Las Driad[Północno-wschodni kraniec Lasu Driad] One, on i ono

Kraina baśniowych stworzeń, gdzie mgliste polany i rozległe lasy zamieszkują majestatyczne pegazy i jednorożce, a gdzieś w głębokimi lesie spotkać możesz cudownie piękne, leśne Driady. To właśnie w tym lesie położony jest wielki Jadeitowy Pałac Królowej Driad i ich święte miasto ze Źródłem Nadziei i Ołtarzem Nocy.
Awatar użytkownika
Toffee
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Toffee »

- Jesteś, jesteś, to teraz widzę! Ale nie rozumiem, czemu się czepiasz. Przecież widziałaś, że mam miecz, to także powinnaś uwzględnić to, że trzeba stać w bezpiecznej odległości od kogoś, kto mieczem macha! - odpowiedział Yrin, strzelając przy tym miną, która mogłaby w encyklopedii znajdować się pod pozycją o wdzięcznej nazwie “kobiecy foszek”. Oczywiście w międzyczasie poprawiał z grubsza włosy, które były w lekkim nieładzie po szaleńczym skracaniu tutejszej roślinności. Niedane było mu jednak kontynuować tej czynności, smok bowiem, z każdą chwilą zyskując na rozmiarach, postanowił wyłonić się z ukrycia, okazując przy tym swoje oburzenie. Oczywiście argumenty pradawnego równie dobrze mogłyby lecieć w ścianę, Toffee bowiem prędzej przyznałby się, że jest facetem, niż do tego, że zrobił coś źle - kobieca duma tego zabraniała.

- Że niby ja miałam grzecznie poprosić?! To ty powinieneś… Wyglądać mniej agresywnie, ty brutalu ty, to może wtedy bym przemyślała to, czy chce cię posiekać! - Widać było, że słowa Iyeru działają na lisołaka jak płachta na byka. Nie podejmował on jednak żadnych akcji, wciąż bowiem był zmęczony po swoim niedawnym wyczynie.

        Gdy smok, po powrocie do swoich naturalnych rozmiarów, zawisł z drzewa, a jego pysk znalazł się tuż przed twarzą dziwożony, sytuacja zdawała się nieciekawa dla zmiennokształtnego. Tak bliska obecność zębów, jak i również wzrok, który życzył mu śmierci, sprawiały, że serce zaczynało bić szybciej w jego piersi. Nie oznaczało to jednak, że chciał siedzieć i czekać na nieuniknione - próbował bardzo powolutku przesuwać dłoń w stronę miecza leżącego nieopodal. Gdyby zdołał go złapać, mógłby zadać cios, nim sam zginie. Zanim jednak tak się stało, niebieskołuski salwował się ucieczką, a natychmiast za nim ruszyła Yrin. Toffee aż odetchnął z ulgą, ale szybko przypomniał sobie o wściekłości wobec paskudnej jaszczurki.

- Prawo to ty masz, ale do tego, by na kolanach mi nóżki całować i błagać o przebaczenie za swoje naganne zachowanie wobec kobiet! - dodał krzykiem, gdy smok był już w bezpiecznej odległości od niego. Nie mógł w końcu odpuścić okazji, by odpyskować takiemu gburowi.

        Z chęcią odpocząłby jeszcze, ale nie chciał zgubić ani swojej “kuzyneczki”, ani też tego, kogo ona ścigała. Gdy tylko poczuł, że nazbierał wystarczająco dużo energii, pozbierał swoje rzeczy, to znaczy założył ponownie maskę na twarz, miecz schował do pochwy, a tą zaś złapał w lewą dłoń. Z pomocą obydwu nóg oraz prawej ręki - biegł on bowiem “na czworaka”, niczym zwierzę, tyle że jedną rękę miał zajętą - ruszył za Yrin i Iyeru. Nie dogoni ich raczej do czasu, aż ci się nie zatrzymają, ale nie powinien być daleko w tyle, gdyż w kwestii szybkości i wytrzymałości fizycznej ciało jego było dobrze wytrenowane.
Awatar użytkownika
Iyeru
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Kontakt:

Post autor: Iyeru »

        Iyeru warknął wściekle, gdy jego pole widzenia nagle zmalało do obrazu dwóch par wróżkowych skrzydeł. Zatrzymał się, drąc pazurami ziemię i zaczął rzucać klinowatym łbem na boki, byle tylko pozbyć się pasażerek na gapę. Że też ta para lisołaków musiała się tak go uczepić! Nie mieli innych smoków do ganiania po lesie? Musieli trafić akurat na niego?
- Zostawcie mnie w spokoju! - zakrzyknął rozgniewany.
Sięgnął łapą swojego pyska i przegonił siedzące na nim wróżki, grożąc im zmiażdżeniem, a gdy tylko wzbiły się w powietrze, nie omieszkał pogonić ich dla zasady, gniewnie młócąc ogonem. Musiał wyglądać bardzo ciekawie, ganiając za fruwającymi mu nad głową wróżkami, niczym kocię za motylem, ale chwilowo nie zaprzątał tym sobie głowy. W końcu odwrócił się do nadjeżdżającej wiedźmy, strosząc krezę wokół pyska.
- Nie mam ochoty z wami rozmawiać - syknął zirytowany. - Idźcie w swoją stronę i dajcie mi wreszcie spokój!
Awatar użytkownika
Yrin
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Yrin »

Yrin złapała się za głowę. Była taka wściekła, że aż miała ochotę zmienić białego lisołaka w białą, futrzastą żabę! Głośno westchnęła kilka razy i rzucała mu setki piorunujących spojrzeń, ale w końcu się uspokoiła.

- Toffee, Nhe mohses bist takhi… neohstrhozny. Mehz, to nicht zabhawka. – Pogroziła mu palcem niezadowolona. W końcu to on ma być jej ochroniarzem, a nie zagrożeniem! – Toffee, zohstaw, ich ucehse dich aber potem! Jetz smok! – krzyczała zirytowana, to nie był czas na poprawianie włosów, choć bardzo chętnie zrobiłaby przyjacielowi takiego ślicznego warkoczyka albo dwa… ale nie w tej chwili! To był beznadziejny moment na to.

I jeszcze się wykłócał z pradawnym. Lisołaczka rozdziawiła lekko usta i po prostu usiadła na trawie siadem skrzyżnym, opierając łokieć na kolanie i podpierając głowę na ręce. Niech oni sobie tam pogadają, pokrzyczą, ona poczeka, aż będzie mogła na spokojnie pogadać z jaszczurem... O ile całkiem im nie zwieje, co było okrutnie prawdopodobne, tak samo, jak ich spopielenie, ale może nie… Zawsze mogła rzucić jakimś eliksirem, jeszcze miała parę alchemicznych tworów w swojej torbie, ale stwierdziła, że zachowa je na sytuacje ostateczne.
Miała tego dosyć, dlatego nawet nie czekała na białowłosego i sama na Deimonie ścigała wielką jaszczurkę. Czarny ogier był naprawdę szybki i wytrwale gonił za smokiem. Nie była jednak tak całkiem sama, Twilight i Marani nie zamierzały próżnować i spróbowały powstrzymać pradawnego, jak umiały. Chwyciły smoka, najmocniej jak mogły i swoje skrzydła trzymały rozłożone jak najbardziej mimo nagłych ruchów pyskiem tego gada.

- Pozwól ze sobą porozmaaaawiać! – krzyknęła fioletowa wróżka.

Niestety nie wszystko poszło po ich myśli. Smok to smok i w końcu łapą je strącił, a w akcie zemsty jeszcze je gonił, a one musiały nieźle manewrować w powietrzu, by wyjść cało z opresji. Gdzie ten ochroniarz jak go potrzeba?!
Yrin właśnie dotarła i wyjęła z torby dmuchawkę, w której znajdowała się strzałka nasączona silnym środkiem nasennym. Wbiła się ona w bok gadziny. Nie musiała się nawet mocno wbić, by już po chwili pradawny odczuł senność, z którą jakakolwiek walka byłaby daremna.
Twilight odetchnęła z ulgą i natychmiast sprawdziła, czy nic nie jest Marani, na co rudowłosa skrzydlata mocno się skrzywiła, no przecież, że nic jej nie było, nie rozumiała skąd to całe zmartwienie, było nawet fajnie!
Po chwili, ku uciesze Pomarańczy, fioletowa przytuliła Yrin z ulgą, że ten smok przynajmniej chwilowo już im nie zagraża.
W tym momencie doleciała do nich Śnieżka, na którą obie zmachane wsiadły, choć pseudosmoczyca właśnie wylądowała na trawie, niedaleko Deimona. Wszyscy czekali na białego lisołaka, dobrze, że niedługo, bo lisia wiedźma już się zaczęła niecierpliwić.

- Nahrehcie! Seht! Mhamy go! – krzyknęła uradowana i ze szczęścia podbiegła do przyjaciela i go uściskała. – Hilfst mich. Wir… My… do no! – Była tak uradowana zwycięstwem nad gadem, że aż nie wiedziała jak wyrazić swoje zamiary we wspólnej mowie, zaczęła więc gestykulować chaotycznie, ale z pomocą przyszła kochana i mądra Twi.
- Yrin chce powiedzieć, że przydałoby się go związać i zatachać do domu.
- Marani pomóc!
- Gut… Hmm, Shnur!
- Dajcie mi parę sekund, załatwię to – powiedziała Śnieżka i czmychnęła. Wróciła naprawdę szybko, cała obłożona grubymi sznurami.

Wszyscy więc zabrali się do unieruchomienia gada, a w szczególności jego pyska, z którego mógł buchnąć niebezpieczny ogień. Gdy pradawny został konkretnie unieruchomiony, zmiennokształtna lekko unosząc go z pomocą magii, wraz z innymi zaczęła ciągnąć do domu.
Był na tyle duży i drzwi, cha, wręcz wrota były na tyle wysokie i szerokie, że bez problemu weszli do sporego holu. Wtedy lisołaczka pobiegła do swojej pracowni i wróciła dwoma fiolkami. Pierwszą, tą z niebieskawą substancją wlała do pyska smokowi, delikatnie poszerzając sznury, ale tylko na moment. Druga zawierała w sobie jasnofioletową ciecz, którą chlusnęła smoka po głowie.

- Ta niebieska uniemożliwi mu na razie zianie ogniem, a ta druga uspokaja, można ją pić, używać jak perfumy albo jak maści – wyrecytowała Twilight. – Dobrze mówię, Yrin?
- Ja, sehr gut!
- Yrin…
- Thak… bahdzo… dobze?
- Tak, ćwicz wymowę i chyba chciałaś łuskę, czyż nie?
- A! Ja, ja! – Podeszła do gadziny i wyrwała mu jedną, ale po chwili namysłu to wzięła kilka.

Teraz tylko je schować i jakoś porządnie udobruchać pradawnego, gdy się obudzi…
Awatar użytkownika
Toffee
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Toffee »

        Gdy dotarł na miejsce, był cały zgrzany i zdyszany, a już na pewno śmierdział potem, co go wcale a wcale nie cieszyło. Teraz, do czasu następnej kąpieli, będzie cuchnąć jak jakiś barbarzyńca! To wszystko była wina tego białego gada, tego lisołak był pewien. Smok był związany i już go transportowano magią, więc, po szybkim poprawieniu grzywki, zamaskowany lisołak zaczął iść obok. Rzecz jasna, pomimo tego, że smok spał pod wpływem środka usypiającego, Toffee nie czekał z narzekaniem, oj nie czekał.

- Głupia, agresywna, uciekająca gadzina! Gdyby była nieco bardziej… no… Nie gadzia, to może by dało się to szybciej załatwić, a nie, latałyśmy za tym dziadygą jak pies za ogonem! Yrin, trzymaj mnie, bo jak się obudzi, to słowo daję, wydrapie mu oczy! Wydrapię, a potem ty je mu wyleczysz, żebym mogła je wydrapać znowu! A w ogóle to, czemu ten głupi smok był taki niemiły? Czy wszystkie głupie smoki są takie? No po prostu…

        Ględził tak, ględził i ględził przez cały czas. Kiedy byli w drodze do mieszkania, kiedy już dotarli do mieszkania, a nawet kiedy smok zaczął się wybudzać - obelgom, niemiłym słowom i ogólnym narzekaniom nie było końca.

- A tak w ogóle, to, co my zrobimy, jak on nas nie przeprosi?! Zasługujemy na przeprosiny. I bukiet kwiatów. Nie, po dwa bukiety kwiatów. Tak bardzo przegiął!

        Toffee siedział w jednym z kątów holu, tuż obok maski i miecza, które odłożył chwilę temu. Teraz był zajęty nie tylko marudzeniem, ale i czesaniem włosów. Co jak co, ale przy jego aktywności fizycznej rozburzone włosy nie były problemem, a stałym faktem rzeczywistości.

- O, i żeby to jeszcze były rzadkie kwiaty, to może… MOŻE… mu wybaczę, o!
Awatar użytkownika
Iyeru
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Kontakt:

Post autor: Iyeru »

        Iyeru nawet nie spostrzegł, gdy został ugodzony strzałką ze środkiem usypiającym. Zresztą, co się dziwić, skoro ów specyfik tak szybko zaczął działać? Świadomość zaczęła mu wracać dopiero w obcym mu budynku. Czuł, że nie jest na powietrzu, bo otaczały go obce zapachy. Drugi wrócił zmysł słuchu, czego smok szybko pożałował, słysząc narzekania wypowiadane znajomym mu głosem. To na pewno był białowłosy lisołak.
        W końcu Iyeru uchylił powieki, a okrągłe do tej pory źrenice zwęziły się pod wpływem światła. Gad szybko skupił wzrok na irytującym futrzaku, z zaskoczeniem zauważając, że nie czuje już wcześniejszego zdenerwowania. A to na pewno było sprawką wiedźmy.
        Poruszył się, szybko dostrzegając, że został związany. To mu się nie spodobało. Zmarszczył brwi i zawarczał z niezadowoleniem, próbując choćby uchylić paszczę, by się odezwać. Jak można się było jednak domyślić, nic to nie dało. Czuł się skołowany i obolały. Dobrą chwilę zajęło mu zrozumienie, skąd tak naprawdę emanuje nieprzyjemne pieczenie, ale domyślił się, czym było spowodowane. Brakiem kilku śnieżnobiałych łusek.
        Prychnął pod nosem, wyjątków niezadowolony z tego powodu. Zaraz po tym krawędzie jego gadziego cielska rozmyły się, zadrgały, a jeszcze chwilę później w miejscu smoka leżał zupełnie nagi, długowłosy elf. Sznury opasające go do tej pory opadły, gdy ciało Iyeru wyraźnie się zmniejszyło, dzięki czemu mężczyzna, czy też bardziej młodzieniec, mógł się poruszyć. Z jękiem wsparł się na łokciach i z niezadowoleniem znów spojrzał na lisiego wojownika.
- Macie tupet - mruknął zachrypniętym głosem.
Awatar użytkownika
Yrin
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Yrin »

Yrin spojrzała na swojego przyjaciela ze skrzywioną miną, gdy ten zaczął narzekać. Nawet nie chciało jej się próbować go uspokoić, po prostu musiał się wymarudzić, ale w jednym miał rację: to było zaskakujące, że tak długo gonili smoka i jeszcze żyją.

- Toffee – w końcu musiała coś powiedzieć, przecież wydłubywanie i uleczanie oczu, by je ponownie zniszczyć było kompletnym absurdem. Nawet nie była pewna czy dałaby radę. Oczy to skomplikowany i bardzo delikatny narząd – Nein – skwitowała jego propozycję.
- Większość smoków pewnie pożarłaby waszą dwójkę przy pierwszej lepszej okazji więc mieliście wyjątkowe szczęście – prychnęła Twilight podlatując do zmiennokształtnych i karcąco chwytając ich za lisie uszy.
- Aii – skrzywiła się rudowłosa.

Nawet jak już doszli do domu i unieruchomili smoka oraz zażegnali zagrożenie, przynajmniej tymczasowo białowłosy nie przestawał narzekać. Twilight już miała dość, stwierdziła, że nie da rady przemówić mu do rozumu. To było jak walka z wiatrakami albo próba przekonania go, że jest mężczyzną, a nie kobietą.
Przynajmniej po chwili zajął się czymś innym, a mianowicie czesaniem włosów. Lisołaczka przejechała dłonią po swoich i wyjęła z nich kilka liści. Definitywnie też powinna doprowadzić je do ładu, ale to był kompletnie nieadekwatny moment. Zwłaszcza, iż ich gość właśnie odzyskiwał świadomość i powoli otwierał oczy.
Niespodziewanie pradawny przybrał postać elfa. Leżał tu całkiem nagi, zmiennokształtna lekko się zaczerwieniła kompletnie nieprzygotowana na taki widok. Gdy usłyszała jego słowa, musiała szybko opanować emocje i jakoś się wyjaśnić.

- Tho nicht… Wir… luhski… - próbowała wykrztusić i używać wspólnej mowy, ale ta sytuacja wcale nie pomagała, spojrzała błagalnie na fioletowoskrzydłą wróżkę, której wcale nie było w smak wyjaśnianie się za nich, ale ktoś musiał.
- Drogi… Panie Smoku, my… Oni chcieli to załatwić pokojowo, aczkolwiek zaszło spore nieporozumienie. Nie było w planie ataku ani tej gonitwy. Moja droga podopieczna chciała jedynie łuskę lub dwie do swojego eliksiru, nic więcej. – Zapadła chwila ciszy, którą przerywał jedynie trzepot motylich skrzydeł naturianki, tylko jednej pary skrzydeł. "Marani…" - pomyślała przerażona rudowłosa, ta mała na pewno coś kombinuje. Przynajmniej Śnieżka stała obok jej nóg.

Przeczucia zmiennokształtnej nie były bezpodstawne. Wystarczył dosłownie moment, by Pomarańcza niczym błyskawica przyleciała z jakimiś dwoma małymi buteleczkami i rzuciła je na podłogę.

- Marani pomoże! – krzyknęła tylko w locie, nawet się nie zatrzymując.

Z kałuży błękitnej cieczy zaczął się tworzyć gęsty, szarawy dym. Praktycznie nic nie było można w nim dojrzeć. Drażnił on gardło, wywołując dokuczliwy kaszel. Ustał on, dopiero gdy dym się przerzedził.

- Marani! Ich mowiham! Nhe wolhno brah meine elikhirów! – wkurzyła się lisołaczka, a po chwili zdała sobie sprawę, że wszyscy pokryli się kolorowymi kropkami. Możliwe, że wróżka chwyciła jej eksperymentalny eliksir, który jeszcze nie był gotowy i pewnie wywołał coś w rodzaju reakcji alergicznej.
- Ups! – zachichotała naturianka. – Wyglądacie jak biedronki! – Było jej do śmiechu, ale z jakiegoś powodu wolała trzymać się bliżej sufitu, ciekawe dlaczego.
- Myślałam, że zamknęłaś pracownie… - Twilight już nawet nie miała sił się wkurzać, a Yrin tylko rozłożyła ręce, dając znać, że nie wie, jak do tego doszło.

Śnieżka tymczasem nie bardzo zwracając uwagę, na niespodziewane ciapki na jej łuskach, patrzyła z zaciekawieniem na smoka i przy okazji pilnowała, by ten nie zwiał, gdy reszta zacznie sobie skakać do gardeł. Przynajmniej dopóki wszyscy nie zaczęli odczuwać dotkliwego swędzenia na całym ciele.

- Yrin… jakieś lekarstwo? – spytała fioletowowłosa.
- Nein, es ist… powino… khr… nich lange trwah i samo pchzchz.... pchzhehz!
- Niedługo? Ile według ciebie trwa niedługo?! Zaraz zacznę zdrapywać sobie skórę! – Niestety zmiennokształtna rozłożyła ręce, pozostało liczyć, że to naprawdę będzie mieć krótki czas działania i poźniej wszystko wróci do normy.
Awatar użytkownika
Toffee
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Toffee »

        Nic nie było w stanie powstrzymać fali słów, które pod nieustannym naporem emocji lisołaka rozbrzmiewały bez krztyny kontroli czy nawet rozsądku. Czy to stanowcza odmowa ze strony kuzynki, czy też nawet atak na jakże szlachetne, a zarazem delikatne, lisie uszy, wszystko to spływało po Toffim jak woda po kaczce… A to, że przy szarpnięciu przy uszy rozległo się głośne, pretensjonalne “Aua!” z ust Dziwożony to absolutny, niepowiązany z tym co się stało zbieg okoliczności. Tak samo, jak to, że od tamtego momentu lisołak bardzo dramatycznie odwracał wzrok jak najdalej od Twilight.

        Sytuacja wydawała się spokojna, gdy już byli w środku, choć Toffee wciąż kontynuował swój wywód. Gadał i gadał, nie wiedząc, że ich gość już jest przebudzony i jak najbardziej słyszy niezbyt zachęcające do rozmowy nad herbatką słowa. Gdy Smok testował swobodę swoich ruchów, oczy białowłosego skupione były na zaskakującej ilości liści, które to Yrin zaczęła wygrzebywać ze swojej czupryny. Już miał paść adekwatny komentarz odnośnie do tego, kiedy to ze smokiem zaczęło się dziać coś dziwnego…

“Co jest ze smokiem, jakiś efekt uboczny eliksirów Yrin? Zaraz… Gdzie jest smok?! I co zamiast niego jest…”

        Toffee równie dobrze mógł być bardzo realistycznym posągiem - z tym wyjątkiem, że posągi nie powinny mieć serca, które trwało gdzieś pomiędzy zawałem a wystrzeleniem wprost ku niebu. Jego kończyny zamarły w miejscu, ręka dzierżyła szczotkę wciąż zagrzebaną w śnieżnobiałych kosmykach spływających po jego głowie. Zamiast tego, jego tułów dygotał od ekscytacji przeplatanej sporą dawką szoku. Oddech tymczasem zaczął bardzo szybko przyśpieszać, dopasowując się do ekstremalnie szybkiego tętna, które to pompowało wrzącą od emocji krew poprzez całe ciało, ale ze szczególnym uwzględnieniem twarzy, która to coraz bardziej przechodziła w skalę czerwieni, która zazwyczaj spotykana jest tylko wśród szczególnie mocnych płomieni bądź dorodnych buraków.

        Wcale nie pomagało to, że wzrok nieodzianego elfa wbity był w Toffiego. Już mniejsza o to, że wzrok ten był przepełniony negatywnymi emocjami - spojrzenie mężczyzny, bez względu na powód, sprawiało, że Toffee był bliski omdlenia, z wielu różnych powodów. Na całe szczęście tak się nie stało w tym przypadku, wszystko to za sprawą zachrypniętego głosu, który skutecznie wybudził Dziwożonę z transu na tyle, by ta wiedziała gdzie się znajduje, kim jest i z kim ma do czynienia.

        Nim jednak jakkolwiek zareagowała na słowa ich gościa, pierwsza do akcji przystąpiła Yrin, która - jeśli słowa na cokolwiek wskazywały - była równie otumaniona widokiem, co Toffee. Dopiero Twilight miała głowę na karku na tyle, aby jej słowa nie były losową plątaniną sylab. Przez chwilę zmiennokształtny też zastanawiał się, co chce powiedzieć… Nie mógł wymyślić nic a nic. To był smok! Wielki, zły, niemiły smok! Tyle że teraz był w całkiem praktycznych rozmiarach. I ładny. I nagi… Ale wciąż smok! Nie mógł wybaczyć wszystkich przewinień, tylko dlatego, że ten zaczął świecić im golizną znienacka… Nawet jeśli serce mówiło coś całkiem innego.

- Ja… - Ledwie zdołał wykrztusić z siebie jedno nieśmiałe słowo, w którym brakowało wcześniejszego zacięcia i pewności siebie, a momentalnie sytuację szlag trafił za sprawą jakże niepotrzebnej interwencji Marani. Momentalnie powietrze wypełnił drażniący dym, a Toffee odczuł to szczególnie mocno - jego oddech wciąż nie był spokojny, a przez to substancja mogła o wiele szybciej zaczął utrudniać mu życie. Kaszel był nieznośny a do tego na tyle silny, że zmiennokształtny spodziewał się zaraz pluć kawałkami swoich płuc. Nim jednak do tego doszło, dym samoistnie osłabł na intensywności, a wraz z nim zaczęło zanikać uciążliwe drapanie w gardle.

- Wróżko, na wszystko, co piękne i miłe, co ci strzeliło do twojego drobnego łba, by to robić?! Mogłaś zrobić krzywdę mi, kuzyneczce albo ciachu obecnemu na naszej podłodze! Dobrze wiesz, że połowa tego, co uwarzy Yrin albo zabija na miejscu, albo bardzo długo i w wielkiej agonii! - Kotłujące się emocje sprawiły, że lisołak nie przejmował się ani tym, że obraża alchemię gospodyni, ani tym bardziej faktem, że nazwał ich do niedawna związanego gościa tak, jak jego oczy go widziały.

        Mniej więcej w tym momencie została wytknięta obecność kolorowych ciap na zgromadzonych, jak i również nastąpiło swędzenie, od którego Toffee niemal natychmiast zaczął się drapać, wiedząc, że w tym tempie albo oszaleje, albo się oskóruje żywcem. Nie pomagał fakt, że twórczyni tej szatańskiej mieszanki zdawała się niezdolna do naprawy sytuacji. Jedynym pocieszającym faktem było to, że przez to wszystko zmiennokształtny dał tymczasowo spokój Iyeru, którego wcześniej napastował zarówno słownie, jak i fizycznie.

- Agh, zaraz oszaleje! Sama to załatwię. - Nie czekając, aż czas zrobi swoje, Toffee wstał, zostawiając za sobą maskę, miecz, jak i szczotkę. Kilka chwil pośpiesznego biegania po domu zaowocowało w tym, że po chwili lisołak wybiegł z domu, w rękach trzymając dwa puste wiadra wody. Swędzenie było trudne do zignorowania, ale zagryzanie wargi połączone z parodią tego, co powinno być dyscypliną, pomogły skupić się na celu, w którym mogło tkwić zbawienie od kropkowanych tortur…

        Minęły trzy, może i cztery minuty, nim rozbrzmiały kroki ogłaszające powrót białowłosego. Gdy ten stanął w wejściu, wszyscy ujrzeć mogli dwa wiadra wypełnione niemal po brzegi wodą oraz to, że cała jego sylwetka była przemoknięta. Włosy, skóra, ubrania, nawet wcześniej puszysty ogon i uszka - wszystko było całkowicie przemoknięte, i jeśli mina Toffee’go miała cokolwiek znaczyć, to był to pożądany fakt - kolorowe kropki na jego ciele zdawały się wyblakłe, a i nie miotało nim na wszystkie strony, czyli prawdopodobnie swędzenie też zostało zażegnane po spotkaniu z chłodną cieczą.

        Nie tylko jednak w tym pomogła szybka kąpiel - Toffee był w końcu w stanie spojrzeć na elfa i nie wpaść w stan przedzawałowy… No dobra, był w stanie spojrzeć tylko przez chwilę, bo niemal natychmiast, gdy spróbował, musiał odwrócić wzrok coby nie zwariować od emocji.

- Zanotuj to sobie kuzynko, woda sprawia, że jest lepiej. A zresztą, nie musisz tego słyszeć ode mnie! - To powiedziawszy, białowłosy odstawił jedno wiadro, a z pomocą drugiego chlusnął porządnie na lisołaczkę, sprawiając, że ta skończyła tak jak on. Rzecz jasna wkrótce po tym zawartość drugiego wiadra została wylana na elfa, czy ten tego chciał, czy też nie.

- A teraz… - Toffee spróbował nawiązać kontakt wzrokowy z elfem, z którym to chciał pogadać i ustalić, w teorii oczywisty, stan sytuacji i to, jak bardzo lisołaki zasługują na przeprosiny z jego strony… Rzecz jasna niemal natychmiast białowłosy musiał odwrócić wzrok, a twarz jego ponownie ugościła zwiększony dopływ krwi do policzków - Ubierz się w końcu, póki jeszcze nie odeszłam od zmysłów całkiem na twój widok! - Zimna woda uczyniła już wiele, ale najwyraźniej nie była w stanie ostudzić emocji, które kotłowały się w Dziwożonie na widok faceta.
Awatar użytkownika
Iyeru
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Kontakt:

Post autor: Iyeru »

Chciała jedynie łuskę czy dwie. Jedynie? Ciekawe jak zareagowałaby nasza droga wiedźma, gdyby ktoś zaproponował, że wyrwie jej trochę futra z ogona. Na pewno z ochotą by się zgodziła, szczególnie po próbie - wyjątkowo nieudanej, ale jednak! - morderstwa.
Iyeru z każdą chwilą czuł się bardziej niedorzecznie w całej tej sytuacji. Lisołaki, wróżki, eliksiry! Co jeszcze?! Ledwo zdołał się podnieść do klęku, gdy wokół zrobiło się duszno od oparów, które w dodatku miały wyjątkowo uciążliwe skutki uboczne. Swędzenie całego ciała, nawet tak niewielkiego jak elfie, było irytujące, szczególnie, że im więcej albinos się drapał, tym skóra bardziej swędziała.
- Zwariuję z wami! - warknął, czując gniew nawet pomimo specyfików wiedźmy.
Ulgę, przynajmniej w kwestii swędzenia, przyniosła "odsiecz" jego domniemanego agresora. Iyeru spojrzał ku niemu chmurnym wzrokiem spomiędzy mokrych, przyklejonych do twarzy pasm włosów i prychnął, nim okrył ciało iluzją ubrania. Koszula i skórzane spodnie musiały chwilowo wystarczyć.
Otarł twarz z wody i zebrawszy długie kosmyki nad karkiem, wykręcił je, w końcu podnosząc się na nogi.
- A teraz, skoro przez chwilę nikt nikogo nie atakuje i nie rzuca czarami na prawo i lewo - zaczął smok, patrząc to na jednego lisołaka, to na drugiego. - Żadnych więcej eliksirów, nastawania na moje życie czy części ciała, jasne? Nie wyraziłem zgody na kradzież kawałków mojego jestestwa - mruknął i spojrzał ponuro na wiedźmę. - Zapewne nie spodobałoby ci się, gdybym wyrwał ci garść futra z ogona, prawda? Dlaczego więc ty bezprawnie wyrwałaś moje łuski? Nie mogłaś poprosić? Wystarczyło poczekać parę dni, a dałbym ci tyle łusek, ile sama ważysz. Wyobraź sobie, że smoki wymieniają łuski cały czas, jak ludzie włosy - prychnął z dezaprobatą. - Skoro jednak oboje wyglądanie na w gorącej wodzie kąpanych, życzę sobie rekompensaty za moje krzywdy. W tym za próbę zabójstwa - dodał i wbił wrogie spojrzenie w białowłosego wojownika. - Wtedy uznam, że jesteśmy kwita. Jeśli nie, macie moje słowo, że będę wyjątkowo uparcie uprzykrzał wam życie.
Awatar użytkownika
Yrin
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Yrin »

Yrin nie umknęło zaczerwienienie białowłosego. Przewróciła oczami i cicho westchnęła. Ona sama też doznała lekkiego zawstydzenia na widok nagiego mężczyzny, ale nie przesadzajmy. Dopiero gdy spróbowała wyjaśnić to i owo zdała sobie sprawę, że dorównuje zdenerwowaniem zmiennokształtnemu. Twilight jak zwykle musiała uratować sytuację, a Marani ze swoim genialnymi pomysłami wcale nie pomagała.

- No nie wiem, Marani myślała, że jak wyleje na was jakąś kolorową substancję, to się wam zrobi w serduszkach kolorowo i będzie po problemie – stwierdziła wciąż rozbawiona.
- Ej! Nhe kuzyneckha! – oburzyła się Yrin, strasznie ją to określenie denerwowało z jakiegoś powodu, którego w sumie nawet sama nie znała. – I nicht prawda. Nhe whsysyztko ist zabóishe, zabójszsz… No! Niedobre – powiedziała z dumą, bo choć to jedno słowo wymówiła poprawnie.
- Oj no, każdemu może się zdarzyć, prawda? — Rudowłosa wróżka wciąż nie zauważała, w jak duże tarapaty mogła wpędzić swoich towarzyszy. — A ten, Biała Zjawo, dlaczego nazywasz pana smoka ciasteczkiem? — powiedziała to tak głośno, by pradawny na pewno usłyszał jej słowa.

Twilight była już bliska wybuchu złości, gdy wszystkim obecnym głowę zaprzątnęło uporczywe swędzenie. Mniejsza o te plamki na skórze, ale jeszcze chwila, a zaczęliby wydrapywać sobie rany. Całe szczęście, że choć tym razem Toffee sprawdził się w roli ochroniarza i zareagował odpowiednio, przynosząc wodę. Wszyscy teraz wyglądali jak zmokłe kury, ale przynajmniej odczuli ulgę. Lisołaczka odetchnęła i zaczęła wykręcać włosy oraz swoją kitę.

- Dziekuje – wymówiła z trudem, choć wciąż nie perfekcyjnie, ale uznała, że za ten ratunek jej przyjacielowi należy się zrozumiale dla niego podziękowanie i rzuciła gniewne spojrzenie Pomarańczy, która dopiero teraz załapała, że nie uniknie konsekwencji swojego wybryku i czym prędzej gdzieś odleciała.
- Ty zwariujesz? Wyobraź sobie, że ja ich mam na co dzień – prychnęła Twilight podlatując do smoka, by ten ją usłyszał.

Gdy pradawny zaczął mówić, lisołaczka miała złe przeczucia. Wszystko waliło się jak domek z kart, a to miała być prosta kradzież łuski i zniknięcie z oczu wielkiego gada. Rudowłosa więc przytakiwała, póki to były wystarczające odpowiedzi na jego pytania, nie chciała go bardziej rozgniewać, wchodząc mu w słowo. Po chwili dotarło do niej, jak bardzo nierozważnie postąpiła. Faktycznie mogła poczekać, ale poprosić chciała, tylko że ktoś jej przeszkodził.

- Phróbowałam proshic, ale Toffee… - prychnęła, zerkając na niego z niezadowoleniem.
- Dobra, teraz spokój – zarządziła fioletowa wróżka. – Panie… smoku? Niestety nie znam pańskiego imienia. Jakiej rekompensaty byś sobie życzył? Yrin może zaoferować jakiś eliksir albo zrobić tatuaż, czyż nie? – Lisołaczka potwierdziła skinieniem głowy.

Śnieżka tymczasem patrzyła na albinosa jak na śliczny obrazek. I w pewnym momencie wpadła na genialny pomysł, na szczęście nie tak genialny, jak te, na które wpadała Marani.

- Możemy też zaoferować nocleg, to potężne domostwo, miejsce się znajdzie.
- Ubhranie. – Rudowłosa praktycznie zignorowała propozycje pseudosmoczycy.

Nie chciała być niegrzeczna, ale uznała, że byłoby to dość niekomfortowe spać pod jednym dachem z tym smokiem po tej całej akcji. Przy okazji potrzebowała chwili wytchnienia, więc czym prędzej poszła po jakieś prawdziwe odzienie dla pradawnego. W końcu, gdy emocje opadną, będzie odczuwalny chłód spowodowany nagłą kąpielą. Jej samej już też zaczynały zęby szczękać, więc weźmie dla każdego coś na rozgrzewkę. Gdy tylko wbiegła po schodach na pierwsze piętro, zniknęła wszystkim z oczu.

- Zaraz wróci – dodała Twilight lądując na posadzce i okrywając się skrzydłami.

Zmiennokształtnej tymczasem nurkowała w sporej szafie i w końcu wygrzebała z niej jakieś stare męskie ubrania, które zostały chyba jeszcze po poprzednich właścicielach. Wzięła również trzy koce i jeden mały dla fioletowowłosej.
Będąc już na dole, wręczyła ciuchy smokowi i zadbała, aby każdy był okryty. Będąc przemokniętym łatwo złapać przeziębienie, a tego raczej nikt nie chciał.

- To, co mamy dla zwebie, cebie… machen? Ekhem zhrobiz? – spytała ciekawa, czy podczas jej krótkiej nieobecności pradawny przedstawił już żądania.
Awatar użytkownika
Toffee
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Toffee »

“Durny smok. Durna smocza łuska. Durna elfia forma smoka. Durna mikstura... Durne wszystko!”

        Toffee był rozzłoszczony, z więcej niż jednego powodu. Kontakt z wywarem, który został rozpylony przez Marani, nie był przyjemnym przeżyciem. Swędzenie, póki trwało, było nieznośne, a na dodatek lisołak wciąż czuł chrypkę w gardle. Teraz, gdy było nieco lepiej, zmiennokształtny mógł również wyczuć nieprzyjemny, choć ledwo wyczuwalny metaliczny posmak, który prawdopodobnie był kolejnym efektem ubocznym. W międzyczasie dochodziły do niego słowa, na które nie chciał teraz odpowiadać. To, że Yrin trwała w irracjonalnym przekonaniu, że nie zasługuje na tytuł kuzynki oraz że jej wszystkie mikstury nie są niebezpieczne w ten czy inny sposób, to było coś, do czego lisołak zwany Dziwożoną powoli zaczynał się przyzwyczajać. To jednak, co o wiele bardziej wzbudzało grymas na jego twarzy to pytanie rudowłosej wróżki… Czy tych mała istota naprawdę nie mogła docenić widoku, jakim zostały obdarowane?! Obce rasy doprawdy miały tok rozumowania, który ciężko było pojąć.

        Kolejny powód do strzelania focha na cały wszechświat? Woda, choć świetnie poradziła sobie z problemem swędzenia, sama też wygenerowała kilka kolejnych. Mokre włosy i przemoknięte w całości ubrania przylegały nieprzyjemne do jego skóry, przez co dodatkowo bez wątpienia wyglądał bardziej jak mokra kura, niż dumna lisołaczka, za którą się zawsze podawał. To jednak była drobnostka w porównaniu do tego, że woda była po prostu chłodna. Już teraz Toffee czuł, jak jego organizm traci ciepło z każdą chwilą, do tego stopnia, że dostał gęsiej skórki. Próbował zgrywać twardą sztukę, ale dosyć szybko jego ciało zaczęło drżeć, nie mogąc zdzierżyć chłodu. “Gdyby tylko ta seksowna bestia nie była tutaj, to mogłabym się pójść osuszyć i przebrać w spokoju…”, utyskiwał w myślach.

        Tak, Iyeru był kolejnym powodem… niekonieczne negatywnych emocji buzujących w żyłach Dziwożony. Z jednej strony jego forma była słodyczą dla oczu i miodem dla spragnionego romansu serca… Z drugiej był to smok - obca istota, która bez wątpienia stanowiła potencjalnie zagrożenie. To, że zachowanie pradawnego, nawet w jego ładnej formie, pozostawało wiele do życzenia, też było stosownym argumentem do tego, by go pilnować. Dlatego też Toffee dzielnie znosił chłód, nie chcąc pozostawić niezbyt uzdolnionej w walce Yrin praktycznie samej z kimś, kto patrzy na nich nieszczególnie przychylnym wzrokiem.

        A skoro o smoku mowa, to biały lisołak w końcu skierował ku niemu wzrok. Musiał go widzieć, jeżeli chciał mieć go na oku. A bardzo, bardzo chciał mieć go na oku. Niestety zawiódł się, albowiem ciało elfa teraz skrywało… ubranie? Wyglądało na prawdziwe, ale logika mówiła, że nie mogło być, a przynajmniej raczej nie było - wcześniej nie miał nic przy sobie, a gdyby wyciągnął je z… Prasmok wie skąd, to nie zdążyłby go ubrać tak szybko i tak niepostrzeżenie.

“Chyba, że dokonał tego za sprawą magii, wtedy faktycznie może mieć na sobie tkaninę albo coś, co takową przypomina…”

        W tym momencie bardzo wściekły elf, a w rzeczywistości bardzo wściekła gadzina, powstał z podłogi, w międzyczasie ogarniając swój wizerunek po nagłym spotkaniu z wodą. Gdy zaczął mówić tym swoim głębokim, męskim głosem… cóż, trzeba było go słuchać! I nikt, absolutnie nikt nie miał problemu ze skupieniem się na temacie rozmowy.

        Gdy tylko smok zażądał, aby nie robić z niego celu ataku czy innych sposobów naruszania przestrzeni osobistej, Toffee niemal natychmiast przytaknął, szybko i bez absolutnie ważnego zastanowienia się nad swoją reakcją. Co jak co, ale mózg Dziwożony przestawał coraz bardziej działać z każdą chwilą wpatrywania się w o wiele bardziej… przystępną formę istoty przed nimi. Mówiąc wprost, zmiennokształtny nie był w stanie skupiać się na gniewie dłużej niż kilka chwil wobec kogoś, kto wygląda na faceta.

        Nie minęła dłuższa chwila, nim rozległy się kolejne słowa smoka. Żądania zadośćuczynienia, przeplecione przez pełne gniewu i żalu słowa skierowane do obydwu lisołaków. Nawet Toffee owładnięty przez popęd do płci męskiej nie był na tyle nieprzytomny, by nie wysłuchać z uwagą tych słów, które kłóciły się z obrazem rzeczywistości Dziwożony bardziej, niż było to komfortowe.

        Teraz gdy nikt za nikim nie gonił, smok wydawał się wyjątkowo cywilizowany. Bardziej niż przedstawiały to historie, jakich się nasłuchała w swej młodości. Przed dzisiejszym dniem Toffee uważał istoty towarzyszące Yrin za jednorazowy wyjątek od reguły. Obce rasy były niebezpieczne, nieprzewidywalne, a kontakt z nimi musiał kończyć się źle, zawsze z winy innych, dlatego też zmiennokształtni musieli trzymać się razem. Dlaczego więc słowa Iyeru miały tyle sensu? Aż ostudziły się emocje, zarówno te dobre, jak i złe. Nie stał przed nią ani straszliwy smok, ani uroczy mężczyzna… a rozumna istota, która została bezkarnie zaatakowana, ścigana, a później poszczuta wywarami Yrin.

“Faktycznie zasługuje na nasze… moje przeprosiny”. Lecz nawet jeśli tak trzeba było, Toffee nie był z tego zadowolony. Minę miał naburmuszoną, odkąd tylko gadzina przestała wysławiać swoje żądania. Yrin z pomocą fioletowej wróżki próbowały dojść do tego, co by było wystarczającym zadośćuczynieniem poprzez akt rozmowy. Zmiennokształtny tymczasem zamknął się w swoich myślach, czekając, aż natchnie go idea tego, co należy zrobić, by uzyskać wybaczenie ich gościa, na którego nie odważył się obecnie patrzeć bezpośrednio. To jednak nie było tak proste, bowiem zimno było coraz bardziej uporczywe, aż odgłos rytmicznego szczękania zębów zaczął wydobywać się z ust białowłosego.

- O, dziękuję, kuzyneczko! - rozległy się słowa Dziwożony, gdy tylko Yrin rozdała koce. Ledwie zmiennokształtny zawinął się w swój, a wydobyło się z niego siarczyste, kompletnie niepasujące damie, kichnięcie. Pojedynczy smark zdołał, z celnością godną kusznika, polecieć wprost w Twilight. Widać było, że zarówno sam akt, jak i to, co zapowiadał, nie spodobało się lisołakowi, nawet jeśli na widok cierpiącej wróżki milej było na sercu. - Na królicze bobki... Nie chcę być chora!

        Yrin spróbowała koślawym językiem wydobyć informacje odnośnie tego, co smok chce. Toffee uznał jednak, że jest to zbędny trud, albowiem olśniło go tuż po kichnięciu. Dlatego też odważnym krokiem - ale wciąż trzymając kocyk i otaczając się nim jak królowa płaszczem - zbliżył się do smoka, na odległość, przy której obydwoje mogli dosięgnąć siebie nawzajem.

- Panie smoku… Teraz rozumiem, gdzie popełniłam błąd. Wiem, że atak na ciebie to nie jest coś, co naprawią byle słowa. Dlatego też ja, Dziwożona o imieniu Toffee przysięgam, że w zamian za wybaczenie naszych win spełnię twoje największe, smocze marzenie… I pomogę ci uprowadzić dziewiczą księżniczkę z najbliższego królestwa!

        Tak, Toffee nasłuchał się bardzo dużo o smokach w młodości. I choć teraz, na żywo, miał okazję zobaczyć, iż są o wiele milsze, niż je przedstawiano, to jednak głęboko były zakorzenione w nim bardzo, ale to bardzo konkretne stereotypy zarówno o smokach, jak i innych rasach tego świata.

- Jeśli będzie trzeba, to będę służyć jakąkolwiek pomocą, jaką będę mogła udzielić, gdy tylko będziesz chciał ją zjeść… albo “zjeść”. O albo nawet mogłabym pomagać przy pokonaniu rycerzy, którzy wyruszają na ratunek dziewoi, która skończy w twych bezwzględnych szponach!

        To, z jaką ekscytacją w głosie wypowiadał te słowa Toffee było… zatrważające, nawet jeśli był to najprawdopodobniej efekt tego, że była twarzą w twarz z mężczyzną. Nic dziwnego, że nastała niezręczna cisza. Lisołak to zauważył, ale bardzo szybko doszedł do innych wniosków.

- Rzecz jasna… Jeżeli masz inne gusta, och smoku przełaskawy… to jestem w stanie poświęcić się dla dobra mojej kuzynki! Jedyne, o co proszę, to abyś był delikatny! - powiedział, buraczany na twarzy, co sugerowało, że nie chodziło jej w tej chwili o akt zjadania.
Awatar użytkownika
Iyeru
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Kontakt:

Post autor: Iyeru »

Gdy wróżka wspomniała, iż nie zna jego imienia, smok uznał, że może rzeczywiście dobrze by było się przedstawić, jeśli mają choćby spróbować wejść na bardziej neutralny grunt.
- Iyeru - mruknął, niedługo potem odbierając od wiedźmy koc.
Okrył się nim, choć chłodu jakoś wyraźnie nie odczuwał. Kiedy jednak w ręce zostały mu podsunięte ubrania, spojrzał na nie niezbyt przychylnie. Czuć było, że nie są zbyt nowe i w dodatku musiały dłuższy czas przeleżeć w jakiejś skrzyni, zupełnie zapomniane. Mimo to podziękował grzecznie. A gdy przyszło do mowy białowłosego lisołaka... cóż. Mina Iyeru wyraźnie sugerowała, co sądzi o poziomie wiedzy swoich "gospodarzy".
- Nie, dziękuję, żadne uprowadzanie dziewicy nie będzie konieczne - zapewnił ze zrezygnowanym westchnieniem. - Czy wy w ogóle wiecie o smokach cokolwiek, co nie jest wyssaną z palca fantazją? - zapytał raczej bez nadziei. - Wystarczy mi dach nad głową przez kilka dni, dopóki rana po moich łuskach się nie zagoi. Nie zmierzam nigdzie, więc wasza gościna nie pokrzyżuje mi planów - dodał po chwili namysłu. - O ile nie skończy się ona moim dalszym uszczerbkiem na zdrowiu.
To powiedziawszy jakoś tak zupełnie automatycznie zmrużył powieki, patrząc na oba lisołaki.
Awatar użytkownika
Yrin
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Yrin »

- Bitte… Toffee – powiedziała do lisołaka ze zniesmaczoną miną. Już nie miała siły go znów poprawiać, by nie nazywał ją kuzyneczką. – Mhiho phoznaz, Iyehru.

Nagle głośne kichnięcie białowłosego całkowicie zbiło Yrin z tropu, biedna aż podskoczyła, nie spodziewając się w tej chwili czegoś tak głośnego. Ponadto hol, w którym aktualnie przebywali, był dość spory i echo spotęgowało efekt. Mimo to Twilight skończyła gorzej, cała w zawartości nosa niesfornego lisołaka. Nad wyraz zniesmaczona czym prędzej odleciała z pola widzenia, aby zmyć z siebie to paskudztwo. Co nie wróżyło dobrze, bo Marani kompletnie nie nadawała się na tłumacza w razie czego, a ochroniarza od siedmiu boleści nie warto było nawet brać pod uwagę.

- Nhe mhartw se. Ich habe… Mam elhiksir na pzz... ezhebhienie – powiedziała z trudem, nie tylko ze względu na trudne wyrazy, ale wciąż żywą irytację całym zajściem i zachowaniem jej kolegi.

Natomiast to, co zasugerował albinosowi jako zadośćuczynienie, było okropnie głupie. Yrin również niewiele wiedziała o smokach, ale była pewna, że uprowadzenie jakiejś księżniczki to już nie przelewki. To byłby koniec ich w miarę spokojnego życia. Ewentualnie Toffee zostawiłby ją tutaj, samą, a tego by nie zniosła. Na samą myśl zrobiła się czerwona ze złości. Przecież, zanim dotarłby do jakiegoś zamku, na pewno spotkałby wielu przystojnych mężczyzn i jej szanse mogłyby spaść do zera. Zakładając, że już teraz takie nie są.
Na domiar złego białowłosy wyglądał na niebywale podekscytowanego taką wizją. Wkurzona i zazdrosna już niemal do granic możliwości Yrin podeszła do niego i nadepnęła mu na stopę z pełną premedytacją, choć zrobiła to na tyle niepozornie, że wyglądało jak przypadek.

- Och, psephrazam Toffee – powiedziała, z nieco za szerokim uśmiechem. – Nhe khuzynezka – szepnęła do niego jeszcze, a jej ton głosu brzmiał niemal jak groźba nieuchronnej śmierci.

W tym momencie lisołaczka zrozumiała, że najwyraźniej ogólne przekonanie o smokach jest daleki od prawdy. Poczuła się głupio, widząc minę pradawnego, przepraszająco rozłożyła ręce, dając znać, że niestety ich wiedza o skrzydlatych jaszczurach jest naprawdę uboga. Tak było łatwiej, każdy zrozumie gest, nie każdy inny język. Zmiennokształtna westchnęła w myślach, naprawdę powinna była więcej ćwiczyć, zgodnie z zaleceniami Twilight. Nie czułaby się teraz jak niemowa.

- Gut – przytaknęła Yrin, zgadzając się na warunki smoka, choć wewnętrznie krzyczała, zapomniała nawet poprawić się i powiedzieć to samo w mowie wspólnej.

- Biała jaszczurka zostaje! Marani szczęśliwa! – zawołała ruda wróżka obserwująca wszystko z góry od dłuższego czasu. – Na białym dobrze widać farbę! – zawołała przeszczęśliwa, zdradzając swoje niecne plany.

- Marani! – zawołała wiedźma, przerażona wizją dalszego denerwowania mężczyzny. – Bhedem jej philnowaz – obiecała i chwyciła ją do ręki.
- EJ! Marani chce latać, puść ją Moon. – Naturianka wyrywała się, gdy lisołaczka poszła ją zanieść gdzieś z dala od ich gościa. Pseudosmoczyca w tym czasie wykorzystała okazję i podleciała bliżej, wcinając się między niego i Dziwożonę.

- Yrin ma eliksiry, które dobrze wpływają na łuski. Sama z nich korzystam, może chciałbyś spróbować też? Wybacz, jeśli jestem trochę nachalna, ale rzadko się zdarza, bym mogła z kimś pogadać na takie tematy… wiesz. Takie gadzie – mówiła Śnieżka. W myślach dziękowała losowi, że była w stanie mówić jak ludzie. Nie potrzebowała żadnego tłumacza ani nie musiała się troszczyć o to, czy dana osoba rozumie mowę zwierząt.

Po chwili wróciła rudowłosa wraz z bardziej rozważną wróżką. Przy jej pomocy przekazała Iyeru, że zaprowadzi go do jego komnaty. Jak powiedziała, tak też zrobiła. Przewróciła oczami, widząc, że jej ochroniarz również musi pójść za nimi. Specjalnie wskazała pradawnemu pokój jak najbardziej oddalony od tych, w których sypiała ona i Toffee. Była to całkiem ładna sypialnia, duże łóżko stało obok okna, przy przeciwległej ścianie jakaś szafa i skrzynia. Nie był to najlepiej wyposażony pokój, widać, że długo był nieużywany. Przynajmniej nie było kurzu ani innego niepożądanego bałaganu.

- Dhamy ci trochę sphokohu… Sphoko… ju – powiedziała, zostawiając Iyeru w jego tymczasowym lokum na piętrze, a sama zbiegła na dół, prosto do swojej pracowni.

Nawet fioletowowłosa naturianka była nieco zaskoczona zachowaniem swojej podopiecznej. W pierwszym odruchu chciała do niej wysłać Toffee’ego, ale nie były dla niej tajemnicą uczucia Yrin, więc nie powiedziała nic. Postanowiła zobaczyć, co on sam zrobi.
Tymczasem w pracowni Yrin usiadła na bujanym fotelu i przymknęła oczy. Była jednak zbyt zdenerwowana i pobudzona, żeby się wyciszyć. Wzięła więc swój podręcznik do alchemii i zaczęła przeglądać różne mikstury. Wtem trafiła na bardzo ciekawą wzmiankę o truciźnie Noctue. Na pewno miałaby na nią wielu kupców, którzy zapłaciliby pokaźną sumę. Problemem był niestety fakt, że nie mogłaby zabić ani nawet zranić swojego gościa, któremu i tak już podpadła. Dlatego nawet nie przyszło jej do głowy, że ten pozwoliłby jeszcze na użyczenie trochę swojej krwi. Po głowie lisołaczki zaczęły chodzić najróżniejsze pomysły jak ją zdobyć, tak aby Iyeru nawet się nie zorientował.
Tak ją to pochłonęło, że jej wielka księga zsunęła się jej z kolan. Zmiennokształtna natychmiast ją podniosła. Otrzepała nieco z kurzu i przekartkowała jakby z nudów. Coś jednak rzuciło się jej w oczy, odnalazła fragment obrazka, który jej mignął.

- Eliksir miłosny – przeczytała w myślach, zaraz jednak pokręciła głową i odłożyła tomiszcze na miejsce.
Teraz zajęła się kolejnym już w tym tygodniu ustawianiem gotowych eliksirów na półkach według jakiejś zupełnie nowej metody, którą przed chwilą wymyśliła. To pozwalało się jej zrelaksować.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Las Driad”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość