Oglądasz profil – Linnea

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Linnea Naesell
Rasa:
Leśna Elfka
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
0 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Aura pokryła się obfitą barwą barachitu, na której to goszczą cynowe płatki. Otacza ją delikatna sieć upleciona z szafirowej poświaty. To właśnie spomiędzy nici wydobywa się cykliczne buczenie, zanikające na tle licznych głosów przywodzących na myśl zmysłowy szept. Pachnie lasem świeżo po deszczu, a w dotyku jest miękka niczym mech. Giętka i gładka powierzchnia często przypomina o swoich ostrych wypukłościach, a kwaśny smak lepi się zmysłowo do ust. Czasem na języku zagości również gorzka nuta.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Linnea
Grupy:
Inne Postacie:
Elaine
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta
Lokalizacja:
UK

Skontaktuj się z Linnea

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
4 lat temu
Ostatnio aktywny:
2 lat temu
Liczba postów:
16
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 4 / 25.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
W miasteczku
(Posty: 3 / 18.75% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile

Brak profili posiadających połączenia.

Atrybuty

Krzepa:słaby, raczej wytrwały, delikatny
Zwinność:bardzo zręczny, bardzo szybki, precyzyjny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch
Umysł:pojętny, ineligentny, silna wola
Prezencja:olśniewający, godny, przekonywujący

Umiejętności

BotanikaOpanowany
Skoro żyje ona w lesie, musi w jakiś sposób w nim przeżyć - dlatego też musi wiedzieć, jakie zioła mogą pomóc jej, bądź zwierzętom którymi się opiekuje.
Władanie bronią białą (miecz)Biegły
Linnëa zaczęła naukę szermierki już kiedy była dzieckiem - przynajmniej od tego czasu swego dzieciństwa, który jest jej znajomy.
ŁucznictwoMistrz
Łuk dla niej jest tak naprawdę przedłużeniem ręki, bez niego czuje się bardzo niepewnie i zwykle popada w panikę.
AnatomiaOpanowany
Dobry łucznik musi wiedzieć gdzie strzela, Linnea nie stanowi tutaj wyjątku, poza tym studiując stare zwoje opanowała też anatomię zwierząt, zwłaszcza ssaków, co pozwala jej na efektywniejsze leczenie ich obrażeń.
Medycyna humanoidówPodstawowy
Potrafi udzielić pierwszej pomocy wszystkiemu co chodzi na dwóch nogach, ale nie ma co liczyć na jej większe umiejętności w tym zakresie.
Medycyna zwierzątBiegły
Ciała zwierząt stanowią dla elfki o wiele mniejszą tajemnicę, niż te należące do jej pobratymców. Potrafi ona udzielić fachowej pomocy medycznej dla wszystkich leśnych zwierząt, trochę gorzej jest jednak z gadami.
UnikiBiegły
Uniki to umiejętność która jest jej chyba najbardziej potrzebna, poza oczywiście posługiwaniem się łukiem. Jej zwinność i szybkość z pewnością ułatwiają jej to zadanie.
GimnastykaOpanowany
Poza tym że codziennie rano wykonuje ćwiczenia rozciągające, jak i gimnastyczne w celu zachowania formy, Linnea używa tych samych umiejętności w trakcie uników.
ŚpiewMistrz
Nie jest ona utalentowana pod względem malarstwa czy poezji, ale wynagradza jej to jej największy talent - śpiew. Jej czysty głos oczarował niejednego przedstawiciela płci męskiej.
TresuraBiegły
Linnea doskonale zna każdy gatunek zwierząt mieszkających w Szepczącym Lesie, co też pomogło jej w oswojeniu wielu z nich, oswojeniu, albowiem sama nie nazywa tego tresurą.
RolnictwoOpanowany
Aby się powyżywić, Linnea nie raz znajduje po prostu żywność w lesie, który jest siedliskiem wielu roślin którymi mogłaby się pożywić. Jednakże nie mogłaby ona przeżyć na samych jagodach, co też zmusiło ją do tego, aby uprawiać własne owoce i warzywa.
JeździectwoBiegły
Po co byłby jej koń, gdyby nie potrafiła na nim jeździć? Na szczęście po utracie pamięci, szybko ponownie opanowała tę sztukę, a zawdzięczała to zapewne również w dużym stopniu jej klaczy, Taei.
AlchemiaOpanowany
Mimo iż nie ma laboratorium, potrafi przyrządzić podstawowe mikstury i kilka bardziej zaawansowanych używając małej ilości narzędzi, są to jednak najczęściej roztwory przeznaczone do celów medycznych.
WspinaczkaOpanowany
Elfka wielokrotnie wspinała się na drzewa, a nawet po leśnych pnączach. Bardzo przydatna umiejętność.
TropienieBiegły
Linnea dzięki swojemu dobremu wzrokowi potrafi dostrzec poszlaki, które umknęłyby zwykłemu człowiekowi. To czyni ją naprawdę dobrym tropicielem.
Skradanie sięBiegły
Jako że praktycznie całe swoje życie spędziła w lesie, potrafi ona poruszać się po nim niezauważona. Jeżeli chodzi jednak o miejskie otoczenie, nie czuja się ona już w nim na tyle swobodnie, aby równie umiejętnie wykonywać tę sztukę.
PrzetrwanieBiegły
Las jest jej domem, gdyby nie wiedziała jak w nim przetrwać, zapewne nie przeżyłaby w nim roku. Doskonale opanowała umiejętności przetrwania w tym środowisku, choć zapewne poradziłaby sobie niewiele gorzej w innych warunkach.
PływanieOpanowany
Sama nauczyła się pływać, dlatego nie zna ona technik pływania które znają wszyscy Ci, którzy uczyli się tego od innych.
GotowanieOpanowany
Elfka w życiu by nie przeżyła jedząc jedynie surowe warzywa i owoce, dlatego też musiała nauczyć się przyrządzać z nich pożywne, wegetariańskie potrawy.
PoliglotyzmBiegły
Właściwie to zna tylko Wspólną Mowę oraz język elficki.

Cechy Specjalne

Mowa zwierzątZaleta
Linnëa potrafi rozmawiać z niemal wszystkimi zwierzętami.
Mowa roślinZaleta
Kolejna cecha rasowa. Dzięki tej umiejętności elfka niemalże doskonale rozumie nie tyle las, co każdy '
Klątwa
Odporność na chorobyZaleta
Chyba najbardziej przydatna umiejętność którą odziedziczyła jako członkini rasy leśnych elfów, bez niej zapewne długo by nie pożyła jako mieszkanka Szepczącego Lasu.
Widzenie w słabym świetleZaleta
Ostatnia z cech rasowych jakie posiada, niezwykle przydatna w ciemnych leśnych zakamarkach, jak i przydatny dodatek do jej łuczniczych umiejętności.

Magia: Intuicyjna

ŻyciaAdept
Magia ta służy jej wyłącznie do leczenia, elfka nie raz potrafiła ocalić życie zwierzęciu które w normalnych warunkach, byłoby martwe.
IstnieniaUczeń
Zwykle tworzyła ona przedmioty potrzebne jej do do leczenia, bądź też takie które mogłyby się jej przydać. Nigdy nie było to nic skomplikowanego. Uczyła się tej umiejętności studiując zwoje podsunięte jej przez przyjaciela.
EmocjiUczeń
Linnea potrafi wpłynąć na emocje zwierząt, aby je uspokoić, oczywiście po raz kolejny magia ta przydaje się jej w celach medycznych, choć może dałaby radę wpłynąć w jakiś sposób na "

Przedmioty Magiczne

GlydhávielZaklęty
Jest to krótki łuk który posiada odkąd tylko pamięta. Cechuje go przede wszystkim to, iż nigdy się nie złamie i nikt nie może go zniszczyć zwykłymi sposobami. Zadziała tutaj jedynie magia, lecz i tutaj nie są to podstawowe zaklęcia. Poza tym strzała wystrzelona z tego łuku nigdy nie zmieni toru lotu - jej kurs nie może zostać zmieniony przez wiatr, czy też inne czynniki.

Charakter

Linnea jest bardzo skromną, wrażliwą i nieśmiałą osóbką, często po prostu nie potrafi porozumieć się z inną osobą i to utrudnia jej jakikolwiek kontakt z innymi, zapewne mogło to być spowodowane utratą jej przyjaciela. Ów incydent spowodował, iż przez długi czas nienawidziła ludzi, ponieważ obwiniała ich wszystkich o śmierć przyjaciela, ale po rozmowie z jej dawną opiekunką nienawiść przerodziła się w akceptację, choć nadal nie potrafi wyzbyć się niechęci do tej rasy.

Wbrew temu co mogliby o niej pomyśleć inni ujrzawszy ją po raz pierwszy, nie jest ona osobą ponurą. Owszem, kiedyś uśmiech pojawiał się na jej twarzy o wiele częściej, ale nadal potrafi się śmiać, choć zdarza jej się to najczęściej w obecności zwierząt, aniżeli istot inteligentnych.
Innym błędnym stwierdzeniem byłoby to, że skoro tak łatwo podlega emocjom, to łatwo nią też manipulować. To duży błąd. Nie jest ona osobą, którą można pomiatać, a sama również nie lubi rozkazywać innym.
Na jej charakter w znacznym stopniu wpływa też fakt, iż jest ona wegetarianką - nie potrafiłaby zjeść zwierzęcia po tym, jak uleczyła tak dużą część z nich, po prostu uznałaby to za morderstwo i tak też reaguje za każdym razem kiedy widzi mięso na talerzu. Ukazuje to więc też jej opiekuńczość w stosunku do istot, którymi się zajmuje.
Nie lubi ludzi rzucających słowa na wiatr, bo sama taką osobą nie jest, kiedy coś sobie postanowi, trudno ją od tego odwieźć, z jednym jednak wyjątkiem - wyżej wspomnianą nienawiścią do rasy ludzkiej. Teraz, nadal kieruje nią żądza zemsty - zemsty na człowieku, który zabił jej towarzysza i tego nic już nie zmieni, bo nie spocznie dopóki ten człowiek nie zginie, bądź nie dowie się, iż ten już umarł.
Ma niemalże obsesję na punkcie higieny, bardzo często się kąpie i uwielbia gorące źródła - o ile jakieś spotyka, co zdarza jej się bardzo rzadko. Podobnie sprawy się mają w stosunku do pływania, kiedy widzi się ją w wodzie, można by rzec iż powinna się ona urodzić jako nimfa wodna.

Wygląd

Linnëa jest piękną elfką o długich, kruczoczarnych włosach i dużych, zielonych niczym szmaragdy oczach. Jak na typową przedstawicielkę swej rasy przystało, jest dosyć niska i szczupła, może się jednak pochwalić nielichymi kobiecymi kształtami - średni biust, wąska talia, zgrabne biodra. Nie można też oczywiście zapomnieć o charakterystycznych, spiczastych uszach. Jej urodę podkreśla też gładka niczym aksamit skóra, co tylko ukazuje jej delikatność. Z dosyć bladą cerą kontrastują rumiane policzki na owalnej, lekko przeciągłej twarzy. Jej wydatne, pełne usta kusiły niejednego, nie tylko ludzkiego mężczyznę.

Co do ubioru - zwykle ma ona na sobie zwykły, smolisty bawełniany płaszcz z odczepianym kapturem o tym samym kolorze, oraz napełniony strzałami kołczan i krótki łuk Glydháviel zawieszone na plecach. Na jej prawym biodrze zwykle widnieje niewielki mieszek, gdzie poza kilkoma monetami znajdują się przede wszystkim niewielkie ilości medykamentów i ziół - niewiele, tak aby sam woreczek nie był wypchany. Do drugiego zaś biodra są przyczepione sztylet oraz krótki miecz.
Porozumiewając się we wspólnej mowie, zwykle przeciąga ona w melodyjny dosyć sposób niektóre sylaby.

Historia

***

Co najwyżej kilkunastoletnia Linnea obudziła się gwałtownie i zaczęła rozglądać się po obozie - bo istotnie, był to jakiś obóz. Znajdowała się w lesie, to było pewne i z niewiadomych przyczyn trochę ją to uspokoiło, ogromne sosny dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Nieopodal, nad niewielkim ogniskiem gotowało się coś w małym kociołku, nie potrafiła jednak rozpoznać zapachu tej potrawy - o ile istotnie była to jakaś potrawa. Bardziej zainteresował ją jednak młodzieniec w jej wieku siedzący w tamtym miejscu, który jak dopiero teraz zauważyła - przyglądał się jej dziwnym wzrokiem. Czuła się nieco niekomfortowo z tym, iż on tak nachalnie się na nią patrzył. W końcu jednak nie wytrzymała. Była głodna, bolała ją głowa i nie miała pojęcia co tutaj się dzieje.
- Gdzie... Gdzie ja jestem? - z jakiegoś powodu miała wrażenie, że mimo wszystko znała tego elfiego chłopaka. Ten nadal się na nią przez pewien czas patrzył, wyraźnie się nad czymś zastanawiał.
- Naprawdę musiałaś uderzyć się mocno w głowę, skoro nie potrafisz nawet ocenić sytuacji. - odparł. Jesteś w obozie, ba! Nawet mogę Ci powiedzieć że jesteśmy w lesie. - dodał, próbując zachować żartobliwy ton.
Linnea poczuła się nieco zakłopotana.
- P-przepraszam - wybąkała, po czym z niewiadomych przyczyn zaczęła płakać. Na to chłopak już nie wiedział co tak naprawdę poradzić, widać wahał się czy do niej nie podejść. W końcu zrobił to i niepewnie objął ją ramieniem, choć wyraźnie czuł się przy tym dosyć niezręcznie.
- Nie masz za co przepraszać, naprawdę. Wszystko będzie dobrze. - powiedział kojącym głosem.
Na te słowa elfka podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy, ten odruchowo odwrócił wzrok. Zauważyła, że miały intensywny, zielony kolor.
Jednak co innego jej teraz zaprzątało głowę, uzmysłowiła sobie, że to pytanie które zadała na początku było mało istotne W rzeczywistości jej głównym problemem było to, iż sama nie pamiętała kim tak naprawdę jest. Nie potrafiła przywołać jakichkolwiek wspomnień. Ale skoro nie potrafiła przywołać wspomnień, to jak potrafiła w ogóle mówić? Zabawne że akurat w tym momencie zebrało ją na takie rozważania.
W końcu postanowiła zapytać się o to tego nie-do-końca-nieznajomego.
- Kim... ja jestem? - spytała otarłwszy łzy.
Na to pytanie elf zareagował mieszaniną zaskoczenia z zakłopotaniem. Pokręcił jedynie głową.
- Naprawdę nie pamiętasz nic co było... przedtem?
Na to Linnea również pokręciła tylko głową.
- Nie pamiętam niczego co zrobił... em przedtem - odpowiedziała. Z jakiegoś powodu ten chłopak, o ile jest to możliwe, spojrzał na nią w o wiele dziwniejszy sposób niż przedtem, co wydawało się trochę komiczne.
- Hej, wycofuję to co mówiłem wcześniej - próbował powiedzieć żartobliwym tonem - Ty chyba nawet zapomniałaś że jesteś dziewczyną! W Twoim wypadku powinnaś używać końcówki łam!
Spojrzała na niego z zakłopotaniem.
- Dobrze, dobrze, już przepraszam. No więc nie pamiętam niczego co przedtem zrobiłam.
- No i tak lepiej! - powiedział głośno - Chociaż pierwotnie to zdanie miało trochę inną strukturę.
Spojrzała na niego naburmuszona, co spowodowało iż on próbował się poprawić.
- No cóż... - zaczął - Jakby to powiedzieć... Jak zapewne zauważyłaś, jesteś dziewczyną, a ja jestem chłopakiem, to nas od siebie różni .
Linnea uniosła brwi i pokręciła tylko z poirytowaniem głową.
- Mam na imię Inith, a Ty... a Ty nazywasz się Linnea - na te słowa skinęła tylko głową.
- Jesteśmy elfami, ale całą resztą o tym kim jesteśmy opowiem Ci później - kontynuował - jestem też Twoim przyjacielem, jechałaś na Taei i z jakiegoś powodu zrzuciła Ciebie z grzbietu.
Tutaj już musiała się wtrącić.
- Kim jest Taea? - spytała.
- Jest Twoim koniem - szybko odpowiedział - a może bardziej trafnym określeniem będzie tutaj klacz. Stoi trochę dalej, na polanie gdzie jest więcej trawy, później Ciebie do niej zaprowadzę jeżeli będziesz chciała - na te słowa wskazał jedynie jakieś krzaki, gdzie najwyraźniej za nimi znajdowała się owa polana - Odnalazłem Ciebie i opatrzyłem, to chyba cała historia.
Resztę czasu oboje spędzili na rozmowie o tym, co Inith wiedział o przeszłości Linnei. Ta nie wiedziała jednak, że coś przed nią ukrywał...


***

Minęło już kilkadziesiąt lat od owego feralnego dnia, w który to Linnea straciła pamięć. Od tego czasu wyrosła na przepiękną elfią pannę, a jej przyjaciel Inith na przystojnego elfa.
Oboje znajdowali się na jednej z większych gałęzi dębu w Szepczącym Lesie, przycupnięci i przygotowani na ewentualną ucieczkę. Obserwowali grupkę ludzi, czterech mężczyzn - dwóch uzbrojonych w ostre jak brzytwa halabardy, a dwóch pozostałych posiadających krótkie miecze i małe okrągłe tarcze. Wszyscy siedzieli wokół dużego ogniska nad którym piekł się a rożnie duży udziec jelenia, na ten widok Linnei zrobiło się niedobrze - nie jadła mięsa. W jeszcze gorszy nastrój wprawiło ją jednak to co pozostało z tego biedniego zwierzęcia, leżące kilkanaście stóp za nimi.
Z jakiegoś powodu intruzi zapuścili się dosyć daleko w las i elfy musiały to sprawdzić, jako iż zbliżyli się oni niebezpiecznie do ich kryjówki. Dzięki ich czułemu słuchowi, mogli usłyszeć o czym rozmawiali żołnierze bez ryzyka wykrycia.
- A niech to szlag! - powiedział jeden z nich - To wielkie bydle było jakieś inne, jego rogi o mało nie przebiły mnie na wylot!
- Słabyś i tyle, co z Ciebie za mężczyzna że boisz się gównianego jelenia? - wtrącił drugi - Zresztą, nie ma co o tym teraz gadać, musimy ustalić co dalej.
Na te słowa dwóch pozostałych skinęło głowami, po czym znów odezwał się pierwszy.
- Najpierw... - nagle można było usłyszeć trzy pohukiwania sowy, na co ten się wzdrygnął i rzekł do pozostałych - Poczekajcie, najpierw pójdę się odlać, po czym odszedł.
Elfka spojrzała na swojego towarzysza, po czym szybko podniosła swój łuk z naciągniętą już cięciwą, podobnie zrobił jej przyjaciel. Coś tu było nie tak, chyba jakimś cudem intruzi wykryli ich obecność... Ale jak?
Oboje postanowili zachować ostrożność w zaistniałych okolicznościach i zeskoczyli z drzewa, lecz jak się okazało - to był błąd. Grot strzały przebił prawą pierś stojącego obok niej towarzysza, a potem kolejny i zapewne i ją spotkałby podobny los, gdyby nie to, iż instynktownie odskoczyła na bok. Linnea w tym momencie natychmiast spojrzała w kierunku, w którym stał ich przeciwnik. Wyłonił się z lasu, wyraźnie nie widząc w niej większego zagrożenia. Był to niski, barczysty mężczyzna ubrany w skórzaną tunikę, na jego plecach widniała ciemnobrązowa peleryna, a na głowie miał kaptur o tym samym kolorze. Kiedy tylko zaczęła do niego strzelać, ten podniósł jakby od niechcenia tarczę i parł na przód, czasami opadając jedynie na ziemię, bądź odskakując na bok z niewiarygodną szybkością. Stopniowo zmniejszał odległość dzielącą go od niej.
Elfka ukradniem spojrzała na Initha, który plując krwią próbował wstać z ziemi. Chciała jedynie obronić swojego przyjaciela, chciała go uratować za wszelką cenę, ale zdawała sobie sprawę, że ma naprawdę nikłe szanse. Zaraz z pewnością przyjdzie tutaj czterech pozostałych strażników, a wtedy z pewnością byłaby już martwa. Wyjęła więc miecz i skoczyła naprzód, człowiek z łatwością uniknął cięcia i uderzył ją prosto w brzuch.
Nigdy jeszcze nie odczuła tak wielkiego bólu, runęła na ziemię, na co ciężko ranny Inith mógł tylko wydobyć niezrozumiałe charknięcie. Pozostali żołnierze już tutaj byli, spojrzeli najpierw na leżącego na ziemi elfa, a następnie na nią. Po tym jak początkowe zaskoczenie minęło, uśmiechnęli się, a mężczyzna który ich pokonał podszedł do niej i kopniakiem odwrócił ją na plecy.
- No no, zachciało się nam szpiegowania, co? - spytał z nutą rozbawienia w głosie -Kto Was niby nasłał?
- Nikt... - zdołała jedynie wykrztusić. Spróbowała wstać, lecz nie udało jej się to. Była naprawdę bliska płaczu.
- Nic przede mną nie ukryjesz, zdziro. - rzekł na to tamten a następnie podniósł ją brutalnie i popchnął w stronę milczących, jak do tej pory, ludzi. - Możecie ją sobie wziąć, może to jej otworzy usta, he-he.
Tamci zaśmiali się jedynie i zaczęli ją ciągnąć za kołnierz płaszcza wgłąb lasu.
Nagle jednak mężczyznę który ją zabrał przeszył bełt kuszy, podobny los spotkał pozostałych trzech. W miejscu w którym leżał ciężko ranny Inith również można było usłyszeć odgłosy walki, które po chwili ucichły. Jakby nie obchodziła ją tożsamość jej wybawców, bądź też nowych oprawców, kuśtykając udała się w tamtym kierunku.
Leżał tam martwy krasnolud, oraz trochę dalej - jej towarzysz, choć nadal żyw. Czym prędzej, wciąż kulejąc, podbiegła do niego, a ten patrzył na nią nieprzytomnym wzrokiem.
- Dobrze... Nic Ci się nie stało... - wystękał.
- Nic Ci nie będzie, zaraz Ciebie uratuję - powiedziała przez łzy, po czym zaczęła dokładniej przyglądać się jego ranie - Uratuję Cię... - wyciągnęła ręce i sięgnęła po moc która miała go uleczyć.
- Linnea... To na nic... - odparł z trudem elf - Ja umieram, nic z tym nie zrobisz...
- On ma rację - za jej ramieniem, tam skąd przed chwilą przyszła, stał krasnolud trzymający kuszę. Obok niego stało dwóch innych, uzbrojonych w podobny sposób. Mieli na sobie grube, srebrne żelazne zbroje, a na pasach zawieszone mieli również topory.
- Niech to szlag! Cholerny Dwarith, nie mógł na nas poczekać i sam rzucił się na tego dryblasa - dodał, po czym podszedł do ciała swego dawnego towarzysza broni.
- Przynajmniej Tobie nic się nie stało - zwrócił się do elfki - Szkoda, że nie mogliśmy pomóc Twojemu przyjacielowi.
Na te słowa ta, nadal łkając, zdobyła się jedynie na skinięcie głową. Inith trzymał ją za rękę, a ona jedynie obserwowała jak życie uchodzi z jej jedynego towarzysza, elfa którego znała od dziecka.
- Nie możesz zapomnieć... o tym, kim... naprawdę... jesteś - to były jego ostatnie słowa.
Kiedy wydał ostatnie tchnienie, drżącą dłonią Linnea zamknęła mu oczy. Kiedy odwróciła głowę, zauważyła iż tajemniczego krasnoluda już z nią nie było - całkowicie zapomniała mu podziękować. Nie było też ciała jego towarzysza.
Z dużymi trudnościami zaniosła ciało martwego przyjaciela nieopodal ich kryjówki i tam go pochowała. Po krótkim czasie, nim zdążyła się do końca otrząsnąć, postanowiła jedno: miała zamiar zabić tamtego człowieka, gdziekolwiek on był.

W ten dzień, rozpoczęła się jej nienawiść do ludzi.


***

Słońce chyliło się ku zachodowi, w mieście zwanym Valladon można było dostrzec już zwykły wieczorny zgiełk, kiedy to wszystkie żyjące tam istoty, a zwłaszcza ludzie, wracali do domów, albo udawali się do karczmy na wieczorny kufel piwa ze znajomymi. Właśnie do tego ostatniego miejsca Linnea miała zamiar się udać. Nienawidziła faktu iż musiała być tak blisko ludzi, istot którymi szczerze pogardzała. Minęło kilkanaście lat, a jej nienawiść i ból nadal nie zelżały, jednakże kiedy otrzymała tajemniczą wiadomość w okolicach własnej kryjówki z prośbą o spotkanie w tym właśnie miejscu, nie mogła odmówić, zwłaszcza iż chodziło tutaj o jej przeszłość, o przywrócenie tejże przeszłości. Ten ktoś, kto chciał się z nią spotkać mógł odpowiedzieć na jej pytania.
Kiedy więc ujrzała dyndający na jednym zawiasie szyld na którym widniała ucięta głowa świni, mimowolnie się wzdrygnęła. To była ta karczma, tutaj miała wszystkiego się dowiedzieć.
Weszła więc do środka, oberżysta zwrócił wzrok w jej kierunku. Nie mógł jednak dostrzec jej twarzy, miała założony na głowę kaptur, a jego cień dobrze spełniał swoją rolę. Mógł jedynie dojść do wniosku, iż jest ona kobietą, wskazywała na to jej sylwetka oraz sposób poruszania się.
- Witam jaśnie panią w naszych skromnych progach. - rzekł.
Skinęła jedynie głową, w końcu ten gospodarz był nawet miły, a pomimo własnej niechęci musiała zachować jakieś maniery.
Pomieszczenie bądź co bądź było przytulne, choć wyraźnie dawno nie było konserwowane - wskazywały na to krzywe schody prowadzące do pokoi w których spali goście, czy też sam blat za którym stał karczmarz, który wyraźnie ledwo się trzymał. Poza nią, byli tam również inni goście: jakaś ludzka kobieta w średnim wieku siedząca sama przy jednym ze środkowych stołów jak i kilkoro mężczyzn pijących razem gorzałkę po jakże trudnym dniu pracy.
Linnea wywnioskowała, że to z tą kobietą powinna rozmawiać, bo przecież niemożliwe było to, iż wzywał ją jeden z tych pijaków.
Podeszła więc do niej, ta zwróciła ku niej swój wzrok i uważnie się jej przyjrzała. Po krótkiej chwili gestem ręki dała elfce do zrozumienia, że powinna usiąść, co też, po chwili wachania zrobiła.
- Oczekiwałam Ciebie. - odparła kobieta. Na te słowa elfka jedynie ponownie skinęła głową. Przecież po to ją wezwała. Szczerze mówiąc nie miała najmniejszej ochoty z nią rozmawiać, zrobiła to tylko dlatego iż miała w tym swój cel no i była to kobieta, a do nich żywiła w pewnym stopniu mniejszą urazę niż do mężczyzn jej rasy.
- Wyrosłaś od naszego ostatniego spotkania, stałaś się piękną kobietą. - ciągnęła. W tym momencie Linnea spojrzała na jej rozmówczynię z wyraźnym zdziwieniem. Jak to możliwe, że ona ją znała? Oczywiście mogła ją spotkać kiedy była jeszcze dzieckiem, w tym okresie jej dzieciństwa, który być może na zawsze utraciła, ale jedna rzecz była tu nielogiczna: przecież ludzie nie żyją długo, to zwykli śmiertelnicy! A ona nie mogła mieć więcej niż kilkadziesiąt lat. Nie zwlekała długo z tym stwierdzeniem, a po usłyszeniu tych słów kobieta siedząca naprzeciwko niej zaśmiała się głośno.
- Tak, ludzie nie żyją długo. - powiedziała - Ja jednak nie jestem człowiekiem, jestem elfką, tak jak Ty, moja droga. To tylko iluzja. Byłam Twoją opiekunką, wychowywałam Ciebie najlepiej jak mogłam.
Młodsza elfka nadal nie mogła uwierzyć w sens tych słów. Wreszcie spotkała osobę, która znała ją taką, jaka była kiedyś, przed tym jak straciła pamięć. Miała tyle pytań, nie wiedziała od czego zacząć! Nie wiedziała jednak jak na to zareagować, nie wiedziała czy ma się cieszyć, czy też złościć. Po jej policzku spłynęła samotna łza - tylko jedna, na razie. Wreszcie zdobyła się jednak na to pytanie.
- Czy mogłabyś mi wszystko opowiedzieć? - spytała. Przez wszystko miała na myśli okres od czasu jej narodzin, do chwili w której spadła z konia, o czym powiedział jej Inith. Tamta doskonale to zrozumiała.
- Oczywiście że Ci wszystko opowiem. - odparła. - Po to tutaj jestem. Wiedz jednak, że możesz jeszcze wycofać się z Twojej prośby, nie wszystko co Ci powiem może Ci się spodobać. - usłyszawszy to Linnea jedynie pokręciła głową.
- Dobrze więc... - opiekunka zawahała się przez chwilę. - Nie będę zaczynała od zbędnych ubarwnień. Twoja matka nie żyje, a o Twoim ojcu niestety nic nie wiem, kiedy przybyła do mnie, nie było go z nią, a ja jej o niego nie pytałam. Była wtedy w zaawansowanej ciąży, zaopiekowałam się nią ponieważ była moją przyjaciółką. Niespełna miesiąc po jej przybyciu, urodziła Cię, niestety kosztowało ją to życie. Zanim umarła, prosiła aby nadać Ci imię Linnea. Od tego momentu wychowywałam Ciebie jak własną córkę, tak jak Initha, mojego syna. - w tym momencie kobieta również zaczęła płakać. - Wiem co się z nim stało, widziałam miejsce w którym został pochowany, będę oczywiście chciała dowiedzieć się, jak umarł. Ale to musi zaczekać, muszę skończyć własną opowieść.
Chwyciła kufel który przed nią stał, a następnie wzięła duży łyk piwa.
- Musisz wiedzieć, że nie zachowywałaś się jak typowa dziewczynka, byłaś... inna. - spojrzała znacząco na elfkę. - Mam na myśli Twoje zachowanie, widzę jednak że teraz wygląda to inaczej.
- Jakie zachowanie? Co masz na myśli? - spytała Linnea, nie zwracała już kompletnie uwagi na karczmarza patrzącego się na nią z wyraźnym zainteresowaniem.
- Szczerze mówiąc, bliżej Ci było wtedy do chłopca. - odparła - Zachowywałaś się w zupełnie odmienny sposób od tego, w jaki powinnaś się zachowywać. Odnosiłam wtedy wrażenie, że Inith był bardziej zniewieściały od Ciebie. Wolałaś towarzystwo chłopców, byłaś... harda. To mnie bardzo niepokoiło, tak jak i mieszkańców naszej wioski. To nie była wioska w której żyły jedynie elfy, byli tam przede wszystkim ludzie. Kiedy tylko zobaczyli, że jest z Tobą coś nie tak, zareagowali naprawdę gwałtownie. Zakazali chłopcom bawić się z Tobą, a po pewnym czasie chcieli Ciebie nawet wygnać. Próbowałam Ciebie chronić, tak jak i Inith. - W tym momencie przerwała swoją opowieść, łzy po jej policzkach spływały niemalże strumykami. Podobnie było w przypadku młodszej kobiety. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć, ale w pewnym sensie, stopniowo zaczęła odczuwać pewnego rodzaju ulgę, ulgę w związku z poznaną przeszłością.
Minęło kilka minut, zanim starsza elfka postanowiła kontynuować swą opowieść.
- Aby chronić Ciebie przed tym, co mogliby Ci zrobić wieśniacy, musiałam pozwolić Ci na jedyne wyjście, które sama mi zresztą podsunęłaś. - kontynuowała - Musiałaś uciekać, a Inith miał Ci towarzyszyć. Wyruszyliście więc w nocy, w pośpiechu, zabraliście tylko najważniejsze rzeczy. W pewnym momencie, kiedy byliście już głęboko w lesie spadłaś z Taei. Uderzyłaś głową o ziemię. W tym momencie musiałaś stracić pamięć, co też musiało zmienić Twoją osobowość. O tych ostatnich wydarzeniach opowiedział mi właśnie mój syn. Pewnego dnia pod jakimś który on sam Ci podsunął, a którego ja sama nie znam, udał się do wioski i opowiedział mi o wszystkim. Oboje stwierdziliśmy, że lepiej będzie dla Ciebie, jak nie dowiesz się o tym co tutaj zaszło. - po tych słowach umilkła, wpatrując się w swój pusty kufel.
Obie elfki długo milczały, Linnea próbowała zrozumieć wszystko to co usłyszała, a jej opiekunka doskonale to rozumiejąc, taktownie milczała. W końcu jednak ta pierwsza zaczęła mówić, jej przemowa nie była jednak związana z tym co przed chwilą usłyszała, a była dokładnym opisem wydarzeń sprzed kilkunastu lat, z dnia podczas którego Inith stracił życie, opowiadając to, ponownie odczuła ulgę, ponieważ wreszcie mogła o wszystkim komuś opowiedzieć.
Po tym, jak skończyła mówić, opiekunka spojrzała na nią uważnie.
- Nienawidzisz ich, prawda? - spytała. Młodsza kobieta doskonale wiedziała kogo miała na myśli, skinęła jedynie głową. - Nie możesz poddać się nienawiści. - ciągnęła. - Ci którzy go zabili nie żyją...
- Nie. - przerwała jej Linnea. - Ten człowiek który go zabił zapewne nadal żyje, nie zdołałam go odszukać, chociaż nadal usilnie próbuję to zrobić. - spuściła głowę nie chcąc patrzeć w oczy swej rozmówczyni, nie mogła się teraz na to zdobyć.
Ta druga, wyraźnie zaskoczona, milczała przez pewien czas.
- Nie możesz się za to obwiniać. - odparła po dłuższej chwili - To nie była Twoja wina, tak jak nie była to wina wszystkich ludzi. Mogły go zabić tak krasnoludy, jak nawet i elfy. Powtarzam to jeszcze raz, porzuć swą nienawiść.
Kolejna przerwa w rozmowie trwała znacznie dłużej niż poprzednie, Linnea nadal płakała, cały czas myślała o wszystkim, co usłyszała tego wieczoru. Nie zauważyła nawet, że jej opiekunka wstała, dopiero kiedy ją usłyszała, odwróciła głowę w jej kierunku.
- Żegnaj, Linneo, może jeszcze kiedyś się spotkamy. - powiedziała cicho, po czym położyła swoją dłoń na jej własnej, a następnie obie obięły się ramionami na pożegnanie.
- Żegnaj... - odpowiedziała. Starsza kobieta wyszła, pozostawiając jej wychowankę na środku tawerny.
To spotkanie skończyło się tak szybko i niespodziewanie, jak się zaczęło.
- Hej, droga panno, napijesz się tutaj w końcu czegoś czy będziesz tak stała? - ktoś głośno powiedział. Kiedy elfka odwróciła instynktownie głowę w tym kierunku, zorientowała się że to był karczmarz. Zdjęła więc kaptur, i spojrzała prosto w jego oczy. Mężczyzna patrzył na nią przez pewien czas, z lekko otwartymi ustami.
- Tak, poproszę kufel piwa. - rzekła, po czym się uśmiechnęła. Na jej twarzy nadal widniały łzy, ale nie zwracała na to uwagi, nawet nie próbowała ich otrzeć. Kiedy gospodarz nie zareagował, uznała że mimo wszystko zrozumiał co miała na myśli, po czym usiadła na poprzednim miejscu oczekujac na zamówienie.
Miała dużo do przemyślenia.