Jadeitowe Wybrzeże[Ujście Starii] Brzęk monet i melodia życia

Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.
Awatar użytkownika
Nutria
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nutria »

        Chociaż Mahinka od samego początku uparcie i zawzięcie udowadniała, że jest niesamowicie wylewną optymistką i wcale nie łatwo ją do siebie zniechęcić, rodzeństwo nie było wcale pewne czy zgodzi się na ich propozycję. Trochę na to liczyli, może nawet bardzo… ale wierzyli też w talent starszego brata do odpychania osób, z którymi nie chciał mieć wiele do czynienia. A z gadatliwymi, szczerymi, ludzkimi dziewczątkami nie trzymał się jakby z zasady. Nawet Desta po tej niecałej półgodzinie znajomości mogła łatwo orzec, że nie przepada on za człowieczkami i ogólnie łatwo swoją pogardę i niechęć wyraża. Inna sprawa, że nie ignorował jej zupełnie (przynajmniej z początku) co w jego słowniku oznaczało jakiś tam stopień tolerancji towarzyskiej. Jednak Jest nie tylko nie mogła tego wiedzieć, ale i jakby wiedziała, nie miała wcale obowiązku tego uszanować i uznawać za normalne. Trudno, by tak pogodna i miła dziewczyna łatwo pojęła jego zachowanie i jeszcze je zaakceptowała, tak jak robili to jego najbliżsi. Przynajmniej takie wnioski wyciągała Nutria, patrząc na roześmianą Mahinkę.
        To będzie wyzwanie utrzymać ich w zgodzie, ale...
        Yaami z naturalną łatwością uległa uściskowi i zaraz oddała go, może nieco zdziwiona, ale cieplutko szczęśliwa. Nawet chwilowo zapomniała kontrolnie patrzeć na Chana, którego nagły przypływ młodocianej empatii wręcz sparaliżował. On nie umiał oddać uścisku, a jedynie zesztywnieć na całym ciele, choć już pochylony tak, jak go Desta chwyciła. Lecz chociaż zatrząsł się i zdawać by się mogło, że jedyne czego pragnie, to wyrwać się z tej niezapowiedzianej bliskości, w jego oczach malowało się coś zupełnie odwrotnego - wraz z iskrami tańczyła w nich wdzięczność i nagły wybuch niepohamowanej radości, który swe ujście znalazł także w niepewnym, ale życzliwym uśmiechu. Nieobdarzony doskonałością urody elf nieśmiało uniósł ręce dopiero, gdy uścisk się skończył i nie wiedząc co z nimi zrobić najpierw chwilę trzymał je w niezdecydowaniu, a potem potarł kark, w całkiem już typowym odruchu.

        - W takim razie… - Nutria uśmiechnęła się, kiedy wstępna umowa została tak raźno przypieczętowana. - Chodźmy w stronę wybrzeża! - Zaproponowała wesoło, bo i nie dlatego była nad brzegiem morza, by w popołudniowe upały smażyć się wśród bezwodnych piasków spiętrzonych w zdziczałe wydmy. Ruszyła też przodem nie spodziewając się żadnego protestu. Tylko musieli udźwignąć na nowo swoje bagaże i pójść po wierzchowca nowej ich towarzyszki.

❃ ❃ ❃


        I tak opuścili przybytek Fuanga. Najedzeni i w dobrej kompanii, a także zadowoleni, bo i nic im się od posiłku nie stało. Będą mogli nawet polecać to miejsce innym. Było specyficzne, ale… niektórzy lubią odrobinę egzotyki. Zwłaszcza kiedy udają się w daleką podróż.

        Idąc pod górę i w dół, kształtując ślady milionami złocistych drobinek i zamęczając konika, Nutria prowadziła równo swoich kamratów, nie uginając się znowu tak bardzo pod ciężarem torby i nawet znosząc prażące fale upału. Celowo obrała nieco inną drogę niż tą, którą przybyli tu z bratem i Ziharrią, nie chciała bowiem, by Chan znów o tym myślał. I tak będzie go to długo dręczyć, nawet gdy Momo wyjaśni całą sprawę. A na pewno i tak nie znajdzie wszystkich odpowiedzi od razu.
        Na pewno jednak szukał ich, już pewnie teraz, zostawiając im wolną rękę, a psychikę brata - pod jej opieką. Zamierzała się zgrabnie wywiązać z tego obowiązku. Póki więc kryształek działał i mogła swobodnie mówić, zagadywała Destę, aby Chan mógł słuchać i potem samodzielnie kontynuować konwersację. Ale w tej chwili ona chciała trochę pokorzystać.

        - Mogłabyś nieco lepiej opisać swoją siostrę? Bardzo jesteście do siebie podobne? - Zaczęła na początek, chętnie uczepiając się tak ważnego dla niej samej tematu rodzeństwa. A przy okazji zdobędzie więcej podstawowych informacji niezbędnych do poszukiwań. - Czy ona też posługuje się magią? To może braciom bardzo pomóc przy poszukiwaniach. I czy wiesz może jak podróżują? Mieli konie, własny wóz? To mogłoby się zmienić, ale wiesz, kiedy ma się pojazd łatwo się go nie zostawia. - Uśmiechnęła się wymownie, bo oni swojego pilnowali i trzymali się go, choćby szlak był niemalże nieprzejezdny. I Momo tylko dwa razy w ciągu ostatniego miesiąca chciał go sprzedać za jakiś magiczny amulet, a to wiele znaczyło. Tak, wóz to dobra rzecz, a na dłuższą wyprawę wręcz niezastąpiona. Z nich wszystkich chyba tylko Chan byłby w stanie usiedzieć tyle w siodle, by przejechać chociażby średnio wymagający dystans od Meot do Efne.

        - I jest, morze! Chan, jaki pusty brzeg! - zawołała zachwycona, widząc tylko niewielki tłumek spieczonych postaci różnych kształtów i kolorów. Ktoś tam chował się za parawanem, ktoś zaklepywał miejsce kocem, ale koniec końców dało się przecisnąć bez deptania po wyciągniętych na piasku ciałach i rozpychania się torbą i siatką z podrodze zakupionymi figami. Gdzieś z boku pod skarpą znalazło się nawet trochę cienia i miejsce dla konia, gdyby Desta chciała wykorzystać okazję i trochę się pomoczyć.
        - Mówiłaś, że jesteś z Xan-Lovar, prawda? To chyba nie jest aż tak bardzo w głąb lądu, ale i nie przy brzegu… Więc byłaś kiedyś nad morzem? Albo kąpałaś się tutaj, nim się spotkaliśmy? - Mówiła z niezwykłą na siebie ekscytacją, jakby nie bała się wody i nie moczyła w niej jedynie kostek. Ale doprawdy, inni tak lubili błękitne bezkresy, że nie mogła (obok strachu) nie cieszyć się na ich widok.
Awatar użytkownika
Desta
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 6 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Desta »

Nigdy nie było tak naprawdę niebezpieczeństwa (lub nadziei), że Desta nie zechce wyruszyć z rodzeństwem. Od jakiegoś czasu marzyła, by znaleźć towarzysza podróży, a w dodatku szczerze polubiła Yaami i Changhina. To prawda, Mournelian działał jej na nerwy, ale to tylko częściowo sprawiało, że miała ochotę go unikać. Jednocześnie bowiem wzajemne docinki sprawiały jej uciechę i – nie licząc słów o poszukiwaniu Dayo – nie czuła się szczególnie urażona.
Niechętnie przyznawała, że każdy tam jakieś wady ma, a Momo przynajmniej odznaczał się wiedzą i kompetencją w niektórych, nieznanych Deście dziedzinach. Nawet, gdyby miała odbywać podróż sam na sam ze sztywniakiem, mogłaby słuchać wykładów, które – zapewne z wielką chęcią – wygłaszałby, przerywając co jakiś czas, aby trochę się zirytował.

Jednak nie zanosiło się na to, bo mieli podróżować we czwórkę, co ucieszyło ją tak, że ściskała rodzeństwo. Desty nie zaskoczyła reakcja Chana na jej własną wylewność. Ostatecznie przecież nie znali się zbyt dobrze, więc miał prawo nie spodziewać się, że nowa znajoma zaraz będzie ich przytulać. Postarała się więc, by uścisk nie trwał zbyt długo na gust nieśmiałego chłopaka i zaraz wypuściła oboje z objęć, wciąż szczerząc się radośnie.
-Chodźmy! - zgodziła się i wyruszyła raźnym krokiem w tamtym kierunku. -Zaraz, zapomniałam o Caris! - odezwała się po chwili ze śmiechem. -Zaczekajcie, zaraz wracam – Mówiąc to udała się pośpiesznie w miejsce, gdzie zostawiła klacz. -Odpoczęłaś i zjadłaś?- spytała. -Ciebie też nakarmili jakimiś pomysłowymi potrawami, które coś tam znaczyły? Chodź, poznasz naszych nowych znajomych. Jestem ciekawa twojego zdania.
Wróciła do pozostałych, po czym razem z nimi udała się w kierunku morskiego brzegu.

-Dayo? - odezwała się na pytanie Yaami. -Ma teraz dwadzieścia sześć lat. Jest wysoka, wyższa ode mnie i smukła, ale nie chuda. Ma czarne włosy, też kręcone, ale dłuższe, i takie jakieś lśniące i jedwabiste. Czasami zakłada na nie opaskę z materiału, a czasem związuje w dwa warkocze. Ubiera się mniej kolorowo, za to bardziej elegancko i gustownie – zazwyczaj w niebieski i fioletowy. Ma duże oczy i długie rzęsy. Jest bardzo ładna. Nie, nie jestem do niej podobna – dodała z westchnieniem. W jej wspomnieniach starsza siostra była uosobieniem urody i gracji. Ona sama nigdy nie dorównywała jej ani wyglądem, ani inteligencją, ani talentami. -Dayo posługiwała się magią chaosu – to właśnie ona mnie nauczyła. Jej z kolei pokazał to nasz ojciec. Nie wiem, czy umiała coś jeszcze. -Znając jej możliwości, było to prawdopodobne. Może po prostu nie podzieliła się wszystkim z młodszą siostrą, bo chciała najpierw sprawdzić, czy poradzi sobie z jedną magią? -Mieli wóz, pamiętam. Dayo musiała przecież zabrać cały swój dobytek. Natomiast samego Kidana w ogóle nie pamiętam. Nie jestem nawet pewna, czy był przy naszym pożegnaniu.

Kiedy doszli na miejsce z przyjemnością wciągnęła w płuca morskie powietrze. Stała tak chwilę, napawając się myślą, że jest z dala od domu, w nowym, nieznanym miejscu, gdzie wszystko jest różne od tego, do czego się przywyczaiła. Zawarła też już pierwsze, ciekawe znajomości – teraz tylko czekać na pierwsze przygody.
-Nie, przed opuszczeniem domu nigdy nie widziałam morza – wyznała. -W domu pływałam tylko w rzece, to nie to samo. Pierwszy raz zobaczyłam morze, kiedy byłam koło Saorais i przez chwilę stałam tak tylko z otwartymi szeroko ustami. Strasznie dużo wody, prawda? Ciekawe, co jest po drugiej stronie. Tak, myślę, że się wykąpię. Wy też idziecie? Yaami, Chanie, chodźcie - zachęcała, zdejmując odzienie wierzchnie i pas z krótkim mieczem, a pozostawiając bieliznę. Jej towarzysze mogli zaobserwować szczupłą sylwetkę, z delikatnie rysującymi się pod skórą mięśniami ramion i nóg. Desta zostawiła Caris w miejscu, gdzie zatrzymali się pozostali. Wiedziała, że jej klacz nie ucieknie, dlatego nawet jej nie przywiązywała. Niezależnie od tego, czy któreś z rodzeństwa szło za nią, pobiegła truchtem do wody.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Jadeitowe Wybrzeże”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości