[Ruiny cytadeli] Poszukiwania


Jeśli zadajesz sobie pytanie kim jesteś, jeśli wydaje Ci się że Twoja dusza już dawno umarła, a Twoje życie straciło sens... Dolina Umarłych to miejsce gdzie życie istot ją zamieszkały naprawdę straciło sens, wiec jeśli masz w sobie choćby iskrę życia i trafisz tutaj dowiesz się co to znaczy wola istnienia.

Postprzez Ranea » So lis 15, 2014 12:38 pm

Podróż w kierunku cytadeli szła zaskakująco sprawnie. Co prawda przeszli znacznie więcej niż to było pierwotnie planowane, ale ich odległość do celu była bardzo niewielka, tak więc rani powinni znaleźć się tam w przeciągu pół godziny, może nieco więcej. W tej chwili jedynymi, którzy nie byli mocno zmęczeni to nieumarli, z nią na czele, oraz ci, którzy siedzieli na wozach lub też koniach. Cała reszta, wliczając w to zwierzęta, była zdrowo padnięta. Tak czy inaczej, rozbili obóz wśród tego bardzo rzadkiego lasku. Wszędzie, gdzie tylko nie spojrzeć, same drzewa i nic poza tym. Oprócz odgłosów rozstawiającego się obozowiska oraz rozmów, wszędzie indziej panowała głucha cisza, jak gdyby to miejsce było nadal wymarłe... Nazwa po części zobowiązywała. Szybko też wyznaczono warty, bo nigdy nie wiadomo, co też mogło czaić się pośród mroków nocy na tych ziemiach. Zawsze to mogła być tylko cisza przed burzą.
Ranea zdjęła łuk i strzały z pleców, po czym oparła je o drzewo. Postanowiła być wśród tych, którzy mieli pilnować tego miejsca, gdy reszta będzie odpoczywać. W końcu była wampirzycą, więc sen był jej praktycznie zbędny. Chwilę później odłączył tam hełm i maska. Może i dawało to niezłą ochronę, ale po kilkunastu godzinach było to dość niewygodne.
- Myślisz, że ten cały artefakt nadal tu jest? - spytał adiutant. Najwyraźniej był sceptycznie nastawiony do tego przedsięwzięcia, za co nie mogła go winić. Sama również na to nie liczyła, ale kto wie. Świat jest pełen niespodzianek.
- To się okaże -  odparła. Zamienili ze sobą jeszcze parę słów... i na tym się skończyło. W końcu ludzie mieli to do siebie, że spać powinni...

Tymczasem nie pozostało jej nic innego jak tylko czekać do rana, w międzyczasie mając oko na okolicę. Jedynie dwa niewielkie ogniska, gdzie nieliczni jeszcze najemnicy zabrali się za jakąś spóźnioną kolację , dawały jako takie źródło światłą. Na szczęście jej to nie przeszkadzało, bo w ciemnościach widziała doskonale. Oparła się o drzewo, co by nie stać tak przez cały czas. Rzecz jasna skupiona była na obserwacji, choć ciężko było to stwierdzić po pozie, jaką przyjęła. Mimo to, czas reakcji i tak miałaby szybszy niźli człowiek, a wszystko to za zasługą swego pochodzenia. Nie bez powodu niektórzy obawiali się wampirów, w końcu przewyższali oni wiele innych ras pod paroma względami. Oczywiście mieli też i swoje słabości, jak każdy z resztą, ale grunt ot umieć je zamaskować lub też zniwelować do minimum. Rzuciła jeszcze okiem na księżyc, a dzisiaj akurat była pełnia. Aż korciło go narysować, ale przez to coś mogłoby umknąć jej uwadze... Ach ta kochana "służba"...
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Samiel » So lis 15, 2014 4:40 pm

Kiwnął twierdząco głową w jej stronę, gdy zapytała o to, czy jest przemienionym. Poczekał na to, aż skomentuje jego wypowiedź i przedstawi się, a raczej wyjawi mu swoje imię i zrobił to sam:
- Samiel - przedstawił się chwilę po tym, jak zrobiła to srebrnooka. Nie był niewychowany jak zdecydowana większość najemników, bo inaczej po prostu by się nie przedstawił i miałby inne słownictwo.
Mogliby jeszcze przez chwilę porozmawiać, jednak Ranea chyba nie wykazywała zbytniej chęci na rozmowę z nim, więc przemieniony wrócił do ostatecznego dokończenia rysunku kruka siedzącego na gałęzi z kilkoma zeschniętymi liśćmi. Chciał go skończyć, bo możliwe, że gdy rozbiją gdzieś obóz, to będzie miał co innego do naszkicowania.

Poczuł, gdy dotarli do Doliny Umarłych, tak po prostu. Może poczuł to dlatego, że już raz przez nią przechodził i wiedział, jakie odczucia przynosi aura tego miejsca dla osób, które podróżują Doliną, chyba to był najlepsze wytłumaczenie i właśnie nim wytłumaczył sobie to, że poczuł, gdy przekroczyli "granicę" Doliny Umarłych.
Nikt mu nie przeszkadzał ani go nie zaczepiał, więc, ostatecznie, udało mu się w spokoju dokończyć rysunek kruka, który zaczął w obozowisku przy Maurii.

W końcu rozbili kolejne obozowisko, które znajdowało się gdzieś w środku jakiegoś lasu, bo z każdej strony otaczały ich drzewa. Szybko zostały wyznaczone warty i tak dalej, a Samiel nie znalazł się w osobach, które miały czuwać nad bezpieczeństwem obozu i w razie czego ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Większość najemników nawet nie trudziła się z rozpaleniem ogniska- po prostu byli zmęczeni i od razu poszli spać. Przemieniony rozpalił jedno z ognisk i nie musiał długo czekać, gdy do ogniska, które rozpalił, dosiadła się grupka złożona z pięciu najemników, prawdopodobnie wszyscy należeli do jednej "kompanii". Samiel nie miał zamiaru ich wyganiać, czy coś, póki go nie zaczepiali i zachowywali się w miarę normalnie, jak na najemników, to nie przeszkadzało mu to, że siedzą przy ognisku, które sobie rozpalił. Spojrzał w górę- księżyc był w pełni i, aż prosił się o uwiecznienie go na rysunku, razem z gwiazdami, które świeciły w jego pobliżu. Samiel postanowił, że "wysłucha" prośby księżyca i uwieczni go w swoim szkicowniku, więc ponownie wyjął go i zaczął rysować.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Razd » So lis 15, 2014 6:03 pm

Bezkresne połacie pustki i zepsucia, miejsce przepełnione smutkiem i lamentem tych, których słowa mieszają się z wiatrem hulającym między martwymi pniami rzadkich lasów porastającymi tu i ówdzie czarną ziemię. Jaka żywa istota mająca w sobie dość inteligencji dobrowolnie zgodziła by się na przebywanie w tak smutnym miejscu. Kto był na tyle szalony by igrać z mocami niemającymi początku.
Mimo wszystko ktoś jednak był...
Razd od dwóch dni przemierzał nieznany ląd, połowę swego marnego życia spędził pod powierzchnią świata, izolując się od wszelkich spraw nękających śmiertelnych. Teraz niczym małe dziecko rozpakowujące swój urodzinowy prezent, wypatrywał nowych horyzontów. Miał nadzieję przypomnieć sobie jakieś miejsce ze swego przeszłego życia, choć nigdy nie przyznał by głośno że ostały się w nim jakieś cząstki człowieczeństwa.
Nekromanta mocniej zacisnął obszerny kaptur, chroniąc swą twarz przed mrozem nocy.
Blady księżyc otwierał przed nim jasny szlak pośród powykręcanych konarów, rzucających długie, nieprzyjazne cienie, pobudzające wyobraźnię. Chłopak z każdym krokiem czół na ramionach ciężar drogi jaką przebył, od wyjścia ze swej pieczary. Martwe krasnoludy strzegły jego "dobytku". Zresztą nie sądził by ktoś pragnął położyć łapska na zmurszałych księgach i pergaminach.
Gdy jego myśli wciąż błądziły wśród przeszłych wydarzeń, nagle zauważył blask ognisk migoczących wśród kniei. Zaciekawiony, co skłoniło podróżnych do obozowania w tak mało przystępnym miejscu, podszedł nieco bliżej ukrywając się w cieniu, obserwując grupę kilkunastu osób oblegających błogosławione źródło jedynego ciepła i bezpieczeństwa na tej przeklętej ziemi. Co ciekawsze wśród obecnych dostrzegł nieumarłe stworzenia, zapewne sprowadzone przez kogoś biegłego w sztuce nekromancji. Poza swym dawnym mistrzem nie spotkał nikogo parającego się tą mroczną sztuką, więc jego zainteresowanie było coraz większe.
Nie martwił się o własny los, od dawna nie należał do tego świata. A śmierć przyniosła by jedynie ubłagane ukojenie...
Powoli z grobową miną ruszył na spotkanie z nieznajomymi, rozmyślając jak bardzo głupio zapewnię postępuje...
Avatar użytkownika
Razd
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Razd Ulwdar,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Ranea » N lis 16, 2014 11:57 am

Oprócz słabawej woni pieczonego mięsa oraz cichych pogaduszek tych, którzy jeszcze nie poszli spać, zarówno w obozie jak i jego najbliższym otoczeniu panował spokój. Okolica zdawała się być kompletnie opustoszała, lecz były to tylko złudne pozory. Tym, u których zmysł magiczny był bardziej rozwinięty niźli u przeciętnego człowieka, dane było wyczuć aurę pochodzącą z miejsca nieco oddalonego od owego miejsca spoczynku członków wyprawy. Ranea skupiła się na prawidłowym jej odczytaniu, bo wolała wiedzieć z kim zapewne będzie miała do czynienia. "Nekromanta? Nie... nie tylko... Zapowiada się wesoło..." Skupiła się głównie na tym co było najważniejsze, czyli magii, jaką mógł władać ten osobnik. Cała reszta była sprawą drugorzędną.
- Ani kroku dalej - rzuciła w jego kierunku, wyciągając przy okazji katanę. Chwilę później do maga mierzyło już trzech łuczników oraz dwóch kuszników. Nigdy nie wiadomo co też mogło obcemu strzelić do łba. W końcu byli blisko celu podróży, cytadeli, a ta mogła być czyimś terytorium. Lepiej było nie ryzykować, a w razie kombinowania przez nieznajomego... no cóż, jego kwestia zostanie rozwiązana w dość nieprzyjemny sposób, przynajmniej dla niego samego.
Wampirzyca podeszła nieco bliżej, po czym kontynuowała.
- Czego tu szukasz? - Szczerze mówiąc to nawet nie oczekiwała odpowiedzi zgodnej z prawdą, bo osobnik szlajający się po takim miejscu w nocy raczej nie mógł mieć nadto dobrych zamiarów, na zbiór kwiatków się raczej nie wybrał. W końcu normalnym było, że każdy nekromanta od tak wybierał się na przechadzki i zapoznawał z każdymi napotkanymi istotami, to zupełnie normalne... Srebrnowłosa zlustrowała go dobrze swymi oczami o tym samym kolorze co włosy, które były doskonale widoczne i powinny dawać jasną wskazówkę odnośnie jej przynależności rasowej.
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Razd » N lis 16, 2014 5:15 pm

Chwilę po swym bezmyślnym, jak się mogło wydawać dla większości, wtargnięciu do obcego obozowiska. Razd zauważył że jego obecność wzbudziła poruszenie w postaci kilku strzał wymierzonych w jego skromną osobę. Jak przypuszczał chwilę po tym, pojawiła się osoba dowodząca całym tym tałatajstwem. Kobieta odziana w bogato zdobiony pancerz, niedostępny dla zwykłego mieszczanina a nawet pomniejszych szlachciców. Nekromanta zaciekawiony wpatrywał się w twarz dziewczyny, nie wiedział jakie kryteria opisują w tym świecie piękno, ale zapewne ona była doskonałym przykładem ideału, gdyby nie pewien szczegół...

- Witaj wampirzyco, może na początek odwołasz swoich ludzi. Ciężko rozmawia się, czując na karku bliskie spotkanie śmierci.

Nekromanta ukłonił się nisko, jednocześnie rozglądając się ukradkiem spod szerokiego kaptura, oceniając grupę którą napotkał na swej drodze. Kim była ta dziwaczna zbieranina i czego tutaj szukali ...

- Przybywam z północy, bardzo ciekawi mnie wasz świat, i nie mam złych zamiarów. Uwierz że gdybym chciał was atakować na pewno nie pchał bym się bezmyślnie prosto w wasze ręce. Może zechcesz wyjawić mi czego szukacie na tej martwej ziemi?.

Nekromanta starał się przejrzeć zamiary swej rozmówczyni, jednak z tego co udało mu się o nich wyczytać w starych księgach martwego mistrza, wampiry były bardziej nieprzewidywalne niż pogoda w Alarni. Teraz jedyne na co mógł liczyć to dobra wola i brak apetytu ze strony srebrzysto-włosej kobiety.
Jego gra się rozpoczęła...

- Ale gdzie moje maniery, nazywam się Robak...

Chłopak postanowił że w tym świecie, ta tożsamość najlepiej do niego pasuje...
Avatar użytkownika
Razd
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Razd Ulwdar,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Ranea » Pn lis 17, 2014 4:40 pm

- Bliskie spotkanie śmierci powiadasz - odparła, po czym podeszła jeszcze bliże nekromanty, tak, że odległość między nimi wynosiła jakieś cztery metry. W tym czasie Mag wykonał swój ukłon w geście przywitania, co mało Raneę obchodziło. Nie byli na jakimś przyjęciu tylko po środku umarłego pustkowia. - Teraz możesz spojrzeć jej w oczy z bliska. - Jeszcze bliższy kontakt oznaczałby jedno, walkę.
- Odwołam swoich ludzi gdy uznam, że nie stanowisz żadnego większego zagrożenia. Samo stwierdzenie, nie mam złych zamiarów, w tych czasach nic nie znaczy. - Oj tak, wampirzyca miała już do czynienia z takimi delikwentami, którzy początkowo deklarowali swój pokojowy charakter. W końcu to się zmieniało, a ostatni taki przypadek skończył nabity na pal. Nieładnie było mierzyć komuś w plecy... Poza tym tacy jak ona nie słynęli z wielkiego kredytu zaufania. Szczerze mówiąc to kobieta rozważała nawet zabicie przybysza tam gdzie stoi, lecz w obliczu rekrutacji tej bandy najemników wyszłaby na hipokrytkę. Tylko, że tamta banda była przynajmniej przewidywalna do bólu.
- Czegoś zaginionego - odparła lakonicznie. W zasadzie to była prawda, artefakt był uważany za zaginiony. A póki co nie musiał on wiedzieć więcej. - Równie dobrze mogę spytać co ty tutaj robisz, bo odpowiedź "przybywam z północy" jest warta nie więcej niż moje "przybywam ze wschodu". - I taka była prawda, jej dom znajdował się mniej więcej na wschód od tego miejsca.
- Tak więc, co cię tu sprowadza, Robaku? - Przypadkowo zawędrował w Dolinie Umarłych do tego miejsca... i jak tu nie być podejrzliwą?
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Razd » Pn lis 17, 2014 9:20 pm

Razd uśmiechnął się w niewidoczny sposób spod szerokiego kaptura.
-Widzę że nie zadowolisz się byle tłumaczeniem.

Odparł, zdając sobie sprawę że jeśli chce przeżyć musi wyjawić część prawdy.

-Przybywam z północy, z gór których nazwy nie poznałem. Grupa nierozważnych krasnoludów postanowiła przywrócił moją osobę światu powierzchni. Od dawna obawiam się że nie zdążę poznać wszystkich tajemnic magi, dlatego tak jak ty poszukuję pewnego przedmiotu który pozwoli mi na zostanie w tym świecie nieco dłużej...
Nekromanta nie miał powodu zdradzać jej wszystkich swoich planów.

-A dlaczego wszedłem do waszego obozu..., jesteście pierwszymi istotami żyjącymi z którymi rozmawiam od ...
Mężczyzna zaśmiał się chrapliwie.
- Sam już nawet nie pamiętam od kiedy, moje przeszłe życie zostawiłem daleko za sobą. Więc nie musisz się obawiać o moje złe zamiary. Jestem tu z czystej ciekawości i tyle,

Chłopak rozglądał się zdając sobie sprawę że do świtu pozostało niewiele godzin, a on nie przepadał za podróżowaniem w blasku słońca. Miał zamiar zrobić jeszcze kilka mil, a potem znaleźć sobie jakąś grotę w której będzie mógł odpocząć.
Jak bardzo nienawidził siebie za te ludzkie słabości, nieważne jak stawał się silny. Jeśli nie inny człowiek, potrafiło go zabić zwykłe pragnienie...

Nekromanta zrobił krok w tył coraz bardziej rażony blaskiem ogniska.
- Więc, jeśli pozwolisz pójdę w swoją stronę, czeka mnie  jeszcze spory szmat drogi, a w tej kruchej powłoce nigdy nic nie wiadomo...
Avatar użytkownika
Razd
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Razd Ulwdar,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Ranea » Pn lis 17, 2014 10:57 pm

- W takim razie życzę powodzenia w poszukiwaniach, Robaku. - Powiedziała dopiero, gdy nekromanta skończył mówić. Jego obecny cel sprawił, że nabrała jeszcze większej ochoty by skrócić go o głowę. Jeśli szukali tego samego... to nie obędzie się bez rozlewu krwi. Skoro jednak jego cel znajdował się parę mil dalej, zaś interesująca ją cytadela była znacznie bliżej to raczej nie powinno się skończyć na rzezi, przynajmniej na razie. Może i popełniała błąd, ale te zawsze można było naprawić...
- Dam ci radę, nie wchodź mi w drogę. Inaczej znowu ktoś będzie musiał przywrócić twoją osobę światu, a raczej to co z niej zostanie. - Ach jak ona lubiła słowne przekomarzanki. Dała mu drobną sugestię, ot na znak dobrej woli. - Powodzenia. - Jeśli szukał czegoś innego niż ona, zapewne przyda mu się. W końcu magiczne przedmioty to nie jakieś tam chwasty rosnące pod pierwszym lepszym drzewem... Trzeba było się bardziej postarać by je zdobyć.
- Jeśli będzie coś kombinował, zabić. - Rozkaz dany  za pomocą telepatii jej podwładny, konkretnie strzelcom którzy do niego mierzyli. Ona sama wróciła na swoje stanowisko, gdzie zapewne spędzi resztę nocy. Względna cisza i spokój, tylko ona i ciemność...
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Samiel » Pn lis 17, 2014 11:37 pm

Rysowanie księżyca i gwiazd, a także niewielkiej chmury, która pojawiła się przy księżycu, szło Samielowi nadzwyczaj sprawnie i dobrze. Na początku dwóch najemników, którzy siedzieli najbliżej niego, zaglądali mu przez ramię i, z ciekawości, patrzyli, co też przemieniony tam rysuje. Po niedługiej chwili stracili tym zainteresowanie i dołączyli do rozmów, które prowadziła reszta grupy, a Samiel dalej rysował.
Usłyszał rozmowę prowadzoną gdzieś obok, więc przerwał na chwilę rysowanie i spojrzał w tamtą stronę. Ranea rozmawiała z jakimś podróżnikiem, który chyba przedstawił się jako Robak, jednak demon nie miał co do tego pewności, bo równie dobrze mógł się przesłyszeć, aż tak dobrego słuchu nie miał, żeby doskonale słyszeć ich rozmowę. Zresztą... Samiel nawet nie starał się jej słyszeć, bo ta po prostu go nie interesowała- wolał dokończyć, rysować księżyc, gwiazdy i chmurę. Rozmową prowadzoną przy ognisku przez grupę najemników, która siedziała obok, też się nie interesował.

Po kilku minutach jego rysunek był już w pełni gotowy. Samiel zrobił jeszcze kilka pociągnięć rysikiem, żeby podkreślić niektóre szczegóły i skończył rysować. Przyjrzał się swojemu rysunkowi i uśmiechnął ledwo zauważalnie, a po chwili schował szkicownik i rysik do torby, z której wyjął kawałek suszonego mięsa wołowego, w końcu było trzeba coś zjeść. W kilka chwil zjadł kawałek mięsa, który wcześniej wyciągnął z plecaka i położył się na ziemi, tworząc ze swojej peleryny coś w rodzaju podgłówka. Popatrzył się chwilę na księżyc, a zmęczenie zaczęło powoli dawać mu się we znaki. Nie minęło kilka chwil, a Samiel już spał. Jego sen był spokojny i twardy, jednak także czujny.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Ranea » Śr lis 19, 2014 6:04 pm

Noc minęła całkiem szybko i zaskakująco spokojnie. Absolutnie nic podczas jej trwania się nie stało. Robak, bo tak przedstawił się ów jegomość, odszedł w swoją stronę na poszukiwanie... tego co tam chciał, swojego "magicznego przedmiotu". Odprowadzony był chyba przez spojrzenia wszystkich mających o tej godzinie warty, co by w ostatniej chwili nie wykręcił jakiegoś numeru, z czarnoksiężnikami nigdy nie było wiadomo, co też im w głowach siedziało. Poza tym rozkaz to rozkaz, a jak na razie niepodzielną władzę sprawowała tutaj Ranea.

Wraz z pierwszymi promieniami słońca, które wcale jej nie przeszkadzało z racji amuletu, wszyscy mieli zaraz być zbudzeni przez pełniących wartę, coś upichcić na szybkiego i ruszyć w kierunku cytadeli po cel tej całej wyprawy. Nim jednak choć jedna osoba została wybudzona,z dwóch przeciwległych kierunków, na obóz posypał się drobny grad strzał. Kilku najemników zginęło na miejscu, zapewne nie wiedząc, co ich trafiło. Ułamek sekundy później zostali zaatakowani przez mieczników, nie mniej niż czterdziestu.
"I właśnie dlatego nienawidzę pracować z bandą splecioną z losowych najemników!" Osoby podróżujące z wampirzycą od samego początku automatycznie ruszyły do walki, jak gdyby wiedzieli wcześniej o zasadzce. Cóż, dobre wyszkolenie to podstawa, a w jej stronach było to podstawą przetrwania na patrolach w dziczy. Nomadzi zaatakowaliby jeszcze szybciej i bardziej zabójczo... Nie to co elfy, bo aura wskazywała na nich. Powód ich ataku, w takiej liczbie i tak odległym od ich domostw miejscu był na tę chwilę tajemnicą... z resztą, kogo to obchodziło w czasie rzezi?
- Wyrżnąć wszystkich! - Prosta i zrozumiała komenda oraz oczywista oczywistość dla jej ludzi oraz oddziału nieumarłych.Ranea bez problemu nabiła pierwszego wroga który się napatoczył na katanę. Następnie wyciągnęła z niego broń i ruszyła w kierunku następnego. Jedno cięcie blokujące jego uderzenie a następnie kontra i perfekcyjne cięcie. "Uszaty" stracił głowę, a krew trysnęła na kobietę, głównie w rejony twarzy i klatki piersiowej. A to dopiero była rozgrzewka...
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Samiel » So lis 22, 2014 5:09 pm

Obudził go świst strzał latających w powietrzu. Demon otworzył oczy, a obok niego, całkiem niedaleko sterczały trzy strzały wbite w ziemię, w tym jedna w ognisko, które rozpalił poprzedniego dnia. Wstał i rozejrzał się po obozowisku, jak na razie nie było jeszcze widać osobników, którzy zaatakowali, jednak po chwili z krzaków znajdujących się po obydwu stronach obozowiska wybiegły elfy. Na początku Samiel zdziwił się, że szpiczastousi zaatakowali ich, jednak po chwili pomyślał, że całkiem możliwe jest, iż bronią oni artefaktu, którego zdobycie jest zadaniem Ranei, osób, które są z nią i ich, czyli najemników, którzy zgłosili się do tego zadania.

Przemieniony już miał ruszać do walki, gdy poczuł jak ktoś łapie go z tyłu i przymierza się do uduszenia go. Nie czekał ani chwili, najpierw piętą uderzył w stopę przeciwnika, a ten automatycznie zmniejszył uścisk, którym przytrzymywał Samiela, więc demon wykorzystał to i oswobodził się z niego, przy okazji uderzając elfa łokciem w brzuch. Następnie, szybkim i wyuczonym już ruchem, wyciągnął jeden ze sztyletów i zabił przeciwnika, wbijając mu ostrze dokładnie na wysokości serca. Po krótkiej chwili wyjął kolejny sztylet, zdecydowanie wolał walczyć przy pomocy obydwu Piekielnych Kłów.
Zauważył, że w krzakach dalej siedzi kilku elfich łuczników i co jakiś czas strzelają oni ze swoich łuków w przeciwników, chyba nikt inny tego nie zauważył, więc Samiel postanowił się tym zająć. Ruszył w kierunku pobliskich krzaków z zamiarem zakradnięcie się bliżej łuczników i wyeliminowania ich wszystkich. Schował jeden ze sztyletów i zdjął z pleców kuszę, można było posługiwać się nią przy pomocy jednej ręki, a dzięki temu, że była wzmocniona magicznie to miała siłę podobną do tej, którą mają bronie tego typu tylko, że większe od kuszy, którą posługiwał się przemieniony. Jeden bełt nałożył na kuszę, a drugi miał już w pogotowiu, żeby nie musieć wyciągać go z kołczanu, a od razu założyć, zaoszczędzi tylko sekundę lub dwie, jednak ten krótki okres może być decydujący. Bełt świsnął w powietrzu, a za nim następny- skutkiem tego było to, że dwóch elfich łuczników skończyło, leżąc na trawie, i z bełtami w głowach. Zostało jeszcze czterech, jednak od teraz skupili oni swoją uwagę na Samielu, a nie na ostrzale walczących najemników w obozie.

Kusza już spoczywała na plecach demona, a obydwa sztylety w jego dłoniach. Walka nie powinna być trudna, więc nie miał zamiaru zapalać Piekielnych Kłów, bo da radę bez tego. Szybko przyjrzał się elfim łucznikom pod względem uzbrojenia- mieli na sobie cienkie, skórzane kurtki, spodnie i buty, ich kołczany były do połowy puste, a przy pasach spoczywały sztylety, najpewniej do obrony w walce na bliski kontakt. Zdążyli wystrzelić dwie strzały, których Samiel uniknął bez większych problemów. Elfy te były chyba jakimiś młodszymi osobnikami, bo nie strzelali zbyt szybko i celnie, przynajmniej w ruchomy cel. Pierwszemu wybił z rąk łuk przy pomocy kopnięcia w nadgarstek, następnie złapał go i podciął gardło- ciało osunęło się na trawę i zabarwiło ją na czerwono, trwało to sekundę lub dwie. Następni zdążyli już wyciągnąć sztylety i ruszyli w stronę demona. Samiel wywinął się w uniku w bok i znalazł się za plecami jednego z przeciwników i, nie czekając na nic, podciął mu gardło. Gdy jeden z dwójki pozostałych elfów, próbował wbić sztylet w bok przemienionego, to nie trafił jego, a trupa swojego towarzysza. Samiel wykorzystał to i kolanem uderzył w nadgarstek przeciwnika, a ten zabrał swoją rękę... zostawiając sztylet wbity w bok trupa. Elf próbował uciec, jednak padł na ziemię, bo przemieniony kopnął go w nogi tak, że ten się wywrócił. Ostatni, stojący na nogach elf, zdecydował się zaatakować Samiela z tyłu, jednak nie poruszał się odpowiednio cicho, więc demon usłyszał go, a gdy elf zamachnął się do ciosu, to Samiel naparł na niego plecami przerzucił nad sobą. W konsekwencji tego obydwaj, pozostali przy życiu, przeciwnicy leżeli teraz na trawie i próbowali się podnieść- przemieniony po prostu ich dobił, a następnie rozejrzał się czy nie pominął żadnego z przeciwników. Później podszedł do elfów, które zabił przy pomocy kuszy i wyciągnął bełty z ich czaszek, bo po co ma je tu zostawiać, skoro mogą przydać się później.

Walczący w obozowisku mogli zorientować się, że od jakiegoś czasu elfie strzały nie latają w ich kierunku, a Samiel skierował się w stronę obozu, żeby pomóc przy ewentualnych walkach z elfami, które jeszcze pozostały przy życiu.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Razd » Cz lis 27, 2014 10:11 am

Nekromanta zdecydował się przerwać swe poszukiwania na czas nowego ciekawego zadania, jakim było zgłębienie tajemnic ludzkiej egzystencji i zachowań stadnych. Od kilku godzin spoczywał na podmokłej ziemi, ukryty między gęstymi krzakami. Dziwaczna grupa zebrana na niewielkiej polanie, skupiała się wokół niewielkich ognisk. Zanim nastał świt, nie działo się nic warte zapamiętania. To samo zachowanie można było zauważyć w hierarchii mrówczego stada, gdzie mniej zaradne i słabe pracowały na rzecz swej władczyni, istoty silniejszej i dominującej. Tu królową była Wampirzyca, przed którą każdy mężczyzna spuszczał wzrok pragnąc jedynie aby nie dopuścić do zdenerwowania swej "Pani kapitan", co zapewne skończyło by się krwawą lekcją dyscypliny...
                                                                                          ****

Ciekawie zrobiło się dopiero rano, gdy pierwsze promienie słońca otuliły śpiących poszukiwaczy, grad strzał posypał się z różnych stron pozbawiając życia nieprzytomnych najemników. Kilku którzy w porę zareagowali, złapali za broń stając do walki z płochliwymi elfami chowającymi się między drzewami. Nekromanta obserwował ten piękny taniec śmierci, gdy stróżki krwi wirowały między walczącymi unosząc się w powietrzu, by po chwili upaść na ziemię wraz ze swym konającym właścicielem.Kości trzaskały pod ciężkimi butami, a części odśrodkowe które wypływały z szerokich ran zniechęcały obserwujących do spożywania posiłków w najbliższym czasie. Robak nie mieszał się do walki, to nie na niego polowano. A on nie lubił zabijać jeśli nie dawało mu to minimalnego pożytku w postaci nowej wiedzy.
Jednak gdy tuż przed nim pojawiła się sylwetka chudego blondyna odzianego w ziemną tunikę, kierującego strzałę w miejsce gdzie walczyła wampirzyca, nekromanta z cierpkim uśmiechem  wbił dłoń w jego kręgosłup czując jak przyjemne ciepło lepkich trzewi otulało jego dłoń, zanim nie dotarł do wciąż bijącego serca. Zacisnął na nim dłoń, po czym mocnym szarpnięciem wyrwał je z jego piersi. Robak ociekając krwią schował je do torby przewieszonej przez ramię, po czym decydując z oględzin pola walki że potyczka dobiegła końca, wyszedł z pomiędzy drzew.
Zastanawiała go pewna sprawa, jeśli magiczne Elfy były zamieszane w tą sprawę. Cała ta opowieść stawała się coraz bardziej intrygująca...
Avatar użytkownika
Razd
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Razd Ulwdar,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Ranea » Cz lis 27, 2014 5:23 pm

Ranea totalnie ignorowała strzały lecące w jej kierunku. W wirze walki precyzyjne trafienie jej w głowę było bardzo trudne, bo była całkiem mobilna. Próby powstrzymania jej krwawych zapędów poprzez postrzał w korpus spełzały w większości na niczym. Jej zbroja doskonale chroniła przed ostrzałem, nawet kusza miała miejscami problemy z przebiciem. Na stepach często przychodziło jej mierzyć się z łucznikami konnymi, a ci, nim zostali dogonieni, potrafili oddać nawet i po dziesięć strzał... Jak widać nieskutecznych, bo nadal żyła. W tej chwili, tylko dwie wbiły się w pancerz, przy żebrach oraz na ramieniu, lecz na tym się skończyło. Wytraciły impet i nie zdołały nawet dotknąć jej skóry. Gdzieś w drobnej chwili wytchnienia pokusiła się nawet o ich wyjęcie, co by jakimś cudownym sposobem nie przeszkadzały w dalszej walce.
W końcu natrafiła na któregoś bardziej uzdolnionego, który był w stanie nawiązać z nią walkę. Okazał się od wampirzycy szybszy, przez co zdołał dosłownie przebić ją na wylot gdzieś w okolicach podbrzusza. Wykorzystał też tę chwilę by najzwyczajniej w świecie rzucić nią ob drzewo. Był pewny, że to jej koniec, przez co opuścił gardę i zamiast szybko ją wykończyć, chciał zrobić to bardziej "ceremonialnie." Ranea przyzwyczajona była do bólu, a obecny stan nie był wcale taki zły, miewała gorsze, więc bez większych problemów uniknęła cięcia mającego pozbawić jej swej srebrnowłosej główki. Chwilę później zagłębiła katanę głęboko w klatce piersiowej przeciwnika, przekręcając po chwili ostrze. Pod dwóch... może trzech sekundach padł martwy.
Tymczasem reszta atakujących albo przeszła na martwą stronę mocy, dogorywała lub... uciekła. "Typowe dla elfów" - pomyślała i prychnęła z pogardą. Znajdzie się również paru tych, którzy będą musieli się wytłumaczyć, a wampirzyca miała już parę środków perswazji... niezbyt przyjemnych. Pożałują, że nie zginęli w natarciu.
Cała we krwi i nieco chwiejnie, ale wróciła do obozu, gdzie zebrali się ci którzy przeżyli. Po "jej" stronie pozostało tylko dwóch nieumarłych, adiutant oraz Aria. Z reszty najemniczego tałatajstwa... czterech, wliczając w to "chłopca z ukrytą aurą." "Dlaczego mnie to nie dziwi?"
- Przywlec tutaj te tchórzliwe ścierwa, tylko tych bardziej żywotnych - wydała rozkaz, po czym uniosła lekko prawą dłoń i wyszeptała kilka słów. Po chwili wszyscy martwi powstali i znajdowali się pod jej kontrolą. Nekromancja miała swoje zalety a im więcej martwych tym więcej... martwych, ale pod jej rządami.
- Weź te długouche padaki i zabezpiecz rejony cytadeli. Możliwe, że więcej ich się tam krząta - kolejny rozkaz do jej adiutanta. W międzyczasie do centrum obozu nieumarli zaczęli targać paru tych, którzy przeżyli tę rzeź. Jak widać przewaga liczebna nie miała znaczenia. Tylko to irytujące krwawienie i "ból brzucha"...
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Samiel » So lis 29, 2014 6:59 pm

Po tym, jak udało mu się uporać z kilkoma długouchymi łucznikami, to zabił jeszcze trzech lub czterech, nie sprawili mu większego problemu, więc dalej tkwił w przekonaniu, że walczyli z młodymi elfami, które jeszcze nie są, aż tak dobrze wyszkolone w walce. Chociaż istniała też możliwość, że to Samiel był bardzo dobrym wojownikiem, bo z najemników, którzy byli po jego stronie, nie zostało wielu, za to udało im się zabić praktycznie wszystkie elfy. Na trawie leżało też kilka niedobitków, zarówno po ich stronie, jak i po stronie przeciwników. Kilka elfów prawdopodobnie uciekło, gdy zobaczyli, że wygrana nie jest po ich stronie. Wydawało mu się, że kilku najemników również rzuciło się do ucieczki, jednak nie miał co do tego pewności, bo nie znał dokładniej liczby wojaków, którzy z nimi wyruszyli, a ciał poległych jakiś nie chciało mu się liczyć. Po prostu tę potyczkę przeżyli ci najlepiej wyszkoleni w walce, więc nie zdziwił go widok srebrnowłosej kobiety w zbroi, która trzymała się na nogach. Po chwili dowiedział się też, że zaznajomiona jest ona ze sztuką nekromancji, a dokładniej to wtedy, gdy z ciał poległych elfów i najemników stworzyła ożywieńców, którzy oczywiście byli na jej usługi.

Obydwa sztylety demona wylądowały w pochwach przeznaczonych do ich przechowywania, a Samiel po chwili poprawił chustę, którą zakrywał połowę twarzy, bo ta zsunęła się nieznacznie w trakcie tego, gdy walczył z łucznikami, a później z wojownikami. Uwadze przemienionego nie uszło to, że Ranea, prawdopodobnie, jest ranna. Podszedł do niej, gdy skończyła wydawać rozkazy.
- Jesteś ranna, prawda? - zapytał.
- Jeżeli chcesz, to mogę cię opatrzyć. Znam się trochę na medycynie, a opatrywałem już gorsze rany - dodał po chwili.
Avatar użytkownika
Samiel
Kroczący w Snach
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Przemieniony (z Sanginiera)
Aura: Gęsta żelazna powłoka kryje w sobie drogi, jakby korozje doświadczeń, które wypełnione zostały cynową cieczą. Wciąż żywo lśni i płynie przywarta grawitacją do wyznaczonego pola. Wszystko to wywołuje skojarzenie skalistych terenów, które nie zostały okryte niczym więcej. Dzięki temu emanacja zdaje się być niebywale surowa i twarda - i taka też jest. Trudno jest naruszyć niezłomną powłokę o dosyć gładkiej nawierzchni. Cyna jest tutaj wyboiście giętka, zaś żelazo nastroszone ostrością. Emanacja trwa w bezkresnej afonii. Wydziela z siebie tajemniczy zapach. Trudno go w jakikolwiek sposób ująć czy tez opisać. Z pewnością jest on nietypowy dla wielu czytelników, aczkolwiek kryje w sobie tę jedną nutę rozpoznawalnego, ludzkiego potu. Smakuje gorzko, co idealnie współgra z lepiącą się łagodnością.
Wygląd: Magiczne mutacje, które uczyniły z niego przemienionego, sprawiły też, że, między innymi, proces starzenia się jego ciała uległ mocnemu spowolnieniu i przez to, demon mający na karku trzy i pół setki wygląda jak mężczyzna, który ma około trzydziestu lat. Atletyczne ciało skrytobójcy jest bardzo dobrze zbudowane z widocznymi mięśniami, które, co prawda, nie są, aż tak ... (Więcej)

Postprzez Ranea » N lis 30, 2014 12:17 pm

Nieumarli już najemnicy przywlekli do centrum obozu jeszcze żywe elfy, a przynajmniej te, które pożyłyby te kilka godzin. Oczywiście to byłoby zbyt łaskawe z jej strony, ale o tym będą mieli okazję się przekonać. Kto zadzierał z wampirzycą to musiał liczyć się z konsekwencjami, a ona bardzo rzadko kiedy okazywała litość, a już na pewno nie dla całej grupy. "Przywilej" ten zarezerwowany był dla jednostek, które w jakiś sposób się wyróżniały, nawet jeśli "głupi." Malujące się na ich oczach przerażenie tylko poprawiało jej humor. W końcu lubiła dominować nad innymi. Poza tym elfia krew smakowała całkiem nieźle... A pamięć o tym z pewnością sobie odświeży. W międzyczasie, z oddali dochodziły odgłosy walki, a raczej agonalne krzyki. Jak widać, parę "pięknisiów" kombinowało coś przy samej cytadeli, lecz mogła się założyć, że ich liczebność była wręcz marginalna. Poza tym, teraz to ona miała zdecydowaną przewagę liczebną.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. - Odpowiedź dla najemnika, który przetrwał całe to starcie, była krótka i treściwa.  Miała ciekawsze rzeczy do roboty, jak chociażby tortury. Opatrunki dobre były dla przeciętnej osoby nieznającej magii.
- Widzę zabawiłeś się troszkę - rzuciła w kierunku Robaka, którego wcześniej jakoś po prostu przeoczyła. Miała dobry wzrok, więc krew na rękach nie uszła jej uwadze. Najwidoczniej i mu któryś zalazł za skórę. Najwidoczniej nikt już nie lubi nekromantów...

- Spytam tylko raz, czego tu szukacie i po co nas zaatakowaliście? - Żeby nikt nie zarzucił jej "nieuprzejmości" czy coś... Odpowiedź na to była raczej oczywista...
- Idź do diabła, mauryjski pomiocie! - Kultury to oni raczej nie mieli... A myślała, że elfy były lepiej wychowane.
- Skoro tak, porozmawiamy inaczej. - Tutaj aż się uśmiechnęła iście złowieszczo. Lubiła środki perswazji oparte na torturach. - Niebawem wszystko ładnie mi wyszczekasz, kundlu. - Powiedziała, po czym podeszła do niego, podniosła nóż za pomocą telekinezy i wbiła mu w nogę. Pociągnęła go jeszcze za włosy, po czym skomentowała:
- Nie martw się, to dopiero początek. I taki drobny szczegół, nie pochodzę ani nie pracuję dla Maurii. - Tu jej wzrok padł na Arię. - Łańcuchy, sól, ogień. - Więcej i tak raczej nie było, a torturować mogła magią... i tak zrobi.
- Na czym to ja skończyłam... ach tak - w tej chwili uszaty zaczął dosłownie zwijać się z bólu. - Zawsze możecie oszczędzić mu cierpień i powiedzieć mi to co chcę wiedzieć. A jeśli nie to cóż... kolej przyjdzie i na was. Miłego oglądania - rzuciła beznamiętnie, zwłaszcza ostatnie zdanie.
Avatar użytkownika
Ranea
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Następna strona

Powrót do Dolina Umarłych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron