Oglądasz profil – Mereve

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Mereve van Gelden zwana Karmazynową Diuszesą
Rasa: Przemieniona
Wiek: 1453 lat

Aura

To bardzo silna i wdzięczna aura, choć trudno nazwać ją piękną. Uwodzi budząc niepokój i przyciąga siłą z jaką odpycha. Skórę ma srebrną, bez skazy, twarde oczy z cynku, ostre obejście zabarwione rtęcią i kobaltową suknię z aksamitu, który zniewala gładkością i kunsztem wykonania. Giętka, rubinowa poświata ostrzega uważnych, lecz zaraz obcy zapach, kojarzący się z kadzidłami zmienia się w woń mocnych perfum. Możesz się jej oprzeć? Jeśli tak, czeka na ciebie pojedynczy, głęboki ton, za którym czają się krzyki agonii i jęki torturowanych. Lecz kiedy dopada cię poczucie zagrożenia, jest już za późno aby się wycofać. Twoje nogi uwięzły w lepkiej brei, a ta wspina się po tobie z gracją, by wypełnić cię smakiem słonej goryczy o pozornie łagodnym posmaku i pokazać kto tutaj jest panem.
Nazwa użytkownika:
Mereve
Wiek:
22
Grupy:
Inne Postacie:
Naniria, Nuka
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta

Skontaktuj się z Mereve

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
3 dni temu
Liczba postów:
19
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.25)
Najaktywniejszy na forum:
Księstwo Karnstein
(Posty: 15 / 78.95% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Klątwy Na Ścianach
(Posty: 15 / 78.95% wszystkich postów użytkownika)

Umiejętności

Odnajdywanie źródeł magiiWLubi podróżować, ale jeszcze bardziej lubi podróżować z konkretnego powodu.
AlchemiaWNiekiedy wytwory w formie stałej nie wystarczają do odprawienia rytuałów.
Czytanie aurWJest w stanie bez większego trudu rozczytać aurę innej istoty.
KrawiectwoPZa dawnych, bardzo dawnych czasów zwykła pobierać nauki szycia ubrań, lecz odkąd ma na swoich usługach zdolnych ludzi, nie potrzebuje używać tej umiejętności.
TorturowanieOPosiłkuje się magią, lecz wiedzę uzupełnia regularnie, aby nie popaść w rutynę.
ZielarstwoWGłównie zleca komuś, by brudził się w krzakach, ale musi wiedzieć, czego potrzebuje.
AnatomiaWBo trzeba wiedzieć, gdzie bardziej boli.
BestiologiaOCzasami ma potrzebę odnalezienia jakiejś bestii do swoich chorych zabaw.
DemonologiaWŻeby nie znać natury swych braci i sióstr?
EtykietaOWychowanie i elegancja to podstawy.
MedycynaWMoże uleczyć złamaną nogę. Może. Ale nie musi.
NekromancjaWCzasami potrzebuje pewnych informacji, których żywi nie posiadają.
Pismo runiczneOKreślenie na podłodze sypialni przypadkowych literek jej nie wystarczało.
RytualizmWCzysta formalność.
Wiedza tajemnaWJako dawna Czarodziejka jej obowiązkiem było znać ten temat na przestrzał, choćby została obudzona w środku nocy.
KaligrafiaONie miała cierpliwości do tego za młodu, ale listy aż emanują estetyką.
ErudycjaWPosiada imponujący zasób słów i wie, jak ma ich użyć, by zdobyć jak najwięcej korzyści.
KreomagowanieWLubi czasem wbić szpilkę w główkę jednej ze swoich laleczek. Nie tylko, ale głównie. Krzyki cierpienia, co prawda, docierają do niej z opóźnieniem, ale takie są zasady, nic nie poradzisz.

Cechy Specjalne

Nieistniejąca nićMPieszczotliwie nazywa tak swoją zdolność do przenoszenia rzeczy codziennego użytku bez dotykania ich.
Sznurki władzyMUmie przyzwać dowolną istotę (tę cielesną oraz tę bez ciała) z pomocą odpowiednich narzędzi (najczęściej posługuje się stworzonymi przez siebie laleczkami). Wystarczy, że zdobędzie coś, co dana istota uznaje za bardzo osobistą rzecz i z którą jest specjalnie związana. I nie chodzi tu o bieliznę.

Magia

Przedmioty Magiczne

Karbunkuł rodu van GeldenZACKamień, z którym Diuszesa się nie rozstaje. Pochłania on zaklęcia o naturze pętającej. Jako że Mereve od jakiegoś czasu chodzi po świecie jako demon, wielu jest takich, co z chęcią by tego demona ujarzmili.

Charakter

Z pozoru jest dobrą, troskliwą kobietą, pomagającą innym z ich codziennymi problemami - uleczy złamane serce lub ukoi zszargane nerwy herbatką i prozaiczną rozmową o życiu. Uchodzi wśród gawiedzi za osobę godną zaufania i powierzenia jej większości tajemnic oraz sekretów skrywanych i strzeżonych przed resztą niebezpiecznego świata. Nikt nie może jej zarzucić wiarołomstwa - ona wykorzystuje te informacje tylko do spełnienia swoich własnych zachcianek, nie rozprowadzając ich nigdzie dalej. Czasami tymi zachciankami okazują się być krzywdy, zrzucane na ufającego jej nieszczęśnika. Ludzie przychodzą do niej z prywatnej, nieprzymuszonej woli, niekiedy popychanej we właściwym kierunku przez delikatną, magiczną manipulację Diuszesy. Ale tylko niekiedy, bo zazwyczaj tacy desperaci szukają jakiegokolwiek skutecznego sposobu, by się wyzbyć swoich problemów, nie zważając na przepisy bezpieczeństwa, głównie ich własnego. To już nie jej wina.
Jest narcystyczną egotystką oraz subtelną megalomanką, której nie obchodzą sprawy innych, choć stara się takie pozory sprawiać. Nie chce niszczyć sobie reputacji; jest przedstawicielką kręgu osób, zaliczających się do tych "do rany przyłóż, a gangrena murowana". Lepiej już sobie rękę uciąć, niż pozwolić jej zbliżyć się jakkolwiek do siebie, bo wyszłoby na to samo. Ale ona umie przekonać do siebie tłum, a tym bardziej pojedyncze osobniki. Kokietuje, udaje zainteresowaną - bo tego potrzebują ludzie: zainteresowania się nimi. A czymże jest pusta pochwała w jej wykonaniu? Olśnieniem; dla kogoś o zaniżonej samoocenie. Z tymi, którzy znają swoją wartość idzie jej nieco trudniej, ale to z pewnością nie powoduje, że chce się wycofać. Ona lubi wyzwania. I lubi być wystawiana na próbę.
Nienawidzi mężczyzn. Nie cierpi ich samczej ordynarności, więc tym bardziej nie ma skrupułów, by zadawać im ból. Żadnych wyrzutów sumienia, ni krzyny współczucia. Nic. Uważa mężczyzn za chodzące skażenie tego świata, uważające się lepsze od kobiet, bo ma nieco więcej między nogami. A kobiety? Kobiety to dla niej ósmy cud świata, wszystkie, jakiekolwiek by nie były. Kocha kobiety; ich wrażliwość, piękno oraz zawziętość. Krzywdzi tylko te, które zaszły jej za skórę poważnymi przewinieniami, lecz gdy zdarzy się, że jedna drugiej nogę podstawi... Zdarza się. Zostaje wybaczone, bo są piękne i nad wyraz urodziwe.
Zawzięta z niej wiedźma, nieustraszona, a wzbudzająca strach i niepewność wśród ludu. Nie wpuszcza do domu nikogo, kto przychodzi niezaproszony, ceni sobie swoją prywatność, choć nie ukrywa swojej tożsamości.
Prawa oficjalnie nie łamie - to, co dzieje się w jej czterech ścianach, zostaje w czterech ścianach. Mimo że pastwi się nad żywymi, martwych traktuje z odpowiednim szacunkiem i wyrozumiałością. W końcu, co jedna dusza może uczynić złego demonowi?

Wygląd

Kobieta ociekająca elegancją oraz szykiem. Jej uroda uznawana jest za surową i wysublimowaną, niekiedy również wzbudzającą trwogę wśród innych. Obdarzona została długimi, gęstymi oraz lśniącymi włosami o popielatym odcieniu. Zwraca uwagę na każdy, najdrobniejszy szczegół swojej aparycji, jakże przyjemnej dla oka. Lubi eksperymentować z garderobą, lubi szukać nowych inspiracji z różnych źródeł, stąd jej zamiłowanie do niecodziennych rozwiązań modowych, którymi podkreśla swój specyficzny charakter, a także zgrabną sylwetkę. Jest kobietą wysoką, o proporcjonalnych krągłościach i alabastrowej skórze gładkiej niczym jedwab, którą pielęgnuje regularnie zrobionymi przez siebie maściami.
Mimika jej smukłej twarzy jest niezwykle bogata. Wydawałoby się, że potrafi poruszyć każdym mięśniem z osobna, by wyrazić, co w danej chwili czuje. Ma pełne usta, które bardzo często maluje pomadkami swojego wyrobu, zaś czerwone (od czasu przemiany) oczy, w których można dostrzec iskry kobiecości podkreśla czarnym węgielkiem. Stawia na prostotę i minimalizm, ale dzięki temu wygląda zawsze fenomenalnie.
Nie znosi być brudna, mimo że ma dużo styczności z obrzydliwymi odczynnikami alchemicznymi - nienawidzi kurzu, szlamu, krwi i reszty tych paskudztw, dlatego nie ubiera do pracy drogocennych sukni, choć niezmiernie ją to korci. A nosi się dumnie i sprężyście, acz rzadko z pośpiechem, niczym czarny charakter, który brał lekcje baletu za młodu. Olśniewa gracją oraz wdziękiem, jak na Czarownicę. Niejeden mężczyzna oraz... niejedna kobieta się za nią obejrzeli.

Historia

   Nowonarodzone niemowlę, przejawiające niezrównany talent magiczny z pewnośnią nie zwiastowało spokojnych, beztroskich chwil wspólnie spędzonych z rodziną przy kominku. Tak się złożyło, że te spokojne, beztroskie chwile wspólnie spędzone z rodziną nastały dopiero, gdy dziecko osiągnęło wiek, w którym - dzięki bogom - dało się z nim jakoś już porozumieć. Do tej pory chwile te nie były ani spokojne, ani beztroskie, bo nikt nie potrafił zapanować nad zjawiskami, które to dziecko wywoływało. A wywoływało niemalże armagedon, gdy nieświadomie rzucało wszystkim, co znajdowało się w domu. Rodzice dziewczynki, potężni magowie z rodu van Gelden - rodziny, która od pokoleń szczyci się magicznym dziedzictwem - musieli zmierzyć się z faktem, że ich córka może okazać się najznamienitszą czarodziejką w familii. Dziewczynka wykazywała zdolności do panowania nad magią z pozoru prymitywną, lecz nikt nie bagatelizował jej mocy - najstarsza i najprostsza we władaniu magia okazała się być dla niej w przyszłości najskuteczniejsza.
   Jak rodzinna tradycja nakazywała, posłano ją do akademii magii w wieku piętnastu lat, by przez kolejne siedem mogła doskonalić swoje démodé umiejętności, a także poznawać resztę arkan magicznych. Między jej rodzicami panowała różnica zdań a'propos tak szybkiego zapisania jej do szkoły. Jedna strona uważała, że córka nie dość panuje nad swoimi zdolnościami, by bezpiecznie puścić ją między inne dziewczęta, druga zaś była przekonana o wybitności swojego dziecka i nie widziała w tym większego problemu. Tę drugą stronę reprezentowała oczywiście matka. Nie było jej łatwo cieszyć się akademicką atmosferą, będąc pod stałą obserwacją dwóch sępów w postaci jej rodziców, którzy należeli do grona pedagogicznego uczelni. Przed wstąpieniem Mereve do akademii, uczono jej dyscypliny związanej ze sztuką magiczną; podstawą był zakaz rzucania zaklęć pod wpływem silnych emocji, bo to nigdy nie kończyło się dobrze, nawet dla arcymistrzów danej dziedziny. A magii rytualnej dotyczył ten zakaz przede wszystkim. Młoda czarodziejka wtenczas nie rozumiała znaczenia zakazów oraz nakazów, choć starała się do nich stosować, by uszanować rodziców i to, ile włożyli w jej edukację. Życie akademickie dało jej się we znaki na pierwszym roku, w czasie którego podpaliła szatę profesora od alchemii poprzez patrzenie się na nią zbyt intensywnie; sprawiła, że kruk, służący jako przykład do transmutacji, zdechł na oczach jej wykładowczyni, bo była zbyt wystraszona faktem, że ma go zaczarować przed całą grupą, a na dodatek nieświadomie udało jej się rzucić klątwę na jedną z dziewcząt, która później musiała zmagać się z czyrakami na... wiadomo czym. Przylepiono jej łatkę mąciwody, a niedługo później wiedźmy. Dopiero niedługo po tych wydarzeniach odkryła predyspozycje do tak zwanej "czarnej magii", którą postanowiła zająć się już bardziej konkretnie. Wybawienie nadeszło dopiero na drugim roku. Było ono tak zjawiskowe, że młoda Mereve od razu się nim zauroczyła; tym wybawieniem została elfka - najpiękniejsza istota, jaka kiedykolwiek stąpała po tym świecie, według bardzo subiektywnej oceny Mereve. Natychmiast postanowiła, że się z nią zaprzyjaźni, nie było innego wyjścia, ona musiała ją poznać, od tego zależały losy całego wszechświata. Ze wzrokiem wbitym w jej piękne, opalizujące i emanujące egzotyką oczy, zagrodziła jej drogę na jednym z wielu pokręconych korytarzy akademii. Onieśmielona stojącą przed nią definicją istoty doskonałej, zarumieniła się i zmaterializowała w swojej dłoni jedną z fioletowych róży, pochodzącą ze szkolnych ogrodów, którą w następnej chwili wręczyła dziewczynie, nie wypowiadając ani słowa. I tak Mereve zainicjowała znajomość, która w przyszłości przeistoczyła się w miłość.
   Wraz z Oriane - bo tak miała na imię jej luba - zgodnie postanowiły, że po ukończeniu akademii udadzą się na tereny dzisiejszego Księstwa Karnsteinu. Mereve, jako córka van Geldenów, miała kilka znajomości rozsianych po Alaranii, stąd też wiedziała, że tylko tam będą mogły wieść wspólnie zaplanowane życie. I nie spłoną przez to na stosie. Miały po dwadzieścia dwa lata, obie pewne siebie, gotowe zdobywać świat. Wówczas w tamtych rejonach osiedlały się jedynie Mroczne Elfy, które nie zważały na specyficzne upodobania dziewcząt. Ani jedni, ani drugie nie przeszkadzali sobie nawzajem w egzystencji, czasem nawet zdarzały się między nimi spotkania towarzyskie. Księstwo - ówcześnie zaledwie mało znane państewko - powoli się rozrastało oraz rozwijało, niekiedy również przy pomocy czarodzieje. Nie miały one jednak większego wpływu na losy krainy. Raczej się nie wychylały, ciesząc się wspólnie spędzanym czasem. Mereve doskonaliła się w mroczniejszych aspektach magii rytualnej, zafascynowana dawnymi obrządkami pierwszych Czarownic. Dużo eksperymentowała, również z odczynnikami potrzebnymi do niektórych rytuałów. Chciała imponować, ale też pomagała swojej ulubionej mistrzyni sztuk mistycznych. Oriane była zdecydowanie jedną z najbardziej utalentowanych kobiet w tej dziedzinie. Jako elfka, miała również wyjątkową więź z otaczającym ją światem i siłami natury. Cieszyła się każdą chwilą podarowanego jej życia, co Mereve obserwowała z niemałym podziwem. Sama wiedźma czuła, że nadchodzące paręset lat to za mało, by mogła nacieszyć się swoją Oriane.
   Miały kota. Czarnego, majestatycznego kocura o wdzięcznym imieniu Skubaniec, bo wciąż podkradał Mereve krucze pióra, gdy był jeszcze małym kociakiem. Nie mogły wiedzieć, że kiedyś jego ciało zostanie więzieniem potężnego demona...
   Niedługo po dniu swoich setnych urodzin, Oriane wyszła z domu i już nie wróciła. Mereve obawiała się najgorszego, bo elfka nigdy nie znikała na dłużej niż kilka dni. A minął prawie miesiąc. Znalazła ukochaną w lesie, z poderżniętym gardłem. Zrozpaczona czarodziejka chciała zemścić się na tym, kto pozbawił ją możliwości spędzenia reszty życia z Oriane. Zesłała swój gniew na całe miasteczko, dając upust dzikiej wściekłości. Rytuał, dzięki któremu mogła rzucić Klątwę Ognia Piekielnego, miała w małym palcu, wystarczyło się tylko odpowiednio przygotować. Żywioł trawił wszystko, co stanęło mu na drodze, pochłaniał domy i ludzi w nich uwięzionych. Cierpienie Mereve trwało kilka dni, później nastały już tylko gniew. Nie pogrzebała Oriane; zamiast tego zdecydowała, że wskrzesi ukochaną, choćby za cenę własnego życia. Znała prawa magii, wiedziała, że musi oddać życie za życie. Po ognistej masakrze w miasteczku ostało się niewielu ludzi, ale to nie powstrzymało wiedźmy przed porwaniem jednego z mężczyzn i złożeniem go w ofierze Śmierci. Nie czuła niczego, prócz głębokiego smutku, gorzkiego żalu i wielkiej tęsknoty. Chciała tylko mieć swoją Oriane z powrotem przy sobie. Rytuał Wskrzeszenia był w pełni dopracowany, Mereve wypowiadała każde słowo ostrożnie i wyraźnie, będąc umazana krwią martwego człowieka, który zginął z jej ręki. Nie była przygotowana na jedno - oszustwo. Nekromancja sobie z niej zakpiła i zamiast zwrócić Mereve kobietę jej marzeń, przywołała jednego z najpotężniejszych demonów wszechczasów. Nie mogąc pozwolić wydostać się mu poza krąg śmierci, zmusiła go do schowania się w pierwszym ciele, jakie napotkał na swojej drodze. Tym ciałem był Skubaniec. Wiedźma zapieczętowała los demona swoją krwią i wyczerpana zapadła w sen na kilka długich lat.

*

   Jej dusza rozerwana została na pół, gdy pogwałciła podstawowe prawa natury. "Nie wskrzesza się trupów, kochaniutka", powtarzał głos, który odbijał się echem po jej głowie. "Co się stało, to się nie odstanie". Głos był zniekształcony, ledwo słyszalny, jakby dochodził zza grubego, solidnego szkła. "Prawo nie działa wstecz, a Śmierć nie oddaje tego, co raz zabrał", mówił tajemniczy głos, rozszarpując sumienie Czarownicy, próbując pozbawić ją człowieczeństwa. Wygrała tę walkę nie bez trudu. Rozkazała, by siedzący w jej głowie byt podał swoje imię. Rozkazała mu się ujawnić. Wtem ujrzała parę żółtych, jarzących się w cieniu oczu. "Belial".

*

   Ze snu wybudziła się po ośmiu latach, co odkryła dopiero później, dzięki rzetelnym obliczeniom. Pierwszym, co ujrzała, był mruczący, wlepiający w nią żółte ślepia czarny kot, który leżał z podwiniętymi łapami na jej piersi. Nie mogła mówić. I nie mówiła tak przez kolejne trzy lata i trzy miesiące. Dlaczego? Prawdopodobnie za karę. Prawdopodobnie za to, że w przypływie głupoty i naiwności przyzwała potężnego - jeśli nie najpotężniejszego - krwiożerczego demona, którego naturą było niszczenie i sianie chaosu tam, gdzie się pojawił. Szczeniacka brawura oraz młodzieńcze zaślepienie.
   Zmieniła się. Czuła to. Czuła, że ulotniła się z niej dawna radość życia. Że straciła poczucie skruchy i strachu. Że wyzbyła się gniewu, wściekłości i żalu. Czuła się... odrodzona. Wzmocniona.

*

   Minęło millenium, podczas którego stała się pełnokrwistą Czarownicą rodem z Piekła. Czas ten spędziła nie tylko na uprzykrzaniu życia innym istotom. Dokształcała się, pozyskując moc z zaklętych bestii i artefaktów. Podróżowała, poznając świat. Wraz z Belialem byli świadkami tworzenia się cywilizacji i upadku starych imperiów. Zwiedzili niemal każdy zakątek tego smutnego świata, aż trafili w końcu do punktu wyjścia. Rana na dłoni, z której upuściła krwi, by zniewolić Beliala, zniknęła, tak jak reszta niegdysiejszych niedoskonałości. Jednak jej wspomnienia się nie zatarły, pamiętała wszystko sprzed przemiany. To, kim była... To, kogo kochała. Skusiła się tylko raz, by porozumieć się z duchem Oriane. Mimo wykonania laleczki z jej podobizną, narysowania na dębowej podłodze pięcioramiennej gwiazdy w kręgu z runami, mimo wyrecytowanego doskonale zaklęcia przyzwania... Nie wydarzyło się nic. Jej ukochana nie odpowiedziała na wezwanie. Postanowiła o tym zapomnieć.
   Została w Księstwie Karnsteinu. Ale to był dopiero początek. Wiedźma wróciła, moi drodzy. Czas się bać.