Oglądasz profil – Irath

W tej karcie postaci zostały wprowadzone zmiany i wymagają one ponownej akceptacji
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Irath
Rasa:
Smokołak
Płeć:
Kobieta
Wiek:
148 lat
Wygląda na:
20 lat
Profesje:
Uzdrowiciel, Zielarz, Łowca
Majątek:
Bez grosza
Sława:
Nieznany

Aura

Siłę emanacji można zakwalifikować do tych przeciętnych. Poświata natomiast przybiera odcień słabego topazu, w którym widnieją szmaragdowe pasma, falujące delikatnie i przywodzące na myśl zorzę płatną. Powłoka skąpana została w barachicie, przeprószonym rtęciowym pyłem. Ponadto całość otacza kobaltowe pasmo niczym jedna, szeroka wstęga. Wokół słychać liczne głosy, choć nikogo nie widać, można wychwycić nawet śmiech dzieci. Smród dymu sprawia, że wszystko zanika, jakby zatonęła gdzieś w głębokie, szarej mgle. Wciąż jednak można poczuć niezwykłą twardość powierzchni, a przy tym absurdalną giętkość. Trzeba uważać, bo tu i ówdzie powierzchnia jest bardzo nieregularna I tak chropowata, że momentami wręcz ostra. Choć gdzieniegdzie widać jej elementy gładkie niczym tafla jeziora. Wywołuje suchość w gardle i delikatną lepkość na języku.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Irath
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Irath

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 miesiąc temu
Ostatnio aktywny:
10 godziny temu
Liczba postów:
5
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.10)
Najaktywniejszy na forum:
Ostatni Bastion
(Posty: 2 / 40.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Droga do miasta
(Posty: 2 / 40.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile

Brak profili posiadających połączenia.

Atrybuty

Krzepa:silny, raczej wytrwały, wytrzymały
Zwinność:zręczny, bardzo szybki
Percepcja:kiepski węch, pozbawiony smaku, pozbawiony czucia, czuły zmysł magiczny
Umysł:bystry, błyskotliwy, b. silna wola
Prezencja:Ładny, barbarzyński, przekonywujący

Umiejętności

Walka bez broniMistrz
Walka z wykorzystaniem tego, czym obdarzyła ją matka natura. Szpony, ogon, od biedy nawet rogi.
AlchemiaEkspert
Niektóre rzeczy łatwiej wyleczyć dobrą maścią czy naparem niż magią.
MedycynaEkspert
Jako uzdrowiciel wojowników, musiała opanować medycynę by rozpoznawać potencjalne choroby i dolegliwości, ale także być w stanie lepiej je leczyć.
Warzywny muzykantEkspert
[loteria] Postać potrafi wytwarzać instrumenty z warzyw oraz grać na nich.
ZielarstwoBiegły
Z czegoś trzeba robić maści.
Czytanie AurBiegły
Umiejętność którą opanowała dość przypadkowo, podczas studiowania magii życia.
BestiologiaZaawansowany
Bądź co bądź, jej plemię żyło z polowania. Każdy członek powinien znać to, co może go zaskoczyć we śnie.
TropienieZaawansowany
PolowanieOpanowany

Cechy Specjalne

Przemiana w smoka i hybrydeRasowa
LatanieRasowa
Mowa smokówRasowa
NiewrażliwośćKlątwa
Rytuał rzucony przez szamanów plemienia, który pozbawia jej ciało zdolności odczuwania bodźców cielesnych, bólu, przyjemności, dotyku, ale też smaku.

Magia: Inkantacje

ŻyciaMistrz
Według tradycji plemiennej, każda kobieta powinna być w stanie wspierać swoje plemię, dlatego została jej przekazana wiedza na temat magii życia.

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

	Jaka jest Irath? Przyjaciele określają ją jako spokojną, miłą i sympatyczną. I dla większości obcych faktycznie taka może być, jednak to zaledwie wierzchołek góry lodowej. 

Przede wszystkim, jest nieprzewidywalna. Wiele ludzkich zachowań, wydaje jej się bezsensownych. Głupich. Których nie jest w stanie zrozumieć. Całę życie uczyła się, by brać tylko tyle ile trzeba. By szanować życie, by być przydatną plemieniu w którym się żyje, a teraz poznawała świat zupełnie inny. Świat w którym ludzie walczyli z sobą, nienawidzili się i byli w stanie zabijać za kilka metalowych krążków. Świat głupich ludzi którzy nie pracują, tylko żerują na innych. Drażniło ją to.
A jeszcze bardziej drażniły ją zasady, które Ci głupi ludzie wymyślili.
Moralność... bezsensowny wytwór głupich ludzi, którzy musieli się dowartościować, tworząc zbiór idiotycznych reguł. Zasady ubioru? W ich plemieniu nagość była czymś naturalnym. Niemalże podczas każdego święta ludzie tańczyli i bawili się nago, by nie krępować swoich ruchów. Najwidoczniej Ci ludzie powiązali nagość z miłością.
Nie rozumiała tego. Nagość, seks. Były tylko dla potomstwa, które potem było wychowywane przez plemię. Dzieci były najważniejsze bo to one stanowiły przyszłość klanów a miłość? Owszem, znała ją. Kochała swój lud, swoich przyjaciół. Niektórych bardziej, innych mniej. Nie potrzebowała udowadniać tego przez kopulacje z nimi. Wystarczyło jej to, że byli przy niej.

Ludzie mieli wiele dziwnych praw. Jednak jedno jej się podobało. Nie wolno było zabijać istot z ras rozumnych. Mimo iż go nie rozumiała. W końcu po co ktoś miałby chcieć zabijać swój lud? To jednak podobało jej się to ograniczenie. Sama nie miała żadnych zahamowań. Jeśli potrzebowałaby jedzenia, nie zawahałaby się zabić w tym celu człowieka. W końcu jej plemię wyznawało tylko jedną zasadę. Przetrwanie. Dla niej ludzie czy elfy nie byli niczym innym jak inną, nieco inteligentną rasą która żyje w dużych grupach. I musiała przyznać, kilka razy już na nich polowała, gdy zapuścili się zbyt blisko ich obozu. Nie ma nic lepszego gdy zwierzyna sama przychodzi do łowcy

Irath potrafi być zaskakująco bezwzględna, bardzo ciężko ją przekonać by zmieniła zdanie, chociaż zazwyczaj stara się podjąć logiczną i przemyślaną decyzje. Nie kieruje się emocjami i zazwyczaj bardzo ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Do obcych podchodzi z nieufnością, jednak nie zawsze. Gdy uzna że jej rozmówcy wyglądają przyjaźnie i jest bezpieczna, potrafi być zaskakująco wesołą i radosna. Zwłaszcza wśród dzieci, gdzie potrafi być nawet dziecinna i dołączyć się do ich zabawy, nie przejmując się pogardliwymi spojrzeniami niższych istot. Dzieci bowiem są jedynymi, wobec których dziewczyna ma słabość. W ich plemieniu każdy się nimi zajmował, bawił się z nimi, chciał im zapewnić tyle radości i zabawy ile tylko się dało. Najwidoczniej nadal w niej to siedziało.

Oczywiście nie jest głupia. Zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jej kultura różni się od kultury innych istot i jak dziwnie te na nią zerkają, jednak nie zamierza się zmieniać. Mimo iż nie jest przesadnie dumna i umie przyznać się do błędu, nie widzi tego w swoich tradycjach.

Wygląd

	Mimo przynależności do tak potężnej rasy jak smokołaki, sylwetkę Irath nie sposób określić jako potężną czy masywną. Przynajmniej według standardów jej plemienia. 
Ludzie pewnie odnieśliby zupełnie odmienne wrażenie gdyż nie sposób przeoczyć tak charakterystycznych cech jak para potężnych, skórzastych skrzydeł, rogi czy masywny ogon kołyszący się delikatnie z tyłu.

Jak dokładnie wygląda Irath? Zaczynając od rogów, są one rozdzielone u nasady, tworząc coś na kształt łuski nasuwającej się na delikatnie poskręcanym rogu o barwie przypominającej plagioklaz. Umieszczone są one bo bokach, nad parą szpiczasto zakończonych uszu, przypominających te elfie.
Włosy, o mlecznej barwie delikatnie rozczochrane, jednak mimo wszystko zadbane, sięgają do barków, będąc dłuższymi jedynie z tyłu, gdzie swobodnie opadają na plecy, zasłaniając nasadę skrzydeł. Podobnie jest z grzywką, która opada na czoło, jednak nie zasłania ona jasnych, niebieskich oczu o charakterystycznej, pionowej źrenicy. Barwa ta jest cechą charakterystyczną wśród kobiet jej plemienia.

Mimo masywnych rogów, a może to właśnie przez nie? Jej twarz wydaje się delikatna, okrągła o drobnym, lekko zaokrąglonym nosie i jasnej karnacji. Mimo iż wiele smokołaków posiada ciała pokryte łuską, nie jest to cecha bezwzględna, dzięki czemu jej skóra jest gładka i delikatna niczym jedwab. Dopiero na przedramionach widać wcześniej wspomniany smoczy pancerz, gdzie zaczynają pojawiać się początkowo drobne, lecz później masywniejsze i większe łuski, okalające również jej dłonie. Na palcach ponownie stają się one mniejsze, jednak równie twarde i wytrzymałe, ustępując wytrzymałością jedynie potężnym pazurom.

W normalnym życiu szpony nie są problemem, jednak gorzej jest podczas wykonywania precyzyjnych czynności, czy doborze ubioru. Mimo iż nie odczuwa zimna ani ciepła, jej ciało wciąż było na nie podatne. Z tego powodu większość jej ubioru jest dość prosta, przeważnie posiadająca wielki otwór, wycięty z tyłu i po bokach, by zrobić miejsce na skrzydła, ogon i ręce. Mimo iż widok mógł wydawać się nieprzyzwoity dla normalnych ludzi, w końcu w ten sposób widać było jej całe plecy, częściowo dobrze zaokrąglone półdupki i dość pokaźne piersi, jednak w ich wiosce nikt nie zwracał na to uwagi. W końcu... każdy miał ten sam problem.

Ostatnim wartym wspomnienia elementem jest ogon. Długi, masywny, pokryty twardymi, wytrzymałymi łuskami, jednak mimo swoich wymiarów, dziewczyna sprawia wrażenie jakby był on zwykłą iluzją. Jest to spowodowane latami polowań, podczas których nawet najmniejszy dźwięk mógł spłoszyć zwierzynę. Nauczyła się poruszać cicho, z delikatną, niewymuszoną gracją, zupełnie jakby płynęła w powietrzu.

W formie smoczej, jak można się spodziewać, wygląda niczym przeciętny przedstawiciel swojej rasy. Cechami wyróżniającymi ją na tle innych są przede wszystkim jasne, mleczne łuski, para szafirowych oczu ale też jej charakterystyczne rogi, gdyż ciężko jest spotkać dwa smoki o identycznych wzorach.

Historia

	Irath przyszła na świat w dość nietypowym plemieniu, bowiem każdy jego członek należał do niezwykle rzadkiej, niemalże wymierającej rasy, jaką były smokołaki. 
Unikający świata i ludzi, wędrowny lud z czasem wytworzył swoje własne tradycje i zwyczaje a jedną z nich była pora w jaką na świat przychodziły dzieci. Wiosna, bądź wczesne lato, gdyż dzięki temu mieli większe szanse przetrwać surową zimę, ale było to też powiązane z rytuałem. Jej własne urodziny przypadły w trakcie wiosennego aspektu, co zadecydowało częściowo o przyszłości dziewczyny.

Pierwsze kilka miesięcy była pod opieką biologicznej matki. Mimo że ich społeczność była stosunkowo duża, wydawanie na świat potomstwa zachodziło stosunkowo rzadko. Z tego powodu, każde dziecko w ich plemieniu traktowano jako swego rodzaju dar i otaczano je wyjątkową opieką. Pierwsze kilka miesięcy było jednak wyjątkiem, gdyż podczas nich tylko matka miała dostęp do dziecka, przygotowując je do rytuału który odbywał się w środku lata. Przeprowadzany zazwyczaj przez dwójkę, lub trójkę szamanów, potężny czar który mógł być rzucony tylko tego jednego dnia. Czar ten pozbawiał niemowlę dwóch rzeczy. Pierwszą z nich była zdolność odczuwania. Ból, przyjemność, dotyk, temperatura. Nikt w ich plemieniu nie znał tych odczuć jako że każdy był ich pozbawiony krótko po urodzeniu. Ona nie była wyjątkiem. Drugą cechą której z powodu zaklęcia, byli pozbawieni członkowie jej ludu był smak, dzięki czemu są w stanie zjeść praktycznie wszystko, tak długo jak jest to jadalne.
Po rytuale zazwyczaj świętowano, gdyż od tego dnia dziecko przechodziło również pod opiekę innych kobiet, tworząc pierwsze więzi, dzięki którym niemalże każdy członek plemienia stawał się jej rodziną.

Pierwsze kilka lat było spokojnych. Jako dziecko, miała przywilej rozrabiać i się wygłupiać, jednak wciąż miała obowiązek się uczyć. Nie znali bólu, zimna ani ciepła, dlatego od najmłodszych lat wpajano jej ostrożność i czujność, ale nie strach. Uczyli ją by sprawdzać czy nic jej się nie stało i że lepiej iść do uzdrowiciela niż ryzykować. Opowiadali jej o najróżniejszych istotach, takich jak wielkie niedźwiedzie przy ognistych skałach, na które musiał polować każdy mężczyzna który chciał zostać uznany za wojownika, czy te, które mogły być jadalne, bez ryzyka zatrucia. Nie były to tylko historyjki mające na celu zabawienie młodej Irath. Była to jednocześnie niezbędna wiedza o otaczającym ją świecie i istotach, które mogła spotkać na swojej drodze
Początkowo była to wiedza czysto teoretyczna. Zmieniło się to dopiero gdy miała około siedem lat, gdy ich lud powoli zbliżał się w stronę wulkanu Sori-Andu i pewnej nocy do ich obozu wpadł przypadkowy Vettippu zaskakując jednego z strażników i zabijając go, nim reszta zdążyła powalić zwierze.
Ta noc utkwiła jej w pamięci. Nie bała się. Jedynie zrozumiała jak potężne i niebezpieczne potrafią być istoty, na które polowali mężczyźni. Jeden niedźwiedź był w stanie zabić ich strażnika. Znała go, często widziała jak ćwiczy z innymi. Wiedziała że ciosem pięści był w stanie powalić większość małych, a nawet średnich zwierząt, dlatego zrozumiała też, jak łatwo można umrzeć.

Pamiętała że następnego dnia uczcili jego pamięć i jak się później okazało, ów wojownik był tym który ją spłodził. Według tradycji dał jej życie, więc teraz musiała mu pozwolić żyć w sobie. W tym celu każdy z jego potomków musiał skosztować jego krwi. Wtedy też poznała swojego prawdziwego brata. Jeden z łowców. Dużo starszy od niej, przez co wtedy nie miało to dla niej znaczenia. Opiekowało się nią wielu ludzi. Każda kobieta była jej matką, a każdy wojownik ojcem, dlatego wszystkich którzy nie zyskali jeszcze tych rang, traktowała jak rodzeństwo.

Od tamtego wydarzenia, zupełnie inaczej podchodziła do tych wszystkich opowieści. Zrozumiała że to nie wymyślone bajki, lecz rzeczy które stały się w przeszłości. Uświadomiła sobie że były one przekazywane dalej by uczcić pamięć o wybitnych towarzyszach, czy przyjaciołach i w pewnym sensie spodobało jej się to. Zapragnęła by i o niej w przyszłości mówiono. By jej legenda krążyła dalej wśród ludu, opowiadana młodym dzieciom, takim jak ona.
Wojownicy początkowo byli rozbawieni jej pomysłem i prośbą o trening walki. Już jako dziecko była drobna, przez co drwili z jej ataków, nazywając ją pszczółką, jednak nie odmawiali jej szkolenia, tak długo jak nie zaniedbywała swoich obowiązków.

W ich plemieniu każdy miał swoje miejsce. Mężczyźni ćwiczyli, polowali i strzegli obozu, często pomagając przy jakichś bardziej wymagających czynnościach, natomiast kobiety ze względu na swe drobniejsze sylwetki i lepszą zdolność opieki nad dziećmi przyjmowały różne role. Niektóre zajmowały się uzdrawianiem i praktykowaniem magii, inne zajmowały się takimi rzeczami jak wyrób niezbędnych przedmiotów a jeszcze inne odbierały to, co zdobyli łowcy i wojownicy i przygotowywały z tego posiłek dla całego plemienia. Nikt się nie lenił i każdy pracował dla dobra ogółu, dzięki czemu nie stosowali oni ani waluty, ani żadnej zasady wymiany. Wszystko należało do każdego, jednak nie zabraniano ludziom mieć swoich pasji, swoich zainteresowań i swoich własnych skarbów. Tak długo, jak każdy wykonywał swoje zadanie, mógł robić to co chciał, dlatego gdy tylko kończyła naukę o ziołach czy medycynie, od razu biegła do wojowników by Ci szkolili ją w walce. Oczywiście jako dziecko była słaba, więc początkowo jedynie praktykowała z młodszymi lub sama, ćwicząc swoje ciało i szybkość. Im była starsza, tym mniej czasu posiadała na zabawę w szkolenie na wojownika.

W wieku około 12 lat, gdy szamani uznali że jej świadomość jest stabilniejsza i silniejsza, rozpoczęła naukę magii. Urodziła się w chwili gdy wiosenna roślinność budziła się do życia, co uznano jako znak w związku z którym miała praktykować magie życia. Nie miała nic przeciwko. W ich tradycji było, że osoba która znała magie życia, polowała razem z mężczyznami, by Ci nie poginęli, nieświadomi swoich ran. Opanowanie tej magii było jednym z pierwszych kroków ku spełnieniu jej marzenia. Już widziała te legendy o wojowniczce i uzdrowicielce, która nie lękając się śmierci, walczyła u boku najmężniejszych z mężnych, będąc niczym anioł który zstąpił na ziemie by ich wspomóc. Magia, przynajmniej z początku nie była taka trudna. Wcześniejsza wiedza o medycynie, przekazywana przez opiekunów, częściowo ułatwiała zadanie. Jednak tylko przy mniejszych i lżejszych ranach. Już nie mówiąc o samej kontroli magicznej mocy i zapamiętywaniu inkantacji w pradawnym języku. Były to stare zaklęcia, których opanowanie i zrozumienie zajmowało jej długie godziny. Nie zniechęcała się jednak.
Z każdym miesiącem i rokiem widziała jak jej umiejętności rosną. Gdy wielu łowców przychodziło z różnymi mniejszymi ranami prosto do niej, prosząc ją o pomoc. Satysfakcja którą jej to sprawiało, była wręcz nie do opisania. Był to dla niej prosty znak - polegali na niej.

Z czasem, zaczęła towarzyszyć mężczyznom na polowaniach. Nie sama, wraz z nią zawsze byłą druga uzdrowicielka, nadzorując jej prace i instruując, lub przejmując co poważniejsze przypadki. Podobało jej się takie życie.
Wstawała o świcie, rozpalając z przyjaciółmi ognisko i jedząc wspólny posiłek. Kochała zapach smażonego mięsa. Rzadko je przyprawiali. Służyło to jedynie ku uciesze ich nosów i jako przyjemna pobudka dla pozostałych. Później szli na polowanie. Czasami polowali wieczorami, zależnie od tego, co chcieli zdobyć. Po polowaniu zazwyczaj leczyła rany, a jeśli nie było rannych, ćwiczyła magię. Nim się obejrzała, miała już 30 lat. Wciąż była dzieckiem, jednak powoli poznawała coraz to nowy świat. Ręcznie robione wina, dzikie tance czy inne świętowania. Zawsze najlepiej świętowało się jesienią. Zwłaszcza gdy udało im się zrobić duże zapasy na zimę. Bawili się wtedy trzy dni i trzy noce, prosząc naturę o liczną zwierzynę w następnym sezonie ale tez składając jej dary. To również wtedy był czas gdy młodzi łowcy mogli zgłosić chęć zostania wojownikami i zapolować na Vettippu.
Nie było to częste. Zazwyczaj dwóch, trzech młodych łowców musiało być chętnych, jeśli nie chcieli zginąć, jednak zawsze było to przyjmowane z powagą i świętowane.
Pamiętała jak jeden z łowców poprosił ją kiedyś o spędzenie z nim tej jednej nocy, gdy wszyscy ucztują. Nie miała nic przeciwko. Było to dość częste podczas ich świąt. Taki łowca pawie zawsze zostawał wojownikiem. Miał dobre geny, a jeśli jakimś cudem zdarzyłoby się że zginął, mógł zostawić po sobie potomka. Bycie poproszoną o taki akt było swego rodzaju wywyższeniem. Wskazaniem że wśród innych dostępnych kobiet, ją uważa za najlepsza. Oczywiście czasami wiązało to się z przyjaźnią, jednak głównym celem było spłodzenie potomka. W końcu... nie byli w stanie odczuwać przyjemności cielesnej, nie było więc powodu by oddawali się w objęcia miłości w innym celu.

Oczywiście towarzyszyła im wtedy podczas polowania. Było jednym z łatwiejszych. Zgranie i współpraca jaką wykazała się trójka młodzików była godna pochwały. Tylko jeden został poważnie ranny. Na nieszczęście dla wojownika, nie zaszła w ciąże więc nie mógł przekazać swoich dobrych genów.
Sama Irath jednak nie zamierzała zamykać się na kontakty z nim. Od dłuższego czasu była członkiem grupy łowieckiej, jednak jako jedyna nie umiała walczyć, przez co wszystko musieli brać pod uwagę obronę jej. Mimo iż nikomu to nie przeszkadzało, dla niej było to niczym cierń w oku. Legenda o której marzyła od dziecka się nie spełni, jeśli całe życie będzie pszczółką bronioną przez wszystkich wokół.
Poprosiła więc swego przeszłego kochanka i przyjaciela, by wyszkolił ją w walce na krótki dystans. Mimo że miał ledwie 60 lat, był nie tylko silny, ale znała go już długie lata. To zazwyczaj on pomagał jej rozpalać ognisko o świcie i obudzić resztę grupy. Mogła go uznać za dobrego towarzysza na którym można polegać.

W przeciwieństwie do treningu z dzieciństwa, ten był zupełnie inny. Wtedy jej ciało wciąż było słabe i powolne jednak teraz, była w pełni rozwinięta. Posiadała siłę charakterystyczną dla smokołaków a szybkością dorównywała młodszym łowcom. Nie zamierzali jej oszczędzać. Niemalże codziennie toczyła treningowe pojedynki, bezwzględnie przegrywając każdy z nich. Nie przeszkadzało jej to jednak. Wiedziała że może nigdy nie wygrać. Szanowała ich siłę i ceniła rady, które dawali jej za każdym razem. Często nie leczyła drobnych siniaków, chcąc zapamiętać skąd nadszedł cios i jak powinna zareagować. W głowie wiele razy odtwarzała przebieg poszczególnych starć. Chciała stać się silna.
Zdobyć chociaż fragment tego, co posiedli oni.

Z czasem jej żar powoli przygasł. Treningi stały się dla niej rutyną i mimo że zawsze dawała z siebie wszystko, podchodziła do tego spokojniej, skupiając się na rozwijaniu magii życia, a walkę ćwicząc gdy miała wolna chwilę. To był jej obowiązek. Nie mogła go zaniedbywać z powodu hobby, mimo iż wielu współplemieńców przymykało na to oko. Powód był prosty. Jeśli nauczy się walczyć, nie tylko będzie im łatwiej polować, ale też będą mniejsze szanse że sama zginie, a wtedy zupełnie straciliby źródło leczenia.
W pewnym momencie, druga uzdrowicielka przestała jej towarzyszyć podczas polowań. Podobno miała już grubo ponad 200 lat i znudziło jej się codzienne polowanie. Mówiła też że chce pozwolić nacieszyć się młodej Irath.
Prawdę mówiąc, dziewczyna początkowo czułą pewne obawy, które szybko jednak się rozwiały gdy jeden z głupków, jakby celowo dał się zranić i z głupkowatym uśmieszkiem podszedł do niej prosząc o pomoc.
Wiedziała że jej ufają, postanowiła więc zaufać samej sobie.

Lubiła te życie. Mimo że proste, było szczęśliwe. Miała swoje miejsce na świecie, ludzie ją doceniali, zarówno kobiety, z którymi uwielbiała spędzać czas w obozie, jak i wojownicy, którzy z czasem zaczęli ją postrzegać jak jedną z swoich? Ile miała wtedy lat? Około stu, gdy pierwszy raz nazwali ją wojowniczką. Mimo że jedyni, których kiedykolwiek pokonała byli znacznie młodsi od niej, cieszyła się z tego miana. Był to znak że zyskała w ich oczach uznanie równe temu, jakby brała udział w polowaniu na ognistego niedźwiedzia. Najwyższe wyróżnienie. Z czasem pozwolili jej nawet pomagać w szkoleniu młodzików, jakby chcąc pokazać że nawet drobna i potencjalnie niegroźna kobieta, jest w stanie przetrzepać im skórę. Była to idealna lekcja by nigdy nie nie-doceniać przeciwników.
Później jak się dowiedziała, była uzdrowicielka łowców przyjęła nową uczennicę. Irath ją uwielbiała; młoda, pocieszna, wesoła. Dziewczynka potrafiła się cieszyć niemalże każdym aspektem życia. Oprócz niej było jeszcze dwóch chłopców. Nieco starszych, poważniejszych. Lubiła się z nimi bawić. Czasami specjalnie dla nich zdobywała futra, by kobiety zrobiły im coś ładnego. Sama nigdy nie doczekała się potomka. Nie zależało jej na tym. Kochała każdego młodego członka ich plemienia i chciała by mieli jak najlepiej. Rozumiała, czemu każdy w klanie tak bardzo się nad nimi rozczulał. Byli przyszłością klanu.

Minęło kilka, a może kilkanaście lat? I młoda trójka dołączyła do nich. Cykl się powtarzał. Tak jak wcześniej jej mistrzyni, tak teraz ona pilnowała Enrith i instruowała ją, jak należy wyleczyć poszczególne rany. Gdy stanęli przed trzema Vettippu, to na niej stanęła odpowiedzialność za obronę przyszłej uzdrowicielki, jak i chłopaków. Tamtego dnia zginął lider ich grupy. Nie był on pierwszą ofiarą polowań. Zdarzało się to raz na jakiś czas, jednak dla nowego pokolenia było to coś, z czym musieli się oswoić. W końcu, zginął by oni mogli żyć.
Miejsce lidera zajął jej przyjaciel, Inu. Mimo że miał dopiero około 150 lat, był silny i wiedział co robi. Jeden z chłopaków, był jego synem, chociaż nie była pewna który, wiedziała, że nie pozwoli nikomu zginąć.
Po powrocie, Enrith zapytała ją, czemu go nie uleczyła. Teoretycznie, mogła go uratować. Znała legendy i znała nawet zaklęcie, które pozwoliłoby na wskrzeszenie, jednak wiedziała że żaden wojownik nie pragnął tego. Wiele razy z nimi o tym rozmawiała podczas wspólnych sparringów i każdy mówił jej to samo. Właściwie, byli oni w tym podobni do niej. Nie umrą, wciąż będą żywi. Tak długo jak o nich pamiętamy.
Młodej jednak to wytłumaczenie nie za bardzo się spodobało. Nic dziwnego. Miała dopiero około 20 lat. W tym wieku myśli się inaczej.

Z czasem, Enrith stawała się coraz lepsza w magii. Dwójka łowców również z czasem zaczęła być dla niej zbyt silna fizycznie i ich sparingi przerodziły się bardziej w zabawę niż w trening. dlatego w wieku około 145 lat, Irath postanowiła że czas odejść. Początkowo wszyscy byli zaskoczeni. Oznajmiła to podczas typowych jesiennych próśb do matki natury, podobnie jak wojownicy swą chęć do walki z ognistym niedźwiedziem. Niektórzy ją rozumieli. Każdy kto znał ją dłużej, znał jej marzenie, dlatego byli pewni że kiedyś do nich wróci.
Inni próbowali ją przekonać by została. W końcu była jedną z trzech uzdrowicielek. W czym jedna była już bardzo stara, a druga wciąż była niemalże dzieckiem. Ile wtedy Emrith miala lat? Około 40? może 50? Tyle jednak wystarczyło, by mogła sama towarzyszyć wojownikom i być ich uzdrowicielką. Nie zamierzała też odejść natychmiast. To nie była dobra pora a jej następczyni wciąż musiała opanować kilka rzeczy. Dodatkowo chciała doszlifować swoje umiejętności walki wręcz i opanować chociaż podstawy normalnej ludzkiej mowy którą znali tylko najstarsi.

Prawdę mówiąc, te trzy lata były dla niej najlepsze. Ludzie często do niej przychodzili, rozmawiali, prosili by przywieźć im różne rzeczy jak substancje zapachowe, rzadkie tkaniny czy inne takie. Kobiety przyszykowały jej kilka strojów, chociaż większości nie miała jak zabrać, więc wybrała dwa które jej się najbardziej podobały, zaś wojownicy i łowcy często spędzali z nią długie wieczory przy ognisku, wspominając różne zabawne historie z przeszłości. Młodzi czasami do nich dołączali, słuchając i śmiejąc się razem z nimi.
W swoje ostatnie prośby ku naturze, wręczyła niektórym drobne podarki. Nic cennego, większość miała za zadanie rozbawić, gdyż często były powiązane z jakąś zabawną historią która się temu komuś trafiła. Tego wieczoru też Inu ponownie wyszedł do nią z prośbą. Tym razem nie chciał z nią spędzić nocy, tak jak lata temu. Tym razem zaproponował pojedynek. Oczywiście że się zgodziła. Ostatnia walka nim odejdzie. Pierwszy raz miała taką dużą widownie. Zamierzała dać z siebie wszystko.
Jak się okazało, Inu miał inny pomysł. Większości młodych łowców i wojowników mogło to umknąć, jednak walczyła z nim zbyt wiele razy, wiedziała że się podłożył, przez co jej szpony przejechały po jego piersi, odrywając dość pokaźny kawał mięsa z prawych żeber mężczyzny. Szybko go wyleczyła, hamując złość i chęć pobicia go jeszcze bardziej. Jednak kilkoro jej bliższych przyjaciół szybko zaczęło rzucać uwagi typu "Inu zawsze miał słabość do drapieżnych samic. Tak jak wtedy gdy dał się podrapać tygrysicy"
Oczywiście, nie czuli przyjemności cielesnych, wciąż jednak bywali podnieceni, wciąż jednak mieli uczucia i właśnie teraz, Irath nieświadomie była cała czerwona na twarzy.
Wiedziała że podłożył się, bo nigdy nie udało jej się wygrać i pewnie w ten sposób chciał wszystkim pokazać jej siłę, a te komentarze miały sprawić, by ludzie się nie domyślili. Mimo to, obiecała sobie że kiedyś ich zamorduje.

Obóz plemienia opuściła dwa dni później, początkowo udając się na zachód. Trzymała się z dala od ludzi, nie chcąc zdradzić kierunku z którego przybywa, by Ci nie byli w stanie odnaleźć jej rodziny. W ten sposób dotarła do równiny Argasa skąd dalej udała się w kierunku środkowej Alaranii.