Oaza Mia-Alkhama[Oaza Mia-Alkhama] Musicie być jak szalona rzeka, jak...

Niewielka oaza znajdująca się na terenach należących do Na'Zahiru. Pustynne miasteczko, jakich wiele pośród wydm, różniące się jedynie liczbą stacjonujących tam wojsk. Oaza zbudowana wokół zbiornika, czystej, słodkiej wody, lecz nikt do tej pory nie nadał mu jeszcze żadnej nazwy.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik cały czas powtarzał sobie, że tym razem mu się udało, że dobrze zrobił. Najpierw to ożywienie Sary w jej pokoju, później entuzjazm Nefa, a teraz również jego pani… No dobrze, w tym ostatnim przypadku trudno mówić o entuzjazmie, ale na pewno troszeczkę poprawił jej nastrój tym spotkaniem. Może to będzie kroczek w dobrą stronę, o ile dziewczyna znowu nie zgaśnie, gdy przyjdzie czas rozstania z pupilem… Ale na razie pułkownik się tym nie martwił. Dał im chwilę na przywitanie i wrócił do domu pod dogodnym pretekstem przyniesienia przekąsek dla wielbłąda. Gdy wrócił, Nef wylewnie okazywał swoje uczucia liżąc ręce Sary, a ona cicho do niego przemawiała. Sadik nie chciał przerywać, ale i tak wtrącił się z krótkim zdaniem o przyniesionych warzywach. Później zaś – by im nie przeszkadzać – usiadł niemal na drugim końcu tej niby-altanki i zabrał się za czytanie swoich raportów. Zabrał ze sobą rysik i co jakiś czas stawiał nim kropki na marginesie – znak, że coś budziło jego wątpliwości i będzie musiał tę sprawę podrążyć. Czasami to były detale, wręcz pierdółki, ale i tak wymagały jego uwagi.
        - Chcesz może książkę? – upewnił się po jakimś czasie, bo pamiętał, że Sara poprzedniego dnia czytała. – Albo wachlarz? Wiem, że jest gorąco, ale to wbrew pozorom najchłodniejsza część ogrodu, bo od kamienia idzie chłód. Na trawie już bardziej praży słońce.
        Dostosował się do jej woli. Liczył poza tym na to, że może odrobina słońca, bliskość pupila i tak cała reszta być może pomogą jej odzyskać nastrój. Gdzieś z tyłu głowy miał myśl, że w sumie może powinien z nią porozmawiać, ale raz: nie wiedział jak zacząć, a dwa: miał jeszcze trochę pracy do wykonania. Odłożył to więc na później, na razie starając się zapewnić jej po prostu regenerujący wypoczynek.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 52
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Przez wszystkie wydarzenia ostatnich dni Sarabi zapomniała nawet o tym, że pióra na jej rękach są widoczne. Sadik wydawał się zupełnie to ignorować, więc raczej nie domyślał się skąd się wzięły. Nie pytał, a ona sama z siebie nie zamierzała mu mówić, że jest księżniczką, a to cecha królewskiego rodu. W tej chwili skupiła się na Nefie. Jego bliskość była przyjemną odmianą od towarzystwa Amii i medyka. A Sadik... Cóż... Już nie wiedziała jak z nim jest i nie miała siły się nad tym zastanawiać. Jakkolwiek by go nie nazwała, mieszkała w jego domu, a on przynajmniej starał się nią opiekować.

Karmiąc swojego dromadera na chwilę zapomniała o troskach. Noga zdawała się nie boleć. Skurcze były jakby mniejsze. Nawet upał tak nie doskwierał. Nef chrupał wesoło marchew, a jego mlaskanie nawet odrobinę bawiło mahinkę.
- Dobry wielbłąd - powiedziała głaszcząc do po głowie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś. Kochany Nefi.
Gdy Sadik zaproponował jej książkę lub wachlarz, podziękowała. Zgarnęła sobie kilka poduszek i położyła się na siedzisku wkładając sobie jedną z poduch pod głowę. Wielbłąd chrapnął głośno, wygiął szyję i położył swoją głowę na jej piersi. Sara powoli gładziła go po sierści i drapała za uszami. Dromader nie ciążył jej, a ona czuła się przy nim bezpiecznie. Odprężyła się na tyle, by zasnąć. Nie "padła" jak wcześniej, tylko odpłynęła w przyjemny sen.

Obudziła się stosunkowo szybko. Minęła pewnie niespełna godzina. Kiedy otwarła oczy zobaczyła, że pupil nadal jest przy niej i to ją pokrzepiło. Usiadła powoli i rozejrzała się dookoła. Sadik siedział tak jak przedtem wertując jakieś papiery. Spojrzała na niego ukradkiem i pomyślała, że powinna się odezwać. Porozmawiać. Tylko, że zupełnie nie wiedziała jak zacząć. Znów skupiła swoją uwagę na futrzastym przyjacielu. Pomyślała, że może powinna przeprosić, za to, że musi się nią zajmować, że siedzi mu na głowie, ale zaraz uznała, że to nie najlepszy pomysł. Mówienie, że zapłaci mu za to co dla niej robi też było wykluczone. Westchnęła ciężko. Skoro nie "przepraszam", to może...

- Dziękuję - odezwała się. - Za wszystko. Ty, Amia, Kalim... Jesteście dla mnie bardzo dobrzy. I to nie tak, że nic nie mówiłam, bo jestem niewdzięczna. Ja po prostu... Pewnie teraz myślisz, że wcale nie uciekłam przed małżeństwem, tylko przed, przed tym... Ale to nie tak. - Nie umiała wysłowić się tak jakby chciała. Myślała, że nigdy nie przyjdzie się jej tłumaczyć z przeszłości. Chciała od niej uciec, tak jak od wszystkiego co zostawiła za wydmami. Oparła czoło o głowę Nefa.
- To było kilka tygodni temu. On... Jest przyjacielem mojego ojca. Próbowałam się bronić, krzyczeć... Ale to nic nie dało... Nic... - Czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Objęła Nefa za szyję i przytuliła się do niego mocno.
- Ja nie wiedziałam, że jestem... Nie wiedziałam, że mogę być... I jak miałam tam zostać? Ojciec chce mnie wydać za mąż. Nic nie wie. Nikt nie wie - rozpłakała się, wtulając twarz w sierść przyjaciela.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik nie nalegał by organizować Sarze czas - rzucił parę propozycji, które wydawały mu się najbardziej stosowne i tyle. Nawet gdyby chciał, nie mógł zabawiać jej rozmową, bo miał jeszcze trochę pracy do wykonania. Ona jednak zasnęła. Wydawało mu się, że to dla niej dobre wyjście, bo gdy spała, regenerowała siły i szybciej zdrowiała. A on mógł się wtedy zająć pracą, choć i tak nieustannie na nią zerkał. Wszystko w porządku? Oddychała równo? Nie pociła się nadmiernie, nie krwawiła, nie bladła? Może nie był przewrażliwiony, ale na pewno czujny. Dostrzegł więc, gdy po pewnym czasie się obudziła. Na moment przerwał pracę, by w razie czego nie musieć odrywać się od raportu w połowie zdania. Patrzył na nią, gdy wstawała. Nie chciał zrywać się od razu, by jej w tym pomóc - nie mógł się nad nią nieustannie trząść, wydawało mu się, że powinien dać jej robić niektóre rzeczy samodzielnie.
        Gdy nagle się odezwała, mówiła ewidentnie do niego i na dodatek od razu mu podziękowała, przez moment wyglądał na zaintrygowanego. Nie spodziewał się prawdę mówiąc podziękowań.
        - Niewielka tu moja zasługa - zaoponował cicho. Wcale nie była to udawana skromność, naprawdę uważał, że niewiele tak naprawdę dla niej zrobił, zwłaszcza w porównaniu do obojga medyków. Bez ich pomocy ona mogłaby już dawno… Nie żyć. Lepiej o tym nawet nie myśleć.
        Choć korciło, by dyskutować, Sadik nie przerywał Sarze. Wydawało mu się, że ona musi z siebie coś wyrzucić i nie można jej poganiać ani tym bardziej przerywać. Trochę było mu głupio, że akurat jemu przypadła rola spowiednika. Biedna Sara, musiała być bardzo zdesperowana, by z kimś podzielić się swoim sekretem. Cóż, przy nim przynajmniej miała pewność, że nikomu nie rozgada. Był generalnie dyskretny i wbrew pozorom miał w sobie wiele taktu, ale też najzwyczajniej w świecie nie miałby komu powiedzieć tego, co by usłyszał. Ciekawe, czy w ogóle o tym myślała czy tak naprawdę po prostu musiała to z siebie wyrzucić, bez względu na zaufanie?
        Sadik jednak nie potrafił jej wysłuchać w spokoju. Odłożył swój rysik i raport na bok już przy pierwszych objawach, że to coś poważnego. Patrzył na nią bardzo uważnie, prawie nie mrugał. Choć starał się zachować kamienną twarz, brwi mu się ściągnęły, a w oczach pojawił… nie gniew czy irytacja, o które najłatwiej byłoby go podejrzewać, a… troska i żal. Nie silne, ale zauważalne. Był może skurczybykiem, ale tylko na zewnątrz. W środku nadal miał ludzkie uczucia i odruchy.
        Gdy Sara już kończyła, wtulona w swojego wielbłąda, a jej głos coraz mocniej się łamał, Sadik wstał. Bez słowa podszedł i usiadł obok niej. Wsunął rękę pod jej dłoń, by ją uścisnąć, a drugą ręką otoczył jej ramiona i przygarnął ją do siebie. Nie przytulał jej, raczej pozwalał, by to ona wtuliła się w niego, jeśli miała taką potrzebę. Nie chciał, by poczuła się zaatakowana.
        - Dobrze zrobiłaś odchodząc stamtąd - oświadczył z przekonaniem. - Jeśli nie miałaś tam nikogo by cię chronił… Dobrze zrobiłaś - powtórzył. - Przykro mi z powodu tego, co cię spotkało - dodał szeptem, trochę mocniej ściskając jej dłoń. Chwilę milczał.
        - Nigdy cię nie oceniałem - zapewnił. - Ani tym bardziej nie potępiałem. Na potępienie zasługuje ten, kto ci to zrobił. Byłaś dzielna, że podjęłaś decyzję o ucieczce. Tutaj nikt cię nie skrzywdzi, w oazie jesteś bezpieczna.
        Choć może nie powinien, Sadik nie potrafił przestać myśleć o tym, że może dobrze się stało, że Sara straciła tamto dziecko - nie wyobrażał sobie, by miała urodzić dziecko z gwałtu. Lepiej, że straciła je teraz nim tak naprawdę nabrała świadomości tego, że jest w ciąży...
        A że pułkownik nie miał na ten moment nic więcej mądrego do dodania, siedział z Sarą w milczeniu, obejmując ją i dając jej się wypłakać w swoje ramię.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 52
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Nie powiedziałaby Amii ani Kalimowi. Ta pierwsza była dla niej bardzo miła, ale Sara nie czuła się przy niej do końca dobrze. Miała wrażenie, że znachorka traktuje ją jak dziecko. Zaś medyk, no cóż, jemu w ogóle nie ufała na tym poziomie. Sadik był dla niej najbliższą w tej chwili osobą. I była świadoma tego, że nadchodzący czas spędzi w jego domu. Nie chciała być brana za dziwkę, która puściła się, zaszła w ciążę i uciekła. Nawet nie wiedziała, że miała urodzić dziecko. I tak okłamywała mężczyznę nie mówiąc mu o swoim prawdziwym pochodzeniu. Ono było już nieważne. Przestała być księżniczką, kiedy przekroczyła mury miasta.

Sadik był pierwszą osobą, której wyznała swój sekret. Nie powiedziała ani matce, ani niani. A ojca się bała. Nie wiedziała co by zrobił, gdyby dowiedział się, że jego wezyr jest gwałcicielem. Ufał mu jak ślepiec, wierzył w jego czysty charakter. Tymczasem Alshar od miesięcy nękał Sarę. Niby przypadkiem zostawał z nią sam na sam. Jakimś cudem przysiadał się do niej w ogrodach, zawsze kiedy była zmiana warty. Unikała go, uczepiona zawsze swoich służek, nauczycieli, niani. Ale nie zamykała drzwi na klucz. Nie przewidziała jak daleko mężczyzna będzie się w stanie posunąć. I to był jej błąd. Wszyscy myślą, że gwałt dzieje się o zmroku, w ciemnej uliczce, przez podejrzanego typa. Ale wezyr, w środku dnia, może odwołać nawet strażników księżniczki i zrobić z nią co mu się żywnie podoba. A potem udawać, że nic się nie wydarzyło.

Może powinna była powiedzieć ojcu, ale w głębi duszy czuła, że jej nie uwierzy. Alshar był jego przyjacielem, wiernym sługą, kompanem, namiestnikiem królestwa. Zawsze służył mu radą, miał nieskazitelną opinię i był niezwykle lubiany. A ona była zbuntowaną córką, której praktycznie nie znał. Wątpiła by uwierzył właśnie jej.

Uciekła z kraju wmawiając sobie, że robi to, bo nie chce być królową, nie chce wyjść za mąż, a wielki świat ją woła. Chciała, żeby tak było. Wmawiała sobie, że to nie ma nic wspólnego z tamtym wydarzeniem. Powtarzała, że nie chciała wyjść za mąż za nieznajomego brutala. Wszystko po to by zapomnieć, by nie pamiętać. Przecież kłamstwo powtarzanie wiele razy staje się prawdą. Tak myślała. Próbowała wyprzeć tamto wspomnienie, ale ono wróciło i uderzyło w nią jak burza piaskowa. Powaliło, zabrało oddech i przysłoniło świat.

Nie sądziła, że Sadik zdobędzie się na jakikolwiek czuły gest, dlatego obejmowała za szyję Nefa. Jemu zawsze mogła się wypłakać. Ale kiedy mężczyzna przysiadł obok niej, kiedy ją objął, powoli puściła wielbłąda i przytuliła się do niego. Nie płakała, bo bolała ją noga. Płakała, bo bolała ją dusza. Musiała trafić do oazy należącej do obcego kraju, zostać pogryziona przez psa i poznać Na'zahirczyka, by wyrzucić z siebie najgorszą rzecz, jaka jej się przytrafiła. Czasem łatwiej było powiedzieć komuś, kto nie miał wcześniej nic wspólnego z przeszłością.

Nie miała bladego pojęcia, czy nazwałaby pułkownika przyjacielem, ale chcąc nie chcąc stał się jej opiekunem i powiernikiem. Głowę miała wtuloną w jego szyję, a ręce obejmowały go za plecy. Pewnie powinna się bać, ale tak nie było. Od tamtego wydarzenia nie pozwalała nikomu się dotknąć, nawet niani. Kiedy opuściła Lirin-Dahr poczuła się wolna, dlatego tamtej nocy uratowała przed pobiciem pijanego nieznajomego. Dlatego rzuciła mu się na szyję. A potem, zwyczajnie przyzwyczaiła się do bycia dotykaną, zwłaszcza przez Sadika, który nosił ją na rękach. Z innym człowiekiem i w innych okolicznościach może byłoby to nawet romantyczne. Tak czy inaczej, jego bliskość nie była dla niej przerażająca, a dodawała jej otuchy.

- Nienawidzę go - powiedziała przez łzy. Płakała tak bardzo, że Sadik miał już mokrą szyję i ramię.
- I ojca. Nienawidzę ich. - Chciała powiedzieć, że dobrze się stało, że straciła dziecko, ale samo słowo "dziecko" nie chciało jej przejść przez gardło. Dla niej to był intruz, który tylko przypominałby jej o tym co się stało. Nie chciała go. Poronienie mogło ją zabić, ale było lepsze niż noszenie pod sercem koszmaru.
- Jestem taka zmęczona. Chcę, żeby było już dobrze...
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik nie zamierzał dopytywać. Ani kto to zrobił, ani jak, ani kiedy. To nie było śledztwo. Sara była dla niego w tym momencie po prostu kobietą, która potrzebowała wsparcia, a nie na siłę wyciągania szczegółów tego co się wydarzyło. Powie ile będzie chciała powiedzieć - tyle, by czuć się z tym dobrze, a nie pod przymusem. On był po to, by jej wysłuchać, nie oceniać. Był jednak wściekły i sfrustrowany, gdy widział jej łzy. Oczywiście nie na nią, a na jej oprawcę. Skrzywdził ją przyjaciel jej ojca. Przyjaciel! Co za podła kanalia. Jak on mógł tak skrzywdzić córkę kogoś, kogo znał? W ogóle zrobić coś takiego kobiecie… Dla Sadika to było zachowanie gorzej niż zwierzęce - tak bardzo nie panować nad swoimi żądzami… gdyby Sara była jego córką lub siostrą, chyba zabiłby takiego, nieważne kim by był. Szkoda, że za nią nikt się nie ujął. Biedna dziewczyna…
        To, że moczyła mu rękaw łzami nie było ważne - przecież wyschną. Niech się wypłacze, może poczuje ulgę. Sprawiała wrażenie, jakby tłumiła to w sobie aż do teraz. Okropne, że pierwszą okazję by się wygadać miała dopiero w domu obcego, a nie wśród bliskich. Biedna Sara.
        - Teraz już będzie lepiej - zapewnił ją cicho, gdy wyraziła swoją nieśmiałą nadzieję. - Uciekłaś od nich, możesz zacząć nowe życie. Rany na ciele się zagoją, a ty zaczniesz od nowa. Dasz radę, jesteś bardzo dzielna.
        Nie kadził jej, nie mówił miłych rzeczy by poczuła się lepiej. To była prawda, tak odbierał Sarę - poradziła sobie z wieloma przeciwnościami losu zupełnie sama. Miała silną osobowość, teraz po prostu za wiele zwaliło jej się na głowę.
        - Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał. Tak po prostu, bez owijania w bawełnę, bez udawania, że wie co robić i jak z nią teraz postępować, bez dawania złotych rad, bo przecież nie był w stanie postawić się na jej miejscu. Chciał zrobić coś, co jej naprawdę pomoże, a nie tylko wykonywać jakieś bezsensowne gesty.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Oaza Mia-Alkhama”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości