast fioletowe plamy na skórze już całkowicie zniknęły. Ślady złodzieja na szczęście były bardzo wyraźne, nie było tu najcieplej, ale obecnie nie wiało i nie padało, co dawało upadłej nadzieję. Gorzej było, gdy stanęła na kamieniu powoli porastanym przez mech i chwasty, wtedy trop się urwał. Piekielna rozejrzała się po okolicy. Część murów była zawalona. Młody mógł jednakowo uciec gdzieś przed siebie lub wspiąć się na górę.

- W sumie już mam trochę wspinaczek za sobą – pomyślała, przypominając sobie zrujnowaną kamienice.

Tym razem jednak nie było obok silnego mężczyzny do pomocy ani nikogo. Była zdana tylko na siebie i życzliwość losu. Zaczęła ostrożnie wspinać się po gruzie na mury. Większość kamieni chybotała się niebezpiecznie, ale Av była zdeterminowana, by odnaleźć swoją własność, a z góry być może wypatrzy tego chłopaczka. W pewnym momencie jej wzrok przykuła kobieta siedząca na dachu. Widok pokusy i w ogóle kogokolwiek w takim miejscu był na tyle zaskakujący, że Avellana straciła równowagę i będąc już w połowie drogi, zsunęła się nieco niżej, boleśnie zdzierając kolana i nabawiając się kilku innych otarć w okolicach łokci i dłoni. Sukienka również nie pozostała bez szkód.

- Uhh… - westchnęła pod nosem i lekko zagryzła wargi. Rany nieprzyjemnie zapiekły, ale nie zamierzała się mazać, szczególnie że jednak ktoś tu był. Dopiero teraz do piekielnej dotarło, kto dokładnie. Te skrzydła bez wątpienia wskazywały na pokusę.

Siedziała sobie na dachu jak gdyby nigdy nic, najzwyczajniej w świecie ją obserwując, paląc przy tym fajkę. Chciała coś od niej? A może po prostu wpadły na siebie przypadkiem? Diablica, czy nie brunetka nie zamierzała jej ignorować.

- Cześć – odezwała się do niej, próbując rozgryźć, jakie zamiary ma nieznajoma.

Kobieta na pewno miała całkiem dobry widok z tego dachu, może widziała, gdzie pobiegł ten złodziej. Normalnie miała zamiar o to zapytać, ale nie chciała się wydzierać, płosząc przy tym tamtego chłopaka. Mimo porwanej już nieco sukienki i obdartych kolan podjęła kolejną próbę wejścia na dach po tej stercie gruzów z walącego się muru. Tym razem starała się bardziej uważać, choć jednocześnie śpieszyła się, aby kobieta jej nagle nie odleciała.
Dach był w miarę stabilny, szczególnie w miejscach, gdzie ściany były podporą. Upadła anielica ostrożnie podeszła do pokusy. Gdzieś z tyłu głowy miała jakąś myśl, że może nie powinna, bo to piekielna, ale nie zwykła przekreślać nikogo z góry.
Będąc już wystarczająco blisko, machnęła ręką na znak powitania. Rozejrzała się po okolicy czy aby sama nie wypatrzy stąd nikogo innego, niestety nie przyniosło to oczekiwanego skutku.

- Słuchaj, długo tu już siedzisz? Widziałaś może jakiegoś chłopaka w tej okolicy? Młody taki, niewysoki – spytała, nie owijając w bawełnę.
Awatar użytkownika
Katniss
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Zabójca , Mag
Kontakt:

Post autor: Katniss »

- Co za niezdara... - mruknęła pod nosem pokusa. Niespecjalnie widziało jej się przerywanie palenia by pomóc tejże istotce. Wolała obserwować jej kombinowanie. Dobrze, że chociaż miała do czynienia z piekielną. Choć nie przynosiła on wielkiej chluby Piekłu, jeśli już to wstyd jak z Nemerii do Kerendiru. Kat westchnęła głośno i pokręciła głową z żałością. A liczyła, że skoro ma przed sobą piekielną chociaż będzie miała z kim porozmawiać... Cóż...

- No cześć - odparła.
- Coś ty taka... Nieuważna? - celowo użyła łagodnego słownictwa, nie chciała obrazić niezdary.
- Chłopaka? Tutaj? Nie. Oprócz mnie, i teraz ciebie, nikogo tu nie ma. Rozejrzyj się. Po co jakiś chłopaczek miałby się tłuc po tych ruinach? Sto lat temu Nemeria była już rozkradziona na wszystkie strony. Można by najwyżej jeszcze ukraść kilka dachówek i kamieni pod budowę chlewa. Nic poza tym.
- No dobra, a tak bardziej konkretnie to kim jesteś? Śmierdzisz siarką na kilka staj, więc nie czarujmy się, że nie stoimy po jednej stronie barykady. No, pokaż skrzydełka, ja ci swoje pokazałam - zamachała skórzastymi skrzydłami, była bowiem przekonana, że ta, która przed nią stoi, także jest pokusą.
- No, nie wstydź się - zaczepiała, unosząc brwi i uśmiechając się figlarnie, jakby flirt wszedł jej w krew tak głęboko, że nawet w normalnej rozmowę nie potrafiła inaczej. Ale jej nowa towarzyszka była jakby niechętna do współpracy.
- To inaczej. Jestem Katniss. Kat. Dla przyjaciół... Nie mam przyjaciół, więc po prostu, mówi mi Kat.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 73
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Zielarz , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellna westchnęła ciężko i zaczęła z opanowaniem tłumaczyć.

- Pewnie trochę z nerwów. Muszę go znaleźć, nim znowu gdzieś powstanie portal i już go nigdy nie znajdę. Poza tym każdemu może się zdarzyć potknięcie – na jej twarzy widać był słaby uśmiech, choć nie miała zbytnio ochoty ale chciała być miła.

Znów spojrzała na okolice badawczym spojrzeniem, gdyby pobiegł gdzieś dalej, pewnie zdołałaby go dojrzeć z tej wysokości, co mogło oznaczać, że jest gdzieś wśród ruin. Z jednej strony musiał być blisko, ale z drugiej, gdy ona wejdzie go szukać, on będzie mieć drogę wolną do ucieczki. Chyba że ta pokusa by jej pomogła, ale Av jakoś niespecjalnie na to liczyła.

- No tutaj może już nic nie ma, ale jeszcze przed chwilą i on i ja byliśmy gdzie indziej no i ten mały szczyl zabrał mi coś ważnego, dlatego muszę go dorwać – wyjaśniła szczerze z wyraźnym niezadowoleniem widniejącym jej na twarzy – Ale skoro go nie widziałaś, to mówi się trudno, w każdym razie dzięki – powiedziała i zaczęła iść w kierunku kamieni, po których tu weszła.

Zatrzymały ją jednak słowa piekielnej. Odwróciła się do niej i zmarszczyła brwi.
- Jestem Avellana, ale chyba musisz czuć swój własny zapach, bo ja jestem człowiekiem i nie mam żadnych skrzydeł – odpowiedziała spokojnie.
- To już kolejny raz, gdy ktoś oskarża mnie o posiadanie skrzydeł, co jest nie tak z tymi ludźmi? Może moje sztylety wydzielają jakąś dziwną aurę, która wpływa na moją i utrudnia jej odczytanie? – gdybała brunetka.
- Naprawdę, gdybym je miała, bardzo chętnie bym się nimi pochwaliła, ale niestety, jestem tylko całkowicie zwyczajną Alarianką – odpowiedziała z uśmiechem mimowolnie wywołanym przez ten flirciarski głos pokusy. Mimo to nie zatrzymała się na dłużej i zaczęła schodzić z dachu – Miło cię poznać Kat, jakbyś chciała pogadać albo… mi pomóc to będę na dole – rzuciła na koniec, nie chcąc prosić o to wprost.

Będąc na dole, intensywnie myślała, gdzie mógłby zwiać chłopak, spróbowała choć przez chwilę pomyśleć jak on.
- No więc po przejściu byłam tam, a weszłam do portalu chwilę po nim. To znaczy, że mógłby… Być dosłownie gdziekolwiek, ugh. Może w jakiejś piwnicy czy czymś takim – rozważała.
Ostatecznie wróciła do miejsca, gdzie urywały się ślady, stanęła na nich, dopasowując swoje stopy do ich kierunku i postanowiła iść w linii prostej tam, gdzie wskazywały. Kątem oka zerknęła na dach, zastanawiając się, czy pokusa dalej tam będzie siedzieć, czy może odleci.
- Co ona tu właściwie robi? – brunetka choć zaaferowana swoim śledztwem jednocześnie coraz bardziej była zaciekawiona piekielną.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ruiny Nemerii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości