Szepczący LasZacznijmy wszystko od nowa...

Utopijna kraina druidów, zwierząt i wszystkich baśniowych istnień. Miejsce przyjazne dla każdego stworzenia. Ogromny las położony w górskiej dolinie, gdzie nic nie jest takie jak się wydaje.
Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 65
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea »

Nad rankiem obudził ją głód. Z przerażeniem stwierdziła, że przez swój nałóg cała się trzęsie. Wstała pospiesznie, by upewnić się, że drzwi są zamknięte i nie pozwolą nikomu się otworzyć. Gdy do nich podeszła, wzbudziła się w niej chęć wyjścia i znalezienia swej ofiary gdzieś w przybytku. Była tak głodna, że mogłaby to być nawet brudna krowa, którą widziała zeszłego dnia. Nie pogardziłaby jednak świeżą, człowieczą krwią. Z tą myślą spróbowała otworzyć drzwi, jednak gdy te odmówiły posłuszeństwa, uderzyła się o nie głową, by w jakiś sposób uporać się z pragnieniem wgryzienia się w czyjeś ciało. Wiedziała, że marne były szanse, by to rzeczywiście podziałało, jednak w tym momencie na to zbytnio nie zważała. Chciała po prostu czymś się zająć. Nie zważając na to, że ktoś mógłby usłyszeć hałas dobiegający z jej pokoju, odeszła pospiesznie od drzwi. Kierując się w stronę łóżka zdjęła z siebie suknię i nie dbając o to gdzie, odrzuciła ją od siebie. Odzienie wylądowało na podłodze po lewej stronie pomieszczenia, przypominając w tym momencie szmatę do wycierania podłóg. Wampirzyca natomiast, jedynie w dolnej części bielizny, usiadła na łóżku. Swoją prawą dłonią chwyciła lewy nadgarstek i ze wzrokiem szaleńca wpatrywała się w bliznę po wcześniejszym ukąszeniu. Nie uśmiechało jej się ponownie gryźć samej siebie. Zwłaszcza, że tym razem miała ochotę spróbować krwi innych... ludzi. Pewnie smakowała o wiele lepiej niż ta krowia. A przecież już ta druga smakowała wyśmienicie. Pomyśleć tylko, jak pyszna musiała być człowiecza... Wyobrażając sobie ten smak, nie bacząc na delikatność, wgryzła się we własną rękę. Tuż obok śladu po wcześniejszym ukąszeniu.
Po całym rytuale, gdy już była najedzona, odczekała czas jakiś, aż krew zakrzepnie. Właśnie dlatego się rozebrała i siedziała teraz nago - nie chciała ponownie pobrudzić swego odzienia. Miała wrażenie, że Machinka nie byłaby zadowolona. Właściwie to zdziwiła się, że zdołała w ogóle o tym wcześniej pomyśleć.
Nie wiedziała, jaka jest pora dnia, ale przyglądając się promieniom słońca wpadającym przez okno do pokoju, domyśliła się, że jest około południa. Biorąc pod uwagę fakt, że Jorge jeszcze nie przyszedł, domyśliła się, że jest bardzo zajęty. Dlatego też zdecydowała się nie narzucać. Doszła do wniosku, że gdy tylko będzie miał na to czas, na pewno do niej zajrzy. Mimo zapewnień, że może czuć się tu swobodnie, wcale nie przychodziło jej to łatwo. Nie wiedziała, jak rozmawiać z innymi, a oprócz czytania swojej książki nie miała nic więcej do roboty, póki nie przyjdzie szermierz. Zaczęła się zastanawiać, czy po obowiązkach, którymi się teraz zajmuje, będzie miał ochotę na dalsze pokazy samoobrony. Dzisiaj mieli zając się radzeniem sobie z uzbrojonym przeciwnikiem, co dla wampirzycy było trudne do wyobrażenia sobie. Sądziła, że gdyby ktoś uzbrojony chciał zrobić jej krzywdę, bardzo trudno byłoby się jej obronić. Chyba że spotkałaby przerażonego dzieciaka z nożem kuchennym. Gdy to sobie wyobraziła, przypomniał jej się chłopak, którego uratowała przed płonącą kulą, wyczarowaną przez diabła. Poczuła lekkie przerażenie. Gdzieś w tym lesie nadal mógł kręcić się ten demon i Bella pewna była, że wczorajsza lekcja Jorgego na nic by się zdała przy takim przeciwniku. Czy sam Miecz Zimy byłby w stanie poradzić sobie z czymś takim? Krwiopijczyni zaczęła wyobrażać sobie kilka scenariuszy takiego starcia, by po chwili pokręcić głową i wstać do okna. Z przerażeniem zorientowała się, że od potencjalnej krzywdzie lub śmierci dzieliła ją jedynie sekunda. Jeszcze chwilka i rzeczywiście, odruchowo, stanęłaby w oknie, próbując spoglądać w las. Całkowicie zapomniała, że jest wampirem. Dopiero co posilała się sama sobą, a mimo silnych, raczej negatywnych, odczuć temu towarzyszących wyleciało jej z głowy, czym jest. A skoro już o tym mowa, to zaczęła się naprawdę martwić o swoją pamięć. Ból głowy minął, podobnie jak innych części ciała. Już prawie wydobrzała po tamtej ciężkiej nocy, a w dalszym ciągu nie pamiętała nic, co działo się przed spotkaniem z demonem. Nawet tamte chwile widziała jak przez mgłę. Tak naprawdę bez trudu wspominała moment, w którym pierwszy raz spotkała Jorgego. Od tamtej pory pamiętała wszystko. Zaczynała mieć wrażenie, że mogła utracić wspomnienia już na stałe. Miała jeszcze nadzieję, że tak się nie stało, jednak szczerze w to wątpiła.
Westchnęła ze smutkiem, po czym stwierdziła, że dobrze będzie opędzić się od tych negatywnych myśli, a dobrą odskocznią może być jej książka. Dlatego też chwyciła za tom, ułożyła się na łóżku, podpierając na łokciu i zaczęła zagłębiać się w lekturze. Czytała tak przez kilka godzin. Po jakimś czasie zorientowała się, że jest już grubo po południu. Doszła do wniosku, że najwyższa pora wyjść z pokoju. Jorge dalej nie zapukał, więc może uda jej się go znaleźć. Odłożyła książkę na stołek, po czym wstała z łóżka i ruszyła do drzwi. Gdy je otwierała, w ostatnim momencie, zorientowała się, że jest naga. Całkowicie o tym zapomniała i mało brakowało, a wyszłaby tak do innych kultystów. Dopiero wtedy mieliby ją za dziwaka. Albo gorzej... Rozejrzała się po pokoju i zlokalizowała leżącą pod ścianą suknie. Czym prędzej do niej podbiegła i ją założyła, później wskoczyła w buty. Dopiero teraz była gotowa do wyjścia. Uważając, by nie natknąć się na mordercze światło, wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Rozejrzała się po korytarzu i zauważyła jednego z kultystów. Nie rozpoznała go, ale mimo to postanowiła zapytać czy wie, co się dzieje z Mieczem Zimy. Dopiero, gdy dowiedziała się, że szermierz dalej śpi, dotarło do niej, jak bardzo zmęczony musiał być wczorajszego dnia. Bez namysłu postanowiła udać się do pomieszczenia z książkami, by zwędzić dla siebie kolejne sztuki. Musiała przecież mieć czym się zająć przez najbliższy czas. Tak też zrobiła. Po paru minutach znalazła się w pokoju z nieco wyblakłą mapą na ścianie, bałaganem i masą książek. Bez namysłu zaczęła przeszukiwać kolejne tytuły, a te najbardziej ciekawe, które postanowiła zabrać ze sobą, traktowały o historii świata, magii i ogólnej geografii. Nie zwlekając zbyt długo ruszyła ze swoimi zdobyczami do swego pokoju. Po drodze miała nieszczęście minąć grupę kultystów, która dziwnie się jej przyglądała. Miała wrażenie, że wcale nie jest tu przez nich mile widziana. Mając na uwadze to, że wcale nie wszyscy są tu do niej tak przyjaźnie nastawieni, jak chociażby Machinka, postanowiła zamknąć się w swoim pokoju i zanurzyć w swojej nowej literaturze. Najbardziej interesowała ją magia. Może dzięki niej udałoby się jej przywrócić pamięć. Musiałaby tylko znaleźć kogoś, kto jest w stanie to zrobić...
I tak minął jej kolejny wieczór. Siedziała w swoim pokoju, czytała, myślała, potem jeszcze raz się posiliła, by na koniec pójść spać. Rano ponownie obudziła się z powodu głodu. Powtórzyła te same czynności, które wykonywała poprzedniego dnia, by potem znów poczekać na wizytę Jorgego. Gdy ta jednak nie nadchodziła, a słońce powoli zachodziło za horyzont, wampirzyca zaczęła się martwić. Stwierdziła, że coś jest nie tak i tym razem pierwszym co zrobiła było zadbanie o to, że nie wyjdzie na korytarz naga. Potem zdecydowanym i pewnym krokiem skierowała się w stronę drzwi. Zamierzała zapukać do pokoju szermierza, by zorientować się, czy wszystko jest w porządku. Plan ten jednak miał nie dojść do skutku, gdyż gdy tylko wyszła za próg swego pokoju zobaczyła tego młodzieńca, Darega. Widząc, że ten kieruje się w jej stronę, zeszła mu z drogi. On również nie wydawał się jej przyjaźnie nastawiony. Za każdym razem, gdy się spotykali, patrzył na nią nieufnie, jakby chciał dać jej do zrozumienia, że nie jest przez niego zbyt lubiana. Nie czuła się niekomfortowo, gdy ten wlepiał w nią swój wzrok. Nie znała powodu, czemu tak robił, ale powoli zaczynała się przyzwyczajać do podejrzliwych spojrzeń. Przynajmniej ten chłopak nie nazywał jej abominacją...
- Dzień dobry, Dareg - odpowiedziała mu serdecznie.
Zdziwiło ją jednak, to, w jaki sposób on odezwał się do niej potem. Swe pytania zadał bardzo bezpośrednio, można też powiedzieć, że niegrzecznie. Nie chowała jednak urazy, gdyż po pierwsze: sama w tym momencie nie wiedziała, co to kultura, a po drugie: był dzieckiem. Chyba bardzo ciekawskim.
- Jo... Miecz Zimy? - opamiętała się, powoli łapiąc, że kultyści powinni zwracać się do Jorgego z szacunkiem i należnym tytułem. - Cóż... Myślę, że ma naprawdę dobre serce. Potrzebowałam pomocy, wyciągnął do mnie rękę, zaufał. Myślę, że pomógłby każdemu, kto tej pomocy by potrzebował. Mi, twojemu ojcu, tobie. Nawet Loamowi. - Zamilkła w zamyśleniu, kierując swój wzrok z chłopca w głąb korytarza. Stała tak chwilę, po czym kontynuowała.
- Tak, drapieżnik powinien potrafić zadbać sam o siebie. Ja jednak chyba nie czuję się drapieżnikiem. Drapieżniki polują na swą ofiarę, zgadza się? Wybacz, straciłam pamięć i nic nie wiem o tym świecie. Myślę, że dlatego właśnie Jor... Miecz Zimy postanowił zapewnić mi opiekę. Jednak dochodzę do siebie i niedługo będę w stanie poradzić sobie sama... Mam nadzieję. - Posłała chłopakowi miły uśmiech, po czym zapytała:
- Skoro o nim mowa, to wiesz może, gdzie jest?
Awatar użytkownika
Jorge
Kroczący w Snach
Posty: 204
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge »

        Tym razem po modłach Jorge nie musiał oganiać się od ludzi, co wcale nie znaczyło, że pozostawiono go samemu sobie - był zbyt ważnym gościem, by go ignorować. Ktoś podziękował mu za prowadzenie jutrzni, inna osoba zapytała czy będzie im towarzyszył przy śniadaniu, kto inny poinformował go o jakimś drobiazgu. Dla szermierza ta rozmowa była niezwykle naturalna - przywykł do podobnych krótkich raportów w czasach, gdy był arystokratą pełną gębą. Wiedział przez to komu odpowiedzieć tylko skinieniem głowy, z kim zamienić kilka słów. I nie była to tylko kwestia tego kto ma jakie zasługi, ale też tego, by cały ten rozgardiasz mieć pod kontrolą, nie tworzyć zatorów.
        - Jak się czuje nasz gość? - Jorge zwrócił się do Darega, który co prawda sam do niego nie podszedł, ale jakoś w tym całym zamieszaniu znaleźli się blisko siebie. Pamiętał, że chłopak poprzedniego dnia był u Uriena zmienić mu opatrunki.
        - Lepiej zdaje się - odparł chłopak trochę lekceważącym tonem, wzruszając przy tym ramionami. - Goi się dobrze w każdym razie.
        - Masz jakieś doświadczenie medyczne? - dopytywał dalej szermierz z uprzejmym zainteresowaniem, by jakoś oswoić tego gniewnego chłopaka. - Pytam, bo przyznam się, że nie spodziewałem się spotkać akurat ciebie wczoraj w u Cerro…
        - Ktoś to musiał zrobić - prychnął jednak Dareg.
        - Czyli nie widzisz siebie w medycynie?
        - A bo ja wiem?
        Miecz Zimy odpuścił - gdyby teraz zaczął drążyć, tylko zraziłby do siebie tego chłopaka. Zwolnił więc i pozwolił, by ich drogi się rozeszły: Dareq odbił gdzieś w bok, a on razem z resztą udał się do sali wspólnej. Jorge odprowadził go kawałek wzrokiem, śmiejąc się do siebie w duchu: ależ młody gniewny. Któż by pomyślał, gdy patrzyło się na jego łagodnego, ugodowego ojca?

        Przy śniadaniu Jorge usiadł gdzie bądź – wykorzystał chwilę zamieszania, by nikt nie wcisnął go na honorowe miejsce, które wcale nie było mu potrzebne do szczęścia. Oczywiście Nina próbowała go przekonać, by się przesiadł, ale szermierz stanowczo odmówił.
        - Naprawdę nie trzeba – powtórzył po raz wtóry. – Stąd lepiej mi się będzie sięgało do talerzy. Nie przejmuj się takimi rzeczami – uspokoił ją, choć po wyrazie jej twarzy widział, że niespecjalnie mu się to udało. Uchwycił też pełne dezaprobaty spojrzenie elfki, z którą rozmawiał poprzedniego dnia. Tak, spodziewał się, że jej takie spoufalanie się nie spodoba. W wielu miejscach gdzie się zatrzymywał, mieszkały podobne snoby – mieli o nim jakieś wyobrażenie, które nie pokrywało się z rzeczywistością. Nie rozumieli, że Jorge nie był księciem tylko żołnierzem i wcale nie potrzebował aż takich honorów. Fakt, wysyłał im mylne sygnały, bo mimo wszystko chętnie przyjmował pewne wygody, lecz wystarczyłoby, aby traktowali go jak ulubionego krewnego, a nie zaraz jak koronowaną głowę.

        Po posiłku Jorge zasiedział się z kultystami, myśląc jednak cały czas, że powinien pójść do Belli - ona chyba cały czas siedziała u siebie w pokoju. Jednak nie było mu to dane, gdyż zgromadzeni przy stole znowu postarali się, by skorzystać z okazji i trochę go powypytywać. Znowu trójka byłych najemników próbowała go namówić, aby się z nimi zmierzył, ale on konsekwentnie odmawiał.
        - Nie będę podnosił broni przeciwko swoim, nawet jeśli miałby to być tylko sparing. Dość mam walk z paladynami, którym cenna jest moja głowa - zażartował, od niechcenia machając dłonią.
        - Przecież można walczyć na kije…
        - Duma mi nie pozwala - przyznał Miecz Zimy bez cienia zażenowania. - Nigdy nie bawiłem się w półśrodki… Nigdy od kiedy miałem swoje zdanie, bo jedynie w latach dziecięcych używałem atrap. Kije zabijają czujność i utrwalają złe nawyki.
        - To brzmi jak przechwałki. - Mikel spróbował innej techniki by podejść szermierza. Jorge wywrócił jednak z dezaprobatą oczami.
        - Wiecie co? Jeśli tak wam zależy… Dareg, przyniesiesz mi moją broń?

        Bella dobrze zrobiła, że się poprawiła, bo od razu dało się dostrzec, że gniewny wyraz twarzy Darega jeszcze się pogłębił, gdy domyślił się, że wampirzyca chce mówić o szermierzu po imieniu. Odpuścił jednak, gdy użyła jego tytułu. Niestety i tak nie wyglądał na przekonanego jej odpowiedzią. Popatrzył na nią tak, jakby chciał to jakoś skomentować, ale ostatecznie odpuścił i to z takim wyrazem twarzy, jakby uważał, że ona jest za głupia, by go zrozumieć i szkoda strzępić sobie język.
        - Loam jest w porządku - bąknął tylko. Zaraz spojrzał na nią czujnie, jakby teraz czekał czy być może zechce dyskutować z nim o “porządności” wspomnianego kultysty. Już wcześniej delikatnie dał do zrozumienia, że akurat on byłego łowcę niewolników lubił. Zresztą być może nie tylko on, w końcu Bella i Jorge nie mieli okazji by poznać dobrze wszystkich mieszkańców zakonu.
        Trudno było powiedzieć czy dalsza wypowiedź wampirzycy - ta o instynktach drapieżnika - zadowoliła chłopaka czy nie. W sumie czy zdanie takiego smarkacza było w ogóle istotne? Wyglądał na wiecznie niezadowolonego i wrogo do wszystkich nastawionego. Patrzył na nią długo i napastliwie, ale gdy tylko zorientował się, że to koniec i Bella nic więcej w tej kwestii nie doda, skinął głową i odwrócił się do niej plecami. Nie skończył jednak ruchu, gdy ona znowu się do niego zwróciła. Zatrzymał się i zerknął na nią przez ramię, a później z ociąganiem stanął do niej bokiem.
        - Jest w sali wspólnej - odpowiedział z rezygnacją, po czym odszedł już do swoich zajęć.

        Jorge tymczasem bawił się w najlepsze, choć wcale nie było tego widać po wyrazie jego twarzy - był skupiony i zacięty. Nie zgodził się na to, by walczyć na ostre z kultystami, ale przypomniała mu się jedna zabawa z czasów szczenięcych, gdy jeszcze był zwykłym szermierzem u Błękitnych Żurawi - przecinanie rzucanych owoców. W tej niby jarmarcznej zabawie, przypominającej trochę rzucanie nożami do celu, którym był sam Jorge, rzucającym zależało na tym, by go trafić, a jemu, żeby ciosami swojej szabli strącać lecące zewsząd pociski - najlepiej je przy tym przecinając. Prezentował w ten sposób swoją szybkość, precyzję i refleks, a znający się na rzeczy obserwator mógł również dostrzec jego doskonały styl i elegancję ruchów - wszak wszelkich tytułów nie dorobił się tylko za piękną twarz.
        Ani jeden pocisk nie trafił celu, a co więcej, pewny siebie Jorge co jakiś czas popisywał się, rozcinając ten sam cel dwukrotnie nim spadł na ziemię - głównie w ten sposób kończyły jabłka, bo śliwki, które przeważały wśród rzucanych w niego owoców, były do tego za drobne i zbyt upierdliwe. Co więcej, Miecz Zimy cały czas panował również nad utrzymaniem równowagi na podłodze, która robiła się coraz bardziej śliska od soku i zmiażdżonych obcasami fragmentów owoców. Cóż za marnotrawstwo… Ale póki co nikt nie zwracał na to uwagi. Liczyła się dobra zabawa.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Szepczący Las”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości