Równina Maurat[Gdzieś w środku lasu] Kocie oczy.

Równina rozciągająca się od Gór Dasso, aż po Warownie Nandan -Ther, zamieszkała przez istoty wszelkiego rodzaju, jednak jej ogromne przestrzenie są przede wszystkim krainą dzikich koni, które galopują w bezkresie jej zieleni w poszukiwaniu swoich braci.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 114
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

[Gdzieś w środku lasu] Kocie oczy.

Post autor: Nani »

Wcześniej...

Obie były sprytne i gdy tylko zaczęły uciekać zmieniły postać. W formie lwicy i pantery było zdecydowanie prościej lawirować pomiędzy drzewami. Zresztą, co cztery łapy to nie dwie. Dorównywały sobie sprytem i szybkością. Mogły się rozdzielić, ale tego nie zrobiły, choć nie wymieniły ze sobą ani słowa. Raz Nani była na przedzie, raz Cętka, ale nie traciły się z oczu. Może po prostu tak było im raźniej. Nani nie zastanawiała się nad tym, po prostu biegła ile sił w łapach, mając gdzieś niedaleko panterołaczą nieznajomą.

Przez gęste korony drzew wdzierały się promienie księżyca i migotały na trawie małej polanki skrytej pomiędzy gęstymi krzakami. Obie leżały ciągle w zwierzęcych postaciach. Dyszały ze zmęczenia. Nani czuła, że ciągle jeszcze buzuje w niej adrenalina, ale ciało miała zmęczone. Uciekały długo, bardzo długo. Musiały być już daleko, mimo to leonidka czuła, że to nie koniec tej wyprawy. Niestety nawet lwie mięśnie potrzebowały chwili odpoczynku. Obie kobiety były wytrzymałe, lecz nie mogły biec w nieskończoność. Lwica przymknęła oczy. Jeszcze nie czuła bólu w ciele, jeszcze dawała radę, choć wiedziała, że kiedy opadnie z niej stres poczuje piekące oko i zmęczone ciało. Słysząc niedaleko oddech panterołaczki, czuła się jakoś raźniej, choć jej nie znała. Może powinna odejść, może powinna na nią uważać, ale znalazły się w tym samym miejscu, w tym samym czasie. I z jakiś nieznanych powodów ciągle były razem. Nani nie miała na razie siły się odezwać, była zbyt wyczerpana. Dlatego po prostu leżała, próbując się uspokoić.
Awatar użytkownika
Cętka
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Cętka »

        Na szczęście dla siebie, Cętka miała tyle przytomności umysłu, czy może tak głęboko zakorzenione odruchy, że gdy jakiś mężczyzna podciągał ją na nogi, chwyciła za swoją włócznię, a wraz z nią złapała resztę dobytku. Tak właściwie chciała mieć w dłoniach broń, a ta była przytroczona wciąż do pasów utrzymujących niemal wszystkie jej rzeczy. Najważniejsze, że gdy druga kobieta zaczęła uciekać, panterołaczka mogła zarzucić bagaż na plecy i pobiec za nią. Z jednej strony chciała zatłuc wszystkich tych ludzi, ale bieg w las wydawał się bardziej rozsądną decyzją.
        Gdy już obie pędziły w zwierzęcych postaciach, mniejsza z kocic wyglądała dość dziwnie. Jej szarawe futro nijak nie pasowało do leśnego tła, dodatkowo na jej grzbiecie obijało się kilka futrzanych sakw, a długa włócznia wystawała znad barków aż za zad. Utrudniało to bieg, jednak wrodzona zręczność pozwalała jej nie zostawać w tyle. Czasem nawet wyprzedzała towarzyszkę o futrze w kolorze piasku. Może była mniejsza, ale zdecydowanie bardziej skoczna, często więc zamiast omijać przeszkody, biegła wprost po nich. Nie wiedziała, jak długo uciekały. Nie wiedziała, dlaczego trzymały się blisko siebie. W pojedynkę być może łatwiej mogłyby się schować i zgubić ewentualny pościg. We dwie miały jednak zdecydowanie bardziej imponujący zestaw ostrych zębów i pazurów. Ponowne pochwycenie nie wchodziło w grę.

        Wreszcie mogły chwilę odpocząć. Leżały w półmroku na chłodnej trawie, choć chyba żadnej z nich nie przeszkadzał brak słońca. Dwie pary błyszczących tuż nad ziemią oczu musiałyby wyglądać upiornie dla postronnego obserwatora. Chociaż Cętka była wymęczona, a mięśnie aż drżały, nie wytrzymała w takiej pozycji długo. Po raptem kilkunastu, może kilkudziesięciu sekundach wstała. Odeszła kilka kroków i zaczęła zataczać kręgi, uparcie stawiając łapę za łapą. Nie mogła pozwolić, by mięśnie zesztywniały. Musiała stygnąć powoli. Mogły jeszcze tej nocy zostać zmuszone do dalszego biegu. Co chwila zerkała na większą kocicę. Nigdy nie widziała czegokolwiek podobnego. W górach takie umaszczenie byłoby widoczne z daleka i utrudniałoby polowanie, ale może na kontynencie sprawdzało się lepiej. Dość krótkie łapy i szeroki kark zdradzały siłę, która musiała drzemać w towarzyszce. Panterołaczka dość szybko doszła do wniosku, że nie miałaby zbyt wielkich szans, gdyby druga Opiekunka, jak w myślach nazywała każdego zmiennokształtnego, zdołała chwycić ją zębami za szyję. Po takim wniosku mogła zrobić tylko jedno. Obróciła się na pięcie i zaczęła iść przed siebie, obracając co chwila łeb za siebie.
        Po raptem kilkunastu krokach warknęła sama na siebie i zawróciła. W marszu zmieniła postać i odwiązała majtający się jej przy biodrze futrzany worek. W środku ukryła żołądek zabitego niedawno zwierzęcia, który aktualnie służył jej za prowizoryczny bukłak. Klęknęła blisko Nani i rozwiązała rzemyk zamykający prymitywne naczynie, po czym wylała odrobinę czystej wody na własną dłoń i pośpiesznie wychłeptała ją. Starała się, by było wyraźnie widać, że przełknęła całość i nie było to nic niebezpiecznego. Gdy skończyła, wyciągnęła bukłak do towarzyszki. Białowłosa wciąż oddychała ciężko, ale starała się nie dyszeć za bardzo przez usta.
        - Dhabba. D-ha-bba - powiedziała najwyraźniej jak mogła, wolną dłonią stukając się w pierś. Zamyśliła się na chwilę, po czym lekko potrząsnęła trzymanym wciąż workiem i bardzo niepewnie wypowiedziała jedno z niewielu słów, które wydawało jej się, że znała. - Ma... masz? Maż?
Awatar użytkownika
Nani
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 114
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nani »

Nani miała w głowie mętlik. Ile dni minęło odkąd ją porwano? Gdzie była? Jaka to część świata? Zamknęła oczy i wciągnęła powietrze do nozdrzy. Byli daleko, daleko od pustyni. Czuła drzewa różnych gatunków, rośliny nie pochodzące z gorącego klimatu. Wilgotne, nocne powietrze wypełnione zapachami różnych gatunków zwierząt. Zając, lis, sarna... I woń sierści jej nowej znajomej. Nie znała jej. Wiedziała skąd pochodzi ten dziwny zapach, wiedziała, że ma do czynienia z wielkim kotem, ale jakim? Dość jasne futro pokrywały cętki. Była sporo mniejsza od Nani, nie mogła być lwem, przecież przedstawiciela swojej rasy rozpoznała by od razu. Na pustyni i terenach okalających trudno było o inne wielkie koty. Znała zapach pum, gepardów, ale drugiej uciekinierki nie.

Na szczęście pośród tych wszystkich bodźców nie wyczuła ludzi. Były w miarę bezpieczne. Gdy zobaczyła, że jej towarzyszka krąży niespokojnie, przyglądała się jej, ale nie podchodziła. Potem kotka mruczała i burczała, lecz leonidka nie wyczuła w niej wrogości wobec siebie. Gdy dziewczyna podeszła do niej już w zmienionej postaci, ciemnoskóra również przybrała swoje humanoidalne kształty. Usiadła krzyżując nogi, opaskę biodrową kładąc tak, by nie świecić przed kotką, swoim łonem.

Szybko pojęła, że panterołaczka chcę podzielić się z nią wodą. Uśmiechnęła się łagodnie i z wdzięcznością przyjęła podarunek. Dopiero teraz poczuła jak bardzo obolałe jest jej gardło. Nie chciała wypijać zbyt wiele, ugasiła więc pierwsze pragnienie i oddała bukłak towarzyszce. To, że dziewczyna nie umiała się dobrze wysławiać we Wspólnym, pojęła przy próbie powiedzenia "masz". Nani miała jednak nadzieję, że uda im się porozumieć. Lwica miała dar, potrafiła porozumiewać się z naturą, znała język roślin i zwierząt. A czymże obie były, jak nie, po części, zwierzętami?
- Dziękuję - rzekła w stronę cętkowanej.
- Nani - dodała i pokazała na siebie.
- Ja jestem Nani. Nani - mówiła wskazując na swoją pierś - a ty? - zapytała celując palcem w stronę pantery.

W odróżnieniu od leonidki, panterołaczka miała ze sobą jakieś rzeczy. Nani zaś była goła, dosłownie. Jedynym jej dobytkiem była przepaska na biodrach i szarfa, którą obwiązała piersi. Na razie nie było jej zimno, grzała ją adrenalina i strach. Porwano ją tak jak stała, a później nie dano jej żadnych ubrań. Tylko skrępowano i rzucono na wóz. Jedyne co mogło sprawić, że nie będzie marznąć, to przemiana w lwa. W tej postaci miała sierść i była przyzwyczajona do spania na pustyni, gdzie noce bywały bardzo zimne. Patrząc na dziewczynę, która stała przed nią, dotarło do niej jak bardzo się różnią. Ona, o czekoladowej błyszczącej skórze, z burzą ciemnych loków na głowie i żółtymi oczami. I jej towarzyszka o bladej skórze, szarych oczach i zupełnie białych, niesamowicie długich włosach. Dosłownie były jak czerń i biel.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Maurat”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości