Oglądasz profil – Veril

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Veril Eletainen
Rasa:
Naturianin, Maie podmuchu
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
283 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Dość ciemna i bardzo silna aura o złożonej barwie, w której dominują cyna i barachit, lecz pojawia się również kobalt przemieszany ze srebrem. Wszystko to okala obsydianowa poświata. Wokół czuć słodką woń kwiatów i miodu, rozbrzmiewa szelest liści - czasem wydaje się, że to nie wiatr między nimi szepcze, lecz ludzkie głosy. Słychać też zmienne w natężeniu brzęczenie. W dotyku aura jest miękka, gładka, o nieznacznie zaostrzonych krawędziach, w smaku zaś łagodna. Przyspiesza puls istot przebywających w otoczeniu podmiotu.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Veril
Grupy:
Inne Postacie:
Cassadia
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Veril

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
7 lat temu
Ostatnio aktywny:
2 lat temu
Liczba postów:
58
(0.07% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.02)
Najaktywniejszy na forum:
Równina Drivii
(Posty: 22 / 37.93% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Główny trakt] Podróż z ładunkiem
(Posty: 22 / 37.93% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, niezbyt wytrwały, wrażliwy
Zwinność:zręczny, niedokładny
Percepcja:dobry wzrok, dobry słuch, czuły zmysł magiczny
Umysł:bystry, b. silna wola
Prezencja:piękny, godny, przekonywujący

Umiejętności

AlchemiaBiegły
ZielarstwoMistrz
(Loteria: na M)
MedycynaMistrz
Gra na instrumencie(flet poprzeczny)Mistrz
KuglarstwoBiegły
AnatomiaOpanowany
Czytanie i pisanieBiegły

Cechy Specjalne

LatanieDar
Veril potrafi latać dzięki swoim skrzydłom.
Zmiana postaciDar
Veril potrafi przemienić się w człowieka(najczęściej mężczyzne), zwierzę(jego ulubione to sowa śnieżna) lub w swoją prawdziwą postać, w której staje się czystym żywiołem.
Leczenie energiąFenomen
Postać może za pomocą własnej energii leczyć rany swoje oraz innych stworzeń. Oczywiście cięższe przypadki mogą wymagać więcej trudu.
TeleportacjaFenomen
Pozwala się natychmiast przenieść w dowolne miejsce, ale wymaga użycia pokaźnych zasobów energii.
Mowa zwierzątZaleta
Veril zna mowę zwierząt i potrafi się z nimi porozumiewać.

Magia: Rozkazy

Magia powietrzaMistrz
Veril urodził się jako Maie podmuchu, używanie magii powietrza jest dla niego rzeczą naturalną.
Magia życiaAdept
Magia do której Veril posiadał mocne predyspozycję i którą doskonalił podczas swoich podróży.
Magia przemianUczeń
Postać poznała tę sztukę w stopniu umożliwiającym przemianę w człowieka oraz niektóre zwierzęta.

Przedmioty Magiczne

Magiczny pierścieńZaklęty
Pierścień jest zaklęty bardzo silną magią, która wiąże go z posiadaczem. Dzięki temu jego właściciel nie może go zgubić, a nawet gdy tak się stanie, przedmiot wraca do posiadacza w przeciągu jednego dnia.
Magiczny pierścień kompresjiBaśniowy
Podczas zamiany w zwierze przechowuje cały ekwipunek Verila.

Charakter

Charakter Verila jest dość skomplikowany. W swoim życiu widział dość sporo, ale wydaje się być odporny na te doświadczenia. Ma w zwyczaju 

nie
przejmować się rzeczami, na które nie ma wpływu. Stara się postępować tak by mieć czyste sumienie co wcale nie znaczy, że jest dobry, Veril
nie wierzy w
takie rzeczy jak dobro czy zło. Stara się nie wiązać moralności z żadną z tych rzeczy. Zdecydowanie jest zdeterminowany, dąży do celu choćby
całkiem stracił
nadzieję. Jest dość ekscentryczny, potrafi z ogromną ciekawością obserwować ludzi podczas codziennego życia, zresztą nie tylko ludzi, każda
rasa wydaje
mu się szalenie interesująca. Być może to dlatego bardzo chętnie wypytuje o ich zwyczaje i kulturę. Jest dociekliwy, ale nie ciekawski, potrafi
wyczuć
moment kiedy lepiej się wycofać i nie drążyć tematu. Oprócz tego stara się być miły, ale jest dość ostrożny przy zawieraniu nowych znajomości,
z
doświadczenia wie, że lepiej uważać.

Wygląd

Ciężko opisać jak wygląda Veril, podczas swoich podróży nieraz zmieniał postacie, ale ma swoje trzy ulubione, mianowicie:

- Postać człowieka - W tej formie wygląda jak zwykły mężczyzna... no prawie. Jest średniego wzrostu i posiada dość długie, niebieskawe włosy.
Ma
łagodne rysy twarzy i oczy w kolorze głębokiej purpury. Z postury nie jest zbyt umięśniony. Ma na ciele sporo blado szarych tatuaży, wyróżnia
się
jedynie ten na prawej dłoni. Co do stroju, Veril najbardziej lubi nosić lekkie szaty i luźne spodnie. Najczęściej można go spotkać ubranego w
tunikę
podobną do kimona przewiązaną w pasie skórzanym pasem, do którego przytroczona jest sakwa. Nieodłącznym elementem jego ubioru jest
również
purpurowy szal, z którym Veril niemal nigdy się nie rozstaje. Stroju dopełniają buty podróżne oraz spora ilość błyskotek w postaci: kolczyka w
lewym
uchu(ma kształt łzy), pierścienia i dwóch bransolet.
- Postać zwierzęcia - Veril zmienia się w tej formie w śnieżną sowę. Co ciekawe nieznaczne wzorki są nadal widoczne na jego piórach, jest to
odpowiednik
tatuaży. Z innych cech odróżniających go od innych zwierząt jest pierścień na jednym z jego pazurów.
- Prawdziwa postać - W tej formie Veril zmienia się w czysty żywioł. Jest częściowo niematerialny, ale nadal można go zranić przy pomocy magii
lub
magicznej broni. Ciężko powiedzieć jak wtedy wygląda, chyba najbardziej przypomina zwykłego żywiołaka okolonego przez wiatr. Posiada
skrzydła w
kształcie długich słupów, a jest ich kilka.

Historia

No dobrze, teraz wypadało by opowiedzieć coś o sobie, prawda? No cóż... Maie nie rodzą się do końca tak jak ludzie. Można powiedzieć, że są 
to niejako
manifestacje wolnej woli samego żywiołu, albo jak wolicie - natury. No więc dobrze, może teraz skończę już tę naukową gadkę i przejdę do
konkretów.
Wszystko zaczęło się tak: Wydawało mi się, że płynąłem, no dobra, wcześniej to było dla mnie jak najbardziej naturalne, a w tamtej chwili
wydało mi się
to nieprawdopodobne, no bo jak można latać od tak. Wtedy spadłem. Podczas lotu w dół po raz pierwszy zobaczyłem swoje dłonie, ręce, ciało...
Niestety
wkrótce przypomniałem sobie o tym, że spadam i nie wiem skąd wzięła się myśl, że zaraz stanie się coś złego. No i stało się. Upadek był bolesny,
ale z
jakiegoś powodu nie był śmiertelny. Chociaż wtedy dałbym głowę, że umarłem. Jak się zapewne domyślacie tak się nie stało i bynajmniej nie tylko
dlatego, że teraz nie miałby kto opowiadać! Spadłem gdzieś w dzikie pole, nieopodal jakiejś małej wioski. Miałem straszne szczęście, bo znalazła
mnie
poczciwa kobiecina imieniem Lithiel. Z początku pomyślała, że jestem jakimś zboczeńcem, ostatecznie widok nagiego mężczyzny schowanego w
krzakach
nie jest widokiem codziennym. Niemniej udało mi się nieudolnie wyjaśnić, że nie jestem ani zboczeńcem czyhającym na młódki, ani faunem, ani
czymkolwiek innym. Na obecną chwilę sam nie wiedziałem czym jestem! Lihiel musiała podejrzewać, że nie jestem człowiekiem, ponieważ przez
parę
następnych dni gdy przygarnęła mnie do siebie obserwowała mnie uważnie. Miałem na ciele te same tatuaże co dzisiaj, jak się później
dowiedziałem są to
napisy w języku wiatru, które są czymś w rodzaju mojej historii. Całkiem ciekawe, prawda? Co było dalej... No cóż. Mieszkałem dalej w tej
skromnej
wiosce gdzieś na pograniczu Rododendronii. Muszę powiedzieć, że całkiem miło wspominam tamten okres. Pomijając fakt, że wszyscy patrzyli na
mnie
jak na dziwoląga, a Inkwizycja szczególnie uważnie pilnowała czy aby nie jestem jakimś nielegalnym magiem. Na moje nieszczęście byłem.
Pamiętam jak
pierwszy raz posłużyłem się swoją mocą. Lithiel narzekała na ciągłe ulewy. Wtedy pomyślałem: ''Fajnie by było gdyby te chmury zmieniły
kierunek.''.
Tak się też stało. Przypadek? No dobrze, ale ponad trzydzieści razy pod rząd? Mieszkańcy nagle zmienili swoje nastawienie do mnie. Niosłem
nieocenioną
pomoc podczas zbiorów. W czasie suszy gnałem chmury deszczowe nad pola, w czasie ulew, rozpogadzałem niebo. Niestety nikt z szanownych
wieśniaków nie raczył mnie poinformować o zakazie używania magii w obrębie Rododendronii i jak się okazuje przyległych włości. Musiałem
uciekać, ale
co to była za ucieczka... Lithiel oczywiście musiała iść ze mną gdyż to ona ukrywała mnie cały czas. Tak oto znaleźliśmy się w Rhapsodii gdzie
spędziliśmy ponad pięćdziesiąt lat. Na początku szukano nas bardzo gorliwie, ale i tutaj w sukurs przyszła mi magia. Okazało się bowiem, ze
potrafię
zmieniać swoją postać, a nawet wcielać się w niektóre zwierzęta. Co by nie było w Rhapsodii nauczyłem się wielu rzeczy. Między innymi jak
sporządzać
mikstury i zbierać zioła, wszak miasto słynęło z tego typu wyrobów, a ja nie miałem co robić. Właśnie w tym okresie odkryłem co interesuje mnie
najbardziej - poznawanie ludzi. Ich zwyczaje, religia i tego typu rzeczy. Naturalnie starałem się zawsze trzymać z boku, jakoś nie miałem
interesu w
nadstawianiu karku za innych... No dobra... A jednak nie raz go nadstawiałem. W sumie to zrobiłem się nawet trochę zbyt popularny, to znaczy
popularny dla ludzi, którzy za punkt honoru postawili sobie powieszenie mojego czerepu na ścianie. W samym mieście byłem bezpieczny, chroniła
go
bowiem potężna magia, ale jakoś nie widziało mi się spędzenie tam reszty życia. Po śmierci Lithiel opuściłem Rhapsodię uprzednio zmieniwszy
postać.
Pięćdziesiąt lat to sporo i można powiedzieć, że udoskonaliłem swoją magię dość znacznie. Okazała się nieoceniona podczas dalszej podróży.
Udałem się
na tereny Opuszczonego Królestwa. Błąkając się po tamtejszych pustkowiach przetrawiłem kilka lat. Co mogę powiedzieć o tym okresie?
Oglądałem
zwierzęta...
W drodze do Nowej Aerii odwiedziłem Ostatni Bastion. Nie zostałem tam mile przywitany, zresztą to miejsce było strasznie nieprzyjemne, każdy
tam dbał
o to by nie zwiększyć częstotliwości odwiedzin turystów.
Swoje dalsze losy opowiem w skrócie gdyż nic się takiego nie wydarzyło. Odwiedziłem Nową Aerię gdzie poznałem maga, który wyjaśnił mi co
nieco o
moim pochodzeniu. Wkrótce nauczyłem się także powrotu do swojej prawdziwej postaci.
Przez następne ponad sto lat starałem się nie rzucać w oczy. Odwiedzałem miasta, najczęściej pod postacią sowy. Obserwowałem i uczyłem się.
W formie
ptaka nie trzeba było uiszczać żadnych opłat za uczęszczanie na lekcje magii, a gdzie sowa nie da rady się dostać zawsze można próbować
inaczej.
Nawiasem mówiąc, ''kombinowałem jak koń pod górę''. Byle tylko coś podejrzeć i czegoś się nauczyć. Wychodziło mi to nieźle, ale w ten sposób
mistrzem
się nie zostanie, prawda? Toteż w pewnym momencie po prostu się zatrzymałem. Niedługo po tym zaczyna się moja historia...
Aha, zapomniałem wspomnieć! Ta mała uparta cholera przyczepiła się do mnie jakiś rok temu gdy przebywałem Szepczący Las. Chwilami jest
naprawdę
ciężka do zniesienia...