Szepczący LasJak to jest stracić coś naprawdę cennego?

Utopijna kraina druidów, zwierząt i wszystkich baśniowych istnień. Miejsce przyjazne dla każdego stworzenia. Ogromny las położony w górskiej dolinie, gdzie nic nie jest takie jak się wydaje.
Awatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Centaur
Profesje: Wojownik , Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Post autor: Nessus »

Musiał z nim walczyć. I nie chodziło tu o samo udowodnienie sobie czegoś, chęć przejęcia władzy nad tym plemieniem, czy udowodnienie komuś tego, że jest silny. Nessus po prostu chciał odzyskać ważny dla niego – i dla jego plemienia zresztą też – przedmiot, który wielokrotnie wspierał go już w walce. Halabarda została mu powierzona w momencie, w którym udało mu się ją odnaleźć, a on czuł się jej strażnikiem. Dlatego nie mógł pozwolić na to, żeby ktoś mu ją odebrał. Nie mógłby wrócić na tereny własnego klanu, gdyby nie miał przy sobie halabardy. Nie to, że zostałby wygnany, źle by na niego patrzyli czy coś- zwyczajnie nie czułby się godzien, aby stąpać kopytami po tych ziemiach. Nie, gdy nie miałby przy sobie czegoś, co powierzyli mu nie tylko przodkowie, lecz także żyjący członkowie klanu. To wszystko było też powodem, dlaczego od razu zgodził się na walkę z tym skrzydlatym. Nie wiedział, jak silny był, jak i czym walczył… ale i tak to nie sprawiało, że miał wątpliwości co do swojej decyzji. Musiał walczyć. Musiał wygrać. Może okaże się, że jego przeciwnik będzie o wiele silniejszy… Trudno. Musi spróbować odzyskać halabardę, nawet za cenę życia. A jeśli tamten spróbuje z niego zadrwić i będzie chciał walczyć z nim bronią, którą mu odebrał. Ha! Wtedy gorzej dla niego. Nessus wiedział, że tylko on sam jest w stanie zapanować nad bronią i w pełni wykorzystać jej potencjał. W takiej sytuacji na pewno spróbowałby jak najszybciej odebrać ją aniołowi. Gdy mu się to uda, cóż, stanie się o wiele groźniejszy i silniejszy, niż jeszcze przed chwilą, gdy w jego ręku nie spoczywała Krwawa Furia.
         – Nie mam takiego zamiaru – odpowiedział dziewczynie. Szkoda tylko, że nie wiedział, czy uda mu się dotrzymać tych słów.
         – Zabić? Akurat tego nie chciał zrobić. Chcę zaproponować mu walkę nie na śmierć, ale do momentu, w którym przeciwnik, w wyniku odniesionych ran, nie będzie w stanie walczyć dalej – dodał jeszcze, gdy usłyszał jej kolejne słowa. Swój pierwszorzędny cel postanowił zostawić dla siebie, choć Keira nie była przecież głupia. Na pewno domyśli się, że na pierwszym miejscu postawi zdobycie swej broni.
         – Myślisz, że zgodzi się na to? - zapytał ją. Ona go znała, tak mu się przynajmniej zdawało, więc może będzie w stanie powiedzieć mu, czy w ogóle warto mówić mu coś takiego. Chociaż, nawet jeśli powie, że nie, on i tak ma zamiar spróbować, może uda mu się nakłonić go do zmiany decyzji.
         – Wiesz, że tytuł władcy jakiegoś barbarzyńskiego plemienia w ogóle mnie nie obchodzi – powiedział do niej.
         – Powinienem coś wiedzieć na jego temat przed walką? Jak walczy? Czego używa w trakcie walk? - zapytał. To było ważne, a Keira uchodziła teraz, według niego, za osobę, która już starała się z aniołem i może będzie miała dla niego jakieś informacje. Przydatne informacje, które pomogą mu wygrać. I raczej nie mieli wiele czasu, bo wątpił w to, żeby jego przeciwnik chciał czekać. Na pewno przyśle po niego odpowiednich ludzi, gdy tylko sam przygotuje się do walki.

I rzeczywiście. Nie minęło wiele czasu, może kwadrans, może nieco więcej, a w stronę klatki zmierzała już dwójka mężczyzn. Dużych i silnych, nie mieli na sobie wiele odzienia, a przez to doskonale widoczne były ich, wyrobione wieloletnimi treningami, mięśnie. Każdy z nich niósł też włócznię, a na twarzach mieli grymasy, które wyglądały na mające sprawiać wrażenie, że są groźni. Centaur się ich nie bał, ale nie miał też zamiaru robić żadnych problemów. Zgodził się na walkę i miał zamiar tego dotrzymać. Jeden z nich otworzył kartę, drugi wskazał grotem włóczni prosto w Nessusa.
         – Ty! Z nami! - powiedział głośno. Naturianin nie sprzeciwiał się, zamiast tego zwyczajnie wyszedł z klatki. Przez myśl przemknęło mu to, czy może „znajomy” Keiry w swej pysze będzie też chciał, żeby ona również oglądała całe zdarzenie. Ta dwójka przyszła tu wyłącznie po niego, żaden z nich nie powiedział, że ona też ma z nimi iść. Gdy tylko wyszedł z ich więzienia, jeden z nich cały czas trzymał włócznię w gotowości do ataku, a drugi od razu zamknął kartę. Później wyszedł na przód, przed niego i zaczął iść.
         – Za nim! Ruszaj się! - powiedział do Nessusa ten, który ciągle groził mu ostrą bronią. W jego oczach było widać gotowość do błyskawicznej reakcji, gdy tylko centaur zrobi coś podejrzanego.

Nie wiedział, co to za część Szepczącego Lasu. Na pewno jakaś ukryta, znajdująca się w miejscu, w którym nikt nie zapuszcza się na polowanie, a jeśli już, to zrobił to całkowitym przypadkiem. Strażnicy prowadzili go pod rozłożystymi koronami drzew, a po obu stronach ścieżki rozrastała się wysoka trawa i krzewy. Wszystko to było naturalną barierą i kamuflażem, przy okazji roślinność wydawała się też na tyle gęsta, że nawet blask ognisk mógłby jej nie przebijać. Nie trwało to długo, arena znajdowała się niedaleko miejsca, w którym byli więzieni. Na jej środek prowadziły duże, podwójne i drewniane drzwi – teraz były otwarte, ale miały na sobie miejsca, w których można założyć kłodę. Ta leżała w pobliżu, przy stopach jednego z dwóch yunów, którzy pilnowali wrót.
         – Włazi do środka! Na arenę! - powiedział do niego jeden z tych, którzy go prowadzili. Podniósł też swoją włócznię, przygotował ją do użycia, gdyby Nessus ociągał się z wykonaniem jego polecenia – ale on tego nie zrobił. Od razu przeszedł przez wrota. Usłyszał, jak drzwi zamykają się za nim, a strażnicy nakładają na nie drewnianą blokadę.
Sama arena nie była duża. Sam jej środek, czyli miejsce, gdzie odbywały się walki, stanowiła ubita ziemia, która w kilku miejscach była pociemniała – pamiątka po ostatnim pojedynku, który się tu odbył. Stanowiło to niewielki okrąg o średnicy nieco ponad stu stóp. I rozrastał się on w górę, w dwa poziomy siedzeń, które teraz w większości były zajęte. Nessus był pewien, że na oglądanie walki zjawiło się większość członków plemienia, jeśli nawet nie całe. Przesunął spojrzeniem po widowni i naliczył jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt osób. Może było ich więcej, w końcu liczył szybko i mógł kogoś pominąć. Naprzeciw wrót, którymi wszedł, na wysokości większej, niż sięgał drugi rząd siedzeń, znajdował się duży, zdobiony, choć drewniany, tron. Właśnie tam, w towarzystwie kilku kobiet, które głównie trzymały jakieś tace z jedzeniem lub alkoholem, siedział jego przeciwnik. Centaur podszedł bliżej.
         – Nie obchodzi mnie władza nad tym plemieniem, chcę jedynie odzyskać to, co mi zabraliście – powiedział głośno. Członkowie plemienia raczej go nie zrozumieją, ale nie chodziło mu o to. Chciał tylko tego, żeby usłyszał go anioł.
         – Nie chcę też cię zabijać, więc proponuję walkę do momentu, w którym odniesione rany nie pozwolą jednemu z nas na kontynuowanie walki. Nie walczmy nie śmierć, walczy na wytrzymałość ciała – kontynuował głośno. Patrzył na niego wzrokiem, którym rzucał mu wyzwanie. Pytanie, czy tamten je przyjmie?
Awatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Keira »

        Anielica błądziła myślami. W pewnym momencie rozmowy z centaurem z całą pewnością mogła wydawać się nieobecna - nie potrafiła skupić się na jednej rzeczy. Wracała do wspomnienia jakby to była podpowiedź, dzięki której rozwikła zagadkę Mirvy na dobre. Oraz być może pomoże to wygrać Nessusowi w pojedynku. Jeżeli tylko Keira sobie przypomni, wszystko się ułoży…
        Niestety, pewna część umysłu kobiety ewidentnie nie tyle nie mogła sobie przypomnieć tego, a po prostu nie chciała. Coś blokowało ten moment życia piekielnej i nie pozwalało wyjść prawdzie na jaw.
        - Niektóre anioły, w tym również upadli - mówiła z pogardą - posiadają wyjątkowy dar regeneracji. Jeżeli jego siła woli jest dostatecznie wysoka, wtedy nie wiem, jakie są twoje szanse na ten test wytrzymałości. Chyba że również chcesz pochwalić się zdolnościami leczniczymi? - zapytała, podnosząc jedną brew i spoglądając prosto na naturianina. Cicho liczyła, że odpowie jej twierdząco.
        Ból w głowie Keiry ponownie zdawał się krzyknąć. Coś próbowało się wydostać. Prawda napierała na nią z całych sił, lecz umysł anielicy nadal się opierał. “Dlaczego, do cholery, nie mogę sobie przypomnieć?!”, myślała poirytowana. Keira przymknęła lekko powieki i policzyła do trzech, zanim odpowiedziała Nessusowi na pytanie.
        - Zgodzi się. Walka będzie dla niego na plus. Chyba że wprowadzimy jeszcze jedną zasadę, koniku - rzekła czarnowłosa. - Do pięciu ran. Jeśli przeciwnik będzie mieć łącznie pięć niezagojonych ran, pojedynek się skończy. Co ty na to?
        Keira znała Mirvę, ale równocześnie nie wiedziała o nim nic. Tajemniczy upadły tylko prześladował ją odkąd pamiętała, a poza tym… co mogła o nim powiedzieć? Pytania, które zadał Nessus, wydawały jej się w tym momencie zbyt trudne, aby odpowiadać natychmiast. Anielica skuliła się w kącie klatki i wbiła wzrok w pustą przestrzeń. Tak myślało się jej najlepiej.
        - Jestem prawie pewna, że Mirvę również to nie interesuje - odparła po dłuższej chwili. - Dlatego jest zagadką, wiesz? Nie mam pojęcia, jakie są jego rzeczywiste intencje, ale wiem, że coś planuje. A mnie denerwuje jak diabli, że nie potrafię zagrać w jego grę. - Upadła warknęła na końcu, po czym usiadła na ziemi, wyprostowała nogi i rozłożyła ręce w geście jawnej bezradności.
        - Musisz uważać. To na pewno. I… hm… - mówiła dalej, jednak w jej głowie już pojawiły się obrazy walki. - Lubi atakować z powietrza. Jak niemal każdy skrzydlaty. - dodała. Co powinna zrobić, jak Nessus przegra? A jak przegra Mirva?
”I dlaczego właśnie o tym pomyślałam…?”. Odpowiedź była tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
Dlaczego nie może przegrać?
I kto nie może przegrać?

        Dwójka osiłków otworzyła klatkę. Nessus wiedział, że przyszli po niego, natomiast anielica w końcu podniosła się z podłogi. Dzikusy nie patrzyli na nią. Kobieta postanowiła zatem spokojnie wyjść z klatki za centaurem, bacznie obserwując reakcję yunów. Jeżeli będą ją próbowali zatrzymać, to raczej oczywiste, że Mirva rozkazał im trzymać ją z daleka. Jednakże ci nie zareagowali, co tylko utwierdziło Keirę w przekonaniu, że anioł pragnie ich oboje w tej konfrontacji.
”Więc dlaczego przystał na wyzwanie Nessusa? Ja nie szłam na tę ugodę”. Postanowiła w duchu trzymać się przez dłuższą chwilę z dala. Musi obserwować, musi sobie przypomnieć.
        Cała droga na arenę była dla Keiry męczarnią. Głowa nie przestawała dawać sygnałów świadczących o jawnym podrażnieniu nerwowym, a ciało anielicy wydawało się ciężkie. Zbyt ciężkie. Piekielna włożyła mnóstwo siły w ten spacer, więc moment, w którym ukradkiem zasiadła na jednym z siedzeń na podwyższeniach areny, był niesłychaną ulgą. Nikt z plemienia nie zwracał na nią większej uwagi. Wszyscy byli zbyt zajęci radowaniem się na widok swojego obecnego przywódcy, który nie szczędził sobie na efektownych przywitaniach swych przeciwników. Keira skuliła się. Mimo że anioł ciągle spoglądał na centaura, czarnowłosa odczuwała jego wzrok na swojej personie. On coś wiedział.
A ona nie.

        Mirva wstał. W jego dłoni nie było żadnej broni, lecz u pasa można było dostrzec sztylet. Mężczyzna ewidentnie nie chciał używać halabardy, która stanowiła dlań wyłącznie symbol władzy nad yunami - wspomniana chwalebna broń zaś dumnie ozdabiała drewniany tron, niemalże wbita w oparcie. Anioł uśmiechnął się chytrze do przeciwnika, będąc pewny swej wygranej już w tej chwili.
        - Niech tak będzie - rzekł, a następnie wybił głośny dzwon. Symbol początku według yunów, pojedynek yunkai. W chwili, w której mężczyzna ukazał swój złowieszczy uśmiech, mogłoby się wydawać, że zniknął dokładnie tam, gdzie stał. Lecz prawda była taka, że skrzydła upadłego poderwały go w górę w zastraszającym tempie, ale mimo iż walka rozpoczęła się na dobre, Mirva nie zaatakował pierwszy przeciwnika tak, jak mogłoby się wydawać. Podleciał jednak do jedynej osoby, która widziała w nim wyłącznie bardzo skomplikowaną zagadkę - do Keiry. Całość zdawała się trwać tyle co mrugnięcie okiem. Mężczyzna spojrzał na nią tajemniczo, po czym zaszarżował w dół areny, wyciągnął sztylet i zaatakował Nessusa. Mirva zwinął skrzydła, obrócił się w powietrzu i zamachnął bronią z nadzieją, że ta zadała obrażenie dostateczne do powalenia naturianina.
Pojedynek yunkai rozpoczął się na dobre.

        Keira obserwowała walkę. Jej wzrok nie mógł oderwać się od dwójki mężczyzn, którzy szarżowali na siebie na arenie, z czego każdy walczył o coś innego. Nessus pragnął odzyskać swoją broń, natomiast anioł… no właśnie.
Dlaczego on walczył?

        Walczyli. Tego była pewna. Czerwona ręka należała do jednego z nich, ale anielica nie wiedziała, do kogo.
Niespodziewanie perspektywa jej widzenia zmieniła się, co zaskoczyło anielicę. Spoglądała na siebie oczami swego przeciwnika. Widziała swoje ogromne, czerwone skrzydła, unoszące się dumnie znad jej ramion. Czerwona dłoń należała również do niej. Widziała najpierw zaskoczenie, a później smutek. Wszechogarniający, szczery żal na swojej bladej twarzy. Skrzydła anielicy poczerniały.
        - Mirva, nie… - wykrztusiła, lecz jej głos wydawał się styrany od wielu, naprawdę wielu krzyków. - Tak mi przykro… - więcej nie była w stanie powiedzieć, albowiem ciężkie, wielkie dłonie anioła chwyciły jej drobną szyję w objęcia.


        Keira stała jak słup. Zgubiła nawet moment, w którym Mirva ponownie zaszarżował z powietrza na centaura. Jak wiele z walki ją ominęło? Nie była w stanie sobie przypomnieć, ale wiedziała już, co planuje anioł.
        - On nie może wygrać - szepnęła do siebie, a następnie gwałtownie poderwała się na nogi.
Pojawienie się anielicy na arenie można by porównać do uderzenia pioruna. I chociaż samo wejście było dość imponujące, kobieta nie kontrolowała swojego ataku. Po prostu pozwoliła skrzydłom poszybować w dół z nadzieją, że jej ciało trafi tam, gdzie zaplanowała wylądować. Mirva zdawał się co najmniej zaskoczony, gdy ujrzał duże, czarne skrzydła, które go osłoniły przed kolejnym - możliwe że nawet decydującym, wnioskując po stanie anioła - atakiem naturianina. Mimo że Keira wiedziała, co powinna teraz zrobić, to nie potrafiła tego logicznie wytłumaczyć.
        - Nie możesz z nim wygrać, Nessus - oświadczyła głośno, mimo że głowa pękała jej nie tyle od upadku, co od samego dźwięku jej głosu. ”Ja muszę”, dodała w myślach.
        Już wiedziała, dlaczego Mirva pragnął tej walki. I dlaczego podążał za anielicą jak cień. Nim jednak kobieta zdołała dokładniej wytłumaczyć powód swojego wtargnięcia - i zapewne pogwałcenia miliona praw pojedynku yunkai - została odepchnięta z siłą, która wypruła jej powietrze z płuc. Gdy tylko oprzytomniała kilka stóp dalej, dostrzegła w oczach Mirvy pogardę i strach. Zdenerwował się.
        To tylko bardziej zmotywowało Keirę, a więc ponownie zaszarżowała - tym razem uderzając całym ciężarem swojego ciała w zdezorientowanego upadłego. Udało jej się go unieruchomić, więc aby nie utracić okazji, momentalnie przyszpiliła jego dłonie do ziemi i kolano przyłożyła do gardła w niemej groźbie zmiażdżenia tchawicy. Mirva był zmęczony, co perfidnie wykorzystała.
- Przegrałeś, aniele - głos, który wydobył się z krtani piekielnej, wydawał się tak samo zmęczony jak w jej wspomnieniu. Mężczyzna nie ustępował. Wiercił się i otwierał usta do krzyku, lecz żaden dźwięk nie wydostał się z jego gardła. Kolejna siła odepchnęła Keirę, lecz tym razem czarnowłosa nie mogła rozpoznać źródła.
        Wszyscy członkowie plemienia oglądali przedstawienie w przerażeniu. Ich wódz leżał na ziemi, tak samo czarnoskrzydła kobieta. Atmosfera zrobiła się ciężka. Cienie zdawały się przesuwać mimo wpływu złotego oka prasmoka. Cały mrok skoncentrował się na Keirze.

        Mirva otworzył oczy. W końcu się uspokoił, lecz coś było nie tak. Dopiero po dłuższej chwili Nessus mógł zauważyć, że skrzydła anioła nie są już czarne, natomiast również nie szczyciły się nieskazitelną bielą. Szarość była dominującym kolorem piór mężczyzny. A panika w sekundę przyozdobiła jego oczy, gdy skrzydła Keiry zrobiły się czerwone.
        - Na wszystkich bogów… - zaklął pod nosem, rozglądając się. Dostrzegając centaura, nie myślał za długo. Poderwał się z ziemi szybciej, jednak anielica była jeszcze szybsza.
Anioł śmierci powstał. I niech prasmok chroni przeciwników kobiecych rządów z plemienia yunów, którzy już zaczęli się buntować na widowni.
        - Centaurze, musimy stąd uciec - krzyknął Mirva, nie odrywając oczu od kobiety. Jej sylwetka zdawała się większa niż normalnie, chociaż mogło to być spowodowane wzrostem pewności siebie u anielicy. Oczy natomiast pozostały tak samo mądre i przytomne, mimo że pełne dzikiej furii i pragnienia mordu. Anielica wydawała się nadal sobą, ale jednak nie była tą samą Keirą, która natknęła się w lesie na naturianina. W jej umyśle zamieszkało coś, co tylko budziło największe koszmary tych, którzy stanęli na drodze czerwonoskrzydłej.
        - Przysięgam, że wszystko wyjaśnię, ale teraz musimy uciekać. I to już, centaurze!
Awatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Centaur
Profesje: Wojownik , Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Post autor: Nessus »

Nie miał zdolności regeneracji ran, tej przyspieszonej przynajmniej, którą mogli pochwalić się niektórzy. Jego obrażenia goiły się w zwyczajnym dla jego rasy tempie. Na propozycję Keiry wzruszył tylko ramionami. Nie przepadał, gdy ktoś nazywał go „konikiem”, ale nie dał po sobie znać, że mu się to nie podoba. Zamiast tego, zgodził się na to, co zaproponowała. Zaczął zastanawiać się, jak dobrym wojownikiem jest ten mężczyzna, z którym już niedługo miał się zmierzyć. Sam Nessus nie był mistrzem, był zbyt młody, żeby móc się tak tytułować, ale radził sobie bardzo dobrze. I przydała się też każda rada, nawet to, co mogłoby wydawać się oczywiste. Warto było wiedzieć, że lubuje się on w atakach z powietrza – będzie musiał obserwować nie tyle samą arenę, co również przestrzeń nad nią. Zaskoczyło go nieco to, że strażnicy pozwolili Keirze ot tak wyjść z klatki i udać się na widownię. Może takie było też zalecenie jego przeciwnika. Cóż, nie miał zamiaru nic o tym mówić, jedynie przyjął do wiadomości taki stan rzeczy. Pomyślał też, że może jej obecność w tamtym miejscu będzie mu na rękę, może w jakiś sposób uda się wpłynąć za jej pośrednictwem na sam pojedynek. Nie miał, przynajmniej teraz, żadnego planu, który byłby z tym związany, ale miał jeszcze chwilę na to, żeby przynajmniej spróbować coś wymyślić.

W postępowaniu Mirvy, zwłaszcza, gdy nie zdecydował się użyć broni centaura przeciw niemu samemu, dostrzegał obawę przed tym, że mógłby odebrać mu halabardę i walczyć z nim, już z nią w dłoniach, z pełną skutecznością. Nie było tak, że czuł się pozbawiony umiejętności czy coś, jedynie nie mógł wykorzystać wszystkiego, co umiał, gdy nie miał ze sobą żadnej broni. Choć, pełnię tego wszystkiego mógł pokazać tylko wtedy, gdy walczył halabardą lub czymś, co było doń podobne. W końcu ustawił się na arenie. Obserwował przeciwnika, z gotowością do starcia z nim, którą dało się zauważyć w spojrzeniu, jakim go obdarował.
         – Do pięciu ran. Wygrywa ten, który albo jako pierwszy zada przeciwnikowi pięć ran, albo wcześniej sprawi, że przeciwnik nie będzie zdolny do walki – dopowiedział jeszcze. Zrobił to szybko, gdy tylko przypomniał sobie o tym, o czym rozmawiał z Keirą. Anioł zgodził się i na to, więc zostało im jedynie oficjalne rozpoczęcie walki.
Nie był to pojedynek w ciemnej alejce lub walka nieoficjalna, na arenie, na której nie obowiązywały żadne zasady i, gdzie ludzie obstawiali, kto zwycięży i, jak długo zajmie tej osobie pokonanie przeciwnika. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej – najpierw musiało stać się coś, co oświadczało, że mogą zacząć. Mógł być to jakiś dźwięk lub gest… i okazało się, że jest to to pierwsze. Do uszu centaura dotarł dźwięk dzwonu, a krótko po nim Mirva zniknął. Tylko, że Nessus wiedział, gdzie go szukać. Spojrzał w górę, nad arenę, i ujrzał tam swego przeciwnika. Wciągnął powietrze i wypuścił je, w tym krótkim czasie już w pełni przygotował się do pojedynku. Najwyższy czas w końcu go rozpocząć.

Znał swoje możliwości, choć dzięki temu, co zrobił Mirva – dzięki temu, że zanim go zaatakował, najpierw podleciał do Keiry – mógł je ponownie rozważyć. Nie miał halabardy, za to nadal miał magię i inne umiejętności, w tym także walkę wręcz i wiedzę na temat tego, jak unikać obrażeń. Miał też na sobie zbroję, która też może okazać się pomocna, gdy jednak wszelakie ciosy i cięcia będzie musiał przyjąć na siebie. I na tym wszystkim musiał oprzeć swoją taktykę.
Zbroję mógł wzmocnić jeszcze bardziej. Magią. Co prawda, jego zdolności magiczne nie były wysoko rozwinięte, jednak wystarczył do tego, żeby rzucać wiele zaklęć z dziedziny mocy, choć na pewno nie będą one tak silne, jak te, które może rzucać mistrz lub ktoś, kto po prostu osiągnął wyższy stopień wtajemniczenia od samego Nessusa. Ruchem otwartej dłoni, od góry do dołu, jednocześnie wykonując nią również kilka gestów, pokrył swe ciało przezroczystą, lekko falującą powłoką. Dwa dodatkowe gesty sprawiły, że zbroja maga wybuchnie uderzeniem mocy prosto w stronę wroga i odepchnie go od niego. Dlatego uśmiechnął się lekko, gdy specjalnie opóźnił unik, aby ostrze Mirvy zaczepiło o magiczną ochronę. Ta rozpadła się nagle, a magiczne uderzenie odepchnęło skrzydlatego w bok. On sam też odskoczył, choć tym razem nie ponowił zaklęcia. Zwyczajnie nie było na to czasu.
Tym razem zdecydował się zaszarżować w momencie, w którym jego przeciwnik zrobił to samo. Uchylił się przed jego cięciem i złapał go za skrzydło, a chwilę później pociągnął w swoją stronę i sprawił, że anioł zderzył się z ziemią. Puścił go i pobiegł dalej, aby zwiększyć nieco odległość między nimi. Mirva szybko się podniósł. Zaatakował od razu i tym razem mu się udało. Rana rozcięła prawe ramię centaura. On natomiast spróbował uderzyć go tylnymi kopytami, jednak skrzydlaty bez problemu tego uniknął i znów nań natarł. Tym razem Nessus gwałtownie machnął dłonią w dół, a niewidzialna pięść spadła prosto na jego przeciwnika i przycisnęła go do ziemi. Tylko mu się wydawało, czy może Mirva przy zderzeniu z podłożem wypluł trochę krwi? Mogło się to stać, w końcu włożył w to zaklęcie więcej energii magicznej, przez co samo uderzenie było mocne i bardziej niszczycielskie, choć nie na tyle, aby zostawić ślad w podłodze areny. Anioł musiał od razu wyczuć ten zanik siły, która przyciskała go do ziemi, bo poderwał się i wzleciał w górę, gdy tylko się to stało. Znów zaatakował z góry, a Nessus – mimo że uniknął bezpośredniego trafienia – i tak został ranny. Sprawił to drugi atak, który nastąpił od razu po tym pierwszym. Rana nie była głęboka, jedynie draśnięcie na lewej części ciała, jednak czuł ją cały czas i przeszkadzała nieco w walce.

Przygotował kolejne zaklęcie, jednak nie użył go. Keira przerwała walkę, a zaskoczone spojrzenie centaura spoczęło właśnie na niej. Dwójka aniołów zaczęła ze sobą walczyć, co wywołało chaos. Tylko, że on zobaczył w tym okazję. Okazję do zdobycia czegoś, co było nagrodą w tym pojedynku. Przedmiotu, który należał do niego i jego plemienia. Plan właściwie sam pojawił się w jego głowie, a on od razu przystąpił do jego realizacji. Zaczął biec w stronę trybun, najpierw zmienił grawitację wokół siebie tak, żeby wyskoczyć wyżej, a później – gdy to zaklęcie się skończyło – użył bardzo lekkiego uderzenia mocy, które zadziałało na niego jak platforma, która podniosła go na wysokość trybun. Wskoczył na nie i zaczął biec w stronę tronu i spoczywającej nad nim halabardy. Nawet, jeśli yunkai chcieli mu przeszkodzić, to od razu rezygnowali z tego, gdy tylko zobaczyli jego spojrzenie. Nie był wściekły, jedynie zdeterminowany w dążeniu do celu. I nie zatrzymałby się, gdyby przed nim nagle pojawił się ktoś z tego plemienia, po prostu przebiegłby po tym osobniku. Odzyskanie halabardy było dlań teraz najważniejsze.
Co mogło być zaskakujące, część członków plemienia oglądała to, co działo się teraz na arenie. Nie zwracali uwagi na biegnącego za ich plecami centaura, także na to, w jakim kierunku biegnie i, co chce zabrać z miejsce, w którego stronę zmierza. Tymczasem on był już coraz bliżej. Co jakiś czas tylko zerkał na środek areny, jakby chciał sprawdzić, jak wygląda sytuacja i, czy może powinien interweniować. Wyglądało na to, że nie; że nie musi wtrącać się w sprawy, które dotyczyły Keiry i Mirvy. I dobrze, bo mógł skupić się na tym, co miał już przed oczami – udało mu się dotrzeć do halabardy. Uśmiechnął się, zadowolony z samego siebie i planu, a później jednym ruchem zdjął broń z miejsca, w którym wisiała. Teraz mógł też bardziej skupić się na tym, co działo się niżej. Przez chwilę zastanawiał się, czy na pewno chce z powrotem znaleźć się właśnie tam i… podjął decyzję. Dlatego też zbiegł na trybuny i skoczył w dół, wspomógł się też zmianą grawitacji, aby lądowanie nie było twarde. Nie chwycił jednak za broń, choć ciągle to rozważał. Widział zmiany, jakie tu zaszły; zmiany, które dotknęły dwójkę skrzydlatych. Dłoń powędrowała w stronę halabardy, gdy Mirva nagle poderwał się i ruszył w jego stronę, ale Keira dopadła do niego pierwsza. Zmarszczył brwi, gdy usłyszał głos anioła. Chciał stąd uciekać? I to razem z nim? Nie odpowiedział, przynajmniej nie zrobił tego od razu. Spojrzał za to w stronę kobiety i… poczuł się co najmniej dziwnie. Z jednej strony wiedział, że to nadal ona, ale z drugiej wydawało mu się, że nie do końca. Instynkt podpowiadał mu, że powinien posłuchać skrzydlatego i faktycznie stąd uciekać.
         – Dobra! Pobiegnę dołem! - krzyknął do niego i ruszył. Zaczął zwiększać prędkość w miarę, gdy zbliżał się do miejsca, z którego wcześniej strażnicy zabrali go na arenę. Tam wszedł w ostry zakręt, a później wbiegł w drugi korytarz, którym podejrzewał, że wydostanie się poza arenę. Miał wrażenie, że dobrze postępuje, że, gdyby został na arenie, to jedynie zaszkodziłby sobie i swojemu życiu. Liczył też na to, że Mirva zrozumie jego przekaz i domyśli się, że mają spotkać się przed areną, aby stamtąd uciec już we dwóch. Nie ufał mu, ale wyjaśnienia się przydadzą.
Awatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Keira »

        Wędrówka, którą przebyła do tej pory Keira, w tym momencie wydawała się zaledwie snem. Nie można opisać, że kobieta czuła się dziwnie, albowiem anielica nie czuła nic. Nawet bólu, mimo że głowę rozrywało jej tysiące głosów i krzyków. To one zagłuszały wszelkie emocje, jakie powinny towarzyszyć piekielnej, aczkolwiek Keira nie opisałaby tego stanu w ten sposób. W końcu zrozumiała, dlaczego ludzie nazywali ją aniołem śmierci.
W końcu była lwem wśród nic nieznaczących myszy.
        Cała społeczność yunów na chwilę wydawała się zniknąć. Cisza, jaka zapanowała wśród ludu z plemienia, również krzyczała razem z głosami w głowie anielicy. Mieszkańcy lasu bacznie obserwowali, jak ich dotychczasowy bóg zostaje pokonany, a władzę przejmuje na dodatek intruz - kobieta przecież nie brała udziału w oficjalnym pojedynku. Część plemienia zaczynała traktować to jako oszustwo i zarzucać kobiecie niesprawiedliwość wobec ich tradycji. A oni podobno potrzebowali boga z krwi i kości.
Keira się uśmiechnęła, lecz mimo że powinno ją to zdziwić, nie zdziwiło. Jej zachowanie zdecydowanie odbiegało od normy, albowiem nie powinna teraz stać na widoku. Normalnie próbowałaby się skryć, uciec, pobiec za Nessusem, lecz coś innego ją trzymało. Coś kazało postąpić jej inaczej, a anielica nie mogła odmówić - ponieważ coś wewnętrznie podpowiadało jej, że doskonale wie, jak przywrócić ukojenie i uciszyć krzyki.
Yunowie pragnęli bóstwa, a zatem w końcu dosięgnie ich boska kara.

***

        Mirva doskonale zrozumiał komunikat centaura. Jednakże anioł jako jedyny zdawał sobie sprawę z tego, co tak naprawdę się tutaj działo, dlatego gdy tylko pojawił się przed areną i ujrzał naturianina, momentalnie krzyknął:
        - Musimy uciec dalej. Jesteśmy za blisko Keiry! - Ręką machnął, aby biec dalej. W pewnym momencie obu mężczyznom udało się dotrzeć, można by rzec, że do punktu wyjściowego - wejścia do jaskini, w której Nessusa i Keirę przetrzymywało plemię yunów. Wbrew pozorom Mirvie nie zależało, by ponownie uwięzić kogokolwiek - swoją droga, zapewne nie miałby teraz żadnych szans. Anioł był osłabiony, albowiem w końcu odzyskał jasność myślenia. W końcu ten szalony instynkt opuścił jego umysł i Mirva mógł przemyśleć wiele spraw, na które nie miał czasu tak długo. Tak strasznie długo…
        - Czy z Keirą była Isolde? - zapytał szybko. Obiecał, że będzie chronić obie siostry, aczkolwiek teraz nic nie miało znaczenia pod tym względem. Isolde nie widział od wieków, uwięziony w demarskim spisku pod osłoną klątwy, natomiast Keirę…
Klątwa ukochała sobie Keirę. To na nią oddziaływała najmocniej, mimo że siła woli kobiety przebijała jego. Mirva doskonale wiedział, że nie powinien, próbował ze wszystkich sił, jednak i tak pomógł przekleństwu ponownie dopaść anielicę. Ich losy zdawały się połączone nierozerwalną nicią, a to było ich własnym przekleństwem. Mirva w pewnym momencie usiadł na skałach zaraz przed wejściem do jaskini i odetchnął.
        - Zasługujesz na wyjaśnienia. Keira nie powinna nas szukać w tej odległości, więc póki co jesteśmy bezpieczni. Masz jakieś pytania czy powinienem zacząć? - Anioł nie próżnował. Coraz więcej osób plątało się w jego towarzystwie i coraz więcej było narażonych na niesłychane niebezpieczeństwo. Niebiosa nie mogły dłużej ukrywać prawdy o upadłych aniołach.
        - A zatem słuchaj mnie teraz uważnie. - Mirva rozsiadł się i spojrzał na Nessusa. Nie przerywał kontaktu wzrokowego przez całą wypowiedź. Musiał zostać wzięty na poważnie, inaczej tłumaczenia nie mają sensu. - Istnieje choroba, która pożera umysły i sprawia, że ludzie z szaleństwa odbierają sobie życie. Może to choroba, może klątwa, jedno jest pewne. Dla ludzi była zaraźliwa. Została jednak wyeliminowana, lecz… Cóż, można rzec, że ktoś musiał czerpać z niej inspirację, gdy pierwszy anioł został przeklęty. To coś dotknęło niebios już wieki temu, lecz Pan skutecznie postanowił to ukryć. Już istnienie upadłych aniołów było dlań hańbą, a co dopiero aniołów śmierci… To klątwa, która potrafi zniszczyć każde życie, odebrać doszczętnie wolną wolę. To, co o niej wiem, wynika z własnych doświadczeń. - Tutaj wzrok Mirvy na chwilę powędrował w nicość, albowiem dalsza część wypowiedzi była dlań dość trudna. - Dwadzieścia minut temu to ja dzierżyłem tę klątwę. Ale po kolei.

        - Miałem kiedyś rodzinę. Kochałem ich i doskonale wiedziałem, że to się nigdy nie zmieni. Ale moja żona została unicestwiona, bo sprzeciwiła się Panu. Może inaczej: Pan nasłał na nią innego anioła. Długo nie mogłem się pozbierać, więc postanowiłem poświęcić się pracy jako przyzwoity anioł. Nie miałem wiele do zaoferowania, lecz już pierwszego dnia po śmierci Yohanny dostałem misję, aby zlikwidować uciążliwego anioła. Tym aniołem była Keira. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ona zabiła moją żonę, a wręcz… zabrzmi to dziwnie, nawet ją uratowała. O czym dowiedziałem się dużo później. Keira odebrała jej klątwę, której nie da się pozbyć raz a dobrze. Czar przechodzi zawsze na zwycięzcę potyczki, nawet jeżeli poprzednik umrze. Klątwa ogarniała umysł tak bardzo, że ludzie popełniali liczne samobójstwa, aczkolwiek u aniołów samobójstwo jest niemalże niemożliwe. Dlatego przekleństwo musiało znaleźć inne ujście i nakazuje mordować pozostałych. Tylko tak da się ukoić zszargane licznymi cierpieniami nerwy. Gdy pokonałem Keirę wtedy, sam ją odziedziczyłem, lecz nim całkowicie zwariowałem od natarczywych głosów w mojej głowie, zaniosłem naszego aniołka gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie. Do piekła. Nie sądziłem jednak, że tak jej się tam spodoba, że zostanie…


        Mirva spojrzał znacząco na Nessusa. Wyrzucił z siebie wszystko, co tylko ciążyło mu na sercu od wielu lat, a czego nie był w stanie powiedzieć. Dzięki temu oczyścił umysł.
        - Keira w pewnym sensie ocaliła ci życie na arenie. Tak samo mi, aczkolwiek ja nie mogę jej tak zostawić. Muszę ją pokonać, lecz samemu… Samemu omal za pierwszym razem nie zginąłem. Jestem zdecydowany cię prosić o pomoc, ale zrozumiem odmowę. To jak pchanie się prosto w paszczę lwa, a na dodatek nigdy nie wiadomo, który zada na tyle ostateczny cios, że klątwa wybierze jego - rzekł anioł, a następnie wstał z kamieni. Nie wiedział, jak, ale był pewien, że to on jest znacznie mniejszym zagrożeniem, dzierżąc klątwę, niż Keira.
        - Pomożesz mi?
        - Pomoże w czym, Mirva? - Anioł osłupiał. Piekielna nie poleciała szukać ofiar, jak przypuszczał. Ona wróciła po nich, aby zapewne dokończyć to, czego od zawsze w głębi serca pragnęła. Upadła anielica nie chciała tylko wygrać - ona miała zamiar zabić Mirvę. Anielica nie uśmiechała się, nie podeszła doń bliżej. Stała i oczekiwała, czy to oni zaatakują ją pierwsi, czy może uciekną. Kobieta miała na sobie duszący wręcz zapach krwi.
Nasuwał się tylko jeden przerażający wniosek. Plemię yunów już nie istnieje.
Awatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Centaur
Profesje: Wojownik , Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Post autor: Nessus »

Nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Nie spodziewał się tego, że jego próba odzyskania ważnego dlań przedmiotu skończy się… tym. Masakrą plemienia zamieszkującego tą część lasu, bo był pewien, że nawet jeden członek nie uchowa się przy życiu. Wystarczyło mu spojrzenia na tamtą Keirę, żeby to stwierdzić. Dlatego nie miał też nic przeciwko ucieczce. Czasami oddalenie się od zagrożenia było o wiele lepszym pomysłem niż upieranie się, że stawi mu się czoło – i to mimo tego, iż walka ta mogłaby okazać się śmiertelna. Dla niego najważniejszy było to, że odzyskał halabardę. Co prawda, przez krótką chwilę w głowie pojawił mu się pomysł, który dotyczyłby próby porozumienia się z dziewczyną i nakłonienia jej do tego, żeby się opamiętała, ale szybko stwierdził, że nie przyniosłoby to skutku, jakiego oczekiwał. Co więcej, mógłby nawet stracić życie, a póki co tego w ogóle nie planował. Nie miał zamiaru trafić w zaświaty, przynajmniej nie teraz i nie w najbliższej przyszłości.
         – Co…? Nie było z nią nikogo, gdy się na nią natknąłem – odpowiedział zgodnie z prawdą. Zaczął zastanawiać się, o co w tym wszystkim chodziło. Wplątał się w coś, co było czymś większym, niż początkowo mógł przypuszczać. Dlatego też pomyślał, czy może jeszcze udałoby mu się odejść, zanim problem zrobi się jeszcze większy. Problem, który nadal właściwie go nie dotyczył, a jego jedynym powiązaniem z tym było to, że natknął się na Keirę. Od tego zaczęło się to wszystko. Nie czuł się tak silny, żeby brać w tym udział bez obaw o własne życie.
Dotarli w końcu w miejsce, które znajdowało się tak daleko od dziewczyny, że jego nowy – i też nieoczekiwany – towarzysz zdecydował się na wyjaśnienia. Nessus chciał ich wysłuchać. Chciał wiedzieć, w co też wpakował się tym razem.
         – Nie jestem nawet pewien, o co zapytać najpierw. Może zacznij od powiedzenia mi tego, co chciałeś, a później zadam ewentualne pytania, które mogę mieć, a na które może nie pojawią się wyjaśnienia w tym, co powiesz – zaproponował. Wyjaśnienia najpierw, pytania później. Według niego był to dobry wybór i Milva prawdopodobnie uważał podobnie, bo niemalże od razu zaczął mówić.

Nie odzywał się, gdy Milva mówił. Marszczył brwi i unosił, w zależności od tego, jaką emocję akurat wtedy czuł – przeważnie było to albo zaskoczenie, albo trudności w uwierzeniu w to, co słyszy. Całość brzmiała spójnie i jak coś, co rzeczywiście mogło istnieć i się stać. Ostatecznie postanowił, że uwierzy mężczyźnie, w końcu nie brzmiał też jak ktoś, kto kłamałby teraz, żeby osiągnąć tylko sobie znany cel.
         – Czyli… jeżeli pokonałby cię wcześniej na arenie, gdyby Keira nie interweniowała, to klątwa ta przeszłaby na mnie? - odezwał się pierwszy raz od momentu, w którym zaczął wysłuchiwać wytłumaczeń na temat tego wszystkiego. Pytanie to zadał głosem, w którym nadal znajdowały się niewielkie ilości zaskoczenia, które ogarniało go wcześniej. Nie był pewien, czy dobrze to wszystko zrozumiał.
         – Nie wiem, czy dam radę. Nie jestem kimś silnym. Kimś, kto byłby dobrą pomocą przy walce z kimś tak silnym, jak Keira pod wpływem klątwy – odpowiedział od razu. Wątpliwości te nie były czymś niezwykłym. Milva powinien się ich spodziewać. Nessus był centaurem i, co prawda, walki uczył się od małego, jednak nie był też weteranem boju. Nie miał za sobą wielkiego doświadczenia bitewnego, które wynikałoby ze stoczenia niezliczonej ilości potyczek. Był mistrzem halabardy, tak, ale to nie oznaczało, że był pewien siebie i swych umiejętności na tyle, żeby pchać się w to wszystko. Zresztą, same umiejętności nie gwarantowały wygranej, potrzebne było też doświadczenie i znajomości innych rzeczy, jak chociażby zachowań różnych wrogów, żeby przeważyć szalę zwycięstwa na własną stronę.
         – Da się ją jakoś… - nie dokończył. Usłyszał i zauważył ją, gdy się zbliżyła. Wiedział… Domyślił się, z czym mogła wiązać się obecność Keiry właśnie w tym miejscu. Szybko poradziła sobie z plemieniem yunów.
         – Pomogę ci – powiedział centaur, odwracając się na chwilę w stronę anioła. Ciężko byłoby znaleźć w jego głosie pewność siebie, pewność tego, co chce zrobić i, w końcu, pewność co do ich wygranej.
         – Jaki jest plan? - zapytał go. Nie był pewien, jak zaatakować. Nie wiedział, do czego Keira jest zdolna, gdy znajduje się w takim stanie. Jeżeli Mirva mówił prawdę, miał on więcej doświadczenia z tą klątwą, więc liczył na jego wsparcie i na to, że mężczyzna ma już jakiś plan.
Awatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Keira »

        Kiedy światłość krzyczy, ciemność otula nas swym płaszczem, abyśmy w jej objęciach pozostali i oddali się błogiemu stanu wypoczynku. “Wróć”, krzyczy jasna strona naszego umysłu, “jest jeszcze tyle do zrobienia!”, zachęca. Wtem jej mroczna siostra delikatnym szeptem przypomina nam, że zrobiliśmy już wystarczająco i zasługujemy na odpoczynek. Chcąc nie chcąc, zgadzamy się z wygodniejszą dla nas opcją - z relaksem. Błogą nieświadomością, która ukazuje się nam jak zbawienie w tym świecie pełnym chaosu, niesprawiedliwości, pracy. Jednakże jasność jest życiem, a ciemność to śmierć - śmierć, która próbuje zaciągnąć nas do swej kolekcji błogich naiwniaków. Keira dryfowała pomiędzy tymi dwoma stanami, lecz odrobinę zniekształconymi - mrok bowiem próbował się przedrzeć siłą, jasność zdawała się jedynie delikatnie błyszczeć. Nie była to walka o jej duszę, a zsynchronizowany taniec w akompaniamencie anielej klątwy.
Piekielna chciała ubarwić to przedstawienie dodatkową nutą karmazynu.

***

        - Tak, oczywiście - odparł Mirva. - Klątwa przeszłaby na ciebie. Chyba. Niestety skoro to jest na bazie choroby, nie wiem, jak zachowałoby się stworzenie nieniebiańskie. Rozumiesz. - Anioł przymknął oczy i zamachał delikatnie szarymi skrzydłami. Jeszcze trochę i on również skończy jako pełnoprawny upadły. Najgorsze w tym wszystkim było to, że już na pewno nie mógł wrócić do domu. Niebo nie przyjmie mordercy, a zatem Pan jest zobowiązany unicestwić Mirvę. Mężczyzna zacisnął pięści w swej niedoli.
        - Nie musisz dawać rady. Po prostu… wytrzymaj trochę. Zmęcz ją. A później ja wkroczę i słuchaj; to, co zaraz ci powiem, jest niezwykle ważne. - Anioł spojrzał na centaura poważnym wzrokiem. - Zabiorę od niej klątwę. Ja sam nie dam rady, ale Keira… Keira musi znaleźć lekarstwo. Musi istnieć, a ona musi je zdobyć. Przekaż jej to, proszę. Zrobisz to?

        Upadła anielica nie wiedziała, dlaczego ścigała Mirvę. Pod wpływem klątwy, na trzeźwo, kobieta po prostu odczuwała głód odpowiedzi. Pragnęła wiedzieć to, co wie anioł - a on na pewno znał przeszłość czarnowłosej. A ona musiała wiedzieć.
Musiała!
        “Atakuj”, usłyszała z ust Mirvy. Mimo że te słowa prawdopodobnie skierowane zostały do centaura, to Keira nań zareagowała. Uniosła się delikatnie na skrzydłach i spróbowała uformować wodny bicz - jedyną broń, którą tak naprawdę potrafiła przywołać. Mogłaby spróbować od razu utopić oboje mężczyzn. Więc dlaczego tego nie zrobiła? Nie wiedziała - tak jak wielu rzeczy. Anielica uniosła dłoń, a gdy nią zamachnęła, przecięła powietrze nieopodal swych oponentów. Kobieta jedynie miała nadzieję, że zadała tym kilka obrażeń. Nie zwróciła uwagi na fakt, że Mirva uskoczył w bok, pozostawiając Nessusowi pełne pole do manewru. Upadła anielica zaszarżowała ponownie. I ponownie. Na ślepo i nie zważając na rany, na zmęczenie czy jakąkolwiek bezsensowność w swoich działaniach. Naturianin nie był prostym członkiem z plemienia yunów - na pewno potrafił walczyć i mógł zauważyć brak doświadczenia piekielnej. Tym bardziej że kobieta, mimo że zazwyczaj dawała sobie radę, tak teraz wydawała się ledwo dychać.
        Nogi się jej trzęsły. Jedynie za sprawą skrzydeł utrzymywała równowagę. Gdy Keira miała ponownie rzucić się w wir bezcelowej walki, poczuła czyjś ciężar na swoich barkach. Ten sam ciężar pociągnął ją na ziemię, na której już straciła przytomność.
Ciemność ponownie ją otuliła.

***

        Mirva nie miał wiele czasu. Wiedział, że pokonał Keirę, dlatego też niedługo klątwa powróci do niego. Skrzydła kobiety ponownie zaczęły wracać do poprzedniego stanu - znikała czerwień, zastępował ją hebanowy odcień. Anioł po raz ostatni spojrzał smutno na swoją przyjaciółkę, a może wroga, aby następnie ten sam wzrok przenieść na centaura. W oczach Mirvy nadal tkwiła ta sama prośba. Jego jedyna modlitwa, która trzymała go na tym świecie. Z nią odleciał jak najdalej, albowiem musiał znaleźć się poza zasięgiem tych dwojga.
Wszystko w ich rękach.

***

        Błoga nieświadomość kusiła. Keira śniła o piekle i o latach weń spędzonych. To są jej najwcześniejsze wspomnienia, do których chętnie wracała. Z którymi trudno było rozstać się anielicy, gdy odzyskała już przytomność i uderzyło ją wszystko. Przebłyski świadomości, tej okropnej jasności. Anielica wiedziała tym razem, co ją spotkało. Otworzyła oczy i od razu tego pożałowała.
        - Moja głowa… - szepnęła. Czuła czyjąś obecność przy sobie i obawiała się, co następne ją spotka. Przysłoniła oczy dłonią, modląc się do niebios, aby to wszystko się skończyło. Miała dość pogoni za swoją przeszłością.
Awatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Centaur
Profesje: Wojownik , Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Post autor: Nessus »

Kiwnął głową, gdy już właściwie udało im się ustalić plan działania.
         – Zrobię, co będę mógł. Ostatni cios zostawiam tobie – powiedział jeszcze. I teraz zostało im tylko przygotowanie się na konfrontację z Keirą.
         – Przekażę jej. Jeśli nie będzie chciała tego zrobić, spróbuję w jakiś sposób zmusić ją do tego albo zmotywować – zapewnił mężczyznę. Będzie musiał coś wymyślić. Lepszym wyborem będzie pozbycie się tej klątwy-choroby, zamiast pozwolenia jej, aby przechodziła z jednego niebianina na innego. Już pomijając to, że osoba, która była pod jej wpływem stawała się niebezpieczna i możliwe też, że traciła panowanie nad sobą. Przynajmniej Keira wyglądała właśnie na kogoś takiego. Nie sięgnął po halabardę, nie miał takiego zamiaru od momentu, w którym zgodził się pomóc w pokonaniu kobiety. Nie zamierzał się do niej zbliżać, a wsparciem dla Mirvy miała stać się magia, którą władał centaur. Nie był potężnym magiem, ale wydawało mu się, że jego umiejętności wystarczą, aby ją spowolnić, zadać nieduże obrażenia i ogólnie w ten sposób osłabić, aby Mirva mógł dokończyć dzieła. Zanim się zaczęło, nałożył na siebie magiczną, niedostrzegalną dla zwyczajnego wzroku zbroję, która w razie czego ochroni jego ciało przed ciosem i rozpryśnie się, aby odrzucić od niego osobę, która go zaatakowała.

Gdy tylko pojawiła się Keira, nie tracił czasu na próby przemówienia do niej i zmuszenia jej, poprzez słowa, do panowania nad sobą. Wiedział, że nic to nie da i dlatego zaatakował ją od razu. Wyrzucił pięść przed siebie, a zebrana w niej energia magiczna – również uformowana w pięść, choć przez powietrze przeleciał tylko ten zarys – poleciała w stronę Keiry i uderzyła ją w brzuch, prosto w żołądek. Ciosem, który na pewno odrzuci ją w tył, ale nie zniszczy wnętrzności. Za tym poszło kolejne zaklęcie, podobne do poprzedniego, tylko że pięści były dwie i uderzyły w skrzydła, co miało za zadanie wytrącić ją z równowagi w powietrzu, może nawet strącić ją na ziemię. Musiał też przynajmniej trzy razy zmienić pozycję, a także unikać ciosów Keiry, ostatni, gdy trafił, aktywował zbroję magiczną i odrzucił ją kilka kroków w tył. Ostatnim, co zrobił Nessus, była chwilowa zmiana grawitacji wokół anielicy – to sprawiło, że trudniej było jej się poruszać, a ona czuła, jak jej ciało robi się cięższe i, jakby, jest bardziej przyciągane do ziemi. To akurat wymagało od niego skupienia na tym, żeby podtrzymywać ten efekt jak najdłużej. W ten sposób mógł pomóc Mirvie najbardziej, bo zwyczajnie ułatwiło mu to samą walkę z Keirą. Pozostało mu jedynie czekać na to, aż to się skończy… I tak się stało, a mężczyzna szybko ich opuścił. Nessus kiwnął jeszcze w jego stronę głową, dając mu znać, że nie tylko im się udało, ale też, że pamięta, o czym wcześniej rozmawiali i, że zamierza dotrzymać słowa.

Znów zostało mu czekanie. Tylko, że to było inne – nie czekał na to, aż ktoś przyjdzie i zaatakuje, a na to, aż ktoś się obudzi. Oczywiście, nie stracił też czujności, przeczucie podpowiadało mu, żeby tego nie robić, a obawy, że zawsze istnieje możliwość powrotu Mirvy i tego, że będzie chciał walczyć. Dlatego rozglądał się, właściwie cały czas. Spojrzał na Keirę, gdy usłyszał jej głos.
         – O, w końcu się obudziłaś – odezwał się do niej.
         – Mirva odebrał ci… klątwę. A my musimy znaleźć kogoś, kto będzie wiedział, jak się jej pozbyć. Na zawsze – dopowiedział jeszcze. Nie kłamał, nie miał najmniejszego zamiaru tego robić. Słowa, które padły z jego ust były szczere i nie ukrywał niczego. I raz jeszcze musiał czekać, tym razem na decyzję Keiry. I liczył na to, że zgodzi się ona na to; że udadzą się w drogę, aby zrobić to, o co poprosił go jej znajomy.
Awatar użytkownika
Keira
Szukający drogi
Posty: 45
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Keira »

        Keira ledwo pamiętała, co się działo zaledwie chwilę wcześniej. Dopiero gdy w pełni odzyskała przytomność, zrozumiała powagę sytuacji, w której się znalazła. Wspomnienia targały jej mózgiem, przywołując sceny i wszystkie myśli anielicy naraz.
Pierwsze uderzenie i ból brzucha, który poczuła. Piekielna przypomniała sobie opanowujący ją wtedy bezdech i swój kontratak - bicz.
Bicz był na wszystko.
        Keira dopiero po kilku minutach zatrzęsła się z zimna. Magią wody ochlapała chyba całą okolicę, w tym również swoje lewe ramię i część spódnicy. O ile anielica była w stanie wybaczyć wszystko - w końcu, to ona sama zawiniła sobie tymi ranami - tak męczyło ją jedno. Najważniejsza jej zdaniem kwestia, zdecydowanie bardziej ważna niż durna klątwa, została wyraźnie pominięta, co Keira wyraziła z wielką dezaprobatą:
        - Ale musiałeś akurat w skrzydła… - wyjęczała, przewracając się na bok. Zrozumiała dopiero po chwili, że jej zaczarowane bransolety mogłyby znowu zacząć działać i nie myliła się - dzięki nim udało się kobiecie ponownie schować swój powód do wstydu. Skrzydła czarne niczym heban sprawiły jednak, że Keira odczuła ulgę. Nie były czerwone. W dalszym ciągu w jej głowie pojawiały się prześwity wcześniejszych wydarzeń, coraz to bardziej mieszając młodej piekielnej w umyśle. Wierzyła, że zrobiła coś przeraźliwie złego – lecz ta wiara była tylko zimną kalkulacją, jak po pewnym czasie stwierdziła anielica. Po co w końcu wierzyć, skoro i tak to nic nie daje.
        I znowu to dostrzegła we wspomnieniach. Cień Mirvy, który cierpiał tak bardzo, że Keira niemal odczuwała jego ból. Anielica usiadła, aby następnie zalać Nessusa falą nieskończonych pytać:
v- Co się właściwie stało? Gdzie jest Mirva? Dlaczego nie jesteśmy już na arenie? Odzyskałeś broń, tak? Gdzie jest to plemię? Dlaczego nic nie pamiętam? Skąd te prześwity wspomnień, biliśmy się? – Keira niemalże nie wzięła oddechu między jednym zdaniem a drugim, pozwalając potokowi słów wspomóc jej psychikę w ogarnięciu całego bałaganu. W głowie anielica miała bowiem istny armagedon – pamiętała… coś. Ale to coś zdawało się tylko skrawkami snów, które teraz napierały ze zdwojoną siłą w receptory pamięci upadłej, pobudzając jej mózg i przyprawiając o niezły napad migreny. Drżąca z zimna dłoń Keiry wydała się jej zatem wybawieniem – piekielna przyłożyła sobie rękę do czoła, pragnąc poczuć choćby i chwilową ulgę. Ból ponownie uderzył, gdy na niebie zakrakał Kirk. Dolna powieka anielicy drgnęła, albowiem kobieta kompletnie zapomniała o swoim towarzyszu. Gdzież on był cały ten czas? Może pilnował jej z ukrycia, któż wie.
Gdy Keira usłyszała dodatkową informację od Nessusa, spojrzała na niego nawet niezdziwiona. Zdenerwowana? Też nie. Zmęczona? Możliwe.
        - …co? – rzuciła, unosząc jedną brew do góry. Klątwa to chyba ostatnia rzecz, o której anielica chciała usłyszeć. Na dodatek nie wiedziała, że takową posiadała. Pytania w jej głowie narastały, lecz już wcześniejszy potok słów mocno wycieńczył czarnowłosą, zatem tym razem pozwoliła swoim myślom przebiec przez jej głowę i zostawić ją choćby na chwilę w spokoju. Keira zrobiła zatem to, co zwyczajny dorosły zrobiłby w takiej sytuacji. Mianowicie, zakryła uszy rękoma i powiedziała:
        - Nie chcę już... – Jej pierwsza reakcja mogła nieźle zaskoczyć centaura. Piekielna bowiem miała dość biegania za rozwiązaniami. Dlaczego z łaski swojej to one nie mogły przyjść do niej? W przeciągu kilku minut, w towarzystwie paru głębszych wdechów, anielica uspokoiła się. Ledwo poukładała to sobie w głowie, a tu ponownie została w coś wplątana.
        - I co, koniku, pomożesz mi z tym? – zapytała. Nie mogła się nie zgodzić na to zadanie, mimo że wcześniej jawnie wyraziła dezaprobatę do tegoż pomysłu. Pragnęła jednak, aby ktoś przekonał ją – w tym wypadku pod ręką miała naturianina! – i uświadomił, że nie może się poddać. Że da radę.
Że musi działać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Szepczący Las”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości