Oglądasz profil – Sudżahid

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Sudżahid
Rasa:
Ifryt
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
101 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Aura jest stosunkowo silna, w kolorze cyny, roztacza głęboką, bursztynową poświatę. Napełnia nozdrza zapachem smoły, siarki i palonych włosów, a w dotyku jest giętka. Wydaje różne, zmieszane ze sobą dźwięki; trzask płomieni, dziwne jęki, buczenie, a także zawodzenie głosów i szelest wiatru. W smaku jest słodka, a zarazem pikantna.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Sudżahid
Wiek:
27
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Sudżahid

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
8 lat temu
Ostatnio aktywny:
2 lat temu
Liczba postów:
20
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Mgliste Bagna
(Posty: 14 / 70.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Wędrówka wśród mgły
(Posty: 14 / 70.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile

Brak profili posiadających połączenia.

Atrybuty

Krzepa:słaby, raczej wytrwały, wrażliwy
Zwinność:bardzo zręczny, bardzo szybki, dokładny
Percepcja:kiepski węch, przytępiony smak, przytępione czucie, wyczulony na magię
Umysł:pojętny, błyskotliwy, Łatwy do złamania
Prezencja:barbarzyński, charyzmatyczny

Umiejętności

Odnajdywanie źródeł magiiMistrz
Płomienie Sudżahida żywią się magią, pragną jej i są nienasycone, ba, ich apetyt rośnie wraz z kolejnymi spopielonymi bytami!
DemonologiaMistrz
Któż mógłby wiedzieć o demonach więcej od nich samych?
KreomagowanieBiegły
Zdolność Kreomagowania była zdobywana przez Sudżahida naturalnie podczas zgłębiania Magii Kreacji, zwanej również Dziedziną Istnienia.
Czytanie aurBiegły
Ifryt żywić się musi - i pragnie! - magicznymi przedmiotami i bytami, musiał więc poznać sposoby ich odszukiwania. Będąc samemu bytem z magią powiążanym, nie miał z tym większych problemów.
Pismo runiczneOpanowany
Znajomość magicznych inskrypcji jest kwestią obowiązkową dla każdego szanującego się magusa - niezależnie od tego, czy szkoli się w pocie czoła, czy dar ma naturalny.
RytualizmBiegły
Znajomość magii rytualnej jest kolejnym efektem zgłębiania Arkan - tym bardziej, że w dużej mierze to na rytuałach właśnie opiera się magia demoniczna.
TropienieOpanowany
Choć Sudżahid na ogół Spopiela magiczne przedmioty, to niejednokrotnie jego ofiary były... nieco bardziej ruchliwe. Lata praktyki nauczyły go więc jak odszukać uciekającą strawę.
Walka jednoręcznym ostrzemPodstawowy
Posługiwanie się scimitarami jest wśród Ifrytów wręcz tradycją. Fechmistrzem Sudżahid nigdy nie był i zapewne nie zostanie, ale gwoli obowiązku walkę mieczem trenował.
PoliglotyzmOpanowany
Oprócz Wspólnego, Sudżahid zna Flammahili - rasowy język ifryckiego rodu oraz magiczny alfabet Run
Targowanie sięPodstawowy
Nie, Sudżahid nie jest wielce charyzmatyczny czy też nie zna się na finansach - niemniej jednak raczej ciężko jest oprzeć się jego... płomiennemu temperamentowi.
Wiedza o światachBiegły
Sudżahid jest magiem. Sudżahid jest demonem. Sudżahid jest Pożeraczem... widział niejedno, niejedno miejsce zwiedził, niejednego doświadczył.
Wiedza tajemnaOpanowany
Choć włada magią - rzec można nawet, że magią potężną - to jest to wynik raczej pochodzenia, a nie wyszkolenia, przez co jego wiedza nie odpowiada jego mocy, a nabyta została raczej moetodą prób i praktyk.
UnikiOpanowany
Ifryt jest po prostu naturalnie zręczny - nie szkolił się w tej dziedzinie, ale predyspozycje i wielokrotna konieczność wykształciła w nim pewien stopień tej umiejętności.

Cechy Specjalne

LatanieDar
Miast nóg ma Sudżahid płomeinie, wijące się, rozbiegane języki ognia otoczone rozedrganym powietrzem. Powietrze to, odpowiednio nagrzane samą istotą ifryta, pozwala mu unosić się ponad lichy grunt.
Ogniste ciałoDar
Ifryty są na płomienie całkowicie odporne - ba, są im wręcz przyjazne! Wszelkie płomienie, gorąco i skwar nie szkodzi mu, a wręcz pomaga, przyśpieszając odbudowę ciała tam, gdzie życiodajny płomień mógł na chwilę zgasnąć przez nieczułe ostrze magicznej stali czy gdzie trafił go dziwny, bezlitosny pocisk magicznego lodu. Och, nie... płomienie są dobre i wręcz słuchają swych starszych, demonicznych braci-ifrytów! Sudżahid ma ciało wręcz uplecione z płomieni - wprawdzie może część ich zgasić (i na ogół to robi, odkrywając swą twarz i tors), ale jednak dalej jest to jego ciało i jego władza nad nimi.
Odporność na chorobyZaleta
Ze względu na swoją ognistą naturę oraz strukturę, odporny jest na większość chorób - jedynym problemem mogą być dla niego te wywołane magicznie.
Ognisty głódFenomen
Unikalna moc jego rasy odpowiadająca jej płomiennemu temperamentowi, pozwalająca na strawienie przedmiotu przez oginiste ciało Ifryta. Niektóre przedmioty mogą nie ulec spopieleniu, inne, na przykład zaklęte Magią Wody, mogą mu zaszkodzić, ale w większości przypadków Sudżahid robi to po to, by wchłonąć przynajmniej część mocy pożeranego bytu. Ifryt żywić się jadłem ni wodą nie musi - choć może - ale nie oznacza to, iż ma w sobie niewyczerpane zasoby energii. Co jakiś czas musi strawić coś swymi płomieniami - do podtrzymania egzystencji wystarczy spalanie choćby trawy, ale do sytości potrzebuje bardziej złożonych przedmiotów - ciała żywych istot, biżuterii, magicznych zwojów, amuletów...

Magia: Intuicyjna

Dziedzina OgniaMistrz
Ogień jest dla Sudżahida całkowicie naturalnym zjawiskiem, żywiołem, z którym jest wręcz trasncendentnie powiązany.
Dziedzina DemonówAdept
Jako istota spoza świata śmiertelnych naturalnie posługuje się magią demoniczną. Wprawdzie całe dekady zajęło mu zgłębienie wiedzy magicznej, ale jednak miał do niej dostęp... i naturalne predyspozycje.
Dziedzina IstnieniaAdept
Studiując magię, czuł potrzebę zgłębienia natury przedmiotów magicznych, których jego wewnętrzny płomień tak bardzo pożądał. Poznał więc te arkana na tyle, na ile jego słaba wola i lenistwo pozwalały do tej pory.
Dziedzina PowietrzaUczeń
Cóż dzieje się z płomieniem, gdy nie ma czego spalać, nie ma czym się żywić i gdzie rozwijać? Poznanie Magyi Powietrza, przynajmniej jej podstaw, było naturalną koleją rzeczy.
Dziedzina DuchaUczeń
Niejeden byt, niejeden magiczny przedmiot i niejedna dusza została przez Sudżahida strawiona - i dzięki temu płomienie jego wiedzy liznęły podstawy Magii Astralnej.

Przedmioty Magiczne

Bransolety OgniaTajemny
Wykute gdzieś pośród przeklętych, ognistych mórz Piekieł, pozwalają właścicielowi sprawniej kontrolować magiczną energię, będąc rodzajem katalizatora podczas rytuałów i inkantacji. Proste, przypominające spirale z nielicznymi zdobieniami w postaci płomyków, stworzone zostały z metalu przypominającego złoto... i nigdy nie przestają być gorące.
PłomienieBaśniowy
Kilkakrotnie doświadczony konsternacją po stracie odzieży w wyniku uniesienia się płomiennym gniewem, Sudżahid w pewnym momencie zaczął przyoblekać się w Płomienie - to znaczy ubrania, które zaklinał w magiczny sposób tak, by ogień się ich nie imał. Pierwszym Płomieniem jest długi do ziemi kontusz, utrzymany w ciemnoczerwonej barwie świeżo zakrzepłej krwi. Wyróżnikiem są tu tylko złote płomienie, gęsto wyszyte u dołu i znikające w miarę przesuwania wzroku w górę. Drugim Płomieniem jest długa i szeroka szarfa z wytrzymałego, demonicznego materiału. Trzecim i ostatni Płomień to z kolei bardzo szerokie, spinane na wysokości piszczeli spodnie w kolorze ciemnego fioletu
Kula PłomieniaBaśniowy
Niewielka, przezroczysta kula o średnicy długości kciucka ludzkiego mężczyzny. Wystarczy podstawowy tylko talent magiczny, aby zainicjować w niej bardzo jasne światło lub oraz stosunkowo niewielkie płomienie.
Salamandry płomieniBaśniowy
Niewielki przedmiot, ciemnoszklisty kamień w formie czworoboka foremnego. Pod wpływem wysokiej temperatury zaczyna działać, tworząc z energii ognia płomienie w kształcie tańczących jaszczurek - ot, zwykła magiczna zabawka.

Charakter

Charakter Ifryta całkowicie odpowiada istocie ognia - Sudżahid jest niestały, spontaniczny, pełen energii i niezaspokojony. Całe jego życie jest zmienne, niepewne i chaotyczne, chybotliwe jak płomienie w jego oczach. Jego istnienie kierowanie jest przez trzy głównie Płomienie: Miłość, Nienawiść oraz Żądzę i tylko one są w stanie nadać kurs jego życiu - reszta to tylko krotochwila, zachcianki i mniejsze, krótkotrwałe ambicje.

Ifryt szybko zapala się do różnych przedsięwzięć, ale równie szybko zapał ten gaśnie. Gdy płonie gniewem, gniew jego jest straszny, a działania nieprzemyślane i całkowicie wybuchowe. Całe życie spędził w Piekle i tam poznał tylko dwa z trzech Płomieni: Nienawiść oraz Żądzę, a to z kolei odcisnęło piętno na jego światopoglądzie. Nie stroni od używania przemocy, a i wyżej ceni twórczy i destrukcyjny chaos od nudnego porządku.
Oczywiście tym, czego nienawidzi, jest, między innymi, woda i mróz - a razem z tym morza, deszcze, strumienie oraz istoty z nimi związane.

Wygląd

Sylwetka Sudżahida na pierwszy rzut oka przypomina ludzką - głowa, tors, ręce i nogi są proporcjonalne... o ile w ogóle są. Samo ciało  Ifryta jest w istocie płomieniami, które gasną lub rozbłyskają podług jego woli lub emocji. Tam, gdzie znikają, pojawia się przypominająca rozgrzane węgle skorupa lub warstwa popiołu poprzecinana czerwonymi żyłkami ognia. Jak i inne czarty, tak i Sudżahid posiada charakterystyczne rogi wyrastające z jego czaszki.

Ifryt na ogół pozostawia pod postacią płomieni tylko swoje nogi, które przestają przypominać ludzkie na wysokości kolan. Mierzy nieco ponad dwa metry wysokości i sprawia wrażenie dobrze zbudowanego. Jego obojczyki zdobione są dwoma rogowatymi wypustkami, twardymi i ciemnymi. Twarz łatwo wyraża emocje, ale to nie emocje zwracają tam największą uwagę - to, co jest znacznie bardziej interesujące, to bezustannie płonące oczy i usta, z których co jakiś czas wydostanie się niesforny płomyk. Zazwyczaj ma na sobie ciemnofioletowe, proste szarawary znikające u dołu w płomieniach jego ciała, fioletową szarfę oraz charakterystyczne, ciemnoczerwony kontusz - i, o dziwo, żadne z nich nie płonie. Dodatkową ozdobą jest metalowa skrzyneczka przywiązana do pasa oraz złote bransolety na nadgarstkach. Jego ciało nieustannie otacza rozedrgane, gorące powietrze.

Historia

Iskra...

Błysk i przyjemne ciepło było pierwszym, co zostało doświadczone. Prócz skry nie było najpierw nic.
Od jednej skry zapłonąć może jednak cały świat. Jedna, mała iskierka, wywołana niewiadomą ręką, magią czy uderzeniem metalu o metal... wywołana przez los? Przez wyższe siły Dobra lub Zła? Przez jakieś marzenie lub koszmar Praojca?
Nieważne. Padająca na stóg iskra desperacko zapragnęła utrzymać swe istnienie, chciwie przeskakując na wyschłe już siano i porywając je w swoje objęcia. Chwilowo się uspokoiła, gasnąc jakby na suchym źdźble, zostawiając tylko małą, pulsującą czerwienią plamkę. Zasmakowała trawy... i zapragnęła więcej.
Mały żar pognał szybko w górę trawki, by po chwili zetknąć się z innym źdźbłem, potem z kolejnym i jeszcze jednym. Chciwie pożerał kolejne, liche skrawki wyschłych zbóż, zbierając siły, a pozostając niezaspokojonym. Po chwili rozbłysł on - pierwszy, niewielki płomyk, byt wyższy od skry czy małego żaru, lepszy, bo dający więcej ciepła... i pozwalający chłonąć jeszcze więcej z tego chłodnego, dziwnego świata.
Płomyk szybko spróbował kolejnych traw, kolejnych i kolejnych! Rozkoszował się kolejnymi garściami płonącego siana, przybierał na sile i rósł nieustannie. Siano było jednak niewystarczające, zbyt liche, zbyt płonne, zbyt słabe... nie pozwalało na podtrzymanie ognia życia, nie pozwalało na rozkoszowanie się egzystencją. Płomyk - teraz już płomień - liznął więc deski nagrzanej stodoły... i posmakował w nich. To lekkie tylko spróbowanie wystarczyło, aby płomyk tego zapragnął i zaczął je chłonąć. Twarde, grube deski smakowały znacznie lepiej niźli kruche, słabe siano, wystarczały na dłużej, były trwalsze. Deski, później belki, pozostawione sobie krzesło, stołek, na których ktoś doił krowy, koryto, kolejne stosy siana - wszystko musiało zostać posmakowane!

Ryk. Ryk? Cóż to za ryk, cóż to zdenerwowane stukania o ziemię, która nie dała się strawić, cóż to za pełne przerażenia parsknięcia... cóż to za ruchoma strawa tam, pod ścianami?
Płomień pomknął szybko w ich stronę, po drodze próbując kolejnych obszarów tej drewnianej przestrzeni. Liznął to coś nowego... i znów rozległ się ryk, teraz większego jeszcze bólu i przerażenia. A płomień zapragnął kolejnej ofiary!
Bezlitośnie otoczył te zwierzęta, które zamknięte były wśród drewnianych zagród. Zbliżył się do nich, szybko, łapczywie, bezlitośnie - liczyło się tylko podtrzymanie życie, pochłanianie kolejnych smaków. Mięso skwierczało w płomieniach, trzaskało i pachniało tak... przyjemnie. Trawienie tych ruchomych istnień było wesołe, przyjemne.
Ból!
Coś nie smakowało, coś nie było dobre! Coś uderzyło płomień, który pochłonął już większość stodoły, uderzyło go, odbierając mu pokarm i zadając ból, zabierając fragment istnienia! Raz po raz biło bezlitośnie w płomienie, zabierając życiodajną przestrzeń. A płomień musiał walczyć.
Szybko zaczął chłonąć resztę stodoły, wznosząc się wysoko do góry, wysoko ponad śmieszny, lichy stóg, w którym się narodził. Tam odetchnął świeżym, czystym powietrzem, zobaczył inne pobliskie stodoły, zobaczył dużo drewna otaczającego chałupy domów i gród trzymający się kawałek dalej. I zobaczył też las...
I widział, że to było dobre.
I w gniewie swym uderzył na swych wrogów... wrogów, którzy zadawali mu ból, chłoszcząc jego boki wodą. I wiedział, że to, co w nim jest, to płomień nienawiści do niej.
Zaczął zwalczać swych wrogów, otaczając ich i odcinając od innych. Zaczął pożerać ich śmieszne domki, zaczął szybko wysuszać mokre od wody deski i leczyć swe rany.
Ale przede wszystkim - zaczął smakować ogień życia tych nieszczęsnych jego przeciwników.
Spróbował jednego... Mięso i strój jego szybko poddał się jego mocy, szybko z niego został tylko popiół, lichszy jeszcze od pierwszego z posmakowanych źdźbeł siana. Ale w tych... ludziach było coś, czego dotąd nie smakował. I coś, co zasmakowało mu niezwykle... To coś nieuchwytnego, coś mniej trwałego od drewna, a jednak mocniejszego! Dusze smakowały tak bardzo, bardzo dobrze, tak rozkosznie, tak niezwykle słodko...

Płomień, wielki już i dojrzały, roześmiał się swym trzaskiem i ze zdwojoną siłą uderzył na wrogów. Otoczył ich ostatecznie, szybko i zaczął pożerać ich, ale zaczął pożerać ich dusze, które były takie... bezcenne. Jedna po drugiej, trawił je szybko i chciwie rzucał się po kolejne, kierując się w stronę grodu i wieży, z których wyczuwał wiele istnień, wiele dusz... i wiele przerażenia.
Kamień, paskudny kamień nie poddawał się płomieniowi - ale to nic, to nic, moje małe... Płomień znajdzie sposób! Ruszył więc po belkach, bo podłogach i po stropach, po meblach, dywanach, lampach i wszystkim tym drewnianym. Tak, drewno mogło być przyjacielem.
Kolejne dziesiątki dusz pożerał, ale czuł, że to nie wszystko, co trawił, choć to, co czuł, nie wystarczyło do identyfikacji. Wtedy zaś wdarł się na szczyt wieży, tam, skąd kilka dusz uciekło nieznanym płomieniowi sposobem, odlatując i znikając nagle. Ale zostały ich księgi, papier - młodszy brat drewna, tak podatny płomieniowi. Płomień więc trawił - odbijało mu się miksturami, wybuchał prochem i dziwnymi, sproszkowanymi niby-kamieniami... ale czuł Ją tutaj, czuł wszędzie. Trawiąc zapisane inkaustem księgi, trawiąc emanującą kuszącym smakiem biżuterię i połyskujące kryształy na piedestałach... poznał. Wiedział, że to, co mają i dusze, lecz czym w istocie swej nie są, jest Magią. I że nic od Magii smakować lepiej nie może!


Płomień...

Dusze trawił długo. Choć... czy można tak rzec? Nie, chyba nie. Płomień bowiem trwał gdzieś, gdzie nie było żadnego drewna, żadnych dusz prócz tych, które złapał tam, w grodzie, żadnych zwierząt i żadnych innych istnień, które mógłby posmakować. Nie było wtedy nawet czasu...
Wszędzie zaś - w dole, w górze, dookoła, nawet w samym Płomieniu - była Magya, która pozwalała Płomieniowi trwać. I trwał, śnił i długo, długo smakował upolowane przez siebie dusze, nie myśląc. On tylko czuł.
I zdarzyło się, że Płomień uświadomił sobie swą odrębność. Wiedział, że dusze, które strawił i które dawały moc, dały moc JEMU, a nie innym, otaczającym go ze wszech stron Płomieniom. Że w ogóle istnieją inne Płomienie i że są one wokół niego. I powstał dlań czas na nowo.
Świadomość bolała... ale bolała dziwnie, obco, nieznajomo - raz tylko tak bolała, gdy niegdyś, po raz pierwszy, uderzyła go Woda. Bolała... strachem.
Płomień jednak się przebudził. Czuł na sobie pewne brzemię, czuł jednak, że razem z nim zyskał pewną mądrość. Nowy... nowy Płomień Życia?
Istnienia były tym, czym była ich moc - one były ich mocą. I moc strawionych należała do Płomienia, i istnienia tych mocy były nim... a on stał się nimi. Gdy nadeszła świadomość, nadeszła też forma - forma strawionych dusz. Cztery kończyny: dwie do podróży, dwie do innych działań. Głowa i zmysły. I wiele, wiele różnych flaków, różnego rodzaju mięsa, którego Płomień nie rozumiał i którego nie potrzebował - ciągle bowiem pojmował ogień i nim płonął.

- Sudżahid.
Głos. Spokojny, opanowany... znajomy, chociaż słyszany po raz pierwszy. Stwierdzenie, a nie pytanie.
- Dobrze, że zapłonąłeś, Sudżahidzie.
Ukojenie, pomimo tlącego się, odległego głodu w środku. Pierwsze poruszenie się, poruszenie się ciałem, które zostało uformowane. Pierwsze czucie nowym ciałem, pierwsze spojrzenie oczyma, pierwsze posmakowanie własnych warg. I pierwsze spojrzenie, pierwsze spotkanie innego Płomienia.
Ten Płomień unosił się przed nim, nieco ponad innymi płomieniami - tymi, które nie nie osiągnęły ponownego Zabłyśnięcia, które, choć pierwotne, były liche w porównaniu z tym Płomieniem. I z Sudżahidem.

Wiele czasu minęło, nim Sudżahid zasmakował wiedzy o świecie i przyswoił ją sobie. Od chwili swych ponownych narodzin wiedział, że istnieje już długo - długo w porównaniu z pierwszym swym zabłyśnięciem w jakimś grodzie śmiertelników. Dopiero później jednak dowiedział się, że miejscem, gdzie się narodził ponownie, było Piekło i że on sam powstał dzięki schwytanym i strawionym już tu, wśród Morza Płomieni, duszom. I zaczął poznawać świat - choć w pewien sposób dojrzały, choć w pewien sposób świadomy, to jednak wiele, wiele musiał się dowiedzieć. Wiele musiał przyoblec w słowa.
Potem dopiero zaczął życie - poznał wiele innych Płomieni, wiele Diabłów. Rządzić począł jakimiś śmiesznymi Impami, które nieraz trawił, gdy akurat naszła go ochota. Nauczył się kontrolować swoje ciało, nauczył się władać Ogniem... Wiedział jednak, że jego wiedza jest zbyt mała.

Dekady spędził na trawieniu kolejnych istnień i zgłębianiu kolejnych pokładów wiedzy. Uczył się magii, uczył się życia - fechtunku, intryg, społecznych zależności. Nabierał doświadczenia... ale przez cały ten czas czuł, że czegoś mu brakuje. Brakowało mu namiętności, tych pierwszych, którymi żywił się w pierwszych chwilach istnienia. Jego Wewnętrzny Płomień powoli gasł, perfidnie i zdradziecko podtrzymywany przez sztuczne żywienie się magicznymi sposobami, żywienie się wyhandlowanymi duszami śmiertelnych i innymi śmiesznie słabymi istnieniami. Nic nie było w stanie zaspokoić jego pragnienia.
Funkcjonował w społeczeństwie, funkcjonował pośród czarciej kultury - na tyle, na ile mogą to robić wyobcowane, wybuchowe i niebezpieczne Ifryty. Świadomy więc był, że osiągając wiek stu lat, przeżywszy cały już wiek nie osiągnął nic, co byłoby rzeczywiście godne uwagi i godne Płomieni. Symboliczna data popchnęła go do działania.
Rok minął mu na przygotowywaniu rytuałów, tworzeniu odpowiednich magicznych przedmiotów, zbieraniu informacji, ingrediencji i pomocników. Przygotował się jednak tak, jak powinien. Odprawiono ostatni rytuał, nieco boleśnie dla Praojca przerwano barierę Światów, tworząc portal z Piekieł...
I Sudżahid postanowił w świecie śmiertelnych odszukać prawdziwe źródło magii, które syciłoby go już zawsze.


Pożoga!