Równina Drivii[Wieża Taegana] Pokaż kotku, co masz w środku

Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Taegan
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Uzdrowiciel , Badacz
Kontakt:

[Wieża Taegana] Pokaż kotku, co masz w środku

Post autor: Taegan »

        Trudno byłoby normalnej istocie żyć w takim miejscu. Zewsząd na upadłego anioła spoglądały oczy - pływające w szklanych słojach gałki, które akurat mężczyzna miał okazję zebrać przy paru swoich nieudanych eksperymentach. Co chwilę młodzieniec o skromnym imieniu Dish przynosił mu martwe lub na wpół zjedzone zwierzęta. Chłopiec chciał się uczyć medycyny, żeby móc kiedyś uleczyć swojego ciężko chorego ojca, a Taegan nie miał serca mu odmówić. Jednocześnie anioł próbował sam wynaleźć lekarstwo na dziwne schorzenie starego melepety, albowiem jego skórze towarzyszył ropień, którego piekielny nigdy w życiu nie widział. Zero gorączki, zero stanów zapalnych - po prostu paskudne plamy na twarzy, okropna wysypka i brzydkie ropienie. Taegan, mimo że w swoim długim życiu widział wiele, nigdy nie spotkał się z taką odmianą choroby.
        - Czy da się wyleczyć tatę magią? - pytał młody Dish co jakiś czas, mając nadzieję, że w końcu Taegan się przełamie.
        - Nie - odpowiedział anioł. Poniekąd nie kłamał, albowiem taka magia życia mogłaby jedynie uśmierzyć ból, cofnąć chorobę na kilka minut lub nie daj Prasmoku całkowicie odmienić starego. - To choroba typowo genetyczna, więc musielibyśmy zmienić coś w konstrukcji genów twojego taty. Robienie tego magią jest zbyt niebezpieczne, ponieważ byle błąd może doprowadzić do poważnych konsekwencji. A wiemy już, że to nie jest zaraźliwe, więc spokojnie. - Tu Taegan spojrzał na młodego, pewien swoich słów. Dish kończył w tym roku jedenaście lat i nie zapowiadało się, żeby miał to samo, co jego ojciec. Anioł kończył właśnie mieszać jedną z probówek i spojrzał na nią pod słabe światło. Zazwyczaj pochodnie w jego laboratorium połyskiwały dość zielonkawym światłem, za to niesamowicie mocnym. Piekielny uśmiechnął się pod nosem.
        - Masz, młody. - Podał probówkę Dishowi. - Przelej to do kubka przy stolnicy i zanieś swojemu ojcu. Na pewno nieco pomoże na ropnie.
        Chłopiec nie krył radości, mimo że nie wiedział doskonale, co znajdowało się w mieszance. Bezgranicznie ufał Taeganowi i nie podejrzewał, że anioł mógłby dodać jakikolwiek składnik, który wywoła nagłą lykantropię u ojca młodzieńca. Zabawa genami tego starego pryka może w końcu usunąć jego tajemniczą chorobę, prawda?
Dish pobiegł zatem do drzwi, a anioł jeszcze długo nasłuchiwał jego donośnych kroków po kamiennych schodach.
        - Jak on się nie boi po nich biegać… - szepnął do siebie mężczyzna, by następnie przysiąść przy jednym ze stolików i zacząć pisać kolejne wnioski. To już jego… który dzień? Rok? Od kiedy w ogóle nie miał żadnego kontaktu z rodziną? Ach, jakże intrygowało go, jak się ma Meliel… Ona przecież w ogóle nie miała okazji go zapamiętać. Ciekawe, co rodzice jej o nim opowiadali. “O tym marnym chuderlawcu”, powtórzył w myślach Taegan i zacisnął zęby. Nie zauważył nawet, kiedy duży kleks zalał mu większość papieru. Upadły anioł westchnął i wstał, aby podejść po nową kartkę, gdy w tym momencie usłyszał kolejne kroki. Plusem jego cudownych, kamiennych schodów było to, że dźwięk w korytarzu roznosił się od nich niesamowicie szybko i donośnie. Mężczyzna zmarszczył brwi, a następnie podszedł do drzwi.
        - Dish? Czy to ty? - zapytał, ale nie otworzył drzwi. Tylko Dish by wparował tutaj bez pukania.
Przecież Taegan nigdy nie zamyka drzwi na klucz.
Awatar użytkownika
Uadżet
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Chłop
Kontakt:

Post autor: Uadżet »

Jak każdego poranka Uadżet wstała wraz ze wschodem słońca, uprzedzając nawet pianie jej ulubionego koguta. Elfka ubrała się wyjątkowo szybko z nadzwyczajnym wręcz entuzjazmem. Lubiła doglądać zwierząt, jednakże nie to było odpowiedzialne za jej dobry humor. Wczoraj znalazła pod drzwiami liścik od Nikandera, który chciał się z nią zobaczyć następnego dnia w ich ulubionym miejscu, pod starym dębem. Elfa uznała, iż jest to dobry znak. Być może uda im się odbudować przyjaźń, którą zachwiał magiczny incydent sprzed paru miesięcy. Nie mogła przegapić szansy na odzyskanie przyjaciela. Szybko nakarmiła i napoiła zwierzęta, wypuściła kury z kurnika i poszła po Mniszkę. Wyprowadziła ją z zagrody, po czym natychmiast dosiadła i ruszyła w umówione miejsce. Po drodze minęła jednego ze wciąż mocno zaspanych braci, który ledwo co zarejestrował jej obecność, gdy przemknęła obok niego.

- NIK! – krzyczała już z oddali, widząc sylwetkę pod drzewem. Była wciąż dość daleko, ale gdy ów postać jej odmachała była już pewna z kim ma do czynienia.

Mniszka wyszkolona niczym prawdziwy wierzchowiec grzecznie się zatrzymała tuż obok chłopca. Elfka zeskoczyła z jej grzbietu i pobiegła go uściskać. Na co on zareagował tym samym, ku radości Dżetti. Była już niemal pewna, że jej wybaczył, a może zaakceptował to, co się stało.

- Nik, tak się cieszę, że cię widzę, przepraszam, że ostatnio… - Uadżet zaczęła tłumaczyć, ale chłopak szybko jej przerwał.
- Potrzebuje pomocy – stwierdził z nietęgą miną - … Magicznej – dodał, wbijając wzrok w ziemię.
- Co się stało? – spytała elfka, nieco zawiedziona, że chłopak, do którego żywiła uczucia, przyszedł tu najwyraźniej tylko w interesach.
- Zrobiłaś coś z moją ręką – powiedział oskarżycielsko i odsłonił lewą dłoń, całą zabandażowaną. Następnie usunął opatrunek i pokazał dawnej przyjaciółce, jak jego kończynę trawi jakaś groźna infekcja. Były tu liczne czarne, martwicze plamy i rany, które nie chciały się zasklepić.
- Nikander, nie wiem, co się stało, ale to na pewno nie moja wina…
- Po prostu to wylecz.
- Nie potrafię.
- Użyj tej swojej magii!
- Nie potrafię nią leczyć – cierpliwie tłumaczyła spiczastoucha, przerażona stanem chłopaka -… Ale ostatnio słyszałam coś, o uzdrowicielu mieszkającym w twierdzy całkiem niedaleko. Może cię tam zabiorę? – zaproponowała, rozpaczliwie chcąc pomóc.
Podświadomie wiedziała, że nie mogła go skrzywdzić swoją magią, ale przy każdym jego spojrzeniu narastało w niej poczucie winy. Co, jeśli się myli i faktycznie w jakiś sposób go skrzywdziła? W końcu władała czarną magią…
- Dobrze. Byle to wyleczył. Rodzice już mają mnie za lenia i darmozjada, bo nie jestem w stanie pomagać przy gospodarstwie.
- Nie powiedziałeś im?
- Tylko przez wzgląd na ciebie.

Uadżet i Nikander dosiedli Mniszki i ruszyli w kierunku twierdzy. Panowała między nimi niekomfortowa cisza. Było tak wiele rzeczy, które elfka chciała powiedzieć swojemu przyjacielowi, ale jednocześnie nie chciała pogarszać ich relacji. On natomiast wciąż był dość mocno obrażony i nieszczególnie miał ochotę na rozmowę.
Niecałą godzinę później dotarli na miejsce. Tutejsza twierdza była przerażająca i przywoływała na myśl najgorsze obrazy. Zarówno elfka, jak i jej przyjaciel szli dość blisko siebie, rozglądając się wokół, jakby coś miało ich zaatakować.

- Ponoć przebywa w tej wieży, jeśli dobrze pamiętam… - stwierdziła elfka.
- Lepiej, żebyś dobrze pamiętała – prychnął Nik.

Elfka westchnęła i zapukała, ale drzwi były uchylone. Niepewnie więc weszła do środka i zaczęła iść po schodach ku górze. Chłopak był bardzo osłabiony. Co parę stopni przystawał i chwytał elfkę za ramię, aby nie upaść. Nie pomagała również tutejsza atmosfera grozy. Oboje nie wiedzieli czego się spodziewać, ale Uadżet liczyła, że znajdzie tu upragnioną pomoc.
Awatar użytkownika
Taegan
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Uzdrowiciel , Badacz
Kontakt:

Post autor: Taegan »

        Taegan nie miał za wiele do rozmów z okolicznymi wieśniakami czy mieszczanami. Ludzie i niektóre żyjące nieopodal istoty nadprzyrodzone raczej unikali go w mieście, odwracając wzrok i szepcząc okrutne plotki. “To ten z góry dziwak…” albo “Medyczyna od siedmiu boleści, co z nieba spadł…” przewijało się najczęściej. Ale jakoś do niego przychodzili po porady medyczne - po pomoc, po mikstury, z ufnością jaką nie śmieli obdarzyć go nigdy publicznie. To był wstyd dla nich tutaj przychodzić, lecz przychodzili. Jakże śmieszne są te istoty ludzkie, całkowicie nieuzależnione od Pana i jego władzy, a jednak tak bogobojne.
        Lecz gdyby Pan naprawdę dbał o Taegana, dałby mu drugą szansę na naprawienie swoich błędów, prawda?
Druga szansa właśnie zapukała do jego drzwi, co wytrąciło mężczyznę ze skupienia nad kolejną probówką. Gdy drzwi się uchyliły, stanął przed nimi, gotowy przyjąć kolejnego młodzieńca z wymyśloną chorobą - jak to bywało w przypadku około pięćdziesięciu wizyt dziennie… Aczkolwiek nie dane mu było nawet wydusić słowa. Przed nim pojawiła się Uadżet. Córka Shahi. Wszędzie poznałby tę nienaturalną skórę. I te oczy - te niewinne, dziecięce spojrzenie… które już nie było wcale takie dziecięce. Dziewczyna wydoroślała, co Taegan musiał przyznać. Mógł strzec jej dalej jako anioł stróż, gdyby nie upadek, i obserwować cały rozwój córki jego podopiecznej.
Ale stchórzył. Jak w większości przypadków.
        - Ua… - zaczął, aczkolwiek nie był pewien, czy elfka go w ogóle pamięta. - Wow… Cóż to za zaszczyt, że odwiedza mnie nie jedna, a aż dwie osoby? - zapytał, sprytnie unikając wyjawienia na głos imienia kobiety. Odwrócił też wzrok, ledwo spoglądając na nieznajomego mężczyznę, który towarzyszył córce Shahi.
        I które z nich było zagrożone, że aż przybyło do niego - medyka od siedmiu boleści? Anioł nabrał powietrza, żeby coś więcej powiedzieć, aczkolwiek w tej samej sekundzie poczuł paskudny zapach.
Zgnilizny.
        - Chłopcze, zdejmij bandaż. Dusisz skórę i tym bardziej sobie szkodzisz - zaapelował chłodno, odwracając się plecami do gości i szukając czegoś przy stole. Postanowił na razie wparować w wir, który doskonale znał; praca, medycyna i czysta nauka. Dawne uczucia musiały na razie pozostać w przeszłości.
        - Gdzieś ty tę rękę wpychał, co? - dodał, jakby poirytowany, że w ogóle ktoś był na tyle głupi, żeby dać się tak łatwo zakazić. - Siadaj pod ścianą, zaradzę coś lada moment. Z tobą wszystko w porządku, panienko? - Spojrzał ukradkiem na Uadżet. Przygarbiony naukowiec stał jednak przy stole, a jego dłonie zażarcie poszukiwały czegoś, jednocześnie gubiąc sens swojego istnienia. Czy ona go pozna? Czy może to było tak dawno, że młody anioł będzie zaledwie mgłą w jej wspomnieniach?
Awatar użytkownika
Uadżet
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje: Chłop
Kontakt:

Post autor: Uadżet »

Gdy Uadżet ujrzała upadłego po raz pierwszy, poczuła lekki niepokój. Miał w oczach to coś, co w jednym chwili sprawiło, iż przeszedł ją zimny dreszcz. Nie wiedziała, czy jest to strach, czy podekscytowanie związane ze spotkaniem kogoś tak tajemniczego, o którym plotki niosły się po okolicznych wsiach niczym wyjątkowo agresywna zaraza. Dopiero po chwili elfka zebrała się na odwagę, aby cokolwiek powiedzieć, zwłaszcza że Nikander był jeszcze bardziej zestresowany niż ona. Nic jednak dziwnego, zwłaszcza iż bidulek walczył z okropnym bólem trawiącym jego rękę.

- D-Dzień dobry. Jestem Uadżet, to mój przyjaciel Nikander. Coś… Coś mu się stało z ręką. Nik pokaż panu.

Chłopak zachęcony przez koleżankę, jak i samego lekarza zaczął ostrożnie ściągać bandaże. Zaciskał przy tym zęby, albowiem każde dotknięcie zainfekowanej kończyny sprawiało ogromną boleść. Dlatego trwało to zdecydowanie dłużej niż normalnie.

- To jej wina! – wybuchnął niemalże płaczem – I tych jej mrocznych, diabelskich mocy. Ona mi coś zrobiła z ręką – mówił z przejęciem. Przez wzgląd na stres i cierpienie nie myślał logicznie, chciał jedynie, żeby ktoś wyleczył ów infekcje jak najszybciej.

Elfka, słysząc to, spuściła głowę w dół. Na początku miała pewność, że to nie jej wina, ale z każdym oskarżającym wrzaskiem przyjaciela nachodziły ją coraz większe wątpliwości. Patrzyła w ciszy, jak Nikander wykonuje polecenia upadłego bez zawahania się, oboje liczyli, że jeszcze chwile i jakiś lek, może maść usunie wszelkie zmiany chorobowe i wszystko będzie dobrze.

- Ze mną w porządku – mruknęła Uadżet, spoglądając w skupieniu na swoje ręce i białe plamy na nich. W jej głowie rozgrywała się scena sprzed kilku dwóch tygodni. Przecież nie dotknął jej dłoni zaraz po tym, jak użyła magii, a może źle pamięta? Może to jakoś przeszło na niego? – rozważała zaniepokojona.
- Normalni ludzie nie mają kości na wierzchu – prychnął Nikander pod nosem, jego agonia objawiała się w coraz ostrzejszych docinkach w stronę elfki – Kiedy coś na to dostanę? Chce być już zdrowy, moi rodzice potrzebują mnie w polu – marudził chłopak, cierpliwość zdecydowanie nie była jego cnotą.

- Mogłeś przyjść szybciej, a nie czekać aż będzie już bardzo źle – prychnęła ciemnoskóra, która miała coraz bardziej dość całej tej sytuacji. Na dodatek Nik ot tak zdradził jej sekret, zakłądając, iż Taegan to usłyszał. Jednocześnie dziewczyna obawiała się, że mężczyzna zaraz ich wyrzuci za te kłótnie. Jakby mało mieli kłopotów.

Dlatego, gdy chłopak wreszcie się nieco uspokoił, efka podeszła do upadłego z lekką dozą nieśmiałości. Przez chwilę patrzyła na niego zaciekawiona, miała wrażenie, że kogoś jej przypomina, nie była jednak pewna kogo. Ostatecznie uznała, że to tylko złudzenie.

- Przepraszam za niego. On tak z bólu, normalnie taki nie jest, nie robi harmideru na całą wieś – wyjaśniła – Czy, mogłabym jakoś pomóc, może? W ramach podzięki za leczenie, niestety nie mam zbyt wielu ruenów, ale chętnie to odpracuje. Ciężkiej pracy się nie boję – zapewniła z lekkim uśmiechem.
Awatar użytkownika
Taegan
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Uzdrowiciel , Badacz
Kontakt:

Post autor: Taegan »

        - Zakażenie nigdy nie jest winą osoby postronnej - odpowiedział sucho naukowiec, nawet nie przerywając poszukiwań fiolki z alkoholem. Ledwo znosił zapach zgnilizny, gdy młodzieniec zdjął bandaż. Momentalnie parę kropli nałożył na chustę i owinął ją wokół swojej szyi, aby zapach wysokoprocentowego trunku przyćmiewał śmiertelny odór.
        - Infekcja mogła się wedrzeć nawet w momencie, w którym zapomniałeś umyć skaleczoną rękę. A promieniująca w waszej wiosce magia czy jakakolwiek inna bakteria mogły pogorszyć sprawę. Chcesz mi zatem wyjaśnić, co robiłeś przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny, gdy to wszystko zdążyło się tak pogorszyć? - zapytał Taegan, gotowy na wszelkie drastyczne środki. Przelał alkohol na większą tackę, w której następnie zaczął moczyć narzędzia, aby nadać im sterylność. Upadły kątem oka tylko obserwował swoich gości. Odetchnął z ulgą, gdy Uadżet wydawała się go nie poznać, ale jednocześnie jego serce odczuło delikatny zawód. Mężczyzna postanowił, że wybada niedługo, na ile młoda dziewczyna pamięta swoją rodzicielkę i jej przewinienia.
        - W polu to ty najwyżej możesz sobie popatrzeć na zbiory - rzekł Taegan, wyraźnie już poirytowany zachowaniem młodzieńca. Niby wydawałoby się, że piekielny zignorował jego majaczenie, aczkolwiek w głowie od razu notował wszystko, co Nikander mówił. Kości na wierzchu były zdecydowanie czymś, o co później naukowiec się zapyta.
        - Przyszedłeś za późno, żeby to szybko wyleczyć - mówił Taegan, oglądając rękę młodzieńca. Ciemne przebarwienie skóry, pęcherze, strupy, owrzodzenia, nieprzyjemny zapach i widocznie majaczenie gorączkowe - wydawałoby się, że to typowa nekroza. Tylko że młodzieniec nie miał żadnych zewnętrznych ran, uszkodzeń mechanicznych, więc definitywnie w grę wchodziło jakieś chemiczne zanieczyszczenie lub wewnętrzny problem. Ewentualnie odmrożenie, poparzenie Taegan od razu wykluczył.
        - Zdejmę ci teraz martwy naskórek skalpelem - oznajmił sucho. - Będzie to bolało jak jasny pieron. Później zawiniemy to w kompres ze specjalnymi ziołami i do jutra masz go nosić. Jutro przyjdź tu o świcie na wymianę. Jeżeli nic się nie poprawi, czeka cię całkowita utrata ręki, jeśli chcesz przeżyć. Martwica może pójść i dotrzeć wyżej, w tym spowoduje, że będziesz gnił żywcem, aż w końcu umrzesz. Cierpienie, agonia i te sprawy. - Naukowiec wskazał chłopakowi miejsce, w którym ma usiąść, po czym wziął skalpel i sam przysiadł przy nim. Alkohol, kompres i parę chust również trzymał przy sobie.
        - Jeśli chcesz pomóc, koleżanko tego zrzędy - zaczął Taegan, zwracając się do Uadżet - to proszę utrzyj te liście w moździerzu obok świecy. Posłużą jako lekarstwo. - Sam nie wiedział, dlaczego jego gardło nie potrafiło teraz wymówić jej imienia. Może to przez wprawioną ostrożność, może jakiś głębszy uraz, aczkolwiek anioł był przy niej bardzo ostrożny. Jej ciągłe spojrzenia na niego lub to wnikliwe badanie wzrokiem, które przed chwilą mu sprezentowała, sprawiło tylko, że mężczyzna jeszcze bardziej uciekł w dobrze znany sobie naukowy bełkot. Normalnie nikomu by nie tłumaczył, co mu jest - przecież Prasmok jeden wie, w jaki sposób oni wykorzystają tę wiedzę. Nik mógł dosłownie później pójść do jakiegoś maga i wyjaśnić, co ma, a ten z pomocą tej głupiej magii życia uleczyłby go raz dwa.
        Tylko że nie poznawszy przyczyny tej choroby, wszystko wróciłoby po zaledwie paru dniach. Alarańczyków należało edukować w tej kwestii, aby potrafili o siebie zadbać sami, nie licząc ciągle na cuda wianki od podróżnych czarodziejów.
Taegan podał mu tylko małe zawiniątko z proszkiem z suszonych ziół, które wcześniej przygotował.
        - Uśmierzy ból. Łykaj - dodał cicho i nawet nie czekając na jego reakcję, dłonią owiniętą w chustę momentalnie chwycił zakażoną rękę chłopaka i przystąpił do działania. Krzyki, które młodzieniec wydawał, były już dla naukowca codziennością; upadły ignorował je z wyuczoną niemal precyzją, delikatnie ściągając martwą tkankę. Szczerze, byłoby mu nawet na rękę, gdyby chłopak zemdlał z bólu i siedział spokojnie. Aczkolwiek wtedy trzeba dodatkowo go cucić, żeby nie doznał trwałych uszkodzeń na nerwach, a tego już się piekielnemu nie chciało. Gdy tylko skończył, nie miał żadnej litości dla Nika, albowiem rzucił materiał białej jak chmura na jego ranę, a że tkanina była nasączona alkoholem, na bank piekło jak cholera.
        Taegan następnie wziął zmielone zioła i zaczął szybko je rozpuszczać w wodzie z domieszką trunku, którego cały czas używał. Następnie parę razy zamoczył w tym kompres, a nadmiar scalonych ziół nałożył na sam środek materiału. Tak przygotowaną tkaninę owinął wokół rany młodzieńca.
        - Jutro o świcie z powrotem. Jak cię nie zobaczę tu odpowiednio wcześnie, możesz sam sobie odciąć tę rękę - pogroził młodzieńcowi. - Samo zmielenie ziół nie wystarczy za leczenie, dlatego proszę cię, panienko, żebyś tu na chwilę została. Z całą pewnością znajdę ci jakąś robotę, odkąd Dish ma własne problemy na głowie i cierpię na brak jego asystentury - dodał, otwierając drzwi i dając tym samym subtelnie znak Nikowi, że ma stąd uciekać w te pędy nim Taegan się rozmyśli i utnie mu jeszcze coś dodatkowo. Gdy młodzieniec opuścił wieżę, anioł zamknął drzwi. Odetchnął. Powoli podszedł bliżej Uadżet, choć normalnemu człowiekowi mogłoby się wydawać, że to zbyt blisko. Zielone światło pochodni przesunęło się po ostrych liniach jego twarzy, gdy kącik jego ust uniósł się minimalnie. Nie był to uśmiech człowieka, ani uśmiech anioła. Był łagodny, lecz jednocześnie dość niepokojący. Taegan zawsze wiedział, jak długo przeciągać moment zawieszony między strachem a oczekiwaniem. Uniósł dłoń, a jego palce zatrzymały się tuż przy jej podbródku. Nie dotknął jej jednak, nie chcąc naruszać tego dziwnego moralnego przyzwyczajenia do jako takiej etykiety.
        - Te kości na wierzchu, o których mówił twój… przyjaciel - zaczął naukowiec, niemalże szeptem. - Pozwól mi je zbadać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Drivii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości