Czarna PuszczaMiłość i nienawiść

Nocne zwierzęta, pumy, nietoperze, wilkołaki, niedźwiedzie. Pułapki, mroczne jaskinie, burze, wycie wilków, istoty przerażające i potwory... to tylko przedsmak tego co spotka Cię w Czarnej Puszczy, krainie znajdującej się na północny zachód od Doliny Umarłych, świecie, którego nigdy nie pozna przeciętne stworzenie.
Awatar użytkownika
Anastasja
Błądzący na granicy światów
Posty: 18
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Anastasja »

Fonos stał, bezczynnie nie kwapiąc się do pomocy. Anastasja była zirytowana, ale też przygnębiona, jeśli tak będzie wyglądać ich wspólne, życie to już je przegrała. Ten jaszczur najchętniej zrobiłby z niej niewolnicę. O ile w bezpośredni sposób nie miał szans na dokonanie tego, to jeśli, podkreślając "jeśli", bo to przecież kompletnie nieprawdopodobne, by miała z nim być tak na poważnie, mogłaby z dobrej woli wpaść w pułapkę usługiwania, a tego nie chciała.

- Po kiego grzyba by ci były te zabójcze króliki?! – spytała go kompletnie zbita z tropu. O czym on w ogóle teraz myśli? Powinien rzucić się do walki bronić swą żonę, nawet jak między nimi w ogóle nie iskrzyło.

Na dodatek jeszcze kazał się nie poganiać, istna bezczelność. Przecież ich życia były zagrożone, a szczególnie jej przecież ona nie miała łusek czy pazurów… No dobra, teraz miała, ale od dziś i nie potrafiła się nimi odpowiednio posługiwać. Nagle odsunął ją łapą, tak po prostu, no normalnie zero delikatności. Westchnęła, przewracając oczami.
Podobnie jak zwierzaki, tygrysołaczke również zamurowało, widząc, jak zamiast zionięcia ogniem jej mąż… ziewnął. ZIEWNĄŁ DO CHOLERY!

- Co z tobą jest nie tak?! – krzyknęła zdenerwowana – Zniszczysz mi nerwy dziadzie jeden! – Tupnęła nóżką.

Na całe szczęście smokołak w końcu wziął się w garść i zionął ogniem. Ana odrobinkę się uspokoiła. Jednakże ogień zajął też trawę i dość szybko się rozprzestrzeniał. Zmiennoksztaltna przełknęła ślinę, nie przemyślała tego aż tak dobrze… Zresztą czy to ona musi o wszystkim myśleć? Że też Fonos nie mógł ziać kwasem, ale nie, zawsze musi robić coś nie tak. ZAWSZE. Na dodatek jej delikatne gardło zaczął męczyć kaszel wywołany dymem.
Jak się szybko okazało nie tylko ją, bo z zarośli dochodził czyjś głos, o ile zgadzała się z ów obrazą skierowaną w stronę smokołaka, to nie podobała jej się ta cala sytuacja, ogień, dym i nagle pora dnia, popołudniowa stała się ciemną nocą.

- KIM JESTEŚ?! POKAŻ SIĘ! – krzyczała i naszykowała swój kochany sztylecik, by być gotowym do wbicia go w serce temu, kto śmiał tak bestialsko z nich zadrwić, a niech by tylko spróbował nie być człowiekiem, to jego los byłby jeszcze gorszy!

Na grzbiet zmiennokształtnego weszła, bo sama uznała, że to właściwy moment, wcale nie dlatego, że on jej to zalecił, tylko akurat to się fatalnie zgrało w jednym czasie, fatalnie oczywiście dla honoru i godności Anastasji.

- Czy zamiast to nie wiem, ale na pewno przed tobą. – Zachichotała złowrogo i się wgramoliła. – Byłoby szybciej, gdybyś zechciał mi to ułatwić i się trochę bardziej zniżyć. – Prychnęła, próbując się wygodnie usadowić, gdy smokołak już zaczął gonitwę. W efekcie wyglądała teraz, jakby się do niego przytulała, trzymając go za szyję. No ale cóż zrobić? Spaść nie miała zamiaru.

Gonitwa trwała i trwała, dziewczyna była już zmęczona jazdą i kolejnymi siniakami na tyłku. Koń jednak musiał się w końcu też zmęczyć, prawda? Zwłaszcza, że było późno i to bardzo. W końcu go dogonili, zostawił konia, który z tego, co z daleka mogli widzieć, miał wielkie opory, by iść dalej. Szybko wyszło na jaw dlaczego. Byli przy Północnej Bramie, która prowadziła na Szlak Samobójców. Właśnie na niego wkroczył tajemniczy jegomość i ruszył biegiem.
Dla Any było niepojęte, jak może tak ryzykować i czy naprawdę są aż tak straszni, czy chodzi o to, że nie mogli się dowiedzieć, kim jest? Tak czy siak, miał przekichane, bo tygrysołaczka uparła się, by go znaleźć i dopaść.
Wbiegli na szlak, od razu odczuli nieprzyjemny spadek temperatury i dziwną, niepokojącą aurę. Lepiej było się w tym miejscu nie zatrzymywać, skoro nawet przy takim tempie dziewczyna widziała ciła wisielców, powieszone na gałęziach, zapomniane, nieznane i nigdy nieodnalezione. Zabrali oni ze sobą swój smutek i ból do grobu i można było tylko gdybać, jak złe rzeczy im się przytrafiły, że targnęli się na swoje życie.

- Fonos… Czy… Czy ciebie też ogarnia taki dziwny smutek…? Bo nie wiem, czy jestem aż tak wrażliwa, czy może to z tym miejscem jest coś nie tak… - spytała drżącym głosem, kompletnie zapominając o całej złości. Teraz naprawdę wtuliła się w smokołaka niepewna… wszystkiego, zmartwiona i przygnębiona. Pierwszy raz cieszyła się, że on jest przy niej, choć radość ta była skryta głęboko w środku jej serduszka. – Przepraszam, że tak na ciebie krzyczałam ciągle… - Zaczęła się rozklejać, emocje brały górę. To do niej nie pasowało. Nie była sobą. – Ta przemiana tak bardzo mnie dobiła, chciałam być prawdziwą łowczynią potworów, a nie potworem… Nie wiem jak sobie z tym poradzić, czuje się tak głupio i jeszcze ten ogon… - zwierzała mu się niczym oddanej przyjaciółce, teraz to nawet głupi by zauważył, że w jednej chwili nie mogła ot tak ze wciąż wybuchających fal furii przejść do czegoś takiego.
Awatar użytkownika
Fonos
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Fonos »

        Nie chciał tego wszystkiego. Cała ta gonitwa z każdą chwilą zdawała się równie zbędna, co męcząca. Może i jego świeżo upieczona żona chciała twórcę królików upiec tak samo, jak upieczone zostały ów puchate zwierzątka, ale on już w trakcie pościgu za koniem odpuścił sobie gniew, gdyż jego pielęgnowanie było po prostu zbyt wymagające od jego nadzwyczaj leniwego umysłu.

        Najgorsze było jednak to, że gdyby się zatrzymał, to Anastasja by nie odpuściła mu - wszystko co robiła sugerowało, że w najlepszym wypadku straci życie, jeśli się nie podporządkuje jej zachciankom. W najgorszym zaś… Cóż, nie chciało mu się o tym myśleć bardziej, niż zwykle. Dlatego też, pomimo tego, że co drugie drzewo, które mijali, zaczynało dla niego przypominać wygodną, porośniętą korą, poduszkę, kontynuował pościg.

        To jednak, gdzie zaczął uciekać ścigany, przerosło najśmielsze oczekiwania Fonosa.

“Szlak Samobójców? Albo ten człowiek - o ile to jest człowiek - nie zna tutejszych terenów, albo jest po prostu głupi. W każdym razie powinien wziąć przykład ze swojego konia, ten niemal instynktownie nie pozwolił się zaciągnąć choćby krok dalej. Ehh, aż chciałbym zamienić się z kopytnym…”

        Było późno, słońca już nie było na niebie, a on, z bardzo niebezpieczną kobietą na grzbiecie, zaczął iść śladem istoty, która próbowała ich zabić, przez tereny, które były tak samo, jeśli nie bardziej groźne od zmiennokształtnej. Widoki nie były ładne, atmosfera także martwa, co zauważył bez trudu smokołak.

“Hehe… Martwa. To mi się udało.”

        Im bardziej oddalali się od Północnej Bramy, tym było gorzej. Nie dość, że pomimo starań Fonosa, zdawali się oddalać, a nie zbliżać od osoby, którą gonili, to na dodatek Anastasja zaczęła się zachowywać dziwnie. Może to wpływ tego miejsca, w końcu nawet smokołak czuł się winny. Jakby ktoś na siłę wpychał mu w gardło wszystkie jego czyny, stawiając je w negatywnym, okropnym wręcz świetle.

“Nie ze mną te numery…”

        Może to jego lenistwo, a może to, że jego stan emocjonalny był lepszy, niż ten Anastasji, ale dawał radę nie tyle co oprzeć się smutkowi, co nie pozwolić, by ten zapanował nad nim. W każdym razie wiedział, że musi się zatrzymać mimo tego. Siedząca na jego grzbiecie kobieta wylewała z siebie żale i prawdopodobnie nie nadawałaby się w tym stanie do walki, gdyby jakimś cudem dogonili maga, który chciał im zajść za skórę. Poza tym dochodził też fakt zmęczenia - przebyli spory kawał drogi, więcej, niż smokołak przemierzał zazwyczaj w kilka dni. Musiał dać swojemu ciału czas na nabranie sił, inaczej padnie jak długi i nie wstanie do jutra.

        Zszedł lekko ze szlaku, ale tylko po to, by nie stać na środku ścieżki - zamiast tego zatrzymał się na uboczu, tak, że ścieżka była tuż obok, wciąż w zasięgu ich wzroku, ale oni sami byli częściowo schowani przez tutejsze drzewa i roślinność.

        Wciąż będąc w swej smoczej postaci, sięgnął przednią łapą do swojego grzbietu. Z niewielkim trudem, ale zdołał odłożyć wpierw swój ekwipunek pod pobliskim drzewem, a późnej także - tak delikatnie, jak to było możliwe - oderwał od siebie swoją narzeczoną, którą usadowił na miękkiej trawie przed nim. Położył się naprzeciw niej, z łbem skierowanym w jej stronę. Patrzył tak na obraz czystego smutku i rozpaczy, zastanawiając się, jak może poprawić to wszystko.

        Po chwili jednak zaczął przeciągać mruganie, aż w końcu jego oczy już się nie otworzyły. On… Zasnął naprzeciwko ukochanej, która potrzebowała pocieszenia… Nawet zaczął chrapać, a na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech wywołany nagłym odpoczynkiem. Cóż, kto wie, może chęć zamordowania małżonka weźmie górę nad złymi emocjami?
Awatar użytkownika
Anastasja
Błądzący na granicy światów
Posty: 18
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Anastasja »

Anastasja jeszcze przez pewien czas żaliła się smokołakowi, gdy w końcu zaczęła cicho płakać, już nic nie mówiąc, a łzy ciekły po jej policzkach i tygrysim pyszczku, przez co jej sierść stawała się tam coraz bardziej mokra. No właśnie, dziewczyna przejechała dłońmi po swoich rękach, o jakże brakowało jej gładkiej skóry nieokrytej żadnym pasiastym futrem. Następnie przebadała wygląd swej twarzy i kocich uszu. Szybko natknęła się też na wibrysy.

- "No świetnie, kobieta z wąsami" – westchnęła w myślach.

Następnie jej język przejechał po uzębieniu, które lekko różniło się od jej wcześniejszego, ludzkiego, bo bardziej przypominało tygrysie. Niespodziewanie naszła ją pewna myśl, gdy spostrzegła tego niepoprawnego śpiocha. Po cichutku i z kocią gracją zbliżyła się do niego i z całych sił ugryzła go w łapę. Wbrew oczekiwaniom dziewczyny, gdy tylko gwałtownie się odsunęła w obawie o nagłą reakcję, w miejscu, którym zatopiła swe kiełki, pojawiło się kilka smug szkarłatnej cieczy. Uśmiechnęła się szatańsko zadowolona, Fonos zasłużył. Nie zostawia się przecież kobiety w potrzebie nawet bez przytulaska i nieważne czy ona go chce, czy nie bo i tak chce, choć może o tym nie wiedzieć.
W każdym razie teraz nie zważając na mężulka, ponownie zajęła się sobą i swoim ciałem, a konkretniej ogonem. Patrzyła na niego z niesmakiem, zastanawiając się, do czego mógłby się jej przydać. Chwilowa złość na zmiennokształtnego niestety przeszła i jej racjonalne i logiczne myślenie znowu zaczął zakłócać smutek. Przycupnęła więc przy drzewie i skuliła się, chowając głowę w kolanach.
Jednak jej wyostrzone zmysły, między innymi słuch coś wychwyciły, ciche kroki, tuż za jej plecami. W ostatniej chwili zerwała się z ziemi i wyciągnęła sztylety, zawsze miała je przy sobie, dobrze ukryte, ale jednocześnie w miejscu, do którego łatwo był sięgnąć. Obecnie jednak miała sukienkę i miała je przy łydkach, co może nie było zbyt komfortowym miejscem, ale tym razem się udało. Przyłożyła ostrze do gardła jakiemuś długobrodemu.

- Czego chcesz?! – zapytała głośno, w miarę subtelnie kopiąc Fonosa, gdyby ten miał zamiar dalej spać, a powinien jej przecież pomóc – Gadaj albo spłoniesz – rzuciła okiem na smokołaka.

Starzec podniósł ręce do góry, dając znak, że się poddaje. Ana ostrożnie cofnęła sztylet, ale tylko troszkę. Mężczyzna cały drżał i… bezczelnie się gapił na jej chodzący na prawo i lewo ogon, którym wymachiwała mimowolnie z tych wszystkich nerwów.

- Przepraszam – powiedział prawie ze łzami w oczach, może i jego dopadła tutejsza aura? – Ja… badam zmiennokształtnych, tych przemienionych…
- Hee? – Uniosła jedną brew wyżej.
- Tropiłem tamtego tygrysołaka wiele lat, wiedziałem, co chce zrobić i chciałem zbadać zachowanie kolejnej świeżo przemienionej, jest mi to potrzebne dla badań… chciałem też zobaczyć czy przy tych królikach przemienisz się w tygrysa i je pokonasz… Przepraszam… - Rozpłakał się jak dziecko.

Anastasja wcale mu nie współczuła. Wręcz przeciwnie, miała ochotę mu coś zrobić. Wiedział, co jej grozi, ale nie zrobił nic, pozwolił, by spadła na nią ta straszna klątwa w imię jakichś badań. Nie zabijała jednak ludzi, a on może i był magiem, ale raczej pachniał człowiekiem.

- Wynoś się stąd… I NIE WRACAJ! – wrzasnęła, a na koniec jeszcze wydala z siebie głośny tygrysi ryk.

Gdy zdała sobie sprawę z tego, co się stało, zakryła usta wystraszona. Badacz zmiennokształtnych zniknął już gdzieś w oddali. Jego siwizna jeszcze gdzieś tam się wyróżniała, aż w końcu i jej nie było już widać.

- Nie jestem zwierzęciem, jestem ze szlacheckiej rodziny, jestem łowczynią potworów, nie potworem. – Tygrysołaczka kiwała się do przodu i do tyłu wystraszona, że jeszcze przyjmie nagle formę tygrysa, a nie ludzką i jeśli nie będzie umieć wrócić, chociaż do tej hybrydziej… Wolała nie myśleć, aż nią wzdrygnęło.

Wtedy też coś do niej dotarło, przecież mogła tak skończyć chwilę po ugryzieniu, a jednak nie była w najgorszej sytuacji, miała szczęście w nieszczęściu, uśmiechnęła się lekko i uspokoiła. Wciąż jednak nachodziły ją czarne myśli.

- Fonos… Musimy zejść z tego szlaku, natychmiast. Wyruszymy tam – powiedziała władczym tonem i wskazała palcem w głąb mrocznej puszczy. – Albo czekaj… może jednak zawrócić? – Zawahała się, może głupio było tak uciekać, a jej rodzina znałaby jakieś lekarstwo? – Aghh! Mam tylko dziewiętnaście lat… Skąd mam wiedzieć co robić? Nie byłam gotowa na taką sytuację! A ty? Ty jesteś starszy, nie? Gadaj, ile wiosen przeżyłeś, bo nie wiem jak bardzo mam ci skopać tyłek za brak dojrzałości?!
Awatar użytkownika
Fonos
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Fonos »

“Mmm, poduszki...”

        Puchate, wygodne mary senne nachodziły jego zakryty pierzyną błogości umysł. Wisiał w bliżej nieokreślonej przestrzeni, gdzie poza bezkresną bielą obecny był tylko on i jego obiekty westchnień o najróżniejszych kolorach, krojach czy nawet kształtach. Zgarniał do siebie tyle, ile tylko mógł, a gdy zwykłe ręce to było za mało, zmienił się w smoczą formę, co by móc wszystkimi kończynami, w tym i ogonem, nałapać podusie, których nigdy nie było wystarczająco dużo pod jego leniwą głową.

        Ten błogostan trwałby pewnie przez jeszcze długi czas, po chwili jednak wszystko zniknęło jak za pstryknięciem jakiegoś bożka. Zarówno raj poduszek, jak i biel krajobrazu zastąpiła ciemność... jego wciąż zamkniętych powiek. Czuł, jak ból promieniuje z jego przedniej łapy, a to sugerowało, że ktoś zdołał go zranić nawet pomimo wytrzymałości łusek jego smoczej formy. Przez chwilę rozważał, co może być tego przyczyną, po czym dotarło do niego, jak bardzo oczywista jest odpowiedź na jego sytuację.

“Anastasja...”

        Miał wielką ochotę użalać się nad raną, ale nie chciał dać tej przyjemności swojej sadystycznej żonie. Nie wspominając o tym, że jego duma najemnika nie pozwoliłaby na przyznanie się do tego, że rana zadana z rąk kobiety jest dla niego dosyć problematyczna. Z tego też powodu jak leżał, tak leżał, tyle że teraz po prostu udawał, że śpi, zamiast faktycznie drzemać o poduszkach i innych przyborach niezbędnych do prawdziwie porządnego snu.

        Cierpliwie czekał - bo nie chciało mu się wstawać jeszcze - na dalszy rozwój wydarzeń, słuchając uważnie tego, co się dzieje i o czym mówi jego futrzasta towarzyszka życia. Sądząc po drobnym szeleście, Anastasja przycupnęła gdzieś obok i wierciła się w miejscu, przejęta tym, jakie ciało jej dusza obecnie zamieszkiwała. Albo już miała pchły. Obie opcje równie niebezpieczne pod względem tego, jak dużo czasu i energii będzie musiał Fonos wyczerpać, by złagodzić ich skutki. Choć po namyśle uznał, że wypalanie pcheł ognistym oddechem byłoby jednak lepsze, niż bycie terapeutą kogoś, kto życzy mu śmierci średnio co minutę i, o zgrozo, gryzie go w jego urocze smocze łapki. On ich używa do ugniatania potencjalnych miejsc do spania, a to należy szanować!

        Dalszy rozwój wydarzeń, choć niespodziewany, nie od razu zmusił Fonosa do powstania na własne łapy. To, że osoba, którą ścigali, sama do nich przyszła bez wątpienia byłoby świetnym materiałem na karczemny żart, gdyby nie to, że swoimi wyjaśnieniami, a i nawet samą swoją obecnością, człowiek zdołał jeszcze bardziej rozkołysać emocje zmiennokształtnej. Przez chwilę myślał nawet o tym, czy nie interweniować, nim zostanie z nieszczęsnego badacza krwista kocia karma, ale na całe szczęście Anastasja była na tyle samoświadoma, by nie dać się ponieść przez granicę, zza której nie ma zazwyczaj powrotu.

        Gdy tylko futrzasta tymczasowo odstawiła na bok swoją fazę nienawiści wobec własnej puchatości, Fonos ziewnął, przeciągnął się niczym kot po drzemce, po czym powolutku zaczął otwierać oczy. Zaczął wysłuchiwać tego, jak panicznie Anastasja chciała już opuścić to miejsce. Nie chciał tego robić na głos, ale musiał przyznać, że robiło się coraz gorzej - szepty jego świadomości rozbrzmiewały w jego głowie, a to, co mówiły, nie było miłe. Gdyby mieli tu spędzić kolejne kilka godzin, mógłby zostać pochłonięty przez atmosferę szlaku tak jak Ana, czy też nawet ten człowiek, po którym nie było już ani śladu.

- Mhm, tak, tak, zgadzam się - przytaknął jej półprzytomnie, gdy ta zmiennokształtna wyjawiła to, jak bardzo nie ma pojęcia co robić dalej. - Ten las to nie miejsce dla smoczego najemnika i świrniętej dziewiętnastolatki. Zaraz sobie pomyślimy, w którą stronę będzie najkorzystniej się udać, z uwzględnieniem tego, aby jak najszybciej opuścić te niesprzyjające żywym tereny.

“...”

Fonos ziewnął, po czym rozejrzał się dookoła. Coś mu nie pasowało. Coś przeoczył?

“Hmm...”

        Jego wzrok spoczął na Anastasji, przy czym ślepia jego, wciąż stęsknione za snem, były połowicznie skryte pod powiekami. Widać jednak było, że te kilka szarych komórek, które już zabierały się do pracy, ciężko pracowały nad rozgrywaniem tajemniczej zagadki.

“...Dziewiętnastolatki!?”

        Smokołak wyprostował kończyny niemal natychmiast, stając w gotowości do biegu niczym koń, który usłyszał strzał z bicza. Zapakował, czy też raczej usadowił, swoje rzeczy na swoim grzbiecie, a zaraz po tym, nie czekając nawet na zgodę swej żony, capnął ją ostrożnie i także upewnił się, by ta porządnie dosiadła wierzchowca, jakim był obecnie jej mężulek.

- Trzymaj się mocno.

        To było jedyne ostrzeżenie, jakie dał jej Fonos, nim ruszył z miejsca z prędkością, która sugerowała co najmniej ucieczkę przed ponurym żniwiarzem. Tumany kurzu i drobinek ziemi wzbijały się w powietrze z każdym mocarnym ruchem jego smoczych łap, które nawet kamienie rozłupywały, jeśli na takie natrafiły podczas smoczego galopu. Widać było, że Fonos uznał, że sytuacja jest na tyle poważna, że nawet lenistwo musi tymczasowo odejść na bok.

- Jak mogłem być tak głupi... - rozpoczął ponuro Fonos. - ... Wydali mnie na ślub z dzieckiem! Mogli mnie ostrzec, to bym nie próbował cię uprowadzić na drugi koniec kontynentu, psiakrew. Twoi rodzice muszą się pewnie o ciebie martwić, ale spokojnie. Raz dwa wrócimy na miejsce ceremonii ślubnej i naprawimy to wszystko. A i przy okazji postaram się, żebyś na przyszłość była lepiej pilnowana. Ładnie to tak wykradać noże z kuchni, a potem je nosić? - Cóż... Przynajmniej można liczyć na to, że gdy Anastasja skończy z Fonosem, to jego ciało będzie wystarczająco blisko domu rodzinnego by można było zrobić stosowny pogrzeb. O ile cokolwiek zostanie.
Awatar użytkownika
Anastasja
Błądzący na granicy światów
Posty: 18
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Anastasja »

Anastasja nie mogła uwierzyć, że nawet jej ugryzienie nie zdołało zmusić Fonosa, by wstał. Gdyby nie fala smutku, która nagle zaatakowała myśli dziewczyny, zapewne smokołak miałby poszkodowaną jeszcze drugą łapę, co najmniej. Poza tym pojawił się jeszcze ten okropny starzec, jego też opanowała aura tego miejsca, która pobudziła najwyraźniej jego wyrzuty sumienia. Szkoda, że nie mogła przy okazji obudzić Fonosa, który nadal bezczelnie spał!
Tygrysołaczka nie mogła mu na to pozwolić, zwłaszcza że już zdążyła wykorzystać jego ognisty oddech jako groźby, nie mogła się teraz ośmieszyć. Na szczęście ten dziwak sam odszedł z małą zachętą od Any, z której ona sama wcale nie była zadowolona.
Znowu nachodziły ją czarne myśli ze zdwojoną siłą, mimo obecności Fonosa czuła się tu strasznie samotnie, może gdyby choć smokołak poświęcił jej trochę więcej uwagi. Mogliby się nawet kłócić i wrzeszczeć na siebie, zdzierając gardło byle nie słyszeć tych dołujących szeptów w głowie, dla których cisza była pożywką.
Musiała spróbować nawiązać jakąś rozmowę za wszelką cenę, bo jeszcze chwilę i znajdzie się na krawędzi szaleństwa. W końcu jednak stała się rzecz nadzwyczajna. Zmiennokształtny wstał znienacka i to dość szybko jak na takiego lenia i śpiocha. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, co takiego powiedziała.

- Ej, ale co ty robisz?! – oburzyła się, gdy smokołak chwycił ją w swoje łapska i posadził na grzbiecie i to bez żadnego pozwolenia! – Można wiedzieć co to ma znaaaaAAAAAA....! – krzyknęła Ana, w ostatniej chwili usadawiając się na tyle dobrze, by nie spaść przy tej szalonej prędkości.

Przez dłuższą chwilę nawet nic nie powiedziała, tylko całą uwagę poświęciła temu, by nie spaść. W końcu Fonos biegł bardzo szybko i taki upadek mógłby być dość niebezpieczny. Dopiero po chwili dotarło do niej, na co jaszczur marudził pod nosem.

- Dzieckiem?! Zgoda, może jestem młoda, ale na pewno nie jestem dzieckiem! – Naprawdę ją to zdenerwowało, aż wbiła swoje tygrysie pazury między łuski zmiennokształtnego. – Fonos, nie! – Kolejne jego słowa zmroziły jej krew w żyłach, wszystko byle nie powrót do domu, nie teraz!

Dziewczyna zaniemówiła, musiała coś zrobić. Nie chciała się pokazywać rodzicom, nie w takim stanie. Drażniły ją słowa Fonosa, ale bardziej martwiły ją jego zamiary.

- "Koty podobno spadają na cztery łapę czyż nie?" – pomyślała, spoglądając na krajobraz zmieniający się z każdą sekundą. Wzięła głęboki oddech i zeskoczyła, bała się bardzo, więc zamknęła oczy. Była gotowa na nowe siniaki, ale z zaskoczeniem odkryła, że faktycznie wylądowała niczym kot, z gracją i elegancją nie robiąc sobie żadnej krzywdy. – Whoa…! - Była mile zaskoczona.

Gdy Fonos zauważywszy brak Any zatrzymał się, ona podeszła do niego z zawziętością wypisaną na twarzy.

- Nie mogę tam wrócić – powiedziała stanowczo i w miarę spokojnie, choć jej ogon nerwowo chodził na lewo i prawo.
Naprawdę chciałaby nagadać smokołakowi, ale teraz niestety wszystko zależało od niego. Mógł ją zaciągnąć do domu siłą, a ona nie mogła do tego dopuścić. – Proszę. W ogóle mnie nie znasz, jestem młoda, ale nie jestem jakimś głupim bachorem! – mimo prób opanowania podniosła ton głosu. – Poza tym, czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy małżeństwem – wycedziła przez zęby, hamując zdenerwowanie – więc albo zachowasz się jak odpowiedzialny mąż i będziesz mi towarzyszył… albo idę sama – postanowiła, choć obawiała się, że Fonos nie uszanuje jej zdania, tylko nadal będzie chciał ją zaciągnąć do domu. – Nie wrócę tam przynajmniej dopóki nie odzyskam ludzkiej postaci. – Ruszyła w przeciwną stronę do tej, w którą biegli chwilę wcześniej. Odwróciła się na moment, by sprawdzić co z czerwonołuskim. – A tak przy okazji, ile ty masz lat, skoro jestem dla ciebie taka młoda? Bo nie dałabym ci więcej, niż dwadzieścia pięć wiosen.
Awatar użytkownika
Fonos
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Fonos »

        Bieg, czy też galop, który wymusił z siebie Fonos, był skrajnie wyczerpujący. Każdemu ruchowi jego smoczych łap towarzyszyły myśli mówiące o tym, jak miło by było położyć się na kamieniu, który właśnie mijał, albo na nietkniętym przez żywych skrawek trawy. Jego wewnętrzne lenistwo zapierało się wyimaginowanymi rękami i nogami z całych sił, z czym zgadzało się jego niezbyt gotowe do nagłego wysiłku ciało. Mimo tego wszystkiego Fonos nie poddał się, bo wiedział, że nie może... z więcej niż jednego powodu.

“Byliśmy stanowczo za długo na Szlaku Samobójców” - zagłębił się w swoich myślach, w międzyczasie wracając tą samą ścieżką, którą wcześniej przyszli. Już widać było Północną bramę, do której zbliżali się w szybkim tempie. - “Nie wiem, jak długo jeszcze musielibyśmy zostać tam, ale podejrzewam, że jeszcze trochę a oboje byśmy postradali rozumy. Co jak co, ale ostatnie, co mi by się chciało robić, to zakończyć swój żywot w miejscu z takowych czynów zn… Ej, nikt jej nie uczył o niedrażnieniu wierzchowca, którego się dosiada?!”

        Wcześniejsze słowa Anastasji - że niby w jej wieku można ją traktować jak dojrzałą kobietę, czy coś - wleciały jednym uchem smokołaka, a wyleciały drugim. Niestety, zignorowanie pazurów, które zadomowiły się w szczelinie między jego naturalnym pancerzem, już nie było takie łatwe. O mało co nie wytrąciło go to z rytmu biegu, a gdyby to się stało, bez wątpienia runęliby na szlak z hukiem, a to nie byłoby przyjemne. Na całe szczęście doszło do tego, dzięki czemu najemnik mógł kontynuować powrót do miejsca, z którego uciekli.

… A przynajmniej tak było do momentu, w którym to ciężar na jego grzbiecie zmniejszył się o jedną, bardzo upartą i szaleńczo głupią nastolatkę. Gdy tylko dotarło do niego, zaparł się wszystkimi kończynami o szlak, wytrącając swoją prędkość i zarazem wzbijając tumany pyłu w powietrze.

- Anastasja. - Fonos niemal zawarczał, wypowiadając jej imię. Gdy tylko obrócił się w kierunku zmiennokształtnej, a obłok pyłu opadł na ziemie, jego partnerka życiowa zbliżyła się do niego z determinacją w oczach i... rozkołysanym ogonem, który był tak uroczy, że ciężko było się na nią gniewać. Zmiennokształtny, wciąż pozostając w swej największej formie, westchnął, po czym pozwolił, aby futrzasta wytłumaczyła swoje zachowanie.

        Jej argumenty były emocjonalne, płytkie, a momentami podchodziły pod absurd. Z trudem powstrzymał śmiech, gdy zaczęła się powoływać na więź małżeńską, której żadne z nich nawet nie chciało. Dopiero jej ostatni argument miał w sobie przynajmniej minimum sensu. Poza tym… Miała ona rację, że ślubem to znaczy. Ich przeznaczenia są teraz połączone, w ten czy inny sposób. Dlatego też Fonos przemyślał tę sprawę przez moment, po czym zrobił to, co zwykle - pozwolił, by działo się to, co dziać się będzie, bo to oznaczało najmniej wysiłku.

- Dobra, dobra, niech ci będzie, żono moja. Udamy się gdzieś, gdzie jest cisza i spokój i gdzie rodzinka nie będzie ci wisieć nad karkiem. Ja postaram się złapać kilka zleceń, co byśmy nie musieli żywić się kamieniami, a ty spróbujesz przez ten czas opanować swoją kocią stronę… Kto wie, może w międzyczasie odhaczymy noc poślubną i miesiąc miodowy? - powiedział, a na jego smoczym pysku malował się drażliwy uśmiech, bez wątpienia z powodu tego, na czym zakończył swoją wypowiedź.

        Zaczął iść za Anastasją, która już skierowała się w głąb szlaku samobójców. To… był bardzo zły pomysł, ale nim zdążył powiedzieć to na głos, futrzasta zatrzymała się, po czym zadała w jego stronę pytanie, które go zaintrygowało.

- Właśnie mi przypomniałaś, dlaczego nigdy nie zrozumiem w pełni ludzi... Żyjemy w świecie, gdzie magowie śmieją się wprost w twarz bogów, robiąc co im się żywnie podoba z czasem, przestrzenią i wszystkim pomiędzy a mimo tego wy cały czas próbujecie oceniać wiek czegoś po tym, jak to coś wygląda.

        Mówił, w międzyczasie zbliżając się do swej ślubnej. Gdy dokończył ostatnie słowo, był tuż przed nią, a jego smocza głowa znalazła się tuż przed jej futrzastą twarzą. Był uśmiechnięty, ale ciężko było to zobaczyć, gdy jego pysk był tuż przy niej.

- Dla twojej wiadomości, moja młoda i naiwna żono, jeszcze jedna wiosna, a będę trzy razy starszy od ciebie. Dlatego też nie dziw się, że uważam, że jesteś dzieckiem. Z mojej perspektywy równie dobrze mogłabyś być moją wnuczką, gdyby nie to, że nie jestem fanem posiadania żadnego potomstwa.

        Gdy skończył mówić, podniósł swoją prawą łapę, i delikatnie pochwycił Anastazję, tym razem obejmując ją wokół pasa, uważając, by przypadkiem nie ścisnąć za mocno. Po raz kolejny usadowił ją na swoim grzbiecie, po czym zaczął iść w kierunku Północnej bramy.

- Zanim zaczniesz znowu mnie kroić swoimi szponami, daj mi powiedzieć co robię - zaczął, nim tylko jego towarzyszka znów zdecydowała się na zagłębianie się w swoim najwyraźniej przewlekłym sadyźmie. - Nie wracamy ani do mojej, czy też twojej rodziny dobrze? Ale to nie oznacza, że będziemy jak głupi iść Szlakiem Samobójców. Nie dość, że to miejsce ma zarówno na ciebie, jak i na mnie, zły wpływ, to jeszcze szlak ten prowadzi wprost na mroźną północ, gdzie króluje lód, śnieg i zimno, z tego, co słyszałem. Nie brzmi to przyjemnie, a tym bardziej nie brzmi to, jak miejsce, w którym mógłbym spokojnie spać.

        Im bliżej byli Północnej Bramy, tym bardziej rosła ona w oczach. Na szlak dostali się przez lasy mrocznej puszczy, w miejscu, gdzie słynna konstrukcja była na tyle daleko, aby być ledwie elementem krajobrazu. Im bardziej się do niej zbliżali jednak tym bardziej mogli ujrzeć jej ogrom - Kamienna fortyfikacja, stanowiąca przedłużenie naturalnych barier, jakimi były Szczyty Fellarionu na wschodzie i Dolina Umarłych na zachodzie, oddzielała północ od południa. Na szczęście dla nich, wojsko, które strzegło tego miejsca przed potencjalnym zagrożeniem nie powinno stanowić problemu, tak długo, jak uiszczają należytą opłatę za przedostanie się na drugą stronę. Wpierw jednak musieli tam dojść, a to oznaczało jeszcze dwie godziny przy obecnym tempie, jakie utrzymywał Fonos.

- Proponuje następujący plan. Przechodzimy przez Północną Bramę, po czym idziemy wprost do Rododendronii, najbliższego obecnie dla nas miasta. Zajmie nam to około półtora, może dwa dni, wliczając wszelkie postoje. Tam zdobędziemy zapasy, może nawet jakieś zlecenie się znajdzie, a potem zobaczymy co i jak, dobrze? Jeżeli masz inną propozycję, to mów, póki nie przeszliśmy przez bramę, opłata za przejście na drugą stronę nie jest mała, a wolałbym nie marnować moich oszczędności, na które ciężko zapracowałem.
Awatar użytkownika
Anastasja
Błądzący na granicy światów
Posty: 18
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Anastasja »

Anastasja była zdenerwowana i zestresowana. Po głowie przechodziły setki scenariuszy, jaką hańbą mogłaby okryć rodzinę, gdyby teraz wróciła, nawet jeśli jej rodzice twierdziliby inaczej. Po prostu nie mogła i nawet niema groźba zawarta w oczach i tonie głosu Fonosa ją tak nie przeraziły, jak fakt tego, do czego chciał ją zmusić. Czekała w napięciu na jego odpowiedź gotowa do ewentualnej walki, ale zamiast tego on się zgodził. Tygrysołaczka odetchnęła, choć z lekkim niedowierzaniem.

- Dziękuję… - odpowiedziała już nieco spokojniej, nawet już miała zmienić zdanie o smokołaku, ale ten chyba uwielbiał ją drażnić. – Chyba cię pogięło! – prychnęła, aż jej sierść się zjeżyła. Jak on śmiał? Prawie w ogóle się nie znali, nawet nigdzie jej jeszcze nie zaprosił, a już śmie myśleć o nocy poślubnej?

Zmiennokształtna nie miała siły się już z nim kłócić, po prostu gniewnym krokiem ruszyła przed siebie, licząc jednak, że ten głupi jaszczur za nią podąży. Leniwy do kwadratu, ale mógł się przydać, przynajmniej jako żywa tarcza albo rozpałka do ogniska. Nim jednak na dobre się nadąsała, postanowiła zadać jeszcze jedno pytanie. Szybko tego pożałowała. Nie dość, że zaczął ględzić o tej wstrętnej magii, to okazało się, że jest od niej prawie trzy razy starszy! Trzy razy! Ana miała w tym momencie dość zabawny wyraz twarzy wyrażający po części zniesmaczenie i zaskoczenie. Nie wiedziała co odpowiedź, po prostu brakło jej słów. Najgorsze było jednak, że wyszło, iż Fonos miał rację, teraz rozumiała, dlaczego uznał, że jest dla niego jak dziecko, oczywiście nie zamierzała tego przyznać, jeszcze czego. Dość już miała tych wszystkich upokorzeń.
Choć z niezadowoleniem pozwoliła ponownie posadzić się na jego grzbiecie. Potrzebowała chwili, by to wszystko przemyśleć. Zastanawiało ją czy jej rodzice wiedzieli, pewnie tak, ale najwyraźniej im to nie przeszkadzało. Jakże by miało, skoro wydali swą jedyną córkę potworowi, to mieli się niby martwić różnicą wieku? Tygrysołaczka ciężko westchnęła.

- Mhm – odburknęła na słowa smokołaka. Wkurzało ją, że znowu musi mu przyznać rację. Wcześniej jakoś lepiej widziała jej się odległa Północ, może dlatego, że była pod wpływem emocji i chciała uciec jak najdalej, gdzieś z dala od wszelkich ludzkich osad. Teraz patrzyła na to nieco bardziej trzeźwo.

Nawet zamilkła na dłużej i przestała dręczyć Fonosa swoim pazurami, zamiast tego mimowolnie jeździła palcami po jego gładkich łuskach. Patrzyła na zwiększającą się z każdym krokiem bramę, co było w pewnym sensie kojące, przez co dziewczyna zaczęła ziewać co jakiś czas.

- Mhm… Miasto?! – krzyknęła nagle, jakby ktoś wybudził ją chluśnięciem zimnej wody. – O nie, nie mogę tam wejść w takim stanie! Jak mnie ktoś rozpozna? Potrzebuje nowych ubrań i narzuty z kapturem! – zażądała niczym rozkapryszona panienka. Wprawdzie mogła poprosić, ale w jej mniemaniu Fonosa na obecną chwilę nie zasługiwał na grzeczne traktowanie. Zresztą był jej mężem, powinien jej zrekompensować jakoś te wszystkie niedogodności i odpokutować za te wszystkie durne żarty. – Sukienka odpada, potrzebuje spodni, będzie łatwiej ukryć ten wstrętny ogon – dodała bardziej do siebie niż do smokołaka.

Następnie tygrysołaczka położyła się na grzbiecie Fonosa, w celu znalezienia jakiejś wygodniejszej pozycji. Łuski były dosyć twarde i łatwo się z nich zsuwało. Przez następne kilka godzin marszu Ana albo przysypiała, albo milczała. Nawet podczas krótkich przerw. Dopiero pod wieczór zaczęła się odzywać.

- Głodna jestem i spragniona… - powiedziała marudnym głosem, co tylko potwierdziło burczenie w brzuchu. Zeszła z grzbietu łuskowatego i do głowy wpadł jej genialny pomysł. – Czas na polowanie! – krzyknęła z fascynacją, wreszcie nadarzyła się okazja, by podszkolić swoje umiejętności. Niestety miała przy sobie jedynie swój niewielki sztylecik, ale nadal naiwnie wierzyła, że sobie poradzi i pobiegła gdzieś w krzaki, nim Fonos zdołał ją powstrzymać.
Awatar użytkownika
Fonos
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Fonos »

        Fonos chwilę gadał, a potem Anastasja gadała. I gadała. I marudziła. I gadała. Tymczasem w głowie smokołaka coraz bardziej słychać było szum morskich fal, niczym odgłos wydobywający się z pustej muszli porzuconej na plaży. Mówiąc wprost - Fonos mentalnie zasnął przy jednej z wypowiedzi zmiennokształtnej i wrócił do świata żywych umysłowo, dopiero kiedy ta położyła się na jego grzbiecie, niczym jakaś rozpieszczona księżniczka, której szkoda było na własnych nóżkach iść.


- Też chciałbym móc się na kimś położyć - użalał się cicho Fonos, lecz mimo to ruszył w końcu swój pancerny gadzi zad i zaczął iść przed siebie.

        Straż obecna na północnej bramie była… miła. Z początku niezbyt przyjaźnie przywitali wielką jaszczurkę z chrapiącą pół kobietą pół zwierzyną na grzbiecie, ale nie robili większego problemu gdy tylko została uiszczona należyta opłata za przejście na drugą stronę. Po tym było jeszcze więcej chodzenia niż wcześniej, ścieżka, po której kroczył smokołak zdawała się dłużyć bez końca. Nawet kiedy nastał wieczór, oni wciąż byli w drodze, a las otaczający drogę, na której byli zaczął wyglądać coraz bardziej przerażająco. Na całe szczęście Fonos nie był na tyle głupi, bezmyślny i żądny swej zguby, by choćby myśleć o tym, aby się tam udać.

W przeciwieństwie do pewnej wygłodniałej pół-kotowatej…

- Ledwie dzień mija, a już zaczynam rozważać rozwód. - Stwierdził Fonos, patrząc w kierunku, gdzie zniknęła jego żonka. Z początku chciał na nią poczekać, ale bał się, co zrobiłaby ta młodociana bez jego nadzoru, dlatego też niechętnie - niczym dziecko siłą zaciągnięte do zielarza - zaczął przebierać nogami, co by dogonić futrzastą. Jedynie to, że może uda mu się poczęstować jej potencjalną zdobyczą było pocieszające w obecnej sytuacji, sam bowiem zaczynał odczuwać głód.

[Ciąg Dalszy - Fonos & Anastasja]
ODPOWIEDZ

Wróć do „Czarna Puszcza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość