Oglądasz profil – Gemelli

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Roderick Gemelli
Rasa:
Wampir
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
150 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Głęboko kobaltowy płaszcz spadającej wartko lecz bezgłośnie wody, mieszający się z żelaznymi przebłyskami światła, a podszyty lśniącą rozkosznie platyną przyozdobioną w cynowe wzory rysuje się w umyśle czytelnika z niewielką, chociaż stanowczą siłą. Obsydianowa poświata unosi się nad nim niczym wilgotna mgiełka skrywająca w sobie tajemnice przeszłości. Wywołujący ciarki lub też niesmak zapach świeżej krwi burzy spokój, który budowały współgrające ze sobą barwy. Kiedy mimo wszystko wyciągnie się dłoń w stronę tej szlachetnej emanacji napotka się twardą, lecz dającą się zginać powierzchnię, która choć aksamitna i kusząca lepi się do palców, a kiedy najmniej można się tego spodziewać rani znienacka ostrymi kłami. Jej gorzkawy smak komponuje się z łagodnym akcentem dzięki czemu nie męczy, ale i nie pozwala o sobie tak szybko zapomnieć.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Gemelli
Grupy:
Inne Postacie:
Onuris, Quan
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Gemelli

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 lat temu
Ostatnio aktywny:
7 miesiące temu
Liczba postów:
66
(0.08% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.07)
Najaktywniejszy na forum:
Równiny Andurii
(Posty: 30 / 45.45% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Okolice Shari] Zapach żelaza
(Posty: 30 / 45.45% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, odporny
Zwinność:zręczny, bardzo szybki
Percepcja:dobry wzrok, dobry słuch, przytępiony smak
Umysł:ineligentny, Żelazna wola
Prezencja:piękny, arytokratyczny

Umiejętności

Walka wręczBiegły
AnatomiaBiegły
PrawoOpanowany
MatematykaBiegły
FizykaPodstawowy
EtykietaOpanowany
JeździectwoOpanowany
MedycynaBiegły

Cechy Specjalne

Czytanie w myślachZaleta
Wystarczy odrobina skupienia, by Roderick odczytał myśli najbliższej osoby i mógł na nie wpłynąć w korzystny dla siebie sposób. Wyjątkiem jest jego brat, Fryderyk, na którego sztuczka z mieszaniem w głowie się nie powiedzie. Zamiast tego komunikacja między nimi jest możliwa nawet na odległość.
WampiryzmKlątwa
Natura wampira jest kapryśna i wiąże się z m.in piciem świeżej krwi, by zaspokoić głód. Dłuższe jej odstawienie powoduje utraty sił, omdlenia, a nawet śmierć. Niestety Roderick zaprzestał spożywania ludzi i od kilku lat zadowala się krwią zwierząt.
RegeneracjaZaleta
Wampira łatwiej zabić niż zranić, dlaczego? Rany na ich ciałach, w tym również wewnętrzne zasklepiają się w zastraszająco szybkim tempie. Dlatego łatwiej odciąć wampirowi głowę niż go poważnie pokaleczyć.
Czysta krewZaleta
Nieumarli czystej krwi nie muszą unikać słońca i mogą dotknąć srebra w niedużej postaci. Słońce nie jest dla nich aż tak zabójcze, chyba, że jest to kilkutygodniowy upał, a wokół nic nie rzuca cienia. Wtedy jego blask potrafi śmiertelnie popażyć wampira.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Większość arystokratów cechuje przesadna pewność siebie i poczucie wyższości nad innymi. Do Rodericka nie można przypisać tego drugiego. Choć jego głos i postawa kipią aroganckim spokojem, wampir unika wywyższania się, by nie zrazić do siebie innych. Jest przesiąknięty dobrymi manierami i taktem, szczególnie wobec ludzkich kobiet, którymi jest zafascynowany. Reszcie potrafi okazać należny im szacunek, z wyjątkiem czarodziejom, którymi (po incydencie w Valladonie) poprostu gardzi. Lubi doborowe i inteligentne towarzystwo, stara się nie pozyskiwać wrogów, choć sprowokowany jest niebezpiecznym przeciwnikiem. Do jego dobrych cech niewątpliwie należy szczerość, takt i odpowiedzialność. To ostatnie sprowadza się do pilnowania swojego młodszego (o minutę) brata, Fryderyka, o bardziej awanturniczej naturze. Jest lojalnym przyjacielem, sprawiedliwym i rozsądnym sędzią i kochającym bratem, który nadstawi za niego karku. Na codzień stara się zachować neutralność, ale nie zawsze mu to wychodzi.

Wygląd

Roderick to wysoki mężczyzna o bardzo szczupłej sylwetce i nie nagannym wyglądzie. Mierzy około metra dziewiędziesięciu wzrostu, a jego skóra jest gładka i blada jak kreda, chłodna w dotyku. Owalna twarz posiada wyraziste, acz łagodne rysy podkreślające wysunięty podbródek, lekko zadarty nosy i wąskie usta, za którymi błyszczą białe, przedłużone kły. Jego oczy, koloru głębokiej czerni, obserwują świat spod przymróżonych powiek. Przeciętny obserwator zauważy w nich duszę człowieka zdeterminowanego i żałującego swoich czynów. Popielatosiwe włosy, sięgające mu ramion nosi rozpuszczone, z niewielką grzywką zasłaniającą lewe oko. Ubiera się elegancko: biała koszula ze złotymi spinkami, spodnie, pantofle i zapięty na dwa złote guziki frak. Na serdecznym palcu nosi sygnet, na którym ma wygrawerowane imię swojego brata. Porusza się zdecydowanym krokiem, ze splecionymi za plecami rękoma, a w jego głębokim i miłym dla ucha głosie słychać nutę wyższości.

Historia

Nazywam się Roderick Gemelli i gdyby ktoś spytał mnie kiedyś "Dlaczego szlachcic nie ma domu?" To odpowiedziałbym mu następującym słowem "Paradoks". Bo tak w skrócie wyglądało moje życie. Moje i mojego brata-bliźniaka Fryderyka.

Choć pochodzimy z zamożnej, arystokratycznej, wampirzej rodziny czystej krwi (naszym herbem jest biały pentagram na czarnym kole) to nigdy nie posiadaliśmy stałej rezydencji, czy pałacyku. Urodziliśmy się w drodze i tylko takie życie znamy z czasów wczesnego dzieciństwa. Nasz ojciec, Bernard był kartografem. Nie jakimś pierwszym z brzegu - był najlepszy w swoim fachu. Jego prace do dziś służą akademią, marynarzom i niektórym królom. Odzwierciedlały rzeczywisty podział świata i jego topografię, były wspierane o dokładne opisy miejsc i zamieszkujących je stworzeń. Dzięki nim planowanie wojen i potyczek stawało się lepsze i przyjemniejsze, gdyż mapy prezentowały wszystko, zaczynając od granic kotlin i wzniesień, a kończąc na zaznaczonych meandrach i zakolach rzecznych. Wszystko z dokładnością do milimetra. Taka praca niosła ze sobą jednak pewne konsekwencje. Jedna z nich sprawiła, że pierwsze trzydzieści lat życia spędziłem wraz z bratem i innym rodzeństwem (łącznie było nas pięcioro) na trakcie, podróżując od miasta do miasta, od wsi do wsi, od jednego wybrzeża po drugie, a czasami nawet i dalej, po oceanie. Ale mimo wszystko nie cierpieliśmy na brak gotówki, czy szacunek. Nasze nazwisko było dość popularne i lubiane, szczególnie w Valladonie, skąd, formalnie, pochodzimy.

Naszą matką natomiast była Serena, córka jednego z baronów i czystej krwi wampirzyca-wojowniczka, po której odziedziczyliśmy charakter. Podczas naszych wędrówek często zaciągała się jako eskorta karawan (dodatkowe źródło zarobku), a w przerwach kiedy nasz ojciec sporządzał mapy - niekiedy trwało to dni, nie raz tygodnie - matka była ochroną dla ważnych osobistości. Nikomu z nas to jednak nie przeszkadzało, zwłaszcza, że lubiłem towarzystwo rodzeństwa i razem z bliźniakiem, Fryderykiem chętnie pilnowaliśmy młodszych sióstr, które z czasem poszły w ślady matki. Byliśmy bardzo nietypową rodziną arystokratów.

A co się tyczy mojego brata i mnie, to zdradzę, że nie widzieliśmy dla siebie perspektyw życia jako kartografowie. Mimo wampirzej natury byliśmy ciekawi świata śmiertelników, chociaż nasze metody poznania bardzo się od siebie różniły. Co ja wygaduję? Za bardzo się od siebie różniły.

Ja większość wolnego czasu spędzałem, w miarę możliwości, w bibliotekach, gdzie czytałem wszystko, co nosiło "anatomia" lub "człowiek" w tytule. Ludzi poznałem przez ich własne doznania, które spisywały najznamienitrze umysły Alaranii. Z ksiąg takich jak "Natura ludzka" i "Co w nas siedzi" poznałem anatomię istot śmiertelnych i zasady ich działania, dlatego podczas naszych wędrówek pozwalałem sobie na prowadzenie podróżnego gabinetu, w którym pomagałem chorym ludziom. Dziś moja wiedza jest rozbudowana, znam budowę ciała, układ kości, wiem jak leczyć choroby, choć sam ich nigdy nie doświadczyłem.

W tym samym czasie mój brat, Fryderyk przechodził specyficzny okres buntu i ciekawości. Choć równie chętny do zdobywania wiedzy, jak ja, to pozyskiwał ją poprzez doświadczenie. Domyślasz się pewnie co to znaczy, a jeśli nie to napomknę, że czasami musieliśmy uciekać z miasta wcześniej niż to było przewidziane. Krótko mówiąc: Fryderyk lubił dokonywać autopsji, a materiał do badań dość często był "świeży". Oczywiście próbowałem mu to wybić z głowy, ale nie słuchał. Często wpadaliśmy przez to w kłopoty - mówiąc my nie mam na myśli rodziców. Tylko siebie i jego, bo choć zdażało mu się zabić - to ja go ciągle wyrywałem ze szponów sprawiedliwości. Prawem lub pomocą w ucieczce. Nie mogłem przecież zostawić bliźniaka na pastwę losu. Dziś, gdy to wspominam dochodzę do wniosku, że było warto.

Gdy dorośliśmy, czyli gdy stuknęła nam czterdziestka - zaciągnęliśmy się do wojska, gdzie z miejsca zrobiono z nas medyków (na pytanie "co potrafimy?" brat wbił mi strzałę w lewe płuco i na żywca zoperował. Ja naturalnie zrobiłem to samo z nim. Nie było żadnych argumentów by nas nie przyjąć). Czas jaki tam spędziliśmy wspominamy dość dobrze, choć kilka razy zamykano nas w ciemnicy (kazać wampirowi pracować wśród sikających krwią żołnierzy? - marny pomysł) ale bardziej doświadczonych lekarzy wojsko nie miało. Frontu prawie wogóle nie ujrzeliśmy na oczy, znaliśmy go tylko z krótkich i głośnych relacji pacjentów zanim zmarli lub zemdleli na stole. Mimo to nie ciągnęło nas na otwarte pole. Pamiętam, że jednego razu chciano nas "wypróbować" czyli wtrącić do ręki pikę, hełm i wystawić na pierwszy szereg. Jak duże było zdziwienie naszych wrogów, gdy ujrzeli dwóch "rycerzy" biegnących na nich z paczką strzał w brzuchu - każdy. Ogromne. Ale to nie było życie dla nas, więc kiedy prośby o stałe przeniesienie zawiodły - zdezertowaliśmy i ukryliśmy się w Valladonie.

Z naszymi umiejętnościami bez trudu zostaliśmy profesorami, którzy przez ostatnie siedemdziesiąt lat wykładali Anatomię i Medycynę na Uniwersytecie w Valladonie. Nasza wiedza, może nie tak bogata, jak w opasłych księgach, była oparta na praktyce i doświadczeniu, czego pergamin nie jest w stanie zapewnić. Sami wykładowcy szybko więc okazali nam szacunek, a studenci wzięli nas za autorytet. Nie było jednak tak kolorowo. Zraziliśmy do siebie niektórych profesorów (zwłaszcza czarodziejów), dla których jedynym źródłem poznania była książka. Nie raz oskarżano nas o demoralizację i głoszenie herezji (podczas zajęć prowadziliśmy częste prezentacje i doświadczenia wykorzystując do tego własne ciała) lub próbowano podkopać naszą reputację (co nie było trudne, zważywszy, że jesteśmy wampirami). Doszło też do kilku napadów na nasze osobistości, lecz za każdym razem strażnicy znajdowali pokiereszowane szponami i wysuszone ciała najemnych zbirów i mężczyzn spod ciemnej gwiazdy, a wokół żadnych świadków. Nie znajdowano też żadnych poszlak wskazujących na naszą dwójkę, a jeżeli już, wstawiało się za nami ponad czterystu studentów z Uniwersytetu. Do czasu, kiedy jeden z czarodziejów rzucił na mnie urok. Będąc w szaleńczym amoku i głodzie pożywiłem się bezbronną uczennicą. Skandal i oburzenie wzięło w ludziach górę, którzy zapominając o rozsądku, postanowili odpłacić mi za wyrządzoną krzywdę. W mojej obronie stanął Fryderyk, niesłusznie osądzony o współzbrodnię i razem ze mną wypędzony z miasta. Od tamtego momentu nie piję ludzkiej krwi i ze szczególną ostrożnością unikam czarodziejów.