Oglądasz profil – Daimon

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Daimon Vasalius
Rasa:
Wampir
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
177 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Całkiem przeciętna aura o cynowej barwie i szmaragdowej poświacie. Słychać przy niej szum wiatru i huk wodospadu. Niesie za sobą zapach krwi. Wdotyku jest giętka, a w smaku zaś łagodna.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Daimon
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Daimon

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
9 lat temu
Ostatnio aktywny:
8 lat temu
Liczba postów:
164
(0.20% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Pałac Króla Arata
(Posty: 130 / 79.27% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Sala kominkowa
(Posty: 27 / 16.46% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:raczej silny, wytrwały
Zwinność:zręczny, błyskawiczny, dokładny
Percepcja:dobry wzrok, dobry słuch
Umysł:pojętny, błyskotliwy
Prezencja:piękny, szarmancki, charyzmatyczny

Umiejętności

JeździectwoOpanowany
TropienieBiegły
Skradanie sięArcymistrz
EtykietaOpanowany
Opatrywanie ranPodstawowy
SztyletyArcymistrz
UnikiMistrz

Cechy Specjalne

HipnozaFenomen
Przy dłuższej chwili skupienia potrafię zachipnotyzować zamknąc w świecie stworzonym przeze mnie osobe która znajduje się w moim polu widzenia.
Przemiana w nietoperzaDar
Pozwala na przemiane w skrzydlatego nietoperza oraz latanie w tej formie.

Magia: Rozkazy

PowietrzaUczeń
WodyNowicjusz

Przedmioty Magiczne

Amulet KrwiBaśniowy
Zmniejsza rządze krwi właściciela (oczywiście nie całkowicie) oraz zwieksza odproność na srebro.

Charakter

TAB/TAB Daimon jest zrównoważonym osobnikiem płci męskiej. Zwykle ciepły, otwarty i szczery. Lubi prowadzić długie konwersacje. Gdy trzeba potrafi

zachować śmiertelną powagę. Trudno wyprowadzić go z równowagi lecz gdy to się już stanie łatwo go udobruchać. Jego empatia stoi na bardzo wysokim
poziomie, stara się rozumieć każdego i stawiać się w jego sytuacji nie ważne jak jest nieciekawa. Stara się panować nad swoją rządzą krwi jak tylko może i
niestety przez to miewa na szczęście krótkotrwałe, wybuchy złości.

Wygląd

TAB/TAB  Przed sobą widzisz wysokiego zadbanego i schludnego młodzieńca o szatynowej barwie włosów. Lekko umięśniony z szerokimi barkami. Jego twarz

zdobią bardzo męskie rysy. Spoglądają na ciebie orle oczy o piwnym kolorze i mądrym wyrazie, miedzy którymi znajduje się niewielki zadarty nos. Ma
bladą cerę. Gdy zdejmie koszule łatwo zauważyć dobrze wyrzeźbioną klatkę piersiową oraz brzuch. Ma dość długą wyraźnie widoczną bliznę przechodzącą
od lewej strony szyi przez pierś aż do splotu trzewnego (słonecznego). Postać porusza się luźno i spokojnie bez zbędnych gestów.

Historia

Chłopak urodził się w odległej i ogromnej krainie w której było wiele państw. Od samego początku był niezwykle spokojnym młodzieńcem starał się nie
wpadać w niepotrzebne zaczepki czy bójki, a nawet im zapobiegać co zdawało się dość dziwne jak na jego wiek który liczył 10 wiosen. W wieku 12 lat
przeżył niezwykłą traume. Jego rodzice zostali brutalnie zamordowani przez jednego z członków gildii zabójców.
Młodego jeszcze Daimona przygarnął jeden z weteranów owej gildii. Zauważył w nim drzemiący głęboko potencjał. Pierwszy raz od urodzenia w
chłopaku była prawdziwa złość i chęć zemsty, a owy weteran o imieniu Tarker postanowił to wykorzystać i zmienić jego złość w coś bardziej
pożytecznego. Tarker trenował młodego dniami i nocami. Kazał wykonywać mu ćwiczenia przekraczaj niekiedy ludzkie pojęcie. Jednak zdeterminowany
chłopak wziął sobie to za cel - nuczyć się wszystkiego, co mógł mu przekazać Tarker po czym zemścić się na zabójcy rodziców. I choć bywało ciężko to
wiedział, że nie powinien, nie może się poddać. Stary nauczyciel wydawał się być nie raz nie dwa zdziwiony tym co potrwafi wyczyniać chłopak.
Po dwóch latach nauk i treningów Tarker już wiedział, że nie długo uczeń przerośnie mistrza choć był w tak młodym wieku. Ten weteran gildii
zabójców już do niej nie należąc nadal wykonywał prace zabójcy przyjmując często zlecenia od mieszkańców miast. Jednakże teraz zwykł zabierać ze
sobą towarzysza i oczywiście był nim Daimon wiedząc, że nie tylko teoria i trening, a także praktyka się liczy bo w końcu, to ona czyni z człowieka
mistrza.
Wreszcie po wielu latach gdy Daimon miał już 18 lat Tarker postanowił zaprowadzić i zapisać go do gildii zabójców. Wszyscy szybko polubili
młodziaka za jego determinacje. Chłopak zdawał sobie sprawe, że prawdopodobnie jeden z bliskich mu ludzi jest zabójcą jego rodziców. Wtedy w głowie
wciąż zadawał sobie pytanie *Czy on wie kim Ja jestem, co mi zrobił i co go za to czeka ?*. Każdego dnia zbierał informacje na temat potencjalnego wroga,
oraz wykonywał w miedzy czasie zadania które mu przydzielano. Pewnego wietrznego, zimowego dnia po udanej misji postanowił zawitać do karczmy
która znajdowała się po drodze do siedziby gildyjnej, aby napić się czegoś ciepłego na rozgrzewke. Zasiadł w pierwszym lepszym stoliku przy ścianie i
zdjął swój kaptur po czym rozczesał swoje szatynowe włosy. Wtem ona piękna i zgrabna elfka o niezwykle jasnym kolorze skóry podeszła do niego. Jej
ogromne zielone oczy przyglądały mu się z uwagą kiedy otworzyła usta i rzekła do niego.
- Podać coś ? -
Daimon przełknął nagle śline czując, że ma trudności z wymówieniem nawet najprostrzego słowa. Po dłuższej chwili gdy zdawało się, że elfka chcę odejść
kiwnął potwierdzająco głowa.
Tak zaczęła się ich znajomość. Od tamtego czasu chłopak każdego dnia odwiedzał karczme, aby tylko ujrzeć choć przez chwile ową elfke. Wreszcie
pewnego dnia zebrał się na odwage i zapytał ją o imie które brzmiało Aurora. Z daleka widać było, że Daimon coś do niej czuje. Aurora także zaczęła się
nim interesować, często dosiadała się do jego stolika i rozmawiała z nim, tak właśnie mijały dni i rodziło się głebokie uczucie. Nie trwało to jednak
długo... karczma w której pracowała elfka miała wiele długów. Jeden z władców ziemskich któremu karczma była winna pieniądze zamiast nich zabrał ze
sobą Aurore. Gdy tylko Daimon się o tym dowiedział, wściekł się, nie panował nad sobą. Porzucił wszystkie swoje zadania, aby tylko uratować kobiete
którą kochał. Opracował genialny plan dzięki któremu miał zabić władce i odbić elfke choć nie wiedział dokładnie gdzie się znajduje. Plan w pewnym
sensie się powiódł. Daimonowi udało się zemścić ponieważ zabił on władce jednakże... Aurora została zgwałcona i zabita. Przez te wydarzenia chłopak
zapomniał o tym co miał zrobić od samego początku, czyli rozprawić się z zabójcą rodziców. Błąkał się bez celu, nie mógł zapomnieć, ogarniała go gorycz i
złość. Pewnego dnia Taker poprosił go o spoktanie w mieście daleko od gildii. Chłopak nie zpomniał tego co zrobił dla niego Taker więc stawił się na
spotkanie z czystej ciekawości czego tego staruch może chcieć. Była ciemna i wietrzna noc, a Taker zaprowadził go do dziwnego, opuszczonego domu.
Stanęli na środku niewielkiego pokoju w którym stało łóżko, biblioteczka oraz stół z 3 krzesłami. Taker obwieścił młodziakowi, że tu mieszkał około 300
lat temu. Nie zdażył zapytać jak to możliwe, że Taker ma okołu 300 lat, a już poczuł ból po prawej stronie szyi i zemdlał...







Dodatkowe wydarzenie:



Nagły pukanie do drzwi komnaty Daimona obudziło go. Zsunął z siebie kołdrę i przetarł delikatnie swoje piwne oczy, wstal ociężale i sunąc nogami po
posadzce doszedl do drzwi. Pchnął je i spojrzał po postaci stojące w progu przekrwionymi i lekko przymknietymi oczyma.
- Przyniosłem pański ekwipunke - Powiedziała postać i zasalutowała dumnie po czym pokazała kufer stojący obok niej.
Daimon opuścił powoli wzrok spogladając w strone kufra i machnął do mężczyzny ręką nakazując mu wejść do komnaty. Zanim owa postać doczłapała
się do najbliższego krzesła słychać było nieprzyjemny dzwięk szurającej o ziemie skrzyni którą ciągnęła. Gdy już mężczyzna opadł na krzesło zaczął
szukać czegoś w swojej sakwie, po chwyli wyciągnał z niej nie wielki złoty kluczyk który umieścił w zamku skrzynki, przekręcił nim kilkukrotnie w lewo i
uniósł wieko skrzyni do góry. Włożył do niej rękę i wyciagnął piękny złotawy sztylet, widać było już z daleka, że kowal naprawde się postarał.
- Prosze o to pański sztylet - Nie czekając na odpowiedz postać odłożyła sztylet na szafke stojącą obok i znów zatopiła swą dłoń w kufrze. Tym razem
wyciągnęła z niej biało - szarawą szate z kapturem którą cisneła w Daimona. Od razu po tym mężczyzna chwycił kufer do góry i skierował się do wyjścia z
komnaty, stojąc już w progu skinął tylko delikatnie głową i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Daimon ubrany już w swoją szate i z sztyletem schowanym w pochwie spoczywającej na pasku ruszył do miejsca zebrań gildii. Gdy tylko wszedł do
wypełnionej prze jego \\\\\\'braci\\\\\\' komnaty nagle wszystkie głosy ucichły. Wszyscy zaczeli szeptać i spoglądać na niego pełnym zdziwienia wzrokiem.
Chłopak zupełnie się nimi nie przejmując ruszył mozolnym krokiem wprost przed siebie do tablicy na której przyczepione były nie wielkie zwoje. Gdy już
do niej doszedł zerwał szybko jeden zwój który przykuł jego uwage, wepchnął go czym prędzej do kieczeni i wyszedł z sali. Gdy już zamykał drzwi szepty
znów zamieniły się w normalne głosy. Daimon przechadzał się spokojnie ulicami miasta wyczekując zmroku. Gdy wreszcie nieubłagane cienie zaczeły
pokrywać coraz wiekszą część miasta Daimon zaczął wracać powoli do siedziby gildii, a w jego głowie brzmiał kobiecy głos choć nie pamietał do kogo
należy, to gdy go słyszał ogarniała go radość.
- Ciemność łapczywie dni jasne pożera
Ciemność żąda i wszędzie dociera
Ciemność słucha , patrzy i czeka
Ciemność dniem rządzi, z triumfem nie zwleka
Czasem w milczeniu ciemność nadchodzi
Czasem w radosnych werbli powodzi... -
Po kilku nie dłuższych chwilach wrócił do swojej komnaty w której zaczeły się przygotowania do zadania. Daimon zaczął chować sztylety wszędzie gdzie
tylko mógł. Oczywiście ten który dostal dziś rano nadal spoczywał w pochwie przyczepionej do paska. Nasunął mocniej kaptur na głowie i wziął kilka
głębszych wdechów po czym nagle wybiegł z komnaty i zaczął kierować się schodami w dół, aż do wyjscią z siedziby gildii. Biegał pomiedzy cieniami
uważając na każdy swój krok tak aby przechodzić miedzy nimi bezszelestnie. Biegł tak przez długie godziny, aż stanął przed ogromnym zamkiem. Brame
jego pilnowało dwóch uzbrojonych po zęby strażników. Daimon spokojnym krokiem zaczął w cieniu podkradać się do strażników. Nagle wyskoczył z
cienia i ciął jednego z nich precyzyjnie sztyletem miedzy karczkiem a hełmem. Wtem drugi strażnik rzucił się na chłopaka wyjmując prędką swój miecz z
pochwy jednakże zanim zdażył dobiec do Daimona ten już rzucił swój sztylet w jego strone który szczęśliwie wbił się w ramie strażnika przez co upuścił
swoją broń. Nie mając litości młody zabójca natychmiast dobił strażnika podżynając jego tętnice biodrową pozwalając wykrwawić mu się na smierć.
Teraz już droga do środka zamku była wolna. Nie czekając na nic wszedł rozglądając się przy tym ostrożnie. Miał dwa wyjścia iść w prawo lub w lewo po
chwili namysłu wybrał lewą strone. Prędko okazało się to dobrym wyborem ponieważ na drodze chłopaka nie znajdował się żaden strażnik. Po kilku
dłuższych chwilach Daimon znalazł się u podnóży dużego i pięknego, pozłacanego budynku przed którym stało pełno strażników. Nie było żadnych szans
w otwartej walce przciwko tak licznym przeciwnikom w końcu 1 na 12 zdawało się nieco nie uczciwą walką. Trzeba było jednak działać szybko zanim
reszta strażników odkryje, że ktoś wybił tych przy bramie. Postanowił zatem zajść budynek od tyłu i znaleźć okno przez którą będzię mógł wejść do
środka. Najniższe okno znajdowało się na wysokości pierwszego piętra. Na szczęście nie było trudno się dostać na góre, zmienił się w niewielkich
gabarytów nietoperza i podleciał do okna. Wreszcie zabójca znalazł się na korytarzu, wszędzie było pełno drzwi do komnat, a chłopak nie wiedział która z
nich jest komnatą królewska przypuścił jednak, że ta powinna być pilnowana. Przechadzał się tak przez wiele minut szukając właściwej komnaty. I nagle
gdy już chciał się wychylić zza rogu korytarza usłyszał głosy, stanał i nadstawił ucho. Słychać było tylko nie do końca wyraźne szepty, ale pewne było, że
to rozmowa trzech strażników. Miał nadzieje wykończyć ich po kolei. Cofnął się troche i wyciągnął jeden z swych ukrytych sztyletów po czym upuścił go
na ziemie. Brzdęk metalu rozległ się po korytarzach, jeden z strażników zdziwiony spojrzał w strone skąd dochodził dzwięk. Zaraz powolnym krokiem
spokojnie i rozważnie ruszył w tamtą strone z wyciągnietą bronią. Podchodził coraz bliżej i bliżej... aż wreszcie u jego stóp znalazł się sztylet w tej właśnie
chwyli zza jego pleców z cienia wyskoczył Daimon, zakrył jego usta dłonią i poderżnął natychmiast gardło trzymając go w uścisku, aż się wykrwawi.
Chłopak położył delikatnie i cicho strażnika na zimnej marmurowej posadźce. Teraz miało być już z górki zostało tylko dwóch strażników teraz młody
zabójca czuł się na siłach, aby zaatakować ich otwarcie, jednakże gdy wyłonił się zza rogu okazalo się, że przy drzwiach komnaty jest tylko jeden strażnik
który natychmiast naparł na niego z mieczem i tarczą w dłoniach. Zdziwiony nieco Daimon nie dał się jednak podejść, wykonał piruet unikając ciosu i
przy okazji także zadając cięcie skierowane od góry w dół. Sztylet rozciął zbroje i klatke piersiową strażnika jak nóż przecinający masło. Niestety w
oddali słychać już było kroki, Daimon zorientował się, że drugi strażnik poszeł po posiłki, pewnie cała straż była już na nogach. Druga taka szansa już
mogła się nie zdażyć. Chłopak prędko otworzył drzwi do komnaty i przeszedł dumnie przez próg, a wtedy w kącie ujrzał kulącego się ze strachu starca.
Podbiegł do niego po czym chwycił lewą dłonią jego koszule, uniósł go do góry i pchnął mocno do ściany. Obaj mężczyźni spoglądali sobie w oczy
jednakże widać w nich było dwa różne uczucia. W jednych strach a w drugich złość, nienawiść i żądza krwi. Daimon bez chwili zastanowienie uśmiechnął
się do króla i szybkim, precyzyjnym ruchem przeciął jego gardło z którego trysneła krew zostawiając na szacie młodego zabójcy wyraźne plamy.
Rozluźnił uścisk na koszuli króla który natychmiast osunął się na ziemie.
Daimon od razu ruszył do wyjścia. Wyskoczył z komnaty i zauważył biegnących w jego strone dwóch strażników. Nie było jednak czasu, aby się z
nimi rozprawić ponieważ w oddali słychać było kroki kilkunastu kolejnych. Chłopak rzucił się prędko w morderczy bieg do okna przez które się tu dostał.
Po piętach deptali mu strażnicy jednak chłopak był szybszy. Przy samym oknie znów zamienił się w nietoperza i tym razem zleciał w dół, gdy byl już na
twardej ziemi wrócił do swej ludzkiej postaci. Daimon chciał już ruszać dalej, nagle jednak obok jego ucha przemknął srebrzysty sztylet w którym
odbijało się światło księżyca który tego dnia na niebie był w pełnej swej okazałości. Oczy młodziaka rozszerzyły się, a na jego twarzy ukazało się
wyraźne zdziwienie. Obrócił się prędko, a tam z cienia spokojnie wyszła wysoka postać figurą jednak przypomianającą kobiete. Obie postaci pomkneły
ku sobie wyjmując po dwa sztylety. Starli się akurat w miejscu gdzie pobliska latarnia rzucała swe światło. Oboje upuśili po jednym sztylecie i zrzucili
sobie nawzajem kaptury zakrywające ich lica. Oczom Daimona ukazała się kobieca twarz delikatna i niezwykle urodziwa o długich rudych włosach
spiętych w kucyk. Na jego twarz skierowane były blekitne tęczówki kobiety. Każda kolejna chwila zdawała się wiecznościa, oboje spoglądali na siebie
nie mogąc oderwać wzroku. Kobieta nagle potrząsnęła głową i wykonała cięcie sztyletem. Na szczęście Daimon w pore się zorientował i zdołał sparować
cios. Od teraz zaczęła się prawdziwa walka i wymiana ciosów. Co chwile rozbrzmiewał brzdęk spotykającego się z sobą metalu. Przy każdym
wyprowadzanym przez kobiete ciosie jej włosy latały jak oszalałe. Niezywkła uroda zabójczyni przykuwała wzrok Daimona dekoncentrując go. Aż
wreszcie popełnił błąd który wiele go kosztował. Kobieta cieła go od lewej strony szyi przez ramie, pierś aż do splotu trzewnego (słonecznego). Młodziak
zawył z bólu, to był srebrny sztylet, przykląkł na jedno kolano i złapał się za ramie. Wiedział jednak, że aby przeżyć musi walczyć dalej podniósł się więc
prędko i choć sprawiało mu to straszliwy ból, to nadal był w stanie trzymać sztylet. Jego ciało kiwało się na boki. Na jego twarzy zarysował się delikatny
uśmiech po czym kiwnął głową z uznaniem do kobiety i zmienił się w nietoperza niestety bół był tak nieznośny, że nie mógł utrzymać tej formy, rzucił się
więc do ucieczki na piechotę. Wiadome było, że za chwile zostanie przez nią złapany przecież nawet oddech sprawiał mu trudność jednak co dziwne
zabójczyni nie rzuciła się w pogoń za Daimonem któremu udało się po nie długim czasie uciec z zamku. W głowie chłopaka ciągle motała się myśl...
- Dlaczego puściła mnie wolno ? -