Duch nauki.


Miasto Teravis położone w środkowej części Równiny Magenar otoczone jest zewsząd grubym murem, z pomarańczowej cegły. Jako, że z każdej strony narażone jest na najazdy posiada tylko jedną bramę wjazdową strzeżoną dzień i noc przez dziesiątki strażników.

Postprzez Iru » Wt sie 07, 2018 12:49 pm

        Zdaniem Iru był to jeden  z najlepszych dni w jej życiu. Wracała do domu. Do miejsca gdzie się wychowała i gdzie życie było dużo prostsze. Z daleka od kamiennego potwora, murów i sztucznych dylematów stwarzanych przez zbitych w gromadę ludzi. Wolne przestrzenie wokół niej sprawiały, że umysł i ciało szamanki reagowało szybciej, sprawniej i bez wysiłku. Na Bezkresnych Równinach problemy rozwiązywały się same. Nareszcie wszystko stawało się sensowne, logiczne i zgodne z naturą. Na przykład Fioletowa i jej umiejętność latania. Crewil mógł się temu dziwić i snuć wywody na temat rzeczy, które przeczą nauce, ale dla szamanki, unosząca się w powietrzu Melika była po prostu bardziej kompletna. Pełniejsza, o ile można był użyć takiego słowa w stosunku do drobniutkiej istotki. Pyłki powinny fruwać i tyle. Jeśli cokolwiek było tu głupie i niedorzeczne to fakt, że latający powóz zwijał się w kulę zamiast rozkładać szeroko skrzydła, tak aby łapać weń więcej powietrza.
        - Wyglądasz ślicznie – z uśmiechem na twarzy stwierdziła Iru.
        Dziewczyna zachowywała wyjątkowy spokój, tak jakby nie zagrażało im żadne niebezpieczeństwo. Póki co ich balon nie spadał, a raczej delikatnie zsuwał się ku ziemi, prąc przed siebie z dużą prędkością. Z każdą chwilą szamanka coraz wyraźniej widziała źdźbła wysokich traw, pochylających się pod wpływem wiatru. Obraz ten cieszył jej serce. Wszystko było takie jak zapamiętała. Żałowała jedynie, iż w pobliżu nie znajdowało się wielkie stado dzikich koni, które mogłaby pokazać Pyłkowi. Z tej wysokości ów widok byłby zachwycający. Tymczasem Crewil uwijał się w pocie czoła, nieustanie coś skręcając, przesuwając, ustawiając, regulując, a przy tym wydając sprzeczne komendy. Na przykład tą, aby wyrzucić wszystko to co jest zbędne a waży zbyt dużo, czyli inaczej rzecz ujmując pozbyć się dokładnie tych samych przedmiotów, które wcześniej Fioletowa wkładała do bali.
        Początkowo Iru zamierzała protestować, ale po namyśle doszła do wniosku, że być może dla chłopaka jest to jakieś rytualne pożegnanie się  z dawnym życiem. Skoro teraz był wolny, to musiał uznać, że wszystkie te bezużyteczne przedmioty nie będą go ograniczać. Szamanka ochoczo pozbywała się sztuka po sztuce zawartości crewilowych tobołków, tym samym tworząc na ziemi wyraźną wskazówkę dla kobiety, która podążała ich śladem. Ostatnią rzeczą, którą zrobiła było odcięcie liny z nieszczęsnym Feline przywiązanym do jej drugiego końca. Iru pozbyła się balastu w momencie, gdy balon znajdował się kilka staj nad ziemią, także upadając z tej wysokości herold raczej nie powinien wyrządzić sobie krzywdy. A przynajmniej nie większej krzywdy niż wszystkie te, które zdołał doświadczyć dotychczas.
        Wędrująca Miska pędziła przed siebie, bardzo powoli tracąc wysokość, w skutek czego mężczyzna szybko zniknął im z pola widzenia. Patrząc z boku można było odnieść wrażenie, iż przyczepiona do burty drobna Melika jest tu siłą napędową pchającą balon do przodu. A może to wiatr cieszył się z ich szczęścia, dając tym samym upust swojej radości?
        - Trzeba wysiadać – stwierdziła szamanka, nie mogąca się doczekać kiedy wreszcie dotknie swoimi bosymi stopami chłodną, wilgotną glebę. Iru nie znała się na lotnictwie, bardziej intuicyjnie niż naukowo wyczuwając, że sam moment lądowania może być dość twardy. Poza tym kierowała się własną niecierpliwością i doświadczeniem, które podpowiadało jej, aby nie ufać rzeczom zbudowanym przez Crewila. Jego wynalazki miały tą wspólną cechę, że zwykle nie posiadały hamulców albo też te w nich nie działały. Szybko ocena sytuacji pozwoliła dziewczynie stwierdzić, że o ile Fioletowa raczej poradzi sobie sama to, chłopakowi trzeba będzie pomóc.
        - Chodź – stwierdziła, po czym ignorując protesty wynalazcy spróbowała usadowić go na grzbiecie Skoczka. – Nie bój się „ile koń ma nóg oczy”. Trzymaj się grzywy, a wszystko będzie dobrze. Dacie radę. Skoczek nie bez powodu posiada swoje imię.
Avatar użytkownika
Iru
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » Wt sie 28, 2018 5:05 pm

        Kobieta w czerni bez słowa pędziła konno wzdłuż szlaku najróżniejszych przedmiotów wyrzucanych z balonu. Nie powiedziała nic gdy wśród nich dojrzała zestaw bezcennych śrubokrętów Crewila, mosiężną kulę zabezpieczoną kłódką czy lekko naddarty, kobiecy gorset (używany zapewne do celów naukowych!). Jej brew powędrowała lekko w górę, lecz był to jedyny przejaw emocji malujących się na pięknej i niepokojąco drapieżnej twarzy. Wykonywała już dla Protektora dziwniejsze zadania, a śledzenie grupy dzieciaków po “okruszkach” uprzejmie zostawianych dla niej na drodze na pewno nie należało do tych najbardziej nietypowych czy niebezpiecznych. Och, nie miała złudzeń, że dzieci nie zdawały sobie sprawy z jej obecności. Jeszcze przez jakiś czas zamierzała utrzymać je w tym stanie.

        Melika kiwnęła głową w odpowiedzi na komplement i wywinęła kolejnego kozła w powietrzu. Zerknęła w dół, a widząc odciętego Felina, lecącego bezładnie w stronę ziemi, wzięła sprawy w swoje ręce. Może nie lubiła tego typka, ale mimo wszystko nie chciała żeby za mocno się potłukł. Wydęła fioletowe policzki i dmuchnęła lekko, a wir powietrza osadził go delikatnie na ziemi. Na tyle delikatnie by nie zafundować mu żadnych nowych urazów, jednak wystarczająco stanowczo, żeby mężczyzna przez jakiś czas odczuwał niechęć do latania.

        Kobieta zatrzymała się nad nieprzytomnym heroldem i skrzywiła z niechęcią krwistoczerwone wargi. Lord nie powinien dobierać sobie ludzi wśród takich nieudaczników jak Feline, a już z całą pewnością nie powinien zlecać im bardziej znaczących zadań. Dobrze, że ten przebiegły skąpiec miał przynajmniej tyle oleju w głowie, żeby do obserwacji i... skierowania młodego wynalazcy na właściwe tory wynająć zawodowca. Ją. Splunęła na ziemię obok mężczyzny i popędziła konia. Nie zamierzała tracić celu z oczu, a znikający za linią horyzontu balon mógł stwarzać takie ryzyko. Co prawda młody Rudhof z całą pewnością poruszał się w dziczy jak słoń w składzie porcelany, ale towarzyszyła mu ta czarnowłosa dzikuska, która najpewniej dobrze znała okoliczne tereny. Należało zachować czujność.

        Tymczasem balon pędził coraz szybciej ku ziemi, tak jakby nie mógł oprzeć się jej urzekającemu, zielonemu pięknu. Melika przez chwilę obserwowała Skoczka, który potężnym susem, z wrzeszczącym Crewilem na grzbiecie wybił się w powietrze. Jego grzywa uniosła się majestatycznie, a mięśnie napięły, tak jakby faktycznie zamierzał polecieć. “Brakuje mu tylko skrzydeł", pomyślała, uśmiechając się lekko, “Wtedy mógłby być pegazem!”.
        Szybko jednak z powrotem skierowała swoją uwagę na balon, który z głośnym hukiem uderzył o ziemię. Przedziurawiona czasza z jękliwym sykiem opadła w dół, a dziewczynka złapała w medalion świst powietrza i furkot materiału. Coś mówiło jej, że tam gdzie zmierzają, taki dziwny odgłos może się jeszcze przydać. Balia zgniotła swym ciężarem długie, zielone źdźbła trawy i w końcu zatrzymała się, jakby w zamyśleniu nad tym, czy wypada jej teraz wybuchnąć. Coś skwierczało pod spodem.
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Pt sie 31, 2018 11:15 am

        Crewil był przerażony. Lubił konie, pod warunkiem, że były to konie mechaniczne. Żywe zwierzęta starał się omijać szerokim łukiem, chociaż pewnego razu, widząc że Iru do jazdy na Skoczku nie wykorzystuje siodła, postanowił zaradzić temu ewidentnemu zaniedbaniu, projektując dla dziewczyny najbardziej zmyślne siedzisko jakie widziała ludzkość. Z profilowanym oparciem, sprężynami amortyzującymi wstrząsy, obiciem, które się nie wyciera wskutek użytkowania, komfortowym wypełnieniem, a nawet drabinką do łatwego wsiadania i schodzenia. Niestety wszystko to zostało w jego domu. Nigdy zresztą nie będąc użytym, przegrywając rywalizację ze zwykłym starym kocem. Powyższe zdarzenie jedynie potwierdzało teorię wynalazcy, mówiącą o tym, że na Bezkresnych Równinach czeka ich rychła śmierć. A on będzie tym, którego kostucha dopadnie pierwsza.
        Chłopak przeczuwał, że będzie źle, jednak nie miał ani chwili czasu by przygotować się na czekające go niespodzianki. Zresztą gdyby dać mu i kilka dni, nie wiedziałby co robić. Gdy tylko Skoczek dał susa do przodu, ciało Rudhofa zachowało się tak jakby zostało w miejscu, zapominając zarówno o koniu, jak i o tym, że w swoich dłoniach trzyma lejce. A potem zaczęła działać czysta fizyka. Chłopakiem nagle gwałtownie szarpnęło, chwilę później jego nos zaliczył bolesny kontakt z grzbietem wierzchowca, stopy znalazły się gdzieś daleko za ogonem, a całe ciało przyjęło pozycję, której pozazdrościłby mu niejeden mnich, latami pracujący nad elastycznością kończyn. Za to Crewilowi nie było do śmiechu. Jakimś cudem w układzie koń–jeździec, wynalazca wciąż znajdował się na górze. Sam Skoczek również wydawał się tym zaskoczony, odwracając swój łeb, z wymalowanym na chrapach pytaniem „co ty tu jeszcze robisz?”. Na szczęście koń doskonale wiedział jak zachować się w podobnych sytuacjach. Energicznie podrzucił swój zad, odsyłając Crewila tam gdzie jego miejsce.
        Wynalazca wiedział, że zginie, ale w najgorszym scenariuszu nie przypuszczał, że przed tym przyjdzie mu tak cierpieć. Najwyraźniej zrządzenie losu miało dla niego przygotowanych znacznie więcej atrakcji, jako że i z tego upadku pozwoliło mu wyjść w jednym kawałku. Zresztą ból, nawet ten najbardziej dotkliwy, nie był czymś co mogło złamać Rudhofa. Za to blokada twórcza brzmiała niczym najgorsza z tortur.
        Powoli podnosząc się z ziemi, Crewil z trwogą rozejrzał się wokół siebie. Z prawej strony miał trawę, rozciągającą się aż po horyzont. Po lewej również trawa, zadawało się, że w jeszcze większej ilości. Tuż za nim stał Skoczek, beztrosko konsumując roślinę, której wynalazca bał się nawet nazwać. Chłopak nie wierzył w istnienie piekielnych otchłani, ale jeśli rzeczywiście jest gdzieś w świecie miejsce, w które odsyła się potępione dusze, to musi być one równie monotonne jak to, w którym właśnie się znalazł. Nawet najbardziej błyskotliwy umysł może czuć się pokonany gdy do dyspozycji ma tylko zielsko.
        - Już po nas – na głos powiedział Crewil. Dopiero teraz uświadomił sobie jak wielkim błędem było wyrzucenie z balonu wszystkiego co nie przypominało trawy. Nawet szczątki jego powietrznego statku, zamiast wybuchnąć jak na porządny wynalazek przystało, jedynie tliły się żałośnie, pogrążone w depresji.
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » Pt wrz 14, 2018 11:34 am

        Iru nie posiadała się ze szczęścia. Rozpierało ją poczucie wolności. Dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo tęskniła za Bezkresnymi Równinami. Ciągnące się w nieskończoność przebywanie w trzewiach „murowanej bestii”, sprawiło iż szamanka zapomniała jakim cudownym uczuciem jest zapach traw, ciepło promieni słonecznych padających na jej twarz, czy tez niczym nie zmącony widok tysięcy gatunków kwiatów, ciągnący się po horyzont. Przepełniona radością dziewczyna postanowiła najpierw porządnie wytarzać się wśród roślin, po to by całość popisów zakończyć nakreśleniem na ziemi idealnego orła, odciśniętego przy pomocy ruchów kończyn.
        - Nareszcie! Spójrz Pyłku, tu jest po prostu fan-ta-sty-cznie! To najlepszy dzień w moim życiu! - Krzyczała Iru, podkreślając swoje myśli donośnym „Juuuupi.”
        Skoczek również manifestował swoje zadowolenie, ochoczo kłusując wokół swojej pani i jej pomocników. Koń nie mógł się doczekać kiedy to dane będzie mu popędzić w pełnym cwale prosto przed siebie. Jedynie Crewil wyglądał na nieco przybitego. Iru nie przejmowała się tym za bardzo. Zdawała sobie sprawę że musi minąć kilka dni, zanim skóra chłopaka przybierze bardziej zdrowych kolorów, a jego serce przepełni się energią. Najważniejsze że w przypadku wynalazcy proces zdrowienia już się już rozpoczął.
        - O nic się nie martw, wszystko wam pokaże. - Zapewniała szamanka. – Stada dzikich koni, olbrzymiego stepowego bawoła, gorące źródła, słońce kryjące się za horyzontem, psotną chichotkę po nadepnięciu której  w powietrze wzbija się barwny pył zmieniający usposobienie nawet największego ponuraka, piaskowe burze, mgły, tęcze, czy drzewa mądrości, a przede wszystkim obozowiska mojego plemienia. Wszystko co tylko sobie zamarzysz. Jeśli chcesz naucz ecie też polowania i orientacji w terenie.
        Powrót w rodzinne strony wywołał u Iru nie tylko olbrzymi entuzjazm, w wyniku którego miała ochotę chwycić w swoje palce knociki ust Crewila i podnieść je ku górze, tak aby przez chwilę i chłopak pozostał uśmiechnięty, ale co ważniejsze niemal automatycznie wyczuliły się wszystkie zmysły szamanki, na nowo przestawiając się w tryb przetrwania.  Świeże powietrze sprawiło że cały organizm dziewczyny funkcjonował szybciej, a nagromadzona w nim energia musiała znaleźć jakieś ujście, miedzy innymi dlatego Iru miała ochotę, tańczyć, skakać i krzyczeć z radości, pozostając jednocześnie wyczuloną na każde ewentualne niebezpieczeństwo. Dlatego tez po chwili namysłu spytała wynalazcę.
        - Możemy ruszać już teraz, ale jeśli chcesz możemy też poczekać na jeźdźca galopującego za nami. Tego o tam. – Iru wskazała kierunek z którego dojrzała nieznajomą.  Ścigająca ich kobieta na chwilę się zatrzymała, tak jakby próbowała ustalić właściwą drogę. Teraz gdy nie miała przed sobą wskazówki w postaci unoszącego się balonu, musiała kierować się przedmiotami wyrzuconymi na ziemię, a te dość często ginęły w wysokiej trawie.
        - Mogę po niego pojechać, albo Pyłek poleci i tutaj zaprosi. A ty w tym czasie może … hmmm podziwiaj widoki. – Zaproponowała Iru.
Avatar użytkownika
Iru
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » Pn wrz 17, 2018 9:23 pm

        Melika słuchała w zachwycie rzeczy wymienianych przez Iru, nie mogąc się już doczekać, kiedy je zobaczy. Olbrzymi bawół, chichotka, drzewa mądrości! Niemal widziała je oczyma wyobraźni, choć nie miała pojęcia jak wyglądają. Nie przeszkodziło jej to pogrążyć się w marzeniach o miejscach dziwnych, magicznych i tajemniczych. Dołączenie do tej śmiesznej pary było najlepszą decyzją, jaką ostatnio podjęła! Ciekawe czy drzewa mądrości są równie ładne co świetliki, które widziała, gdy poznała krasulę Urzaklabinę? Chciała zapytać o to szamankę, jednak jej propozycja jeszcze bardziej ją zaintrygowała.
- Chciałabym się nauczyć orientancji w terenie - powiedziała pogodnie, przysuwając się do ciemnowłosej dziewczyny. Skoczek brykał radośnie dookoła, rozkoszując się rozciągającą się jak okiem sięgnąć, soczyście zieloną trawą. Fioletowa z przyjemnością łapała w dłonie te źdźbła, które sięgały jej pasa, napawając się ich przyjemną, ciepłą fakturą.
        Gdy Iru wspomniała o jeźdźcu, maie odruchowo podążyła za jej spojrzeniem, dostrzegając kobietę na odległym wzgórzu. Wyglądała niczym kropla atramentu upuszczona na morze traw. Jej czerń zdawała się zasysać otaczające ją kolory, na wzór czarnej dziury w źrenicy Prasmoka. Dziewczynka przekrzywiła głowę i zaintrygowana przyglądała się nieznajomej. Z tej odległości nie mogła widzieć wyrazu jej twarzy, lecz gdyby go dostrzegła, ujrzałaby jak czerwone usta wykrzywia grymas złości, a kobieta przeklina do siebie
- Do diabła sodomity i siedmiu nierządnic! Wiedziałam, że ta czarna sprawi mi kłopoty. Zauważyła mnie… Cóż, dzieci! - jej głos zmienił się z zimnego i nieprzyjemnego, w melodyjny i miły - Ciocia Eris przyszła w odwiedziny!
Popędziła konia, kierując się bezpośrednio w stronę gromadki i wraku rozbitego balonu. Zaraz Rudhof zorientuje się, że go namierzyła i zacznie w panice uciekać. Jeśli chciała dołączyć do ich ekspedycji, musi to zrobić teraz. Zamierzała rozegrać to tak, by dzieciaki nie wiedziały, że ma je zlikwidować, jeśli nie będą szukać kamienia. Przynajmniej na razie.
- Kto to jest? - zapytała Mel. Nie bała się nieznajomej, nie zrozumiała bowiem gróźb Lorda Protektora. W jej pamięci kołatał się za to fakt, że mają coś znaleźć w tym przepięknym morzu traw.
- Jak możemy ci pomóc w poszukiwaniach? - zapytała załamanego Crewila, wykazując się wyjątkowo dużą (jak na siebie) trzeźwością umysłu.
- Nie martw się. Razem sobie poradzimy.
Uśmiechnęła się miło i wyciągnęła rękę, powodując że pyłki z wystających tu i ówdzie kłosów uniosły się w górę, tworząc wokół niej złotą spiralę. Dmuchnęła w stronę chłopaka, chcąc go rozweselić, a efekt był taki, że złoto osiadło na ciemnych włosach i piegowatych policzkach.
- Wyglądasz uroczo - oznajmiła zadowolona z siebie i wróciła do obserwacji nieznajomej. Dostrzegała coraz więcej detali - czarny, obcisły strój jeździecki, bardzo blade dłonie, burzę czarnych włosów i czerwone usta. Pędziła na czarnym koniu, równie niepokojącym jak ona sama, oczywiście gdyby maie znała pojęcie niepokoju.
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Cz wrz 20, 2018 11:07 pm

        Crewil postanowił walczyć z ogarniającą go depresją. Wszędzie gdzie spojrzał widział czekające na niego zagrożenie. Był przekonany, że jeśli nie zabije go monotonia, trawy, palące słońce, brak wody, głód, trawy, drapieżniki, bezlitosne plemiona tubylców, jeszcze więcej traw, czy sięgające po niego macki rozwścieczonego Lorda Protektora, to zrobią to naiwne uśmiechy towarzyszących mu dziewcząt. Z drugiej strony był przecież mężczyzną. Powinien wziąć się w garść. To na jego barkach spoczywał teraz los całej wyprawy. Co więcej był również człowiekiem nauki, a to właśnie nauka stanowiła fundament zdolny poskromić siły natury. Wynalazca uznał że najlepiej zrobi jeśli niesprzyjające warunki początkowe, potraktuje jako wyzwanie. A on przecież uwielbiał wyzwania. I jak do tej pory zawsze dawał sobie z nimi radę.
        - Przestań! – Powiedział do chichoczącej Iru, a chwilę później zwrócił się również do Mel. – A ty tym bardziej przestań. Musimy się skupić. Sytuacja nie jest łatwa, ale no ten.. potrafię wyobrazić sobie gorsze.
        Przede wszystkim musieli ustalić gdzie się znajdują. Wcześniejsze przygotowania do podróży, poparte wielogodzinnymi obliczeniami i symulacjami, pozwoliły Crewilowi ustalić co tez powinno się znaleźć w tak zwanym plecaku przetrwania. I całą pewnością było tam miejsce na mapę i kompas. Problem w tym, czy w samym balonie było miejsce dla jego plecaka?
        - Nauka poparta doświadczeniem pozwoliła przygotować cały podręczni na temat tego jak radzić siebie w podobnych sytuacjach. Dlatego właśnie od tej chwili zarządzam iż będziemy się go trzymali, realizując wytyczne krok po kroku. Aż w końcu odniesiemy sukces. – Zauważył wynalazca. – A zaczniemy od tego, iż przestaniecie bujać w obłokach i zejdziecie na ziemię. Nic tam nie ma. To tylko wytwór waszej wyobraźni. Gorące powietrze faluje pod wpływem trawy uginającej się w skutek wiatru, a owe zawirowania mogą powodować wszelkiego rodzaju omamy. A teraz pytanie, czy któraś z was widziała taką opasłą księgę z mapą kontynentu na okładce…
        Pomimo przekonania co do własnych racji, Crewil co jakiś czas spoglądał w kierunku który Iru i Pyłek pokazywały sobie palcami. I nagle zwątpił. Jego „zwidy” najwyraźniej pędziły im na spotkanie, a co gorsza, im dłużej im się przyglądał, tym bardziej materializowały się w postaci dobrze mu znanej kobiety. Właściwie to nikt w Teravis nie miał pojęcia jak ona nazywa się naprawdę, ale wszyscy wiedzieli co oznacza pojawienie się jej w pobliżu. Wynalazca spanikował.
        - Na ścięte gwinty i zatartą przekładnie, tylko nie to. Szybko na ziemię chować się. – Chłopak najpierw położył dłoń w głowie Pyłka, gestem nakazując jej ukryć się w wysokiej trawie, a za chwile próbował uczynić to samo z szamanka. W chwili obecnej nawet kompas przestał być ważny. Jeżeli czarna dama była przed nimi, to znaczy że czym prędzej powinni udać się w przeciwnym kierunku. Najlepiej na czworakach aby uniknąć ewentualnego odkrycia – w tej chwili Crewil naprawdę wierzył że ma najbystrzejszy wzrok z wszystkich i dostrzegł Eris na długo przed tym nim sam został zauważonym. Trzymał się desperacko tego przekonania, do czasu aż wyraźnie usłyszał tętent końskich kopyt i miękki głos tuż za swoimi plecami.
        - Mogłabym spytać cóż takiego pan wyprawia, panie Rudhof?
        - Eee ja tego… no bo właśnie… – dodatkowym problemem wynalazcy był fakt, że dziewczyna mu się podobała, nawet jeśli samo spoglądanie na jej wdzięki wiązało się z poważnym niebezpieczeństwem. Ale skoro i tak miał umrzeć, to może przynajmniej wybierze najprzyjemniejszą wersję swojego końca? Przełamując skrepowanie, Crewil w końcu wydukał. – Okulary, gdzieś musiały mi upaść w czasie lądowania.
        - Masz je na głowie…
        - O ja cię… faktycznie. Dziękuję bardzo za pomoc. Przejechała pani szmat drogi aby udzielić mi tej jakże cennej wskazówki. Jestem dozgonnie wdzięczy. – Wynalazca skłonił się zgodnie z etykietą, nawet przez chwilę nie zastanawiając się że jego tłumaczenie może zostać uznane za prowokacje.
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Teravis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron