Rubidia[Posiadłość Alfonsa Goyi] Nie puść farby

Miasto słynące głównie z ogromnego portu handlu dalekomorskieg. To tutejsze stocznie bujdą statki handlowe dla całego wybrzeża. Miasto rybaków i hodowli wszelkiego rodzaju stworzeń morskich.
Awatar użytkownika
Ryan
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 2 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Ryan »

        Cała sprawa z oprowadzaniem może nie była aż tak głupim pomysłem, nawet jeżeli zajmowało cenny czas. I co z tego, że nigdy nie planowała włóczyć się wścibsko po posiadłości, teraz przynajmniej wiedziała, że tym bardziej nie powinna, ponieważ chociaż jeszcze pamiętała wskazówki te tylko czekały aby się pomącić i poplątać.
        Sky więc zaniechała bezproduktywnego wysilania umysłu z nikłymi szansami na sukces i po prostu skupiła się na zapamiętaniu drogi na taras, kierunku nad morze oraz drodze do pokoju. Trzy lokacje, tylko kilka wersji na dotarcie do nich. Popracuje nad swoją orientacją w przestrzeni… tylko bardzo ostrożnie unikając tych skrzydeł… Szlag! Zachodnie skrzydło, zachodnie skrzydło, lewa strona posiadłości! Zapamiętaj i zastosuj! Mapka wbrew pozorom mogła się przydać, ale pomysł był typowym żartem, może niewinną próbą przetestowania cierpliwości latorośli znanej z nieco bardziej charakternej strony.
        Ryan zobaczyła znikający uśmiech i z pełnym rozbawieniem sprostowała dowcip. Cóż Sky miała swoją teorię, mianowicie, że człowiek pokazywał swój prawdziwy charakter po alkoholu gdy nie hamował go rozsądny umysł. Dość dokładnie pamiętała groźbę o łamaniu rąk i chociaż malarka daleka była od osądzania, może dlatego, że w zasadzie obojętna jej była natura młodocianej Goyi, to dla własnego dobra wolała pamiętać też inne oblicze aktualnie ugrzecznionej dziedziczki fortuny. Dzieci bogaczy ot co...
        No właśnie, czyżby tchnienie później różki nieco wychynęły spod ugłaskanej fryzurki. Czy wyczuwała złośliwość i aluzję pod przyjacielską propozycją? Kto wie…
Ryan uśmiechnęła się niewinnie wpierw spoglądając na dziewczynę pytająco, jakby oczekiwała wyjaśnienia przyczyny propozycji. Zaraz potem ta została objawiona, przynajmniej w części. Bankiet. Też diabli nadali, oby nie kopnął jej ten zaszczyt. Dobroduszny uśmiech na twarzy malarki tylko się poszerzył.
        - Och nie sądzę - odpowiedziała jakby Anita opowiedziała dowcip.
        - Nie jestem nikim aż tak ważnym - zbyła temat machając lekko dłonią, z przymkniętymi w rozbawieniu oczami. Po chwili jednak dodała, nadal dopasowując się do roli nieświadomego niewiniątka.
        - A nawet jeżeli, bez obaw, pożyczę coś od przyjaciela, u niego zawsze znajdę jakiś łaszek gdybym nie miała nic w szafie - wyjaśniła uczynnie, obserwując reakcję pannicy po kryjomu, spod rzęs zasłaniających rozbawione w tajemnicy oczy.
Całe szczęście zaraz też dotarli do pokoju.
        - Mam mnóstwo pracy, ale dziękuję za propozycję - podsumowała wspólne zwiedzanie i propozycję kolejnych spacerów, po czym odmachała na pożegnanie żeby zniknąć w swoim pokoju.
        Tam zrobiła spis materiałów i dała się zaskoczyć błyskawicznemu pojawieniu się pokojówki. Podała karteczkę, podziękowała z zadowoleniem przyjmując brak zwłoki i na koniec poinformowała, że pojawi się na kolacji gdyż obiad po takim śniadaniu był całkowicie zbędny. Pożegnała służącą, zebrała potrzebne rzeczy i ruszyła do pracowni.
        Wtedy właśnie niestety zorientowała się, że ponownie musi wezwać pokojówkę. Z jednej strony ułatwienie z drugiej skaranie z tą gościną.
        Wpierw Ryan poprosiła o szklankę do whisky. Paola spełniła zachciankę artystki, ale jeszcze zanim zdążyła wyjść, co prawda bynajmniej nie spiesząc się z opuszczeniem pokoju, malarka zaczęła coś mamrotać o odpowiednim płynie do szklanki, która pusta była jednak niewystarczająca.
        Po dłuższej obserwacji ciekawego monologu o herbacie, która doskonale spełniłaby rolę, która szybko została zanegowana bo przecież intensywność naparu miała wpływ na kolor a ten miał idealnie imitować alkohol, Paola upewniła się czy aby na pewno ma przynieść whisky i dopiero wtedy wróciła z karafką by napełnić szklankę.
        Ryan rozejrzała się po pokoju oceniając czy nic nie brakuje. Wszystko było gotowe. Mogła zabierać się do pracy. Podwinęła rękawy aż po łokcie, żeby nie przeszkadzały i na bogów nie musnęły pracy. Podobnie zresztą przeszkadzał jej supeł koszuli. Ten rozwiązała, wiążąc ponownie ciasno, ale za plecami. Co prawda kilka zapiętych guzików wciąż dzielnie trzymało bluzkę względnie na miejscu, ale i tak raczej niekonwencjonalny strój teraz odsłaniał nie tylko sporą część dekoltu czy fragment biodra, ale bezpardonowo i brzuch od pępka w dół.
        Tak przygotowana wzięła się do prac wstępnych, mianowicie do aranżacji. Ryan nie należała do artystów, którzy musieli mieć wszystko nieustannie ustawione w komplecie. Obchodziła żmudne wielogodzinne pozowanie na swój sposób, może i dorabiając sobie czasami podwójnej roboty ale i ułatwiając życie, sobie i modelowi.
        Ustawiła szklaneczkę na stoliku, który został przeniesiony, ze stojaka na media chwilowo awansując na główny model.
Na nim ustawiła popielniczkę, szklankę z whisky, siadając do szkiców, później w międzyczasie kilkukrotnie przestawiając przedmioty i meble, znów bazgrząc sangwiną w szkicowniku, aż chyba wreszcie osiągnęła upragniony efekt. Wtedy szkicownik zastąpił większy arkusz pergaminu. Na nim powstał dużo delikatniejszy a dokładniejszy szkic. Ten zaś szybko zaczął być przekształcany w akwarelowy obraz. Obrazek posłuży później za wzór pod olejną wersję, trwalszy i pewniejszy niż żywa kompozycja, z którą w każdej chwili coś mogło się wydarzyć. Poza tym potrzebowała tego stolika gdy już przejdzie na olej.

        Z zafiksowania na bursztynowym cieniu w dnie szklanki wyrwał ją już znajomy chociaż niespodziewany głos. Będzie musiała przywyknąć, że nie tylko miała służbę i modela na miejscu, czy okazjonalne towarzystwo przy posiłkach, ale ogólnie nie była w domostwie sama.
Sky spojrzała w stronę dźwięku
        - Dzień dobry - odezwała się z pojawiającym się na twarzy pogodny uśmiechem. Dokumenty opadły na stolik… I z jednej szklanki zrobiły się dwie… Zepsuł jej idealną kompozycje…
        - Do pracy zawsze - odpowiedziała wesoło zerkając zza sztalugi akurat, że złapać się na oczko. Sędziemu całkiem pasował ten bardziej zadziorny wyraz.
Dmuchnęła delikatnie na papier nim zdjęła wciąż wilgotny pergamin ze sztalugi, żeby ułożyć go ostrożnie pod oknem.
        - Zadowolę się godzinką i przeżyję ewentualne towarzystwo, nie jestem zachłanna - odpowiedziała zaczepnie, wyciągając z tuby wysoki rulon płótna, który rozwinęła energicznym strzepnięciem.
        Drewnianymi klipsami przypięła materiał do rysownicy i złapała sangwinę.
Bardzo delikatną linią zaznaczyła sobie horyzont kreowany przez ścianę i podłogę. Stolik, na nim zaznaczyła szklankę, tę swoją, fotel, i przeszła do sędziego. Właśnie myślała jak złapać jego osobliwy wygląd, trochę zadziorny, trochę groźny, czy może pozostawić jedynie srogi a butną minę odpowiednią młodemu zawadiace nie poważnemu stróżowi prawa pozostawić jedynie we własnych szkicach, gdy zmroziło jej krew w żyłach.
        - Panie sędzio, nie ta szklanka! - pisnęła.
        - Moja idealna kompozycja… - westchnęła marudnie. Nie skończyła przecież jeszcze wzorcowego obrazu bo zajęła się przybyłym modelem...
Awatar użytkownika
Liam
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 9 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Liam »

        Anita spojrzała zaskoczona na artystkę, gdy ta spławiła ją z rozbawieniem. No przecież właśnie powiedziała, że dostanie zaproszenie, a ta jej odpowie, że „nie sądzi”. Od sądzenia to jest papá, tak w ogóle, więc niech się nie panoszy. Dalszy komentarz był już jawną kpiną i dziewczyna prychnęła pod nosem, wzruszając ramionami.
        - Uprzedzam cię tylko, przecież nie będziesz siedziała w swojej komnacie, gdy na dole będzie przyjęcie – podkreśliła jeszcze, darując sobie dalsze namowy na wspólne wyjście. Nie chce to nie, próbowała być miła. Wskazała artystce jej pokój i odeszła.

        Gdy Goya pojawił się w tymczasowo zaaranżowanej pracowni, dziewczyna już dziubała coś przy sztaludze. Nawet nie zwrócił uwagi na stojącą już na stole szklankę whisky, przekonany, że ktoś po prostu uprzedził jego prośbę. Odłożył papiery i szkło obok, samemu rozsiadając się wygodnie w fotelu i zakładając nogę na nogę. Uśmiechnął się półgębkiem na zaczepną odpowiedź i przez moment jednym okiem obserwował dziewczynę, otwierając na kolanie pierwszą teczkę. Później uwagę przeniósł na swoje dokumenty, w jednej dłoni trzymając cygaro, drugą sięgając na ślepo po szklankę. Niespodziewany pisk zaskoczył go w pół ruchu i sędzia zatrzymał gwałtownie rękę, a whisky zachlupotała ostrzegawczo. Alfonso zerknął spode łba na dziewczynę, a później na drinka.
        - Co to, woda po farbie czy ki czort? – prychnął, wąchając napój, gdy następne słowa malarki wyjaśniły sytuację równocześnie z dobiegającą nosa wonią alkoholu. Goya wywrócił oczami i upił łyk, odstawiając szkło. Też dramatyzuje kobita. Psotnym gestem zakręcił jeszcze szklanką na blacie, spoglądając znacząco na szatynkę, aż da znak, że jej „kompozycja” wróciła na miejsce. To chyba jednak nie było takie proste i mężczyzna westchnął, wracając do przerwanej czynności.
        - I niech mi panna nie „sędziuje” tutaj, wystarczająco mam tego w pracy – mruknął. Nie chciało mu się jednak znowu wstawać, by dopełnić grzeczności przy przedstawianiu się. – Może mi panna mówić po imieniu, nie pogniewam się, skoro spędzimy trochę czasu razem. Albo po nazwisku, bo i tak się niektórym zdarza, gdy krępuje ich imię – powiedział, uśmiechając się pod nosem.
        W jego stronach zupełnie normalne miano, tutaj kojarzone tylko i wyłącznie z profesją, i przez to wprawiające niektórych w zakłopotanie, głównie kobiety właśnie. Nie sądził jednak, by ta dziewczyna miała z tym problem. On sam pewnie i tak rzadko będzie porzucał formę grzecznościową w jej przypadku.
        Cygaro na powrót wylądowało w zębach, a sędzia wrócił do swoich dokumentów. Jeśli malarka nie wymagała, by na nią patrzył (co absolutnie nie byłoby problemem w innych okolicznościach), mężczyzna był całkiem grzecznym modelem, dosłownie zamierając w bezruchu nad aktami. Ruszał się tylko, by strzepnąć popiół do popielniczki stojącej na podłodze z boku fotela, by sięgnąć po szklankę, lub przewrócić akta.

        Liam pojawił się w drzwiach bezszelestnie, zlewając się z cieniem korytarza i przez tchnienie w milczeniu obserwując przyjaciela i artystkę, nim w końcu zapukał knykciem we framugę drzwi. Goya poderwał głowę i skinął na demona, ale ten zrobił zaledwie krok, by oficjalnie znaleźć się w pokoju, po czym znów stanął ze splecionymi za plecami dłońmi.
        - Byłeś u naszej rudej koleżanki? – zapytał sędzia, zamykając niedbale teczkę i poświęcając pełnię uwagi demonowi. Ten tylko skinął głową, na nieustępliwy wzrok sędziego odpowiadając milczeniem, aż ten nie westchnął ciężko. – Nie każ mi się, przyjacielu, za język ciągnąć, mów – mruknął, ale nemorianin tylko przeniósł znaczące spojrzenie na malarkę, nim zielone oczy wróciły do sędziego. Goya machnął niedbale dłonią.
        - Panna Ryan zobowiązała się do dyskrecji, nie każ mi jej dodatkowo straszyć – mruknął rozbawiony, ale i tak spojrzał na malarkę. – Prawda? Wszystko zostaje między nami, bo inaczej będę musiał pannę zabić – powiedział, błyskając zębami w uśmiechu. Usatysfakcjonowany własnym „żartem” spojrzał na Liama, który wyglądał jakby kogoś innego miał w tej chwili na liście. W końcu jednak westchnął bezgłośnie i zrobił kolejny krok w stronę sędziego.
        - Załatwione – powiedział, jakby ciążył mu sam fakt wygłaszania oczywistości. – Nie będzie sprawiała problemów.
        - Ale zobaczymy się z nią jeszcze? – zapytał rozbawiony sędzia, a demon jakby zamyślił się na moment.
        - Wątpliwe – odparł w końcu.
        - No i wspaniale.
        - Miguel chce się z tobą widzieć. – Liam płynnie zmienił temat, a Goya zamarł, spoglądając na niego spod krzaczastych brwi.
        - Och? A czego to nie mógł załatwić z tobą?
        - Chce spróbować czegoś na własną rękę.
        - Odejść?
        - Nie, chce zostać. Ale twierdzi, że szykuje się coś interesującego, ale chciałby sam spróbować to załatwić.
        - Sam, ale z moimi ludźmi? – prychnął Goya, szukając po kieszeniach nowego cygara. Liam mruknął coś pod nosem i na stoliczku pojawiła się cała skrzyneczka. – Musisz mnie tego w końcu nauczyć – rzucił zazdrośnie Alfonso, uchylając wieczko i sięgając po tytoń. Demon nie odpowiedział. Jego przyjaciel miał wiele talentów, ale magii w sobie za grosz, o czym doskonale wiedział, ale co nie powstrzymywało go przed wygłaszaniem takich uwag raz na jakiś czas.
        Co do ludzi Goyi, funkcjonował pewny system, który zapewniał jemu bezpieczeństwo, a jego kapitanom odpowiednią swobodę. Dostęp do sędziego miało bowiem tylko kilka zaufanych osób. Te miały pod sobą swoich zaufanych ludzi i tak dalej. Bywało, że ekipy w ogóle się nie znały, ale w momencie, w którym kontrolował całe miasto, nie miało to znaczenia. Wszyscy robili dla „szefa” i to musiało im wystarczać. To, oraz drabinka nad nimi. Liam nie komentował więc również pierwszego pytania, bo i tak wszyscy ludzie Miguela byli ludźmi sędziego, nawet gdyby zwerbował nowych.
        - Dobra, zawołaj go – mruknął Goya z cygarem w zębach.
        - Teraz?
        Bezbarwny głos demona był czytelny dla Alfonsa, który dobrze go znał i teraz spojrzał przenikliwie, zastanawiając się krótko.
        - Dobra, nie teraz. Niech przyjdzie wieczorem do gabinetu. Teraz powiedz mi, jak wyglądam. Tam, nie tu, do diaska – wskazał cygarem odwróconą do niego tyłem sztalugę. Liam o dziwo bez zwłoki podszedł do malarki, zaglądając nad jej głową na płótno, a później na Alfonsa.
        - Co tak milczysz? – dopytywał sędzia.
        - Wyglądasz staro.
        - CO?! Na obraz patrz dupku, nie na mnie – prychnął Goya, a spod oburzenia powoli wyłaniało się rozbawienie, gdy sam obserwował przyjaciela. Nieczęsto widywał, by demonowi wzrok uciekał po damskim ciele i teraz zastanawiał się czy ciągle czepia się stroju dziewczyny, czy w końcu dostrzega to, co powinien. Demon zaś, jako że na płótnie nie było jeszcze nic godnego uwagi, przyglądał się napisowi w czarnej mowie, wyłaniającemu się spod spodni na biodrze malarki.
Awatar użytkownika
Ryan
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 2 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Ryan »

        Jęk powstrzymał sędziego, ale na krótko. Prychnął, nawet śmiesznie, gdyby szklanka nie stanowiła malarskiego artefaktu. Wodą po farbie zupełnie by się nie przejęła. Jeszcze nikt nie zginął od odrobiny mętnego barwnika czy krztyny rozpuszczalnika, przecież ile razy z rozpędu, myląc kubki, łyknęła wody od pędzli albo odwrotnie, wrzuciła pędzel do kawy. I co, żyła. Jedynie smak napoju mógł być inny od oczekiwanego.
        Niestety gdy tylko Goya zorientował się, że wciąż ma do czynienia z alkoholem upił łyk whisky i dopiero odstawił szklankę, jakby niedostatecznie zrujnował perfekcję samym jej przestawieniem.
        Obserwowała próby oddania szkła na miejsce już z lekkim rozbawieniem i uniesioną brwią, łypiąc znad sztalugi. Dlatego właśnie malowała sobie elementy wcześniej, tym razem niestety nie zdążyła. Nawet doceniała zwrot naczynia, tylko, że mężczyzna bardziej się z nią chyba drażnił niż faktycznie pomagał. Łobuz. Tyle lat na karku, spodziewałby się kto trochę powagi, jak będzie sobie takie żarty stroił to pół roku będą mazać to wiekopomne dzieło.
        - Ilość płynu się nie zgadza - wyjaśniła z uczynną pobłażliwością jakby była to sprawa równie oczywista jak dzień i noc.
        Już miała wrócić do szkicowania, gdy sędzia ponownie przykuł jej uwagę głosem dobywającym się znad papierów. Jej wszystko jedno jak miała mówić, ale skoro mężczyzna wolał by nazywać go po imieniu, mogła używać imienia. Krępować się nie zamierzała, imię jak imię, a wołanie mężczyzny po nazwisku brzmiało dziwnie przy w tej okazji. Jeśli już to wolała imię, z kolei ciągłym proszę pana to też pewnie wykończyli by siebie nawzajem.
        - Skoro tak pan woli - odpowiedziała przystając na propozycję, i już drugi raz miała powrócić do szkicu, gdy wzrok szatynki padł na nieszczęsną szklankę i jej sąsiadkę. Model siedział grzecznie upozowany, ale wpierw chyba powinna wykorzystać tę sytuację i uratować whisky przed całkowitym wypiciem.
Podeszła do stolika ale zawiesiła się na moment, powiodła spojrzeniem od szklanki do szklanki wpierw raz, potem drugi i doznała olśnienia. Szkło to samo, idealnie jak z jednego kompletu. Napełnione przepisowo przez doskonale wyuczoną służbę, wzorcowo co do kropelki. Złapała szklankę sędziego, z której jeszcze nie zdążył się napić i to z nią powędrowała do parapetu. Postawiła ją w bezpiecznym miejscu, jeszcze rozwinęła rękaw, żeby wytrzeć ewentualne odciski palców. Idealnie. Dopiero, wreszcie wróciła do sztalugi.

        Dłubała właśnie przy zakładkach i zagięciach materiału koszuli, przy sylwetce i dłoni z cygarem. Wszystko powoli nabierało kształtów, poza twarzą, która nadal była jedynie oględnie nakreślona. Taki portret musiał “patrzeć” na oglądającego, a do tego potrzebowała trochę więcej uwagi sędziego, czyli bardziej sprzyjających okoliczności.
        Nagłe puknięcie w futrynę sprawiło, że Ryan drgnęła gwałtownie, stawiając grubą, szpetną kreskę. Westchnęła spoglądając na rysunek, potem na Liama, który tak ją zaskoczył i poszła do teczki po gumkę, która do tej pory nie była potrzebna.
        Wracała akurat by spojrzeć na demona wpatrującego się w nią znacząco. Zerknęła więc na sędziego. Wszystkie słowa słyszała, tylko nie zwracała na nie uwagi i odezwała się dopiero gdy “zaproszono” ją do dyskusji.
        - Bardziej niż prawnikami można nastraszyć chyba tylko fiskusem - skomentowała żartobliwie, zanim padło całkiem chyba wiążące pytanie “prawda?”
        - Ach no tak, śmierć, nieodłączny duet podatków - dokończyła żart sędziego, z niezbyt przejętym uśmiechem wracając do sztalugi.
        - Panna Ryan nic nie słyszy bo musi naprawić to co nagryzdała przez jednego zjawiającego się cichcem demona - wymamrotała dawno siedząc nosem w płótnie, manewrując pomiędzy tym co miało zostać a co chciała zetrzeć. Z płótna, nawet zagruntowanego źle się wycierało, tak na marginesie.
I nie, zupełnie nie zbagatelizowała żartu, który bez wątpliwości można było potraktować jak groźbę, wystarczyło uważnie słuchać. Sky miała po prostu jedną dewizę życiową, nie chcesz czegoś wiedzieć nie myśl za dużo i nie pytaj, a w nie swoje sprawy nie wciubiaj nosa.
Jak zajadałeś jagnięcą pieczeń to nie myślałeś o białych owieczkach biegających przy mamusi, jeśli nie chciałeś się nabawić niestrawności. Ryan wrzodów żołądka nie chciała. Nie zamierzała więc zastanawiać czy urzędnicy państwowi byli aż tak dobrze opłacani by było ich stać na taką willę.
Poza tym nikt nie chciałby współpracować z portrecistą paplą. Każdy miał sekrety, mniejsze czy większe, te nieraz wypływały przy wielogodzinnej współpracy i jeszcze pal sześć jak był to nos bardziej krzywy niż na zamówionym wyidealizowanym obrazie.
Sprawy wypływające między Sky a jej klientem pozostawały nietknięte, nawet gdyby nie podpisywała żadnej klauzuli, a tak, tym bardziej wolała się nie interesować a skupić na robocie.
        A demon znowu łaził bezgłośnie. Skąd pomysł, że demon? Nie znała się na emanacjach, ale Ryan była wzrokowcem, dokładnym w swoich obserwacjach. Oczu nemorianina nie pomyliłaby z żadnymi innymi.
Chociaż tyle, że tym razem kątem oka zarejestrowała przemieszczającą się czarną sylwetkę.
Wyprostowała się pozwalając zerknąć brunetowi na "w sumie jeszcze nic ciekawego", a słysząc pytanie odruchowo zerknęła na portret i na modela. Jak wyglądał, wiadomo, jeszcze nie wyglądał wcale. Prychnęła cichym śmiechem słysząc wyrok Liama oraz późniejsze oburzenie sędziego.
        Pojawiający się uśmiech Goyi również nie został przeoczony. Sky zerknęła kątem oka w górę. Brunet bynajmniej nie patrzył na obraz, tyle dała radę dostrzec. Spostrzegła też mniej więcej w którą stronę zerkały zielone oczy. Że we wzroku brakło afektu było już znacznie bardziej oczywiste, powiedziałaby nawet, że od bruneta wiało chłodem, gdyby nie ciepło bijące od stojącego obok ciała.
        Mogła się domyślać gdzie popłynęło spojrzenie Liama, pomagało doświadczenie. Niemal każdy pytał o tatuaż wyłaniający się spod nieprzyzwoicie opadających spodni, który chcąc nie chcąc rzucał się w oczy. Tym razem w wyjątkowo pasującym języku.
Odchyliła się nieco do tyłu, jakby chciała dać mu lepszy wgląd na obraz i jednocześnie bez odwracania się zbliżyć twarz do twarzy bruneta by z nim porozmawiać, a pasek spodni zsunął się o kolejne dwa palce niżej, odsłaniając więcej skóry i ukazując już nie urwane a kompletne dwa słowa “Niech słuszny”. Dalsza treść ginęła pod materiałem, gdy Ryan kontynuowała swoją igraszkę.
        - Uważasz panie Liamie, że należy sędziego, przepraszam... - poprawiła się szybko nieustannie maskując nadmierne rozbawienie pod pełną niewinnością i profesjonalizmem. Też potrafiła się droczyć, z oboma, niech sobie nie myślą.
        - Pana Alfonsa nieco odmłodzić? - chociaż rozmawiała z demonem, przecież właśnie dlatego odchyliła się do tyłu, nie żeby dać demonowi lepszy wgląd na to co prawdopodobnie na chwilę przyciągnęło jego uwagę, to patrzyła na modela oceniająco, przechylając głowę i krzyżując ramiona, oczywiście brudząc przy tym biały rękaw rdzawym pyłem.
Awatar użytkownika
Liam
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 9 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Liam »

        Sędziemu bardzo odpowiadało, że malarka miała poczucie humoru. Można było pożartować i pozaczepiać, bez ryzyka urażenia kogoś czy co gorsza, zderzenia się ze ścianą niezrozumienia. Nuda była jego najgorszym wrogiem i Goya nie raz podejmował decyzje, które na pierwszy rzut oka nie były najbardziej lukratywnymi i rozsądnymi, ale wkrótce ujawniały się, jako nie mające przynieść zysków, a trochę rozrywki. Dlatego nie miał jeszcze nic przeciwko temu całemu portretowaniu, skoro spędzał wtedy miło czas.
        Z rozbawieniem więc obserwował niegroźne foszki artystki, której zniweczono idealną kompozycję, a później z zadowoleniem jej uśmiech. Zdążył wrócić do pracy, gdy dziewczyna znów pojawiła się w polu widzenia, tym razem, by ukraść drugą szklankę i z namaszczeniem odstawić ją poza jego zasięg. Na widok wycierania odcisków palców rękawem, prychnął bezgłośnie rozbawiony i kręcąc głową wrócił do pracy.
        Stuknięcie we framugę miało zasygnalizować przybycie demona, żeby obecnych nie wystraszyło jego nagłe pojawienie się, ale tylko Goya się zorientował w tym fakcie. Malarka podskoczyła, jakby jej ktoś nagle dmuchnął w ucho, a dźwięk stawianej na płótnie szramy usłyszał nawet Liam. Spojrzał na kręcącą się dziewczynę, która wydawała się skupiona na poprawianiu błędu, ale jakkolwiek roztrzepana się wydawała, to przecież nie była głucha, a Goya chciał gadać o interesach, jakby byli sami w pokoju. Gdy zaś nemorianin zdecydował się zwrócić mu uwagę na pewną oczywistość, zaczęły się żarciki. Al robił mu zwyczajnie na złość, ale to dopowiedzenia artystki sprawiły, że demon spojrzał w sufit, dając upust irytacji i zastanawiając się czy dziewczyna była tak głupia, że aluzji nie zrozumiała, czy tak głupia, że się nią nie przejęła. Nie wiadomo co gorsze.
        Dopiero bezpośredni przytyk w stronę demona sprawił, że Goya parsknął cicho, a Liam poświęcił malarce więcej uwagi, dochodząc do trzeciej opcji – ignorantka z wyboru. Nie było to zbyt mądre, ale może jej pomagało. Nikomu przecież nie pasowałoby, gdyby nagle wystraszona spakowała manatki i wybiegła, więc może tak rzeczywiście było lepiej. Osobna sprawa, że wyjątkowo nietaktowne było nazywanie kogoś od jego rasy, ale powiedzmy, że byli kwita.
        - Proszę się przyzwyczajać – odparł tylko Liam, ale jak na niego to i tak można było uznać to za pyskówkę.
        Kątem oka obserwował dziewczynę podczas swojej rozmowy z Alfonsem, ale ta rzeczywiście twardo trzymała nos w płótnie i nie strzygła uchem. Nie była tu pierwszym rzemieślnikiem i różnych reakcji na niespodziewanie podsłuchane rozmowy był już Liam świadkiem, więc wiedział mniej więcej czego się po kim spodziewać. Dziewczyna naprawdę mogła nie stanowić problemu. To, że przeszkadzał mu sam jej wygląd było osobnym tematem. Była jak zagniecenie na materiale, którego nie wolno było mu poprawić. Uciążliwe.
        Koniec rozmów służbowych Goya obwieścił czytelnie, odsyłając demona na przeszpiegi za sztalugę. Liam wątpił, by cokolwiek tam już było, ale posłusznie przeszedł za plecami artystki, spoglądając na luźny szkic. A że z jego spojrzenia nie dało się nigdy nic wyczytać, mała złośliwość wobec Alfonsa przyszła gładko i za pierwszym, i za drugim razem. Nieustanna przepychanka między nimi trwała już kilkadziesiąt lat.
        Bardziej interesującym elementem niż oblicze przyjaciela, okazał się tatuaż dziewczyny. Czarna mowa nie była zbyt popularna na tej Łusce i nie poznał jeszcze nikogo, kto umyślnie by się jej uczył. Nie miało to po prostu żadnego sensu, bo nemorianie nie należeli do przyjaznej, chętnie integrującej się rasy. Nawet jeśli ktoś jakiegoś spotkał, to niezobowiązująca pogawędka to ostatnie na co można liczyć. Tatuaż w tym języku na ludzkiej dziewczynie mógł być tylko czyimś głupim żartem lub klątwą.
        Pasek spodni opadł nieco, odsłaniając koniec drugiego wyrazu. „Niech słuszny…”? Niech słuszny gniew spadnie na nią za bycie w takim nieładzie, tylko to przychodziło do głowy. Podniósł wzrok na przychylającą się w jego stronę krótką fryzurkę, a później na Goyę, który wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego, niezależnie od słów malarki, które mimo wszystko tylko bardziej go rozbawiły.
        - Jeśli włada panna taką silną magią – odpowiedział Liam, sprowokowany przez wzrok przyjaciela, który zaraz wzbogacił się o niepochlebny gest i demon uśmiechnął się kątem ust.
        Potem znów spojrzał na stojącą przy nim dziewczynę i skrzywił się w duchu. Otoczył malarkę ramieniem, nie dotykając jej jednak, tylko sięgając dłonią do zabrudzonego na rdzawo rękawa. Szepnął coś cicho, trącając palcami zanieczyszczony materiał, a pyłek posypał się posłusznie na ziemię, gdy magia wydobyła nawet najmniejsze drobiny, dawno wtarte między włókna koszuli. Po barwniku nie było śladu, a demon ominął dziewczynę, kierując się w stronę sędziego, który podał mu jedne z akt, które przeglądał.
        - Wyrok wydam jutro. Facet będzie w areszcie tylko kilka godzin, nim przetransportują go do Shari – powiedział, a Liam skinął głową, odbierając teczkę.
        - Isabela zwołała na wieczór kolację, panna Ryan również jest zaproszona – powiedział demon, poruszając kolejny temat. Sędzia tylko westchnął i pokiwał głową.
        - Wspominałeś też coś o plenerach?
        - Panna Ryan na pewno lepiej ci wyjaśni. Thomas może z nią jechać. Obędziesz się bez niego trzy dni.
        - No nie wiem… - Goya podrapał się po zaroście, udając że wcale nie podjął decyzji w tej sprawie.
Awatar użytkownika
Ryan
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 2 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Ryan »

        Dziewczyna mieszkała przy gwarnej ulicy w pobliżu deptaka. Z jednej strony przywykła do szumu miasta, z drugiej do pracy bez towarzystwa. Jedyne jakie się trafiało to to siedzące naprzeciw. A kto nie podskakiwał gdy wyrwać go z zamyślenia? Jak widać Ryan na pewno.
        Przejmować się groźbami nie zamierzała z bardzo prostej przyczyny, nie planowała dawać powodów do wyciągania ewentualnych konsekwencji czy to zawartych w podpisanej klauzuli, czy będących gdzieś w domyśle drobnym druczkiem. Nie jej cyrk nie jej małpy jak to ładnie określano i nie jej biznes. A, że ani Ryan nie miała jakoś śmiertelnie (jak trafnie) poważnego podejścia do życia, do tego była zdania, że nikt nie traktował poważnie zapewnień. Dziwnym trafem życie utwierdzało w przekonaniu, iż im mocniej się delikwent zarzekał o swej niewinności tym więcej miał na sumieniu, więc zwyczajnie obróciła wszystko w żart.
        Rozbawienie sędziego usłyszała, niestety umknęło jej wymowne spojrzenie w górę w wydaniu bruneta.
Fakt, że Liam nie zaprzeczył, tylko utwierdził Sky w przekonaniu, że faktycznie własne oczy jej nie zwiodły i miała do czynienia z demonem, prawie, prawie na pewno. Marginesik pozostawiała na oburzenie i celowe nie wyprowadzenie jej z błędu, mało prawdopodobne, ale jeśli ktoś mówił, że coś było niemożliwe to mało w życiu widział.
W każdym razie w pewnym sensie potrzebowała potwierdzenia, inaczej spojrzenie źrenic podszytych magią w życiu nie dałoby jej spokoju. I tak nie dawało, tak przy okazji, ale przynajmniej już miała prawie-pewność czemu. Dobre wytłumaczenie zawsze leżało u podstawy spokoju ducha.
        Przyzwyczaić się kazał. Pewnie nie miała innego wyjścia… W tym tempie prac, trochę tu zabawi. Albo zamontuje mu dzwoneczek jak kotu…
        Przed zawałem, albo ponownym zrujnowaniem poprawionego szkicu uratowała ją tylko łaskawość bruneta przemieszczającego się w polu widzenia. Nic go nie było słychać. Teraz to już autentycznie wytężyła słuch. Nic! Przez niego jeszcze nauczy się siadać twarzą do drzwi, ale nie, bo wtedy światło jej się przesunie. Ustawiać lustra… O dobry pomysł. Jak tak dalej pójdzie to chyba naprawdę lustrami powinna uzupełnić sobie martwe pola nim mroczny przystojniak przyprawi ją o apopleksję.
        Uśmiechnęła się pod nosem słysząc słowną przepychankę, jednocześnie samej włączając się do żartów. Rozmowy przyjaciół były charakterystyczne i wywoływały przyjemną nostalgię.
        Za żartownisia nikt by chyba Liama nie uznał patrząc powierzchownie, a ten jednak, proszę, żartował. Ryan prychnęła rozbawiona puentę zostawiając demonowi, uśmiechając się jeszcze szerzej na nieprzystojny gest sędziego uwieńczony uśmieszkiem bruneta. Ten złowiła kątem oka uwagę dzieląc między rozmówców i nie pożałowała.
Tymczasem Liam nie omieszkał zaraz wywołać całkowitej konsternacji malarki. Dziewczyna pozezowała wzrokiem za dłonią bruneta, który tak dokładnie postarał się jej nie dotknąć jakby była trędowata jednocześnie sięgając w jej kierunku. Czegoś takiego nie widywało się zbyt często. Zamiast szukać odpowiedzi na twarzy mężczyzny, spojrzała za jego palcami. Biel skóry bardziej pasowała do rękawa niż sangwiny mażącej materiał. Nie miała jednak okazji do kontemplacji ciekawego widoku. Równowaga magicznie została przywrócona na co Ryan patrzyła szeroko otwartymi oczami, bardziej chyba z niedowierzania niż zaskoczenia czarami.
Naprawdę właśnie usunął plamę… Serio? I wtedy przypomniało jej się pudełko cygar zjawiające się zaraz pod ręką sędziego.
        - Ekipa remontowa, kurier i do tego praczka w gratisie... jak praktycznie - zamamrotała pod nosem, kręcąc głową jakby chciała strzepnąć z myśli resztki absurdu, wracając do pracy.
Od tej znów szybko ją oderwano. No w tym tempie to naprawdę do jesieni będzie mazać portrecisko!
        - Nie będę zajmować czasu, złapię tylko jakąś kanapkę czy coś i wracam do pracy - odpowiedziała najgrzeczniej jak potrafiła, starając się wymigać od wątpliwej rozrywki, zupełnie niepotrzebnie kradnącej cenne godziny. I zaraz znów zmuszona była spojrzeć na mężczyzn, przynajmniej w nieco istotniejszej sprawie.
        - Tak w Rubidii organizowane są doroczne, trzydniowe plenery. Zjeżdżają na nie akwareliści z całej łuski, zaczynają się w Sunrię wieczorem i trwają następne pełne dwa dni. Nie jest to coś co można opuścić - odpowiedziała bez cienia trzpiotowatości. Czar powagi szybko jednak prysł.
        - Co my dzisiaj mamy? - zapytała zupełnie nagle.
        - Jaki dzień dzisiaj? - doprecyzowała pytanie i zaraz zachłysnęła się własnym oddechem.
        - To już jutro! - no straciła rachubę czasu przez wszystkie zawirowania, przeprowadzki i inne zmiany.
        - W każdym razie, jutro wieczorem muszę być w Cafe del Mar. Tam wszyscy dopiero poznamy dwie lokacje zaplanowane przez organizatora gdzie następne dwa dni będziemy malować - wyjaśniła uczynnie.
        - Pan Liam mówił, że nie będzie to problemem o ile będzie mi ktoś towarzyszył... - dodała niepewnie. W sumie mówił, ale na piśmie nie miała… A jakimi argumentami dysponowała poza “muszę”? “Jak nie to namaluję ci brzydki portret?” Mimo wszystko liczyła na układność sędziego i prawdomówność demona. Pozostała jej nadzieja, że zawieszone jakąś chwilę wcześniej “nie wiem” zwiastowało kolejne żarty, oceniając po psotnym błysku plączącym się w oczach mężczyzny, a nie prawdziwe problemy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rubidia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość