[Ruiny miasta na skraju bagna] Tajemnica ukryta pod gruzami.


Tajemnicza mroczna kraina, gdzie każdy Twój ruch jest obserwowany. Strzeż się każdego cienia i odgłosu bo możesz już nigdy stamtąd nie wrócić.

Postprzez Marou » N lis 16, 2014 8:13 pm

Jak się okazało miasto, a raczej to, co z niego pozostało, czyli ruiny tego miasta, nie było, aż tak daleko od Maurii, a może upadłemu wydawało się tak dlatego, że potrafił osiągnąć dość dużą prędkość w powietrzu. W każdym razie lot zajął mu zaledwie kilka minut i właśnie po tym czasie na horyzoncie ujrzał zrujnowane mury i budynki. Miasto to pewnie kiedyś było jednym z głównych miast w Mrocznych Dolinach, zaraz obok Maurii.
Gdy przelatywał nad szlakiem, to wydawało mu się, że ktoś, jedna osoba, podróżuje nim konno właśnie w stronę ruin, w których stronę leciał też on. Postanowił nie zaprzątać sobie tym głowy, gdyż równie dobrze mogło mu się tylko wydawać, że widzi jeźdźca podróżującego w stronę ruin. Upadły przez chwilę leciał wzdłuż szlaku, stopniowo zmniejszając wysokość, na której leciał, a ostatecznie wylądował przed miastem, kilka metrów od drogi, która do niego prowadziła. Dokładniej to wylądował na niewielkiej polance. Lądowaniu również towarzyszył podmuch wiatru, jednak nie tak potężny, jak ten przy starcie. Następną rzeczą, jaką zrobił, było schowanie mapy, bo ta nie była mu już potrzeba, wystarczyło tylko, że wróci na szlak i pójdzie nim w stronę ruin, które pozostały z miasta.

Poprawił pochwę z mieczem, bo ta zdążyła zsunąć się nieco w czasie lotu i skierował się w stronę wyjścia z polany i szlaku. Po chwili, bo przeszedł zaledwie kilka metrów, stał już na szlaku. Obejrzał się za siebie, bo przypomniał sobie o osobie, którą widział wcześniej, jednak teraz nie widział, aby ktoś się zbliżał. Upadły ruszył drogą w stronę miasta. Musiał znaleźć w nim katakumby, a dokładniej to wejście do nich, a, jako że miasto było ruiną to... możliwe, że wejścia "stworzyły" się same.
Avatar użytkownika
Marou
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: †Drago†, Fenrir, Erestor, Agares, Samiel, Calel,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Wciąż świetlista choć już nieco ciemniejsza aura o kolorze żelazno-cynowa. Poświata barwi się szmaragdowo. Wokoło nie słychać żadnego dźwięku. Aura pachnie siarką, słomą oraz paloną skórą. W dotyku zaś jest gładka i giętka. Zaś w smaku gorzka i łagodna.
Wygląd: Marou jest wysokim, bo mierzącym sobie około sześć i pół stopy (~193 cm), przystojnym i w ogólne nie wyglądającym na swój wiek mężczyzną. Może nie jest, aż tak umięśniony, jednak jego sylwetka budową zbliżona jest do atletycznej, a mięśnie nawet dobrze wyrzeźbione. To co zostało mu po etapie w życiu, w którym był aniołem światła to bardzo jasne włosy, które kolorem ... (Więcej)

Postprzez Interfectoria » Cz lis 20, 2014 10:19 pm

Czuła się cudownie. Na ubraniach nie widać już było śladów krwi, a to był dobry znak. Bez wątpienia musiałaby wrócić do tego miasta i kupić nową suknię. „Na niektórych nie działają moje argumenty..." pomyślała. Delikatnie przejechała ręką po szyi klaczy. Była koloru piany morskiej. To był naprawdę dobry zaku.... prezent. Nałożyła siodło na konia i jeszcze raz przyglądnęła się horyzontowi. Z gracją wskoczyła na konia i ruszyła.
Ze zdziwieniem przyglądała się każdej roślinie. Gdy tylko nadarzała się okazja, urywała gałązkę lub liść i chowała do torby. Każde stworzenie było dla niej czymś nowym. Całe życie spędziła w niebie i po upadku kryła się w klasztorze, więc nigdy nie miała styczności z naturą. Kiedy przyglądała się zachodowi słońca, zauważyła na niebie jakieś stworzenie. Miało ogromne, czarne skrzydła. Klacz ruszyła galopem w miejsce gdzie to zwierzę zniknęło.

***
Nie mogła go znaleźć. Czy to możliwe, że tak wielkie stworzenie jej uciekło ? Rozglądnęła się jeszcze raz, ale nie było nawet śladów. Kiedy już miała ruszać w dalszą drogę, usłyszała odgłos łamanej gałązki.
Avatar użytkownika
Interfectoria
Zbłąkana Dusza
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Marou » So lis 22, 2014 11:37 pm

Przez chwilę wydawało mu się, że słyszy konia biegnącego po drodze, a później po ziemi porośniętej trawą, jednak słyszał to przez krótką chwilę, a wcześniej sprawdzał i nie widział żadnego jeźdźca. Był też pewien, że nie było możliwość, iż tajemniczy lub wymyślony jeździec mógłby wyprzedzić lecącego upadłego anioła. Jeszcze raz poprawił pochwę z mieczem, bo po wylądowaniu chyba zrobił to w zły sposób, i ta ponownie zsunęła się lekko z miejsca, w którym powinna spoczywać. Nie szedł szybko, gdyż nie speszyło mu się, jednak i tak był coraz bliżej zrujnowanej bramy wejściowej do miasta, które obróciło się w ruinę nie wiadomo kiedy i nie wiadomo dlaczego, jedni mówią, że władca miasta rozgniewał smoka, który zniszczył miasta, inni mówią, że w jednym z domów wybuchł pożar, który ostatecznie zniszczył całe miasto, a jeszcze inni mówią, że mieszkańcy zmarli w wyniku tajemniczej zarazy, a ciała, które były złożone w katakumbach chodzą teraz ich korytarzami i strzegą skarbów, które ponoć się tam znajdują- tak, Marou zebrał nieco informacji na temat miejsca, do którego teraz zmierza.

W końcu, po kilku minutach marszu, dotarł do bramy wejściowej, a raczej do tego, co z niej zostało. Połowa drewnianych, wzmocnionych drzwi leżała na ziemi, widać było, że już dawno spróchniała, była też porośnięta mchem w wielu miejscach. Drugiej części drzwi po prostu nie było. Wieże, w których niegdyś siedzieliby strażnicy, którzy mieliby oko na bramę, były zniszczone, w tym połowa jednej z nich leżała na ziemi, a druga trzymała się dość dobrze, chociaż, gdyby wyjąć z niej jeszcze jeden kamienny blok to pewnie zostałaby zniszczona w trakcie upadku i wylądowałaby na ziemi, obok drugiej wieży. Poza tym to ktoś z wyostrzonym wzrokiem mógł dostrzec, że na niektórych cegłach widoczna jest sadza, więc gdyby wiedział o teoriach odnośnie do zarazy, to od razu skreśliłby je- tak też zrobił Marou. Następnie wszedł do miasta, czyli przekroczył bramę. Jego lewa dłoń spoczęła na rękojeści miecza, która zaczęła świecić bladym, białym światłem, a raczej zaczęły to robić runy, którymi była ona pokryta.

Po kilku minutach udało mu się odszukać jedno z wejść prowadzących do katakumb, w którym mają być ukryte klejnoty. Zszedł na dół i zaczął poszukiwania. Na dole spędził dość dużo czasu, bo katakumby miały naprawdę wiele korytarzy, a walka z ich strażnikami nie należała do najłatwiejszych, głównie dlatego, że było dość ciasno i przez to, Marou miał trochę utrudnione manewrowanie swoim mieczem. Ostatecznie udało mu się znaleźć salę, w której spoczywały klejnoty, jednak musiał zmierzyć się z nieumarłym, który ich strzegł "skarbu". Na szczęście ta sala była o wiele większa niż korytarze, jednak ożywieniec był wytrzymalszy, szybszy i silniejszy niż te, z którymi walczył w korytarzach, więc walka była, mniej więcej, na tym samym poziomie. Po dość wyczerpującej walce, udało mu się pokonać Strażnika i zdobyć to, po co tu przyszedł.
Z katakumb wyszedł innym wyjściem, a dowiedział się o tym, bo zauważył, że otoczenie było nieco inne, jednak w miarę szybko znalazł kierunek, z którego przyleciał, a następnie wzbił się w powietrze i poleciał w stronę Maurii, aby dokończyć zlecenie.

Ciąg dalszy: Marou
Avatar użytkownika
Marou
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: †Drago†, Fenrir, Erestor, Agares, Samiel, Calel,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Wciąż świetlista choć już nieco ciemniejsza aura o kolorze żelazno-cynowa. Poświata barwi się szmaragdowo. Wokoło nie słychać żadnego dźwięku. Aura pachnie siarką, słomą oraz paloną skórą. W dotyku zaś jest gładka i giętka. Zaś w smaku gorzka i łagodna.
Wygląd: Marou jest wysokim, bo mierzącym sobie około sześć i pół stopy (~193 cm), przystojnym i w ogólne nie wyglądającym na swój wiek mężczyzną. Może nie jest, aż tak umięśniony, jednak jego sylwetka budową zbliżona jest do atletycznej, a mięśnie nawet dobrze wyrzeźbione. To co zostało mu po etapie w życiu, w którym był aniołem światła to bardzo jasne włosy, które kolorem ... (Więcej)


Powrót do Mgliste Bagna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron