Piaski CzasuPorywacze

Tajemnicze strzelające w niebo białe obeliski otaczają portal w którym za pomocą zaklęć i tajemnych mocy można przenieść się w przeszłość... i przyszłość.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Camryn
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Kontakt:

Porywacze

Post autor: Camryn »

        Nie ma, nie ma wody na pustyni, ale mimo to wielbłąd chciał dalej iść. Parchatka, jak ją pieszczotliwie ochrzciła Camryn, okazała się zwierzęciem nad wyraz współpracującym. Kobieta obawiała się, że stworzenie okaże się uparte jak osioł i trzeba będzie je ciągnąć, ale nie. Nic z tych rzeczy. Wielbłądzica szła przed siebie tam, gdzie ją kierowały lejce, w tempie narzuconym jej przez właścicielkę. Szła tak całą noc od czasu opuszczenia Oazy Anhar. Wkrótce też Camryn i Ilith mogli zauważyć, jak nocna ciemność ustąpiła miejsca jasności dnia. Z każdej strony otaczało ich morze pustynnego piasku i pyłu. Im więcej upływało czasu i im dalej się zapuszczali, tym robiło się goręcej. Zupełnie jakby byli kawałkami mięsiwa smażącymi się na ruszcie. Mimo to jakoś dawali sobie radę i nieustępliwie podążali dalej. Słońce było białe, wisiało nad wędrowcami napęczniałe i zdawałoby się nieruchome. Camryn, która przebywając w różnych rejonach świata miała już do czynienia z podobnymi upałami, owinęła sobie wokół głowy podłużny kawałek szmaty, nakłaniając najemnika, żeby zrobił to samo. Nie chciała, aby któreś z nich dostało udaru słonecznego. Półelfka nie wiedziała dokładnie czym groził udar, bo znała się na medycynie bardzo pobieżnie, ale wiedziała, że to nic dobrego. Odzywała się rzadko, a jeśli już, to monosylabami. Działo się tak z powodu wszechobecnego upału. Utrata energii osłabiała jej ciało. Co jakiś czas udawało im się odnaleźć na trasie do Piasków Czasu ślady obecności porywaczy. Najczęściej były to zwierzęce odchody, których nie zdążył jeszcze zasypać piach.

        Było już po południu, kiedy w oddali zauważyli charakterystyczny zarys kamiennych słupów wystających z powierzchni pustyni. Dotarli do słynnych Piasków Czasu. Tajemnicze strzelające w niebo białe obeliski otaczały portal w którym za pomocą zaklęć i tajemnych mocy można, jak głosi legenda, przenieść się w przeszłość... i przyszłość. Ale według Camryn to były bajdy i nieprawda. Tak, czy inaczej, zaraz po tym jak zobaczyła miejsce docelowe, zsiadła z wierzchowca i poprowadziła zwierzę ze sobą, żeby podkraść się bliżej. Parchatka zachowywała się idealnie cicho, jakby wiedziała, że wróg jest blisko. Kobieta przykucnęła za ogromnym, błyszczącym granitowym głazem, skąd mogła obserwować obozowisko porywaczy. Znajdowało się ono około tysiąca metrów od jej pozycji, ale ze względu na swój dobry wzrok mogła dojrzeć parę szczegółów.
        Pierwsze, co rzucało się w oczy, to krępy, wysoki wojownik, muskularny jak byk. Ubrany był w wilcze skóry, przy czym tors miał odsłonięty. Camryn ze swojego miejsca nie mogła dojrzeć, by trzymał on jakąś broń. Obok niego, trochę z tyłu, stał niższy od towarzysza i chudszy w barach mężczyzna z kuszą w ręku. Nosił narzuconą na kolczugę skórzaną kurtkę i ciemne spodnie. Przy pasie błyszczał w słońcu nóż myśliwski. Półelfka zmrużyła oczy, by lepiej widzieć ale nigdzie nie mogła dojrzeć krasnoluda, trzeciego z porywaczy. Za to na ziemi, między obeliskami, dojrzała powiewają kawałek niebieskiej tkaniny. Gdy się bliżej przyjrzała okazało się, że to mag Melchior, jej klient. Leżał na ziemi, z rękami i nogami przywiązanymi do drewnianych słupków, rozpostartymi jak rozgwiazda. Dwójka wrogich wojowników była odwrócona do kobiety plecami i chyba nie zauważyli jeszcze, że są obserwowani. Obaj wpatrywali się w związanego maga i rozmawiali między sobą.
Awatar użytkownika
Ilith
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Ilith »

Podróż przez pustynię nie należała, do ulubionych zajęć elfa. Słońce piekło nieprzyjemnie raz to w kark, raz to w twarz, a sam upał dawał się we znaki nieznośnym pragnieniem i drapaniem w gardle. Chętnie skorzystał z rady towarzyszki, owijając głowę byle czym, podziękował za cenną wskazówkę i półgębkiem rzucił uwagę o tym, że widocznie jest obeznana w takowych podróżach.

Gdy dotarli do piasków czasu, Ilith pospiesznie zajął miejsce niedaleko Camryn. Po przestawieniu przez nią szczegółów obmyślił szybko strategie działania.

- Słuchaj uważnie. Musisz owinąć jak najszczelniej twarz, tak, aby cię nie poznali. Mnie nie kojarzą wcale, więc będę jechał pierwszy i rozmawiał z nimi. Podam się za handlarza niewolnikami i zaoferuje im ciebie jako sługę, po czym zsiądziesz z wielbłąda, zaczniesz uciekać, co da mi chwilę, na wyeliminowanie jednego przeciwnika. Potem najważniejszym, co musisz zrobić, to odnaleźć trzeciego z nich, o ile naprawdę jest ich tam tylko dwóch i nie zwiódł cię wzrok. Jak już będą w komplecie, postaram się odciągnąć tylu, ilu ich zostanie od obozowiska chociaż o kawałek, a ty musisz oswobodzić swojego klienta i odwieźć go kawałek stąd. Jeśli chcesz, możesz wrócić i wspomóc mnie w walce, bo czuję, że nie będzie ona najłatwiejsza. Nie nawykłem do takich warunków do walki. Nie mam zamiaru zabijać kogokolwiek na odległość kuszą, bo to mogło by nas tylko zdradzić. Zrozumiałaś cały plan? Jeśli tak, ruszajmy.
Awatar użytkownika
Camryn
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Kontakt:

Post autor: Camryn »

        Podczas obserwacji z odległości wrogich wojowników na nogę Camryn zaczął wspinać się pustynny skorpion. Kobieta zauważyła stworzenie dopiero po chwili, gdy był już na kolanie. Szybkim gestem strzepnęła go z kończyny. Przeszedł ją dreszcz. Chrząknęła. Tego tylko by brakowało, żeby skorpion ją użądlił. Akurat teraz byłoby to wielce niewskazane. W końcu znajdowali się na środku pustkowia, wiele mil od najbliższego medyka. Zrzucone na piach stworzenie, jakby nigdy nic, powędrowało w swoją stronę.

        Tymczasem towarzyszący Camryn najemnik zdążył przyjrzeć się obozowisku porywaczy i zarysować pewien plan wybrnięcia z niewesołej sytuacji. Polegał on na tym, że miał on podać się za łowcę niewolników, a Półelfka miała być jego ostatnią zdobyczą na sprzedaż. Miał zaoferować porywaczom kobietę jako niewolnika. Następnie, w trakcie rozmowy z mężczyznami, Camryn miała zsiąść z wielbłąda i uciec jak najdalej. W trakcie związanego z tym zamieszania Ilith miał zdjąć jednego z wojowników, a Półelfka uwolnić klienta i odstawić go na bezpieczną odległość. W międzyczasie miała też odszukać trzeciego z przeciwników.

        - W porządku, jestem gotowa. Tylko schowam miecz.
Dziwnym by było, gdyby niewolnik nosił przy sobie broń. Od razu by ich zdemaskowali. Camryn zdjęła więc swój miecz i schowała go pod wielbłądzim siodłem, przykrywając go dodatkowo matą. Następnie podała Ilithowi lejce od swojego wielbłąda i wskoczyła na grzbiet wierzchowca. Obwiązała dokładnie twarz długim kawałkiem tkaniny i postarała się, by wyglądać tak niepozornie, jak tylko potrafiła. Spuściła głowę, opuściła ramiona, zgarbiła się. Całą sobą starała się emanować bezbronnością i beznadzieją.
Awatar użytkownika
Ilith
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Ilith »

- Fakt - podjął skrytobójca, zły na siebie, że nie wpadł na tak prostą lukę w jego planie. - Ruszajmy więc.

Pojechali powoli. Miał ogromną nadzieję, że nie wzbudzą podejrzeń owych oprychów, gdyż to znacznie skomplikowało by starcie. Pod kopytami konia coś zachrzęściło. Gdy wychylił się, by zbadać źródło owego nieprzyjemnego dźwięku zobaczył martwego skorpiona. Być może to ten sam, który wspinał się po nodze Camryn. Nie miał czasu na przemyślanie tak błahych spraw.

- Kurwa mać. Jak ja nienawidzę pustyni - mruknął sam do siebie nieprzyjemnym tonem - gdzie okiem nie sięgnąć tylko piach.

Smucilo go bardzo to, iż zagubił gdzieś swoją fajkę, a nałóg tytoniowy wzmagał, powodując nieprzyjemne fale irytacji rozchodzące się ohydnymi spazmami po jego ciele. Przysiągł sobie w duchu, że część wypłaty przeznaczy na nowy sprzęt do palenia.

Po dłuższej chwili wędrówki dotarli blisko obozowiska. Bandyci byli przygotowani na ich przyjazd. Kiedy tylko zbliżyli się tak, że dało się ich słyszeć nie krzycząc, ten z kuszą napiął swą broń, wymierzył w Ilitha, ponieważ to on niósł oręż i rzekł:

- Co was tu niesie?

-Jestem handlarzem niewolnikami - odrzekł spokojnie elf - podróżowałem do najbliższej oazy, aby znaleźć kupca na tą tu młodą dziewkę, ale widzę, że potencjalna klientela sama się znalazła. Oddam ją wam za pół ceny, ponieważ przyznam wam koledzy, męczy mnie już podróż przez to zasrane pustkowie - splunął - podejmijcie decyzję, byle rychło, bom gotów się rozmyślić.

W napięciu oczekiwał na jakikolwiek ruch Camryn. Przeszła go także myśl, że nie przemyśleli jeszcze jednego aspektu. Co jeśli ten z kuszą ją postrzeli?
Awatar użytkownika
Camryn
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Kontakt:

Post autor: Camryn »

        Jechała za koniem Ilitha, wpatrzona w momenty, gdy piach pod kopytami wielbłąda zagłębia się pod ciężarem zwierzęcia. Głowę miała spuszczoną ale słuch wytężyła, by z rozmowy między zbirami a najemnikiem nic jej nie umknęło. Zbliżając się do obozowiska naszła ją refleksja, że powinna po zakończeniu tej całej sprawy odwiedzić grób ojca. Część jej przyrodniego rodzeństwa miała jej za złe, że opuściła wieś i szlajała się po całym świecie, zamiast uprawiać gospodarstwo. Najwidoczniej nie rozumieli tego przymusu wewnętrznego, który gnał Półelfkę w nieznane i kazał jej wciąż szukać nowego miejsca dla siebie. A jej miejsce na pewno nie znajdywało się w jej rodzinnej wsi. Teraz znajdowała się na środku pustyni. Gdzie będzie za rok? Czas pokaże.
        Odgoniła niepotrzebne myśli, nakazując sobie skupić się na chwili obecnej. Tym bardziej, że się zatrzymali. Dwóch drabów, których widzieli z odległości, opuściło swoje miejsce przy związanym magu i zaczęło się zbliżać do najemnika i Camryn. Kobieta lekko uniosła głowę, co pozwoliło jej ogarnąć sytuację. Chudszy i niższy z drabów podszedł do siedzącego na koniu Ilitha i burknął coś z takim mocnym akcentem, że kobieta ledwo go zrozumiała. Pytał co tu robią. Drugi z drabów zatrzymał się w pewnej odległości od nowo przybyłych i założył ręce na piersi. Uważnie wszystko obserwował ale na razie się nie odzywał. Najemnik przedstawił im ofertę. Za pół ceny? Camryn poczuła się dotknięta. Wrogi wojownik z kuszą zamilkł na moment, jakby mielił w głowie wypowiedziane przez Elfa słowa, po czym wybuchnął śmiechem. Kiedy skończył, poklepał konia Ilitha po karku i rzekł.

- Ja też mam dla ciebie propozycję, pielgrzymie. Zostawisz tu swoją niewolnicę i znikniesz w podskokach.
Odwrócił głowę w stronę wyższego z drabów, a ten pokiwał głową z aprobatą. Miał na gębie wyjątkowo paskudny uśmiech.
- Mam dziś dobry dzień, więc pozwolę ci żyć. - ciągnął ten z kuszą. - Wiesz, pielgrzymie, dobry dzień mam raz na cztery lata, ale ty nie wiesz, co to znaczy.
Po tych słowach mężczyzna podszedł do siedzącej na wielbłądzie Camryn.
- Zjawiasz się w doskonałym momencie, moja droga, właśnie nam się nudziło. Przyda się trochę rozrywki.
Chudszy drab położył rękę na udzie kobiety.
- Kto wie, może ci się spodoba?

        Półelfka zacisnęła zęby, starając się nie tracić panowania nad sobą ale jej się nie udało. Zresztą, ten moment był dobry na reakcję, jak każdy inny. Wyprostowała się, odchyliła w siodle lekko do tyłu i kopnęła z całej siły draba w twarz. Z rozbitego nosa poszła jucha. Następnie kobieta przerzuciła lewą nogę nad zwierzęciem i zeskoczyła na ziemię. Złapała za miecz i zaczęła uciekać. Drab z kuszą trzymał się za twarz i zataczał, starając się wolną ręką podnieść broń, by oddać strzał.
- Ty mała…!! - zacharczał mężczyzna, odwracając się od najemnika, w stronę oddalającej się „niewolnicy”.
Drugi z wrogich wojowników, stojący kawałek dalej od całego zdarzenia, przestał się uśmiechać i, wyraźnie zbity z tropu, zastygł. Ale tylko na moment. Zacisnął pieści i wpatrując się w uciekającą Camryn wydał z siebie ryk. Bynajmniej nie ludzki. Półelfka w tym czasie, brodząc w piachu po kostki, starała się jak najbardziej zwiększyć swój dystans od wroga i znaleźć się jak najbliżej związanego na ziemi klienta.
Awatar użytkownika
Ilith
Błądzący na granicy światów
Posty: 17
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Ilith »

- Ty skurwysynu - warknął Ilith, wściekły na draba, czuł powoli, jak ogarnia go furia. Nie lubił takich momentów. - nie chcesz wiedzieć, co to znaczy, kiedy ja mam zły humor, także bądź grzeczny.

Drugi z nich, ten z kuszą, jakby nie słysząc poprzednich słów elfa podszedł do dziewczyny, kładąc jej rękę na udzie. Przeczuwając impulsywną reakcje, jego ręka powędrowała odruchowo w stronę pasa z mieczem. Nie uszło to uwadze temu wyższemu, jednak wtedy Camryn kopnęła bandytę w twarz i rzuciła się do ucieczki. Widok krwi lejącej się strugą z twarzy draba obudził w nim iście zwierzęce instynkty. "Silna jest" - zdążył pomyśleć, nim ślepa furia przesłoniła mu jaskrawymi barwami wszelki widok. Doskoczył do tego z kuszą, po czym wymierzył ostrzem w tętnice szyjną. Mlaśnięcie ostrza o skórę potwierdziło, że uderzenie doszło celu, jednak nie mógł sobie odpuścić, by nie chlasnąć go, tym razem w tył karku, kiedy ten upadał. Włożył w uderzenie trochę więcej siły, niż było trzeba. Głowa rannego potoczyła się po piasku, brocząc wszystko krwią, łącznie z ubraniem najemnika. Jego jedyny oponent wydał z siebie ryk równie zwierzęcy, jak myśli, które właśnie krążyły po głowie Ilitha.

"Zabić, poćwiartować, niech umiera jak najdłużej, w jak największych męczarniach" - tylko to dzwoniło w jego głowie.

- A teraz chamie, dowiesz się, co spotyka parszywców, którzy okradają, oraz biją kobiety - wycedził, sapiąc ciężko z wściekłości. - Chodź tu i przekonaj się sam, jak dobry mam dziś humor.

Przeciwnika nie trzeba było długo namawiać. Ryknął ponownie, jakby uciekająca Camryn nie liczyła się wcale. Byli teraz tylko oni. Był diablo szybki, jednak na rękę Ilitha działały lata porządnego wyszkolenia. Ścieli się mieczami tylko na krótką chwilę, po czym odskoczyli od siebie, ponownie doskoczyli, ścięli uderzeniami i tak parę razy. Jednak elf jak zawsze musiał w amoku przecenić swoje umiejętności, dając się pochłonąć bezgranicznej pewności siebie. Przeciwnik zamarkował wysokie uderzenie znad głowy, zmusił go do przerzucenia miecza nad głowę, po czym zwinnie wytrącił mu kopnięciem ziemię, a w zasadzie piach spod nóg. Leżąc na ziemii, najemnik ledwo uniknął sztychu wymierzonego w środek klatki piersiowej. W zasadzie udało mu się to częściowo, gdyż ostrze trafiło skraj prawej ręki, powodując bardzo głębokie i paskudne rozcięcie. "Tego już za wiele" pomyślał. Wściekłość trochę ustąpiła, pod wpływem bólu, pulsującego w zranionej kończynie. Postanowił wcielić w życie swój plan. Obchodził półkolem przeciwnika, który myślał, że zabójca czeka, aż słońce zaświeci mu w oczy, więc postanowił być szybszy i wymierzył ostrze tak, aby promienie słońca uderzyły Ilitha po oczach. Nie miał pojęcia, że elf tylko na to czekał. Zwęził swoje źrenice, tak, żeby odblask nie miał na niego żadnego wpływu, a sam dla niepoznaki zakrył oczy ręką. Bandyta zaatakował z całą siłą, mierząc w bok klatki piersiowej. Nawet nie miał pojęcia, jak bardzo się przeliczył. Elf zwinnie odskoczył, zamierzył się ostrzem, rozcinając, niestety płytko klatkę piersiową oponenta. Przeciwnik ponownie ryknął. "Nie ma możliwości, żeby był on człowiekiem" pomyślał. Jednak na myśli nie było czasu, gdyż jego adwersarz huknął go z lewej pieści wprost w bok czaszki. Impet uderzenia spowodował, że skrytobójcy wypadł z rąk miecz. Ponownie furia wzięła nad nim górę. Odpłacił mu się tym, że szybkim ruchem wyciągnął sztylet z cholewy buta i zamachnął się wprost w kierunku twarzy draba. Tym razem broń nie chybiła celu. Jego przeciwnik mimowolnie złapał się za twarz, co zabójca postanowił wykorzystać. Sprawnym kopnięciem w staw łokciowy złamał mu rękę, z gardła rannego wydarł się okropny jęk bólu, co też spowodowało, że również jego oręż wylądował na ziemii. Ilith wbiegł w niego całym swoim ciężarem, obalając go na ziemię. Jednym płynnym ruchem sztyletu przebił mu prawą dłoń, przygważdżając go do ziemii, mimo sypkiej konsystencji piachu. To samo uczynił z jego drugą ręką, tym razem tą złamaną. Postanowił załatwić sprawę tak jak chciał od początku. Długo, oraz boleśnie. Tłukł go bezlitośnie po i tak zmasakrowanej twarzy pięściami, wypowiadając z każdym kolejnym ciosem kolejne sylaby:

- Po...wie...dzia...łem... żeby... nie...ok...ra...dać...KOBIET!

Tłukł go tak długo, aż furia nie ustąpiła kompletnie. Gdy wstał, z twarzą, oraz dłońmi całymi we krwi z mimowolnym strachem spojrzał na twarz bandyty, a w zasadzie tego, co z niej zostało. Jego palce pokaleczyła czaszka draba, która była w tym momencie otwarta, z wielką dziurą ziejącą pośrodku.

- Znowu... Znowu to zrobiłem... Straciłem panowanie nad sobą - cedził przez zęby, trzęsąc się z gniewu na samego siebie, oraz strachu. Klęknął koło ciała zabitego, złapał się oburącz za głowę i niespodziewanie nawet dla samego siebie zaczął płakać.
Awatar użytkownika
Camryn
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Kontakt:

Post autor: Camryn »

        Camryn pędziła przed siebie, nogi unosiły się i zapadały w piachu, z każdym kolejnym ruchem kończyn czuła się jakby brodziła w smole. Fakt, że miała stłuczoną nogę wcale nie ułatwiał sprawy. Mimo to starała się przemieszczać tak szybko, na ile było to w jej przypadku możliwe. Miała ręce uniesione, by utrzymać równowagę i się nie przewrócić w tym gęstym podłożu. Gdzieś z tyłu doszedł ją przeszywający dreszczem ryk jednego z napastników ale nakazała sobie go zignorować i posuwać się dalej. Metr po metrze, kawałek po kawałku, udało jej się dobiec w pobliże tajemniczych, białych obelisków. Czyli dokładnie tam, gdzie na ziemi związany leżał jej klient. Półelfka ciężko łapiąc oddech rzuciła się przy unieruchomionym mężczyźnie na kolana i zaczęła przecinać ostrzem miecza krępujące go więzy. Mag próbował coś mówić ale usta zatkane miał kneblem, więc na niewiele się to zdało. Kiedy tylko klient miał już wolne ręce sam sięgnął do swoich ust i wyjął z nich przesiąknięty śliną gałgan. Splunął kilka razy.
- Ktoś ty?! - spytał wyraźnie zdezorientowany.
        Camryn natychmiast zorientowała się, że nadal ma zasłoniętą kawałkiem tkaniny twarz. Szybko zdjęła go z głowy.
- Panienka Stanton? - mag zrobił oczy jak spodki. - Och, Najwyższy, myślałem, że już po mnie. Że cię tam na pustyni zabili i nikt już się nie dowie, gdzie jestem. - z każdym kolejnym słowem mag Melchior zdawał się coraz bardziej rozkręcać. Spróbował się podnieść na nogi. - Panienko Stanton, muszę zaprotestować. Zostałem ordynarnie potraktowany przez tych bandytów... To niebywałe, by osoba na moim stanowisku… A to wszystko twoja…!
- Cśśś! - Półelfka zamachała rękami, próbowała go uciszyć, bo wiedziała, że daleko im było jeszcze do bezpieczeństwa i powinni być cicho. Ale było już za późno. Gdzieś z tyłu zarejestrowała charakterystyczne końskie rżenie. Kobieta odwróciła się, stając na nogi. Wtedy go zobaczyła.

        Mężczyzna siedział na koniu. Jak zauważyła, jej koniu. Zsunął kaptur z głowy i po raz pierwszy mogła zobaczyć jego twarz. Był bez dwóch zdań przystojny, roztaczał wokół siebie dziwną, zwierzęcą aurę. Miał coś takiego w czarnych oczach, że wydawał się groźny, przenikliwy i amoralny. Odziany był również w czerń. Jego skórzany hełm, metalowa kolczuga z drobnych ogniw, spodnie i wysokie buty, wszystko było w wyjątkowo ciemnym odcieniu. Jedynym, co się z tego wyróżniało, były czerwone rękawice. Całość sprawiała wrażenie iście majestatyczne, gdyby nie pewien drobny element, który psuł cały efekt. Mężczyzna na koniu nie mógł mieć więcej niż metr trzydzieści wzrostu.
- Trzeba cię było wtedy dobić. - odezwał się, patrząc na Camryn. Głos miał piskliwy i nieprzyjemny. - Nie popełnię dwa razy tego samego błędu. - Nieznajomy podniósł obie ręce i wykonał nimi ruch, jakby grał na harfie.
Klient Półelfki jęknął. Kobieta dobrze wiedziała, co się zaraz stanie. Mężczyzna miał zamiar użyć magii, którą już raz ją pokonał.
- Kiyohime! Siad! - krzyknęła w stronę konia, a zwierzę posłuszne swojej pani, opuściło zad na piach. Mężczyzna mocno zachwiał się w siodle, miał za krótkie nogi, by się w nim utrzymać, więc stoczył się na ziemię. Zaczął się z niej podnosić, ale Camryn była szybsza. Przyłożyła koniec miecza do szyi karypla.
- Poddaj się krasnoludzie.
- Krasnoludzie?! - zapiszczał pełen oburzenia niski porywacz. - Jestem Nemorianinem czystej krwi, mieszańcu!

        Kobieta uniosła brew. Może i była to prawda. Ten tu był gładko ogolony, a wiadomo, że krasnoludy noszą brody. No i umiał obchodzić się z magią. Tylko dlaczego był taki niski? Z tego, co opowiadała jej matka, Nemorianie byli wysocy, smukli i śliczni jak laleczka. Tak, czy inaczej, musiała coś z nim zrobić.
- Tylko bez sztuczek. Zwiążę cię teraz i zabiorę do Oazy, a tam już…
Nie dokończyła, bo stało się coś nieprzewidzianego. Opatrunek, który w miasteczku założył jej na głowę konował, zsunął się luzem na oczy. Zaskoczona Camryn szarpnięciem zerwała go z twarzy. Za późno. Nemorianin już czarował. Pierwsze zaklęcie wywołało paraliż w jej prawej ręce. Upuściła miecz. Drugi czar posłał ją na kolana. Półelfka skrzywiła się, gdy poczuła przeszywający ból w trzewiach. Zupełnie jakby miała tam stado ognistych mrówek. Ognistych mrówek gotowanych w oleju. Jak przypuszczała trzecie zaklęcie jej przeciwnika wyśle ją do grobu. Rozpaczliwie starała się sięgnąć miecza, ale ból był silniejszy. Najemnik zapewne jeszcze walczył z pozostałą dwójką porywaczy, więc nie mógł jej pomóc. Spojrzała na klienta. Mag skulił się na ziemi.
- Melchiorze, pomóż mi.
- Tylko spróbuj. - zapiszczał w jego kierunku niski Nemorianin. - A eksploduje ci głowa.
Klient skulił się jeszcze bardziej. Taki był z niego pożytek.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Piaski Czasu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość