Oglądasz profil – Siofra

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Siofra Thyen
Rasa:
Elf lodowy
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
436 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Jest to wyrazista aura, o średniej sile i prawie jednolicie cynowym wybarwieniu. Monotonność lśniącej połaci przełamują niewielkie smugi miedzi, które sprawiają wrażenie jakby zostały pochłonięte przez cynowy monolit, stopniowo zmuszający je do prawie całkowitego zaniku.
Wokół harmonijnie i pogodnie lśni obsydian. Tak jak w swoich barwach, tak i w dźwięku aura jest łagodna, rozbrzmiewając wyraźnym ale przyjemnym szmerem lodowatego strumienia, oraz trzaskiem płomieni rozpalonego obok ogniska. Wokół czuć przysypany śniegiem i zmrożony iglasty las, doskonale komponujący się z resztą emanacji.
W dotyku aura objawia się jako twarda i giętka, w międzyczasie ujawniając swoją niejednolitą fakturę, wśród aksamitnej gładkości, kryjąc chropowate miejsca z ostrymi brzegami.
Smak jest wyraźny i lepki, z subtelnymi przebłyskami goryczki i delikatnie kwaskowymi nutkami.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Siofra
Grupy:
Inne Postacie:
Belegros
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Siofra

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 lat temu
Ostatnio aktywny:
1 rok temu
Liczba postów:
7
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Góry Dasso
(Posty: 5 / 71.43% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[U podnóża gór] Podróż w nieznane
(Posty: 5 / 71.43% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, wrażliwy
Zwinność:zręczny, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok, wyostrzony węch, wyostrzony zmysł magiczny
Umysł:ineligentny, silna wola
Prezencja:piękny, nieokrzesany, szarak

Umiejętności

RybołówstwoMistrz
Umiejętność rasowa. Wiedza praktyczna na temat łowienia ryb i ich obróbki, a także wiedza o samych rybach — ich gatunkach, zachowaniach czy też zastosowaniu poszczególnych składników ryby w różnych dziedzinach życia.
RytualizmOpanowany
Umiejętność opanowana w związku z opanowaniem magii.
PływanieMistrz
Sztuka przetrwaniaBiegły
Umiejętność rasowa.
PolowaniePodstawowy
TropienieOpanowany
Skradanie sięOpanowany
RzeźbiarstwoPodstawowy
Wiedza na temat dobierania i kształtowania surowca według swojej wizji, jak i doboru odpowiednich narzędzi do tego.
ArchitekturaPodstawowy
Władanie bronią białą [miecz, sztylet]Biegły

Cechy Specjalne

Niewrażliwość na zimnoZaleta
Cecha rasowa. Ciało Siofry jest tak skonstruowane, że zimno w ogóle na nią nie oddziaływuje, lecz jest bardzo wrażliwa na ciepło, gdyż jej organizm nie ma naturalnych odruchów schładzania ciała — nie poci się ani w żaden inny sposób nie potrafi naturalnie bronić się przed ciepłem.
Znak TharvastalWada
Znamię znajdujące się na plecach Siofry. Wyglądem przypomina jakiś symbol w antycznym, dawno zapomnianym języku, choć jedyną związaną z tym zmianą jest powracające pieczenie wokół tego miejsca — przynajmniej tylko tyle elfka zauważyła przez parę ostatnich stuleci.

Magia: Rytuały

WodyUczeń
Wraz z dziedziną Ognia, pozwala Siofrze panować nad lodem. Opanowanie tej sztuki przez elfkę wiąże się z jej zainteresowaniem rzeźbą, którą zajmowali się jej rodzice. Młoda dama nie miała cierpliwości do ręcznego obrabiania tego kruchego surowca, więc wybrała bardziej pracochłonną i wymagającą większego skupienia metodę — jednak czas wykonania jest krótszy, jak i efekty porównywalnie dobre. Br>
Nowicjusz
OgniaUczeń

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Siofra jest typem indywidualistki. Niełatwo nawiązuje przyjaźnie, a jeśli już — ceni taką przyjaźń ponad wszystko. Nie jest też duszą towarzystwa — woli przebywać w otoczeniu znajomych osób niż obcych, czy nowo poznanych. Bywa, że w nawet przyzwoitym towarzystwie powie coś, czego niejeden potem by żałował, ale elfka należy do tych osób, którym to nie przeszkadza i mówi to, co myśli, bez względu na to, gdzie i z kim rozmawia. Należy do osób z natury niezłomnych — trudno ją zmienić, a tym bardziej na siłę. Jak sama mówi o sobie, jest, jaka jest i trzeba to albo zaakceptować, albo się nie odzywać. Jednakże docenia życie takie, jakie jest, gdyż jak większość jej pobratymców wie, że wszystko — jak lód — nie jest wieczne./brWojny i bitwy nie są jej "konikiem", woli wyrażanie się poprzez sztukę. Aczkolwiek nie boi się wyzwań i, jeśli zajdzie potrzeba, potrafi też walczyć jak niejeden wprawny w wojaczce żołnierz. Jej jedynym lękiem jest to, że kiedyś cały świat pogrąży się w wiecznej, krwawej wojnie, gdzie brat stanie przeciwko bratu, a syn będzie musiał walczyć z ojcem.

Wygląd

Można by rzec, że ta młoda kobieta jest przeciętnej urody, patrząc na jej pobratymców. Jednak dla przeciętnego człeka, jest nader piękna i przede wszystkim wysoka — mierzy nieco ponad sześć i pół stopy. Jest dość szczupła i mimo wielu treningów, nie odbiło się to na jej sylwetce w postaci uwidocznionej muskulatury. Jak wszystkie elfy, posiada szpiczaste uszy. Jednakże srebrne włosy i jasne, fioletowe oczy wyróżniają ją spośród większości żyjących na kontynencie elfów. Twarz ma delikatną, można wręcz porównać ją do figurki z porcelany — drobny nos i małe usta powodują, że Siofra wygląda na młodszą dziewczynę, niż to w rzeczywistości jest. /brSiofrę najczęściej można spotkać w prostym, lekkim ubraniu. Nosi zwiewną, stalowoszarą tunikę bez rękawów do kolan, z rozcięciami po bokach od ud w dół. Przy  przyozdobiona jest delikatnymi wzorami, na dodatek elfka zazwyczaj przepasa ją skórzanym paskiem, przy którym przypięta jest pochwa na miecz. Szare spodnie są wykonane z wytrzymałego materiału, jednak na tyle lekkiego, by nie obciążać organizmu elfki nadmiernym przegrzaniem. Buty, wysokie po kolana, są zaledwie o odcień ciemniejsze niż tunika, mają też wzmocnienia przy palcach, strzegąc stopy właścicielki przed przypadkowym zmiażdżeniem od upadającego nań ciężaru. Ponadto, elfka spina włosy jedwabną wstążką. Na nadgarstkach natomiast nosi lekkie, metalowe zarękawia ze skórzaną osłoną od wewnątrz. /brKobieta porusza się wręcz jak duch. Bezszelestny chód wraz z umiejętnościami koniecznymi do przetrwania w dziczy w połączeniu z jej wyglądem powoduje, że niejednokrotnie albo jest mylona z niematerialnym bytem, albo nazywana Faë — duchem. Głos ma melodyjny I wysoki niczym "śpiew słowika o poranku" - jak to pięknie określił pewien poeta po spotkaniu z panną Thyen.

Historia

Zapewne zastanawiasz się, skąd taka młoda elfka jak ja się wzięła w tym miejscu? Powiedziałabym ci w skrócie: nic ci do tego, ale wiem, że nie tego oczekujesz. Może chcesz jakichś pikantnych szczegółów, hę? Ech, wy przyziemnej wiary... Nic, tylko jedno w głowie. Ale dobra, dobra — bez żadnych, bo jej mi tu czy kłótni, bo nic nie powiem. Zatem usiądźcie i słuchajcie.

***

Zapewne słyszeliście już o lodowych elfach — więc domyślacie się zatem, iż jak wszyscy, wywodzę się z dalekiej północy. Dumnie to brzmi, ale niestety nie miałam okazji zobaczyć krainy swych przodków. Dlaczego? Bo narodziłam się niedługo przed tym, jak te kurduple, zwane przez większość krasnoludami, przegoniły nas z ziem, które zaczęliśmy ponownie nazywać domem. Od tamtej pory żyjemy w ciągłej podróży, nie zagrzewając nigdzie miejsca na dłużej. Taki nasz los. Podróżując wraz z parunastoma innymi elfami, nauczyłam się jak przetrwać, polować i walczyć. Gdyby nie to, zapewne niejeden raz znalazłabym się gdzieś w rowie na skraju śmierci, bądź, co gorsze, martwa. Czy umiem pływać, pytacie? Ależ oczywiście, mam to w genach tak samo, jak rybołówstwo, więc wasze dociekania są nie na miejscu.

Moi rodzice byli niezwykle uzdolnionymi artystami. Próbowali "zarazić" mnie swoją pasją, ale nie miałam do tego nadzwyczajnego talentu. W każdym razie wolałam spędzać czas z magami, aniżeli przyłożyć się do nauki rzeźbiarstwa. Nawet później, by nie zawieźć rodziców, wykorzystywałam talent magiczny do tworzenia sztuki, by ułatwić sobie pracę i skrócić czas potrzebny do zrobienia rzeźby. Może to i nie fair, ale nie mnie to oceniać.

Cóż, jednak trafiłam tu do was sama, bez swych pobratymców, i zapewne zastanawiacie się, czemu... Hmm. Ciężko mi o tym mówić, ale proszę, jeśli tak nalegacie... Było to jakieś sto pięćdziesiąt, może dwieście lat temu — czas od tamtej pory nie ma dla mnie większego znaczenia. Wybrałam się bowiem tamtego dnia nad jezioro, by złowić ryby na kolację. Długo mi to zajęło, nim znalazłam odpowiednie miejsce i złapałam parę większych okazów, ale powrót do obozu był o wiele szybszy, mimo zbliżającego się zmierzchu. Już z daleka widziałam słabe światło ognisk, które co wieczór pozwalały nam wrócić do rodzin, a nie były widoczne dla przeciętnego zwierza czy ludzi. Jednak zaniepokoiło mnie jedno — kompletna cisza. Co wieczór mogłam usłyszeć wpierw szepty, a później żywe rozmowy rodzin, śpiewy dzieci, czy radosne okrzyki myśliwych, którzy po przyjacielsku rywalizowali, kto przyniesie tego wieczoru największą bądź najliczniejszą zdobycz. A wtedy nie było nic — rozmów, śpiewu, radości... Gdy dotarłam do obozu, wyglądał on tak, jakby wszyscy mieszkańcy nagle w trakcie zabawy poszli spać, bądź na spacer. Pierwsza opcja odpadała, bo nikogo nie było w promieniu najbliższej mili, a druga... Wydawała mi się zbyt nieprawdopodobna, bo wszyscy pozostawili w obozie swoje rzeczy, nawet wojownicy pozostawili broń, z którą nie rozstawali się, nawet idąc na przechadzkę. To wszystko wyglądało tak, jakby te parędziesiąt osób po prostu się rozpłynęło w powietrzu. Przeczekałam więc jedną noc, drugą, trzecią... I nikt się nie pojawił, nie wrócił. Nie docierało to do mnie, że ktoś ich zmusił do ucieczki, bądź przed moim powrotem zostali zaskoczeni i musieli zostawić wszystko, a ktoś ich pojmał. Sądziłam, że to tylko zły sen i obudzę się wśród znajomych twarzy, ale niestety tak się nie stało. Wyruszyłam więc o świcie, byle dalej przed siebie. Dawno straciłam już nadzieję, że odnajdę swoją rodzinę, lecz może kiedyś znajdę odpowiedź, co się z nimi stało. Jedyną "pamiątką" po tym oczekiwaniu jest znamię na plecach, które czasem "przypomina mi" o swoim istnieniu przykrym pieczeniem.

Od tamtej pory podróżuję wzdłuż tego kontynentu, żyjąc jak wygnaniec, którym poniekąd jestem. Całkiem niedawno, udając się na polowanie, zauważyłam pewnego chochlika. Cicho skierowałam się w drugą stronę, by ten mały drań mi nie przeszkodził, ale po chwili usłyszałam za sobą brzęczenie jego skrzydełek. Próbowałam go pogonić, zwyzywałam od stu diabłów, a on nic - uczepił się jak rzep. Potem ni stąd, ni zowąd, wystawił mi zwierza. Nigdy w życiu takiego czegoś nie widziałam! Ugryzł sarnę w zad, skierował ją wpierw na otwartą przestrzeń, później wprost na mnie — jakby już to robił wcześniej. W ostatniej chwili ubiłam uciekającą zwierzynę, bo mówiąc wprost, zatkało mnie. Podziękowałam chochlikowi, jak mogłam, sądząc, że pójdzie w swoją stronę. Ani się nie obejrzałam, ten diabelski pomiot dalej ze mną szedł, mówiąc w swym pokracznym języku i pokazując mi, że nie zamierza odpuścić. Tak więc nazwałam to Vishnu i do tej pory mi towarzyszy. Gdzie on jest? Bo ja wiem... Nie zwierza mi się. Ale chwila, chyba widzę go w kieszeni Twojego kolegi za tobą, bo poznaję jego niebieski łeb... Ech, nie budź go, bo gotów jest ci ugryźć palec, ucho lub co jeszcze ci tam wystaje. *wrr, szur, grr* Ałć! A nie mówiłam?

Dobra, koniec tego dobrego, już wszystko odpowiedziałam o sobie. Jeśli chcecie coś więcej, możecie podróżować ze mną dalej. Jeśli nie, nie będę żałować.