Hrabstwo Ascant-Flove[Niewielka wioska i jej okolica] Moje i Twoje nadzieje

Rozległe ziemie powstałe ze względnie niedawnego połączenia dwóch osobnych hrabstw - Ascant i Flove. Mimo, że położone w niedalekim sąsiedztwie Pustyni Nanher same są żyzne i całkiem gościnne, choć ostatnia głowa rządzącego rodu zaniedbała swoje obowiązki, przez co wiele dróg i mostów nadal wymaga naprawy.
Awatar użytkownika
Nimroth
Szukający drogi
Posty: 28
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nimroth »

Wcześniej jakoś nie myślał o tym, ile tak naprawdę wart będzie pełniła przy nim jedna osoba. Ostatnie słowa wypowiedziane przez Sally uświadomiły mu, że ktoś może pilnować go więcej niż jeden raz i miało to dwie strony – dobrą i złą – jak zresztą wszystko. Mógł spróbować dowiedzieć się od nich więcej, bo przecież ciągle zbierał informacje zarówno na temat tej grupy jako całości, jak i te związane z poszczególnymi członkami. Z drugiej strony niektórzy zachowywali się… mniej lub bardziej dziwnie i przez to niektóre części samej ich warty również takie były, a przez to Ni czasem nawet nie był pewien, co powinien zrobić albo powiedzieć, o ile chciał w ogóle się odezwać. Kiwnął tylko głową w odpowiedzi na pożegnanie Sally i od razu poczuł w głowie głos, który podpowiadał mu, że ta dziewczyna raczej nie wytrzyma do czasu, w którym nadejdzie jej druga warta i pewnie przyjdzie tu przynajmniej dwa lub trzy razy, żeby porozmawiać z nim, nawet jeśli miałaby to być krótka rozmowa, albo popatrzeć się na niego i posłuchać, jak rozmawia z kimś innym. Gdy odwrócił wzrok od jednej zmiennokształtnej, spojrzał na drugą, która zmierzała w jego stronę i miała siedzieć w pobliżu przez jakiś czas, aż zbliży się ktoś inny, kto zastąpi ją w roli strażnika ich więźnia. Czyli jego. On był ich więźniem.

Przywitał ją oszczędnym skinieniem głowy. Wcześniej już wyczuł, że akurat ona za nim nie przepada i nie stara się też tego ukrywać, dlatego też pewnie mógłby się zdziwić, gdy zobaczył, że odpowiedziała mu podobnie. Cóż, przynajmniej formalności mieli już za sobą. Nie przeszkadzało mu to, że zachowała pewną odległość, może nawet było to przyjemną zmianą po tym, jak wcześniejsi wartownicy siedzieli o wiele bliżej, może nawet za blisko. Zwłaszcza ostatnia strażniczka. Tak, ona i Jean, która przez chwilę też siedziała obok niego. Nie przeszkadzało mu też to, że Howl nie wyglądała na kogoś, kto lada chwila miał zająć go rozmową, bo przecież Sally przez swoją opowieść pozostawiła go z przynajmniej kilkoma rzeczami, nad którymi chciał pomyśleć. Chociaż głównie chodziło tu o to, żeby odszyfrować, do kogo nawiązaniem są poszczególne pseudonimy z jej opowieści – wcześniej od razu skojarzył już kilka, co do których miał pewność, jednak większość nadal była wyłącznie pytaniami. Niewiadomymi, które ukrywają przed nim prawdziwy sens opowieści i także wydarzenia, o których opowiedziała Sally. Domyślał się, że była to prawdziwa historia, która jedynie została w ten sposób przedstawiona przez zmiennokształtną, a on chciał odkryć to, co przed nim ukryła. Cisza temu towarzysząca - znaczy się względna cisza, bo wokół było słychać odgłosy lasu, a w oddali te, które można było skojarzyć z nieopuszczonym obozem - w ogóle mu nie przeszkadzała. Po dłuższej chwili przemawiania do siebie w głowie i patrzenia się w przestrzeń, jakby chciał samym wzrokiem przebić się przez bujne zarośla, które rosły na drugim końcu polany, w końcu wrócił do tego, co go otaczało – najpierw skierował swoje oczy na strażniczkę i przez chwilę jej się przyglądał. Nie sprawiał wrażenia osoby, która się na nią gapi, bardziej wyglądało to tak, jakby oceniał ją pod względem tego, jak dużym zagrożeniem byłaby wtedy, gdyby miał z nią walczyć. I rzeczywiście właśnie to oceniał.
         – Dlaczego reagujesz na moją obecność tak odmiennie od innych? - zapytał nagle. Właściwie nic nie zapowiadało wcześniej, że postanowi tak nagle się do niej odezwać. Pytanie to przecięło ciszę niczym sztylet gardło ofiary i nie byłoby czymś dziwnym to, że słowa te mogłyby zaskoczyć Howl. Nie przez to, jakie były, a przez to, że w ogóle padły. Po prostu mogła nie spodziewać się, że to on postanowi zacząć rozmowę. Spróbować zacząć, bo nie wiadomo przecież, czy ona w ogóle mu odpowie.
         – Nie zrozumiem mnie źle, bo sam nie wiem, dlaczego większość z was reaguje na mnie z taką… mniejszą lub większą sympatią i mniej lub bardziej chcą mnie też włączyć do waszej grupy i przekonać do tego, że macie rację i powinienem zmienić swoje postępowanie i w ogóle swoje życie – dopowiedział po chwili. Uśmiech na chwilę pojawił na jego twarzy, jednak był on jedynie wykrzywieniem warg, bo nie dotarł do oczu, a przez to wydawał się nie tylko wymuszony, lecz także niekoniecznie na miejscu.
         – A, właśnie. Zapomniałem o tym zapytać na samym początku, ale… Rozumiesz mnie? Czy może nie do końca i nie nauczyli cię wspólnego? - powiedział na koniec, a właściwie zapytał. Po chwili zdał sobie sprawę, że ostatnie słowa z drugiego pytania mogły brzmieć nieco złośliwie, ale nie, żeby się tym za bardzo przejmował. Jeśli Howl uzna, że była tam złośliwość, to ciekawe, jak na to zareaguje. Jeżeli w ogóle zareaguje, bo przecież mogło być też tak, że mogła go faktycznie nie rozumieć. Jego i tego, co do niej powiedział. Wcześniej przecież bardzo krótko rozmawiała z Sally i wtedy obie posługiwały się tym językiem, którego on nie rozumiał.

Awatar użytkownika
Dean
Szukający drogi
Posty: 27
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Dean »

        Przez dłuższy czas obserwowała więźnia uważnie, choć niezbyt nachalnie, a kiedy w końcu uznała, że nie ma co tak siedzieć i czekać aż zrobi jakąś głupotę, odwróciła łeb nieznacznie w stronę zarośli i zajęła się własnymi myślami. W milczeniu.
        Tak, warta sama z siebie mogła jej się nie podobać, ale początek był obiecujący. Wystarczy, że będzie miała lisa na oku, a nikt inny nie będzie musiał się nim przejmować. Dean, Abel i Tiffanthaneru zajmą się w spokoju ważnymi sprawami, reszta przestanie się może obijać i cieszyć towarzystwem kogoś, kto bardziej niż cieszyć powinien ich niepokoić. W sumie tak, podjęła słuszną decyzję. Tak długo jak to nie jej przypadać będą najważniejsze na chwile obecną zadania, tak długo może przy lisie siedzieć i pilnować, by nikt poza nią się nim nie zajmował. Zdecydowanie.

        Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że takie proste to jednak nie będzie. Przynajmniej jedna jeszcze osoba przydała by się jej teraz na tej więziennej polance - taka, która lisołaka potrafiła zrozumieć. Znaczy tfu!, jego język.

        Jak na takiego mamrota, który łączył w sobie trzy kolory radości - czerń, biel i czerwień - wypowiadał się całkiem wyraźnie. Nawet z pewnym stonowanym zdecydowaniem, choć prędzej posądzałaby go o tendencje do niewyraźnych szeptów. Ale nie. Tylko niewiele jej to pomagało. Była ze wspólnym całkiem osłuchana, co nie znaczyło, że faktycznie go znała. No i zrozumieć, a odpowiedzieć to dwie różne rzeczy. Zirytowała się nieco tą próbą kontaktu, która była jej niezbyt na rękę i zmuszała ją do wybierania między szorstkim uciszaniem delikwenta (czego już wiedziała, że nie popierałaby w tej sytuacji Dean) a koślawą i niezręczną próbą odpowiedzi (czego sama nie chciała). Ale po kolei…
Najpierw zrozumieć.

        ,,Dlaczego”… ,,reagujesz”… ,,ty”… ,,ty reagować, dlaczego?”… ,,odmiennie”… ,,odmiennie - inaczej”… ,,innych”… ,,inni”! ,,Ty reagować odmiennie od inni.” ,,Inni - reszta”. ,,Odmiennie od reszty”!
        Uff, to było… łatwe.
        ,,Nie zrozum źle - zrozum dobrze”… ,,sam nie wiem” (hę?)… ,,dlaczego”… ,,was?”… ,,reagować”…
        Oj, oj oj.
        ,,Sympatią” (jaką sympatią!?)… ,,chcą”… ,,włączać”… ,,grupy”… ,,przekonać”… ,,wy mieć rację” (ha!)… ,,powinien ja”… ,,zmiana”… ,,życie”.
        Co najlepszego!?
        I jego uśmieszek wcale tu nie pomógł.

        ,,Zapomnieć”… ,,początek”… ,,ja zapomnieć, gdy był początek”
        ,,Rozumiesz mnie?”
        No właśnie nie!
        ,,Nie do końca”… ,,nie zupełnie”!…. ,,wspólny”.
        Och, ten przeklęty język bezsierstnych!

        Dużo pytań ze strony tego lisa, ale resztę wypowiedzi można by w zasadzie zignorować. Tylko jak mocno inne jego zdania łączyły się z pytaniami? Może zawierały w sobie do nich podpowiedź, skoro razem były częścią jednej większej całości?
        Mruknęła coś cicho i odwróciła się w jego stronę, wyraźnie się namyślając. Nie traciła czujności, ale pochyliła się lekko, nawet nie próbując udawać, że nie ma problemu ze zrozumieniem. Było to i tak nazbyt oczywistym, a i wolała już teraz postawą zasugerować, że skoro kosztuje ją to tyle wysiłku, nie będzie się męczyć za każdym razem. Więc jeżeli nie potrafi po ichniemu to niech milczy i czeka. Nie został zabrany tutaj na wakacje, do kroćset!
        Spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem, ale że tliła się w niej jeszcze odrobina dobrej woli, odetchnęła i pomagając sobie gestami spróbowała jakoś mu odpowiedzieć.

        - Ja. - Przyłożyła rękę do piersi. - Nie lubić. - Wskazała na lisa. Nie chciała być przy tym wredna, tak jak i on wcześniej nie chciał być złośliwy, ale nie zamierzała się do niego przymilać. Wolała jasno przedstawić swoją niechęć i liczyć na to, że pomoże to obcemu na dobre się uciszyć. Przynajmniej na czas trwania jej warty.
        - Oni być głupi dla ty - fuknęła zaraz bez ogródek, jawnie okazując swoją dezaprobatę zarówno dla lisa, trzymania go tutaj, jak i postawy swoich towarzyszy. Normalnie nigdy nie krytykowała ich w rozmowie z obcymi, ale niestety tym razem ich zachowanie było zbyt oczywistą przesadą nawet dla pojmanego. Skoro więc oni tak bardzo podkreślali swoją dla niego sympatię, ona powinna przypomnieć mu, że nie wszyscy dali się ponieść entuzjastycznym wizjom. Nie. Ona miała na oku zarówno jego, jak i ich. Myślała trzeźwo za całą resztę (wybacz Dean!) i nawet jeżeli będzie stawał na rzęsach, nie pozwoli mu wykorzystać ich naiwnego optymizmu i dobrej woli. Jeden zły ruch, a jego głowa potoczy się prosto pod nogi Sally. Wszystkim to wyjdzie na dobre.
        - Ja patrzeć - podkreśliła, odchylając łeb z dumą oficera wygranej armii, ale zaraz przyjęła pozycję nieco wygodniejszą i zdystansowawszy się od zagadnienia rzuciła:
        - Nie gadać. Uczyć dialektu.
        Podałaby mu była słownik, ale niestety nie posiadała przy sobie.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Hrabstwo Ascant-Flove”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość