Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max parsknął – podobało mu się poczucie humoru Avellany. Miała dystans do siebie i umiała szybko rzucić błyskotliwą ripostą – tak jak z tą alergią na pomyłki. No i nie robiła histerii o te włosy, co pewnie niejednej dziewczynie by się zdarzyło. Szkoda, że tempo rozgrywki nie pozwalało im by się zatrzymać i spokojnie pogadać – miło byłoby poznać ją bliżej. Ledwo jednak zakończyli jedno zadanie, już musieli pędzić do kolejnego. Albo tak jak teraz, podążać za strzałkami w nadziei, że to była już ta ostatnia i czeka na nich nagroda a nie jakaś niespodzianka.
        Chociaż nie – chwilę później, gdy Maximilaan zadarł z lokalnym stróżem prawa, bardzo intensywnie modlił się w duchu, by w środku wyłowionej skrzyneczki było jednak jakieś świństwo. Nic co zrobiłoby facetowi krzywdę – aż tak małostkowy nie był – ale coś, przez co bałby się wrócić na posterunek, by koledzy go nie wyśmiali. Różowe włosy byłyby naprawdę pożądane…
        - Jak wąż to bez głowy – ocenił zaintrygowany drakon, gdy Avellana próbowała nazwać to, co wychynęło spod skrzyneczki na twarzy strażnika. Trochę zrobiło mu się głupio, bo obawiał się, że jednak zrobili temu złośnikowi jakąś krzywdę, ale gdy zbliżył się do niego razem ze swoją towarzyszką, w mig pojął, że to jednak była słodka zemsta. Trąba!
        - To za wścibianie nosa w nieswoje sprawy! – oświadczył stanowczo, gdy Avell już odciągała go od fontanny. Pośpiesznie złapał swoje buty i na bosaka uciekł, bo był już odciągany z tego miejsca przez Avellanę. Gdyby chodziło tylko o nie to nie odpuściłby tak łatwo, bo zdawało mu się, że ten typek nie odebrał jeszcze lekcji, ale nie chciał robić problemów swojej kompance. On by się jeszcze wykpił, zasłaniając się służbą w pałacu, ale ona mogłaby mieć kłopoty… Niech więc strażnik pielęgnuje swoją nienawiść, a oni wrócą w tym czasie do rozwiązywania swoich zagadek.
        Już ma moście Max w pierwszej chwili przystanął, by otrzepać stopy i z powrotem założyć buty. Balansując na jednej nodze wyjrzał za barierkę, bo Avell właśnie zwróciła mu uwagę na kolejne strzałki. Sapnął, bo prawie stracił przez to równowagę. To był jednak już drugi but, więc gdy tylko poprawił nogawki, mógł w pełni poświęcić uwagę zagadce.
        - Sądzę, że „trafię albo nie trafię” – ocenił. – Te strzałeczki zupełnie niczym się nie różnią. No ale cóż, miejmy już to za sobą. Przy pierwszej parze oberwałaś ty, przy drugiej udało się zgonić na strażnika, więc teraz pora na mnie. Którą wybieramy? Ja obstawiam tę, wcześniej poszedłem w prawo i miałem szczęście, więc teraz liczę, że ponownie się uda.
        I to powiedziawszy Max zszedł z mostu, by zajrzeć pod niego. Nie chciał już włazić do wody i unikał tego tak długo, jak tylko było możliwe, jednak jeśli musiał… Cóż, życie. Narzekając pod nosem zdjął ponownie buty i wlazł do tego strumyczka.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 62
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

- Też tak uważam, zaryzykujmy – stwierdziła Avellana. W końcu wybranie strzałki po prawej samo w sobie brzmiało jakoś tak… prawo.

Upadła pozostała na moście zerkając zza barierki, jak Max pcha się do chłodnej wody strumyka. Zastanawiało ją czy jeśli źle wybrał, to oboje skończą w różowych włosach czy może stanie się coś innego. Spoglądając na powoli ciemniejące niebo, również zaczęła się zastanawiać czy reszta uczestników sobie radzi i jak długo ma trwać ta zabawa.
Tymczasem drakon zaglądający pod most mógł dostrzec dwa mieszki, po obu stronach, które wskazywały strzałki. Praktycznie niczym się nie różniły, nawet ich zgięcia sugerowały, że są wypełnione tym samym w takim samym układzie, jak dwie krople wody. Niestety wisiały powieszone o deski mostu w taki sposób, że z brzegu nie było możliwe ich dosięgnięcie.
Na dodatek dość niespodziewanie naprzeciwko Maxa pojawił się jakiś mężczyzna, który najwyraźniej także bawił się w te zagadki, sądząc po owadzich czółkach wyrastających mu z czoła, które z irytacją próbował odgarnąć niczym kilka denerwujących kosmyków, przesłaniających mu widok. Też wszedł do wody. Wyglądał dość mizernie, ale sądząc po lekko widocznych zmarszczkach na twarzy i krótkiej, ale gęstej brodzie na pewno miał swoje lata. Tuż za nim w wodzie stał drugi jegomość - ten był grubszy i całkowicie łysy. Oboje nie wyglądali na zadowolonych z wpadnięcia na konkurencję.

- To znowu wy! – krzyknął ten drugi, choć jego głos brzmiał jak u małej dziewczynki.
- Tym razem nam nie sprzątniecie monet sprzed nosa – powiedział triumfalnie chudzielec i szybkim ruchem ręki połączonym z widowiskowym skokiem do góry pochwycił mieszek.
- Ej! Byliśmy tu pierwsi – zawołała zirytowana Avellana, patrząc na nich z góry. Zwłaszcza że wcześniej przy żadnej zagadce nigdzie ich nie widziała. Nawet nie była świadoma, że do jednego zadania może być skierowane więcej par. Choć uczestników było dość sporo, co mogło tłumaczyć to, jak postąpił organizator.
- Nic z tego, ślicznotko! – Otworzył worek i niestety znalazł złote monety.

Piekielna pod wpływem emocji zbiegła z mostu i wskoczyła do strumyka w celu zdobycia drugiego mieszka. Nie otworzyła go jednak, a zamachnęła się z całej siły i rzuciła w złodzieja. Trafiła, a zawartością okazał się rój pszczół albo czegoś w tym rodzaju. Natychmiast pożądliły chudzielca, a w tych miejscach na jego ciele powyrastały kwiatki. Zdezorientowany próbował odgonić owady i upuścił worek z monetami.

- Max! Monety! – zawołała.

W tym momencie ten drugi, wielki mężczyzna zrozumiał o co chodzi i również ruszył biegiem po upuszczony skarb. Jego znaczna nadwaga niestety działała na niekorzyść i nie zdążył przed drakonem. Na dodatek w tym momencie pojawiło się czerwone światełko. Nie, chwila, pomarańczowe tym razem.

- Hmm… - zamyśliła się na głos Avellana.
- HEJ! – rozległ się na dodatek głos wcześniej wykiwanego strażnika miejskiego. Nadal miał trąbę i wyglądało to komicznie, gdy tak mu majtała podczas biegu. Tylko że w tym momencie upadłej nie było, aż tak do śmiechu. Przebiegła ponownie na drugą stronę mostu i podała pradawnemu dłoń, aby jakoś szybciej się stąd zmyć. Troje na dwoje to zdecydowanie niesprawiedliwa walka.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max już się naprawdę nie zastanawiał co go może spotkać, jeśli tym razem źle wybierze strzałkę. Mógłby mieć różowe włosy (choć wolałby fioletowe), mogła mu też wyrosnąć trąba, nie ma problemu - nie tak dawno ubrany w samą babską bieliznę był napastowany przez bibliotekarkę, tego naprawdę nic nie przebije. No chyba, że przyjdzie mu tym razem paradować z gołym tyłkiem przez ulice miasta - to mogłoby być problematyczne. Już przed chwilą wymknął się straży, nie chciał tego powtarzać, bo tym razem mogłoby być trudniej, a za taki skandal mogliby go wyrzucić z roboty… Na Prasmoka, trzeba było zostać na rynku i pić piwo. Mógłby wtedy na spokojnie uwodzić Avellanę i może już by mu się coś udało osiągnąć, a tak…
        - No chyba ci gorzej! - prychnął drakon, instynktownie przyjmując zaczepną pozycję, gdy dwóch przeciwników próbowało z nim dyskutować i robić mu wyrzuty. Nie bał się konfrontacji - miał przed sobą starucha i grubasa, nie mieli z nim szans, nawet jakby się we dwóch na raz na niego rzucili. Nie przewidział jednak, że jeden z nich zdecyduje się nie likwidować przeciwnika tylko od razu sięgnie po nagrodę.
        - Ej, trochę kultury, robalu! - zirytował się, gdy tamten zwrócił się do Avellany w dość pejoratywny sposób. I to go zgubiło, bo gdyby nie wdawał się w pyskówkę, mógłby go powstrzymać przed złapaniem tamtej sakiewki… Wyrwałby mu ją, ale w sumie nie musiał - jego towarzyszka wtrąciła się w wielkim stylu i wytrąciła mu zdobycz z ręki. Max zareagował praktycznie od razu, rzucając się na kolana i zbierając wszystkie monety, które miał w zasięgu wzroku. W pierwszej kolejności buchnął mieszek, w którym było najwięcej pieniędzy z gry, a później zaczął z błota wybierać resztę. Grubas - piszcząc jak dziewczynka - próbował mu przeszkadzać, ale w tym zamieszaniu nie za dobrze mu to szło. Zresztą drakon był w tym momencie bezczelny i zamiast dać mu uszczknąć chociaż trochę ze skarbu, pchnął go w ramię i przewrócił do wody.
        - To nic osobistego! - zawołał, słysząc przekleństwa i obelgi pod swoim adresem. - I jestem zajęty! - dodał, bo został nazwany w którymś momencie “pięknisiem”.
        Interwencja Avellany cudownie zbiegła się z momentem, gdy strażnik pałacowy wyłuskał z mułu ostatnią monetę, którą był w stanie dostrzec. Dlatego też nie stawiał oporu, gdy go pociągnęła. Szybko wstał, złapał swoje buty i trzymając je w garści, pobiegł za światełkiem śmiejąc się i wykrzykując obelżywe hasła pod adresem przegranych i lokalnej władzy. Bez urazy - był niby strażnikiem pałacowym, ale większość życia spędził w slumsach i półświatku, nie grzeszył przez to kulturą.
        Pościg nie ruszył za nimi. Znaczy: ruszył, starał się, ale cała trójka bardziej sobie przeszkadzała niż pomagała i przez to wrzeszcząc i odgrażając się jeden drugiemu bardziej się potykali i popychali, niż faktycznie parli do przodu. Przez to zwycięska para zdążyła zwiać i zniknąć im z oczu.

        Światełko prowadziło ich bardzo precyzyjną drogą, trzymając się nisko ziemi i zapuszczając się w wąskie uliczki, które nawet drakon ledwo kojarzył, choć z reguły twierdził, że zna to miasto jak własną kieszeń. To były jednak jakieś zaułki między domami, tak wąskie, że czasami ktoś o jego postawie musiał iść bokiem. Wszędzie stały skrzynie, jakieś wory, dziwne pakunki, a po bruku walały się śmieci. Co za okolica…
        Tymczasem światełko doprowadziło ich do ślepego zaułka. Para dobiegła do ściany, pod którą piętrzyły się przeróżne śmieci, a ze studzienki ściekowej kawałek przed tym wszystkim unosiła się para. Błyszczący pomarańczowy punkt zakręcił się w tym miejscu, po czym rozdzieli się na trzy mniejsze światełka - jedno przebiło się na wylot przez śmieci przed nimi, drugie przeleciało nad tym wszystkim, a trzecie wniknęło w kratkę ściekową i zniknęło.
        - No dobrze… - mruknął Max, przeczuwając co się święci. Miał od razu zaproponować rozwiązanie, lecz w tej chwili usłyszał łomot za nimi. Obrócił się gwałtownie i złapał Avellanę, by schować ją za sobą. Nagle w zaułku zrobiło się ciemno, ale nie przez to, że ktoś zgasił uliczne lampy - po prostu jakimś cudem wejście w uliczkę zablokował wóz z bardzo wysoką paką.
        - Rozumiem aluzję - mruknął Max. - No to… Musimy iść przed siebie, nie mamy możliwości się wycofać - ocenił.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość