Oglądasz profil – Vergrin

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Vergrin Balor, imię oznacza w języku elfów dosłownie „Pełen blizn”
Rasa:
Wilkołak
Profesje:
Płeć:
Nieokreślono
Wiek (w latach):
30 lat
Wygląda na:
0 lat

Aura

Aura o niezwykle żelaznej barwie; mieni się ametystowym blaskiem, szczególne w jasnych promieniach słońca. Wydziela mocny zapach sierści. W dotyku natomiast jest bardzo twarda i ostra. Jej powierzchnia charakteryzuje się także nieprzyjemną chropowatością. Pozostawia po sobie gorzki oraz pikantny posmak, mocno lepi się do podniebienia. Jest w niej coś, co sprawia, iż długo utrzymuje się w pamięci.
Nazwa użytkownika:
Vergrin
Grupy:
Inne Postacie:
Dérigéntirh, Derogan, Avrir, Haxam, Ognaruks, Saerahen
Martwe postacie:
Malugard

Skontaktuj się z Vergrin

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
4 lat temu
Ostatnio aktywny:
1 rok temu
Liczba postów:
42
(0.05% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.02)
Najaktywniejszy na forum:
Liken
(Posty: 26 / 61.90% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Wioska] A gdzież ta zima?
(Posty: 26 / 61.90% wszystkich postów użytkownika)

Atrybuty

Umiejętności

JeździectwoOpanowany
„Przemógł swoją dziką naturę i oswoił tych, którzy powinni przed nim uciekać.” Konie wyczuwają jego wilczą naturę i płoszą się, kiedy tylko do nich podchodzi. Pomimo tego potrafi zyskać zaufanie zwierzęcia, jeżeli tylko ma wystarczająco dużo na to czasu. Jeźdźcem jest przeciętnym, nie potrafiłby walczyć z konia ani wykonywać jakichś bardziej skomplikowanych manewrów, ale może się na nim utrzymać podczas galopu. Nabył tę umiejętność podczas dbania o rozwój osady, gdy jeden z jego przyjaciół zwrócił mu uwagę, że dzięki temu mógłby o wiele szybciej i sprawniej się wszystkim zajmować. Początkowo Vergrin patrzył na konie z nieufnością, ale kiedy okazało się, że możliwość szybkiego przemieszczania się jest rzeczywiście niezwykle przydatna, wilkołak w końcu postanowił się przemóc. Nie obyło się bez licznych upadków i siniaków, lecz w końcu Vergrin postawił na swoim i dumnie zasiadł na swoim wierzchowcu, który po chwili pognał jak szalony do lasu, spłoszony nagłym ruchem wilkołaka. Wrócił dopiero po czterech dnia, cały zmoknięty i w błocie, prowadząc za uzdę rozradowanego konia. Od tamtego czasu poprawił swoje umiejętności, lecz nadal dosiada wierzchowca tylko wtedy, gdy naprawdę tego potrzebuje.
PływanieBiegły
„Odnalazł się tam, gdzie jego bracia z natury nie potrafią się poruszać. Toń rzeki nie była dla niego zagrożeniem, a drugim domem.” Pływanie stanowi dla niego formę rozrywki. Dzięki niemu rozpręża się, jednocześnie ćwicząc swoje mięśnie. Potrafi z pewnymi trudnościami utrzymać się na wodzie ze sporym ciężarem, nurkować nawet na kilka minut (zapewniają mu to jego niezwykle wydatne płuca, które naturalną koleją losu także ma o wiele silniejsze od zwykłego człowieka) oraz wykonywać kilkanaście niezbyt skomplikowanych akrobacji. Bez większego problemu może cicho podpłynąć do przeciętnego, obdarzonego zwykłym słuchem człowieka. Jednak rzadko kiedy przychodzi mu korzystać z tej umiejętności w celach praktycznych. Pływa zazwyczaj regularnie co tydzień, w siódmy dzień tygodnia, w lodowatej rzece. Pozwala mu się to całkowicie odstresować i zapomnieć o świecie.
PolowanieBiegły
„Polował na nich, niczym zwierzęta. Postąpili niezwykle głupio, uciekając w stronę lasu. Teraz znaleźli się w królestwie wilkołaka, z którego nie mogli ujść z życiem.” Zanim zaczął pomagać wszystkim w osadzie, nie miał najmniejszego pojęcia o polowaniu, ale wiedział, że jest to coś naturalnego dla jego rasy. Przez jakiś czas się wahał, ale w końcu postanowił poprosić leśną elfkę Delerię, pełniącą w osadzie funkcję myśliwego, o to, aby pozwoliła towarzyszyć mu podczas kolejnego polowania. Deleria się zgodziła, ale pod warunkiem, że Vergrin nie spłoszy jej zwierzyny. Jak się później okazało, wilkołakowi nie udało się wypełnić swojej części umowy – jego niezdarny chód oraz spora waga sprawiły, że zwierzęta na które polowali bez większych trudności wykryły łowczych i uciekły, zanim ci zdołali cokolwiek zrobić. Przez jakiś okres Vergrin samotnie wyprawiał się do lasu, starając się zrozumieć rządzące w nim prawa. Po odkryciu swojej wilczej postaci zaczął powoli pojmować, co takiego czynił źle. Gdy zwiedzał las pod postacią wilka wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Widział doskonale, dlaczego zwierzęta z taką łatwością go wykrywały. Robił tak, dopóki nie natknął się na łowczynię Delerię. Ta niechcący go upolowała, biorąc go za niezwykle wyrośnięty i silny okaz wilka. Takie trofeum przyniosłoby jej wielką sławę. Jej zdziwienie było wielkie, kiedy wilk zniknął, a na jego miejscu pojawił się Vergrin. Ten po krótkiej rozmowie przekonał Delerię do tego, aby pozwoliła mu znowu z nią zapolować. Ta niechętnie się zgodziła i po raz kolejny się zdziwiła, gdy okazało się, że wilkołak niezwykle poprawił swoje umiejętności. Od tamtego czasu często wybierają się na wspólne polowania. Vergrin bez większego problemu potrafi wytropić każdy gatunek zwierzęcia, po czym upolować go. Las mało ma przed nim sekretów, wilkołak potrafi poruszać się po nim tak, jakby był w domu.
PowożenieOpanowany
„Zapadała noc, gdy jego powóz został zaatakowany przez rozbójników. Ci jednak długo nie pożyli, nie wiedząc, z czym takim mają do czynienia. Wóz pojechał dalej, oddalając się od ciał.” Żyjąc w rozwijającej się osadzie jasnym jest, że trzeba zawieść do najbliższego miasta część wytworów oraz sprzedać je. W takich sytuacjach powóz jest wręcz bezcenny. Wilkołak chętnie zgłosił się do powożenia jednym z nich, wyprawiając się do miasta raz w tygodniu, w dzień odpoczynku. Jego twarda ręka sprawia, że potrafi utrzymać konie w ryzach i sprawnie pokierować powozem, ale w sytuacji zagrożenia jego umiejętności mogą zawieść. Jednak na spokojnych zazwyczaj traktach rzadko kiedy zdarza się sytuacja, w której trzeba uciekać powozem. Vergrin kilka razy został zaatakowany przez rozbójników, ale wtedy nawet nie próbował uciekać. Po prostu pokonał wszystkich.
PrzetrwanieBiegły
„Często opuszczał swoich, wyruszając na wędrówki podczas których mógł liczyć tylko na siebie. On jednak przetrwał, pomimo wszystkiego, co chciało go uśmiercić.” Już za dawnych czasów musiał potrafić samemu sobie poradzić, bez większej pomocy ze strony innych. Jednak to dopiero podczas wielkiej wędrówki w stronę nowego domu naprawdę nauczył sobie radzić na pustkowiu, podobnie zresztą jak większość jego towarzyszy. Podczas większych wypraw łowieckich dopiero udało mu się ostatecznie doszlifować swoje umiejętności. Niemałą rolę w tym odegrała Deleria, która starała się wbić do głowy wilkołaka wszystko, co wiedziała o przetrwaniu w dziczy. Vergrin i tak większości z jej słów nie zapamiętał, ale za to szybko nauczył się wszystkiego w praktyce. Dziś potrafi przetrwać w głuszy więcej czasu, niż większość ludzi. Wie, jakie rośliny są jadalne, a jakich powinien unikać, potrafi odnaleźć schronienie, rozpalić ogień, przygotować posiłek w absurdalnych warunkach i wiele innych rzeczy. Krótko mówiąc – wie, jak sobie poradzić w miejscu, w którym znaczna ilość ludzi umarłaby z głodu lub po rozszarpaniu przez drapieżnika.
Skradanie sięOpanowany
„Poznał sekrety cieni i nauczył się stąpać razem z wiatrem. Ofiary nie zdążały umknąć, zanim ich dopadał. Zwłaszcza, gdy jego ofiarami byli ludzie.” W myślistwie niezwykle ważną sprawę stanowi ciche podejście ofiary tak, aby ta się nawet nie zorientowała, że się tam znajduje. Vergrin wiele razy denerwował się, gdy zwierzęta bez większego problemu słyszały jego kroki i natychmiast uciekały. Jednak po długim czasie treningów (i wielu porażkach) udało mu się opanować jako tako umiejętność cichego chodzenia w tym stopniu, aby móc podkraść się na odległość, z której mógłby dopaść zwierzę. Oczywiście nie jest to bardzo bliska odległość, ale na tyle, aby mógł wypaść z kryjówki i sprintując doścignąć ofiarę i unieruchomić ją. Większość ludzi potrafiłaby bez większego problemu wykryć jego obecność, o ile nie znajdowałby się w odległości ponad kilku metrów od nich. Jego waga oraz duże rozmiary sprawiają, że w skradaniu nie ma najmniejszych szans na zostanie mistrzem. W dodatku podeszwy jego butów do najmiększych nie należą.
Targowanie sięPodstawowy
„Udał się tam, gdzie go nie chciano i wrócił z niczym. Następnie ponownie się tam udał i znów powrócił z pustymi rękami. I znów, i znów, znów, tak od początku, aż w końcu powrócił, cudem wyrywając ze szponów najgroźniejszych przeciwników mieszek złota.” Umiejętność tę poznał pomimo własnej woli, niemal nieświadomie. Stało się tak dlatego, że będąc przywódcą osady i wybierając się regularnie do miasta, aby sprzedać towary zaczyna się rozumieć, na czym polega istota handlu. Z wilkołakiem i tak też było, choć nigdy nie starał się dowiedzieć niczego konkretnego o targowaniu. Jego umiejętności pozwalają mu nieco zbić cenę, ale w jego przypadku porażki są zdecydowanie częstsze od zwycięstw.
BudownictwoOpanowany
„Oddał się w pełni tym, którzy go potrzebowali, od samego początku nie szczędząc przy tym potu i krwi. Budynki były wznoszone jeden po drugim, osada szybko się powiększała.” Nie ma osady bez budynków, a tych z kolei nie ma bez ludzi, którzy są w stanie je wybudować. Vergrin od zawsze pomagał mieszkańcom wioski, jak tylko był w stanie. Bardzo często było to właśnie wznoszenie budowli, albowiem w pracy fizycznej nie ma sobie równych. Z biegiem czasu poznał podstawowe zasady budowania oraz poznał kilka sposobów, znacznie ułatwiających całą pracę. Posiadając odpowiednią ilość materiałów i kilka osób do pomocy jest w stanie wznieść średniej jakości, niewielki dom w kilka tygodni. Nie potrafi jednak tworzyć bardziej skomplikowanych budowli bez pomocy architekta, który sporządziłby plan takiego budynku.
GarbarstwoPodstawowy
„Stał się zdolnym łowczym, lecz nie potrafił tego w pełni wykorzystać, pomimo wszystkich starań. Zlitowano się jednak nad nim i nie wymagano tego.” Myśliwy nic nie znaczy, jeżeli nie potrafi pozyskać ze swej zwierzyny tyle, ile się da. Vergrin nigdy nie potrafił dobrze tego robić, jego wrodzona niedokładność sprawiła, że nie zdołał w większym stopniu opanować tej umiejętności. Pomimo wszystkich wysiłków Delerii, poznał jedynie podstawowe informacje na temat oprawiania skór, które zdecydowanie nie wystarczają łowczemu. Elfka stwierdziła, że skoro w osadzie myśliwych jest aż trzech (ich dwójka oraz Calerar, nieco tajemniczy i zamknięty w sobie naturianin), to jeden z nich może się obyć bez tego. Vergrin był jej za to niewymownie wdzięczny.
HodowlaOpanowany
„Jako wilk wstąpił w owce i zyskał sobie ich zaufanie. Nie przebierał się przy tym w żadne stroje, ani nie ukrywał swej natury. Nauczył się cierpliwości, która pokona każdą przeszkodę.” Życie na wsi obowiązuje do wielu rzeczy, zwłaszcza, jeżeli nie posiada się jednego, ściśle wyznaczonego zadania. Prędzej, czy później Vergrin musiał natrafić na hodowlę zwierząt, co w jego przypadku wydarzyło się zdecydowanie prędzej. Z początku wilkołak sądził, że nie może to być nic trudnego, w końcu jaki problem może mu sprawić kilka zwierząt po tym wszystkim, co go spotkało? W praktyce jednak Vergrin szybko przekonał się, że wcale nie jest to takie łatwe. Pomijając naturalne kłopoty z porządkiem wśród zwierząt, jakie miewa zwykły człowiek, wilkołak dodatkowo straszył je samą swoją obecnością. Po jakimś czasie zaczął uczyć się tego, w jaki sposób może temu zaradzić. Po wielu niepowodzeniach w końcu udało mu się zyskać zaufanie zwierząt w osadzie, które teraz nawet nie reagują na jego wycie podczas przemian co pełnię. Vergrin potrafi bez większych problemów poradzić sobie z przypilnowaniem, wykarmieniem i napojeniem nawet sporej grupy zwierząt. Co prawda nie jest w tym najlepszy, ale potrafi sobie jakoś poradzić.
RolnictwoOpanowany
„Poznał niezwykłą, żyzną ziemię, która wydała mu się być czymś pięknym. Długo nie trwało, zanim nadszedł czas siewów. Pomagał swoim, jak tylko umiał, chcąc dla wszystkich jak najlepiej.” Życie na wsi nie ogranicza się do samej hodowli zwierząt. Równie ważną kwestią jest uprawianie roli. W tej kwestii wilkołak nie miał tak dużo problemów, jak ze zwierzętami. Vergrin szanuje, a można by nawet powiedzieć, że w pewnym stopniu czci ziemię, uważając ją za świętą. Nauczył się rolnictwa z czasem, przez trzy lata siewów i zbiorów poznał wiele rzeczy, których wcześniej nie znał. Wielką pomocą okazali się dla niego inni mieszkańcy wioski, z których znaczna część dobrze znała się na uprawie roli. Zawsze, w tych samych miesiącach Vergrin przerywa swoje pozostałe zadania i wyprawia się na rozciągające się szeroko pola uprawne, gdzie odbywa się siew. Pomaga także przy zbiorach, ale już nie w takim stopniu. W głównej mierze zajmuje się oraniem ziemi, korzystając ze swych atutów jak tylko może, ale zna się także na innych aspektach rolnictwa, chociaż sam nie zdołałby zasadzić pola.
BestiologiaOpanowany
„Bestia o bestii własnych doświadczeń musi wiedzieć wszystko, aby móc jej dorównać. Poznał sekrety tych, którzy starali się je przed nim ukryć. Zaiste nie ma sprytniejszego pana bestii.” Vergrin przez całe życie spotkał wiele bestii i niebezpiecznych stworzeń, w większości przypadków jego wiedza ograniczała się do sposobów ich zabijania oraz tego, jak nie zginąć w walce z nimi. W późniejszym jednak czasie, gdy wilkołak mógł zainteresować się wszystkimi aspektami otaczającego go świata, uznał, że powinien o nich dowiedzieć się czegoś więcej. Wilkołak nie potrafił oraz nie potrafi czytać, toteż z ksiąg nie mógł się wiele nauczyć. Zamiast tego wiedzę przekazywała mu Seliria, która nadal uważała Vergrina za swojego przybranego syna i przez cały czas czuła obowiązek, nakazujący jej zajęcie się nim. W późniejszym czasie Vergrin zaczął uczyć się sam, z doświadczenia oraz praktyki. Przez jakiś czas odrobinę dokształcał go Calerar, ale ten szybko uznał, że nie powinien być nauczycielem. Vergrin posiada dość spory zakres wiedzy na temat istot występujących w okolicy osady, choć wiele z jego informacji jest ludową wersją i pełne są przesądów, jednak wzbogacone wiedzą z jego doświadczeń pozwalają stworzyć jako taki obraz tych istot. O egzotyczniejszych, występujących daleko bestiach Vergrin wie mało, a w większości – kompletnie nic.
BotanikaOpanowany
„Gdy zwierzęta nie miały przed nim tajemnic, wymagane było, aby podobnie stało się i z roślinami. Choć duszy wilka obca jest ta wiedza, przyswoił ją sobie, zaskakując przez to wszystkich, nawet samego siebie.” Seliria pewnego dnia oświadczyła, że nie zamierza puszczać wilkołaka samego w głąb głuszy, gdy ten nie miał nawet bladego pojęcia o tym, jak rozróżnić rośliny jadalne od trujących. Choć ten pierwotnie protestował, upierając się, że jako wilkołak nie ma zamiaru jeść żadnych roślin, lecz w końcu i tutaj odpuścił, gdy poznał tajniki przetrwania. Seliria zadbała, aby wilkołak dowiedział się o roślinach wszystkiego, co tylko mógł zapamiętać. W rezultacie Vergrin posiada sporą wiedzę na ten temat, a zwłaszcza względem roślin występujących w okolicy jego wioski. Podobnie jak i ze zwierzętami, niewiele wie o rzadziej występujących gatunkach, ale w razie potrzeby potrafiłby sobie poradzić z określeniem ich ogólnych właściwości. Rzadko kiedy korzysta z tej wiedzy, zazwyczaj po prostu nie jest mu ona potrzebna.
HandelOpanowany
„Brzęk srebrzystych monet jest muzyką dla wielu, lecz nigdy nie była dla niego. Nie zrozumiał natury pieniędzy i nie pojmuje ich wartości w pełni. Lecz pomimo tego nauczył się, jak nimi rozporządzać należy.” Evergreen nie raz udawał się do miasta, aby sprzedawać tam rzeczy wytworzone przez rzemieślników z osady. Kierując się zasadą, że wszystko, co robi się regularnie, zaczyna przyswajać się człowiekowi, wilkołak zaczął poznawać kupiecki fach. Z początku nie potrafił zrozumieć jego złożoności, gubił się w nadmiarze informacji, których nie mógł zrozumieć. Z czasem jednak zaczął coraz sprawniej dokonywać wymian handlowych, aż w końcu doszedł do tego miejsca, gdzie nie jest się już żółtodziobem, ale i do mistrza daleka jeszcze droga. Nie zwraca większej uwagi na swoje umiejętności handlarza, lubi zostawiać tę sprawę innym, bardziej doświadczonym od niego. Jednak pomimo tego orientuje się w aktualnych cenach większości produktów eksportowanych z osady i znacznej części towarów importowanych, choć tych nie jest zbyt wiele. W razie potrzeby potrafiłby użyć swojej wiedzy na temat handlu, lecz uczyniłby to bardzo niechętnie i bez przekonania.
Władanie toporamiBiegły
„W jego rękach dwa topory, które niosą śmierć każdemu, na kogo skieruje się jego gniew. Spadają na jego wrogów, tnąc i miażdżąc straszliwie, lecz zazwyczaj leżą w podziemiach, czekając na swój czas, gdy ponownie będą mogły zakosztować krwi.” Vergrin przez znaczną część swojego życia był szkolony na gladiatora, a gladiator musi potrafić walczyć. Bronią, jaką mu przydzielono były dwa topory, każdy na jedną rękę. Walczył nimi zawsze, odkąd pamiętał, czasy sprzed ich dostaniem skrywa mgła zapomnienia, z której przebijają się pojedyncze obrazy. W niezwykłym stopniu się z nimi zżył i nie pozwala nikomu ich dotykać, nawet Selirii. Dzięki nim wygrał wiele walk, lecz wraz z tym odniósł wiele ran, które zostawiły po sobie bolesne blizny. Dziś Vergrin rzadko sięga po topory, nigdy nie nosi ich bezpośrednio przy sobie, chyba, że zajdzie taka potrzeba. W walce nimi wilkołak zdecydowanie nie jest mistrzem, ale potrafi odpowiednio wykorzystać swoją nieludzką siłę, aby pokonać nawet o wiele lepiej wyszkolonych od niego przeciwników. Ciężka dla większości ludzi broń dla niego waży niewiele więcej od grubszych, drewnianych kii. Opanował walkę nimi w stopniu fachowca, doskonale wie, jak powinno się nimi wymachiwać, aby pokonać przeciwnika. W walce stara się najbardziej jak może wykorzystać swoje atuty, maskując przy tym słabości. Dlatego atakuje pewnie, zazwyczaj frontalnie, aby nie pozwolić przeciwnikowi wykorzystać słabych stron.
Walka na pięściBiegły
„Dwie pięści niczym młoty kamienne, które bez problemu łupią skałę. Dziki szał i wielka siła, co jego serce przenika. Trudno znaleźć dla niego godnego przeciwnika. „ Podczas długich lat morderczych treningów nie szkolił się jedynie we władaniu bronią. Nauczył się także walki na pięści, która w niektórych sytuacjach jest wiele bardziej przydatna, niż władanie toporami. Nieraz też podczas walki bronią wykorzystuje fragmenty tej umiejętności, często w dużym stopniu tym sobie pomagając. Tutaj, podobnie jak podczas walki toporami, nie stosuje żadnych przemyślanych taktyk, a jego głównym stylem walki jest zadawanie silnych, pojedynczych ciosów, które zazwyczaj wystarczają, aby szybko zakończyć walkę. Nie zważa też zbytnio na własne rany i obrażenia, ponieważ jest na tyle twardy, aby większość z nich nie zrobiła mu większej krzywdy.
TaktykaOpanowany
„Choć sam jest silny, to w grupie pozostaje niepokonany. Potrafi prowadzić ludzi do boju i chronić ich własną piersią, nie zważając na to, ile ciosów nań spada. Bo prędzej dałby się zabić, niż gdyby miałby stracić jednego ze swych towarzyszy.” Wilkołak miał okazję przez całe swoje życie obejrzeć niejedną walkę i w wielu z nich uczestniczyć osobiście. Kierując się zasadą, że rzecz powtarzana wielokroć zapada w pamięć, i tutaj zdołał się niejednego nauczyć. Choć Vergrin bardzo niechętnie stosuje taktyki walki, to jednak czasami tak robi, choć dosyć rzadko. Potrafi także z drobnymi problemami poprowadzić niewielki oddział do walki, ale często zapomina o wszystkich strategiach i po prostu siecze wrogów, samemu wykonując robotę za swoich towarzyszy.
UnikiOpanowany
„Przyjaciele wiatru są niczym on sam, żaden cios nie może ich dosięgnąć, każdy atak unikną. Wilkołaki są dziećmi ziemi, daleko im do wietrznych przyjaciół, lecz pomimo to nauczył się, jak należy ich naśladować.” Nie mógłby naprawdę dobrze walczyć, gdyby nie potrafił unikać ataków przeciwnika. Potrafi przed nimi uskakiwać, przeskakiwać przez nie oraz prześlizgiwać się pod, choć przy jego posturze nie wychodzi mu to najlepiej. Pomimo tego, że większość ataków woli brać na siebie, to używa uników w walce, zwłaszcza, gdy nie jest jeszcze w bitewnym szale.
AkrobatykaBiegły
„Niczym śmignięcie był dla swoich wrogów, którzy nie mogli nic zrobić, aby przed nim umknąć. Na podobieństwo wiatru się poruszał i pozostawał dla każdego nieuchwytny.” Algard zwracał dużo uwagi na to, jak wilkołak się porusza. I choć ten bardzo niechętnie uczył się akrobatyki, to ta jednak przydała mu się nieraz w późniejszym czasie. Za każdym razem, gdy wilkołak wykorzystuje tę umiejętność, wracają do niego wspomnienia z dawnych czasów. Nie potrafi nic na to poradzić, po prostu już tak ma. Potrafi wspinać się na budynki, o ile ma dobry punkt zaczepienia, przeskakiwać nad przepaściami i ogółem wykonywać najróżniejsze akrobatyczne sztuczki. Nieraz wykorzystuje je podczas walki, chociażby po to, aby nadać swojemu ciału odpowiedni impet i z wielką siłą uderzyć w przeciwnika. Jego naturalna wytrzymałość czasem mu w tym pomaga, ale wielkość o wiele częściej przeszkadza.

Cechy Specjalne

Wilcza KrewKlątwa
Żaden z jego wrogów nie zdołał się zorientować, co się dzieje, zanim spadła na nich groza w postaci półwilczego stworzenia, zabijającego ich wszystkich na miejscu.” Vergrin jest wilkołakiem i posiada wszystkie związane z tym cechy. Potrafi przybrać postać wilka, bądź hybrydy człowieka i wilka. W postaci hybrydy jego siła znacząco wzrasta, a większość zmysłów ulega znacznemu wyostrzeniu, może za wyjątkiem wzroku, który tępieje. W takim ciele o wiele łatwiej wpada w szał i jest zdecydowanie jeszcze bardziej niezrównoważony. W ciele wilka czuje się prawdziwie wolny. Odkrył tę formę dopiero niedawno, jest dla niego czymś zupełnie nowym i dlatego tak bardzo lubi w niej przebywać. Wtedy jego zmysły zmieniają się w jeszcze większym stopniu, niż wtedy, gdy jest hybrydą. Oprócz tego Vergrin widzi też doskonale w ciemności – nie potrzebuje nawet odrobiny światła, aby móc nocą śledzić swoją ofiarę. Do mniej widocznych cech bycia wilkołakiem należy destabilizacja charakteru – Vergrin potrafi robić całkowicie nieprzemyślane, impulsywne rzeczy, które nieraz mogą przyprawić mu mnóstwo problemów. Poza tym wilkołak umiejętnie orientuje się w środowisku naturalnym, żadnego problemu nie stanowi dla niego wyśledzenie każdego stworzenia, wliczając w to także ludzi. - Pełen Blizn – „Jego dusza oznaczona została bólem, lecz ten go nie zniszczył. Został przezeń wzmocniony w sposób niepojęty dla magów i uczonych, lecz zrozumiały dla tych, którzy kroczą ścieżką wojownika.” Życie Vergrina nie było łatwe i odbiło się cieniem na jego ciele, duchu oraz umyśle. Wilkołak niewątpliwie jest zahartowany w stopniu o wiele większym, niż większość ludzi. Sprawia to, że potrafi przetrwać niemal każdą katastrofę i przeżyć największy nawet dramat, nie załamując się przy tym. Porażki nie wprawiają go w smutek, ale motywują do dalszego działania. Jednak efekt zahartowania nie jest widoczny jedynie w jego osobowości. Jego ciało jest niezwykle odporne na obrażenia, ciężko jest poważnie go zranić. Po otrzymaniu potencjalnie śmiertelnego ciosu potrafi jeszcze długo utrzymywać się na nogach. Także w przypadku magii sprawa ma się nieco inaczej. Wszelkie oddziaływania magiczne mające zadanie bezpośredniego naruszenia jego wewnętrznej struktury ciała są o wiele słabsze. Do tego jego aurę trudniej wyczytać, wydaje się, jakby znajdowała się za zasłoną, wygląda niewyraźnie. Uzdolniony mag nie miałby większych problemów z odczytaniem jej, ale początkujący w tej dziedzinie mogą sobie do końca z tym nie poradzić.

Magia

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Zaczarowany

Charakter

Charakter wilkołaka nie jest łatwy do opisania. W każdej chwili może się całkowicie zmieniać i jest bardzo chaotyczny. Główną jego cechą jest kierowanie się impulsami i intuicją, wobec czego niejedna osoba może się zdziwić jego zachowaniem, nawet jeżeli zna go już od bardzo dawna. Pomimo tego wilkołaka nie można uznać za głupca. Potrafi dostrzec rzeczy, których inni nie widzą i znaleźć wyjście z sytuacji, w której ktoś nie potrafiłby niczego zrobić. Nie posiada w życiu żadnych stałych zasad, zazwyczaj w sprawach moralnych zdaje się na własny, szybki osąd, nieraz okazujący się być bardzo naiwnym bądź krótkowzrocznym.

Choć charakter Vergrina ciągle ulega zmianom, to można jednak po jakimś czasie wytypować kilka zasad, które wilkołak zazwyczaj przestrzega. Za wszelką cenę dba o dobro mieszkańców swojej osady, pomagając im nawet w najzwyklejszych, codziennych sprawunkach. Jeżeli widzi w kimś odbicie swojego własnego bólu, będzie starać się chronić go z całych sił, czasami nawet narażając swoje własne życie. Zazwyczaj także bywa lojalny wobec tych, którzy zasłużyli sobie na jego szacunek. Zazwyczaj.

Wilkołak z wielką trudnością komunikuje się z ludźmi spoza swojego własnego społeczeństwa. Przez dziesiątki lat przywykł do tego, że jest karany za każdy przejaw nieposłuszeństwa i samowoli, czego skutkiem jest dziś to, że nie potrafi normalnie rozmawiać z kimś, kto nie był razem z nim niewolnikiem w podziemnym mieście Kuszy. Kiedy jednak zajdzie taka potrzeba, bądź zostanie do tego zmuszony, usiądzie spokojnie i porozmawia, starając się jednak przez większość czasu milczeć. Potrafi przekonać ludzi do swoich racji, opierając się głównie o ich emocje i pragnienia. W przypadku większości ludzi odniesie to niemal natychmiastowe skutki, ale znaczna część uczonych i magów po prostu wyśmieje jego argumenty. Vergrin jest prostym człowiekiem i tylko wśród takich czuje się swojsko. Nie lubi zwiedzać miast, które przynoszą mu na myśl złe wspomnienia. Uwielbia naturę. Przez wiele lat był pozbawiony kontaktu z nią, więc teraz krew wilka płynąca w jego żyłach budzi w nim zew wolności.

Główną rzeczą, której nienawidzi jest niewolnictwo i jakiekolwiek inne ograniczenie wolności. Czasami ludzie nieświadomi jego fobii na tym punkcie napomkną coś o tym. Jeżeli ktoś mówi o niewolnikach pogardliwie bądź uważa ich tylko za przedmioty, w Vergrinie budzi się jego dzika natura i zazwyczaj takiego nieszczęśnika atakuje. Wilkołaka bardzo smucą skutki niewolnictwa, to, w jaki sposób wyniszcza ono ludzi i nieludzi. Takim stworzeniom jest zdeterminowany pomóc za wszelką cenę.

Wygląd

Vergrin jest niezwykle rosłym, dobrze zbudowanym i barczystym mężczyzną. Mierzy blisko dwa metry wysokości, górując nad zwykłymi ludźmi i od razu przyciągając na siebie wzrok. Jest też niezwykle umięśniony, co także zwraca na niego uwagę. Jego postura sprawia, że przy pierwszym wrażeniu może się wydać człowiekiem niezwykle dzikim i prymitywnym, lecz jest to mylące wrażenie. Jego ciało zdobi niezwykła ilość blizn, nabytych czy to podczas tortur, czy też w trakcie walk na arenie. Większości z nich jednak zazwyczaj nie widać, jedynie kilka można ujrzeć w zwykłych warunkach – na jego twarzy i przedramieniach. Najbardziej rzucającą się w oczy blizną jest olbrzymia rana na jego klatce piersiowej, zaczynająca się na prawym ramieniu i kończąca dopiero w dolnej, lewej części podbrzusza.

Twarz Vergrina na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród innych, podobnych mu osób, pomijając rzecz jasna blizny. Posiada twarde rysy twarzy, które zazwyczaj jeszcze bardziej pogłębiają wrażenie agresywności ich właściciela. Ma także krótki zarost i długie, brązowe włosy, które zazwyczaj niedbale spadają mu na ciało. Pod krzaczastymi brwiami znajdują się głębokie, błękitne oczy, w których czasami zdaje się odbijać srebrzyste światło księżyca. Warto powiedzieć o dwóch bliznach, wyjątkowo widocznych na jego twarzy. Pierwsza przebiega przez prawe, nieco przekrwawione oko, a druga znajduje się na policzku. Zazwyczaj nie czuje wahania przed przyglądaniem się obcym ludziom, co najczęściej mocno ich irytuje. Jego wygląd może być powodem do wielu kpin, które potrafią rozzłościć wilkołaka nie na żarty, jeżeli ktoś posunie się za daleko.

Wilkołak posiada silne dłonie, na których wnętrzach wytatuowane zostały dwa niewielkie koła, po jednym w każdym. Obwody kół są bogato zdobione w runy, a w ich środkach znajduje się dokładnie ten sam symbol, skopiowany z zadziwiającą dokładnością – znak kształtem przypominający trójkąt, zbudowany z niezliczonych ilości płynnie zagiętych lin. Ktoś z czułym zmysłem magicznym mógłby wyczuć w nich magię, której natury w żaden sposób nie potrafiłby pojąć. Jest to pamiątka, którą stworzył dla niego Agirir. Każdy mag, który spróbowałby zrozumieć utajoną w niej magię odniósłby wrażenie, że jest o wiele bardziej młody i naiwny, niż mu się to wcześniej wydawało, a w końcu, po długim, upartym wpatrywaniu się w znaki, zostałby zmuszony do rozmyślań filozoficznych.

Vergrin ubiera się stosownie do sytuacji, ale zazwyczaj nosi na sobie skórzaną koszulę, na którą narzuca strój stworzony z futer upolowanych przez niego zwierząt, w większości są to odpowiednio wygarbowane skóry wilków. Strój ten tworzy głównie osiem większych futer – jedno na ramionach, trzy na dole klatki piersiowej i brzuchu, dwa wokół rąk i dwa wokół spodni. Te ostatnie tworzą coś w rodzaju tuniki, podtrzymywanej przez pas. Oprócz tego strój posiada grubą skórę niedźwiedzia, którą Vergrin nosi w postaci krótkiej peleryny. Latem i wiosną rzecz jasna strój jest o wiele lżejszy, ale Vergrina nadal można wtedy spotkać głównie w nim. Na przedramionach wilkołaka znajdują się karwasze, również futrzane, a na jego nogach wysokie, rzemieniowe buty. Vergrin nie nosi przy sobie broni, a w razie zagrożenia używa wszystkiego, co znajdzie pod ręką.

Ktoś, kto wystarczająco długo przyglądałby się wilkołakowi, zdołałby dostrzec w jego chodzie cień smutku. Vergrin w stosunku do obcych zachowuje się różnie, jeżeli wyczuje w nich przyjaciela jest serdeczny, natomiast wroga – agresywny. Obserwując jego zachowanie można by dojść do wniosku, że widzi się dwie różne postacie. Wilkołak przemawia niskim, ale dźwięcznym głosem, który można bez większych problemów rozpoznać – mało kto posiada podobny głos.

Historia

Zoyel Mindart obserwował wioskę przez okno swojego powozu. Z tego, co widział, była dokładnie tak samo obiecująca, jak opisał ją w liście jej właściciel. Propozycja objęcia stanowiska jego osobistego doradcy do spraw handlu i polityki zaciekawiła go na tyle, że opuścił stolicę Karnsteinu i udał się ze sługami w tamte strony, powątpiewając, czy list oddawał rzeczywistość. Teraz jednak stwierdził, że jest dokładnie tak, jak powinno. Może nawet się zgodzi na tę propozycję. Ale najpierw musiał znaleźć owego właściciela. Przejeżdżali właśnie obok jakiegoś placu budowy, więc nakazał zatrzymać powóz. Wysiadł z niego, lustrując budowę wzrokiem.
Budynek, którego funkcja nie była jeszcze możliwa do określenia, posiadał już dobre fundamenty i silny szkielet. Była to naprawdę porządna robota, zdolna sprawić, że budowla będzie w stanie przetrwać niejedno. Wokół krzątali się pracownicy, w większości jedynie w spodniach, ze względu na dosyć wysoką temperaturę, którą oni odczuwali jeszcze bardziej dotkliwie przez ciężką pracę. Jeden z nich, targający na ramionach sporą ilość drewnianych desek, przechodził akurat obok drogi. Wyglądał dość obszarpanie, przynosił na myśl nieco młodego, leśnego rozbójnika, którego życie obdarzyło mnóstwem blizn.
- Hej, ty! Prostaku! - zawołał wzniośle Zoyel. - Chodź no tu!
Mężczyzna obrócił się w jego stronę, z zainteresowaniem mu się przyglądając. Zoyelowi nie spodobał mu się ten wzrok. Miał zamiar zapamiętać tego drania, żeby zrobić z nim porządek, gdyby jednak zdecydował się na zostanie doradcą. Tymczasem obserwował, jak barczysty człowiek podchodzi do niego, nadal taszcząc sporą ilość desek.
- Tak? - spytał dosyć niskim, ale dźwięcznym głosem.
- Przybyłem do właściciela tych ziem – zadarł nos Zoyel. - Gdzie mogę go znaleźć?
Tym razem mężczyzna już odłożył stos desek, kładąc je na ziemię. Podszedł jeszcze bliżej do Zoyela, wzbudzając tym samym jego wstręt. Śmierdział potem. Wskazał dłonią drogę i powiedział:
- Jedzie się naprzód, aż zobaczy się kowala. Potem skręca w prawo, na następnym skrzyżowaniu w lewo, na kolejnym prosto, a gdy zobaczysz świątynie, skręcasz w lewo. Pierwszy budynek to jego siedziba.
Człowiek wyraził się dosyć prosto i z taką łatwizną, jakby znał na wylot całą wieś. Zoyel skinął głową i obrócił się, chcąc wrócić do powozu i udać się w dalszą drogę, wedle wskazówek budowniczego. Zatrzymał go jednak jego głos.
- Ale i tak go tam nie znajdziecie. Teraz jest zajęty na wsi.
Zoyel obrócił się ponownie, patrząc na mężczyznę nieco rozdrażniony.
- Więc gdzie teraz przebywa?
- Ano tu, budowę nadzoruje – odrzekł tamten.
- Oho. – Zoyel się uśmiechnął na myśl, że szybko się z nim spotka. - Prowadź więc.
Mężczyzna z nagim torsem skinął głową, ale nie ruszył się nawet na krok. Zoyel odczekał kilka minut, po czym odezwał się ponownie, już mocno zirytowany:
- No, na co czekasz? Chcę się spotkać z panem tych ziem!
- I wasze pragnienie zostało spełnione – powiedział mężczyzna, splatając dłonie za plecami. - Pan Zoyel Mindart, jak sądzę? Doszedł do ciebie mój list?
- Co? - Zoyela zszokowały słowa mężczyzny.
Usłyszał gromki śmiech. Dopiero teraz dostrzegł, że od jakiegoś czasu są obserwowani przez pozostałych robotników. Zarumienił się, a jednocześnie zrozumiał, że właściciel tej wioski postanowił z niego zażartować. Prychnął, starając się ukryć zmieszanie.
- Panie Vergrin – powiedział. - Czy moglibyśmy się udać w jakieś inne miejsce i tam porozmawiać o ważnych sprawach?
- Ależ oczywiście – odpowiedział Vergrin z ciepłym uśmiechem na ustach. - Może jednak warto by udać się do mojego domostwa?
- Naturalnie – potaknął Vergrin, lecz gdy Zoyel ponownie chciał udać się do swojego powozu, ten znowu go powstrzymał. - Przecież nie będziemy jechać, gdy cel taki bliski. Proszę za mną, Anagel wskaże drogę pańskiemu woźnicy, prawda?
- Prawda. - Uśmiechnął się mężczyzna, jako jedyny chyba nie noszący wokół belek i nie ociekający potem. Dopilnowywał, aby wszędzie znajdowała się odpowiednia ilość materiałów, przecież nie będą jej później taszczyć.
- Hm, dobrze – mruknął niezbyt przekonany Zoyel, idąc ramię w ramię z właścicielem tych ziem.
Osada nie była zbyt duża, choć do najmniejszych też nie należała. Jej budynki były rozrzucone luźno, co sprawiało, że każdy mieszkaniec miał własny kawałek ziemi. Do tego nie była ona zbudowana na prostym gruncie, miejscowi doskonale wykorzystywali teren, sprawiając, że ich wioska miała własny, niepowtarzalny charakter. Zoyel dostrzegł także, że niemal każdy mijany człowiek lub nieczłowiek ochoczo witał Vergrina, nie jak pana, lecz jak przyjaciela. Gdy mijali warsztat kowala, nawet nawiązała się pomiędzy nimi krótka, przyjacielska rozmowa.
Dotarli w końcu do budynku, który różnił się od innych. Była to willa, nie w najlepszym stanie, wyraźnie przydałby się jej lepszy remont od tego, który wyraźnie został już przeprowadzony. Jednak była ona o wiele bardziej zdobiona, reprezentacyjna, od razu można było stwierdzić, że jest to budynek właściciela owych ziem. Weszli do środka, mijając wcześniej murowaną bramę i niezbyt zadbany ogród.
Wewnątrz walało się mnóstwo rupieci, nie wyglądało to zbyt dobrze. Zoyel patrzył z dezaprobatą na nieład panujący w środku. Trzeba będzie coś z tym zrobić, pomyślał. Inaczej nasz drogi pan osady ośmieszy się, kiedy przybędzie do niego pierwszy gość. Właściwie, to tu i teraz nawet się ośmiesza.
Udali się na górę, do przytulnego pokoju, w którym znajdowały się dwa fotele. Vergrin przeprosił go na chwilę, a po paru minutach wrócił, już w pełni ubrany. Zajął miejsce na jednym z foteli, Zoyelowi przypadł drugi, znajdujący się naprzeciwko niego. Przywykł do większych luksusów, więc nie był zbyt zadowolony obecną chwilą.
- Wiecie, po co was wezwałem. – powiedział Vergrin, splatając ze sobą palce w obu dłoniach, a ramiona opierając o fotel. - Potrzeba nam człowieka, który zajmowałby się handlem, polityką i tymi sprawami. Ja niezbyt się na tym znam.
- Dlaczego więc jesteś tu panem? - zdziwił się Zoyel. - Nie macie nikogo odpowiedniejszego?
- Ludzie nie chcą nikogo innego – westchnął Vergrin. - Wiedzą, że zawsze będę się starał pomagać im jak mogę. Żyjemy tu jak rodzina, nie jak obcy. A rodzina ma swoje żądania.
- Jak rozumiem, posiada pan charyzmę?
- Charyzmę? – spytał Vergrin. - Cóż, można by tak powiedzieć. Potrafię po prostu szybko i skutecznie pokierować prostymi ludźmi tak, aby wyszło to jak najlepiej. I wiem też, czego najbardziej potrzebują. Zresztą, to długa historia.
- Chętnie bym jej wysłuchał.
- Nie dzielę się nią z każdym. – powiedział Vergrin, lecz nie agresywnie. Raczej z zamyśleniem. - Może opowiem ją panu, jeżeli się dogadamy. A teraz pomówmy o tym, dlaczego powinien pan wybrać nas. Rozwijamy się niezwykle szybko, żyjemy za pan brat i oferujemy niezwykłą szansę na wzbogacenie się. Wszystko zależy od pana, nie ma tutaj ograniczeń. To jak będzie?
Zoyel spojrzał w okno i zamyślił się. Takiej solidarności nie wiedział jeszcze, nawet w Karnsteinie. Niewątpliwie mieszkańcy tej wioski byli ze sobą niezwykle zżyci, co sprawiało, że mógłby rzeczywiście mocno na tym skorzystać. I jeszcze perspektywa beztroskiego życia...
- A niech mnie szlag trafi, zgadzam się – powiedział nagle Zoyel, wywołując uśmiech na twarzy Vergrina. - Obejmę to stanowisko na dwa tygodnie. Jeżeli mi się spodoba, zostanę tu na dłużej.

Siedzieli ponownie w tym samym pomieszczeniu, lecz teraz w zupełnie innych już strojach. Ubiór Zoyela nie był już aż tak ozdobny, znajdowały się na nim ledwo widoczne zabrudzenia. Vergrin natomiast ubrał lnianą tunikę, jedną z czystszych, jakie miał. Jak na razie milczeli, Vergrin wpatrywał się w okno, a Zoyel w niego, z zamyśleniem.
- I jak? - spytał w końcu Vergrin, przerywając ciszę.
- Niezwykłe miejsce. – stwierdził krótko Zoyel. - Każdy doskonale zna każdego, wie, czego się ma spodziewać. Działacie jak jedna osoba.
- Rozumiem, że zostanie pan z nami?
- Tak, te dwa tygodnie przyniosły mi zadziwiająco wysokie zyski, a jeżeli bardziej się tu zadomowię, to to miejsce może się okazać jeszcze owocniejsze.
- Cudownie. – powiedział Vergrin, wstając i zaczynając chodzić w kółko po pokoju. - Przyda nam się ktoś, kto reprezentowałby nas przed innymi wioskami. Na polityce nigdy się nie znałem.
- Ano właśnie. – zwrócił mu uwagę Zoyel. - Miałeś mi ponoć przybliżyć swoją historię.
Mężczyzna przez chwilę milczał.
- W porządku. – powiedział w końcu. - Pierwszych lat mojego życia nie pamiętam, ale wiem, co się wtedy stało. Opowiedziano mi o tym.

Kobieta upadła, niezdolna do dalszego biegu. Wyczerpana, oddychała ciężko, starając dźwignąć się z ziemi. Niestety, nie udało jej się zrobić tego dostatecznie szybko. Najpierw usłyszała głośne kroki stóp odzianych w skórzane buty, a w następnej chwili została chwycona za ramiona i podniesiona do pionu, co wywołało kolejną falę bólu, zwłaszcza iż uścisk trzymającego ją człowieka do najdelikatniejszych nie należał.
- Mam ją! - rozległ się niski głos. - Mamy Bestię!
Kobieta jęknęła i próbowała się wyszarpnąć, ale nie miała dostatecznie dużo siły. Nie po głodówce, którą ostatnio przeżywała. Została bezwolnie zaciągnięta do reszty grupy jej prześladowców. Trzymający ją mężczyzna wyszedł na polanę, na której jego kompani już rozbijali obóz.
- Dobrze! - krzyknął jeden z nich, odziany w czarną pelerynę z charakterystycznym, czerwonym znakiem. Kobieta chciała się cofnąć, gdy go dostrzegła. Dostatecznie dobrze znała znaczenie tego symbolu. - Kusza będzie zadowolony.
- Patrzcie ją. – powiedział inny wojownik, odziany w skórzaną zbroję. - Niby taka silna na arenie, a tak łatwo się poddaje.
Chciała krzyczeć na tego mężczyznę, ale naprawdę nie miała już sił na nic.
- Przecież wtedy była łowcą, a teraz jest ofiarą. – zaśmiał się ten trzymający ją. - No co, już taka harda nie jesteś?
Kobieta nie odpowiedziała. Zemdlała, pozbawiona sił oraz nadziei na lepsze jutro. Widząc to, mężczyzna w płaszczu prychnął.
- Ładujcie ją na mojego konia! – powiedział z pogardą. - Dziś Kusza odzyska swoją zabawkę.

Kusza przyglądał się spętanej kobiecie. Swoim jednym okiem widział, że wyglądała inaczej, niż podczas ich ostatniego spotkania. Była w jakiś sposób słabsza, mniej harda. Takiej zmiany nie mogły spowodować tylko trudy ucieczki, za dobrze ją wytrenował, aby tak łatwo ją to zmęczyło. Chwycił ją za podbródek i podniósł tak, że musiała spojrzeć mu prosto w oczy. W jej spojrzeniu malowała się wściekłość i rezygnacja, nie było w nim odczuć towarzyszącej jej zazwyczaj determinacji.
- Głupio zrobiłaś, Belerio – odezwał się zachrypniętym głosem. - Przegapiłaś kilka występów. Muszę ich teraz zorganizować więcej.
Na twarzy Belerii odbił się strach, co bardzo zdziwiło Kuszę. Zdecydowanie coś było mocno nie w porządku.
- Zabrać ją! – nakazał swoim dwóm odzianych w pancerz sługom, którzy pośpiesznie wykonali rozkaz. Następnie zwrócił się do Malaraya, stojącego tuż obok niego. - Sprawdziłeś ją?
- Jej stan nie jest łatwy. – odezwał się mag w typowy dla siebie, świszczący sposób. Jednocześnie podrapał się po wrzodach, dekorujących jego lewą rękę.
- Tyle sam zauważyłem. – prychnął Kusza, dobywając swojego dziwnego miecza i przyglądając mu się z zainteresowaniem. - Masz przywrócić ją do stanu sprzed ucieczki!
- Jesteś tego pewien? Możesz zmienić zdanie.
- Na łeb upadłego, mów jaśniej!
- Jest w ciąży.
Tego akurat Kusza zupełnie się nie spodziewał. Uniósł wysoko brwi, gładząc ostrze miecza. Nic sobie nie robił z tego, że krwawił z niewielkiej rany.
- Od tego możesz się powstrzymać. – powiedział. - Na razie.
Musiał pomyśleć nad ewentualnymi korzyściami i wadami. Dwie Bestie? To mu się na dłuższą metę mogło znacząco opłacić, ale z kolei przez jakiś czas będzie musiał wstrzymać tę ukochaną przez tłumy rozrywkę.
- Szybka jest. – odezwał się Bełt, który jak dotąd milczał. - Ile jej nie było? Tydzień, dwa?
- To przecież tylko zwierzę, rozmnaża się, kiedy może. – odpowiedział Kusza, odwracając się i ruszając ku wyjściu z podziemi. - Dawajcie jej podwójne racje. Póki co warto utrzymać ją przy życiu.

- Czekaj, czekaj! - przerwał mu Zoyel, przez co Vergrin stanął w miejscu, przyglądając mu się pytająco. - Zacząłeś opowieść od środka! Kim jest ten cały Kusza, o czym w ogóle jest mowa i dlaczego nazwał twoją matkę zwierzęciem?
- Zacząłem od początku, nie moja wina, że ten początek jest końcem innej historii. – odpowiedział Vergrin, a w jego następnych słowach wyczuć było ból. - Kusza to był jakiś były weteran wojenny, ponoć był kiedyś kapitanem kruczej husarii. Miał znaczny majątek, po karierze wojskowej zajął się niewolnictwem i organizacją walk na arenie. Paskudny człowiek.
- Czyli twoja matka walczyła na arenie? - zdziwił się mocno Zoyel.
- Nie była człowiekiem. – odparł spokojnie Vergrin. - Podobnie jak ja, w żyłach posiadała wilczą krew.
- Jesteś wilkołakiem?
- Tak, ale nie gryzę, a groźny jestem tylko podczas pełni. Ale wtedy znajduję inne rzeczy, na których mogę się wyżyć.
Zoyel był naprawdę zdziwiony tym, co jak dotąd usłyszał. Dalsza historia zapowiadała się na wielce ciekawą.
- Kontynuuj.
- Moją matkę traktowali ulgowo. Dawali jej więcej jedzenia i nie zmuszali do walk na arenie. Mimo to jej stan nie poprawiał się w stopniu, w jakim chciał Kusza. W końcu, po dziewięciu miesiącach męczarni, urodziła mnie, a jej ból się skończył. Umarła, nie mając sił, aby dalej żyć. Nie zdążyła nawet nadać mi imienia.
- Kusza musiał być wściekły – zauważył Zoyel.
- Oj tak. Wpadł w furię. Stracił najlepsze źródło dochodu, a zanim zdążyłby je zastąpić, musiało minąć kilkanaście lat. Wymordował połowę niewolników, z drugą obchodził się tak, że lepiej byłoby dla nich, gdyby umarli. W końcu się jednak opanował, ponieważ przypomniał sobie, że w ten sposób nie pokryje strat. Ja sam zostałem oddany w ręce jednej z niewolnic o imieniu Seliria.
- Seliria? - przerwał mu Zoyel. - Czy tak nie nazywa się czasami...
- Dokładnie.
Zapanowała chwilowa cisza.
- Mów dalej.

Siedmioletni chłopiec bawił się jakimś kawałkiem skały, których w podziemnym mieście było akurat po dostatkiem. Seliria spojrzała na niego z zamyśleniem, przerywając na chwilę pracę przy wiązaniu talizmanu z kilku włókien pewnych roślin. Kusza trzymał swoich niewolników w kompleksie jaskiń, które różniły się od innych tą różnicą, że w górze znajdował się otwór, przepuszczający światło słoneczne. Był oczywiście zakryty masywną kratę, ale było to lepsze od ciemnych lochów. Seliria była tu już od jakichś dwudziestu lat, oprócz elfki tyle wytrwał tu tylko Carnus, osobisty kowal Kuszy, który nie starzał się z jakichś powodów ani odrobinę. Ona zajmowała się głównie tworzeniem zwykłych przedmiotów, posiadających na sobie proste zaklęcie, zazwyczaj od uśmierzania bólu czy polepszania nastroju. Niezbyt podobało jej się to, że jej rękodzieła są sprzedawane przez Kuszę na jego wyłączny zysk, ale nie miała wyboru. Podobnie, jak reszta niewolników. Ona jednak posiadała największe zaufanie w oczach Kuszy. Dlatego dał jej tego malucha do opieki, aż nie będzie na tyle duży, by mogło się zacząć jego szkolenie. Od tamtego czasu Selirii przybyło jeszcze więcej roboty, musiała nie tylko zajmować się dzieckiem, ale pracować za dwóch, podobnie jak wszyscy. A siedmiolatek bawił się kamieniem, nie mając pojęcia o tym, jak dużo osób go nienawidzi za to... no, za to, że po prostu się urodził, że jego matka zginęła.
- To prawda, co mówią ludzie? - spytała Selirię Terala. Była już starszą kobietą, Kusza trzymał ją tu tylko dlatego, że znała się na alchemii. Taka była jego zasada: jeżeli ktoś nie był opłacalny, był sprzedawany komuś innemu. - Że ten wilczy pomiot wpada w szał w każdą pełnię?
- Nie do końca – Seliria zawahała się. Z jednej strony rzeczywiście, dziecko było co miesiąc bardzo niespokojne, ale szałem by tego nie nazwała. - Budzą się wtedy jego instynkty. Nie lubi zamknięcia, a musi w nim być, co sprawia, że w jego głowie pojawia się mętlik.
- To, że Beleria uciekła mogę zrozumieć – zaczęła Terala. - Ale czy musiała od razu znaleźć sobie jakiegoś wilka? O czym ona wtedy myślała?
- Ponoć była wtedy pełnia – powiedziała spokojnie Seliria. - A wiesz, jaka ona wtedy bywała.
- Przeklęta suka – wymamrotała Terala. - Bez niej byłoby o wiele lżej. A ponoć właśnie chciała dla nas jak najlepiej. Phi!
- Nie mówi się tak o umarłych. - Ton Selirii zmienił się na lodowaty. - Chciała nas uwolnić, lecz nie udało jej się to. Jako jedyna walczyła, a to wszystko tylko przez to, że nie pomogliśmy jej dosyć szybko.
- Paplanina elfów – mruknęła Terala. - O, chyba pan zechciał nas odwiedzić.
Seliria spojrzała na widoczny w oddali łuk portalu, który rozbłysł światłem. Nie było mowy, aby była to dostawa jedzenia. Wszyscy wokół przerwali swoje zajęcia i zaczęli niespokojnie się rozchodzić, pragnąc udać się do rzadziej uczęszczanych miejsc.
- Alnas! - krzyknęła Seliria do chłopca. - Chodź tu, wracamy do domu!
- Już? - jęknął chłopiec, rzucając kamieniem. - Ale ja jeszcze nie chcę.
- Alnas, proszę, wróć ze mną do domu – powiedziała Seliria głosem w którym dało wyczuć się nutkę strachu. Chłopiec długo nie zwlekał. Podszedł do elfki i chwycił ją za jej rozdygotaną dłoń.
- Nazwałaś go Alnas? - spytała Terala, wysoko unosząc brwi. - Syn nadziei?
- Tak – powiedziała Seliria. - Nie wiedziałaś?
- Nigdy przy mnie nie używałaś tego imienia. Ale idź już, nie będę cię zatrzymywać.
Seliria skinęła głową, po czym ruszyła szybkim krokiem w stronę budynku, który służył im za dom. Wiedziała, że jeżeli Kusza przybył tu po chłopca, to i tak nie zdoła go przed nim schronić. Nie było sensu go ukrywać, jego przyboczny mag i tak by się wszystkiego dowiedział. Lepiej było schować się za ścianami domu, gdzie było przynajmniej ułudne wrażenie bezpieczeństwa. Ułudne, ale zawsze jakieś.
Gdy byli już w pobliżu domu, nagle trącił ją jeden z niewolników, popychając wraz z Alnasem na bok.
- Hej! - krzyknęła Seliria, kiedy już odzyskała równowagę, do człowieka, który ją potrącił. Ten przystanął i obrócił się.
- Haver?
- Kruk idzie tutaj z całą gwardią – powiedział do niej skażany złodziejaszek. - Ma zabrać do Kostnicy dwie osoby – tutaj spojrzał znacząco na chłopca.
- Nie! - wyszeptała Seliira. - On jest za młody, rośli mężczyźni ledwo to przeżywają.
- Właśnie – powiedział Haver. - Ja tu się o siebie martwię.
Pobiegł dalej, pozostawiając skołowaną Seirię sam na sam z Alnasem. Czy tą drugą osobą był złodziej? Skąd niby to wiedział i dlaczego to właśnie jego wybrał Kusza? Do Kostnicy trafiali tylko najtwardsi spośród niewolników, ci, którzy mieli walczyć na arenie, co było głównym źródłem dochodu Kuszy. Zbudował prawdziwe imperium, był znany w całej Alaranii. Czy teraz chciał, aby młody wilkołak zaczął podążać ścieżką jego matki? Jeżeli tak, to tego chłopca czekają straszne chwile.
- Ciociu – odezwał się Alnas, kiedy weszli już do środka. - Co się dzieje? Kim był ten pan?
W oddali rozległ się cichy, lecz z każdą chwilą głośniejszy dźwięk kilku par pancernych butów, stąpających twardo po udeptanej ziemi.
- Cicho, Alnasie – powiedziała, klęcząc przy dziecku. - Posłuchaj mnie teraz dobrze. Nieważne, co się potem stanie, masz zapamiętać mnie, Telerę i wszystkich, których tutaj poznałeś, rozumiesz?
- Ale...
Kroki były już bardzo blisko, teraz można było usłyszeć, jak wiele osób podąża ulicą. A mało ich nie było.
- Ciii. Czekają cię trudne chwile, ale uda ci się to znieść, tak jak udało się twojej matce. Ty musisz kontynuować jej dzieło. Teraz tego nie rozumiesz, ale gdy nadejdzie odpowiedni czas i przypomnisz sobie moje słowa, będziesz już wiedział, co czynić. Obiecaj mi tylko, że będziesz pamiętał o tym wszystkim, co tutaj przeżyłeś.
- Ale...
Kroki ustały tuż przed drzwiami.
- Obiecaj! - Seliria niemal już płakała.
- Obiecuję.
Nagle drzwi wypadły z zawiasów, wyważone potężnym kopniakiem. Do środka wpadło kilku ludzi, w większości w pełnym uzbrojeniu z charakterystycznym, czerwonym symbolem na prawej stronie kirysów. Ustawili się pod ścianami w kręgu, milcząc upiornie. Seliria chwyciła Alnasa, chcąc odwrócić jego oraz swoją uwagę od nich. Jako kolejny do środka wszedł postarzały mężczyzna w krwistoczerwonych szatach, spoglądający na nich z pogardą oraz idący u jego boku wojak w czarnej zbroi, posiadający na twarzy umalowane farbą znaki wojenne. Seliria dobrze ich znała. Malaray i Bełt, lewa i prawa ręka Kuszy, magia i siła. Ci dwaj nienawidzili najbardziej na świecie siebie nawzajem, lecz obydwoje słuchali rozkazów Kuszy. Mówiono, że toczyli ze sobą walkę o władzę, przekonując do siebie jak najwięcej wojowników swego pana. Kiedy ci dwaj dołączyli do kręgu, ukazał się ten, którego Seliria tak bardzo się obawiała. Do środka pomieszczenia wszedł dużej postury mężczyzna odziany w stalową, zniszczoną zbroję płytową. Na plecach powiewała poszarpana peleryna. Można by pomyśleć, że w tym stroju ktoś wyglądałby śmiesznie, ale Kusza roztaczał wokół siebie aurę takiej grozy, że jego zniszczony ekwipunek jedynie ją potęgował. Spojrzał na chłopca, który wyjrzał zza ramienia Selirii, spoglądając na przybysza z szeroko otwartymi oczami.
- To ma być ten syn Belerii? – spytał zachrypniętym głosem, w którym wyczuć było niezadowolenie.
- Coś mizernie wygląda – stwierdził Malaray, na co część wojowników obecnych w budynku roześmiała się.
- Widać, musiał wdać się w ojca – mruknął Bełt.
- To można zmienić – powiedział spokojnym głosem Kusza, czym uciszył wszystkich zebranych w środku. - Zabrać go.
- Nie! - krzyknęła Seliria pod wpływem impulsu. Jeden z wojowników uderzył ją w twarz pochwą miecza, oddzielając od Alnasa, którego zabrało kolejnych dwóch. Kusza obrócił się i wyszedł, a za nim wszyscy inni. Seliria natychmiast wstała i nie zważając uwagi na ranę na twarzy, próbowała podążyć za nimi. Zatrzymał ją ostatni gwardzista, którego nie dostrzegła. Chwycił od tyłu, gdy próbowała wyjść i cisnął o podłogę.
- Bądź grzeczna, bo skończysz, jak tamten złodziej – powiedział, rechocząc po nosem. Następnie wyjął sztylet i wbił go elfce w lewą dłoń. Ostrze przeszło na wylot, a w pomieszczeniu rozległ się krzyk Selirii. Mężczyzna wyszedł, a elfka drżącą dłonią wyjęła sztylet. Ujrzała paskudną ranę, lecz nie zważając na to, wyszła na zewnątrz. Ujrzała oddalających się czarnych gwardzistów oraz ciało Havera, zwisające na linie z dachu jednego z budynków. Nie wytrzymała. Zemdlała z bólu.

Vergrin milczał, oparty o parapet i wpatrywał się w krajobraz za nim. Zoyel błądził kciukiem po dłoni, krzywiąc się przy tym. Dostrzegł już wcześniej u tkaczki tę paskudną bliznę, ale nie miał pojęcia, skąd mogła się wziąć. Teraz wiedział i sądził, że lepiej było żyć mu w niewiedzy. Spojrzał na swojego rozmówcę, którego ręce drżały.
- Wszystko...
- Tak – odparł Vergrin tonem, który świadczył coś wprost innego. Westchnął głęboko, przez kolejną chwilę milczał, po czym zaczął opowiadać dalej. - Miałem wtedy siedem lat, pamiętam to jak zza mgły. Są to chyba jedne z moich pierwszych wspomnień, które mogę choć w najmniejszym stopniu zrozumieć, co wcale nie jest pocieszające. Ból, nieustający trening i kara za każde niepowodzenie. Tak wyglądał zwykły dzień w Kostnicy. Było to miejsce, w którym umarło więcej osób, niż na tej całej arenie. Jej zadaniem było sprawić, aby człowiek stał się bestią, prawdziwym gladiatorem, odpornym na ból, kierowanym tylko i wyłącznie żądzą krwi. Uwierzysz, że zrobili coś takiego dziecku? Oczywiście na początku nie było jeszcze aż tak źle. Musiałem stopniowo dochodzić do poziomu zwykłych mieszkańców, przecież nie chcieli, abym wyzionął ducha. Kostnica była zamkniętym, niewielkim systemem tuneli w jakimś odosobnionym miejscu tego miasta niewolników. Był tam niewielki ring, pomieszczenie pełne narzędzi tortur, drugie wypełnione wszelkiego rodzaju machinami treningowymi i jeszcze jedno, służące nam za sypialnię. Tak, nie byłem tam sam. Miałem kilku współlokatorów, większość była tam już od dawna. Najpierw nie sypiałem jednak z nimi, Kusza znalazł dla mnie inny pokój. Tak zaczął się mój koszmar. Każdego dnia czekało mnie to samo. Pobudka była o niezwykle wczesnej godzinie, po której następowały krótkie tortury. Na początku nie było to nic wielkiego, zaledwie kilka sekund. Potem kilkugodzinny trening, ten także pierwszego dnia niezbyt trudny, choć oczywiście dla mnie wtedy niewyobrażalnie. Potem posiłek, którym zawsze była dziwna, gęsta maź bez smaku. Pierwszego dnia zwymiotowałem, za co otrzymałem kilka batów. Z czasem przyzwyczaiłem się do tego. Dowiedziałem się potem, z czego to robili. Uwierz mi, wolałbyś nie wiedzieć. Jednak mimo wszystko spełniało swoje zadanie: dostarczało energii potrzebnej na cały dzień. Gdyby nie to, że składniki tej mazi są niezbyt dozwolone, może nadal bym to spożywał. Jeden posiłek dziennie to niezłe ułatwienie. Tak czy owak, po posiłku następowała seria tortur, mających nas zahartować, a także wzbudzić w nas gniew. Z początku czułem tylko strach, lecz powoli zacząłem także nienawiść. Głęboką, wieczną nienawiść. Stopniowo zwiększano stopień trudności, stopień zadawanego mi bólu.
Gdy miałem już dwanaście lat, byłem w większości pozbawiony człowieczeństwa. Przez cały czas odczuwałem tę samą, zżerającą mnie od środka nienawiść. Próbowałem się przeciwstawiać wiele razy, lecz zawsze bezskutecznie. Zaczęły się wtedy także moje przemiany, przez co stawałem się jeszcze większą bestią. I były o wiele częstsze, niż raz na miesiąc. Wpadałem w szał niespodziewanie, kilku innych gladiatorów zabiłem, kilku boleśnie mnie poraniło. Przez jakiś czas spałem razem z innymi niewolnikami, lecz szybko przenieśli mnie z powrotem do izolatki. Zbyt dużo by ich kosztowało to, gdybym przebywał pół nocy razem z nimi. Znałem się już na walce toporami i na gołe pięści. Kusza regularnie mnie odwiedzał, aby przyjrzeć się postępowi w moim rozwoju. Za każdym razem wyglądał na zadowolonego, a ja za każdym razem naiwnie próbowałem go zabić. Wpadałem w szał, przemieniałem się, ale było to niczym w porównaniu do niego. Powoli zacząłem się orientować, że to nie jest człowiek. Żaden człowiek nie może być tak silny i przepełniony złem jednocześnie.

Kusza przyglądał się zakutego w łańcuchy wilkołakowi. Był jeszcze młody, nie osiągał imponujących rozmiarów, choć i tak już w hybrydalnej formie był niemal tak duży, jak jego matka. Bestia szarpała się, próbując złamać okalające je łańcuchy. Jeden z gwardzistów Kuszy wyjął miecz i uderzył tamtego płazem. Wilczy łeb cofnął się pod wpływem ciosu, lecz zaraz wystrzelił do przodu, zatapiając szczęki w opancerzonym ramieniu człowieka. Rozległ się jego krzyk, któremu Kusza przysłuchiwał się z zadowoleniem.
- Niezwykła siła, prawda? - spytał stojącego obok niego Bełta. Oni dwaj znajdowali się w bezpiecznej odległości od bestii, w przeciwieństwie do jego gwardzistów, którzy rzucili się, aby pomóc towarzyszowi.
- Będzie trzeba wzmocnić klatkę – stwierdził Bełt. - Ta dla jego matki jest za słaba. Kiedy tak właściwie zamierzasz go wypuścić na arenę?
- Ile on ma lat?
- Dwanaście.
- Dwanaście... - Kusza zamyślił się. - Myślę, że za trzy lata będzie dobry termin. Wtedy powinien zacząć naprawdę nabierać siły, co może być niezłym widowiskiem. Może jednak decyzja o nieusuwaniu ciąży nie była wcale taka głupia.
Bełt spojrzał na potwora, który teraz wisiał bezwładnie na trzymających go łańcuchach. Z klatki piersiowej