Dalekie Krainy[Neverith] Kto jest winny?

Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Xenja
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

[Neverith] Kto jest winny?

Post autor: Xenja »

Czasem ciężko podjąć dobrą decyzję, taką by wszystkim odpowiadała. Xenja wiedziała i czuła, że zawiodła Krakenie swoim wyborem, ale była także świadoma, wielu negatywnych emocji targających nieumarłą. Nie chciała ryzykować jakiegoś niepożądanego efektu, magia bywa kapryśna i delikatna. Ryzyko było więc po obu stronach barykady, a przemieniona musiała mieć na względzie swoją załogę i ukochane córki. Nie znali długo Petera, ale miała przeczucie, takie kobiece, że naprawdę chce pomóc.
Westchnęła ciężko, widząc, złość nieumarłej nawet na Seline, która oferowała jej trochę swojej energii. Po powrocie na statek zapowiadała się długa i pewnie niełatwa rozmowa z Krakenią. Nawet jeśli lodowa elfka, próbowała ją bronić.
Nie mogła jednak skupiać stale uwagi na tym, co robi rozgniewana zjawa, dlatego nie spostrzegła, że ta przystąpiła do jakiegoś jedynie jej znanego rytuału. Jeszcze na domiar złego zjawił się jakiś mężczyzna w bańce powietrza. Nim ktokolwiek zdołał go o coś zapytać, zaskoczył wszystkich, tym co zrobił, wystrzeliwując z dłoni winorośl, którą trafił nadpływającą właśnie strzygę oraz wszystkie kolejne.

- A ten skąd się wziął? – spytała Alisena, nie wierząc, w to, co widzi.
- Różnokolorowe gatki…? – Ardalion podrapał się po głowie, słysząc dziwaczne słowa przybysza.

Wkrótce w jakiś tajemniczy sposób wszyscy wylądowali znów na odpowiednich statkach. Tajemniczy wybawca nakazał im płynąć. Nic o nim nie wiedzieli, ale postanowili, że zrobią, co przykazał, porzucając pragnienie zdobycia skarbu z dna oceanu. Może jeszcze kiedyś tu wrócą…

Błękitny Księżyc kołysał się delikatnie, tnąc niewielkie fale. Słońce właśnie zachodziło i choć wokół panował kojący spokój, to na pokładzie od wczorajszego dnia wszyscy chodzili w dziwnym napięciu i prawie ze sobą nie rozmawiali. Alisena nawet nie dokuczała Nikodemii, która stanęła za sterem. Chyba jedynie Ardalion drzemał beztrosko na bocianim gnieździe.

- Krakenia? – przemieniona podeszła do nieumarłej, stojącej przy lewej burcie. Widać było, że niebieskoskórej trudno jest w ogóle zacząć. – Pragnę, abyś wiedziała, że nigdy nie wątpiłam w twoje zdolności. Po prostu… Każdego z nas czasem ponoszą emocje, nie zawsze jesteśmy w stanie je od razu opanować, a to może mieć fatalne skutki. Właśnie dlatego wybrałam propozycję Petera – wyjaśniła, mówiła delikatnie. Nie jak kapitan do załoganta, tylko jak do przyjaciółki.

Tymczasem pod pokładem Ivanem zajmowała się Eligia. Wprawdzie jego rany zostały podleczone przez czteroręką, ale jego psychika również ucierpiała, nie do końca pamiętał, co się stało, a gdy tylko szedł spać, przebłyski tych wydarzeń przybierały formę koszmarów. Morski elf był dość silny, maie nie wykluczała opcji, że mogła mu zostać podana jakaś trucizna wywołująca takie efekty. Mimo to spiczastouchy miał dość tej całej nadopiekuńczości naturianki. Przez dłuższy czas było słychać krzyki i całą masę obelg. Asteria, która nie mogła sobie znaleźć zajęcia, z zaciekawieniem przysłuchiwała się awanturze, stojąc po drugiej stronie drzwi. Niestety momentami nie do końca rozumiała, co tam gadają. Dlatego zaskoczyło ją nagłe plaśnięcie, ktoś najwyraźniej oberwał w twarz. Następnie musiała nagle, ale jednocześnie dyskretnie odskoczyć, bo naturianka cała czerwona ze złości wyszła, otwierając drzwi z rozmachem.
Gdy białowłosa zniknęła z zasięgu wzroku, młoda elfka zajrzała przez dziurkę od klucza. Nie, żeby jakoś specjalnie interesował ją lodowy elf, w końcu to Zahariel był obiektem jej westchnień, a w tej chwili była po prostu wścibska. Jednakże nie zobaczyła tam nic ciekawego ani niewłaściwego. Ivan kopnął w znajdującą się tam skrzynię, po czym po namyśle otworzył ją, wyciągając butelkę rumu. Usadowił się na hamaku i uzupełniał płyny. Rogata przewróciła oczami i poszła poszukać siostry.
Oczywiście łatwo było się domyślić, że gdziekolwiek jest Eneasz, tam będzie ona. Dziewczyna wyszła na pokład, wypatrzyła fioletowniebieskie futro Eneasza i zgodnie ze swoimi przypuszczeniami znalazła również Ariste w pobliżu. Grała w kości razem z Ritą, siedząc na dziobie statku. Sądząc po minie rudowłosej, chyba przegrywała albo wciąż była przybita wydarzeniami z wraku.
- Mogę się przyłączyć? – spytała z nutką znudzenia w głosie i nie czekając na potwierdzenie, dosiadła się do nich.

W miarę upływu dni atmosfera na okręcie wracała do normy. Zapasy jednak zaczynały się kończyć i musieli czym prędzej zejść na ląd i je uzupełnić. Panterołak od dłuższego wypatrywał portu przez lunetę, aż w końcu rozległ się jego donośny krzyk.

- ZIEMIA NA HORYZONCIE!

Po wszystkich obecnych na pokładzie podniósł się szmer zadowolenia. Oczywiście był środek dnia, więc niektórzy albo spali po nocnej zmianie, albo zwyczajnie musieli unikać słońca, więc siedzieli na dole.

- No, nareszcie! Lecę na zwiady! – Fellarianka rozprostowała skrzydła i wystartowała, Zahariel natychmiast za nią poleciał i zagrodził jej drogę.
- Oszalałaś? Chyba nie zapomniałaś, co stało się ostatnio z Ivanem?
- Przecież nie schodzę na dno!
- Nie chodzi o to, gdzie, zawracaj.
- Hmpf…

Czerwonoskrzydła ostatecznie wróciła na statek. Piekielny odetchnął z ulgą, wiedział, jak bardzo narwana bywa Alis, a to mogłoby im wszystkim zagwarantować kłopoty.
- Deźka, weź ją pilnuj, by nie wpadła na kolejny „genialny” pomysł – powiedział do stojącej w pobliżu smokołaczki.
Zmiennokształtna szczerze mówiąc, nie wiedziała co odpowiedzieć, z jednej strony zgadzała się trochę z aniołem, a z drugiej to oburzone spojrzenie fellarianki mogłoby zakłopotać każdego. Przełknęła ślinę i twierdząco skinęła głową z wymuszonym uśmiechem.
- Nie daruje ci tego – szepnęła przez zęby czerwonowłosa, a Dezyderia przez chwilę miała wrażenie, że siedzący na jej ramieniu Koko również miał wściekłość w oczach. Aż zamrugała oczami.

Wkrótce po tym jednak wyglądało na to, że zapomniały o wcześniejszej sprzeczce i znów dobrze się dogadywały. Upadły przewrócił oczami i poleciał do kajuty Xenji, nie chciał skarżyć na Alis, w żadnym razie, w gruncie rzeczy nic się nie stało.
- Kapitanie? – zapukał do drzwi i poczekał, aż przemieniona mu otworzy. – Ziemia na horyzoncie.
- Doskonale, każ ściągnąć banderę i przekaż Selinie, że jej oczekuje.
- Tak jest – zasalutował niczym rasowy żołnierz i poszedł wykonać zadanie.

Sergiej zajął się powiewającą piracką flagą, a upadły miał nie lada problem ze znalezieniem lodowej elfki. Nawet Krakenia nie umiała mu odpowiedzieć na to pytanie, co było dość dziwne. Dwie fascynatki magii, uwielbiające te swoje naukowe zagadnienia, czy co one tam robiły, nagle jakby się unikały. Zahari podejrzewał, że to resztki negatywnych emocji sprzed paru dni położyły trochę cienia na ich relacje. W każdym razie zszedł pod pokład, znowu.

- Selina!? Kapitan cię wzywa! – zapukał do jej drzwi znacznie inaczej, niż wtedy do Xenji, ostrzej i bardziej nachalnie.

Nim jednak otrzymał jakąkolwiek reakcje, musiał się nastukać i nawołać, a niestety nie mógł wejść do środka z buta, drzwi były zamknięte. W końcu niebieskowłosa raczyła mu otworzyć, choć nie tego oczekiwał upadły, dziewczyna wyglądała jak stos nieszczęść. Jej jedyne widoczne oko, było podkrążone, jakby uczestniczyła w jakieś bójce, niebieskie kosmyki, poskręcane, poplątane i bezczelnie przysłaniające twarz. Nawet jej opaska była jakoś tak niedbale założona, choć zakrywała, co trzeba.

- Um… Kapitan… Cię woła – powtórzył. Nic mu nie było wiadomo, o tym by rozpracowywała jakieś mapy czy staroalarańskie teksty, więc dlaczego tak wyglądała? Miał już odejść, ale tknięty resztkami swej niebiańskiej natury dodał jeszcze – Wszystko w porządku? Może potrzebujesz pomocy?
- Ta… Nie, nie wiem. To znaczy co? – zapytała, bo potrzebowała chwili na pojęcie sensu słów mężczyzny, a tym bardziej całych zdań. – Ah tak, już idę – ożywiła się i ruszyła przed siebie. – I nie, nie trzeba – odparła już bardziej trzeźwo, choć na tyle cicho, że skrzydlaty ledwo ją usłyszał.

Spiczastoucha wparowała do kajuty Xen bez pukania, choć to chyba ze zmęczenia. Czteroręka była równie zaskoczona.

- Jesteś mi w stanie powiedzieć, do jakiego miasta się zbliżamy? – spytała. Odpowiedziała jej przydługa cisza, Selina była kompletnie nieobecna. – Selina? – powtórzyła.
- Ah! Oczywiście, jeśli gwiazdy nie kłamały, to prawdopodobnie zbliżamy się do Neverith. To na południe od Arrantalis i po zachodniej stronie Gór Słonecznych – wyrecytowała z pamięci, jakby już znacznie wcześniej była gotowa na to pytanie.
- Selina, co się dzieje? – spytała Xen.
- Jestem tylko trochę zmęczona… - powiedziała ze słabym uśmiechem. – Muszę się przespać – dodała i czym prędzej wróciła do swojej kajuty.

Była bardzo słaba, musiała chwycić się biurka, by nie upaść. Leżały na nim najróżniejsze mapy i kartograficzne przyrządy. Elfka niechcący zrzuciła kubek z wodą, na tyle szczęśliwie, że wszystkie te papiery ocalały. Spiczastoucha zmarszczyła brwi. Coś było nie tak, brała czystą wodę, dlaczego więc plama na podłodze miała jakiś dziwny zielonkawy odcień? Wszystko w dodatku zaczęło jakoś tak dziwnie falować, drzwi i podłoga wyginały się pod najdziwaczniejszymi kontami, a mimo to nie słychać był najmniejszego trzasku. Na dodatek te wszystkie linie na mapach zaczęły zmieniać kształty, tworząc całkiem nowe, podobne do przerażających grymasów potępieńców. Sel straciła równowagę i upadła. Wciąż jednak walczyła z tym wszystkim, próbując ignorować pulsujący ból głowy i dziwny posmak w ustach, po czym w jednej chwili jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystko pogrążyło się w ciemności.
Nikt do niej nie zaglądał, nie chcąc jej przeszkadzać. Dopiero późnym wieczorem, gdy mieli zaraz wpływać do portu, Róża poleciała ją obudzić. Najpierw zapukała, Selina zawsze słyszała dobrze jej ciche pukanie. Po chwili zauważyła niedomknięte drzwi, więc pchnęła je lekko i weszła.

- Selina?! – wylądowała przy jej twarzy i kilka razy plasnęła w policzki, chcąc ją ocucić.
- Mm…? – elfka niemrawo otworzyła oczy.
- Na Prasmoka, weź ty się za siebie kobieto – zbeształa ją. – Zaraz cumujemy – poinformowała ją i wróciła na górę.

Światło księżyca i gwiazd, wyraźnie oświetlało jakiś pomniejszy port i położone nieco dalej zabudowania Neverith. Było pusto i spokojnie, jedynie kilka statków kołysało się na drobnych falach. Wyglądało, na to, że szczęście im dopisuje. Edmund, przybierając postać nietoperza, dostał się na mostek i chwycił jedną z lin, po chwili dołączył do niego Serpens i zabezpieczyli okręt.

- Ivan, Olimpia i Eligia zostają na pokładzie – zarządziła Xenja. – Reszta idzie ze mną.

Naturianka wolałaby iść z nimi, ale rozumiała intencje przemienionej. Jako maie mogła przybrać dowolną formę, więc była ostatnią deską ratunku. Ivan ostatnio był traktowany niezwykle ulgowo, więc to było oczywiste, a Olimpia… Cóż, mało kto jest w stanie zachować spokój na widok niedźwiedzia.
Reszta tymczasem rozpoczęła przeszukiwania wszelkich pozostawionych tu skrzyń i wozów. Jak tylko znajdowali jakieś pożywienie, zabierali na statek. Głównie Zahariel i Alisena przenosili towar, skrzydła były w tej sytuacji niesamowicie użyteczne.
Jedynie dziewczynki ucieszone stabilnym gruntem ganiały sobie tu i tam, odciągając Ritę od roboty, która, choć nieco starsza też była jeszcze dzieckiem, dlatego Xenja przymknęła na to oko. Zwłaszcza, że teraz siłowała się z jedną ze skrzyni i nawet mimo dodatkowych kończyn nie chciała ona puścić. Nagle na jednej z jej dłoni poczuła dotyk Sergieja.
- Potrzebna, pomocna dłoń? – spytał, uśmiechając się do niej nieco figlarnie.

- Spróbuj tu trochę podważyć – spiczastoucha powiedziała z uśmiechem.
Udało im się, jednak nie oczekiwali czegoś takiego w środku. Były tu tylko wióry. Ciemnoskóry i jego ukochana spojrzeli po sobie zaskoczeni, a przechodząca obok Amadea podeszła przyciągnięta nietypowym widokiem.
- Po co to komu? – syrena spytała z wyraźnym zdezorientowaniem.
- Może to jakiś wymysł rolników? – dodał Sergiej.
- Hmm – Kapitan włożyła wszystkie dłonie do środka i zaczęła przegrzebywać.
- Zostawmy to, w końcu i teraz najważniejsze… - zaczął mężczyzna, ale właśnie wtedy niebieskoskóra wyciągnęła świstek papieru. Nie była to mapa, ale jakiś list opatrzony pirackim symbolem.

Nim jednak ktokolwiek zdołał go przeczytać, rozległ się donośny i obcy, co gorsze, krzyk.

- PIRACI!

W porcie zrobiło się zamieszanie, Nikodemia wrzasnęła z bólu, gdy strzała łucznika trafiła ją w bok. W oddali widać było zbliżających się zbyt szybko strażników na wielbłądozwierzach. Xenja ukryła list w wewnętrznej kieszeni płaszcza i wraz z pozostałymi próbowała się dostać na statek. Nie rozumiała, co się działo, tu nie powinno być tak wielu wojskowych i skąd oni… Czteroręką zmroziło, gdy spostrzegła powiewającą na maszcie banderę, przecież dała wyraźne rozkazy i na pewno zostały wykonane, co w takim razie się stało?
Wzięci z zaskoczenia mieli marne szanse, zwłaszcza, iż tutejsi mieli przewagę liczebną i może przypadkiem albo wręcz przeciwnie, wyeliminowali zaraz po Nikodemi, Dezyderię oraz Olimpię, które w swych zwierzęcych postaciach mogły przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Teraz jednak leżały nieprzytomne i ranne od oszczepów. Amadea próbowała wskoczyć do wody, ale również nie zdążyła. Reszta próbowała walczyć. Xenja wyciągnęła szable i zabrała broń nieprzytomnym towarzyszkom, długo odpierała ciosy, maksymalnie wykorzystując dodatkowe kończyny. Ivan zawzięcie bronił okrętu w pojedynkę, bo Eligia gdzieś zniknęła. Ardalion w postaci pantery biegł mu na pomoc, ale nim dotarł, również oberwał.
Wszyscy po kolei padali, definitywnie przegrywali tę bitwę, niektórzy tracili przytomność, nim cokolwiek się stało, jednak w tym zamieszaniu piraci nie byli w stanie tego zauważyć. Xenja na dodatek prócz walki zajęta była poszukiwaniem wzrokiem córek, które poszły gdzieś wraz z Ritą. Ponadto wszystko nagle zaczęło się wyginać pod różnymi kątami. Spiczastoucha nawet nie poczuła bólu, upadając na ziemię, a ostatnie co zapamiętała to elegancko ubranego arystokratę, który do niej podchodził. Miał na ubraniu wyraźny symbol przedstawiający białą lilię i różową różę.

Czteroręka nie wiedziała, jak dużo czasu minęło, ani co się stało, ale na pewno czuła okropny ból głowy i ciążące na niej łańcuchy, na nogach i rękach (i to wszystkich). Gdy otworzyła oczy, spostrzegła, że siedzi w jakiejś podziemnej celi, jedynie małe zakratowane okienko, znajdujące się dość wysoko wpuszczało tu trochę światła. Pomieszczenie było spore i co ciekawe zbudowane na planie koła, a nie kwadratu. Naprzeciwko i obok niej znajdowała się jej załoga, również zakuta w łańcuchy. Niektórzy przytomni, inni jeszcze nie.

- "Krakenia, Sergiej, Alisena…" - zaczęła wymieniać wszystkich i sprawdzać, czy są. Jak się okazało, brakowało dziewczynek wraz z Ritą oraz Eligii. Kapitan pokładała wielkie nadzieje w maie, skoro udało jej się umknąć, to na pewno wróci.

Niebieskoskóra czekając na oprzytomnienie reszty, zaczęła analizować całą sytuację, przypominając sobie wszelkie szczegóły. Nie mogła zrozumieć, skąd wzięło się tylu strażników o tej porze w tak małym porcie. Chyba że na kogoś czekali? Czyżby na nich? Ale skąd mogli wiedzieć, chyba że…

- Kto wciągnął banderę? – spytała w końcu ze śmiertelną powagą i nutką gniewu gotowego do wybuchu.
Wszyscy popatrzyli po sobie zdziwieni, a po chwili zaskoczenie stało się szeregiem podejrzliwych wspomnień i… brakiem odpowiedzi.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość