Raciczkami po rozżarzonym węglu


Miasto zamieszkiwane głównie przez elfy, jednak spotkać tu możesz też inne istoty takie jak wygnane Driady, a także małe chochliki poszukujące przygód. Elfy mieszkające w Elfidrani są niezwykle przyjaznymi istotami, dlatego schronienie w możne znaleźć tu każdy, a zwłaszcza Naturianie i istoty im pokrewne, ze względu na miłość elfów do wszystkiego co wolne.

Postprzez Ariatte » Cz paź 04, 2018 7:51 pm

Rzeczywiście, gdyby czarodziejka nie była pijana, to prawdopodobnie wstałaby, by zobaczyć, gdzie podziewa się Caitriona. Pech chciał, a może coś zupełnie przeciwnego, że jednak była i nie zamierzała ruszać się z miejsca. Uwierzyła Vaeli na słowo.Nie udawała także zawiedzenia, gdy ta uświadomiła ją, że jej dedukcja nie podołała wyzwaniu. Zgodziła się na propozycję zmiany zasad niezbyt chętnie, gdyż obawiała się tego, co przyjdzie do głowy satyrce. Pomimo tego przytaknęła stwierdzając, że bez tej dodatkowej zasady ta gra nie dostarczyłaby im odpowiedniej dawki emocji.
Zadanie dla Ariatte z początku wydało jej się absurdalne. Niby że ona ma go...? To niedopuszczalne! Spojrzała na satyrkę z niedowierzającym wzrokiem, po którym bez problemu można było wywnioskować pytanie: "Ale jak to?!".
- Vaelo, czyś ty oszalała? I niby co ja mam z nim zrobić? - były to pytania retoryczne. Oczywistym było, że kozica nie była do końca normalna, ale jej aktualny pomysł przerósł ludzkie pojęcie. - Nieważne! - odpowiedziała sama sobie dosyć ostro. Słuchaj no! - wstała gwałtownie i z udawaną złością wskazała na towarzyszkę palcem. - Nie zamierzam przegrać, rozumiesz? - zaraz po tym spięta Ariatte ruszyła w kierunku stołu nieznajomego, który od razu wychwycił wzrokiem zbliżającą się w jego kierunku żeńską postać. Ta jednak przystanęła w połowie drogi i podparła się jedną ręką o najbliższy stolik. Nie zrobiła tego czując, że zaraz upadnie. Zrobiła to dlatego, że do głowy przyszedł jej pewien ciekawy pomysł. Przecież nawet nie musiała się do niego zbliżać, by go rozgrzać! Gdy do tego doszła od razu na jej twarzy zagościł uśmiech, spowodowany nieziemską ulgą. Odwróciła się w stronę satyrki, po czym z powrotem skierowała się ku swojemu miejscu. Gdy do niego doszła bez słowa usiadła na krześle, które przed chwilą było przez nią zajmowane.
- Słuchaj no! Nie wiem, na jakie przedstawienie liczyłaś, ale nie dam ci go! - po tych słowach płomiennowłosa wykonała taneczny ruch dłonią, po czym dodała:
- Obserwuj uważnie tego biedaka. Założę się, że niedługo albo zdejmie swój płaszczyk, albo całkowicie opuści to miejsce. Podgrzałam mu nieco temperaturkę. - wzięła łyk ze swojego kufla i lekko chichocząc odwróciła się na krześle w stronę swojej ofiary. Utkwiła w nią wzrok oczekując na zamierzone efekty i jednocześnie myśląc nad swoim wyzwaniem dla satyrki. Zauważyła, że owy zakapturzony mężczyzna w dalszym ciągu się jej przygląda. W głowie czarodziejki przez krótki moment zadziałał alarm, który ostrzegał przed kłopotami, jednak przycichł, gdy podejrzana postać w przewidywalny sposób zdjęła z siebie płaszcz i odsłoniła swą łysą głowę skropioną lekkim potem.
- Przyjrzyj się mu, kochana. - Ariatte odwróciła się już w stronę stołu i utkwiła swój zadowolony wzrok w towarzyszce. - Biedak chyba trochę się zgrzał, nie sądzisz? Z tego co pamiętam nie powiedziałaś mi, w jaki sposób mam go rozgrzać. Nieprawdaż? Tak czy inaczej wymyśliłam już zadanie dla ciebie. Będziesz musiała podejść do tych przygłupów... - płomiennowłosa wskazała pięcioro mężczyzn siedzących przy stole niedaleko. Popijali oni wesoło piwo, grając również w jakąś grę, do której używało się dziwnych kart. - no i jak już do nich podejdziesz, to zacznij opowiadać im, jak rozmnażacie się wy, satyrzy. Podejdę nieco bliżej, by słyszeć wszystko doskonale. - Czarodziejka uśmiechnęła się chytrze do swojej rywalki, wzięła ostatni łyk i wstała, dając jej jednocześnie znak, że jest gotowa. - To jak? idziemy? Nie bój się. Gdy któryś postanowi wykorzystać wiedzę i WEŹMIE CIĘ W OBROTY... - podkreśliła ostatnie słowa - to będę w pogotowiu.
Avatar użytkownika
Ariatte
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Anetheron, Verfnir, Nathanea, Semirian,
Rasa: Czarodziejka
Aura: Jest to dość silna emanacja o barwach lekko już przytłumionych przez lata. Wokół silnie i wyraźnie brzmią trzaskające płomienie i to one zdają się być sednem tej aury. Równie mocno rozchodzi się tutaj woń kadzideł i świec rozgrzanych niedostrzegalnym, chociaż słyszalnym ogniem. Mimo niego atmosfera panująca tutaj jest raczej chłodna i skłania do utrzymania dystansu. Jeśli jednak zachowasz kulturalną powściągliwość, bez obaw przed poparzeniem możesz podziwiać soczyste smugi kobaltu, gęsto poprzeplatane srebrnymi wstęgami. W uplocie lśnią delikatne szmaragdowe poświaty. W dotyku początkowo aura sprawia wrażenie związanej z miękkich i twardych pasm. One zaś stanowią giętką całość o wyjątkowo gładkich powierzchniach, w których skryte są bardzo ostre krawędzie, na które powinieneś uważać. Emanacja jest wyraźnie lepka, ale szybko tak jak przy poprzednich cechach ujawni się jej dwoista natura, gdy poczujesz delikatną kwaskowość.
Wygląd: Co Cię obchodzi jak wyglądam? Nie, nie wstydzę się tego, gdyż w tej kwestii nie mam naturze niczego do zarzucenia. Wzrostem nie odbiegam od normy. Mam na myśli o czarodziejskie standardy. Mierzę sobie bowiem niecałe sześć stóp wysokości. Jak widzisz mam szczupłą sylwetkę, która przyciąga do siebie płeć przeciwną, a niekiedy nawet cieszę się głębszym zainteresowaniem grupą ... (Więcej)

Postprzez Lilianna » Pt paź 05, 2018 5:33 pm

Ostatnie godziny drogi świeżo przemienionej wampirzycy nie należały do najprzyjemniejszych. Przydarzyło jej się pożyczyć konia bez siodła, to też odrobinę bolał ją tyłek i plecy od niewygodnej jazdy. Przynajmniej warunki atmosferyczne nie były tragiczne. Chwilę po tym, jak dziewczyna dostrzegła w oddali oznaki cywilizacji postanowiła z ulgą zejść z grzbietu wierzchowca. Trzymając zwierze za lejce przeciągnęła się i rozprostowała kości. Miała jedynie nadzieję, że to nieco większa mieścina. Życie w drodze potrafi być wyjątkowo męczące, zwłaszcza, gdy już przywykło się do wąskich i brudnych brukowych uliczek. Liliana przysiadła jeszcze na moment na pniu nieopodal drogi, na skraju lasu właściwie. Pomyślała, że tutaj zostawi konia, bo prawdę mówiąc nie wiedziała nawet, czy będzie po niego wracać. Postanowiła również zdjąć i schować tajemniczy sygnet. Nie chciała rzucać się w oczy. Schowała też większość noży, właściwie zostały jej dwa w pasie wokół lewego uda i kilka mniejszych do rzucania ukrytych pod rękawem koszuli. Resztę swojego bardzo drobnego aktualnie dobytku schowała w drobny plecak, a właściwie worek z zapięciem, który mogła nosić na plecach dzięki doszytym paskom, no i po kieszeniach, rzecz jasna. Kosmyk średnio zadbanych aktualnie włosów opadał jej na policzek, odgarnęła go za ucho i poprawiła warkocz idąc już w kierunku świateł. Zarzuciła na siebie długi czarny płaszcz, który wyniosła tego feralnego wieczoru z wampirzej posiadłości. Spacer zdawał jej się być wyjątkowo przyjemny w porównaniu z podróżą konno.

Drzwi przybytku uchyliły się skrzypiąc, lecz dźwięk ten nie przebił się ani trochę do wnętrza sali, w której, co oczywiste było dość głośno. Wzrok wampirzycy szybko przeleciał po zebranych, gdy Lily chciała zaczerpnąć pierwszych informacji o tym miejscu. Pijalnia, jak każda inna. Ciemne typy, podchmieleni wojacy, bawiący się ludzie, śpiewy, tańce, hulanki. Na pierwszy rzut oka nic konkretnego nie zwróciło jej uwagi. Cicho liczyła na to, że zadziała to podobnie w odwrotną stronę. Nie bardzo marzyło jej się pakowanie w jakiekolwiek kłopoty. Właściwie jedynym, czego obecnie pragnęła była odrobina błogiego spokoju.

Dziewczyna miała na sobie białą, a właściwie już nieco szarawą koszulę i zwykłe skórzane spodnie, które nieco przylegały do jej ciała. Do tego ładny szeroki pasek i wspomniany wcześniej czarny płaszcz z szerokim kapturem. Jej delikatne rysy twarzy skalane były obecnie widocznym między innymi w jej oczach zamyśleniem i zmęczeniem.
- Muszę się napić. -
Stwierdziła od razu sama do siebie. Mimo, że nie była wielką zwolenniczką alkoholizowania się to wiedziała, że w takich miejscach lepiej być po kuflu, czy dwóch, bo inaczej to może mieć zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego. Skierowała się od razu do baru, a że akurat jedno miejsce było przy nim wolne zwróciła się od razu do stojącego za ladą jegomościa. Wyciągnąwszy parę monet z niewielkiego mieszka zamówiła sobie nieco alkoholu. Czekając, aż szkło dźwięcznie uderzy o blat przed nią ponownie przyjrzała się zebranym. Tym razem wypatrzyła już kilka bardziej interesujących osób, sytuacji, czy zjawisk. Życie w takich lokalach nie było jej ani trochę obce, więc dziewczyna wiedziała na co zwracać uwagę, a i czego się wystrzegać. Nie żeby miała się z jakichś błahych powodów zaraz ewakuować, ale zawsze warto wiedzieć, co się święci. Ludzi było nawet sporo, Lily zastanawiała się przez chwilę, czy może mają wolne łóżka, ale stwierdziła, że to przemyślenia na późniejsze godziny.
- Dzięki. -
Rzuciła krótko i chłodno do mężczyzny, po czym spróbowała trunku. Zdarzało jej się pić znacznie gorsze, a wnioskując po stanie niektórych gości będzie potrzebowała tego napoju jeszcze trochę, by móc w ogóle zacząć myśleć o wtopieniu się w to szalone, bawiące się życiem otoczenie.
Wzrok Liliany dość uważnie analizując bawiących się zdawał się być skupiony na dwóch typach osób. Takich typowych gościach spod ciemnej gwiazdy i tych, którzy już kompletnie wyzbyli się hamulców w swojej hulance. Na pierwszych pewnie ze względów finansowo-biznesowych, a drudzy... byli po prostu zabawni do oglądania. Jak ta nietypowa... półkoza zmierzająca właśnie do stolika obsadzonego przez rosłych, pijanych mężczyzn.
Wampirzyca schowała krótki uśmiech za kuflem zimnego trunku, starając się w miarę dyskretnie obserwować rozwój wydarzeń.
Avatar użytkownika
Lilianna
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Yao, Sven, Frey, Hessan,
Rasa: Wampirzyca (Jeszcze rok temu człowiek)
Aura: Aura charakteryzuje się znacznie ponadprzeciętną siłą magiczną. Już z oddali widać topazowe rozbłyski niosące ze sobą woń świeżej krwi wciąż jeszcze mieszającą się z ludzkim potem. Gdy podejdziesz bliżej, ujrzysz platynową, twardą powłokę, którą obwiązują kobaltowe wstęgi o żelaznych, lśniących końcówkach, delikatnie falujące, nawet gdy nie ma wiatru. Tu i ówdzie wiruje miedziany pyłek, opadając ostrożnie na powłokę i wszystko wokół. Niespodziewanie do uszu dociera echo czyichś słów, nim jednak zdoła się określić treść, jaką niesie, zanika w niepokojącej ciszy, która pochłania wszelki dźwięk. Emanacja popisuje się elastycznością, skutecznie unikając dotyku, straszy ostrymi jak brzytwa brzegami, a równocześnie kusi aksamitnym meszkiem na całości. Na koniec pozostawia pikantny posmak i nieprzyjemną lepkość w ustach.
Wygląd: Liliana jest kobietą przeciętnego wzrostu, mierzy pięć i pół stóp. Raczej drobnej budowy, o delikatnych rysach twarzy. Można powiedzieć nawet, że nieco szlacheckich, w końcu jest, znaczy było w niej coś ze szlachetnej krwi przed przemianą. Jej jasnobrązowe tęczówki czasem przechodzą w złotawy odcień, zależnie od światła lub emocji bohaterki. Długie ciemne blond włosy ... (Więcej)

Postprzez Vaela » Śr paź 17, 2018 10:25 pm

        Uśmiech, który utrzymywał się na twarzy Vaeli od chwili, kiedy ta podała czarodziejce polecenie, nie zmienił się nawet odrobinkę, gdy ta zareagowała na jej słowa; zdawało się, jakby lico satyrki stało się wyszczerzoną maską z oczami wbitymi w swoją rudowłosą towarzyszkę, zamarłą w podekscytowanym oczekiwaniu. Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymała Ariatte, były te lśniące, kozie zębiska. Wzrok kozicy uniósł się wraz z chwilą, w której jej towarzyszka się podniosła i wycelowała w nią dłonią; chyba naprawdę była już porządnie piana – myśl, jak bardzo towarzyszyła Vaeli, gdy spoglądała za oddalającą się czarodziejką, opierając swoją brodę na dłoni, z figlarnymi iskierkami zainteresowania tańczącymi w jej oczach.
        Okazało się jednak, że umysł Ariatte pracował jeszcze na dostatecznie wysokich obrotach, aby ta zorientowała się w wytrychu, który celowo zostawiła jej Vaela, która zachichotała w chwili, gdy czarodziejka powróciła na swoje miejsce i kazała jej obserwować mężczyznę – fakt, dla niego może tak zabawne to nie było, no ale... przecież  sam się prosił, utrzymując taką minę! Teraz przynajmniej zdjął  siebie ten paskudny płaszcz i może da się porwać zabawie? Cóż... warto zdecydowanie mieć nadzieję! Nawet satyrka nie mogła w końcu być we wszystkich miejscach jednocześnie i pomagać każdemu zażyć nieco rozrywki. A czarodziejce ocaliła życie, więc zdecydowanie szybciej uda jej się je przemienić!
        Vaela odchyliła się na krześle i założyła ramiona na piersi.
        - Jeżeli mam być szczera, to miałam nadzieję, że włożysz w to nieco więcej ognia – odpowiedziała, wciąż chichocząc. - Ale muszę przyznać, że patrzenie, jak się wijesz było całkiem zabawne! I dobrze wiedzieć, że jesteś oddana kozim zabawom aż tak bardzo, że gotowa jesteś podjąć się uchybiających czynów! Doceniam to, kozi bogowie z pewnością cię wynagrodzą, jeżeli wciąż będziesz kroczyć tą ścieżką.
        Na twarzy Vaeli na chwilę pojawił się cień zaniepokojenia, kiedy usłyszała polecenia czarodziejki i spojrzała w stronę wskazanych przez nią mężczyzn. Nietypowa dla niej, skupiona mina towarzyszyła jej kilka sekund, z pewnością mogąc wzbudzić niepokój w większości osób, której zdarzyło jej się nieco lepiej poznać. Po chwili jednak w jej oczach pojawił się dziwny błysk, gdy skierowała wzrok na wstającą czarodziejkę, a chwilę później zalśniły jej zęby, kiedy przywołała na twarz swój charakterystyczny uśmiech i także się podniosła, po czym zarzuciła ramię na biodro czarodziejki, mocno ją chwytając i przyciągając do siebie.
        - Przekozie zadanie, moja droga! Chodźmy, nie pozwólmy im czekać!
        Czym prędzej ruszyła w stronę stolika z mężczyznami, ciągnąc przy sobie czarodziejkę nawet, gdyby ta nie chciała iść, żwawo się przemieszczając. Puściła ją dopiero, gdy znalazły się w pobliżu ich celu.
        - Tylko nie wystaw mnie tutaj, w razie czego naprawdę przyda się twoja pomoc! Bądź gotowa do akcji!
        Vaela zerknęła jeszcze raz na mężczyzn, po czym bez większych oporów wepchnęła się pomiędzy nich, opierając dłonie na stoliku i pochylając się, unosząc przy tym jedną nogę z kolanie i pojawiając się doskonale w zasięgu ich wzroku.
        - Hej, nie chcielibyście posłuchać, jak rozmnażają się satyry?
        Zaskoczony, ale zadowolony pomruk poniósł się po stoliku mężczyzn, którzy zdecydowanie byli zbyt podchmieleni, aby zwracać szczególną uwagę na futrzaste nogi lub inne wątpliwe pod względem atrakcyjności elementy ciała satyrki. Zadowolona z reakcji Vaela oparła się pewniej, a następnie...
        - Otóż satyry powstają poprzez umieszczenie magicznie stworzonego zarodka w ciele ludzkiej kobiety z pomocą tejże magii. Tak ogólnie. Wchodząc w szczegóły, w pierwszej kolejności należy pozyskać męski element, ale w tym przypadku raczej preferowany jest sztucznie stworzony, gdyż mniejsza jest możliwość, że będzie zawierać jakiekolwiek defekty. Aczkolwiek ludzkiego można też użyć w wypadku, kiedy czas i koszty grają istotniejszą rolę niż efekt końcowy. Następnie potrzebny jest żeński element, pozyskiwany raczej bez większych problemów z ciała kobiety – ten już zawsze poddawany jest magicznym modyfikacjom, a następnie dochodzi do ich połączenia na zewnątrz organizmu, zazwyczaj w magicznych gajach, gdzie panująca aura zapobiega uszkodzeniu owych elementów. Następnie należy stworzony zarodek wprowadzić do ciała surogatki, gdzie po kilku miesiącach noszenia ciąży rodzi się małe satyrzątko, raczej w sposób dosyć bolesny z powodu różnic anatomicznych.
        Przy stoliku zapanowało milczenie.
        - Otóż, ja i moja towarzyszka jesteśmy bardzo chętne, aby wypróbować to. To ta tam, ta ruda, jest czarodziejką i chętnie pozyska od któregoś z was męski element. Oczywiście naturalny sposób nie wchodzi w grę, szansa skażenia jest zbyt wielka. Jednak nie obawiajcie się, magia jest naprawę potężna i umożliwi zabranie go bezpośrednio z waszych ciał! Co prawda moja przyjaciółka wlała w siebie dzisiaj sporo alkoholu, ale wciąż jest bardzo pozytywnie do tego nastawiona! Ach, i jej żywiołem jest ogień, więc niestety może się tam trochę coś wam przypiec... ale nie musi! Na pewno uda się tego uniknąć, w końcu będzie ostrożna! To jak, panowie?
        Wystarczyła chwila, aby po koza oderwała się od stolika, przebiegła obok czarodziejki śmiejąc się i krzycząc: „wiej!”. W stronę Ariattę pomknęło dwóch mężczyzn z okrzykami „wiedźma!” na ich ustach. Za satyrką, pomykającą pomiędzy stłoczonymi ludźmi z radością i śmiechem, ruszyła trójka opojów, ale Vaela całkiem sprawnie przed nimi umykała. Z niepojętych powodów niezwykle trudno było jej zgubić mężczyzn – w końcu jak bardzo mogła rzucać się w oczy?! - ale tłum nawet w tak kłopotliwych okolicznościach był nadzwyczaj pomocny. W końcu satyrka przypadła do lady, posyłając uśmiech znanemu karczmarzowi oraz siedzącej obok, zastanawiająco bladej dziewoi. Pewnie szlachcianka, bo co innego mogło być tego powodem?!
        - Hej, jak się bawisz? - zagadała do niej satyrka, jak gdyby nic, opierając przy tym ramię na blacie. - Nie wyglądasz na zbyt rozrywaną.... może zagramy w grę?! Zawiera sporo alkoholu, przełamywania pierwszych lodów oraz śmiechu. Otóż widzisz, nalewamy kufle do pełna, a potem po kolei próbujemy powiedzieć coś o drugiej osobie. Jeżeli ci się uda, druga osoba pije łyk, w przeciwnym razie...
        - Mamy cię, pomiocie piekieł!
        Mężczyźni pojawili się przy ladzie, a Vaela schowała się prędko za nową znajomą; trójka spojrzała na przeszkodę na swojej drodze – na jej bladą cerę, oczy, sylwetkę... pijane umysły zaczynały wyścig analizy sytuacji, aż w końcu wyłonił się zwycięzca. - Wilkołak! Ludzie, bestia w karczmie!
        - Ha! Szach-mat, ksenofoby! - zakrzyknęła zwycięsko Vaela, wychylając się zza prowizorycznej obrończyni. - Jesteśmy w mieście elfów! Elfy kochają zwierzaki! Bierz ich, wilkołaczyco! Kąsaj zębiskami! Szarp kłami! Obroń niewinną kózkę przed zwyrodnialcami!
        Satyrka śmiała się niemal szaleńczo. Może alkohol na nią nie działał, ale klimat jak najbardziej, a teraz oddała się po prostu absurdalnemu potokowi zdarzeń. Jej emocje roznosiły się w powietrzu za pomocą jej magii, od razu wprawiając wszystkich wokół w jeszcze bardziej humorystyczny nastrój.
Avatar użytkownika
Vaela
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Satyrka
Aura: Owa aura o średniej sile magicznej różni się znacznie od każdej znanej, między innymi swym zapachem, który łączy przyjemną i słodką woń kwiatów z tą, która charakterystyczna jest dla kóz. Ponadto wykonuje niezwykle szybkie ruchy ukazujące pewną powtarzającą się sekwencję, co można by uznać za rodzaj tańca. Towarzyszą temu szmaragdowe błyski światła, jednakże ich zachowanie jest znacznie bardziej chaotyczne. Przechodząc do powłoki, na pierwszym planie, występują, otaczające całość, miedziane ślady kopyt. Otaczają one maleńkie nutki, gdzie każda ich grupa, którą tworzy obrys podkowy, wygrywa zupełnie inną melodię. U podstawy widnieje żelazna, wyraźnie zaznaczona linia znacznej grubości. Wszędzie natomiast są skupiska złotego pyłu, który nawet lewituje wokół i osiada na czytającym, by po chwili zachwytu zniknąć i zjawić się ponownie we właściwym miejscu. Uszy pieści zmysłowy szept, wywołujący istną burzę uczuć przetaczająca się przez organizm. Po dotknięciu powierzchni łatwo stwierdzić, iż należy do tych twardych, jest także w wielu miejscach niebezpiecznie ostra, a w kilku niespodziewanie tępa. Podobnie jest ze złotymi drobinkami będącymi również niezwykle aksamitnymi, ponieważ tam, gdzie ich brakuje czuć jedynie nieprzyjemną chropowatość. Uparcie przykleja się do podniebienia, jakby nie chciała dać nigdy o sobie zapomnieć.
Wygląd: Satyrka zdecydowanie posiada nadzwyczaj charakterystyczny wygląd, co sprawia, że naprawdę trudno jest pomylić bohaterkę legend i mitów z kimkolwiek innym. Zanim jednak o rzeczach, które posiada, warto wspomnieć o tym, czego zdecydowanie się w jej wyglądzie nie uraczy. Delikatnie mówiąc, Vaela nie odnalazła by się w roli uwodzicielskiej pokusy; przeszkodę stanowią nie tylko pokryte ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Elfidrania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron