Elisia[Chata na uboczu miasta] Nowe Imię

Miasto przedstawia bardzo stereotypowy wygląd architektury przedstawianej w literaturze i malarstwie. Szare, kamienne domy w najbogatszej części miasta. Arystokracja ma nawet osobną dzielnicę. W miarę oddalania się od ogromnej katedry będącej centrum miasta, zabudowania rozrzedzają się, a kamienie są zamieniane na drewno i glinę.
Awatar użytkownika
Rakhszasa
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Opiekun
Profesje: Mag , Szaman
Kontakt:

Post autor: Rakhszasa »

- Tego typu lustereczka nie odpowiadają na takie pytania - odpowiedziała na jego kąśliwą uwagę. - Na tego typu pytania zwykle odpowiadają mężczyźni, zwłaszcza ci niepytani o zdanie.
Uśmiechnęła się wyzywająco.
- Tak, mam już wszystko. Możemy się zbierać - powiedziała, wychodząc z nim na plac.

Mniej zatłoczony plac zdecydowanie bardziej jej odpowiadał i poczuła się swobodniej, niż kiedy musieli przeciskać się przez tłum. Zerknęła, jak rozkładają nadpaloną scenę i mimowolnie uśmiechnęła się do siebie. Przez to poczuła się jak młoda dziewczyna, której imponuje, jak chłopiec usiłuje ją rozbawić. Zaraz zacznie łapać go za dłoń na spacerze i czerwienić się na jego widok. Brr, aż ją dreszcz przeszedł.

- Nawet bardzo chętnie bym się czegoś napiła - odpowiedziała na jego pytanie. - Przydrożna karczma to nie jest zły pomysł.
Dużo bardziej przyzwyczajona była do przemiany w wilka i spędzania nocy w naturze i w dziczy, jednak miała pewne plany wobec piekielnego i w głębi duszy liczyła, że on również ma pewne plany wobec niej.
- Przydałoby się załatwić jakieś wierzchowce i zaplanować dalszą drogę - myślała na głos.
Północna brama wyglądała pięknie skąpana w złotym, zachodzącym słońcu. Tak samo woda, która otaczała miasto. Jezioro delikatnie falowało i przyjmowało kolory zmierzchu. Po minięciu rzeźb znajdujących się na końcu mostu i wyjściu na gościniec Rakhszasa znowu uświadomiła sobie, że jednak woli podziwiać naturę niż ludzką architekturę. Złote zboże i zielone korony drzew na miedzy były tysiąc razy bardziej doskonałe niż surowa, monumentalna zabudowa miejska.

- Byłeś kiedyś na wiejskiej zabawie? - zagadnęła go. - Przy takich festynach bywa, że ci prości ludzie wydają zarobiony pieniądz na alkohol i tańczą do świtu. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie natkniemy się na taką w tej przydrożnej karczmie - powiedziała.
- Ten taniec, to nie jest nic trudnego. W zasadzie, to głównie wirują w rytm muzyki.

Niedaleko od miasta znaleźli się właśnie w całkiem niemałej wsi. Prosta, uklepana dróżka prowadziła do centrum, w którym znajdowała się kamienna studnia, drewniany, skromny ratusz i kilka zabudowań. Karczma była na rogu, i tak jak podejrzewała, dobywały się z niej dźwięki głośnej zabawy. Posłała Freyowi znaczące spojrzenie i weszła do środka, zasłoniwszy się dokładniej peleryną.
- Dla mnie będzie limarijski rum, jeśli jest - rzuciła do barmana, siadając przy szynkwasie.
Rozejrzała się. Izba była wielka, w drugiej części pomieszczenia odsunięto ławy i do głośnych dźwięków kapeli i wiwatów tańczyli mieszczanie i wieśniacy. W tym wirowaniu kolorowych spódnic było coś niemalże hipnotyzującego...
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Postać łowcy zdawała się z każdą chwilą jakby bardziej kontrastować z sytuacją, w której się znajdowała. O ile chwile następujące po opuszczeniu miejskiego zgiełku były dla piekielnego dość... błogie pomimo tego, że od tego natłoku bodźców nadal nieco szumiało mu w głowie. Zabawne, że facet potrafiący spędzać godziny na polu bitwy bez tego typu efektów ubocznych czuł się zwyczajnie zmęczony mieszaniną barw, dźwięków i kolorowo wystrojonych targowisk miejskiego festynu. Ulga nie była mu pisana na długo. Można spokojnie rzec: "z deszczu pod rynnę". Para zbliżając się do podmiejskiej wioski, mogła już z oddali dosłyszeć dźwięki swawoli z przydrożnego zajazdu. Może nawet Freyowi wymsknęło się krótkie westchnięcie. Czarodziejka natomiast zadała wówczas pytanie o jego doświadczenia z tego typu wydarzeniami. Uśmiechnął się krótko. Od kiedy pamięta bowiem piekielny cenił u ludzi umiejętność przybijania gwoździ do trumny najbliższych z taką sympatią i niewinnością, z jaką zrobiła to Rakhszasa.
- To z pewnością będzie niezapomniane doświadczenie, prawda? - odrzekł dość poważnie. Po niezwykle trudnej kalkulacji oszacował, że prawdopodobieństwo uczestnictwa w takiej zabawie tego wieczoru może być trudniejsze do wyminięcia, niż pchnięcie nożem w plecy nieświadomego dygnitarza. A ci jak wiadomo częściej zmysły zagłuszają, niźli ćwiczą. Po tej jakże optymistycznej wizji piekielny podrapał się po potylicy i dorzucił pytanie, prośbę w zasadzie.
- Obym tylko nie musiał się o ciebie z nikim bić, Raksiu - dodał z niemalże nieskazitelną troską... o zdrowie i życie potencjalnych "konkurentów".
Im bliżej tym skąpa dróżka stawała się bardziej i bardziej uczęszczana. Frey pokręcił głową z niedowierzaniem. Jednak ci wszyscy wystawiający się na festynie ludzie musieli gdzieś się podziać, nie? Mało kogo stać było na nocleg w otulonym miejskimi murami domostwie, przy ciepłym kominku. W zasadzie był to jedynie przywilej najbogatszych kupców. Powrót traktem, zwłaszcza przy większych odległościach, był z kolei przywilejem przeciwległej do tej pierwszej grupy, głupców mianowicie. Z prostej matematyki wynikało zatem, że zdecydowana większość spędzi tę noc w tego właśnie typu przydrożnych zajazdach by następnego ran... wróć, popołudnia wyruszyć w drogę powrotną po uprzednim roztrwonieniu całości zarobionego na festynie majątku. Cóż, niektórzy tak właśnie lubią żyć. Piekielny w życiu nie sądził, że zatęskni i to tak szybko do wiejskiej sielanki śród Krogulcowej chatki i okolic. Może faktycznie starość już dawała o sobie znać. Jeszcze trochę i przestanie myśleć o artefaktach, podziemiach i najemnikach, a jego głowę zaskarbią sobie budowanie więzów, przytulne domostwa i dbanie o najbliższych... Czy on jeszcze chwilę temu nie troszczył się niezmiernie o towarzyszkę? Khm.

Znaleźli się wewnątrz budynku względnie wcześnie. Ludzi już było sporo, ale jeszcze dało się przejść bez specjalnego korzystania z barków, dobrze. Usiedli nawet przy ladzie. Pierwszym spojrzeniem, jakie rzucił w kierunku Rakh było coś a'la "długo jeszcze?" stosowanego przez dzieci bogatych ludzi na oficjalnych spotkaniach czy międzypaństwowych delegacjach. Ranga tego zgromadzenia była znacznie niższa, może właśnie w tym tkwił problem. Z pewnością ciężko dogodzić piekielnemu pod względem towarzystwa, ale już nie pod względem alkoholu. Podczas gdy gospodarz nieco skrzywił się, słysząc jej zamówienie i podrapał po łysiejącej łepetynie, uśmiechnął się nieco jaśniej, ukazując miejscami pożółkłe ząbki słysząc Freya.
- Zimne piwo, żeby nie smakowało jak. Wiesz jak - burknął dość nieuprzejmie, rzucając kilkanaście monet na blat. Karczmarz ponownie zerknął na czarodziejkę.
- Limarajski rum... się robi droga pani! - Ukłonił się niemal i obrócił na pięcie, ponownie drapiąc się po potylicy, udał się do piwnicy, by poszukać czegoś, co mogłoby brzmieć podobnie. Łowca postukał palcami lewej dłoni, siedząc bokiem do szynkwasu i przodem do towarzyszki, mimowolnie uniósł kącik ust.
- Niekulawa imprezka, prawda?
Po zadaniu pytania skupił jedynie słuch na odpowiedzi. Wzrokiem bardzo powoli, spokojnie, niemalże precyzyjnie zmierzył salę. Jakby szukał czegoś konkretnego. Umiejętność obserwacji była bardzo istotną w jego arsenale. Nigdy nie wiadomo bowiem, jak ciekawe informacje mogą skrywać się w drobnych, niezauważalnych na pierwszy rzut oka detalach. Tym razem jednak niemalże nic nie przykuło jego uwagi. Może było jeszcze za wcześnie, by ludzie pod wpływem alkoholu odkryli ciekawsze ze swoich kart. Wewnątrz rozkład był niemalże standardowy, jak na tego typu przybytek. Może nieco mniej ciemnych typów definiowanych kapturami i skórzanymi paskami. Ich populacja ugięła się nieco na korzyść tych roztańczonych ludzi z festynu, albo ukrywali się odpowiednio. Wszak tego typu impreza to dosłownie łowisko zdobyczy wszelakich. Wirujące przy sukienkach i eleganckich spodniach sakiewki, zagubione monety wszelkiej maści, czy nawet zakupione w mieście drogocenne drobiazgi pozostawione przez nieuwagę zbyt długo na wyciągnięcie lepkich paluszków.
- Więc jaki mamy plan na dziś albo dalej? Powinniśmy nieco uzupełnić braki po ostatnim upadku. Może złupimy jakieś przypadkowe ruiny, jak za starych dobrych lat, co Rakh? - zapytał i właściwie sam sobie poprawił humor wspomnieniem tamtych czasów. To było wtedy, kiedy konkurent w postaci piekielnego był dla niego jedynie dobrą zabawą i rozrywką, a teraz... boi się podchmielonych wieśniaków w walce o przychylność jego lubej czarodziejki. Co za czasy.
Karczmarz właśnie wrócił z ich zamówieniem. Przed piekielnym postawił duży kufel zimnego piwa z pokaźną dawką piwnej pianki. Rakhszasa dostała natomiast chyba najbardziej fikuśną lampkę, jaką mężczyźnie udało się znaleźć. Była nawet przyozdobiona niby smugami ze srebrzystego materiału, elegancko wypolerowana. Frey cicho cmoknął z podziwu, wydał się zaskoczony i niemniej ciekawy czy specyfik, który zamówiła okaże się równie górnolotny co szkło w tej wydawałoby się skromnej podmiejskiej knajpie.
Awatar użytkownika
Rakhszasa
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Opiekun
Profesje: Mag , Szaman
Kontakt:

Post autor: Rakhszasa »

Czarodziejka wybuchła krótkim śmiechem na jego pytanie. "Niekulawa imprezka"? Ciekawie mają w tych podziemiach, czy gdzie tam siedzą ci piekielni.
W zasadzie to nawet nie była pewna, gdzie dokładnie ci piekielni siedzą... przyznała, że Frey to jedyny "egzemplarz" jaki dotąd spotkała... a nie, był jeszcze Jon. Tak. Ale nie zdążyła go zbyt dobrze poznać... Po tych dwóch przykładach jednak przypuszczała, że te wszystkie plotki i podania o ich nikczemności i przenikliwym złu są zbyt rozdmuchane. Frey był tylko dokładnie tak niegrzeczny, jak jej się podobało, że jest. Ni mniej, ni więcej.
Po tej myśli stwierdziła, że musi go choć trochę wypytać o to, skąd jest, jakoś później. Nie, żeby to było dla niej jakoś istotne - po prostu... ciekawość.
- Łupienie ruin nie jest złym pomysłem - odrzekła z przekąsem. - Nie mam konkretnym planów, muszę sobie naprawić kostur... - wymieniała, bardziej mówiąc do siebie, niż do niego. - Zwrócenie klejnotów do artefaktu... - mówiła to bardzo cicho, niemalże mrucząc. Niby Kruki im już nie zagrażały, ale... kto wie? Nie lubiła być podsłuchiwana, a jej bose stopy, kaptur i wyjątkowo przystojny towarzysz trochę zwracały na siebie uwagę.
Na szczęście coraz więcej dziwnych przybyszy gromadziło się w karczmie. Nie dziw, skoro na jarmark przybyli ludzie z różnych stron Alaranii. Dobrze. Będzie łatwiej wtopić się w tłum.
O, przyszedł nawet ten kuglarz, któremu Frey przypalił zad. Rakszasie na ustach zatańczył głupi uśmieszek. Ulga po wykonaniu trudnej misji i wydostaniu się z tej dziury u Krogulca wywoływała w niej bardzo pozytywny nastrój. Który, na dodatek, jeszcze poprawiała pijąc jeden z ulubionych alkoholi.
Wzięła dwa spore łyki rumu - czy raczej wyrobu rumopodobnego - i uśmiechnęła się do piekielnego.
- A ty nie masz jakiś planów? Wygląda na to, że po ostatnim wiszę ci przysługę. A wiesz, ja całkiem sporo potrafię... obiecuję, że mogę być przydatna.
Zespół się dostrajał na podwyższeniu. Karczmarki z ciasno zawiązanymi gorsetami, takimi, że biust im się górą wylewał, nosiły wielkie półmiski ze świniami i gulaszem, kufle z piwem, a nawet wino dla pozamiejscowych. Przy stolikach było już naprawdę ciasno, a wciąż przybywali nowi goście.
Kapela zaraz uderzyła w skrzypce. Nie minęło sporo czasu, jak pierwsi tancerze podopijali swoje kufle z piwem i ruszyli na środek izby. Tym chłopkom unosiły się spódnice i spod spodu prześwitywały im koronkowe halki, a kolorowe wstążki jakie przywiązywały do warkoczy śmiesznie furkotały w powietrzu.
- Chyba te dziewoje chciałyby, byś zaprosił je do tańca - powiedziała rozbawiona do Freya, zerkając na rząd wiejskich dziewczyn przy ławie. Uśmiechały się uroczo, a jak tylko spojrzał w ich stronę, to zaczęły chichotać pomiędzy sobą i zarumieniły się na policzkach.
- No idź. Nie łam im serca - odpowiedziała z udawaną troską i uśmiechnęła się w jego stronę wyzywająco.
Awatar użytkownika
Finua
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Artysta , Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Finua »

        Od czasu dziwnej przygody z Pyśkiem, szerzej znanym jako Naxam, Finua niezbyt wiedziała, co ze sobą począć. Kilkukrotnie próbowała pozbyć się znalezionej w ruinach szabli, jednak gdy tylko odkładała ją na bok, zaczynała odczuwać silny dyskomfort. Próba oddalenia się od broni doprowadzała ją niemal do szału. Raz tylko spróbowała sprzedać ją za kilka miedziaków pierwszemu z brzegu najemnikowi. Wciąż czasem męczyły ją koszmary przypominające, jak wpadła w furię i spaliła biedaka żywcem, mimo że poobijał ją przy tym solidnie. Włóczyła się z miejsca w miejsce, unikając większych skupisk ludzkich. Zbyt łatwo ponosiły ją jakiekolwiek emocje i podpalała coś przypadkiem. Nie umiała jednak przeżyć samodzielnie w dziczy i właściwie bała się podpalić jakiś las, łaziła więc od wioski do wioski, żyjąc z kradzieży i wiejąc zanim ktoś by ją dorwał.
        Traf chciał, że kręcąc się po wschodniej części Równiny Maurat usłyszała o niewielkim festynie. Przynajmniej niewielkim jak na jej prywatne standardy. Iskra nigdy nie grzeszyła zdrowym rozsądkiem, więc takiej okazji nie mogła przepuścić. Uwielbiała jarmarki. Zgiełk, hałas, tłumy, towary, kolory, zabawa do świtu. Mnóstwo okazji na pochwalenie się kuglarskimi umiejętnościami i jeszcze więcej możliwości dla kieszonkowca. To było to, czego potrzebowała, żeby odżyć! Bez większego namysłu skierowała swoje kroki ku Elisi, by zlokalizować w jej pobliżu mieścinkę, gdzie miał odbyć się targ. Na szczęście podczas dnia nie wydarzyło się nic negatywnego. Udało jej się nie podpalić niczego przypadkowo. Gdy tylko ekscytacja brała górę i zaczynała zauważać pierwsze oznaki zbliżającej się przemiany, odbiegała na bok, by ochłonąć. W odzyskiwaniu kontroli najbardziej pomagały jej, ironicznie, sztuczki z ogniem. Żonglowanie płonącymi piłeczkami, obracanie podpalonego kija, czy wirowanie wraz z poi było dla dziewczyny znajome i kojące. Udało jej się nawet zarobić niezłą garść miedziaków, choć ludzie niezbyt chętnie rzucali je artyście w łachmanach. Finua obiecała sobie uzbierać dość pieniędzy, by kupić solidny strój godny kuglarza. Marzyła nawet, że zdobędzie tyle, by móc zaszaleć i zdobyć ubranie magicznie uodpornione na ogień. Konieczność częstej kradzieży czegokolwiek, co mogła założyć na grzbiet zaczynała ją irytować. Aby przyspieszyć realizację tego planu, Iskra skorzystała ze swojej drugiej specjalizacji.
        Łażąc po targu, trafiła na stoisko ze słodkimi bułkami. Podczas wybierania i płacenia za przekąskę, pomogła stojącemu obok mężczyźnie pozbyć się ciężaru sakiewki ukrytej pod płaszczem. Gdy szła już w swoją stronę, podgryzając smakołyk, zdołała jeszcze usłyszeć kłótnie między sprzedawcą a klientem, który nagle nie miał jak zapłacić. Raptem jedną myśl poświęciła temu, jak szybko ludzie potrafili stracić swoje pieniądze, zanim wróciła do pełnego korzystania z uroków jarmarku.
        O zmierzchu Finua próbowała jeszcze zdobyć nieco pieniędzy. Znalazła sobie miejsce, gdzie wcześniej stał jakiś stragan i w najlepsze kręciła poi, podwinąwszy rękawy koszuli. Korzystała z faktu, że w ciemności ogień dawał najpiękniejszy efekt. Niestety, wraz z nadejściem zmroku ludzie zaczynali opuszczać targowisko. Chociaż dziewczyna doskonale wiedziała, że pokaż wyszedł jej znakomicie, zdobyła raptem jednego ruena więcej. Szybko porzuciła pomysł zarobku na rzecz przepicia uzbieranej gotówki. Pamiętając o okradzionym mężczyźnie, postanowiła ruszyć na trakt i poszukać najbliższej karczmy. Na szczęście nie musiała daleko iść. Wiejskie chaty okalały nie tylko przydrożny lokal a nawet całkiem ładny ratusz.
        Idąc w stronę szynku, Iskra zatrzymała się, by przeliczyć szybko pieniądze i rozlokować w zakamarkach przepastnej torby. Bez większego namysłu rzuciła przez ramię niepotrzebną jej, zdobyczną sakiewkę. Woreczek miał wyszyty prosty symbol, zapewne literę, a złodziejka nauczyła się nie nosić przy sobie tego typu rzeczy.
        - Panienko, upuściłaś coś - usłyszała za sobą czyjś głos, obróciła się więc z niewinną miną, by zaprzeczyć. Na widok twarzy mężczyzny, który oglądał podniesioną sakiewkę, zrozumiała, że tego wieczora miała pecha. Nie musiała nawet o nic pytać. Była pewna, że właśnie stała przed oryginalnym właścicielem woreczka. Gdy ten podniósł na nią wściekły wzrok, uśmiechnęła się głupkowato i zrobiła jednym słuszną rzecz, czyli zaczęła uciekać. Okradziony człowiek rzucił się za nią w pogoń. Choć miał dużo dłuższe nogi, wychudzona złodziejka żyła tak długo tylko dlatego, że potrafiła zgubić pościg i zaszyć się w jakiejś dziurze. Po kilku ostrych zakrętach wpadła do pierwszej z brzegu stodoły. Z pozoru było to miejsce bez wyjścia, ale zawsze można było wleźć na antresolę, wciągnąć za sobą drabinę, a podczas, gdy ścigający poszedłby po drugą, czy jakieś wsparcie, zrobić dziurę w strzesze i skoczyć z dachu.
        Finua była już w połowie pierwszej części planu i kończyła wdrapywać się na piętro, gdy poczuła mocny chwyt na kostce. Wściekły mężczyzna ani myślał być delikatny i siłą ściągnął złodziejkę na ziemię. Biedna huknęła o grunt aż miło, choć wszędzie leżała słoma zebrana po lecie. Kuglarka przez chwilę leżała w bezruchu, próbując odzyskać oddech i czując wzrastającą w niej wściekłość. Spojrzała na swojego niedoszłego oprawcę pociemniałymi oczami, które zaczynały zażyć się w mroku cieniutkimi żyłkami. Gdy zaczynała wstawać, okradziony chłop zdzielił ją na odlew w szczękę, na co dziewczyna wyszczerzyła zęby. Zanim mężczyzna zorientował się w sytuacji, było już za późno. Iskra zerwała się na równe nogi i wyciągnęła szablę, która zapłonęła w jej dłoni żywym ogniem. Machnęła ostrzem, uderzając najbliższy stóg. Nie potrafiła się posługiwać tą bronią, ale ciachnąć przez plecy potrafiłoby chyba nawet dziecko. Na swoje nieszczęście chłop rozsądnie postanowił ulotnić się z budynku pełnego słomy, gdy ta zaczęła się gwałtownie palić, a chuda złodziejka zmieniać wygląd. Rozwścieczona Finua dopadła do niego i uderzyła. Nie przejmowała się rozprzestrzeniającym się szybko pożarem. Cięła raz za razem, zostawiając nie tylko płytkie rany, ale przede wszystkim podpalając ubranie pechowca. Po kilku minutach żywioł szalał w stodole, a dziewczyna patrzyła na płonące ciało leżące przed nią. Wciąż była wściekła i obolała. Słyszała powoli krzyki ostrzegające o pożarze. Krążyła przez chwilę po pomieszczeniu, podpalając wszystko, co miała w zasięgu, a co jeszcze uchroniło się przed ogniem.
        Gdy wreszcie Iskra była zadowolona z efektu, schowała szablę i skierowała się do drzwi. Popchnęła ciężkie skrzydło oburącz, wypatrując następnej ofiary. Tuż za progiem, ktoś chlusnął w nią sporym wiadrem wody. Mieszkańcy wioski musieli zabrać się za gaszenie pożaru, zanim ten się rozprzestrzeni na domostwa. Gwałtowne oblanie zadziałało na kuglarkę jak, nomen omen, kubeł zimnej wody. Zaraz zresztą na jej plecach wylądowała druga porcja cieczy, która miała ugasić płonące na niej ubranie. Dziewczyna aż pisnęła, wyglądając znów w pełni ludzko.
        - Czy wyście powariowali?!
        - Palilaś się, dziewczyno!
        - A teraz jestem mokra! Diabli z wami - pożyczyła uprzejmie, odsuwając się od stodoły. Ktoś kolejny zaczynał wypytywać ją o całe wydarzenie. Złodziejka zająknęła się, gdy nagle dotarło do niej, co zrobiła i w jakich tarapatach była. - Ja… ja nie wiem. Jakiś facet mnie zaatakował wziął i no… nie wiem, zaczęło się palić! Puśćcie, cholera, zimno mi!
        Finua szybko zaczęła przesuwać się w tłumie, próbując wprowadzić nieco dezorientacji i odwrócić uwagę niektórych nadgorliwców od siebie. Odpięła nawet dość dyskretnie od torby koc, by nie tylko się ogrzać, ale przede wszystkim ukryć pod nim nadpalone ubrania, zanim ktokolwiek postanowiłby opatrzeć jej domniemane oparzenia. Na szczęście ludzie bardziej przejmowali się ochroną swoich domów, niż jakaś przybłędą. Właściwie nadal istniała szansa, że Iskra wieczór będzie mogła zakończyć kufelkiem, dwoma, no najwyżej ośmioma w karczmie. Byle chłopi się uwinęli i już nikt więcej jej nie zaczepiał.
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Słońce już jakiś czas temu schowało się za horyzont ustępując miejsca na nieboskłonie swojemu blademu odpowiednikowi. Z każdą chwilą w drzwiach przybytku stawali nowi goście. Znaczną część z nich stanowili przyjezdni, którzy znaleźli się w okolicy z powodu festynu. Jedni przybyli pohandlować, drudzy poplotkować a jeszcze inni sprawiali wrażenie jakoby byli w okolicy jedynie przypadkiem. Chyba z nimi właśnie najbardziej identyfikował się piekielny, kiedy z wolna przeleciał wzrokiem po pękającej w szwach sali. Większość zebranych świetnie się bawiła. Jedli do syta a trunki lały się obficie. Ludzie tańczyli z uśmiechami na twarzach i rumieńcami na polikach - od gorącej atmosfery, bądź dobrze rozgrzewających napitków. Nieliczne z oblicz były jednak skryte pod kapturami, lub zwyczajnie nieco bardziej rynsztokowe. Nic dziwnego, wszak miejsca tego typu obfitują w bardzo różnorodną mieszankę postaci. Frey nie przepadał za hulankami, co zdawał się wyrażać jego nieco kamienny, może odrobinkę ponury wyraz twarzy. Uśmiechnął się jedynie krótko wymieniając parę zdań z Rakhszasą i popijając chłodne piwo z dużego kufla.
- Przydałaby mi się armia, ale jeszcze nie wiem skąd ją wezmę - odrzekł z kompletną powagą, chociaż przekazana informacja nie była zupełnie poważną. - Zebrani tutaj chyba średnio się nadają na żołdaków.
- Racja, ogarniemy kostur, dozbroimy się. Potem poszukamy... hm, sojuszników. - Chociaż ostatnie słowo zdawało się brzmieć tak a nie inaczej jedynie ze względów czysto retorycznych.
Piekielnemu wydał się podejrzany uśmieszek, jakim obdarzyła go czarodziejka wspominając o wiejskich panienkach. Mrugnął dwukrotnie, jakby próbował złapać własne myśli w całym tym zgiełku.
- Nie jestem przeszkolony w takich tańcach, ale... - dopił kufel piwa, który z delikatnym stuknięciem odłożył z powrotem na blat - skoro nalegasz.
Mężczyzna podniósł się powoli i odwrócił opierając o szynkwas. Prasmok wie, co mu strzeliło do głowy, że naprawdę chciał to zrobić, ale na całe szczęście w porę coś bardziej nietypowego zwróciło jego uwagę. Odwracając się ujrzał przez okno zdecydowanie zbyt jasną iluminację, by mogła ona stanowić blask księżyca, bądź nawet nieba usłanego gwiazdami.
- Hm... może najpierw się jednak przejdę. - I ot, ruszył w kierunku drzwi. Z racji, że było dość tłoczno to momentami musiał przepchnąć się gdzieś barkiem nic sobie nie robiąc z pospolitej ludności. No dobra, może trochę po dżentelmeńsku zdarzyło mu się postarać, by nie szturchnąć kelnerki biegającej z tacą jak w transie pomiędzy bawiącymi się gośćmi.
Drzwi otworzyły się skrzypiąc przy tym, lecz dźwięk ten kompletnie zagłuszany był hulankami odbywającymi się wewnątrz. Poza uderzeniem świeżym i zdecydowanie chłodniejszym powietrzem, niż to w środku zmysły Freya od razu poczęstowane zostały również dość wabiącym aromatem... Mmm, pożoga. I wszakże nie była zbyt intensywna, to z pewnością zjawisko miało predyspozycje do wywołania takowej, bo kawałek dalej - w mieścince, z której jakiś czas temu przywędrowali - znajdowała się aktualnie sięgająca do nieba łuna ognia. Frey nie myśląc zbyt długo ruszył szybkim krokiem w jej kierunku. Ciężko stwierdzić jednoznacznie co mogło nim kierować, ale chyba przynajmniej częściowo zrozumiały powinien wydawać się fakt, że piekielnego coś ciągnęło do ognia. Lgnął tak sobie zatem, niby ćma do światła. Może nieco na oślep, poniesiony przez fantazję jakiegoś faktycznego zagrożenia, czy okazji do wykazania się. Jego ludzka skóra poczynała twardnieć i czerniała nieznacznie pozwalając mu być w pełnej gotowości do zmiany formy w razie potrzeby. Kiedy zbliżał już się do bramy, przez którą kilka godzin wcześniej opuścili mieścinkę temperatura była już odczuwalna. Słychać było spanikowanych ludzi. Po wewnętrznej stronie bramy Frey dostrzegł grupkę ludzi prędko pobierających wodę ze studni i przekazujących ją sobie nawzajem w drewnianych wiadrach. Zdawało mu się nawet, że dosłyszał jęki rannych. Część kobiet i dzieci uciekała w popłochu, on niemal już biegł w przeciwnym do nich kierunku. Wtem przypomniał sobie, że chyba zostawił towarzyszkę w zajeździe bez słowa, odwrócił się przez ramię i poczuł nagłe uderzenie o swój bok i rękę. Zatrzymał się i spojrzawszy przed się dostrzegł drobną postać, którą musiał swoim cielskiem ot wywalić na plecy. Było zdecydowanie ciepło a patrzenie przez jakiś czas na ogień nie wpływało pozytywnie na wzrok w ciemnościach, ale mimo to, kiedy piekielny nachylił się lekko by podać przewróconej osobie dłoń zobaczył nadpalone ubrania i żarzącą się jeszcze nogawkę jej spodni. Poza tym zdecydowanie wyczuł zapach nadpalonych tekstyliów. Zdecydowanie wzbudziło to jego ciekawość i podejrzliwość. Szarpnął zatem raczej pewnie podnosząc postać z ziemi i jakby zapomniał się nie rozluźniając uścisku dłoni na jej przedramieniu do końca.
- Nie wyglądasz jakbyś uciekała przed ogniem. - *A raczej przed ludźmi.* - dopowiedział sobie w myślach.
- Co tam się stało, mała? - spojrzał na nią z góry surowym wzrokiem, choć w zasadzie to pytał jedynie z czystej ciekawości. W swoich kategoriach nie był jeszcze nawet maksymalnie, khm, przekonujący. Po chwili był nawet skłonny rozluźnić uścisk i puścić postać. Piekielny dalej pragnął udać się w samo serce katastrofy. Trzaskające w tle płomienie i dźwięki walących się drewnianych konstrukcji wypełniały tło a Frey zupełnie nieświadomy był, że postać, którą chwilowo pochwycił może... mogłaby go jeszcze sparzyć, gdyby nie fakt, że jest piekielnym.
Awatar użytkownika
Finua
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Artysta , Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Finua »

        Finua zaczynała myśleć, że szczęście znów się do niej uśmiechało. Całkiem zręcznie udawało jej się wyminąć zebranych wokół płonącej stodoły ludzi. Niewiele osób zwracało na nią uwagę, zbyt zajętych gaszeniem pożaru. Dziewczyna podała nawet komuś wiadro, by lepiej wtopić się w tłum. Gdy już znalazła się poza głównym skupiskiem i miała narzucony na ramiona płaszcz, zatrzymała się. Cała trzęsła się z zimna przez wcześniejsze oblanie wodą. Większość osób wokół niej była wręcz spocona od gorąca, jednak Iskra dowolny chłód znosiła wręcz tragicznie. Obróciła się twarzą do własnego dzieła zniszczenia.
        - Ups - mruknęła pod nosem z zakłopotaną miną. Nie miała w planach puszczać niczego z dymem, ale mnóstwo zebranego w drewnianym budynku siana było aż zbyt dobrą podpałką. Stodoła nie miała szans nadawać się raczej do niczego. Płomienie strzelały wysoko, ogrzewając powietrze do tego stopnia, że można było na tle nocnego nieba ujrzeć nawet unoszące się ku górze pojedyncze źdźbła. Mimo starań, ogień nie zmniejszał się. Cieniutkie smużki dymu zaczęły pojawiać się na roślinach wokół budynku a nawet na dachu najbliższej chaty. Gdy kuglarka zobaczyła pierwszą z nich, pstryknęła palcami, gwizdnęła przez zęby i postanowiła brać nogi za pas. Dłuższe czekanie nie mogło przynieść nic dobrego.
        Dziewczyna poprawiła torbę na ramieniu oraz pas z bronią, po czym zgrabnie obróciła się na palcach tylko po to, żeby ktoś na nią wpadł. Przez chwilę leżała, oglądając gwiazdy oraz fragment łuny tak pięknie przeganiającej ciemność. Drugi raz w zbyt krótkim odstępie czasu ktoś posłał ją na ziemię. Zacisnęła pięści, zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech, próbując panować nad sobą. Gdy uniosła powieki, zobaczyła pochylonego nad sobą mężczyznę, na oko niewiele starszego od niej, który wyciągał do niej dłoń. Czując wzbierającą, mimo starań, wściekłość, machnęła na odlew, by odepchnąć rękę nieznajomego. Zrobiła to jednak na tyle niezdarnie, że zamiast odbić kończynę, dała chwycić się za przedramię. Obcy bez problemu poderwał ją do pionu jednym szarpnięciem, choć bliższe prawdy byłoby powiedzenie, że najpierw podniósł a dopiero potem postawił złodziejkę na nogach. Finua wbiła wzrok w ziemię, jakby była speszona obecnością wyższego o dobrą głowę, silnego mężczyzny, który na dodatek wcale nie patrzył na nią przyjaźnie. W rzeczywistości chciała jednak nie pozwolić mu zobaczyć własnych oczu, co do których była pewna, że zaczęły się zmieniać. Dziewczyną aż trzęsła wściekłość na wszystko wokół.
        - Już mówiłam! - krzyknęła, nie mogąc powstrzymać emocji, po czym tupnęła i odruchowo pstryknęła palcami, tworząc jedną czy dwie maleńkie iskierki. - Nie wiem! Jakiś baran mnie zaatakował, no i co? Się wzięło zaczęło jarać! Że co, że ja się nie spaliłam to winna, co? Się hajcuje, to się hajcuje, czego drążysz?
        Kuglarka całkowicie niepotrzebnie nie tylko podnosiła głos, ale też zaczęła gestykulować, gdy tylko obcy ją puścił. Zapomniała się i zadarła głowę, by móc spojrzeć mu w twarz. Oczodoły zamiast błyszczących oczu skrywały dwie czarne, poprzecinane rozżarzonymi żyłkami kule. W różnych miejscach na skórze Iskry pojawiało się coś jakby czarne, grube owrzodzenia. Gdy pękały, ukazywały kryjący się pod spodem ogień pod postacią rozgrzanej wściekle, gęstej cieczy. Zmiany skórne rozrastały się szybko i nieregularnie.
        - Skąd idę i gdzie to mój biznes, nie? I czego ty tam niby leziesz, co?! Się kogoś innego czep! - Finua wypluwała z siebie w złości słowa z ogromną prędkością, nie dając wejść sobie w słowo. W pewnej chwili aż szturchnęła piekielnego palcem w pierś i dopiero wtedy zauważyła na własnej dłoni całkiem solidne oznaki przemiany, na które znieruchomiała i pobladła. - O w mordę...
        Spojrzała na obcego z nerwowym, sztucznym uśmiechem, który często prezentowała, gdy ktoś przyłapał ją na kradzieży. Czarna skorupa na jej skórze zaczęła znikać równie szybko, co się pojawiała, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Kuglarka rozejrzała się szybko na bok, po czym zniżyła głos do szeptu.
        - No dobra, przeze mnie się jara. Ale to był wypadek! I w ogóle to wina tego barana, co mnie zaatakował, nie? - Dziewczyna zaczynała powoli wyglądać, jakby miała wpaść a panikę. Rozbiegany wzrok, skulona postawa, nerwowe ruchy rąk. Na szczęście dzięki nim zauważyła, że rękaw koszuli zaczął palić się na niej w jednym miejscu i zgasiła go szybko, jakby miało to w czymkolwiek pomóc. - Wiem! Ja pójdę, przyniosę wodę i pomogę. Dobre będzie, nie? Ty weź tu zostań i pilnuj, czy się nie hajcuje mocniej, co? Zaraz będę.
        Finua doskonale wiedziała, że jej plan miał więcej luk, niż solidnych podstaw. Wolała jednak działać szybko, póki potrafiła jeszcze sformułować choćby jedną sensowną myśl. Od czasu zdobycia szabli, dowolna emocja potrafiła rozrosnąć się w niej do niebywałych rozmiarów i zapoczątkować zmianę wyglądu. Z doświadczenia wiedziała, że za chwilę mogła nie tylko zacząć panikować, ale też pokazać wszystkim ludziom w wiosce, kto był odpowiedzialny za zapewnienie im wątpliwej rozrywki tego wieczoru. Dziewczyna zaczęła się nawet powolutku cofać, jakby faktycznie zamierzała iść coś przynieść. Tyle, że zamiast w stronę studni, zaczęła się przesuwać ku bramie i pogrążonemu w bezpiecznym mroku traktowi.
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Piekieny, który nadal był nader przejęty sytuacją rozwijającą się wewnątrz osady przez jakiś czas ślepy był na nietypowe detale podniesionej przed chwilą postaci. Jej energiczność i krzykliwość niemal całkowicie umykała jego uwadze do czasu, gdy usłyszał pstryknięcie. Jakby zaiskrzyło. Przyjrzał się jej dokładniej a dopiero później zaczął słuchać. Obserwował gesty wyjątkowo czujnie, tym bardziej, że w jego głowie pojawiały się już pierwsze podejrzenia i wątpliwości. Rozpędzający nocną ciszę trzask płomieni mógł budzić zgrozę i przerażenie, stąd też dobiegał do ich uszu w akompaniamencie wrzasków i lamentu ludzkiej tragedii. Nienajlepsza symfonia, ale jakby nieco przymknąć ucho na te towarzyszące pożodze dodatki to atmosfera niemal przypominała wielkie i wesołe ognisko. Przynajmniej piekielny czuł się jak w domu. Szkoda, że niektórzy ze śmiertelników mogą w związku z tym na zimę zostać bez takowego, cóż.
Każdy kolejny gest towarzyszący słowom wypluwanym z nieprzeciętną prędkością wzmagał czujność Freya. Nie było jego intencją ani złapanie kogoś na gorącym uczynku, ani też zbytnio wysłuchiwanie tłumaczeń, czy wdawanie się w dyskusję. Właściwie przez krótką chwilę przez jego głowę przebiegła myśl, co by zwyczajnie zignorować potrąconą osóbkę. Skoro przeżyła, to niech jej się wiedzie. Wtedy właśnie został agresywnie dźgnięty przez wymachiwany uprzednio finezyjnie palec w pierś. Momentalnie pochwycił jej przedramię i zacisnął na nim mocniej dłoń. Jego blada dotychczas skóra w kontakcie z nią natychmiast przybrała czarną barwę i utwardzoną, niby zwęgloną strukturę.
- Dość. Wydzieraj się więcej to zaraz wytkną Cię palcami i zaczną gonić z widłami. Narobisz więcej kłopotów. -
może nieco naiwnie, ale mężczyzna liczył, że jego stanowczy ton i pewna ręka nieco ostudzą temperament Fin. Albo przynajmniej, że w słowa będą w stanie przemówić do resztek tlącego się gdzieś tam pod rozżarzoną kopułą rozsądku.
- Mhm. - przytanknął jej jedynie na jakieś kolejne uniesienia. Ślad po jego dłoni na jej czarnej skórze był rozpalony, niemalże przypominał płynny ogień mający wylewać się z czarnych jak noc skał. Nie trwało to długo, bo efekt wygasał równie szybko co się pojawiał. Jednak iskry, które pojawiały się w jej oczach przy silnych emocjach, bądź tego typu nagłych zdarzeniach były przynajmniej intrygujące. Frey przytaknął jakby sam do siebie i przez krótką chwilę uniósł kąciki ust.
- Wiem. Nawet prawie wierzę. - skomentował kolejno przyznanie się do winy i próbę wyjaśnienia. Mając za intencję chęć poznania tej historii w nieco bezpieczniejszym miejscu, niż samo miejsce zdarzenia piekielny podrapał się po potylicy. Jego dłoń również momentalnie wróciła do ludzkich barw i kształtów.
- Nie, niedobre. Pójdziesz ze mną, w tę stronę. - i jeśli nadal miał na sobie uwagę nietypowej piromanki to zwyczajnie kiwnął głową w kierunku traktu i wykonał drobny, zapraszający gest dłonią. Jeśli jednak dziewczynka zdążyła odwrócić się już na pięcie z zamiarem pognania na miejsce zbrodni to wówczas chwycił ją pewnie za kark i w miarę delikatnie a przy tym bez większego trudu zawrócił i powtórzył punkt pierwszy.
- Wracanie tam to niezbyt błyskotliwy pomysł. Błagam, spróbuj się opanować, bo uciekająca z podpalonej osady ludzka pochodnia zbyt mocno przyciąga uwagę ciekawskich. - burknął do niej przyciszonym głosem ponieważ już na tę chwilę jej energiczne wymachiwanie łapkami i inkantowanie losowych napełnionych emocjami słówek zwróciło uwagę co poniektórych uciekających przed pożarem ludzi. Piekielny zupełnie nie spodziewał się, że ot spacerek w kierunku ognia ześle mu tak nieoczekiwany splot wydarzeń, ale odwróciwszy się już w kierunku zajazdu zastanowił się chwilę.
- Chyba będziemy mieli o czym gadać, wiesz? - rzucił krótko i ot tak, jakby właśnie ten rozżarzony i wirujący kłębek chaosu i nieopanowanych emocji został jego towarzyszką podróży.
Awatar użytkownika
Rakhszasa
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Opiekun
Profesje: Mag , Szaman
Kontakt:

Post autor: Rakhszasa »

Czarodziejka odetchnęła, kiedy piekielny odszedł od szynkwasu. Wypiła duszkiem jedną szklankę whisky i domówiła od razu następną. Jakkolwiek lubiła jego kompanię, po "przyjemnym miesiącu" u Krogulca - a teraz i po romantycznym spacerku po jarmarku - miała po prostu dość towarzystwa. Chwyciła napój i odeszła na bok, na korytarz prowadzący do wychodków i pokojów na wynajem. Za nimi znalazła jakieś wspólne dla gości pomieszczenie-salonik, w którym siedziała obcałowująca się intensywnie para. Rakhszasa posłała im tak znaczące spojrzenie, że w pośpiechu opuścili to miejsce.
Całkiem ładny ten zajazd, jak na wieś - pomyślała. Salonik miał całkiem wygodne fotele, na stoliczku był mały obrusik, a lichtarze były czyste i oskrobane z resztek wosku. Czarodziejka wyjęła lusterko i poprawiła fryzurę. Sączyła powoli alkohol, przeglądając swój ekwipunek; chcąc się upewnić, czy cały jej dobytek jest na miejscu.
Może powinnam wynająć osobny pokój. Możemy zająć się sobą przed snem... ale jeśli będzie mi chrapał do ucha, to przecież tego nie zniosę. Ugh. Powinnam zawczasu pomyśleć o tym, jak uciążliwe jest podróżowanie z kimś.
Przed powrotem na salę taneczną poprawiła sobie jeszcze szminką usta. Schowała lusterko, wypiła whisky do dna i szykowała się do powrotu, kiedy w oknie spostrzegła spore zamieszanie wywołane pożarem.
- No, no, to się chłopak postanowił pobawić.
*
Spokojnie szła sobie w stronę ognia, na przekór tym uciekającym od niebezpieczeństwa i tym biegnącym na odsiecz. Wszyscy byli zresztą na tyle zaaferowani, że nie mieli czasu przyglądać się Rakhszasie.
Mrużyła oczy lekko, próbując wypatrzeć w pożodze jej piekielnego kolegę.
Zachichotała pod nosem, kiedy spostrzegła, jak w pewnej odległości od płonącej stodoły kłóci się z jakąś dziewoją. Była bardzo zainteresowana tym, co w zasadzie zaszło.
Jeszcze bardziej rozbawił ją moment, który miała szczęście obejrzeć już z bliska - jak mała wyrwała się piekielnemu, aby ten za chwilę znowu ją złapał.
- Nie radzę się zbytnio opierać - dopowiedziała jakby znudzonym głosem zza ramienia Freya. - Nic ci to nie da, jedynie może pogorszyć sytuację.
Podeszła jeszcze bliżej, przypatrując się gniewnej minie dziewczyny. Zlustrowała ją od góry do dołu.
Była zdecydowanie niższa od czarodziejki. Ładna smarkula. Nieco nieokrzesana, drobniutka. Odczytała jej aurę... i od razu pojęła, czemu piekielny postanowił ją złapać.
- Kto by pomyślał, że taka drobniutka dziewczynka będzie sprawczynią takiego zamieszania - odparła z wyraźnym zainteresowaniem.
Awatar użytkownika
Finua
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Artysta , Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Finua »

        Finua nie czekała, aż ktokolwiek zareaguje. Rozejrzała się i zamachała dłońmi, wskazując różne kierunki, jakby nie mogła się zdecydować, po czym ruszyła w pierwszym-lepszym kierunku, byle mieć szansę uciec. Zrobiła może ze dwa małe kroki, zanim poczuła na karku ciężką rękę. Aż pisnęła, kuląc się, jak zbity pies. Powinna przez tyle lat nauczyć się, że każdy wyższy od niej mężczyzna miał spory zasięg. O dziwo, nie doczekała się zaciskających się i wbijających boleśnie w ciało palców. Nie nadszedł też cios na odlew w głowę, czy gwałtowne popchnięcie. Zamiast tego została pewnie, ale bez niepotrzebnej przemocy obrócona spowrotem.
        - Próbuje przecież no - pisnęła, nadal skulona, patrząc w bok. Może ten mężczyzna był jak na razie mniej brutalny od przeciętnego strażnika, ale coś w jego podstawie, czy spojrzeniu sprawiało, że nawet Iskra rozumiała, że należało wykonywać jego polecenia i to bez szemrania. Nie po to jednak całe życie ignorowała każde prawo, a jego przedstawicielom pokazywała psotnie język, by tak nagle zacząć kogoś respektować.
        Gdy obcy wydawał się zamyślony, kuglarka wykorzystała okazję, żeby mu się przyjrzeć. Był od niej wyższy o dobre pół stopy, a pewnie nawet więcej. Oprócz fryzury w stylu "spędziłem trzy godziny na układaniu ich w nieładzie", nie wyróżniał się niczym. Młody, wysoki, dobrze zbudowany, przystojny i nienagannie ubrany. Czyli paniczyk, jakich pełno. Tego może tylko wyróżniało to trudne do uchwycenia "coś", co przywodziło na myśl dowódcę, być może straży, czy sierżanta w regularnym wojsku lub najemniczej zbieraninie. Zastanawiało też, że nie zniechęcił się do trzymania Finui, choć chwilę temu widział, jak jej skóra miejscami ciemniała i pękała, ukazując coś na kształt lawy. Dziewczyna miała też wrażenie, że przez chwilę jego dłoń wyglądała inaczej, gdy wcześniej powstrzymywał ją od ucieczki.
        - A jak ja to gadać nie chcę, to co, co? - rzuciła, pyskując niemal odruchowo. - Zimno tu, diabli i zaraza.
        Dopiero, gdy wypowiedziała to na głos, zdała sobie sprawę, że kiedy tylko mogła, próbowała rozcierać własne ramiona, by się ogrzać. Miała jednak mokre ubranie, więc tego typu próby były skazane na porażkę. Musiała najpierw wyschnąć. Na obcy głos wyrażający dobrą radę, podskoczyła lekko, obróciła się i wskazała palcem kierunek gdzieś na lewo od trzymającego ją mężczyzny.
        - Tam złodziej uciekł, widziałam! - zawołała, zanim jeszcze spojrzała na nową postać. Obie kobiety przyglądały się sobie przez chwilę, a niższa z nich z każdą chwilą wydawała się bardziej zrezygnowana. Na szczęście wszelkie oznaki ciążącej nad nią klątwy zniknęły. Wyglądała nieco jak skopany szczeniak i tylko lekko zmrużone, orzechowe oczy świadczyły o tym, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i knuła, jak się wywinąć. Po kolejnych słowach ciemnowłosej, wygięła usta i zmarszczyła brwi w złości. Spojrzała na szalejący blisko pożar, który wydawał się wymykać powoli spod kontroli.
        - Mówię ostatni raz! To nie moja wina, no… no ja podpaliłam, ale jakby mnie nie zaatakował, to bym nie musiała, nie? Wy się w ogóle ode mnie odczepcie! Powiedz swojemu przydupasowi, żeby mnie puścił! - zażądała, starając się nie podnosić głosu. Szybko doszła do wniosku, że nowoprzybyła była jakaś bogatą panną i wynajmowała mężczyznę do ochrony i brudnej roboty. - Pilnuj swojego psa, bo się rzuca a nawet nie wie na kogo i po co i może po nosie oberwać!
        Kuglarka ani przez chwilę nie zastanawiała się nad tym, jakie konsekwencje mogło mieć jej zachowanie. Wyprostowała się i próbowała wyglądać na bardziej pewną siebie, niż była w rzeczywistości. O dziwo, wciąż zdawała się dość spokojna. Przestała nawet gwałtownie gestykulować. Powód takiego nietypowego dla niej stoicyzmu skrywał się w jej dłoniach. Wcześniejszym machaniem rękami zamaskowała wyjętą w międzyczasie z torby małą piłeczkę, którą podpaliła i aktualnie ukrywała między palcami, próbując z jej pomocą ogrzać się oraz osuszyć ubranie. Usta miała lekko sine, chociaż pożoga powoli i skutecznie podnosiła temperaturę powietrza. Jedynymi nerwowymi ruchami dziewczyny było kręcenie kiepsko ukrywaną zabawką. Tyle dobrze, że posłuchała dobrych rad obojga obcych i nie próbowała się szarpać. Już i tak mogli ściągać na siebie zbyt wiele niepotrzebnej uwagi, ignorując pożar stodoły. Gdyby jeszcze do tego zaczęła teraz uciekać, z pewnością ktoś wreszcie dodałby dwa do dwóch i miałaby jeszcze większe kłopoty. Dopóki ta dwójka nie próbowała jej wydać, miała jeszcze czas na panikę.
        - Zimno mi no, weźcie się odwalcie i pójdziemy każdy w swoją stronę. Że się pali to wypadek był no… po kiego diabła ja wam? Co chcecie, żeby iść w cholerę?
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Gdyby nie fakt olbrzymiej pożogi, która pogrążyła wioskę i nadal prędko się rozprzestrzeniała to jesienna noc byłaby całkiem zwyczajna, jak na tę porę roku. Było zimno i wietrznie. Pobliski las hulał na owym wietrze świszcząc nieprzyjaźnie, podczas gdy z drugiej strony dobiegały odgłosy trzaskających płomieni i wrzasków zrozpaczonych, bądź spanikowanych śmiertelników, którzy właśnie tracą majątek swojego życia i dach nad głową przed nadchodzącą zimą. Chłodna obojętność natury i pełna intensywnego żaru tragedia ludzkiego żywota przeplatały się ze sobą w tej dość specyficznej scenie. W trakcie krótkiej wymiany zdań między piekielnym, czarodziejką i sprawczynią niemałego zastrzyku adrenaliny dla całej okolicy na trakcie zrobiło się znacznie gęściej. Frey jako prekursor wpadania na kogoś na tej stosunkowo wąskiej prowadzącej do miasta ścieżynie mógłby być z siebie dumny, ale jakoś mu to umknęło.
W pewnym momencie zdawać się mogło, że ogień ustępuje. Zrobiło się ciemniej. Mężczyzna zdążył nawet zasięgnąć skrawka racjonalnej myśli zwątpiwszy w konieczność zabierania ze sobą złodziejki. Jednakże jedynie coraz większe zadymienie wprowadzało tę złudną, khm, iskierkę nadziei. Chwilę później coś trzasnęło i jakiś drewniany strop z hukiem wylądował na ziemię w mieścince buchając wszędzie wokół kolejnymi falami płomieni. Ciekawość piekielnego skierowana była głównie na możliwości jego małej zdobyczy, może w przyszłości mogłaby się na coś przydać, wszak przed nim sporo pracy jeśli chce osiągnąć cokolwiek na miarę tego, co dawno temu utracił.
- Zbieramy się. I bez wygłupów. - powiedział kładąc dłoń na jej prawe ramię i lekko popchnąwszy dając znak by ruszyła przed siebie. Piekielny narzucał dość szybkie tempo marszu, bo za cel obrał sobie jak najprędzej oddalić się od miejsca zdarzenia, gdyż zanim jeszcze wyruszyli spod bram dobiegały odgłosy nawoływania i poszukiwań, które mizernie, ale jednak przebijały się przez pozostałe dźwięki zdzieranych gardeł.
Gdy tylko oddalili się na odpowiednią odległość, dźwięki pożogi ustały a noc znów mogła przypominać noc pomimo tej ognistej łuny w oddali Frey. W zasadzie to byli już na drugim krańcu podmiejskiej wioseczki, w której znajdowała się tawerna. Dalej trakt prowadził wzdłuż ciemnego świszczącego groźnie lasu a kierunek wskazywał drogowskaz osadzony na grubym drewnianym pniu. Piekielny zatrzymał się kiedy Finua kończyła zdanie: "... i pójdziemy każdy w swoją stronę."
W tym momencie obrócił ją jednym silnym ruchem i dalej trzymając dłoń na jej ramieniu pchnął plecami na pień.
- Obawiam się, że nie pójdziemy. - odrzekł. Przy okazji Finka mogła już się pewnie zorientować, że od jakiegoś czasu ubiór na ramieniu, na którym Frey trzymał dłoń jest suchy, nawet gorący a w tym momencie mógł nawet nieco zapiec. Piekielny zmierzył ją ponownie wzrokiem, po czym zerknął po czarodziejce. Liczył, że jej wiedza i umiejętności pozwolą nieco rozjaśnić sprawę nietypowości nowej towarzyszki. Powrócił z pytaniem do dziewczyny.
- Liczyłem, że Ty mi opowiesz po kiego diabła? - rzucił podkreślając wymownie ostatnie słowo.
- I na co Ci ta ognista zabaweczka, którą chowałaś całą drogę? - Pomijając fakt wyczekiwania na odpowiedź i gotowości na jakiś losowy, nagły ruch ze strony dziewczyny piekielny zamyślił się chwilę. Nie powinni prawdopodobnie wracać do zatłoczonej tawerny tak blisko miejsca zdarzenia. Zwłaszcza, że nie miał absolutnie żadnej pewności co do małej piromanki, jednakże w zasadzie to trudności z tym związane zdawały się nie sprawiać mu żadnych kłopotów w bezpośrednim porównaniu do czystej ciekawości co do tego nietypowego znaleziska. Ludzie mówią, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła. W tym przypadku, kto wie, może to właśnie jest właściwa i pożądana przez Flegetona ścieżka.
Awatar użytkownika
Rakhszasa
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Opiekun
Profesje: Mag , Szaman
Kontakt:

Post autor: Rakhszasa »

- E, przydupasie - powiedziała żartobliwie do Freya. Bardzo rozbawiło ją określenie, jakiego dziewczyna użyła. - Możesz ją puścić. Mała jest raczej na tyle sprytna, że wie, że uciekanie tylko jej zaszkodzi.
I piekielny postanowił oddalić się od miejsca zdarzenia wraz z dziewczyną. Nieco brutalnie rzucił ją na pień, co rozjuszyło czarodziejkę. Kiedy zadał dziewczynie dość ostro pytanie, a następnie spojrzał na Rakhszasę, ta surowo odwzajemniła wzrok.
- Spokojnie, Frey. Nie chcemy zrobić nikomu krzywdy - powiedziała lekko poirytowanym głosem. - Nie wiem, co w ciebie wstąpiło - dodała.
- Przecież opanowywanie potężnej magii z początku bywa bardzo trudne - powiedziała, tym razem kierując słowa w stronę kuglarki. - Masz potencjał, widzę to.
Rakhszasa postanowiła skorzystać z magii emocji. Hah! Zawsze po pewnej ilości alkoholu czary z tej dziedziny wychodziły jej lepiej.
Postanowiła wpłynąć na umysł dziewczyny, uspokajając ją bardziej, a także sprawiając, że stanie się uległa. Zabarwiła tę emocję jeszcze kapką ufności wobec piekielnego i czarodziejki.
Bariery umysłu podpalaczki, czy raczej jej trzeciego oka, nie były zbytnio obwarowane. Być może wykończyła ją nieco jej własna magia, być może jej uczucie strachu. W każdym razie nie musiała pokonywać murów siły woli, aby dostać się do środka. Odchyliła jakby czarną i czerwoną barwę niepokoju i gniewu z jej umysłu, a później oplotła go niczym winorośle w opanowanie i bezpieczeństwo. Wlała w jej duszę słodycz troski i ciepło ogniska domowego.
- No proszę, teraz będzie łatwiej - patrzyła na nią z delikatnym, łagodnym uśmiechem.
Zrobiła to dla jej dobra: nie po to, by móc nią manipulować.
W końcu jest strażniczką opiekunką. Może przez większość czasu grała sama i na swoich zasadach... A jednak troszczenie się było dla niej tak naturalne, jak oddech. Oczy dziewczyny przypomniały jej o niedawnej towarzyszce, Atris. Ciekawe, jak ona sobie radzi... po odebraniu szturmu na posiadłość Shasamo pewnie nadal jest w jego opiece. Dobrze. Później wyśle duchowego posłańca, aby rozeznał się w sytuacji.
Pozwalając swoim myślom zmieniać tor, odczytywała równocześnie aurę lśniącą wokół dziewczyny.
- Frey, proszę, wysusz ją. Ta woda sprawia jej cierpienie.
- Zwą mnie Rakhszasa. Jeśli zechcesz, mogę pomóc ci poradzić sobie z... twoim drobnym problemem z ogniem.
Awatar użytkownika
Finua
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Artysta , Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Finua »

        Czarodziejka nie mogła być bardziej w błędzie, choć Finua doceniała jej swoiste wsparcie. Sęk w tym, że kuglarka doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie ucieczka mogła wpakować ją w tarapaty, ale jej udaremniona próba już owszem. Gdyby tylko miała pewność, że da radę nawiać, już dawno ugryzłaby mężczyznę, by zmusić go do puszczenia jej. Na szczęście faktycznie była na tyle sprytna, żeby umieć ocenić swoje szanse, a te chwilowo wyglądały marnie.
        Iskra nie mogła nie zgodzić się z pomysłem nowego znajomego, by ulotnić się z najbliższej okolicy pożaru. Nie tylko dlatego, że sama zrobiłaby dokładnie to samo. Ciężka ręka i stanowcze, choć pozbawione nadmiernej siły, popychanie narzucało nie tylko kierunek, ale też tempo marszu. Iskra zerkała przez chwilę na płonące budynki przez ramię, czując lekkie wyrzuty sumienia. Szybko zrezygnowała z oglądania się za siebie. Mogła w ten sposób ściągnąć niechcianą uwagę, a tego należało unikać podczas ucieczki. Zamiast na otoczeniu, skupiła się więc na towarzyszach.
        Mężczyźnie miała okazję już się przyjrzeć. Z każdą chwilą nabierała pewności, że nie chciała mu podpaść. Tempo nadawał szybkie i chociaż nie reagował zbytnio na subtelne próby oswobodzenia się kuglarki, chwyt miał na tyle pewny, by nie mogła się go pozbyć bez szarpaniny. Na razie nie miała zamiaru zbytnio próbować się wyrywać. Byli zbyt blisko spowodowanego przez nią pożaru. Choć robiło się coraz ciemniej, Fiuna i tak spróbowała obejrzeć dokładniej kobietę. Zdecydowanie sprawiała wrażenie delikatniejszej i łatwiejszej do oszukania, choć mogły to być tylko mylące pozory. Iskra była absolutnie pewna, że chwilowo jej nie lubiła. Po prawdzie nie mogła jej poznać, ale zazwyczaj odczuwała w pierwszej chwili lekką niechęć do tego typu niewiast. Zwyczajnie była zazdrosna. Rakhszasa była nie tylko wysoka, z idealną sylwetką, jasną cerą, pięknymi włosami, to jeszcze na dodatek była wypielęgnowana, co świadczyło nie tylko o czasie, który mogła poświęcić sobie, ale też o pieniądzach, które mogła w tym celu wydać. W porównaniu z nią, złodziejka wyglądała jak najgorszy, zaniedbany żebrak. I jak tu się na taką nie wkurzyć?
        Cały czas Finua paplała, próbując wygadać się jakoś z tych kłopotów. Szybko okazało się, że nie była to najlepsza strategia, o czym przekonała się uderzając plecami o pień drzewa. Zamilkła natychmiast, zaciskając mocno palce na płonącej piłeczce. Ze strachem w otwartych szeroko oczach zerkała to na Freya, to na Rakhszasę, choć dużo częściej zatrzymywała wzrok na tym pierwszym. Stojący blisko mężczyzna wydawał się większym zagrożeniem. Gdy ten odwrócił się do swojej towarzyszki, dziewczyna spojrzała na jego dłoń na swoim ramieniu. Przez kilka uderzeń serca rozważała próbę ucieczki, ale dociskana do twardej powierzchni nie miała na to żadnych szans. Mogła niby spróbować kopnąć, ale bała się go rozjuszyć. Z lekkim zdziwieniem zorientowała się, że materiał pod palcami Freya był nie tylko suchy, ale wręcz gorący. Odkąd miała przeklętą szablę, nie oparzyła się jeszcze ani razu. Delikatne pieczenie było więc nie tylko zaskakujące, ale też w jakiś sposób kojące i znajome, za to różnice w zachowaniu obojga jej "porywaczy" dość mocno mieszały jej w głowie.
        - A skąd ja mam wiedzieć? - rzuciła w odpowiedzi na pytanie mężczyzny, po czym spróbowała się od niego odsunąć, co utrudniał pień, o który była oparta. - Znaczy ja, ten… kuglarzem jestem i umiem zamki otwierać i tyle. Z ogniem sztuczki robię. Wcale nic nie chowałam!
        Finua aż tupnęła, a jej oczy na chwilę pociemniały, jakby miała wpaść w szał. Obróciła się do czarodziejki z twarzą wykrzywioną wściekłością.
        - Nic takiego nie mam, nie zabierałam! - syknęła, ale zaraz potem zamarła w bezruchu, powtarzając pod nosem słowa kobiety. - A, że to! Zapomniałam, co ten cały potentat znaczy.
        Machnęła ręką, przekręciwszy rzadko używane słowo i znowu spojrzała na Freya, znów wyglądając normalnie.
        - Ja jej naprawdę nie chowałam. I nie wiem o niej dużo. Pysiek, to mag taki, mówił, że jest przeklęta. No ale zanim to powiedział, no to ja jej dotknęłam i mnie oparzyła. A potem to nie mogłam jej nie wziąć, bo no… nie mogłam. Pysiek mówił, że się z nią związałam. Taki ślad miałam na ręku i się większy robił, potem żeśmy się rozeszli i no nie umiem się tego pozbyć. - Iskra mówiła coraz szybciej i coraz bardziej płaczliwym tonem, jakby traciła nad sobą kontrolę. Oczy najpierw jej zwilgotniały, a potem zaczęły zmieniać się w czarnw kulki poprzecinane ognistymi żyłkami. W pewnej chwili jednak zarówno jej głos jak i wygląd zaczął wracać powoli do normalności. - Ile bym nie próbowała, nie mogę jej zostawić. Po trochu mi ta plama rosła i rosła. Wyglądałam strasznie dziwnie. A potem wszystko zniknęło i myślałam, że już w porządku. Ale odkąd ją mam, nie umiem nad sobą panować i jak się wkurzę, czy wystraszę, czy ucieszę, czy cokolwiek to, no, się zaczynam znowu robić dziwna taka i się wszystko pali! Nawet ubrania na mnie. Mam tego dość i nie wiem, co mam robić… oż cholera i trąd, ty żeś o piłeczkę pytał? To ten… zimno mi i ja wtedy głupoty gadam!
        Kuglarka zorientowała się w swojej własnej pomyłce przez to, że zaczęła odruchowo podrzucać lekko zabawkę jedną ręką. Gdy zrozumiała, że niepotrzebnie wygadała zbyt wiele, najpierw schowała płonąca kulkę za plecy, by zaraz potem ją zgasić i wsadzić do torby. Nie poczuła w żadnym momencie ingerencji we własny umysł. Nawet nie zauważyła, że zaczęła się uspokajać. Dopiero po chwili dotarło do niej, że od dłuższego czasu nie była tak odprężona, choć powinna się pewnie bać. Prawie zapomniała, jak to było, gdy nie targały nią nieustannie emocje podsycane przez przeklętą szablę.
        - Co będzie łatwiej? Potrzebujecie coś otworzyć? - spytała zaskoczona, patrząc na kobietę. Nie widziała, aby ta cokolwiek robiła, wyznanie o klątwie nijak nie pasowało jej do takiego stwierdzenia, więc wyciągnęła jedyne wnioski, jakie wydały jej się logiczne. Po kolejnych słowach Rakhszasy, kuglarka przeskoczyła kilka razy wzrokiem od jednej do drugiej twarzy. - Możesz mu kazać mnie wysuszyć? Strasznie źle się czuję, jak jest zimno.
        Skoro nikt wcześniej nie wyprowadził młodej złodziejki z błędu, nadal uważała, że Frey był w jakiś sposób podwładnym swojej towarzyszki. Po propozycji ze strony kobiety, Finua niby niewinnie przesunęła stopy, by lepiej balansować własnym ciężarem ciała. Z jednej strony, miała z jakiegoś powodu wrażenie, że mogła zaufać tej dwójce. Z drugiej, przeżyła na ulicy właśnie dzięki pewnej dozie paranoi i braniu nóg za pas we właściwym momencie. Lekko, na próbę, poruszyła ramieniem, na którym wciąż zapobiegawczo spoczywała ciężka dłoń. Chciała upewnić się, czy mężczyzna był tak czujny na jakiego wyglądał i jakie miała szansę na zerwanie się do ucieczki, gdyby coś poszło nie tak. Własne palce zatknęła za pasek, jakby nie wiedziała, co począć z rękami. Dzięki temu, miała bliżej do rękojeści sztyletów, czy szabli.
        - Jestem Finua, ale mówią na mnie Iskra. Bo wiesz - pstryknęła palcami, tworząc kilka drobnych iskier - to zawsze umiałam. I jaki jest w tym haczyk, co? A ten to Frey, dobrze słyszałam, nie?
        Przy ostatnich słowach zaczęła znów patrzeć na mężczyznę, woląc nie dać się zaskoczyć. Powoli zaczynało denerwować kuglarkę, że wciąż była unieruchomiona, ale zamiast zaatakować, na jedno mgnienie oka złośliwie pokazała mu język.
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Piekielny odburknął jedynie coś pod nosem, jak to stare ogary mają w zwyczaju, na informację, że nie chcą nikomu robić krzywdy. Pewnie już jakiś czas temu odpuściłby nieco pojmanej, gdyby nie fakt, że jego wstępna analiza wykazała możliwość występowania zaników rozwagi i myślenia przyczynowo-skutkowego. W swojej niezbyt bujnej mimice twarzy Frey zdawał się skrywać już w tamtym momencie nutkę zniecierpliwienia, żeby nie wspomnieć o szczypcie irytacji, którą wywołało chwilę temu nadmierny i bardzo mało konkretny potok słów z ust Iskry. Podczas kolejnego monologu kuglarki piekielny zamyślił się nieco, aczkolwiek wciąż wyłapywał te ważniejsze informacje. Westchnął krótko a jego wzrok tkwił chwilowo w łunie ognia na horyzoncie. Odgłos mógł wyrażać jakiś zawód, smutek, czy nawet frustrację, ale jego mimika pozostawała niezmienna.
- Czyli to pewnie jedynie marna klątwa. - Poluźnił się natomiast nieco chwyt jego dłoni na jej osuszonym już ramieniu. Wtedy z ust opiekunki padło zdanie, które wprawiło Freya w swego rodzaju szok, podczas gdy jego wzrok wlepiony był w dość odległą już, ale wciąż szalejącą pożogę. Finka z pewnością mogłaby wykorzystać ten moment zadumy na efektowną próbę ucieczki. Jeśli złodziejka spróbowała się wyrwać i dać nogi za pas to piekielny niemal natychmiastowo, jakby pstryknięciem wybudzony ze swoistego letargu doskoczył do niej i już znacznie mocniej złapał ją za kark tak, że stopy wciąż próbującej biec dziewczyny zostały oderwane od podłoża a ona sama z łatwością uniesiona, zawrócona i postawiona ponownie na grunt, przed nim, twarzą w kierunku płonącej mieściny. W przypadku gdy jednak jakimś cudem nie próbowałaby uciekać, to została zwyczajnie uwolniona z przygważdżającego uchwytu, po czym gestem prawej dłoni zaproszona do stanięcia przed nim i zwrócenia się w tym samym kierunku, gdy jego druga dłoń zajęła tym razem jej drugie ramię. Pośrednio przyczyniając się do jego schnięcia. Frey stojąc za dziewczyną zwrócił się jednak do Rakhszasy.
- Ojeeeej, woda jej sprawia cierpienie... o nie... Czy Ty widzisz, co tam się stało? Ona puściła z dymem całą mieścinę, usmażyła żywcem ludzi a ci, którzy przeżyli pewnie zdechną nim nadejdzie wiosna. Z głodu albo na mrozie tuląc spopielone zwłoki swoich bliskich. - łowca nieco się uniósł. Prawdopodobnie nawet czarodziejce nie przytrafiło się go widzieć w takim wydaniu, pomimo ich dość licznych już przygód. Puścił małą, może odrobinkę wskazując jej kierunek lekkim pchnięciem.
- Jeśli chcesz się porządnie wyspać to dziś jest ostatnia okazja, od jutra czas wracać na trakt. - oznajmił opiekunce z przywróconym w mgnieniu oka opanowaniem.
- Jak chcesz odpocząć, wyschnąć, zjeść coś i się wyspać to pójdziesz z tą miłą panią. W przeciwnym wypadku idziesz ze mną. - dał małej wybór wykazując się ogromem hojności.
- Tylko bez żadnych sztuczek. Bo i tak cię znajdę. - dodał po chwili nachylając się do niej.
- A Ty miej na nią oko i wypocznij, moja najmilsza opiekunko. - powiedział do Rakh podnosząc się, po czym odwrócił się i skierował w stronę lasu, rzucając jeszcze przez ramię.
- Zrobię zwiad i zorganizuję nieco prowiantu. Znajdę was na trakcie o świcie. - ruszył przed siebie, prawą ręką machnął w dół, jakby chciał z niej coś strzepać, rozłożył dłoń a jego palce przemienione zostały w onyksowe pazury przeplatane ognistymi nićmi niby ozdoby na szatach zamożnych książąt. Chwilę później jego dłoń stanęła w płomieniach, które następnie, po tym jak wyciągnął ją przed siebie miały mu służyć za swoistą ludzką pochodnię. No, prawie ludzką.
Awatar użytkownika
Rakhszasa
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 74
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Opiekun
Profesje: Mag , Szaman
Kontakt:

Post autor: Rakhszasa »

- Frey, nie widziałam jeszcze w tobie tyle emocji - powiedziała szczerze zaskoczona czarodziejka. - No spaliła pół wioski, prawda, zdarza się najlepszym... - mrugnęła do Finui. W miarę jednak jak kontynuował wypowiedź, jej wyraz twarzy zastygał.
- Nie martw się o ich plony i dobytek. Moją pracą, kiedy jeszcze byłam w szlachetnym gronie Opiekunów, było troszczenie się o ludzkie, przyziemne sprawy. Zamierzałam poczarować sobie troszkę na ich korzyść, jak w końcu pójdą spać. Ale co racja, to racja, życia zwrócić nie dam rady. I przyznam szczerze, myślałam, że nie ma ofiar w ludziach... - dokończyła sucho.

- Nabroiłaś, mała - powiedziała nachylając się nad Iskrą. Tym razem mając poważny wyraz twarzy.
- Przecież nie możemy teraz tak po prostu wrócić do gospody - zwróciła się do Freya. - Jest szansa, że ktoś widział dziewczynę, albo oskarżą kogoś z nas o podpalenie przez... no cóż, "niedzisiejszy wygląd", a nie chcemy chyba dobijać drugiej części wioski, jak wyskoczą na nas z widłami, co!? Nas też czeka obozowanie z dala od wzroku tych wieśniaków.. - urwała.
- ...poradzę sobie - rzuciła do Freya, dziwnym głosem, po chwili.
Najmilsza opiekunko... nie wiedzieć czemu, twarz Rakhszasy oblał rumieniec. To określenie biło się echem po jej głowie, kiedy patrzyła, jak Piekielny szedł w stronę lasu. Może rzucił to ironicznie?... Być może. Ale czarodziejce wcale a wcale nie podobało się to, jak jej ciało zareagowało na rzuconą przez niego niedbale kwestię. Pokiwała głową na boki, próbując na powrót skupić się na otaczającej ją rzeczywistości. Jeszcze trochę, a zapomniałaby o sprawczyni całego zamieszania przecież.

- Jak chcesz iść ze mną, to musisz być grzeczna. Dostaniesz jedzenie i posłanie w jakimś ładnym szałasie czy coś. Tylko najpierw przejdziemy się trochę naprawić po tym wypadku. Tylko postaraj się być najciszej, jak potrafisz.
Rakhszasa narzuciła na siebie ciemny kaptur. Zaczekała, aż mała podejmie decyzję, za kim chce podążać dalej.

Czarodziejka skierowała się w stronę pól uprawnych. Wszelkie plony były już dawno zebrane, a ziemie zaorane pługami, przygotowane na zimę. Jeśli większość dobytku tych wieśniaków spłonęła, czeka ich głód. Dlatego właśnie w tym momencie nikomu przez myśl nie przejdzie wałęsać się po tych pustych ziemiach, kiedy należy ratować resztki zapasów.
Uklęknęła przed zimnym gruntem, kładąc ręce przed pustymi grządkami. Zaczęła mruczeć pod nosem, zamykając oczy w skupieniu. Na początku nic się nie działo. Po kilku chwilach jednak pola zaczęły zapełniać się kiełkującymi roślinami. Zboża, warzywa, zielone liście na drzewach i kwiaty. Wszystko zaczęło dojrzewać w niesamowicie szybkim tempie. Z białych kwiatów nagle zaczęły tworzyć się owocnie, później rumieniły się wiśnie i jabłka. Kukurydze i pszenice urosły wysokie, kołysząc się do wiatru. Dynie zaokrąglały się tak bardzo, że zdawałoby się, że zaraz wybuchną...
Ziemie w promieniu kilku kilku mil uginały się od urodzaju.
Sprawowanie tego czaru trwało jednak niemalże godzinę. Czarodziejka wstała, dysząc jak po lekkiej przebieżce.
- To... męczący sport - rzuciła. - Pora stąd zwiewać i zacząć rozglądać się za miejscem do spania.
Awatar użytkownika
Finua
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Artysta , Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Finua »

        Tak właściwie sytuacja Iskry nie była taka zła. Może została przyłapana na bardzo gorącym uczynku rozpoczęcia pożaru, jednak para, która ją złapała nie przejawiała ochoty na wyciąganie jakichkolwiek konsekwencji. Po prawdzie nadal była trzymana w żelaznym uścisku, jednak to nie mocny chwyt a zachowanie mężczyzny martwiło złodziejkę najbardziej. Frey był podejrzliwy, nieustępliwy i dziewczyna nie potrafiła wyczytać nic z jego mimiki. Mimo wszystko, czuła się zaskakująco wręcz spokojna. Przynajmniej, dopóki nie usłyszała, że jej stan to tylko "marna klątwa". Wciąż nie mogła się rozwścieczyć, ale poczuła delikatne ukłucie żalu. Jej życie wywróciło się do góry nogami, a dla tego cwaniaczka było to coś tak nieważnego. Na szczęście poluźnił chwyt na jej ramieniu, dając jej znacznie więcej swobody. Na początek odepchnęła się tylko od pnia i zakołysała lekko, by stanąć jak najpewniej i sprawdzić swój balans. Może wyglądała bardzo niepozornie, ale nadal była całkiem niezłym złodziejem oraz kuglarzem, a w swoich pokazach wykorzystywała wiele elementów akrobacji. Obserwowała spod byka oboje przez kilka uderzeń serca, kciuki wciąż trzymając zatknięte za pasek. Jej zdaniem popełnili wielki błąd, tak po prostu ją puszczając. Dodatkowo, kobieta nie stała bezpośrednio przy niej, a mężczyzna zapatrzył się w przestrzeń. Ciężko wyobrazić sobie lepszą okazję do ucieczki, Finua wykorzystała ją więc natychmiastowo. Rzuciła się do biegu, jedną dłoń opierając dla stabilności o pień, a drugą trzymając zwisającą z ramienia torbę. Zrobiła może sus czy dwa, zanim pisnęła krótko, czując gwałtowny chwyt za kark i stopy odrywające się od ziemi.
        Postawiona znów bezpiecznie na twardym gruncie, fuknęła tylko jak obrażone kocie i splotła ramiona na piersi, wyraźnie naburmuszona. Właściwie nie miała Freyowi za złe, że ją złapał. Choć skorzystała z najlepszej, jak dotąd, szansy na uwolnienie się od tej dwójki, wciąż była ona tak naprawdę niewielka. Tyle dobrze, że mężczyzna łaskawie suszył jej ubranie, najpewniej magią. Na jego słowa Iskra obróciła głowę, by móc widzieć go chociażby częściowo i wywróciła oczami. Nie lubiła zabijać nikogo, jednak życia ludzi z podpalonej wioski nie obchodziły jej zbytnio. Jej zdaniem zdecydowanie przesadzał.
        - O to, to! - Finua przytaknęła, klasnąwszy w dłonie, gdy Rakhszasa stanęła w jej obronie. Zaraz jednak spochmurniała i wróciła do wcześniejszej obrażonej pozy. - No się wzięło i zjarało, i co? A żyją, czy nie żyją, pies z nimi. Kiego drążycie? Jedna wiocha w tę czy w drugą, wielkie mi co. Wyście to chyba nigdy nie widzieli, co potrafi kilku zbrojnych odwalić, nie?
        Kuglarka burczała pod nosem, na wpół do siebie. Nie podobał jej się kierunek, w jakim zmierzała rozmowa. Na szczęście została przerwana przez Freya, który popchnął ją nawet delikatnie, czym zasłużył sobie na nieprzyjazne spojrzenie przez ramię. Otrzymawszy niezbyt ciekawy wybór, Iskra przeciągnęła powoli wzrokiem po obojgu towarzyszach. Odpowiedź z początku wydawała się oczywista. Kobieta wyglądała na taką, której mogłaby uciec z łatwością. Groźba mężczyzny wydawała się jednak dość realna, w końcu mógł mieć węch jak wilkołak, diabli go wiedzieli. Na słowa Rakhszasy znów wywróciła oczami, po czym pstryknęła palcami, spomiędzy których wyprysnęło kilka iskierek.
        - Jak się zaczęło jarać, byłam w stodole, w środku, nie? Nikt nie widział, że to ja, tylko jak wyłaziłam. - Złodziejka zaczęła poruszać nadgarstkami i kręcić stopami, jakby chciała rozgrzać mięśnie. Co chwilę pstrykała dźwięcznie, choć nie zawsze towarzyszyły temu gestowi dodatkowe efekty. Wyraźnie był to swoisty odruch. - Się czepiacie mnie bez powodu. Jakby mnie gnojek nie zaatakował i nie wnerwił, to by się nic nie stało. To nie jest moja wina!
        Dziewczyna znów zaczynała się powoli denerwować. Starała się oddychać równo i głęboko, jednak jej ruchy stawały się coraz bardziej gwałtowne, a oczy ciemniały powoli. Przynajmniej do momentu, gdy spojrzała na odchodzącego Freya i zobaczyła, co stało się z jego ręką. Wtedy nagle zastygła w bezruchu, by zaraz potem doskoczyć zgrabnie do czarodziejki.
        - Ja cię, widziałaś? Klasa, co? - Kuglarka aż zaklaskała w dłonie, wyraźnie zachwycona nietypowym widokiem. - Skąd on to umie, co?
        Gdy Rakhszasa znów zaczęła mówić o nieszczęsnym pożarze, Iskra westchnęła ciężko, tracąc cały zapał do czegokolwiek.
        - Nie mogę spać w szałasie, czy w żadnym budynku. Coś mi się przyśni i wszystko się zacznie palić. Weźcie mnie zostawcie w spokoju, chociaż dla siebie, nie? Ale szama zawsze chętnie - dziewczyna oznajmiła nieco pogodniejszym tonem. Chociaż użyte na niej zaklęcie tłumiło dość mocno emocje, nadal te zmieniały się w niech wręcz nieustannie. Musiało być to dość męczące, jednak Finua wydawała się nie zwracać na to uwagi. Nagle zaczęła chichotać, zasłaniając usta jedną dłonią, jakby coś ją rozbawiło. - Lepiej to ty staraj się być cicho.
        Nie zamierzała przyznawać się, że była złodziejką, ani dlaczego została wcześniej zaatakowana. Przez kilka sekund grzebała w podróżnej torbie, poprawiając ułożenie kilku przedmiotów, po czym ruszyła wraz z nową towarzyszką. Po prawdzie nie była wybitną specjalistką w skradaniu się, ale krok miała delikatny i sprężysty jak rasowy kotołak. Specjalnie szła za czarodziejką, by ułatwić sobie zadanie i móc stawiać stopy dokładnie na jej śladach. Dzięki tej prostej sztuczce była pewna, że nie powinna nastąpić na nic, co mogło wydawać jakikolwiek dźwięk, którego nie wywołała Rakhszasa.

        Gdy dotarły do pól, Finua nie rozumiała jeszcze, jakie plany miała druga kobieta. Obserwowała ją więc uważnie, w pierwszej chwili zachwycona widokiem pierwszych kiełkujących roślin. Łaziła bezczelnie między grządkami, zrywając czasem pojedynczą roślinkę, której przyglądała z ciekawością. Kilka razy próbowała zagadać czarodziejkę jakimiś błahymi pytaniami, ta jednak zdawała się zbyt skupiona na wykonywanych czynnościach. Wreszcie dziewczyna zaczęła się nudzić. Rozważała ucieczkę, w końcu mogłaby odejść całkiem daleko. Na miejscu trzymała ją groźba Freya. Zaczynała podejrzewać, że mógł być magiem, a doświadczenie z Constantinem nauczyło ją, aby nieco mniej ich lekceważyć. Kuglarka wciąż nie do końca rozumiała, co też planowała Rakhszasa. Znudzona, wyjęła kilka piłeczek i zaczęła żonglować nimi, ćwicząc sztuczki, z którymi miewała jeszcze drobne problemy, jak wykonanie salta bez przerywania pokazu. Podczas całego procesu zdążyła kilka razy oddalić się, wrócić, potrenować kuglarski fach, obejść czarodziejkę dookoła, walcząc z chęcią dźgnięcia jej palcem pod żebro, położyć się, gapiąc w niebo i ponownie zacząć wszystko od nowa. Przestała dopiero, gdy zobaczyła dojrzewające plony i pojęła plan kobiety.
        Gdy czarodziejka skończyła i zaczęła się podnosić, Finua stała zwrócona do niej plecami. Podróżna torba leżała porzucona kilka kroków dalej.
        - Po co? - zapytała cicho, przesadnie spokojnym, głuchym tonem. - Wiesz, że pewnie tego nie ruszą, nie? We wsiach często boją się magii. Zwłaszcza, jeśli modlą się do Najwyższego. I wiesz, że oni by ci nie pomogli, nie? Jakbyś przyszła prosić o suchy chleb, poszczuliby cię psami. Albo gorzej.
        Finua odwróciła się powoli, by móc widzieć towarzyszkę. Już od dobrej chwili zaczynała ogarniać ją furia, przez co nie tylko jej oczy zmieniły wygląd. Spora część widocznej skóry stała się czarna i spękana, ukazując buzującą pod spodem lawę. Z ubrania miejscami unosiły się delikatne smużki dymu, a sama Iskra trzymała dłoń na rękojeści szabli, choć wydawała się nieobecna. Oddychała coraz ciężej i bardziej chrapliwie, wykrzywiając twarz w gniewnym grymasie.
        - Nikt z nich nie zasłużył na pomoc. Nikt z takich wiosek nie pomaga przybłędom. Powinnam była spalić ich wszystkich! A ty jeszcze chcesz uciekać, bo się barany zeźlą, co?!
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 67
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Frey zaiste znajdował się w dość nietypowym dla siebie stanie. Był w stanie go wyjaśnić przed samym sobą, ale zdecydowanie nie przed innymi. Nie potrzebował i nie zamierzał tego robić, stąd wraz z upływem czasu tłumił wzbierającą w nim złość ukierunkowaną na ignorancką podpalaczkę. Fakt, że ze względu na dość nietypową sytuację Rakhszasa po długim czasie mogła w końcu zobaczyć go z tej, nieco bardziej "ludzkiej" strony wzbudził w nim odrobinę mieszanych uczuć, jakby nie do końca tego chciał. Zabawne, by piekielny Łowca Dusz bał się tak przyziemnej rzeczy jak emocje. Właściwie straty, które wraz z buchającą gorącem pożogą rozlały się na te dotychczas spokojne ziemie nie robiły na nim zbytniego wrażenia. Chodziło raczej o relatywne wydarzenia sprzed wielu lat, których to wspomnienie poruszyło nieco nieporuszoną dotychczas emocjonalność piekielnego.
Ogień na horyzoncie w zasadzie sięgał już nieba, podobnie miewał się stan wzbierającej w piekielnym złości, żeby było ciekawiej ukierunkowanej bezpośrednio na winowajczynię całego zamieszania. Średnio docierały do niego wszelakie wytłumaczenia, ale nawet gdyby były zgodne z prawdą to wplatana między nie absolutnie pozbawiona sensu i ignorancka paplaniny wydobywająca się z jej wiecznie otwartej buźki doprowadzała go do pewnej granicy. Jeśli ktokolwiek byłby ciekawy, w którym momencie ta cienka linia zostanie przekroczona, to może być zapewniony, że tego rodzaju ciekawość zaprawdę stanowiłaby pierwszy stopień do piekła. Frey skinął jedynie do Rakhszasy patrząc jej w oczy.
- O to, to! - Finua przytaknęła, klasnąwszy w dłonie, gdy Rakhszasa stanęła w jej obronie. Zaraz jednak spochmurniała i wróciła do wcześniejszej obrażonej pozy. - No się wzięło i zjarało, i co? A żyją, czy nie żyją, pies z nimi.
- I czort z tobą. - to powiedziawszy przyłożył swoje demoniczne łapsko a w zasadzie to dwa przypominające kolce z litej czarnej stali pazury tuż pod jej lewą łopatkę. Zacisnąwszy drugą dłoń wdarł bezpośrednio w umysł Finki ból rozrywanej na plecach skóry i z wolna penetrującego ją ostrza, sięgającego prosto w jej zbrukane własnym poczuciem moralności serduszko. Z pomocą magii wyrwał szarpiącym ruchem ostrze, które mogły czuć receptory podpalaczki, ale które nigdy nie znalazło się faktycznie w jej organiźmie. O całym procesie wiedział wyłącznie on i wyszczekana młódka. Dopiero wtedy odwrócił się i ruszył w swoją stronę, rzucając przez ramię przekornie:
- Tym też nie przejąłby się zupełnie nikt, prawda? -

Nie odwrócił się więcej w kierunku dziewcząt. Wiedział, że w razie potrzeby Rakhszasa znajdzie sposób, by się z nim skontaktować. Jego terapią na tę chwilę było to, w czym rzekomo odnajdował ukojenie od niemalże zawsze w takich momentach - skupienie się na celu. Wiatr targał płomieniem jego nietypowej pochodni wyjątkowo agresywnie, nawet jak na tę porę roku. Wierzgający płomień mogący być swego rodzaju metaforą dla buzujących w piekielnym emocji uspokajał się jednak z każdą chwilą. Kiedy Frey był już zupełnie sam i oddalił się nieco od pozostałych zdecydowanie łatwiej przychodziła mu stabilizacja tego stanu, wszak nie był co dosłownie parę sekund prowokowany absurdalnie niepasującymi do jego postrzegania świata wypowiedziami pewnej iskierki. Zabawne, że będąc podpalaczką Finua miała też wyjątkowy talent do stawiania w płomieniach gniewu napotkanego łowcę dusz, który zazwyczaj wykazywał się pomimo swojej profesji nieco chłodniejszym podejściem. Cóż, być może będąc wyjątkowo utalentowaną i wprawioną w swoim kunszcie Finka nawet nie wiedziała do czego jest zdolna. Oby nie miała więcej chęci się przekonywać.
Frey właśnie minął ścianę drzew i wszedł w nieco gęstszy las. Przydusił nieco płomień, zmniejszając go stopniowo i przyzwyczajając tym samym wzrok do otaczającego go mroku. Do przenocowania potrzebne było minimum odrobinę drewna na opał, jakieś mięso. Wygody są takie zbędne i ludzkie. Kto by się przejął obłąkaną przed demona kuglarką. Odmrozi sobie to i tamto to sobie odmrozi, kto by drążył, nie?
Nie ważne, najpierw polowanie. Może nie będzie to nawet danie na poziomie przydrożnej gospody, ale ponoć kobiety lubią jak mężczyzna gotuje, toteż Frey zaplanował na dzisiejszy wyjątkowy wieczór pieczoną dziczyznę. Największą trudność sprawiło mu jednak spacerowanie w poszukiwaniu rzeczonej dziczyzny. Trochę się nachodził, zanim odnalazł świeży trop... kto by pomyślał, że ogromny pożar w pobliżu pognał zwierzynę w przeciwnym kierunku. Podjąwszy pościg celem optymalizacji czasu wykonania zadania przyjął swoją pierwotną formę. Zaczął od drugiej dłoni, którą zacisnął z całej siły w pięść by po chwili rozluźniając ją wydobyć na zewnątrz czarne wyposażone w pazury łapsko. Przykucnął na moment i skulił się, kiedy jego skórę pokrył ogień dosłownie na moment po tym, jak jego ubiór się zdematerializował. Ogień zamieniał się z czasem w czarne ciało stałe, przypominające magmowy pancerz a na jego plecach ukruszywszy jeszcze możliwą do formowania gorącą magmę pojawiły się piekielne skrzydła. Teraz polowanie będzie banalnie proste. Piekielny nieco liczył, że obejdzie się bez tego i będzie mógł po prostu dorwać jakąś zwierzynę we śnie, ale cała ta gorąca sytuacja niestety mu to uniemożliwiła. Ogień na jego dłoni wygasł doszczętnie, za to z metalowym szczętem pojawił się w niej jego miecz. Otworzył szeroko zupełnie blade oczęta o pionowych źrenicach i przeskanował wzrokiem, który zdawał się widzieć każde uderzenie serca zwierzątek obranych na cel ze śmiertelną precyzją. Pościg nie trwał długo. Gdy tylko Frey oderwał się od podłoża ruszył prosto na cel. Może i nie był to zwinny i bezszelestny sus, ale wystarczająco brutalne i precyzyjne rozegranie, by jednym ciosem osiągnąć wyznaczony cel. Najpierw w błoto padł łeb jelenia przyozdobiony pięknym porożem a chwilę później jego lubej z nadal otwartymi oczkami, zupełnie jakby śmierć nadeszła tak szybko, że biedaczka nie zdążyła nawet się zorientować, że czas odejść.
Zbieranie patyczków w tym stanie to nie było prawdopodobnie właściwe zajęcie dla Freya, zatem nie tracąc tempa począł czynić to, w czym aktualna jego wersja była po prostu najlepsza. Pewnie trzymając olbrzymi miecz w swoich dłoniach począł ciąć najbliższe mu nadające się na drewno opałowe drzewa. Suche i stare nie stawiały absolutnie żadnego oporu a odlatujące od uderzeń odłamki lądowały nawet parę metrów od samego miejsca drzewkowej rzezi. Po krótkiej sesji właściwego treningu bojowego z udziałem okolicznej fauny i flory Frey oddał ostatni cios, tnąc starą sosnę horyzontalnie, na wysokości swoich ramion a ta, cóż, ugięła się pod siłą piekielnego, zachwiała wytrącona z równowagi na jesiennym wietrze i powoli runęła łamiąc kolejne gałęzie pobliskich drzew aż ostała na pobliskiej skale. Frey zatrzymał się i zdematerializował miecz. Trzeba było wrócić po mięso i podnieść nieco łupu po tej "rzezi po wegańsku". Być może przy okazji znajdzie jaskinie w pobliżu tych skał. O ile Rakhszasa i ich wspólny kłopotek o niewyparzonym języku nie wpadły w międzyczasie na inny pomysł...
ODPOWIEDZ

Wróć do „Elisia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość