Karczma dudniła jak żywy organizm. Ściany trzeszczały od śmiechu, kufle brzęczały o blaty, a w powietrzu wisiała mieszanina dymu, potu i spalonego tłuszczu. Quillithea siedziała przy stole pod ścianą, obserwując wszystko spod półprzymkniętych powiek. W dłoni obracała metalowy kubek, który błagał o dolanie nalewki.
Po drugiej stronie siedział Egnar z oczami, które widziały więcej bitew, niż ktokolwiek chciałby pamiętać. Głos miał niski, zachrypnięty, jakby każde słowo wykuwał młotem w kuźni. Trido skrył się w cieniu, przysłuchując się wszystkim szczegółom, które mogły umknąć ograniczonemu umysłowi krasnoludki.
- To następną mocniejszą targujesz ty, siorka - odparła Quill, unosząc kolejny raz swój kufel w geście niemego toastu. Egnar wówczas wydawał się bardziej zamyślony. - Piękna historia, kolego - rzuciła z kpiną, bawiąc się kosmykiem włosów. - A teraz powiedz, Egnarże, cy za te bajki też ci płacą? - Krasnoludzica jawnie wyraziła swoje zniesmaczenie. Na horyzoncie nie było Amaranty ani tej pijaczki, więc kobieta mogła swobodnie znów zrzucić maskę. Mężczyzna parsknął śmiechem i machnął ręką, jakby nie chciał wchodzić w spór. Quillithea odchyliła się na krześle i zerknęła ku drzwiom. W tym czasie Izaura mogła przetrawić pozostałe informacje od tajemniczego krasnoluda.
- Bo nie jesteście magiczne w sposób, jaki znają magowie czy mędrcy z Alaranii. Wasza magia pochodzi od księżyca i tylko wy jesteście w stanie jej magicznie używać. Nie rozmawiałyście jeszcze ze sobą w ten sposób? - zapytał. Trido zmarszczył brwi, lecz nim Quill wyrwała się, żeby zapytać, o co mu chodzi, Izaura już uderzyła go w twarz. Bliźniaczka nie powstrzymała uśmiechu, widząc to. Była pewna, że zaraz zwrócą tym uwagę ludzi wokół, co tylko pozwoli jej rozwinąć jej zdolności aktorskie i wybrnąć z sytuacji. Karczma dudniła od głosów i kufli, ale przy ich stole zapanowała osobliwa cisza. Tylko trzask drewna w palenisku i odległy śmiech z drugiego końca sali przypominały, że świat wciąż się toczy.
- Dzieci księżyca - powtórzył Egnar, jakby smakował to słowo. - Mówi się, że kiedy księżyc pożera słońce, jego światło wybiera sobie tych, którzy mają w sobie jego cień. I tak rodzą się wybrańcy, którzy mają szczególne znaczenie dla społeczności krasnoludów. Zawsze jest to rodzeństwo, często bliźnięta. Jak wy. - Spojrzał na obie kobiety, masując obolały policzek. - Jedną uprowadzili obcy, druga zaś została zabrana z wioski zaraz po tym przez własnych rodziców, przez co cała społeczność bardzo cierpiała. Rozgniewali księżyc, więc od tamtej pory nie widziano żadnych dzieci. Musicie wrócić do domu… Tam, gdzie wasze miejsce. Żeby uspokoić księżyc i odzyskać dom.
Ouill niemal się wzdrygnęła na to słowo. Dom. Ona swój dom spaliła - tylko Riodrigo był jej rodzicem, nikt więcej. Niemniej spojrzała na Izaurę, zaciekawiona, co powie na to dziewczyna. Czy pójdzie z nią dalej na północ, żeby poznać swoje przeznaczenie? A co z tymi ciemnymi babami?
Wtem do karczmy wparował ktoś, kto próbował się dobitnie przebić przez gwar wszystkich ludzi. Krzyczał tak długo, aż przekrzyczał całe towarzystwo.
- Są tu! - mówił. - Lodowe psy! Przeszli przez Strażnicę Północną! Palą kopalnie w dolinie!
Karczma zamarła. Piwo przestało się lać, rozmowy ucichły, ktoś wypuścił z dłoni kufel, który z brzdękiem uderzył o kamienną posadzkę.
Quillithea uniosła brew. Spojrzała na Izaurę kątem oka. Dwie twarze, jedno przeznaczenie. I wojna, która miała je połączyć; albo ostatecznie rozdzielić.
Za oknami wyły wichry, niosąc echo rogu wojennego z północy.
- Skąd wojna… Teraz? - zapytała, odwracając się do Egnara, lecz nie spostrzegła go już przy stole.
Daleka Północ ⇒ [Góry Thargorn] Nieszczęścia chodzą parami
- Quillithea
- Błądzący na granicy światów
- Posty: 14
- Rejestracja: 9 lat temu
- Rasa: Krasnolud
- Profesje: Wędrowiec , Łowca , Artysta
- Kontakt:
- Amaranta
- Błądzący na granicy światów
- Posty: 20
- Rejestracja: 10 lat temu
- Rasa: Mroczny Elf
- Profesje: Mag , Mędrzec
- Kontakt:
Amaranta pokręciła głową z zażenowaniem i złością.
- Niech będzie, ale tylko jedno – mruknęła bezsilnie.
Była cierpliwą i raczej łagodną w usposobieniu elfką, ale nawet takie osoby mają swoje granice, a Syine ewidentnie je testowała i to do oporu.
- Tkniesz je, a pożałujesz – dodała mroczna elfka, patrząc wampirzycy prosto w oczy. Nie żartowała. Na dodatek wokół niej stoły z siedzącymi przy nich krasnoludami delikatnie się podniosły łącznie z zawartością na ich blatach.
Mroczna elfka w pewnym sensie chciała pokazać, że nie tylko siła fizyczna jest tu zagrożeniem, a po części zrobiła to trochę nieświadomie, ponieważ wszystkie te tłumione emocje coraz bardziej się w niej kotłowały. Nagle jednak wszystko opadło na ziemię ku zdziwieniu wszystkich gości, którzy teraz rozważali, czy wypili o jeden kufel za dużo, czy to jakaś zbiorowa halucynacja.
- Da się to jakoś zatrzymać? – spytała Ama – Jakoś cię od nich uwolnić? I spokojnie… Nie zamierzam tak skończyć – stwierdziła, spoglądając na Siyne od stóp do głów. Nie było w jej spojrzeniu pogardy, a raczej smutek i determinacja do pomocy, która mimo emocji i nerwów wciąż gdzieś tam była.
Po chwili jednak serce zabiło jej mocniej. Zignorowała niechlujne zachowanie siostry i momentalnie wyrwała jej kufel z ręki, aby ta mogła odpowiedzieć zamiast pić na umór.
- Jak to przez nich?! Co to miało znaczyć?! – wykrzyknęła, w końcu ulegając emocjom. Aż sama wzięła łyk piwa, po czym zniesmaczona wyrzuciła go na podłogę, rozlewając zawartość. Nawet nie wiedziała, po co w ogóle się napiła, przecież alkohol nigdy nie był jej ulubioną rozrywką. Następnie chwyciła nieumarłą za ramiona i ostro nią potrząsnęła, aczkolwiek nie była aż tak silna, jak Izaura czy Quil więc nie było to zbyt efektywne, można by rzec, że wręcz żałosne.
Po chwili jednak ją puściła, przecież uciekanie się do przemocy nigdy nie było rozwiązaniem. Aczkolwiek gdy w grę wchodziło życie jej siostry, granice cierpliwości zdecydowanie zostały przekroczone. Jednakże ich sprzeczkę i potencjalną jej eskalacje przerwał posłaniec. Wieści z gospody, gdzie przebywały krasnoludzice, szybko się rozniosła i wszyscy biegali po osadzie, zawiadamiając mieszkańców o nadchodzącej wojnie.
- Wojna? Ale… Jak dotąd czytałam o nich tylko w książkach – mruknęła już wystarczająco podenerwowana, mroczna elfka – O rany, potrzebuje jakiegoś poradnika jak przetrwać konflikt zbrojny – mruknęła przypadkowo na głos, dając Siyne pole do popisu, jeśli chodzi o potencjalne docinki – Musimy znaleźć Izaure. TERAZ. W tych okolicznościach muszę mieć ją przy sobie. Idziemy – chwyciła wampirzyce za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą niczym worek ziemniaków. Jedyną różnicą było, że ten worek miał własne nogi, choć jakoś szczególnie leniwe w tym momencie.
Po drodze ta bardziej trzeźwa spiczastoucha próbowała kogoś pytać, czy widział bliźniaczki, ale jedni uciekali w popłochu przed wysokimi elfkami lub przed walką, ewentualnie w pośpiechu szykowali się do obrony. W pewnym momencie Amaranta miała już dość walki z siostrą niczym z upartym osłem. Po prostu użyła swojej magii, aby ta zaczęła lewitować tuż przy niej, dzięki czemu nieumarła nie mogła jakkolwiek stawiać oporu ani uciec.
- Że też wcześniej tego nie zrobiłam – mruknęła zadowolona z efektu.
Niespodziewanie ktoś przeszkodził jej w poszukiwaniach i pociągnął w swoją stronę. Ama ledwo zrozumiała wśród wszechobecnych krzyków, o co chodzi, ale najwyraźniej fakt, iż używała magii, miał się przydać w walce i to nie podlegało żadnym negocjacjom.
- Muszę znaleźć siostrę, naprawdę nie…
- Albo walczysz z nami albo przeciw nam…elfie – prychnął krasnolud, który ją zaciągnął, a następnie podskoczył parę razy chcąc założyć hełm na głowę Amy. Kobieta w końcu się pochyliła i ułatwiła mu to, a wraz z nią do ziemi przybliżyła się lewitująca obok Siyne, która również została obdarowana w podobny sposób.
Wyglądało na to, że chcą czy nie, będą musiały wziąć udział w konflikcie.
- Niech będzie, ale tylko jedno – mruknęła bezsilnie.
Była cierpliwą i raczej łagodną w usposobieniu elfką, ale nawet takie osoby mają swoje granice, a Syine ewidentnie je testowała i to do oporu.
- Tkniesz je, a pożałujesz – dodała mroczna elfka, patrząc wampirzycy prosto w oczy. Nie żartowała. Na dodatek wokół niej stoły z siedzącymi przy nich krasnoludami delikatnie się podniosły łącznie z zawartością na ich blatach.
Mroczna elfka w pewnym sensie chciała pokazać, że nie tylko siła fizyczna jest tu zagrożeniem, a po części zrobiła to trochę nieświadomie, ponieważ wszystkie te tłumione emocje coraz bardziej się w niej kotłowały. Nagle jednak wszystko opadło na ziemię ku zdziwieniu wszystkich gości, którzy teraz rozważali, czy wypili o jeden kufel za dużo, czy to jakaś zbiorowa halucynacja.
- Da się to jakoś zatrzymać? – spytała Ama – Jakoś cię od nich uwolnić? I spokojnie… Nie zamierzam tak skończyć – stwierdziła, spoglądając na Siyne od stóp do głów. Nie było w jej spojrzeniu pogardy, a raczej smutek i determinacja do pomocy, która mimo emocji i nerwów wciąż gdzieś tam była.
Po chwili jednak serce zabiło jej mocniej. Zignorowała niechlujne zachowanie siostry i momentalnie wyrwała jej kufel z ręki, aby ta mogła odpowiedzieć zamiast pić na umór.
- Jak to przez nich?! Co to miało znaczyć?! – wykrzyknęła, w końcu ulegając emocjom. Aż sama wzięła łyk piwa, po czym zniesmaczona wyrzuciła go na podłogę, rozlewając zawartość. Nawet nie wiedziała, po co w ogóle się napiła, przecież alkohol nigdy nie był jej ulubioną rozrywką. Następnie chwyciła nieumarłą za ramiona i ostro nią potrząsnęła, aczkolwiek nie była aż tak silna, jak Izaura czy Quil więc nie było to zbyt efektywne, można by rzec, że wręcz żałosne.
Po chwili jednak ją puściła, przecież uciekanie się do przemocy nigdy nie było rozwiązaniem. Aczkolwiek gdy w grę wchodziło życie jej siostry, granice cierpliwości zdecydowanie zostały przekroczone. Jednakże ich sprzeczkę i potencjalną jej eskalacje przerwał posłaniec. Wieści z gospody, gdzie przebywały krasnoludzice, szybko się rozniosła i wszyscy biegali po osadzie, zawiadamiając mieszkańców o nadchodzącej wojnie.
- Wojna? Ale… Jak dotąd czytałam o nich tylko w książkach – mruknęła już wystarczająco podenerwowana, mroczna elfka – O rany, potrzebuje jakiegoś poradnika jak przetrwać konflikt zbrojny – mruknęła przypadkowo na głos, dając Siyne pole do popisu, jeśli chodzi o potencjalne docinki – Musimy znaleźć Izaure. TERAZ. W tych okolicznościach muszę mieć ją przy sobie. Idziemy – chwyciła wampirzyce za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą niczym worek ziemniaków. Jedyną różnicą było, że ten worek miał własne nogi, choć jakoś szczególnie leniwe w tym momencie.
Po drodze ta bardziej trzeźwa spiczastoucha próbowała kogoś pytać, czy widział bliźniaczki, ale jedni uciekali w popłochu przed wysokimi elfkami lub przed walką, ewentualnie w pośpiechu szykowali się do obrony. W pewnym momencie Amaranta miała już dość walki z siostrą niczym z upartym osłem. Po prostu użyła swojej magii, aby ta zaczęła lewitować tuż przy niej, dzięki czemu nieumarła nie mogła jakkolwiek stawiać oporu ani uciec.
- Że też wcześniej tego nie zrobiłam – mruknęła zadowolona z efektu.
Niespodziewanie ktoś przeszkodził jej w poszukiwaniach i pociągnął w swoją stronę. Ama ledwo zrozumiała wśród wszechobecnych krzyków, o co chodzi, ale najwyraźniej fakt, iż używała magii, miał się przydać w walce i to nie podlegało żadnym negocjacjom.
- Muszę znaleźć siostrę, naprawdę nie…
- Albo walczysz z nami albo przeciw nam…elfie – prychnął krasnolud, który ją zaciągnął, a następnie podskoczył parę razy chcąc założyć hełm na głowę Amy. Kobieta w końcu się pochyliła i ułatwiła mu to, a wraz z nią do ziemi przybliżyła się lewitująca obok Siyne, która również została obdarowana w podobny sposób.
Wyglądało na to, że chcą czy nie, będą musiały wziąć udział w konflikcie.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości