Oglądasz profil – Yana
















- Brak Avatara -

Ogólne

Godność:
Yana Herath
Rasa:
Człowiek
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
34 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Jasna, dość słaba aura, mieniąca się odcieniami żelaza, cyny, z domieszką złota. Jej poświata jest niepewna, zwykle przybiera blady, rubinowy kolor. Pachnie świeżo wygarbowaną skórą, żelazem i krwią, a także dymem z ogniska. W dotyku jest twarda i giętka, posiada ostre krawędzie. Smakuje bardzo gorzko.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Yana
Ranga:
Szukający drogi
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Yana

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
6 lat temu
Ostatnio aktywny:
3 lat temu
Liczba postów:
38
(0.05% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.02)
Najaktywniejszy na forum:
Elfidrania
(Posty: 14 / 36.84% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Mała polana] Ucieczka przerwana
(Posty: 8 / 21.05% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:raczej silny, wytrwały, wytrzymały
Zwinność:niezwykle zręczny, szybki, perfekcyjny
Percepcja:sokoli wzrok, czuły słuch, nieznaczny zmysł magiczny
Umysł:pojętny, błyskotliwy, Żelazna wola
Prezencja:brzydki, nieokrzesany, charyzmatyczny

Umiejętności

SkrytobójstwoMistrz
Skradanie sięBiegły
PrzetrwanieOpanowany
Sporządzanie truciznOpanowany
Władanie katanąMistrz
WspinaczkaBiegły
Zastawianie pułapekBiegły
JeździectwoOpanowany
PływanieOpanowany
TorturowanieOpanowany
SzpiegostwoOpanowany
Otwieranie zamkówBiegły

Cechy Specjalne

PirokinezaFenomen
Ujawnia się tylko pod wpływem bardzo silnych emocji.
Zamknięty umysłZaleta
Inne postaci nie mogą zajrzeć do umysłu Yany.

Magia: Intuicyjna

OgniaNowicjusz
Czasem, gdy emocje wezmą nad nim górę, Yana jest w stanie wyzwolić drzemiący w nim żywioł ognia, lecz dzieje się to bardzo rzadko.

Przedmioty Magiczne

Słowicze serceBaśniowy
Amulet przynoszący szczęście
Pierścień umarlakaBaśniowy
Chroni przed atakami wampirów

Charakter

Yana jest człowiekiem, który wyzbywa się wszelakich uczuć, które mogłyby wpłynąć na jego postrzeganie świata i przeszkodzić w realizacji obranych sobie celów (odnalezienie i zabicie swego ojca). Wydawałoby się, że mężczyzna żyje wyłącznie dla zemsty i lubuje się w kolekcjonowaniu w umyśle ludzkich twarzy w chwili ich, przeważnie cichej, śmierci. W samotności jednak pokazuje swoje drugie, wrażliwsze i spokojne oblicze. Wiele zastanawia się nad otaczającym go światem.


Na co dzień śmiało można by przyrównać go do bryły lodu. W kontaktach z innymi jest zimny i nieprzystępny, ciężko do niego dotrzeć. Nie zdradza strachu, mimo iż czasami go czuje. Nie lęka się śmierci i jest świadom, że kiedyś nadejdzie. Dlatego przyjmuje przeważnie wszystkie zlecenia, oczywiście za sowitą zapłatą.

Bywa brutalny, narowisty i z pewnością jest egoistycznie nastawiony do otaczającego go świata. Gdy nie pracuje jako najemca, nie szuka zaczepek, nie wdaje się w awantury, woli stać na uboczu i nie lubi, gdy ktoś zwraca się do niego bezpośrednio.

Wygląd

Yana wygląda na młodszego, niż jest w rzeczywistości, choć jest człowiekiem ciężko pracującym, praca nie odcisnęła piętna na jego twarzy. Odziedziczył ogólną urodę po matce, choć nie można rzec, iż wpisuje się on w klasyczne kanony męskiego piękna. 

Śniada skóra zdradza jego pustynne pochodzenie.
Kości jego policzków są wystające, nos prosty i dość długi, by rzucał się w oczy. Usta ma raczej pełne, wyraźnie zarysowane, brodę wąską, a rys twarzy dość kanciasty. Posiada bruzdę, która jest ewidentnie owocem walki z dzikim zwierzęciem o potężnych łapach. Ciągnie się od prawej skroni, aż do lewej strony żuchwy. Oczy Yany są wąskie i mają barwę bursztynu. Kontrastują ze smolistą czernią, niedbale wyciętych przez niego samego, włosów, przysłaniających nieznacznie ostre rysy kości policzkowych. Nosi cienki na grubość palca wskazującego warkocz, opadający zwykle swobodnie na lewym ramieniu, a sięgającym do łopatki.
Jego głos jest raczej niski, zachrypiały. Zawsze mówi dość cicho, choć nie sprawia wrażenia niezdecydowanego. Mężczyzna ubiera się w proste, wiązane pod szyją koszule w odcieniach szarości i spodnie opinające uda, a ginące wewnątrz masywnych, brązowych, skórzanych butów. Yana na potrzeby kamuflażu przywdziewa na ubranie czarną, niczym bezgwiezdna noc, pelerynę z obszernym kapturem pod którym ukrywa swoje oblicze. Bardzo często używa także chusty, by przysłonić twarz.
Mężczyzna lubuje się w biżuterii, choć nie jest ona w stanie poprawić jego wizerunku, ale z całą pewnością ukazuje jego dorobek, to co zrabował od ofiar, które zlecono mu zabić. Na palcach nosi kilka różnorakich pierścieni z czego jeden z nich jest Pierścieniem Umarlaka. Na jego szyi zwisa medalion (Słowicze Serce) ze szmaragdowym kamieniem w zdobionej ramie wewnątrz którego znajduje się pukiel włosów jego matki. W uszach nosi przynajmniej cztery kolczyki w każdym, złote i srebrne koła jednakowej wielkości i jeden, wiszący, złoty kolczyk, który znalazł gdzieś podczas wypraw i przypadł mu on do gustu. Jeśli chodzi o sylwetkę mężczyzny, jest on nazbyt wychudzony, ale ma dość dobrze zarysowane mięśnie, symbolizujące siłę i trud jaki włożył w doskonalenie swoich umiejętności. Jego szorstka od przepracowania skóra, pokryta jest świeżymi i starymi bliznami. Wzrostem przypomina drzewo, osikę. Jest bardzo wysoki i bardzo szczupły.

Historia

Spójrz Ojcze... Jego włosy płoną, zdaje się być jak żywa pochodnia. Biega po wsi, jak kurczak, któremu odrąbano łeb, próbując znaleźć jakieś koryto w którym zgasiłby swe ogniste uczesanie. Właściwie, pasowałby do koryta. 
Nie, to nie moja wina. Patrzył wzrokiem takim, jakby mówił mi, że więcej warta ode mnie jest trzoda chlewna naszych sąsiadów. Zezłościłem się...
Wiesz, Ojcze, kiedy jestem naprawdę wściekły, kiedy ta furia pojawia się w moich oczach, nie potrafię nad tym panować... Wiesz zresztą. Pamiętasz... Suknię panny Satherine, która zajęła się wąską stróżką dymu, gdy wygłaszała swe nieznośne oskarżenia o podpaleniu stodoły. Zginęła większość jej koni. To nie była moja sprawka. Ale oni o tym nie wiedzieli. Oskarżali mnie, bo zawsze gdy byłem w pobliżu, coś płonęło. Czasami nawet, gdy nie byłem zły. To po prostu się działo.
Matka, aby mnie pocieszyć, dała mi swój medalion, ten sekretnik, który nosiła na piersi od zawsze. Schowała w nim pukiel swych włosów, bym zawsze wiedział, iż mam na świecie osobę, która mnie kocha bez względu na to, czym jestem.
Ludzie i Elfy, na równinach Theryjskich, tam, gdzie się urodziłem... Wszyscy w końcu mieli mnie za diabelski pomiot. Już nie chcieli się ze mną bawić, Ojcze... Rodzice zabraniali. Straciłem przyjaciół z którymi znałem się od urodzenia. To spowodowało wyrwę w moim sercu, która wypełniona była czystym żarem. Czasami od samego spojrzenia coś zaczynało być naprawdę gorące. Rosła we mnie złość, kiedy czułem jak bardzo mnie nienawidzą.
Ale Ty nie byłeś lepszy.
Słuchałeś ludzi ze wsi, jakby bardziej byli Ci bliscy, niż ja, Twój syn. Bałeś się o swoją nienaganną opinię. Tylko ona Cię obchodziła. Twój syn mógł zdechnąć i zgnić w błocie, właściwie byłoby ci to na rękę. Nie musiałbyś wówczas tamtego dnia, brać do ręki sztyletu. Cicha śmierć, hmm...? Mam to po Tobie. Noszę w żyłach Twoją krew, to oczywiste. Byłbym potworem, gdyby nie płynęła tam także krew Matki... Którą wkrótce Ty miałeś na rękach. Pamiętasz? Osłoniła mnie swoim ciałem, kiedy przyszedłeś jednego wieczora do izby wraz z innymi, którzy chcieli się mnie pozbyć. Przeszkadzała Ci, więc ją zabiłeś. Nazywałeś mnie potworem, choć sam nim byłeś. Piekło wkrótce Cię pochłonie. A ja będę Twoim katem.

Zapach spalenizny. Zapach topiących się pod temperaturą płomieni, ludzkich włosów, ubrań... Swąd spalonej skóry.
Cisza, rozbrzmiewająca w moich uszach. Ich krzyki, wykrzywione w grymasie bólu twarze... To wszystko było tak odległe... Zdawało się, że między nami była jakaś bariera. Przepaść licząca dziesiątki kilometrów. Byłem przerażony. Uciekłem jak tchórz. Ale Ty mnie nie goniłeś, Ojcze. Wiedziałeś, że nie dam sobie sam rady w objęciach lasu...
I zapewne zginąłbym gdyby nie człowiek zwany Quincy'm.
Bandyta, hmm...? Tak byś go nazwał. Ja natomiast nazwałem go bohaterem. Tak, dobrze usłyszałeś... B o h a t e r e m.
Uratował mnie, gdy byłem wycieńczony i przerażony do szpiku kości. Zabrał mnie ze sobą. Spędziliśmy ze sobą wspaniałe dwanaście lat. To on nauczył mnie władać mieczem. Od niego dostałem katanę, którą noszę przy pasie do dziś dnia. W pełni akceptował mnie, takim, jakim byłem. Był dość srogi i chłodny, ale wiedziałem, że jestem dla niego jak syn.
Ale i na Niego wkrótce przyszedł czas. Nie był już bardzo młody. Cieszyłem się jednak, że odszedł we śnie, a nie w męczarniach, na stryczku.
Zanim to się stało, zdążył wyszkolić mnie na niezłego bandytę, który da sobie radę w dorosłym życiu. Zabijanie sprawiało mi przyjemność. Zlecenia, które wykonywałem... To było jak lekarstwo na cierpienie. Krew. Ta rubinowa ciecz połyskująca na moich dłoniach. I echo, które pozostało po dudniącym jeszcze do niedawna, sercu. To choć na chwilę dawało mi ukojenie. Zanim Ciebie nie dopadnę... Musi mi wystarczyć.

Teraz już moje zdolności do pirokinezy częściowo zanikły. W miarę dorastania zacząłem zauważać, że nie podpalam już tak wiele rzeczy wokół siebie, jak niegdyś. Muszę być naprawdę wściekły, musi się w mych oczach pojawić ten płomień furii, bym znów coś podpalił. Coś, lub kogoś...

Ludzie we wsi snują opowieści o Demmerocie Lizgoth, który niegdyś zamieszkiwał tereny równin Theryjskich. Miał zło w oczach i zamieniał w kupkę popiołów każdego, kto spojrzał w jego stronę. Czasami nazywają mnie diabłem, czasami demonem... Na ich ustach zawsze wyglądam jak maszkaron, wiedzą jedynie o bliźnie przecinającą moją twarz, która jest dla nich zagadką...