Lasy ErianturDrobne przysługi i inne usługi

Położone we wschodniej części Środkowej Alaranii rozległe i gęste lasy zamieszkałe przez różnorodne zwierzęta, tak te magiczne jak i zwyczajne. Mówi się, że Lasy Eriantur to siedlisko dzikich elfów, które nie chciały żyć z innymi w miastach. Terytoria te porównuje się do Szepczącego Lasu, ponieważ w samym środku dzikiej, nieokiełznanej puszczy znajduje się wielkie elfie miasto Iruvia.
Awatar użytkownika
Zirk
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 8 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Zirk »

Póki co wszystko szło raczej dobrze. Podział ról nikomu nie przeszkadzał i przez to żadne z nich nie chciało też zmienić miejsc w tych dwóch grupkach, które utworzyli, a Xirin zgodziła się na to, żeby mówili sobie po imieniu. Rzuciła też dobrym argumentem o tym, że w terenie zawsze lepiej – i szybciej, to na pewno – jest mówić sobie po imieniu. Teraz zostało im odnaleźć zwierzęta, które uciekły Alice. Nie musieli też już martwić się o Riziego, bo nie dość, że został uzdrowiony, to teraz znajdował się w dobrych rękach. Zirk pomyślał nawet o tym, że możesz z Xirin jest nieco bezpieczniejszy niż, gdyby miał pilnować go Alice. Gdyby założył się o to, że Grim myśli podobnie, prawdopodobnie wygrałby ten zakład i nagrodę, która czekała na jego zwycięzcę. Teraz tylko musieli wywiązać się ze swojej części umowy, a później będą mogli ruszać dalej. Mieli konkretne miejsce jako cel swojej aktualnej podróży, a także konkretny dzień, w którym powinni się tam pojawić. Na początku planowali, że dotrą tam dwa lub trzy dni wcześniej, co przynajmniej wynikało na samym początku, gdy ustalili, jak dużą odległość mogą pokonać w czasie jednego dnia podróży. Tylko, że to były jedynie początkowe obliczenia, bo zmienne warunki pogodowe i zdarzenia losowe sprawiły, że ich podróż przedłużyła się nieco. Jednak to nie zmieniało faktu, że uda im się dotrzeć na miejsce, najwyżej nie zjawią się tam wcześniej, żeby może pozwiedzać trochę i poznać okolicę.

Grupy rozdzieliły się, dlatego też Zirk, Grim i Alice zniknęli w leśnych zaroślach, a Xirin i mały Rizi zostali na polanie, aby niedługo później ruszyć w inne miejsce, czyli tam, gdzie znajdowała się „mała forteca” czarodzieja. To swoją drogą również ciekawiło białego tygrysołaka – może nawet chciał zobaczyć, jak mieszka ktoś taki, jak niski osobnik, który im teraz towarzyszy i, dla którego teraz tymczasowo „pracują”. Właściwie interesował go też sam przedmiot poszukiwań. Znaczy… zwierzę. Magicznie zmodyfikowane zwierzę. Mógł oczami wyobraźni zobaczyć to stworzenie, bo obraz ten pojawił się w jego głowie na podstawie tego, co powiedzieli im Xirin i Alice, ale i tak czymś innym będzie zobaczenie go na własne, tygrysie oczy.
Zresztą, sam twórca tych „potworków” prowadził ich właśnie w miejsce, które wydawało mu się najbardziej prawdopodobne pod względem tego, że mogą je tam znaleźć. Cóż, można by było nawet powiedzieć, że im szybciej je znajdą, tym lepiej. Gdy wiedział się, co może czaić się w tym lesie, to naprawdę nie chciało się przebywać w nim dłużej, niż było to konieczne. Przez oblicze Zirka przebiegł grymas niesmaku, gdy przypomniał sobie o swoim bardzo bliskim spotkaniu z tamtą dziwną sarną. Był pewien, że jest to zwyczajne zwierzę, jednak – dzięki słuchowi – szybko przekonał się, że tak nie było. Dopiero później dowiedział się, że było to coś, co stworzył Alice. Z drugiej strony, cieszył się, że wynikające z tego problemy ze słuchem były wyłącznie tymczasowe. Zdawał sobie sprawę z tego, że istniały realne szanse na to, iż mógłby stracić słuch bezpowrotnie. Dobrze, że tak się nie stało. Naprawdę… Chociaż może ich nowy towarzysz mógłby podjąć się przywrócenia tego zmysłu, a może nawet udałoby mu się to zrobić.

Nieważne, nie powinien przyjmować się czymś, co nie zaszło. Powinien zająć się inną rzeczą, czyli rozglądaniem się po okolicy, nasłuchiwaniem i wypatrywaniem podejrzanych ruchów wśród krzewów lub niższych partii drzew. Widział, że pozostali też szukają ptaków, chociaż na własne sposoby. Co prawda, Grim robił to podobnie jak Zirk, jednak starszy tygrysołak częściej podchodził do zarośli i ostrożnie rozchylał je, aby zajrzeć w miejsce, które sobie odsłonił. Jeszcze inaczej robił to sam Alice, który zdawał się łączyć sposoby zmiennokształtnych, a także dodawał tu coś od siebie – na pewno więcej poruszał się i skakał od jednego drzewa do drugiego, a także częściej zaglądał w różne miejsce. Widać było, że zależy mu na znalezieniu tych stworzeń, ale to akurat ich nie dziwiło.
         – Myślisz, że uda nam się je znaleźć do zapadnięcia zmroku? - zapytał cicho Grim, gdy zrównał się z białym tygrysem.
         – Mam taką nadzieję. Wydaje mi się, że ten konkretny las po zmroku może okazać się bardziej niebezpieczny niż inne lasy – odpowiedział mu Zirk, tak samo cicho zresztą. Jeżeli Alice próbowałby się przysłuchiwać, o ile najpierw zwróciłby uwagę na to, że tygrysy ze sobą rozmawiają, to raczej powinien móc ich usłyszeć. Obaj myśleli, że czarodziej zajął się poszukiwaniami, dlatego też niby rozmawiali cicho, ale nie starali się robić tego tak, żeby tylko oni sami słyszeli to, co do siebie mówią.
         – Możesz mieć rację, zwłaszcza, że na własnej skórze, a raczej własnym słuchu, przekonałeś się, co może się tu czaić – odparł starszy tygrysołak i nawet pokiwał krótko głową, jakby jeszcze bardziej chciał zaznaczyć, że zgadza się z tym, co powiedział młodszy z nich.
         – Mhm… Dlatego, nawet jeśli nie udałoby nam się opuścić lasu nocą, to myślę, że moglibyśmy przenocować w domu Alice’a, jeśli on sam by się zgodził – rzucił propozycją Zirk. To rozwiązanie przypadło do gustu obojgu zmiennokształtnym, dlatego jak jeden mąż odwrócili się nagle i w tym samym momencie spojrzeli w stronę ich towarzysza.
         – Pozwoliłbyś nam zostać na noc w swoim domu? - zapytał go biały zmiennokształtny. Wyprzedził w tym Grima, bo tamten już zabierał się za zadanie tego samego pytania. Nim Alice zdążył zabrać się za odpowiedź, cała trójka mogła usłyszeć podejrzane szeleszczenie w pobliskich zaroślach. Zirk w jednej chwili skoczył w ich stronę i niemalże w nie wpadł, ale wstał po chwili i stwierdził, że jeśli coś tam było, to musiało uciec od razu, gdy zdało sobie sprawę z tego, iż zostało zauważone. Żaden z nich nie powiedział, że mógł to być przedstawiciel tych stworzeń, które szukają. Raczej były na to dość niskie szanse, przynajmniej na samym początku ich poszukiwań.
         – To… Wracając do naszego pytania. Jak na nie odpowiesz? - Zirk zadał mu kolejne pytanie. Obaj zmiennokształtni znowu spojrzeli na Alice’a.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Lasy Eriantur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości