Nizina Arkadyjska[Rododendronia i okolice] Żelazo i pióro

Niewielka, żyzna nizina, ciągnąca się od Północnej Bramy, przez tereny Rododendronii, Renidii, Rapsodii, aż za rzekę Nefarii i łącząca się ze Wschodnimi Pustkowiami. Niektórzy badacze uważają, że "podkowia nizina" sięga, aż do podnóży Gór Fellarionu. Uznaje się bowiem, że tereny należące do poszczególnych państw należą do niziny, te zaś, które są nie zamieszkałe to Wschodnie Pustkowia.
Awatar użytkownika
Mana
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Harpia
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Mana »

        Swoją chęcią przedstawienia nordowi kobiecego i harpiego układu rozrodczego, Mana nawet nie miała pojęcia jak bardzo przeraziła Taurosa. Znaczy, zauważyła, że zrobił się jakiś taki blady, prawie biały jak jego włosy, ale nawet nie zdążyła o to zapytać czy coś się stało, czy jej przyjaciel nie był chory, ponieważ zaraz przypomniane jej zostało, że musiała się ubrać. W prawdzie Mana uważała, że przecież jest ubrana, ale nie dyskutowała o tym, bo już wczoraj Tauros jej wyjaśnił, że wychodząc do innych ludzi i ogólnie mieszkając w mieście, trzeba być… bardziej ubranym, niż się obecnie było. W sumie to miało sens, bo skoro nie mogła wychodzić opierzona, to musiała się bardziej ubrać żeby nie było jej zimno. Logiczne. Gdy to sobie uświadomiła zaraz pognała szybko na górę, by założyć na siebie coś bardziej cywilizowanego, niż skórzane przepaski zakrywające tylko to, co powinno być zakryte, podczas gdy cała reszta prezentowana była całej Łusce w pełni swojej nagiej okazałości.
        Zeszła z powrotem na dół, praktycznie przypominając normalną dziewczynę ze złamaną ręką. Co prawda chodziła boso i nie zapowiadało się na to, by miała chociażby pomyśleć o butach, tak samo jak o zdjęciu i zostawieniu w domu swojej maski, ale mimo wszystko można ją było uznać za normalną dziewczynę. Upewniła się jeszcze, że Rød nie narozrabia podczas ich nieobecności, po czym podeszła do norda, by się do niego przytulić i razem wyjść z domu.
        Była bardzo podekscytowana odwiedzinami sąsiadów Taurosa i jednocześnie bardzo się bała, bo przecież szli tam przeprosić za to, że lis zjadł ich pióronoga. Nie wątpiła, że sąsiedzi Taurosa będą się o to mocno gniewać. Jedyne co harpia mogła zrobić to przeprosić za swojego rudego przyjaciela i postarać się, by więcej się takie coś nie powtórzyło. A co jeśli nie będą chcieli przeprosin harpii tylko ją zabić, skoro przez nią nie żył ich pióronóg? Ona... jej skrzydło nadal ją bolało i nie mogła lata, nie da rady uciec jeśli rzeczywiście będą chcieli jej życie za życie ich pierzastego przyjaciela. Gdy o tym pomyślała, że tam może być... że tak będzie na pewno, od razu straciła cały swój entuzjazm i była naprawdę zaniepokojona tak, że po prostu stanęła i miała ogromne obawy przed postawieniem następnego kroku. Zapomniała w tym wszystkim, że przecież nie będzie sama, że będzie miała olbrzyma u swojego boku, a on nie pozwoli nikomu zrobić jej krzywdy. Poczuła po chwili jak nord ja obejmuje i przytula do swojego boku. Nie wiedziała czy czytał w myślach, czy zrobił tak po prostu, ale przez jego gest poczuła się o wiele lepiej. Już aż tak bardzo się nie bała konfrontacji z sąsiadami olbrzyma. Wiedziała, że w razie potrzeby on ją ochroni. Był wspaniałym przyjacielem.
        Kiedy jednak stanęli przed drzwiami do ich domu i Tauros zapukał do drzwi, Mana na nowo lekko struchlała, szczególnie, gdy usłyszała, że ktoś szedł w stronę drzwi i te miały się zaraz otworzyć na oścież. Przytuliła się bardziej do mężczyzny, nieco się za nim chowając. Nie stanął w nich jednak wielki rozbójnik z krwią na ubraniu i twarzy, z wielkim mieczem i ogólnie sam ogromny jak dwóch Taurosów, a całkiem sympatycznie wyglądająca kobieta. Mana przyjrzała się jej w ciszy, kukając zza swojego przyjaciela i, gdy tylko jej czerwone oczka dostrzegły okazały brzuch, od razu się zaświeciły.
        - Martha - powiedziała harpia, gdy oni wymieniali się grzecznościami i spojrzała na norda czy dobrze odgadła. - Martha będzie mieć pisklaki z brzucha - rozwinęła i znów spojrzała na kobietę, odwzajemniając przyjaźnie jej uśmiech. Już ją bardzo lubiła. A kiedy usłyszała swoje imię pokiwała energicznie główką tak, że prawie jej maska z czubka głowy zsunęła jej się na buźkę. Już się nie chowała za Taurosem, ufnie wychodząc przed niego, bo co mogło jej się złego stać skoro kobieta wydawała się taka miła?
        - Mana jest Mana - wyszczebiotała radośnie i zaraz wtuliła się w bok Taurosa obejmując go jak tylko mogła swoimi wątłymi - w porównaniu do jego - ramionami, w tym jedną kontuzjowaną. - Tauros to najlepszy przyjaciel Many - dodała potwierdzając jego słowa. Nawet nie wiedział jak miło jej się zrobiło, gdy nazwał ją swoją przyjaciółką. Aż jej się trochę żal zrobiło, że jest taka mała, bo tak to mogła by go mocno przytulić całego, a tak pewnie nawet nie poczuł, że starała się go z sympatią uściskać. Uspokoiła się jednak zaraz, gdy kobieta zapytała co się stało i powiedziane zostało, że to przez lisa Many. Smutno jej się zrobiło, przez co spuściła ze skruchą główkę, a maska się jej nieco bardziej zsunęła. Co prawda trzymała się niemalże na czole, ale gdy Mana tak stała z zawieszoną głową, to w ogóle nie było widać jej twarzy właśnie przez maskę i okalające je dokoła gęste włosy naturianki i czarne pióra w nie powplatane, jak również ozdabiające maskę.
        - Rød zjadł pióronoga, bo Tauros nie nakarmił Røda? - zapytała olbrzyma naturianka, bo nie do końca rozumiała. Wydawało jej się, że lis najpierw został nakarmiony, a mimo to po tym i tak zaczaił się na biednego ptaka. A może jej się jedynie wydawało i tak naprawdę rudzielec niesłusznie dostał reprymendę. No bo skoro był głodny i nikt nie chciał mu dać jeść, to musiał sobie jakoś radzić, prawda? Poza tym Tauros chyba najlepiej wie co zrobił, a czego nie i skoro mówił, że nie nakarmił futrzaka, to znaczy, że mimo wszystko faktycznie nie dał mu jeść. Chyba dobrze Mana zrozumiała.
        - Mana bardzo przeprasza, że pióronóg nie żyje. Pióronóg jest teraz szczęśliwy, jak Mana, ale pióronóg, nie po tej samej stronie co Mana. Mana żyje, a pióronóg jest z przodkami - powiedziała początkowo ze skruchą, a po tym starała się jakoś pocieszyć kobietę, że jej przyjaciel jest teraz w bardzo miłym miejscu i nic mu tam już nie grozi.
Awatar użytkownika
Tauros
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Rzemieślnik , Ochroniarz
Kontakt:

Post autor: Tauros »

Tauros nie mógł powiedzieć Marthcie, że ten mały, rudy gnojek zeżarł to co dostał, a potem jeszcze wpierdolił kurę. Nie mógł przecież przyznać, że ma w domu wcielone zło, które najchętniej wykopałby do lasu. Poza tym Mana kochała swojego lisa i nie byłby w stanie jej go zabrać. Nie mógł też powiedzieć jej, jak go nie znosi. Przecież by ją zranił. Tyle, że musiał wybrnąć jakoś z tej sytuacji. Westchnął bezgłośnie i przykucnął przy Manie. Harpia była niższa od Marthy, a Tauros przewyższał sąsiadkę o dwie głowy - mówiąc prościej, łatwiej mu było przykucnąć, niż jej zadzierać głowę w chmury.
- Tak naprawdę to nie wiem. Nie pamiętam. Wydawało mi się, że go nakarmiłem, ale skoro zjadł kurę, to może się pomyliłem. Może dałem mu zbyt mało jedzenia i był jeszcze głodny. Przepraszam, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy - nord miał dobre chęci. Wiedział, że powiedzenie o ogoniarzu per "bydle" wprawiłoby Manę w płacz, albo coś jeszcze gorszego. Nie chciał jej okłamywać, ale musiał kombinować.

Martha patrzyła na tą scenę z przekrzywioną głową i zadziornym uśmiechem na ustach. Kiedy Tauros wstał i spojrzał na sąsiadkę zdziwił się.
- Co? - wypalił.
- Ale ty wiesz, że się dziwnie zachowujesz, co? - spytała kobieta.
- Co? Jak dziwnie? Że co dziwnie? - chłop chyba po raz pierwszy w życiu poczuł się w ten faktycznie "dziwny", szczeniacki sposób. Mana dawała mu w kość, ale to Martha go speszyła.
- No dobra - uśmiechnęła się ciężarna i popatrzyła na czarnowłosą "przyjaciółkę" norda.
- Mana jest Mana, tak? Ty jesteś Mana - wskazała na nią - a ja jestem Martha - wyjaśniła. Teoretycznie kobieta powinna być zaniepokojona, albo chociaż zdziwiona zachowaniem harpii, tyle, że akurat Martha widziała w swoim życiu większe dziwy niż dziewczyny nie znające języka wspólnego. A to, że była boso i miała na głowię dziwną maskę... Eee tam, nawet w tym konserwatywnym mieście łaziło pełno zakręconych ludzi.
- Będę miała dzidziusia, a może nawet dwa, chcesz dotknąć? - spytała przyjaźnie, po czym spojrzała na Taurosa.
- Nie mówiłaś, że to bliźniaki - rzekł białowłosy.
- To nic pewnego. Medyk mówi, że to możliwe, brzuch jest duży, szybko rośnie. Ja jestem bliźniaczką, moja siostra powiła bliźnięta, więc... kto wie. Jest duża szansa, że będzie dwójka - wyjaśniła. - To jak, powiesz mi co się dzieje? - zmieniła nagle temat. Widząc minę Taurosa dodała: - Nigdy wcześniej nie widziałam cię z kobietą, nie przyznajesz się też do tego ile masz lat. A tu nagle taka niespodzianka? Hm? - Martha starała się prowadzić rozmowę dwutorowo, zajmując się jednocześnie Maną i sąsiadem. Tym razem zwróciła się do Many, która była mocno zajęta jej ciążowym brzuchem.
- Co ci się stało w rękę? - spytała.

- To nie tak jak myślisz - powiedział Tauros.
- Ona nie ma się gdzie podziać. Spotkałem ją, kiedy tłum idiotów próbował zatłuc ją kamieniami i butelkami. Nie mogłem na to pozwolić. Ma złamaną rękę, nie zna Wspólnego i nie ma ani grosza. Ktoś musi się nią zająć. A ja i tak jestem sam jak palec. I... I ona w tej chwili też. Jest dla mnie dobra, nie traktuje mnie jak wszyscy. Nie widzi we mnie mutanta, tylko człowieka. Nie uważa, że jestem odmieńcem i lubi takiego jakim jestem. A ja... Nie chcę żeby stała się jej jakakolwiek krzywda, bo jeśli coś jej się stanie, to będzie moja wina. Muszę ją chronić, bo... Bo jest dla mnie bardzo ważna - jeszcze nigdy w życiu się nie jąkał. Nigdy nie zdradzał takich uczuć. Był najemnikiem, nikt nie pytał go co czuje, co robi, jak się miewa. Nie miał uczuć, bo ich nie potrzebował. Z resztą, skoro nikt nie interesował się nim jako tako, to on sam też nie miał powodów by zastanawiać się co tak naprawdę czuje.
- Ty ją kochasz - Martha nie spytała, ona stwierdziła fakt.
- Znam ją od wczoraj, Martha... - odparł kowal.
- To niczego nie zmienia. Czasem potrzeba kilku lat, czasem wystarczy jeden dzień.
- Tak... Czasem wystarczy jeden dzień - odparł mężczyzna. Był smutny, bo tak naprawdę nie wiedział co z tym wszystkim zrobić. Mana pojawiła się w jego życiu i w ciągu kilku godzin przebiła się przez skorupę, którą skrupulatnie budował przez wiele lat. I nie był już nordem-najemnikiem, tylko przerośniętym niedźwiedziem o łagodnym usposobieniu. Był zagubiony. Choć wcześniej mu się to nie zdarzało. Zwyczajnie wiedział, że to wszystko jest tymczasowe, że za kilka tygodni znów zostanie sam i jedyne co mu pozostanie to odbudowanie muru, który dopiero co się zawalił.
Awatar użytkownika
Mana
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Harpia
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Mana »

        Choć Mana nie była do końca pewna czy Tauros rzeczywiście nakarmił Røda, to mimo wszystko starała się jak mogła, przypomnieć sobie czy lisowi zostało dane jakieś jedzenia. Chciała pomóc olbrzymowi, bo myślała, że jeśli on nie pamiętał, a ona sobie przypomni, to nord nie wyjdzie na kłamcę, gdyby okazało się być w rzeczywistości inaczej. Cały czas się siliła, by sobie przypomnieć, ale przestała, gdy tylko mężczyzna przed nią kucnął. Przekrzywiła lekko główkę, patrząc na niego pytająco.
        - Mana porozmawia z Rød. Rød to psotnik, Rød może zły na Taurosa? - odpowiedziała smutno przyjacielowi, patrząc na niego zmartwiona. Było jej naprawdę bardzo przykro, że przez nią mężczyzna ma kłopoty. - Mana obiecuje być dobrze. Mana porozmawia z Rød. Rød przeprosi sąsiedzi Taurosa – zapewniła z prawdziwym żarem w swoich czerwonych oczkach, jakby naprawdę była gotowa choćby i siłą zmusić lisa do wzięcia odpowiedzialności za swój wybryk.
        - Mana obiecuje, dla Taurosa – dodała, uśmiechając się zaraz do niego ciepło. Chciała się przytulić, ale przypomniała sobie o tym, że byli u sąsiadów norda i że kobieta tu mieszkająca była w ciąży. Miała tyle pytań na temat noszenia dziecka w brzuchu, a nie wysiadywaniu jajka. Zwłaszcza, że miało to być dziecko człowieka, a nie Rogacza.
        Nie zdążyła jednak o nic zapytać, gdy gospodyni pierwsza się do nich odezwała, w szczególności do Taurosa. Harpia przeniosła spojrzenie z kobiety na swojego przyjaciela i z powrotem na ciężarną, przekrzywiając znów lekko głowę, nie do końca ją rozumiejąc.
        - Tauros dziwnie zachowuje? - niemalże zawtórowała Marthcie, patrząc zaraz na norda. Zaraz jednak pokręciła głową. - Mana myśli, Tauros normalny ludź. Wszyscy na Mana wołać „dziwne, dziwne”. Ludzie. Rogacze. Pisklęta. Wierzbo-Szpony. Magi też. Mana dziwne. Nie Tauros – odpowiedziała po chwili mając nadzieję, że w ten sposób uda jej się obronić przyjaciela przed wyzwiskami, nawet jeśli nie do końca wiedziała o co chodzi i stanowczo nie tak zinterpretowała to, co miała na myśli sąsiadka Taurosa.
        Gdy jednak kobieta niemalże powiedziała tak jak harpia, gdy ta się przedstawiała, naturianka ucieszyła się jak rozentuzjazmowane dziecko i nawet klasnęła przy tym w dłonie.
        - Mana jest Mana – powtórzyła melodyjnie, a po propozycji dotknięcia brzucha ciężarnej, aż szerzej otworzyła czy. Chciała się dopytywać co ma dotknąć, a jeśli chodziło o dotknięcie dziecka, to przecież nie mogła tego zrobić bez rozcinania kobiecie brzucha, czego nie chciała robić, bo wiedziała, że wtedy zagrożone byłoby życie i dziecka i przyszłej matki. Nim jednak zaczęła się kłócić i dociekać, zorientowała się o co mogło chodzić przez mowę ciała sąsiadki i to, jak obejmowała i gładziła swój brzuch. Nadal nie do końca harpia rozumiała jaki był tego sens i po co miałaby w ogóle coś takiego robić, ale ostatecznie się skusiła, przykładając ostrożnie dłonie do nabrzmiałego brzucha, uznając, że pewnie to jakaś taka tradycja w tej części Łuski. Może dotykanie brzucha ciężarnej przynosiło szczęście? Albo jeśli dostatecznie dużo ludzi położy dłoń to dziecko będzie miało wspaniałą przyszłość?
        - Cieplutki… - mruknęła z uśmiechem, zaraz jednak odskoczyła przerażona i schowała się za Taurosem. - Rusza! W środku! - poskarżyła się naturianka, wskazując z niepokojem na brzuch Marthy.
        - Bliźniaki zje dzidziusia Marthy?! - wystraszyła się jeszcze bardziej, gdy słuchała jak kobieta rozmawiała z Taurosem.
        Uspokoiła się jednak szybko i po raz kolejny przekrzywiła lekko główkę, jakby nie rozumiała kierowanych do niej słów, gdy Martha zadała pytanie odnośnie poturbowanej ręki naturianki. Mana chwilę milczała przenosząc spojrzenie z kobiety na swoją kończynę, po czym uśmiechnęła się szczerze.
        - Ludzie tutaj nie źli. Zły sen. Tauros obronił Mana. Tauros akysz zły sen, Tauros zabrał Mana do Lili. Lili przyjaciółka Taurosa i Mana. I Tauros zabrał Mana do swoje gniazdo… - odpowiedziała energicznie, jakby opowiadała co najmniej o jakiejś epickiej walce ze smokiem. Przerwała jednak i zmarszczyła się delikatnie po ostatnim słowie. Nie zastanawiała się jednak długo, gdy ponownie uśmiechnęła się pogodnie. - Do swojego doma - spróbowała się poprawić, bo przecież Tauros mówił, jak nazywa się jego gniazdo. Spojrzała przy tym na niego niczym wierny psiak, który liczy na pochwałę i pogłaskanie po głowie za dobrze wykonane polecenie. Była naprawdę dumna z siebie, że zapamiętałą słowo „dom”.
        I wydawać by się mogło, że wszystko jest dobrze. Mana dobrze się czuła w tym nowym miejscu, nawet szybko polubiła Marthę i jej brzuch-dziecko, jednakże Tauros chyba nie był zadowolony z tych odwiedzin sąsiadki, równie mocno co harpia. Kobieta go cały czas o coś pytała, dociekała i naciskała i chyba sam Tauros nie do końca rozumiał o co jej chodziło, bo to, że Mana nie miała pojęcia to akurat było do przewidzenia. Mimo wszystko nie umknęło jej uwadze to, że nord w pewnym momencie wydawał się być zły i zmęczony już tymi pytaniami wycelowanymi w siebie. Zaczął bardzo dużo mówić, nie sposób było nie usłyszeć w jego słowach również silnych emocji, które ulatywały z niego w trakcie jego wypowiedzi, nawet gdy ta zaczęła się dziwnie urywać, przez co dużo trudniej było dziewczynie pojąć o czym właściwie Tauros mówi. W tej chwili nawet była skora przyznać, że mężczyzna się dziwnie zachowywał. Chyba pierwszy raz widziała go takiego zagubionego, z podupadłą pewnością siebie. Spojrzała na niego smutno, mocno zmartwiona i tym razem nawet nie przyszło jej do głowy, że mogłaby się do niego nie przytulić.
        - Mana nie chce Tauros smutny – powiedziała cicho, obejmując jego rękę i całą sobą się przytulając do jego ramienia. - Mana kocha Tauros. Mana nie chce Tauros smutny. Tauros serce przyjaciel Mana – dodała zaraz jeszcze słabszym głosikiem, jakby się miała zaraz rozpłakać. Naprawdę nie chciała, by jej najlepszy przyjaciel był smutny albo zły przez nią. Czuła, że mogłaby zrobić wszystko, aby się tylko z powrotem uśmiechnął, ale… nie wiedziała co mogłaby innego zrobić, niż tylko się do niego przytulić i przy nim być.
        W sumie… była na siebie zła i było jej z tym strasznie źle, przez to, że dopiero teraz dostrzegła jak smutnym człowiekiem był mężczyzna. Doskonale czuła, że nie powinno tak być, że on bardziej, niż inni zasługiwał na prawdziwe szczęście w życiu. Przodkowie byli na nią z jakiegoś powodu źli i nie chcieli jej pomagać, ale mimo to postanowiła, że gdy tylko wrócą do domu Taurosa, postara się odprawić rytuał, by porozmawiać z duchami i prosić je o przychylność dla olbrzyma. Zasługiwał na to by być szczęśliwy.
Awatar użytkownika
Tauros
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Rzemieślnik , Ochroniarz
Kontakt:

Post autor: Tauros »

Marta zaśmiała się, kiedy harpia powiedziała "cieplutki". Ano faktycznie, nie byłoby dobrze, gdyby był zimny. Nie spodziewała się jednak, że dziewczynę zdziwi kopnięcie.
- Och, nie, nie bój się - powiedziała z czułością - to tylko dzidziuś kopie. Rusza się, znaczy, że mu dobrze - próbowała wyjaśnić. Martha była bardzo inteligentną kobietą i bardzo szybko pojęła o czym mówi Mana.
- "Bliźniaki" to znaczy, że Martha może mieć w brzuchu dwa - pokazała dwa na palcach - dzidziusie. One się nie jedzą. One się kochają i kiedy już wyjdą będą rodzeństwem. Ja mam siostrę i też byłam razem z nią w brzuchu u mojej mamy. Teraz ona jest moim rodzeństwem - Martha nie wiedziała, że Mana nie rozumie jej dlatego, że po raz pierwszy znalazła się wśród ludzi, była pewna, że ciemnowłosa po prostu nie rozumie wspólnej mowy. No może podejrzewała troszkę, że Mana pochodzi z innego środowiska, ale bez przesady. Dziewczyna wydawała jej się urocza w swoim prostym myśleniu i staraniach. Tak bardzo próbowała mówić tak jak oni. Jakaż była dumna, mówiąc "Do swojego doma". Uznała bowiem, że "gniazdo" to w jej języku właśnie dom. Martha była wręcz zauroczona Maną. I wcale nie dziwiła się, że nord ją pokochał. Jak można było jej nie kochać?

A Tauros nie znał takich uczuć, skąd miał wiedzieć co robić? Nikt go nie nauczył kochać, ani dbać o innych. Nikt nie wyjaśnił czym jest tęsknota, czy strach przed utratą kogoś bliskiego. On robił to wszystko tak jak sądził, że będzie dobrze. Ale co miał począć z tym przerażającym bólem, jaki właśnie zmroził mu serce? W głowie dudniły mu słowa Marthy "Ty ją kochasz" i wrzask jego własnej duszy "Ona odejdzie". Jeszcze nigdy, nic nie rozdzierało mu serca tak bardzo, jak świadomość, że któregoś dnia ta drobna dziewczyna po prostu zniknie. Przez 88 lat swojego życia nigdy nie uronił ani jednej łzy, a teraz czuł, że mógłby się rozpłakać. On, wojownik, ten, który zabijał i ocierał krew z toporów. Na którym nie robiły wrażenia wypływające na wierzch wnętrzności zamordowanych napastników. Nie czuł zupełnie nic, kiedy handlarze grzebali w bebechach zmiennokształtnych, wierząc, że znajdą w nich coś, co da się sprzedać. Był ogromny, a czuł się słaby, jak nigdy w życiu. Czy w ogóle było możliwe, że kogoś pokochał? Tak po prostu. Za to, że istniał i...
Na słowa Many zareagował natychmiast. Nie chciało już mu się kucać, a i jej nie było wygodnie trzymać się kurczowo jego ręki. Przyklęknął i objął harpię, dosłownie chowając ją w swoich ramionach. Nie za mocno, by nie zrobić jej krzywdy i nie pogorszyć urazu na ręce.
- Nie jestem smutny - zapewnił ją, ale brwi miał ściśnięte, dobrze, że nie mogła teraz widzieć jego twarzy.
- Tauros kocha Mana też - powiedział do niej wzdychając i celowo używając słów, tak jak ona by to zrobiła.
- Tauros nie smutny, Tauros się cieszy, że ma Mana - ptaszynka miała głowę na jego ramieniu, bo był na tyle nisko, by mogła ją o niego oprzeć. Nord zaś ukradkiem spojrzał na sąsiadkę, a oczy miał pełne przerażenia, z których można było wyczytać pytanie "I co teraz?". Mana była najbardziej szczerą i naturalną osobą jaką poznał. Ona niczego nie udawała, nie potrafiła. Kiedy chciała płakać - płakała. Kiedy chciała się przytulić - przytulała się. Gdy była senna, szła spać, a kiedy się cieszyła, to robiła to całą sobą. Takie stworzenia nie istniały, no chyba, że w mitach i legendach. Jak ona uchowała się gdziekolwiek zupełnie nieskalana wszystkimi plugastwami świata? Ona niczego nie udawała. Nie wiedziała czym jest kurtuazja, etykieta. Nie miała pojęcia "co trzeba", czego "nie można". I owszem, pewnie nie raz wpędziłoby to ją w kłopoty. Wliczając w to bieganie na golasa po mieście. Ale teraz miała jego. A on, w tym całym bałaganie, wiedział jedno - nie da jej skrzywdzić, choćby sam miał zginąć. Nie musiał się zastanawiać, gdyby teraz miał wybrać między sobą, a nią - wybrałby ją. On odbierał życie, walczył, choć nie musiał, traktował innych z góry, nigdy nie kochał, nigdy nie był taki jak powinien. Wiedział, czym jest pogarda, widział ból, cierpienie i nie usprawiedliwiała go przeszłość. Ona była niewinna, zasługiwała na życie bardziej niż on. Ale jak ją ochroni, kiedy odejdzie? Lawina pytań zalewała jego umysł. I nie miał ochoty iść już na targ, ani pokazywać, czym jest kowalstwo. Chciał usiąść i się rozpłakać. Nigdy nie sądził, że uczucia mogą tak bardzo boleć. Miał wrażenie, że zaatakowano go nową, nieznaną bronią, a on nie może nic zrobić. Jest związany i zupełnie bezbronny. To było gorsze, niż gangrena w nodze.
Awatar użytkownika
Mana
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Harpia
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Mana »

        Gdy Martha zapewniła, że to nic strasznego, że dziecko w jej brzuchu rusza się i kopie, Mana od razu się uspokoiła i zwyczajnie skojarzyła to z istotką siedzącą w jajku, czekającą na wyklucie się i tylko coraz bardziej z biegiem czasu, dającą o sobie znać przez skorupkę, nim ta rzeczywiście zacznie pękać. To w sumie wywołało w dziewczynie miłe uczucia, a nawet pewnego rodzaju nostalgię. Chyba dopiero teraz naprawdę sobie uświadomiła, że już nigdy nie będzie mogła wrócić do swoich sióstr i swojego domu. Cały czas żyła w błogim przeświadczeniu, że może kiedyś zostanie jej wybaczone i z powrotem przyjmą ją do stada. Choć gdyby wróciła, nie miałaby możliwości zwiedzić reszty tego świata. Obecnie mogła mieć na to jedyną szansę i nie była pewna czy chciała ją zmarnować.
        Ocknęła się jednak ze swojego zamyślenia i skupiła, na tym co mówiła jej ciężarna kobieta. Uśmiechnęła się szczerze i pokiwała głową, teraz już wszystko rozumiejąc, a przynajmniej wiedząc co miała na myśli sąsiadka. Co prawda nigdy nie była świadkiem, ale słyszała w przyrodzie o przypadkach wykluwania się z jednego jajka dwóch osesków. Albo jednego maleństwa o dwóch głowach...
        - Mana ma siostrę, dużo siostrę... Mana miała... Siostrę akysz Mana z doma - powiedziała smutno harpia i westchnęła, nieco z tego powodu przygnębiona, jednakże szybko się rozpogodziła na powrót. - Ale Mana nie zła na siostrę. Mana tak poznała Taurosa. I ludzie mili dużo - wyjaśniła, naprawdę szczęśliwa, że ją wyrzucono z jej domu. Bo tak nigdy nie mogłaby poznać olbrzyma, zwiedzić tyle ciekawych miejsc i ludzi. Fakty, było jej smutno, że nie mogła być między swoimi, ale... tam była takim samym dziwadłem co wszędzie indziej na ziemiach Alaranii. I nie miała tam żadnych przyjaciół, żyła samotnie i pomagała wszystkim bez wyjątku jako szamanka, nawet jeśli ta sama harpia, chwilę po otrzymaniu pomocy wyśmiewała się z Many wraz z pozostałymi siostrami.
        Widać było, że naturianka od razu bardzo się polubiła z sąsiadką i rozmowa, mimo kilku początkowych nieporozumień i stresów harpii, sprawiała jej przyjemność. Trzeba było przyznać, że Martha była bardzo cierpliwą i wyrozumiałą kobietą, bez wątpienia będzie wspaniałą matką i tego Mana jej życzyła z całego serca. Oczywiście tak samo jak tego, by jej dzieci urodziły się zdrowe i były szczęśliwe.
        Mimo wszystko jednak szybko zauważyła, że coś jest nie tak z jej przyjacielem. Nie wyglądał najlepiej, ale nie wyglądał też jakby był chory. Z jakiegoś powodu... wydawał się być bardzo smutny. No i zły na Marthę, za jej ciągłe pytania. Czyżby to przez nie był jak zbity pies? Ale... harpia w ogóle nie rozumiała dlaczego. Wydawało jej się, że pytania Marthy były normalne, neutralne. Nie powinny mu sprawić przykrości. A jednak z jakiegoś powodu on...
        Nie zastanawiała się ani przez moment czy powinna go w tej chwili przytulić. Podejrzewała, że to pewnie niewiele zmieni, ale nie wiedziała co innego mogła w tej chwili zrobić, a nie chciała po prostu stać i biernie przyglądać się temu jak cierpiał. A może faktycznie źle się czuł? Jeśli tak, to najlepiej jak po powrocie do jego domu, zaparzy mu jakieś lekarstwo. Kiedy ją objął, przytuliła go mocniej do siebie, choć pewnie nawet tego nie poczuł przez to jak słaba fizycznie była, a i jeszcze jego żelazne mięśnie robiły swoje. Przesunęła swoją niewielką, w porównaniu do jego, dłonią po ramieniu mężczyzny i wtuliła się w niego. Nigdy w życiu nie czuła się przy nikim tak bezpiecznie i błogo jak przy nim, choć zapewne gdyby użył odrobinę więcej siły podczas tego uścisku mógłby ją złamać w pół jak suchą gałązkę. Był silny niczym wulkaniczny niedźwiedź i bez wątpienia równie niebezpieczny, jednakże przy niej był taki delikatny, a i ona nie miała żadnych obaw o swoje życie.
        - Mana się cieszy, że ma Taurosa - powiedziała cichutko, jakby chciała by tylko on to słyszał. Chwilę tak stała w jego objęciach, tuląc się do niego i całkiem zapominając w tej chwili o sąsiadce. Nie widziała więc tego niemego pytania mężczyzny, które rzucił do ciężarnej i dopiero niedługo po tym nieco się od norda odsunęła, by móc na niego spojrzeć swoimi czerwonymi oczkami i pogładzić go po policzku. Wcale jej nie przeszkadzało to, że był raczej w większości szorstki przez biały, gęsty zarost. Naszła ją nawet ochota na zaplecenie mu kilku warkoczyków w tej pięknej brodzie, jednakże to na pewno nie tu i nie teraz.
        - Mana wrócić do doma Taurosa. Mana zaparzy Taurosu lekarstwo. Taurosa nie boleć po lekarstwo - obiecała łagodnie, przykładając swoje czoło do jego jakby to naprawdę miało mu pomóc się pozbierać. Na szczęście miała maskę na czubki swojej głowy, więc nie musiała się martwić o to, czy dziobem nie wydłubie mu przez przypadek oka. Raz jeszcze pogładziła go po policzku, uściskała mocno i cofnęła się nieznacznie.
        Dłonią sięgnęła w górę i ściągnęła ze swojej głowy ptasią maskę, pozwalając burzy czarnych włosów, bez najmniejszej kontroli opaść jej na twarz. Potrząsnęła głową niczym mokry pies, chcąc się pozbyć niesfornych kosmyków z twarzy, lecz nie do końca to pomogło, bo kilka nadal łaskotało ją w nos, ale przynajmniej lepiej już widziała. No i włosy nie wchodziły jej do oczu. Założyła zaraz Taurosowi swoją maskę i uśmiechnęła się pogodnie.
        - Tauros nie smutny, Tauros ma Mana na zawsze - powiedziała stukając delikatnie w ptasią maskę, którą mu dała. Wierzyła, że dzięki temu nie będzie już smutny, bo w sumie ona odkąd miała tą maskę, mało razy była smutna. Odwróciła się, jakby tanecznie do Marthy, nie tracąc swojego przyjaznego, dziecięcego uśmiechu. - Mana zaopiekuje się Tauros, Tauros nie smutny. Mana zrobi nie bolało Taurosa - obiecała bez najmniejszego zawahania. Widać było, że bardzo jej zależało na jego dobru i pozytywnym samopoczuciu. Po czym raz jeszcze przeprosiła za swojego lisa i wyszła z Taurosem, jeśli nikt nie miał nic przeciwko. Naprawdę była gotowa zrobić mu w tej chwili jakieś ziółka, aby się lepiej poczuł, a dla pewności jeszcze spróbuje poprosić duchy o pomoc, by Tauros był szczęśliwy.
Awatar użytkownika
Tauros
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Rzemieślnik , Ochroniarz
Kontakt:

Post autor: Tauros »

Dała mu swoją maskę... Tauros nie mógł w to uwierzyć. Czuł, że ona jest dla niej niezwykle ważna, nie bez powodu się z nią nie rozstawała, a teraz dała ją jemu, żeby zawsze przy nim być. Gdyby tylko mógł, ścisnąłby ją z całych sił. Oczywiście nie zrobił tego, bo połamałby biedactwu kości, ale objął ją jeszcze raz, bo co innego mógł zrobić? W życiu nikt go tak nie wzruszył. Nikt nie dał mu nawet żadnego prezentu i mało brakowało, a naprawdę rozpłakałby się ze wzruszenia. Tymczasem uśmiechnął się i pocałował ptaszynkę w czubek głowy.
- Dziękuję - powiedział. Nagle usłyszał westchnięcie ze strony Marthy, która patrzyła na ten obrazek z boku.
- Och, olać tą kurę. Zwrócisz kiedy indziej, zabierz ją lepiej w jakieś ładne miejsce, a nie na ten hałaśliwy targ. No, już, już, bo cię wykopię - uśmiechnęła się. Naprawdę wolała, żeby nord zabrał swoją czarnowłosą towarzyszkę gdzieś, gdzie było ładnie, a nie pomiędzy wrzeszczących ludzi i obijających się o siebie przechodniów.

Tauros pożegnał się z Marthą i faktycznie nie ruszył w stronę targu. Manę trzymał blisko siebie, tak by nikt, ani nic nie mogło zrobić jej krzywdy. Wyszli spomiędzy tłoczących się obok siebie kamienic i znaleźli się w bardziej pogodnej dzielnicy, gdzie mieszkali bogatsi. Nie było jednak żadnych zakazów i każdy mógł tutaj bez problemu wejść. Przy budynkach często znajdowały się malutkie ogródki z kwiatami. Obejmował Manę ramieniem, nawet tutaj, gdzie ludzi było znacznie mniej. Po dłuższym spacerze dotarli przed wielką, metalową bramę, prowadzącą do Parku Rododendronów. Była otwarta, więc swobodnie weszli na wysypaną kamyczkami ścieżkę. Stare drzewa i młode krzewy nadal obsypane były wielokolorowymi kwiatami.
- Ponoć Rododendronia powstała na terenie, który kiedyś wypełniały tylko takie drzewa. Różaneczniki - rododendrony, nie jestem taki mądry, po prostu ktoś mi o tym powiedział - wyjaśnił szybko. Nie chciał wyjść na przemądrzalca, choć wątpił by to było przy Manie możliwe.
- I... pomyślałem, że może tutaj ci się spodoba - dodał niepewnie. W życiu się tak nie czuł. Trochę szczęśliwy, trochę smutny, trochę jak idiota. Cały czas miał na głowię maskę z piórami. Musiał ją co chwilę poprawiać, żeby nie spadła, ale nie chciał jej zdejmować. Guzik go obchodziło, że każdy się gapił. I tak nikt by mu nie podskoczył.

Weszli głębiej w alejkę, nad ich głowami było słychać cichy śpiew jakiś ptaków. Wielkolud nie wiedział jakich. Ale ważne, że znaleźli się z dala od tłoku i niebezpieczeństw. Poza tym towarzystwo drzew powinno zrobić dobrze jego małej ptaszynie. Wokół było zielono, powietrze jakby zrobiło się lżejsze. No i park, jakimś cudem, był pusty. W oddali widać już było wielką fontannę, którą zbudowano już ludzkimi rękoma. Woda tryskała radośnie w górę i opadała do niskiego basenu. Jej szum było słychać z daleka.
- Podoba ci się? - zapytał.
Awatar użytkownika
Mana
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Harpia
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Mana »

        Maska harpii miała dla niej ogromne znaczenie, gdyż była prezentem od duchów przodków i symbolem jej szamaństwa - całym jestestwem Many i jej ochroną, bo gdy potrzebowała się skryć przed światem, zawsze zsuwała ją na twarz i od razu czuła się pewniej. I choć starała się w ten sposób ukryć przed wzrokiem innych, naturalnie przyciągała tylko jeszcze więcej spojrzeń. Teraz jednak, gdy był przy niej Tauros nic jej nie mogło grozić i była bardzo szczęśliwa. Nie potrzebowała już swojej maski, która dobrze wykonała swoje zadanie i teraz najbardziej przyda się Taurosowi.
        Już zaczęła pomagać!
        Mężczyzna wydawał się nie być już aż tak smutny, może nawet był szczęśliwy, a przez to i Mana była bardziej radosna. Mało brakowało, a z tego szczęścia dosłownie obrosłaby w piórka, zwłaszcza po tym jak została pocałowana w głowę przez olbrzyma. Wiedziała jednak, że poza domem olbrzyma, musi mieć człowiekowe skrzydła i szpony. Nie chciała by Tauros miał przez nią jakieś kłopoty. Bardzo mocno go kochała swoim małym-wielkim serduszkiem.
        - Tauros nie dziękuję. Mana dziękuje, że Mana ma Tauros. Tauros serce przyjaciel Mana - wyszczebiotała radośnie, przytulając się po raz wtóry w ciągu ostatnich dziesięciu minut do norda.
        Widać po niej było, że całkiem zapomniała, że wcale nie byli z Taurosem sami i w jego domu. Zwłaszcza, że zaraz spojrzała zaskoczona na Marthę, zastanawiając się skąd się tu w ogóle wzięła. Kiedy jednak padło słowo "kura", od razu przypomniała sobie, że przecież Rød zjadł z rana pióronoga i przez niego musieli z Taurosem pójść przeprosić sąsiadów - Marthę.
        - Mana nie idzie z Tauros na targ? Tauros nie kupi pióronoga dla Marthy? - zapytała zdziwiona, niby rozumiejąc co kobieta właśnie powiedziała, ale nie miała pojęcia dlaczego mieli nie iść na targ. A może... może Martha wiedziała, że Mana jest szamanką i może myślała, że harpia mogłaby duszę jej kury sprowadzić z powrotem do tego świata? Tyle że niestety były to praktyki złych szamanów i naturianka tego nie potrafiła.
        Spuściła lekko główkę, bo spodziewała się, że Marthcie będzie przykro przez to, że nie mogła jej pomóc odzyskać ukochanego pierzastego przyjaciela. Zastanawiała się przez moment jak powiedzieć to kobiecie, ale nim w końcu nabrała powietrza i odwagi, by w końcu się odezwać, byli już z Taurosem przed domem sąsiadów i szli ulicami miasta. Było naturiance bardzo smutno, że znów tylko narobiła kłopotów i nie była w stanie w żaden sposób nikomu pomóc. Wtuliła się w bok Taurosa z zaszklonymi oczkami.
        - Mana nie może pomoc dla Martha. Mana nie jest zły mana - powiedziała cichutko i podciągnęła noskiem trzymając się blisko Taurosa, ale nie umiała się póki co cieszyć jego towarzystwem. - Mana nie umie obudzić pióronóg. Mana nie zły mana - dodała, uczepiona boku koszuli przyjaciela i przystanęła, a kiedy i Tauors się zatrzymał od razu się do niego przytuliła mocno, chowając twarz w jego ubraniu i się rozżalona popłakała ze swojej bezsilności.
        Wiedziała, że nie powinna płakać tak w środku miasta i że powinna być przy nordzie szczęśliwa i wiecznie uśmiechnięta, by i on był radosny, ale w ogóle nie była w stanie zapanować nad swoimi emocjami.
        - Mana znajdzie zły mana i poprosi zły mana obudził pióronoga - obiecała, myśląc że to naprawi całą sytuację i że w ten sposób uszczęśliwi Marthę. Nawet jeśli duchy i zmarła kura mieliby być na nią po tym źli za ożywienie martwego stworzenia. W ogóle nie przeszło jej przez głowę, że Marthcie mogło chodzić zupełnie o co innego.
        Wypłakała się i w sumie zaraz było wszystko w porządku. Bardziej skupiła się już na tym gdzie szli, a nie na własnych myślach. Poza tym... Tauros miał coś takiego w sobie, że nie potrafiła się zbyt długo przy nim smucić, choć może to właśnie przez to, że chciała, aby sam był szczęśliwy.
        Wkrótce wkroczyli do bogatszej dzielnicy i... Mana od razu przylgnęła do mężczyzny, jakby bardziej obawiała się tego spokoju i ogromnych rezydencji dokoła, niż tłumów i gwaru, z którego właśnie wyszli. W parku jednak odetchnęła z ulgą i aż zamarła, gdy zobaczyła przed sobą przepiękne, kwieciste drzewa, rosnące niemalże wszędzie w zasięgu wzroku. A ten zapach...
        Harpia przystanęła i przymykając delikatnie oczy, nabrała mocno powietrza, upajając się ta przepiękną mieszanką zapachów kwitnących w parku kwiatów. Zachichotała, gwałtownie wypuszczając powietrze, gdy akurat zawiał jej w twarz ciepły zefirek. Roześmiana rozłożyła na boki ręce (a raczej tylko jedną, bo drugą przecież miała złamaną), które zaraz zmieniły się w skrzydła i lekko podskoczyła, zaczynając machać skrzydłami, zachęcona przez ten delikatny podmuch, by poszybować w przestworzach i się z nim pościgać. Niestety ze względu na swój stan oderwała się od ziemi tylko na moment, gdy podskoczyła, ale nic więcej prócz tego. Zamieniła skrzydła z powrotem na dłonie i spojrzała tęskno w ślad za tańczącym między drzewami wiatrem.
        Potrząsnęła energicznie głową i spojrzała na Taurosa, odganiając smutek i zastępując go radością. Nie miała powodu się smucić skoro park był tak piękny, że zapierał dech w piersi. Nawet jeśli nie mogła nacieszyć się tym widokiem tak, jak by chciała.
        - Tauros bardzo mądry. Tauros wie więcej od Mana. I Tauros kowal - powiedziała, patrząc na niego z pogodnym uśmiechem i migoczącymi z zachwytu, czerwonymi oczkami. Była naprawdę szczęśliwa i wdzięczna, że ją tu przyprowadził. Czego najlepszym dowodem powinno być to jak nagle przed nim stanęła i rzuciła mu się na szyję, uwieszając się jej i przytulając z całej siły do niego.
        - Dziękuję, Tauros. Mana bardzo szczęśliwa - mruknęła ogromnie wdzięczna, że tu z nordem była. Dzięki temu już w ogóle się niczym nie martwiła tylko cieszyła się z tego, że go w ogóle poznała.
        Po jakimś czasie poszli dalej w park i Mana myślała, że już nic jej nie zaskoczy tego dnia, naprawdę czuła się wspaniale w tym miejscu, wtulona w Taurosa, ale gdy zobaczyła w dali fontannę, aż pisnęła i puszczając mężczyznę, zaczęła biec w stronę tego murowanego dziwa.
        - Strumień kwitnący! - zakrzyczała podekscytowana, co chwila zbliżając się do fontanny i wracając do norda, by go pociągnąć w stronę znaleziska. - Mana nie wiedziała, że woda rośnie jak drzewo! Mana nie wiedziała, że woda płynie do nieba!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nizina Arkadyjska”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość