SerenaaIronia losu

Miasto kupców, szlachty i handlu. Położone w słonecznej części wybrzeża, stąd jego status Miasta Królewskiego. Znajduje się tu wiele dworów szlacheckich i oczywiście pałac króla.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Niviandi
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Ironia losu

Post autor: Niviandi »

        Zgiełk miasta i złote słońce na bezchmurnym niebie to delikatna obietnice dobrego dnia. Uśmiechnięte twarze mieszkańców muśniętych morską bryzą poprawiały humor, szczególnie turystom, którzy w gorące dni marzyli o takich wakacjach. Rynek pełen drobnych stanowisk ze świeżymi owocami i morskimi przysmakami, wiszące ozdoby z muszli, kamienie mające przynieść szczęście a za szybą niedaleko stojącego sklepu jubilerskiego ciężkie, różnobarwne perły na szyjach bogato ustawionych dam mających ochotę poprawić sobie humor. Oto prawdziwe serce Serenay.
        Tylko jeden element wydawał się nie pasować do układanki tego niebywałego miasta. Drobna postać siedząca na skrzyni, na uboczu niewielkiego placu z fontanną, z której tryskała chłodna, lśniący w promieniach słońca woda. Solidne donice z kwiatami co krok ozdabiały te nieśmiałą okolicę znajdującą się gdzieś pomiędzy jedną a drugą ulicą rynkową. Był to punkt wytchnienia, dla zmęczonych zakupami osób, ale także gromadził rzeszę różnorodnych artystów. To właśnie przy nich siedziała ta wyjątkowa istota, której piękno gładkiej, nieskazitelnej twarzy zaburzał niezrozumiały rodzaj smutku. Uśmiechała się serdecznie, lecz gdy ktoś nagle wspomniał o jej włosach, ta z czułością pogładziła krótkie, sprężyste loki przyjmując cicho komplement. To nie pasowało do ślicznej buzi złotowłosej. Wciąż była pełna uroku, przyciągała wzrok każdego, ale podziwianiu urody tej nieziemskiej istoty towarzyszyła niepewność. Coś tu nie pasowało, jednak ona uśmiechała się tak pięknie. Komplementowała grę na flecie jednego z siedzących obok elfów i składała cienkie dłonie w podzięce. Jej magnetyzm wciąż zniewalał. Gdy z twarzy dziewczyny znikało zmartwienie wydawała się być najpiękniejsza ze wszystkich. To były chwile, podczas których zapominało o problemach a tęskne westchnienia syrenki nabierały romantycznego wyrazu. Och, wówczas znikały przy niej wszystkie troski i nie pamiętało się o Prasmoczym świecie...
Ale za nic nie chciała śpiewać. Nikt nie pytał czy potrafi, ale... momentami dostrzegało się w niej jakąś niepewność. Czego brakowało w tej duszy? Gdzie znajdował się ten jeden element określający jej postać?
        Na to pytanie nie umiała odpowiedzieć i nie wiedzieć czemu wywoływała tym zachwyt u artystów jej towarzyszących. Wiedziała, że ten wewnętrzny dramat ich pociąga, choć jeszcze nie pytali o szczegóły. Może z czasem będą... Jednak teraz cieszą się i śmieją, częstują winogronem i dyskutują o mieście, inspiracjach oraz głoszą swoje podejście do ówczesnej polityki, wolności. Są młodzi, piękni, zachwycający, może właśnie tego w nich poszukuje? Dlatego Niviandi uśmiechnęła się szeroko i odpowiadała zdawkowo, ale cieszyła się, że może być akurat tutaj, poza skalą swoich problemów a będąc w strefie bez trosk oraz mogąc olśniewać swoim wyglądem. Taki to był właśnie wiosenno-letni dzień w Serenai.


        - Wybacz moją bezpośredniość, ale... co cię martwi? - spytał elf, gdy reszta artystów odeszła na bok po napoje.
        Niviandi spojrzała na rozmówcę, w pierwszej chwili trochę zaskoczona, jakby mężczyzną ją na czymś nakrył, potem zaś cienkie brwi syrenki wygięły się w zmartwieniu, a swoje ciężkie westchnienie udekorowała smutnym spojrzeniem w ziemię.
        - Loytierze, aż tak łatwo wyczytać z mojej twarzy przygnębienie? - spytała retorycznie. - Straciłam zaufanie i wiarę w ludzi. Próbowałam odnaleźć... coś dla mnie bardzo ważnego, straciłam mnóstwo czasu oraz pieniędzy, a nie zyskałam nic. Nie byłabym smutna, gdyby rzecz ta nie powiodła się z ironii losu, ale... zwyczajnie mnie oszukali. Uznałam więc, że już nie warto tego szukać, choć bardzo bym chciała, sama nie jestem w stanie... Potrzebny mi ktoś odważny, wytrwały w podróży... bardziej niż ja, ale przede wszystkim godny zaufania, ktoś kto mnie nie zdradzi w trakcie. To dla mnie bardzo ważne... rozumiesz?
        - Hm... Rozumiem – przytaknął elf, po czym położył dłoń na dziewczęcym ramieniu i pochylił się nisko – a także znam doskonałego kandydata, która przypadkiem zgubił tu swoje buty.
        - Och... ehm... No nie wiem... - odparła niepewnie Niviandi.
        - Słuchaj, on mi pomógł. Nie tylko mi, większości osób, z którą dziś dyskutowałaś również się przysłużył. Jest nieugięty w podróży i... zajmuje się brudną robotą.
        - Brudną robotą?! - wzburzyła się dziewczyna.
        - Ta... Ale też tą bardziej czystą, jeśli mu się opłaca.
        - Nie zrozumiałeś mnie ani trochę – zdenerwowała się złotowłosa. - Nie mam grosza przy duszy, ja...agh!
        - Ja pewnie nie zrozumiem... ale on na pewno. Nie chodzi przecież o zdjęcie kota z drzewa, prawda?
        - Prawda... ale... ehm...
        - Spokojnie, ty nie musisz mówić. Ja nie muszę wiedzieć, ale ten gość doskonale się do tego nadaje. Cokolwiek by to nie było, a o zapłatę... hm... Nie masz nic a nic?
        - Już i teraz jeszcze nie... - bąknęła Niv, która wsparła brodę na piąstkach.
        - Świetnie, to doskonała motywacja! Tym bardziej go to zaciekawi! Słuchaj, nic cię nie kosztuje poznanie go, zobacz, porozmawiaj, może go przekonasz. Taka ładna buzia jak ty z pewnością ma wystarczająco dużo uroku by go przekonać... I nie chodzi mi tu o nic grzesznego – elf uśmiechnął się nieco głupkowato.
        - Takie paplanie mnie nie przekonuje...
        - No wstawaj, chooodź! Naprawdę, będzie warto!


        Niviandi nieco skrzywiła się na widok karczmy. Wydawała się być... mało ciekawa czy przyjazna. Jakaś paskudna ryba z drewna była znakiem rozpoznawczym tej knajpy? Ohydne i bez gustu.
        - Podoba ci się? Wnętrze projektował jeden z moich znajomych – pochwalił się elf.
        Syrenka nic nie odpowiedziała, ale jej myśli wystarczająco dosadnie oceniły to miejsce. Dziwne, krzywe, ruderowate... rzekomo zainspirowane statkami... chyba wrakami na dnie morza! Porośnięte mchem i obskubane przez ryby, bleh! Tak to wyglądało!
Loytier pomachał karczmarzowi, a jeszcze przed wizytą w pokoju poprosił o sok, by syrenka mogła zwilżyć gardło.
        - Nie wiem czy to dobry pomysł... - szepnęła złotowłosa. Czuła się tu nader niekomfortowo.
Skoro lubi takie... okropne miejsca! I jak Loytier może zadawać się z autorem tutejszego wystroju? Ych, to nie świadczy dobrze ani o nim, ani o tym koledze, który ma pomóc.
        - Nie martw się – powiedział z pełnym przekonaniem muzyk. - Tylko pogadacie, obiecuję, że będę przy tobie cały czas.
        - Ani myślę zostać z nim sam na sam w pokoju – żachnęła się syrenka.
        - Dobrze, dobrze! Wyciągniemy go do stolika, gdzieś na uboczu, żebyś się nie bała – zapewnił, podczas gdy Niviandi skubała boki kubeczka.
        Naturianka czuła się jeszcze gorzej, bo wiedziała jak źle to wszystko prezentowało się z zewnątrz. Przejdzie na górę z elfem do jakiegoś pokoju... Aj! Bardzo, bardzo źle! Jednak musiała to zrobić, opowiadał jej tyle o tym mężczyźnie w trakcie drogi i brzmiał... naprawdę przekonująco. Zdradził syrence swoją historię oraz napomknął o przyjaciołach, którzy skorzystali z usług najemnika. Na Prasmoka, najemnika! Oby znowu nie weszła w jakiś niekorzystny, a tym bardziej niebezpieczny układ.
        Weszli po schodach, skierowali się w głąb korytarza i Niviandi znowu poczuła, że jej gardło jest suche. Mocno zacisnęła usta, sporo jej zajęło by w końcu zapukała do drzwi. Delikatnie, tak by nie nadwyrężyć kostek u dłoni, ale... nikt nie przychodził. Wielkie, niebieskie oczy księżniczki spojrzały z rozpaczą na Loytiera, ale ten uśmiechnął się szeroko.
        - Otworzy – zapewnił.
Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mathias »

        Mathias wrócił do pokoju bogatszy o kilka fantów, których nabycie planował w najbliższym mieście, a tym okazała się Serenaa. Panujący na zewnątrz upał skłonił mężczyznę do zostawienia płaszcza przed wyjściem, a to oznaczało brak możliwości ukrycia miecza. Nie chcąc paradować z bronią po spokojnym mieście, zostawił też pochwę, zakasał rękawy i nietypowo bezbronny ruszył w miasto, teraz chętnie wracając do chłodnego pokoju w gospodzie. Rzucił sprawunki w kąt i zapaliwszy fajkę stanął w oknie. Myślał nad tym, czego się przy okazji dowiedział, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Nietypowe o tyle, że nikogo się nie spodziewał.
        Z fajką w zębach sięgnął po miecz i kryjąc go za skrzydłem drzwi, uchylił je lekko. Mrużąc oczy od dymu spojrzał mile zaskoczony na złotowłosą postać stojącą w progu. Oparł miecz o ścianę, ramię o framugę i z bezczelnym uśmiechem lustrował znajomą sylwetkę. Nie przywitał się, o nic nie zapytał, ani nie odsunął, by grzecznie wpuścić kobietę do wnetrza. Zamiast tego wciągnął ją do środka, łapiąc w talii, i bez słowa popchnął na ścianę, jednocześnie zatrzaskując drzwi. Fajka spadła na deski.
        Skórę miała miękką, usta różowe, a dłonie spragnione, spiesznie rozpinające guziki jego koszuli. On do nich nie miał cierpliwości. Ściągnął jej bluzkę przez głowę, szorstką dłonią odsłaniając twarz spod złotych loków, które ją przysłoniły. Pozwalając obsypać się pocałunkami, złapał dziewczynę w pasie i posadził sobie na biodrach, kierując się z nią w stronę łóżka.

        Szum lejącej się z cebra wody zagłuszył pierwsze pukanie do drzwi. Dopiero, gdy brunet wyszedł z łazienki, susząc ręcznikiem głowę, usłyszał nieśmiałego gościa. Zerknął pytająco na zaplątaną w pościeli blondynkę, a ta przewróciła się na brzuch i opierając na łokciach wzruszyła ramionami.
        - Mówiłaś komuś, gdzie idziesz? – dopytał cicho, a gdy elfka pokręciła przecząco głową rozluźnił się i rzucił ręcznik na krzesło. Resztki wody wciąż kapały mu z włosów. Wciągnął tylko spodnie, które niezasznurowane do końca zjeżdżały mu teraz nieprzyzwoicie z bioder i podszedł do drzwi, otwierając je niemal na oścież. I zdębiał.
        - Mathias, przyjacielu! – przywitał się radośnie elf, wyłaniając się zza framugi, ale brunet nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Wpatrywał się w otoczone złotymi lokami niebieskie oczy, których myślał, że już nigdy nie zobaczy, i rozchylone różowe usta, od których trudno było odwrócić wzrok. Artysta zawahał się zaniepokojony.
        – Nie przeszkadzamy? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha – powiedział, a najemnik w końcu zaskoczył, zamrugał i odwrócił wzrok od Niviandi. Jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się przyjaźnie do elfa i wyciągnął do niego prawicę, którą ten chyżo uścisnął. Nim jednak zdążył się odezwać, uśmiech spłynął z twarzy Loytiera, a muzyk wytrzeszczając oczy spojrzał do środka pokoju.
        - Giselle?! - zawołał zszokowany. - Que faites-vous? Et Emmanuel? - rzucił szybko, naturalnie przechodząc na elficki.
        - N'interfère pas! Ce ne sont pas tes affaires avec qui je sors - prychała kobieta, początkowo zasłaniając się prześcieradłem, a później ze zrezygnowaniem rezygnując z okrycia i ubierając się w bieliznę.
        Ukazała się w świetle drzwi, stojąc teraz w samym desu i jedwabnych pończochach, wymachując rękami i trjakocząc po elficku z Loytierem. Była piękna, wysoka i szczupła, o wąskich biodrach i niewielkich piersiach, emanując taką pewnością siebie, że nie było wątpliwości, że potrafi wygrać kłótnię nawet nie do końca odziana. Długie jasne włosy poskręcane były w naturalnie wyglądające loki i podskakiwały wdzięcznie, gdy elfka wzdychała i potrząsała głową.
        Mathias w ogóle nie zwracał na kłótnię uwagi. Znów przeniósł spojrzenie na Niviandi, przyglądając jej się przenikliwie. Dziwnie się zachowywała. To znaczy dziwniej niż zwykle. Sądził, że rozstali się w miarę przyjaznej atmosferze, ale chyba się mylił. Dopiero teraz pozwolił sobie dokładniej przyjrzeć się znajomej dziewczynie, przesuwając wzrokiem po sylwetce w skromnej sukience. Zatrzymał się na przewieszonym przez niewielką torbę znoszonym ciemnym płaszczu z kapturem. Jego starym płaszczu. Spojrzał znów na Niviandi z niejasnym wyrazem twarzy, gdy Loytiere powrócił uwagą do swoich towarzyszy. Na Mathiasa łypał jeszcze z lekką urazą, prychając dodatkowo z oburzeniem, gdy najemnik zerkając na niego nie powstrzymał zadowolonego półuśmiechu i wzruszył ramionami w niemym “nie moja wina”. Czym innym było jednak nakrycie mężczyzny u przyjaciółki, a czym innym spotkanie jej u przyjaciela, więc chwilowo elf był bardziej obrażony na Giselle niż najemnika. Maniery jednak go nie opuściły i zwrócił się do Niviandi z lekkim ukłonem.
        - Wybacz mi moja droga, uniosłem się. Pozwól, że przedstawię ci człowieka, który uratował nam życie na szlaku. Mathias Northman. Gdyby nie on, z pewnością wszyscy skończylibyśmy w szponach śmierci…
        - Daj spokój, Loy - mruknął najemnik, przerywając historię nim na dobre się rozpoczęła. Rozejrzał się za swoimi butami i pozostawiając otwarte drzwi, przysiadł na łóżku, by je założyć. Elf westchnął, ale wydawał się odzyskiwać humor.
        - Racja, na opowieść będzie jeszcze czas. Mathiasie, to Niviandi. O, moja droga, poznaj Giselle, naszą flecistkę - przedstawił jeszcze elfkę, która podeszła do wejścia.
        - Wyjątkowo utalentowaną - dodał Northman, a artystka cmoknęła karcąco, ale z rozbawieniem mierzwiąc mu włosy, gdy przechodziła obok. Była już ubrana w asymetryczną spódnicę i białą bluzkę zapinaną na guziki, która kończyła się nad pępkiem, odsłaniając palec gołej skóry.
        - Gieselle, poznaj Niviandi, naszą najpiękniejszą fankę - dokończył prezentacji Loytiere, udając, że nic wcześniej nie słyszał i nie widział.
        - Witaj, jakie ty masz piękne loki! - zachwyciła się elfka od razu. Miała ładny, dość niski głos i mówiła z wyraźnym akcentem. - Naturalne? Ja moje kręcę na koki - powiedziała, łapiąc za końcówki jasnych włosów i potrząsając nimi nieco. Za jej plecami Mathias zawiązał buty i podciągnął spodnie, sznurując je porządnie i przytrzymując paskiem. Na grzbiet zarzucił czarną koszulę, nie fatygując się jeszcze jej zapinaniem i podszedł do niespodziewanych gości.
        - Mathias, możemy zająć ci chwilkę? - zapytał Loytiere, a gdy najemnik skinął głową, elf ruszył z powrotem w stronę schodów w dół, do głównej sali, gestem zapraszając Niviandi ze sobą. Giselle zatrzymała jeszcze Northmana w progu, wsuwając dłonie pod rozpiętą koszulę i obejmując mężczyznę w pasie mruczała mu coś na ucho, gdy spuścił do niej głowę. Odpowiedział cicho, a wtedy pocałowała go jeszcze krótko i dopiero puściła za Loytierem i Niviandi.
        Brunet zbiegł po schodach lekkim krokiem, po drodze dopinając guziki koszuli i wzrokiem odszukując znajomego muzyka, który machał do niego z jednego ze stojących pod ścianą stolików. Niviandi siedziała obok i Mathias nie spuszczał jej z oka, podchodząc i siadając wygodnie w krześle. Dopiero wtedy przeniósł wzrok na elfa.
        - Dobrze cię widzieć - powiedział, a elf znów skłonił lekko głowę, wyraźnie mając ogromny dług wdzięczności.
        Nic dziwnego. Mathias natknął się na trupę artystów na trakcie, gdzie próbowali walczyć jednocześnie z przewróconym wozem, spłoszonym koniem i zbliżającym się niedźwiedziem. Jeden z artystów miał kuszę i jakimś cudem trafił zwierzę w bark, co nie uczyniło mu wielkiej krzywdy, ale rozjuszyło niesamowicie. O ile wcześniej mogli liczyć na to, że bestia zainteresuje się bardziej wozem, w którym liczyłaby na znalezienie czegoś do jedzenia, teraz uciekali przed potężnymi ciosami wielkich, jak konary, łap.
        Northman niechętnie zabijał dzikie zwierzęta, zwłaszcza w ich własnym lesie. Szala jednak przeważyła na korzyść niewinnych artystów i po wcale nie długiej ani widowiskowej walce, ciało niedźwiedzia runęło na trakt z siłą, która podrzuciła pobliskie kamyki. Później pomógł w naprawieniu wozu, w pełni akceptując zapłatę w postaci wina własnej roboty, a w mieście spędził pierwszy wieczór pijąc i grając w karty z elfami oraz flirtując z elfkami. Było to parę dni temu, a najemnik wciąż nie zbierał się w dalszą podróż, szukając odpowiedniej do tego motywacji.
Awatar użytkownika
Niviandi
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 131
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Niviandi »

        Niviandi wątpiła by pomysł muzyka się udał, ale ten żwawo zachęcał ją gestami by zapukała drugi raz, w końcu było słychać jakieś ruchy za ścianą. Syrenka już ze zdecydowanie mniejszym zadowoleniem a większym stresem zastukała po raz kolejny i w oczekiwaniu mocno zacisnęła palce, jej ramiona przylgnęły do tułowia, gdy nagle... klamka się poruszyła. Złotowłosa cichuteńko przełknęła ślinę, po czym... oniemiała całkowicie.
        Choć był to mimo wszystko znajomy widok. Roztargnione włosy, twarz z lekkim zarostem, imponująco rozbudowana klatka piersiowa i brzuch, pod którym ledwo trzymały się spodnie – krótko mówiąc niezbyt rozgarnięty na powitanie znany jej najemnik.
        Elf mówił i wykonywał jakieś ruchy rękoma przysłaniają obraz stojącego w drzwiach bruneta, ale naturianka kompletnie nie zwracała na to uwagi. Stała jak słup soli wpatrując się w jeden punkt przed siebie, nie dowierzała temu kogo widzi, jakby był imaginacją albo okrutnym żartem w jej stronę. Z szoku ocknęła się dopiero, gdy Loy wkroczył do środka pokoju. Wówczas Niviandi lekko potrząsnęła głową i ukradkowo przetarła oczy, to... to naprawdę...
Przez ile czasu nie oddychała? Teraz chyba dopada ją lekka hiperwentylacja! Co ona, co ona ma robić?! W pokoju rozległa się sprzeczka i syrenka dostrzegła parę elfów – w tym gołą przyjaciółkę Loytiera! Niviandi szybko wkroczyła do pokoju i lekko pchnęła drzwi za sobą by je nieco przymknąć, tego to się kompletnie nie spodziewała! Podobnie jak obecności Mathiasa...
        Jednak księżniczka popadła w jeszcze większy popłoch, przecież, że nie będzie się gapić na tę!... Ładną, zgrabną, długonogą i pewną siebie elfkę. Złotowłosa cicho chrząknęła odwracają spojrzenie od uczestników kłótni i skołowana, a może i wzburzona objęła swoje ramiona, jakoś tak nerwowo wykonując wszystkie te ruchy. Odnosiła wrażenie, że w pokoju zrobiło się strasznie gorąco i duszno, szczególnie gdy poczuła na sobie spojrzenie. W tym akurat była bardzo dobra, w wyczuwaniu tego typu... sytuacji.
        Delikatne powieki księżniczki uniosły się odsłaniając niebiańskie kręgi niebieskich tęczówek. Spojrzały na niego niewinnie, a długie rzęsy sięgnęły łuku brwiowego. Usta dziewczyny pozostawały w kuszącym wyrazie lekko rozchylonych pąków, a jej płytki oddech można było wyczuć już z daleka. Przyglądał się jej tak przenikliwie i intensywnie, że w pewnym momencie spłoszył ją. W takim momencie syrenka zazwyczaj chowała się za gęstwiną długich loków, ale teraz nie miała gdzie się ukryć. Krótkie sprężyny opadające jej na ramiona nie były już bezpieczną przystanią, którą tak uwielbiała, choć jeszcze ukradkowo przerzuciła wzrok na roztargnionego mężczyznę. Tak... żeby tylko na chwilę nacieszyć oko widokiem umięśnionego, nieco zbyt bezczelnie odsłoniętego ciała...
        - W porządku – odparła nieco kwaśno Niviandi wywracając lekko oczami. Nadal utrzymywała wzrok z dala od towarzystwa, ponieważ towarzysząca Mathiasowi dziewczyna bez oporów paradowała ogołocona po pokoju.
        - Miło mi cię poznać, Giselle – uśmiechnęła się przyjaźnie syrenka, choć zdecydowanie gest ten opleciony był nader grzecznością.
        Potem odrobinę zagotowała się w środku, na te czułości między najemnikiem a flecistką. Ugh, naprawdę nie miała ochoty na to patrzeć! I to ubranie... elfy miały doprawdy wyzwolony styl, Odkryty pępek i ta spódnica odsłaniająca łydki, nie mówiąc o tym, że jeszcze chwilę temu paradowała w bieliźnie. Nie księżniczce to jednak oceniać.
        - O, dziękuję – odpowiedziała, tym razem całkiem szczerze będąc wdzięczna za komplement, który przygasł po kolejnych słowach GISELLE.
        Niviandi cudem powstrzymała się od prychnięcia! Ona nie potrzebuje żadnych wałków ani specyfików wspomagających sprężystość loków! Może i GISELLE ma długie, złociste włosy, ale brakuje im tego szyku, naturalności jaką posiada ona! Księżniczka z krwi i kości! Mogła se być długonoga do sufitu ta uszata menda, ale nie byłaby w stanie podrobić cudnych włosów jakie posiadała PRAWDZIWA KSIĘŻNICZKA.
        - Naturalne – zapewniła naturianka. - Twoje mają bardzo ładny kolor, lśnią blaskiem prawdziwego złota. Naturalne? - spytała nie mogąc powstrzymać się od uszczypliwości, na co Loy zareagował jakąś taką dziwną miną.
A niech myśli sobie muzyk jeden co mu tam do głowy przychodzi, ale od włosów księżniczki wara! Niviandi pilnować ich będzie choćby utracić miała całe swoje bogactwo! Jakiego teraz niestety nie posiada... ale to drobny szczegół w całym ogóle. Na całe szczęście chwilę potem Loy przejął inicjatywę i zaprowadził syrenkę na parter karczmy, choć dziewczynie nie umknęły te kolejne czułości jakimi karmił się Mathias, a którymi obsypywała go Gieselle.
        Wzburzona złotowłosa gwałtownie usiadła na krześle krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
        - Czy... wszystko w porządku? - zapytał skonfundowany elf.
        - Czemu by nie miało? - prychnęła Niv.
        - Nie wiem... wyglądasz na zdenerwowaną – ostrożnie podjął mężczyzna.
        - Po prostu... nie wiem czy to jest dobry pomysł.
        - Chodzi ci o sytuację jaką widziałaś? Nie mam dla niego dobrego wytłumaczenia, ale jeżeli oboje tego chcieli to...
        - Nie kontynuuj! - wtrąciła syrenka. - Znam go – dodała pośpiesznie.
        - O, to... dobrze! Chyba, w sumie tego to teraz też już nie wiem... - zaplątał się Loy. - O... a... rozumiem...
        - Co rozumiesz? - dziewczyna była oburzona sytuacją.
        - Rozumiem, że jest najemnikiem i cóż, ma w sobie ten urok przyciągający kobiety więc pewnie... wiesz, przykro mi, że...
        - Co?! - uniosła się nagle syrenka. - Co ty mi insynuujesz? Ach, phi! Ty go widziałeś?! W życiu bym... z nim... - ucięła widząc, że Mathias zbiega po schodach.
        Niviandi wyprostowała się, a jej oczy automatycznie omiotły bandytę. Szczególnie koszulę, która niemalże instynktownie opływała jego ciało odsłaniając najbardziej kuszące zakątki jego klatki piersiowej. Miał takie mocne dłonie, dokładnie takie same jak kiedyś. I ten uśmieszek na twarzy nie schodził mu z twarzy... nic się nie zmienił.
        Syrenka ponownie odwróciła wzrok, a Loy nie bardzo rozumiał co też dziewczynie chodzi po głowie. Jest w końcu zła, czy nie jest? A jak tak, to za co? Aby nie psuć atmosfery zaprosił Matha do stolika, a im bliżej nich znajdował się bandyta tym bardziej skruszona wydawała się być Niviandi.
        Jednak tak naprawdę nie chodziło o długonogą elfkę z pokoju... choć trochę też. Ale nie głównie! Księżniczka przede wszystkim martwiła się o to czy dobrze wygląda. Wcale nie szykowała się na tak zaskakujące spotkanie! Wówczas byłoby na pewno mniej zaskakujące... wracając do tematu – Niviandi martwiła się o swoje policzki, bo niczym ich nie zaróżowiła. Wcale nie musiała, bo naturalne jagody same pojawiły się wraz z obecnością Mathiasa. Podkreśliła jedynie rzęsy i wyczesała brwi, ale nie zdążyła nawilżyć ust balsamem by te wydały się bardziej miękkie i soczyste. A poza tym, nie spięła niczym loków, nie była na to gotowa, sprzedała swoją ukochaną spinkę, ale gdyby wiedziała... to na pewno by coś wymyśliła!. Wstydziła się nieco ich długości, bo przecież były one jej chlubą, jednak musiała je... ech, ściąć. W dodatku ta mało fikuśna kiecka. Zwykła szmata od podrzędnego krawca, bo z rynku by kijem nawet nie ruszyła. Chociaż tyle luksusu, że dzięki swojej charyzmie namówiła owego rzemieślnika na bufiaste rękawki... w cenie kiecki. Koronka u dołu dodawała dziewczęcości, a kolor nie był taki zły – seledynowy. Ładnie wpasował się w jej oczy, ale... to nadal było za mało. Za mało by zwalić najemnika z nóg.
        - Witaj – powiedziała niczym obrażona nastolatka, ale w głosie dało wyczuć się te nutkę załamania i braku pewności siebie.
        I... tyle. Dalej już Niviandi zatkało, bo nagle zdała sobie sprawę z tego o co powinna prosić najemnika. „Ouł... ojej...”, pomyślała bezradnie i zabrakło jej całej krzepy, jak i odwagi. „Ooo na Prasmoka...”, jęknęła w głębi duszy i nagle zaschło jej w gardle. Jak... jak miało mu to powiedzieć?
        - Siadaj, siadaj – nalegał Loy dostrzegając w oczach Niviandi te nagłą wątpliwość. - Wybacz, że przeszkadzamy, ale zajmiemy mało czasu. Prawda? - uśmiechnął się elf, a syrenka jedynie przełknęła ślinę w milczeniu.
        Zabrakło jej słów!
        Jak... ona... prosić... go... o matko! Powinna, nie powinna? Pojawił się... a ten problem... Aaa!
        - Ahm... - zająknął się muzyk. - To może zjesz najpierw śniadanie? W sumie to prawie obiad... jest dosyć późno – zaproponował Lytier wykorzystując swoje gadulstwo i pewność siebie, bo nie bardzo wiedział i rozumiał co dzieje się z Niviandi.
Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mathias »

        Nie dowierzał własnym oczom. Przewędrował Łuskę wzdłuż i wszerz, i wiedział lepiej, by nie żegnać się z nikim na zawsze, bo ludzie spotykali się ponownie w najdziwniejszych scenariuszach. Więc może podświadomie wiedział, że kiedyś ją zobaczy? Wątpił, po tym co widział ostatnio, ale może jednak miał nadzieję, że uda mu się upewnić, że Niviandi wyszła z tego cało. Że jest zdrowa i zarozumiała gdzieś na drugim krańcu świata.
        Była jednak tutaj, w Serenaii, w gospodzie, w której się zatrzymał, w progu pokoju, który wynajął. Olśniewająca, jak zawsze. Odcięte niegdyś, przez nią samą, włosy sięgały teraz tylko do ramion, a błękitne oczy spoglądały na niego niewinnie, bez złości, więc chociaż tyle się zmieniło. Nie rozumiał tylko czemu tak na niego zerka ukradkiem, czemu się nie odezwie. Nie oczekiwał wytęsknionego rzucania się na szyję i pisków radości, ale chyba przywitać się mogła? Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony blondynki był jednak dla Mathiasa mniej rozczarowujący niż jego własne oczekiwania, zdecydowanie nie przystające komuś takiemu jak on - łajdakowi i bandycie, jak mu słusznie i wielokrotnie przypominano. Kiedyś wiedział lepiej, by się w takie relacje nie angażować, a że własnych rad nie słuchał to już tylko jego wina.
        Odwrócił się, wracając do pokoju i ubierając w końcu na spokojnie. Szczupła dłoń elfki, przeczesująca burzę wiecznie nieokiełznanych czarnych włosów, wystarczyła, by przypomniał sobie, że pół świata tego kwiata, więc niech się nie zachowuje jak uczniak. Mimochodem słuchał wymiany zdań między kobietami, ale o ile Loytiere wyłapał uszczypliwą uwagę naturianki, Northman konsekwentnie błyszczał ignorancją wobec otaczających go niezręczności. Elfka wciąż uśmiechała się przyjaźnie do przybyłej dziewczyny, nie odpowiadając na przytyk, co z jakiegoś powodu zadziałało na jej korzyść. Gdy zawieszona w powietrzu drobna złośliwość chybiła celu, to Niviandi wyszła na nieuprzejmą, podczas gdy uśmiech artystki stał się, co najwyżej, nieco bardziej pobłażliwy. Giselle nie czuła konieczności rywalizowania o cokolwiek ze znajomą Loytiera.

        Najemnik dołączył do elfa i syrenki, rozsiadając się swobodnie, jak na stałego bywalca wszystkich karczm przystało. Bez miecza przy pasie i płaszcza z kapturem, który krył jego twarz, wyglądał niemalże normalnie. Do połowy zapięta koszula i podwinięte niemal do łokci mankiety utrzymywały roztrzepany wygląd, jak gdyby nie radziła z tym sobie sama czarna czupryna. Schnące dziko włosy wydawały się jeszcze bardziej rozczochrane niż zwykle, rosząc delikatnie kołnierzyk koszuli. W takim upale jak dzisiaj było to jednak przyjemną ochłodą. Mathias wymienił grzeczności z muzykiem i znów przeniósł spojrzenie na sztywną, jak kij, Niviandi. Obrażone powitanie może kiedyś spotkało by się z pogardliwym prychnięciem, ale Northman na tyle zdążył dziewczynę poznać, by wyłapać smutek w głosie.
        - Cześć, Blondi – powiedział wyjątkowo miękkim i ciepłym tonem, przechylając lekko głowę, gdy przyglądał się znajomej buzi. Znowu błądził po niej spojrzeniem, rejestrując najmniejszy tik i całe to gromadzące się w dziewczynie wahanie. Ona powstrzymywała się od mówienia? To było aż niepokojące.
        Loytiera słuchał jednym uchem i dopiero, gdy i muzyk zaczął bełkotać, wprowadzając nerwową atmosferę, najemnik wyprostował się nieco i oparł na łokciach.
        - To jest bardzo dobry pomysł, zjadłbym konia z kopytami – powiedział, a elf uśmiechnął się z ulgą. Jedzenie najlepiej łagodziło nastroje. Zaraz po muzyce, ma się rozumieć.
        - Zamówię nam dania dnia! Mają tutaj najlepsze dorsze w mieście – zawyrokował elf i wstał chętnie, łapiąc jeszcze znaczące spojrzenie Northmana. Niech się nie spieszy. Muzyk skinął głową, skłonił się lekko Niviandi, zapewnił, niezbyt przekonująco, że zaraz wraca i czmychnął w stronę baru.
        Mathias nie marnował czasu, nie wiedząc na jak długo udało się długoucha spławić. Zahaczył stopą nogę krzesła, na którym siedziała syrenka i bez żadnego wysiłku przysunął ją sobie po deskach. Drobna sylwetka nie obciążyła siedzenia nawet na tyle, by krzesło skrzypnęło po podłodze; zamiast tego zaszurało cichutko i zamarło zaraz obok najemnika, z rozpędu trącając nogami syrenki jego kolano. Brunet pochylił się i oparł na przedramieniu o oparcie za plecami Niviandi. Gdyby drugą rękę wsparł o jej siedzisko miałby dziewczynę niemalże w ramionach… niestety istniało zbyt duże prawdopodobieństwo, że blondi zacznie krzyczeć, więc tylko oparł drugi łokieć o blat stołu. To i tak wystarczyło, by musiała na niego patrzeć, jeśli nie chciała ostentacyjnie odwrócić się na krześle. A twarz miała oddaloną od niego na długość oddechu.
        Coś chciał jej powiedzieć, ale na śmierć zapomniał. Przyglądał jej się znowu bezczynnie, zahipnotyzowany ruchem rzęs, płatków drobnego noska i idealnym kształtem ust. Zjadłby ją żywcem. Głośniejszy śmiech gdzieś w tyle sali wytrącił go z amoku i najemnik westchnął mrukliwie.
        - Co z tobą, nie pamiętasz mnie? Tak się wita przyjaciół po rozłące? – zapytał chrapliwym głosem, nim uśmiechnął się łobuzersko i puścił oparcie jej krzesła. Nauczył się trzymać dystans w odpowiednich momentach, w razie gdyby miał dostać w pysk. Przełożył ciężar ciała, opierając się teraz bardziej na stole, siedząc lekkim okrakiem, z jednym butem wciąż zahaczonym o nogi krzesła Niviandi. Gdyby chciała się zerwać i uciec to musiałaby nieźle uważać, by zaplątana w suknię nie wylądować na kolanach Northmana.
        - A teraz powiedz, skarbie, co cię sprowadza do tak… niewłaściwego tobie miejsca? – zapytał spokojnie. Błąkający się na ustach uśmiech zdradzał lekką kpinę, ale szare oczy spoglądały przyjaźnie na dziewczynę.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Serenaa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości