Elisia[Chata na uboczu miasta] Nowe Imię

Miasto przedstawia bardzo stereotypowy wygląd architektury przedstawianej w literaturze i malarstwie. Szare, kamienne domy w najbogatszej części miasta. Arystokracja ma nawet osobną dzielnicę. W miarę oddalania się od ogromnej katedry będącej centrum miasta, zabudowania rozrzedzają się, a kamienie są zamieniane na drewno i glinę.
Awatar użytkownika
Rakhszasa
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 70
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Opiekun
Profesje: Mag , Szaman
Kontakt:

Post autor: Rakhszasa »

- Tego typu lustereczka nie odpowiadają na takie pytania - odpowiedziała na jego kąśliwą uwagę. - Na tego typu pytania zwykle odpowiadają mężczyźni, zwłaszcza ci niepytani o zdanie.
Uśmiechnęła się wyzywająco.
- Tak, mam już wszystko. Możemy się zbierać - powiedziała, wychodząc z nim na plac.

Mniej zatłoczony plac zdecydowanie bardziej jej odpowiadał i poczuła się swobodniej, niż kiedy musieli przeciskać się przez tłum. Zerknęła, jak rozkładają nadpaloną scenę i mimowolnie uśmiechnęła się do siebie. Przez to poczuła się jak młoda dziewczyna, której imponuje, jak chłopiec usiłuje ją rozbawić. Zaraz zacznie łapać go za dłoń na spacerze i czerwienić się na jego widok. Brr, aż ją dreszcz przeszedł.

- Nawet bardzo chętnie bym się czegoś napiła - odpowiedziała na jego pytanie. - Przydrożna karczma to nie jest zły pomysł.
Dużo bardziej przyzwyczajona była do przemiany w wilka i spędzania nocy w naturze i w dziczy, jednak miała pewne plany wobec piekielnego i w głębi duszy liczyła, że on również ma pewne plany wobec niej.
- Przydałoby się załatwić jakieś wierzchowce i zaplanować dalszą drogę - myślała na głos.
Północna brama wyglądała pięknie skąpana w złotym, zachodzącym słońcu. Tak samo woda, która otaczała miasto. Jezioro delikatnie falowało i przyjmowało kolory zmierzchu. Po minięciu rzeźb znajdujących się na końcu mostu i wyjściu na gościniec Rakhszasa znowu uświadomiła sobie, że jednak woli podziwiać naturę niż ludzką architekturę. Złote zboże i zielone korony drzew na miedzy były tysiąc razy bardziej doskonałe niż surowa, monumentalna zabudowa miejska.

- Byłeś kiedyś na wiejskiej zabawie? - zagadnęła go. - Przy takich festynach bywa, że ci prości ludzie wydają zarobiony pieniądz na alkohol i tańczą do świtu. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie natkniemy się na taką w tej przydrożnej karczmie - powiedziała.
- Ten taniec, to nie jest nic trudnego. W zasadzie, to głównie wirują w rytm muzyki.

Niedaleko od miasta znaleźli się właśnie w całkiem niemałej wsi. Prosta, uklepana dróżka prowadziła do centrum, w którym znajdowała się kamienna studnia, drewniany, skromny ratusz i kilka zabudowań. Karczma była na rogu, i tak jak podejrzewała, dobywały się z niej dźwięki głośnej zabawy. Posłała Freyowi znaczące spojrzenie i weszła do środka, zasłoniwszy się dokładniej peleryną.
- Dla mnie będzie limarijski rum, jeśli jest - rzuciła do barmana, siadając przy szynkwasie.
Rozejrzała się. Izba była wielka, w drugiej części pomieszczenia odsunięto ławy i do głośnych dźwięków kapeli i wiwatów tańczyli mieszczanie i wieśniacy. W tym wirowaniu kolorowych spódnic było coś niemalże hipnotyzującego...
Awatar użytkownika
Frey
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 62
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Łowca Dusz
Profesje: Żołnierz , Łowca , Zabójca
Kontakt:

Post autor: Frey »

Postać łowcy zdawała się z każdą chwilą jakby bardziej kontrastować z sytuacją, w której się znajdowała. O ile chwile następujące po opuszczeniu miejskiego zgiełku były dla piekielnego dość... błogie pomimo tego, że od tego natłoku bodźców nadal nieco szumiało mu w głowie. Zabawne, że facet potrafiący spędzać godziny na polu bitwy bez tego typu efektów ubocznych czuł się zwyczajnie zmęczony mieszaniną barw, dźwięków i kolorowo wystrojonych targowisk miejskiego festynu. Ulga nie była mu pisana na długo. Można spokojnie rzec: "z deszczu pod rynnę". Para zbliżając się do podmiejskiej wioski, mogła już z oddali dosłyszeć dźwięki swawoli z przydrożnego zajazdu. Może nawet Freyowi wymsknęło się krótkie westchnięcie. Czarodziejka natomiast zadała wówczas pytanie o jego doświadczenia z tego typu wydarzeniami. Uśmiechnął się krótko. Od kiedy pamięta bowiem piekielny cenił u ludzi umiejętność przybijania gwoździ do trumny najbliższych z taką sympatią i niewinnością, z jaką zrobiła to Rakhszasa.
- To z pewnością będzie niezapomniane doświadczenie, prawda? - odrzekł dość poważnie. Po niezwykle trudnej kalkulacji oszacował, że prawdopodobieństwo uczestnictwa w takiej zabawie tego wieczoru może być trudniejsze do wyminięcia, niż pchnięcie nożem w plecy nieświadomego dygnitarza. A ci jak wiadomo częściej zmysły zagłuszają, niźli ćwiczą. Po tej jakże optymistycznej wizji piekielny podrapał się po potylicy i dorzucił pytanie, prośbę w zasadzie.
- Obym tylko nie musiał się o ciebie z nikim bić, Raksiu - dodał z niemalże nieskazitelną troską... o zdrowie i życie potencjalnych "konkurentów".
Im bliżej tym skąpa dróżka stawała się bardziej i bardziej uczęszczana. Frey pokręcił głową z niedowierzaniem. Jednak ci wszyscy wystawiający się na festynie ludzie musieli gdzieś się podziać, nie? Mało kogo stać było na nocleg w otulonym miejskimi murami domostwie, przy ciepłym kominku. W zasadzie był to jedynie przywilej najbogatszych kupców. Powrót traktem, zwłaszcza przy większych odległościach, był z kolei przywilejem przeciwległej do tej pierwszej grupy, głupców mianowicie. Z prostej matematyki wynikało zatem, że zdecydowana większość spędzi tę noc w tego właśnie typu przydrożnych zajazdach by następnego ran... wróć, popołudnia wyruszyć w drogę powrotną po uprzednim roztrwonieniu całości zarobionego na festynie majątku. Cóż, niektórzy tak właśnie lubią żyć. Piekielny w życiu nie sądził, że zatęskni i to tak szybko do wiejskiej sielanki śród Krogulcowej chatki i okolic. Może faktycznie starość już dawała o sobie znać. Jeszcze trochę i przestanie myśleć o artefaktach, podziemiach i najemnikach, a jego głowę zaskarbią sobie budowanie więzów, przytulne domostwa i dbanie o najbliższych... Czy on jeszcze chwilę temu nie troszczył się niezmiernie o towarzyszkę? Khm.

Znaleźli się wewnątrz budynku względnie wcześnie. Ludzi już było sporo, ale jeszcze dało się przejść bez specjalnego korzystania z barków, dobrze. Usiedli nawet przy ladzie. Pierwszym spojrzeniem, jakie rzucił w kierunku Rakh było coś a'la "długo jeszcze?" stosowanego przez dzieci bogatych ludzi na oficjalnych spotkaniach czy międzypaństwowych delegacjach. Ranga tego zgromadzenia była znacznie niższa, może właśnie w tym tkwił problem. Z pewnością ciężko dogodzić piekielnemu pod względem towarzystwa, ale już nie pod względem alkoholu. Podczas gdy gospodarz nieco skrzywił się, słysząc jej zamówienie i podrapał po łysiejącej łepetynie, uśmiechnął się nieco jaśniej, ukazując miejscami pożółkłe ząbki słysząc Freya.
- Zimne piwo, żeby nie smakowało jak. Wiesz jak - burknął dość nieuprzejmie, rzucając kilkanaście monet na blat. Karczmarz ponownie zerknął na czarodziejkę.
- Limarajski rum... się robi droga pani! - Ukłonił się niemal i obrócił na pięcie, ponownie drapiąc się po potylicy, udał się do piwnicy, by poszukać czegoś, co mogłoby brzmieć podobnie. Łowca postukał palcami lewej dłoni, siedząc bokiem do szynkwasu i przodem do towarzyszki, mimowolnie uniósł kącik ust.
- Niekulawa imprezka, prawda?
Po zadaniu pytania skupił jedynie słuch na odpowiedzi. Wzrokiem bardzo powoli, spokojnie, niemalże precyzyjnie zmierzył salę. Jakby szukał czegoś konkretnego. Umiejętność obserwacji była bardzo istotną w jego arsenale. Nigdy nie wiadomo bowiem, jak ciekawe informacje mogą skrywać się w drobnych, niezauważalnych na pierwszy rzut oka detalach. Tym razem jednak niemalże nic nie przykuło jego uwagi. Może było jeszcze za wcześnie, by ludzie pod wpływem alkoholu odkryli ciekawsze ze swoich kart. Wewnątrz rozkład był niemalże standardowy, jak na tego typu przybytek. Może nieco mniej ciemnych typów definiowanych kapturami i skórzanymi paskami. Ich populacja ugięła się nieco na korzyść tych roztańczonych ludzi z festynu, albo ukrywali się odpowiednio. Wszak tego typu impreza to dosłownie łowisko zdobyczy wszelakich. Wirujące przy sukienkach i eleganckich spodniach sakiewki, zagubione monety wszelkiej maści, czy nawet zakupione w mieście drogocenne drobiazgi pozostawione przez nieuwagę zbyt długo na wyciągnięcie lepkich paluszków.
- Więc jaki mamy plan na dziś albo dalej? Powinniśmy nieco uzupełnić braki po ostatnim upadku. Może złupimy jakieś przypadkowe ruiny, jak za starych dobrych lat, co Rakh? - zapytał i właściwie sam sobie poprawił humor wspomnieniem tamtych czasów. To było wtedy, kiedy konkurent w postaci piekielnego był dla niego jedynie dobrą zabawą i rozrywką, a teraz... boi się podchmielonych wieśniaków w walce o przychylność jego lubej czarodziejki. Co za czasy.
Karczmarz właśnie wrócił z ich zamówieniem. Przed piekielnym postawił duży kufel zimnego piwa z pokaźną dawką piwnej pianki. Rakhszasa dostała natomiast chyba najbardziej fikuśną lampkę, jaką mężczyźnie udało się znaleźć. Była nawet przyozdobiona niby smugami ze srebrzystego materiału, elegancko wypolerowana. Frey cicho cmoknął z podziwu, wydał się zaskoczony i niemniej ciekawy czy specyfik, który zamówiła okaże się równie górnolotny co szkło w tej wydawałoby się skromnej podmiejskiej knajpie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Elisia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości