[Wysepka na środku Błyszczącego Jeziora] Skryci Pośród Drzew


W wodach Błyszczącego Jeziora mieszkają Strażniczki. Małe istotki mierzące dwa cale. Swoje miasto mają w jego głębinach. Są niezauważalne dla ludzkich oczu. To ich połyskujące ciała nadają błyszczące kolory wodom tego jeziora. Na środku znajduje się tez niewielka wyspa cała porośnięta gęstą roślinnością, mity mówią że gdzieś na tej niewielkiej wyspie znajduje się tajemniczy portal prowadzący wprost do lasu Jednorożców.

Postprzez Avarralie » Pn paź 15, 2018 8:15 pm

        Mmm, zapach rumu był gęsty i wszechobecny. Jeszcze trochę a można by było opary trunku zbierać garściami i zagryzać, ale w obecnym stężeniu drażniło to jedynie zmysły obecnych. Avarralie aż pokręciła głową - ostatniej rzeczy, jakiej jej brakowało, był alkohol. Nie, żeby o tym myślała, prędzej jej instynkt zachowawczy, czy też resztki takowego, kazały jej trzymać się z daleka od szkodliwych trunków. Jej niezbyt wytrzymałe ciało odczułoby typowe skutki po pierwszym łyku, a wątroba padłaby pewnie po kolejnych pięciu. Już teraz czuła się o wiele lżej na sercu, jakby od sam zapach wpłynął na nią, choć to miało prędzej podłoże psychiczne.

        Z rozkoszą patrzyła na moment, gdy Fergus wzbudzał strach w mężczyźnie. Z jakiegoś powodu było to ekscytujące. A może te dreszcze, które rozchodziły się po całym jej ciele, były oznaką postępującego osłabienia organizmu, a nie emocji? Zaraz, czemu martwiła się swoim ciałem? Rana na plecach? To by wiele wyjaśniało. Tylko czemu… Nie zdołała podążać dalej tym sznurkiem myśli, który został pochłonięty gdzieś w odmęty ciemności, na której miejscu powinna być przysłowiowa piąta klepka.

- Wyglądasz na bardzo przyjemnego siewcę zła i nieszczęścia, Fergusie. - Mówiła do niego, patrząc na jego twarzyczkę, a on w zamian mógł widzieć to, w jaki sposób na jego patrzyła. Gdzieś tam, w jakiś dzikich częściach świata, ten sposób, w jaki pajęcza dama patrzyła na diabła, możnaby było uznać za sposób na flirt. Albo naprawdę paskudny paraliż twarzy. Na (nie)szczęście, kolejne słowa pajęczycy rozwiały tę tajemnicę. - Czyżby zachowywał się miło na widok pięknych dziewczyn? A może to nasza Zupa tak zachęciła cię do gry w grzecznego rogacza? - Na wspomnienie o zupie rzuciła okiem na mężczyznę, który wskazał kierunek, którym trzeba podążać, co by dostać się do łodzi.

        To, że diabeł się ukłonił jej, sugerowało, iż zamierza opuścić jej towarzystwo. Nie chciała, by znikał. Już tęskniła za nim! Jak on miał na imię… Coś na A…? Nie, nie, to Fergus, i pajęczyca nie chciała zostawać sama. A może nie chciała zostawiać diabła samego?

        Ostatnie długie minuty spędziła praktycznie na niczym, nie licząc rozmowy, więc miała nieco sił na to i owo, dlatego też postanowiła, iż dopóki nie zmienią się warunki, spróbuje trzymać się rogacza jak pająk własnej sieci. Z niewielkim trudem wstała i to bez potrzeby proszenia o pomoc. Gdy już była stabilnie na dwóch odnóżach, zaczęła stawiać je do przodu. Krok po kroku zbliżała się do piekielnego i, o zgrozo, próbowała chyba iść w sposób kuszący. Nie trzeba chyba wspominać, że u kogoś z jej anatomią było to praktycznie niemożliwe, czy też nawet zakrawające o komedię?

- Nie wiem jak ty, ale ja lubię brzmienie słów Nimfei. Przynajmniej tę część, gdzie spędzamy razem czas, fragment z knajpą wymienić można na cokolwiek innego. - Do czegokolwiek zmierzała, wydawała się z jakiegoś powodu o wiele bardziej poważna niż wcześniej. Z jednej strony nazwała przemienioną syrenę po imieniu, z drugiej zaś jej mimika twarzy wskazywała, że w tym momencie była świadoma tego, kto przed nią stoi, w jej oczach bowiem rozkwitła niepewność i strach, które próbowała zamaskować, jak mogła. Mimo tego kontynuowała bycie szaloną sobą, bez względu na to, czy robiła to celowo, czy też nie. - Pooooza tym… Jest szansa, że ktokolwiek cię tu… Pufnął… Będzie w okolicy. Może byśmy go znaleźli. Może byś oskórował żywcem tę osobę, która ośmieliła się zrobić ci takiego psikusa.

        Nabrała odwagi - albo szaleństwa - bowiem podeszła tak blisko do diabła, jak to było możliwe bez stykania się z jego ciałem swoim własnym, po czym nachyliła się w stronę jego prawego ucha.

- Może byśmy skosztowali jego mięsa podczas romantycznej kolacji przy świecach, a w oczach tego ścierwa wciąż iskrzyłby się blask życia, w czasie kiedy byśmy odgryzali tkankę od kości…? A w ramach deseru...cóż, pajączek lub rybka to zabawa szybka! - Przy ostatnich słowach aż wydała z siebie chichot, po czym cofnęła się szybko na w miarę bezpieczną odległość. Obróciła się w stronę swej rybiastej przyjaciółki, co by poinformować ją o tych planach. - Kwiatuszku, szykuj się, ten pan nie może się doczekać aż wpadniesz w jego gorące objęcia!
Avatar użytkownika
Avarralie
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Evangeline, Drim, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo,
Rasa: Przemieniona z ludzkiej kobiety
Aura: Emanacja zalicza się do tych raczej słabszych. Została silnie pokryta rtęciową farbą, którą dojrzeć można już z daleka. Natomiast barachitowe wcięcia bardzo sprytnie znajdują ukrycie przed ciekawskim spojrzeniem. Sprawę utrudnia także topazowe światło nieodłącznie towarzyszące aurze. Dźwięki tu nie występują, więc panuje błoga cisza. Wydziela dość niespotykaną woń, naprawdę ciężką do sklasyfikowania. Wydaje się być mieszaniną różnych zapachów, żaden jednak nie jest konkretny i łatwy do rozpoznania. W dotyku miękka, z łatwością ugina się, gdy ktoś zechce sprawdzić jej wytrzymałość. Występują momenty, gdy niespodziewanie robi się sztywna, ukazuje ostre krańce i stara się nimi obronić. Mocno zniechęca swą chropowatością. Ponadto w smaku jest sucha, co za tym idzie, wywołuje pragnienie. Oczywiście, jeśli czytający wystarczająco się skupi może odkryć też jakiś ślad lepkości.
Wygląd: Zwykle, kobiety zwie się uosobieniem wdzięku, gracji oraz czystym pięknem. Avarralie jednak nie jest zwykłą kobietą, jest potworną mieszanką między ludzką dziewczyną a pajęczą bestią. Mianowicie, mniej więcej od pasa w górę, posiada ludzki tułów, ręce oraz głowę. Przynajmniej w pewnym stopniu ludzkie, bowiem z jej pleców wystają z trzy pary odnóży, dwa kroczne oraz jedne ... (Więcej)

Postprzez Fergus » So lis 17, 2018 12:06 am

Pociągając z butelki raz za razem, Fergus obserwował, jak twarz mężczyzny imieniem Jurij zmienia kolory niczym zaczarowany kalejdoskop. Z początku zaróżowiona, przeszła już przez paletę bladego strachu i fioletowego zarzenowania, aż w końcu zatrzymała się na mieszance zielonkawego obrzydzenia, wywołanego zapewne obecnością dwóch, pajęczopodobnych istot. Lwia część uwagi diabła szybko przeskoczyła na pierwszą z nich, wielką, włochatą tarantulę, która mrugała po kolei każdym okiem za każdym razem, kiedy Fergus pstryknął palcami. Wyglądało to dość komicznie przez wzgląd na rozmiary pajęczaka, ale ta "muzyka" zdawała się na niego wpływać w sposób bardzo pozytywny. Pstryk, jedno oko mrugnęło. Drugi pstryk, drugie oko i tak dalej, aż na sam koniec Skarbeniek zamrugał wszystkimi na raz, co wyglądało jakby ktoś przejechał palcami po kolejnych klawiszach starego fortepianu.
- Zaczynam go lubić - mruknął sługa piekła, po czym zastukał obcasami skoczny rytm, w nadzieji, że pająk będzie to umiał powtórzyć. Niestety dla kogoś z jego gabarytami skończyło się to połamaniem dwóch kolejnych desek w podłodze, spod których buchnęły tęgie tumany kurzu. Na twarzy Fergusa wykwitł szczery uśmiech bowiem cała ta sytuacja zaczynała go bardziej bawić niż denerwować, choć jedno, przypadkowe spojrzenie w stronę trzęsącego się gospodarza znów sprawiło, że poczuł się podirytowany. Ten z kolei, jakby odzyskał język, zaczął współpracować i ochoczo wskazał miejsce, w którym zacumował łódź. Chociaż tyle, przeszło przez głowę diabła, kiedy podążał wzrokiem za kierunkiem, który wskazywał Jurij. Wszystko wskazywało na to, że jeśli Fergus chciał się stąd wydostać, nie korzystając przy tym z magii, musiał przebrnąć przez ściany rosnących na wyspie drzew lub wrócić na plażę i obejść całe to zielone paskudztwo. W ostateczności mógł je również spalić.

- Jak to jest, co? - wszedł w słowo syrence, z hukiem roztrzaskując pustą już butelkę o kant stołu.
- Diabły nie mają sumienia - wyjaśnił, bawiąc się odłamkami szkła, które podrzucał magią powietrza i sprawiał, że te wirowały w i pomiędzy snopami światła, rzucając na zakurzony blat różnorakie kształty. Następnie kontynuował, starając się nie patrzeć w oczy pajęczycy, która z jakiegoś powodu bacznie mu się przyglądała. - Sumienie to słabość. Po co miałby mnie obchodzić los kogoś, kto jest mi obcy? Chociaż ty pewnie tego nie zrozumiesz, jesteś w końcu syreną, los innych istot, zwłaszcza ryb, jest ci pewnie bardzo drogi. Mnie nie obchodzi co się komu stanie i ty też nie powinnaś. Dbanie przede wszystkim o własny tyłek to najlepsza metoda na przeżycie w tych czasach.
Jeden z odłamków, niby wściekła osa zamknięta w słoiku, ze świstem przeleciał obok ucha Juriego i wbił się w ścianę za nim. Nie mogąc powstrzymać się od śmiechu na widok bladego lica, Fergus o mały włos nie spadł z krzesła.
- Spokojnie, bo mi tu zejdziesz na zawał i kto wtedy będzie wiosłował do brzegu? - zapytał i znów zmienił objekt zainteresowania. Tym razem na Avarralie, która to niemal wspięła mu się na kolana i zaczęła szeptać słodkim głosem do ucha.

- Kuszące, ale mam wobec tego chuderlaka pewne plany - oświadczył, stukając palcami po jej odwłoku w miejscu, gdzie chityna przechodziła w gładką i miękką skórę pleców. Gdyby nie wyżej wspomniany organ, możnaby śmiało rzec, iż Fergus ją właśnie obejmował, gotowy wysłuchać propozycji odnośnie spędzenia kilku wspólnych chwil razem.
- Jeśli chcesz zobaczyć do czego jestem zdolny w dziedzinie wyrządzania ludziom krzywdy to pomóż mi się stąd wyrwać i dotrzeć do jakiegoś miasteczka. Potem możesz zjeść kogo tylko chcesz, ale beze mnie. Nie jadam ludzi, nigdy nie próbowałem i nie chcę próbować. Podobnie nigdy nie byłem z pajęczycą - uśmiechnął się podstępnie. - Myślisz, że dasz radę zwinąć ten odwłoczek w parę zgrabnych nóżek? Te tutaj mogą zostać - wskazał na parę rękopodobnych stawów, na których dziewczyna się podpierała.
- Karczma to marny pomysł - powiedział Nimfei, gdy Avarralie z niego zeszła. - Byłem tam dosłownie kilkanaście godzin temu i nie dogadałem się zbytnio z właścicielem. Padło trochę cięższych słów i trochę iskier. Nie wiem, jak do tego doszło, ale sufit mu się zajął i tyle widziałem tawernę. - Fergus opowiadał w sposób jakby rzeczywiście nic nie wiedział o pożarze w karczmie, choć w rzeczywistości rozpierała go duma. Jeszcze nigdy, czy to jako sługa Księcia, czy marynarz pod cyrografem, nie czuł się tak cudownie korzystając ze swoich darów. Po to je w końcu miał i do tego został stworzony. Do zadawania cierpienia innym. Miał tylko nadzieję, że zdąży się wyszumieć zanim znajdą go słudzy Pana. Na razie musiało mu wystarczyć towarzystwo w leśnym domku.
Avatar użytkownika
Fergus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Tarilion, Paygen, Fergus, Isambre, Catriona, Varii, Diego, Triss, Hannibal,
Rasa: Diabeł
Aura: Aura swoją siłą niezbyt wyróżnia się spośród wielu innych, ale zdecydowanie nie można nazwać jej słabą. Jej ostry i słony smak szybko przykuwa uwagę tych, których zmysł magiczny jest wyostrzony, a przytrzymuje ją hipnotyzująca i bardzo wyrazista poświata błyszcząca niczym oglądany pod słońce bursztyn; wielu odpycha jednak roztaczający się wokół, duszący odór siarki. Mimo tego nikt kto zechce się jej lepiej przyjrzeć nie będzie żałował: lśniące złotem monety o ostrych, jakby poszarpanych brzegach spadają z nieba, by przebić się przez unoszoną w powietrzu gładką, zabarwioną na cynowo taflę wody i odbijając się od twardych, żelaznych skał w końcu wpaść w bezlitosne objęcia tańczących swobodnie wraz z wiatrem, miedzianych języków ognia. Ich bezwolnej podróży ku upadkowi towarzyszy szum nadchodzącej wichury, następnie plusk wodnej powłoki, rumor spadających głazów i trzask płomieni, za którym idzie rozchodzące się po ciele uczucie gorąca.
Wygląd: Jak na diabła Fergus nie jest specjalnie wysoki, choć spokojnie za takiego może uchodzić w Alaranii. Mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i waży sto kilogramów, czego jednak nie widać z powodu szczupłej sylwetki i wyrzeźbionych mięśni, ukrytych pod warstwą ubrań. Jego skóra jest ciepła i szorstka w dotyku, barwą przypomina pomarańczową cegłę, lecz gdyby przyjrzeć ... (Więcej)

Postprzez Nimfea » Cz lis 29, 2018 2:24 am

Działo się bardzo dużo, Jurij z myśliwego stał się zwierzyną będącą o krok od zawału. Fergus zaś nawiązywał więź z gigantycznym pająkiem. Różowowłosa stała i nie była pewna czy powinna odezwać się niepytana, jej pewność siebie była w opłakanym stanie więc pozostawała przy staniu i obserwowaniu przebiegu wydarzeń.

- Nie mają? – zdziwiła się dziewczyna, gdy diabeł odpowiedział na jej pytanie, równocześnie zawieszając spojrzenie na lewitujących odłamkach szkła, które rozszczepiały światło i z daleka pewnie wyglądałyby niczym magiczny pył – Słabość, to fakt, również chciałabym go nie mieć… Może czułabym się lepiej… - stwierdziła przygnębiona, takiemu to fajnie, robi, co chce i nie musi obawiać się o moralność – Nie jest mi obojętny, ale muszę zabijać i nawet nie ryby, a ludzi… To naprawdę jest wyczerpujące psychicznie – westchnęła – Myślisz, że można się jakoś nauczyć… zagłuszać sumienie?

Gdy jeden odłamek szkła prawie trawił przerażonego mężczyznę, ten krzyknął niczym mała dziewczynka, po czym zrobił się blady i też nieco czerwony, bo mimo strachu zrobiło mu się też bardzo głupio. Nie był w stanie nic powiedzieć, ale i tak był gotów zrobić wszystko byle ujść z życiem.
Nimfea tymczasem spojrzała na Avarralie, czy ona naprawdę próbowała flirtować z diabłem? I czy on naprawdę pozytywnie na to reagował?! No a co z nią? Stała tu obok nich, odziana tylko w łuski i jakoś nie otrzymała takiego zainteresowania jak kobieta będąca od pasa w dół niezbyt miłym dla oka pająkiem… Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Syrenka posmutniała, to naprawdę było jak nawóz dla jej depresji. Zaniemówiła, zwyczajnie zabrakło jej sił, by cokolwiek w tej sytuacji zrobić, zwrócić na siebie jakoś uwagę poprzez choćby zwykłe zawołanie „hej, ja tu jestem!”. Patrzyła jak ta druga przemieniona, drepcze koślawo w kierunku piekielnego.

- Co ja tu jeszcze robię? – pomyślała podłamana. I na co były jej nogi, skoro teraz w modzie są pajęcze odwłoki? Diabeł wprawdzie spytał Av o możliwość zmiany dolnej części ciała na ludzką, ale i tak, przez cały czas była tu demoniczna syrenka, która już przecież miała nogi. Może i pokryte łuskami, a stopy bardziej przypominały płetwy to i tak lepsze niż te wszystkie włochate odnóża.
Z przygnębiających i dołujących ją rozmyślań wyrwała ją czarnowłosa, jednak ktoś usłyszał jej wcześniejszą propozycję odnośnie do odwiedzenia knajpy. Przynajmniej nie została całkowicie zignorowana, to już coś. Jednakże nie bardzo wiedziała, czy to, co kotłuje się w głowie tej wariatki to coś złego, dobrego a może neutralnego. W każdym razie ta jej powaga była niepokojąca.

- Oskórował? – wzdrygnęła się Nim, uważała to za zbyt dużą karę w stosunku do „pufnięcia” tu diabła, co w sumie mogło być zwykłym przypadkiem.

Minęło kilka sekund, dosłownie, a pajęcza dama już zaczynała wprowadzać romantyczno-sadystyczną atmosferę, która spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem.

- Jak ona to robi? Może to przez szaleństwo, może jest ładniejsza albo ja jestem tak beznadziejna że nikt mnie nie chce... Może gdybym była bardziej potworem, za jakiego i tak mnie mają... - myślała zrezygnowana.

Była naturianką, a te zwykle nie są złe. Wtem okazało się, że jej koleżanka wcale nie była samolubem w kwestiach mężczyzn i była całkiem otwarta na nowe doświadczenia. No niby miło, ale Nim wolałaby się w takich kwestiach nie dzielić z nikim, szczególnie nie ze stukniętą kobietą-pająkiem. Nic do niej nie miała, tak ogólnie to nawet miłe towarzystwo, tylko że… bardzo niestabilne.

- Mhm… - odburknęła w odpowiedzi na nieprzyzwoite zaproszenie i uśmiechnęła się krzywo – Czyli karczma odpada – zwróciła się do diabła, nie planowała kwestionować owego wypadku, choć była pewna, iż był on zaplanowany przez samego piekielnego – W takim razie zechcesz pobyć na wyspie jeszcze trochę czy opuścić ją czym prędzej i poszukać innej karczmy lub gospody? – spytała niepewnie.
Avatar użytkownika
Nimfea
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Rozalie, Sakura, Nimfea, Xenja, Sechmet, Anastasja, Yrin, Zira, Aurea, Mari, Nadeya, Imelda, Esmeralda, Luna, Shirkhana, Antar, Delia,
Rasa: Przemieniona z syreny
Aura: Jest to wyjątkowa w swej strukturze emanacja. Wydaje się niebywale filigranowa, jakby miała rozpaść się w dłoniach, jednak już podczas pierwszego kontaktu można wyczuć jej niebywałą siłę. Spleciona jest głównie ze srebra, przeszyta barachitem i miedzią. Otulona chaotyczną w odcieniach topazową poświatą, która tylko uściśla całą kompozycję. Widać w niej miękkość, kryjące się ostre brzegi i wielu zaskakuje ta przerażająca szorstkość. I nagle huczy grzmotami. Uderzają o taflę wody rozbryzgując ciecz wokół, w powietrzu. Krople przesycone są dziwną wonią, jakby nawoływały, śpiewały, ale pachną morzem i wilgocią. Wszystko zaś zastyga w nagłej ciszy… Czuć tylko jej smak. Kwaśny, wykrzywiający nietypowo wargi. Bywa w niej pikantność, ale częściej lepi się bądź suszy usta.
Wygląd: Nimfea sama o sobie powiedziałaby zapewne, iż jest potworem. Nie jest jednak aż tak źle, co prawda jest dość mocno wychudzona, co jest wynikiem jej depresji, przez co często, nawet cały dzień, potrafi nic nie jeść. Nie przepada za wychodzeniem na słońce, przez co jej skóra posiada trupio blady odcień. Od łokcia do jej dłoni widać zielone łuski, takie same pokrywają jej ciało ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Błyszczące Jezioro

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron